Kupiłem mały, czarny notes menedżera The Beatles — oto, co w sobie kryje
2026-10-12, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Gwiazdor Spandau Ballet, Gary Kemp, wydał 10 tysięcy funtów na tajną listę kontaktów Briana Epsteina, w której znalazły się numery wszystkich – od Micka Jaggera, przez Deana Martina, aż po braci Kray.Mały, czarny notes, który Gary Kemp właśnie wyciągnął z szuflady swojego domu w londyńskiej dzielnicy Fitzrovia – wypełniony starannie wystukanymi na maszynie adresami i odręcznymi notatkami – na pierwszy rzut oka nie wygląda na coś, za co płaci się 10 tysięcy funtów podczas aukcji w Sotheby's w 2020 roku. Dopóki nie spojrzy się na nazwiska.
Mamy tu Micka Jaggera, wpisanego tuż obok Briana Jonesa z The Rolling Stones. Jest Dean Martin, wszechstronny gwiazdor Hollywood w starym stylu, który – jak powszechnie wiadomo – czuł się mocno zagrożony sukcesem The Beatles. Zaledwie kilka stron dalej pojawia się John „Diz” Gillespie, biseksualny naciągacz ze skłonnością do szantażu.
W notesie brakuje numerów do samych Beatlesów, ale ich menedżer z pewnością obawiał się, że ta oprawiona w skórę kopalnia sekretów mogłaby wpaść w niepowołane ręce. Książka adresowa Briana Epsteina z 1967 roku to portret swingującego Londynu, wgląd w niespokojne życie menedżera The Beatles, a zarazem spojrzenie na mroczne podbrzusze pozornie olśniewającego świata.
– Nie interesują mnie zbytnio pamiątki ze świata muzyki pop – mówi Kemp, a wystrój jego salonu tylko to potwierdza. To istny pałac pełen sztuki prerafaelitów, pierwszych wydań z XX wieku i mebli w stylu Arts and Crafts – oto profity z napisania dla Spandau Ballet tak wielkich przebojów jak Gold czy True. – Zdecydowanie wolałbym kupić wiersz T.S. Eliota. Ale kiedy pojawił się ten notes, wręcz obsesyjnie zapragnąłem go mieć. Brian z pewnością przesuwał kciukiem po tych skórzanych zakładkach. Notes leżał obok jego łóżka, kiedy znaleziono go martwego. Przede wszystkim jednak dawał wyjątkową szansę na opowiedzenie historii czyjegoś życia przez pryzmat jego kontaktów.
Książka 1967: The World of Brian Epstein and the Beatles robi dokładnie to. Kemp oraz jego współautor Simon Halfon – dyrektor artystyczny i producent filmowy, który w 1999 roku próbował zrealizować film biograficzny o Epsteinie z Jude'em Law w roli głównej – starają się prześledzić tożsamość i zrekonstruować losy każdej osoby wymienionej w notesie, bez względu na to, czy była sławna, czy zupełnie nieznana. Dlaczego jednak książka adresowa została przepisana na maszynie przez sekretarkę Epsteina, Joanne Newfield, dopiero w 1967 roku, zaledwie kilka miesięcy przed jego śmiercią 27 sierpnia? Kemp ma na ten temat własną teorię.
Skradziona teczka i mroczna przeszłość
W noc ostatniego amerykańskiego koncertu The Beatles w Candlestick Park w San Francisco, 29 sierpnia 1966 roku, mroczna postać z przeszłości Epsteina powróciła, by go dręczyć. Diz Gillespie miał podpisany kontrakt jako aktor z firmą menedżerską Epsteina, NEMS, ale w rzeczywistości był jego byłym kochankiem, który uciekł z londyńskiego domu Briana w 1965 roku po tym, jak przyłożył mu nóż do gardła i opróżnił jego portfel.
W hotelu Beverly Hills w Los Angeles, gdzie zatrzymali się Beatlesi i ich świta, Gillespie ponownie pojawił się na horyzoncie. Po popołudniu spędzonym z Epsteinem przy basenie, ukradł menedżerowi teczkę, w której znajdowało się 20 tysięcy dolarów (w gotówce od promotorów koncertów), butelka barbituranów oraz pornograficzne zdjęcia nieznanego mężczyzny. Gillespie zażądał połowy pieniędzy w zamian za zwrot teczki, grożąc, że w przeciwnym razie pójdzie na policję z narkotykami i fotografiami.
– Myślę, że pierwsza książka adresowa Briana znajdowała się właśnie w tej skradzionej teczce – mówi Kemp. – Diz był toksyczną postacią, a Brian miał na jego punkcie obsesję. Nat Weiss, prawnik Briana, zorganizował prowokację, aby odzyskać walizkę, ale ta okazała się praktycznie pusta. Zakładam, że właśnie dlatego ten notes pochodzi z 1967 roku.
W książce adresowej widnieje również nazwisko niejakiego Lorena Stantona, kolejnego kochanka Epsteina. Stanton twierdził później, że Gillespie był współwinny śmierci Epsteina w wieku 32 lat, sugerując jednocześnie, że w sprawę zamieszani byli bracia Kray. Śledztwo oficjalnie uznało, że przyczyną zgonu było przypadkowe przedawkowanie środka uspokajającego o nazwie Carbatrol. Jednak według Philipa Normana, autora nowej biografii Epsteina, Mr Moonlight, bardziej prawdopodobnym scenariuszem było działanie amerykańskiej mafii — jako kara za utratę kontroli nad niezwykle dochodowymi licencjami na gadżety The Beatles.
Hazard, mafia i niebezpieczne związki
– Bracia Kray byli czymś w rodzaju lokalnego oddziału mafii, a Reggie powiedział swojemu biografowi, Peterowi Trollope'owi, w kontekście śmierci Briana: „To nie my” – mówi Norman, którego książka po raz pierwszy tak dogłębnie analizuje powiązania gangsterów z The Beatles. – Postanowili, że chcą wejść w menedżment muzyczny. Zorganizowali to tak, aby John Aspinall, właściciel klubu hazardowego Clermont w Mayfair, ustawiał gry Briana w chemin-de-fer [odmiana baccarata], by ten wpadł w tak ogromne długi, iż nie miałby innego wyjścia, jak tylko sprzedać im zespół. W 1967 roku Nicky Byrne [współzałożyciel Seltaeb, firmy zarządzającej gadżetami The Beatles] odebrał telefon. Obcy głos powiedział mu: „Usłyszycie niedługo, że Brian miał wypadek”. W grę wchodziły osoby trzecie.
– Problem z historiami o Beatlesach polega na tym, że każda relacja jest inna – tak Kemp komentuje wątek powiązań z braćmi Kray. – To, co na pewno wiemy z notesu, to fakt, że Brian otaczał się homoseksualnymi mężczyznami, ściągając z Liverpoolu [swojego asystenta] Petera Browna oraz [menedżera biznesowego] Geoffreya Ellisa. Obaj byli w związkach, ale Brian nie potrafił przed sobą przyznać, że jest gejem. Myślę, że częściowo wynikało to z tego, że nie mógł znaleźć miłości, przez co ciągnęło go do niebezpiecznego towarzystwa.
Do tego dochodził antysemityzm. – W szczególności John [Lennon] często posługiwał się antysemickimi stereotypami – mówi Kemp. – John co prawda pojechał z Brianem na wakacje [do Hiszpanii, 28 kwietnia 1963 roku, trzy tygodnie po narodzinach swojego syna, Juliana] i być może sam wypierał, lub wstydził się własnych uczuć do niego, ale u innych zawsze szukał słabego punktu. W przypadku Briana tym słabym punktem było to, że nie pasował do reszty: był Żydem i gejem.
Wizjoner bez zmysłu do interesów
Książka adresowa zawiera nazwiska, które przypominają, że Epstein, mimo całego swojego geniuszu, dzięki któremu dostrzegł potencjał The Beatles i wyniósł ich na światowe sceny, nie był wybitnym biznesmenem. Prawa do gadżetów zespołu przekazał firmie Seltaeb, założonej przez garstkę dobrze sytuowanych dwudziestolatków z Chelsea (23-letni Lord Peregrine Eliot zaangażował się w projekt tylko dlatego, że potrzebował funduszy na nowe dywany w swojej rodowej posiadłości w St Germans w Kornwalii) – godząc się na absurdalny podział zysków w proporcji 90 do 10 na korzyść Seltaeb. Jest tu również Dick James, wydawca muzyczny, który wynegocjował umowę pozostawiającą Lennona i McCartneya zaledwie z mniejszościowymi udziałami do ich własnego katalogu piosenek.
– Brian był osobą niezwykle kreatywną – mówi Kemp. – Aranżował witryny w sklepie meblowym swoich rodziców w Liverpoolu. Chciał zostać aktorem i projektantem mody. Zobaczył tych czterech chłopaków w The Beatles, na nowo wykreował ich wizerunek, dobierał dla nich odpowiednie wydarzenia i perfekcyjnie zbudował ich pozycję w Ameryce. Co wcale nie oznacza, że miał smykałkę do finansów. Przekazuje prawa do gadżetów ludziom z Seltaeb, którzy następnie wpadają w furię, widząc, jak Brian po kawałku rozdaje je również różnym innym firmom.
– To był kompletny bałagan i ogromne źródło stresu w życiu Briana. Podobnie jak fakt, że zespół przestał koncertować, przez co nie miał już nic do roboty. Nawet w kwestii okładki do albumu Sgt. Pepper Brian nie miał nic do powiedzenia. Jedyne, co mógł zrobić, to zasugerować, by płytę pakowano w brązową, papierową torbę.
Mimo całego smutku i zepsucia, które naznaczyły ostatnie miesiące życia Epsteina, z notesu wyłania się obraz Londynu jako jednego wielkiego placu zabaw. Mało która z wpływowych postaci przekroczyła tam trzydziestkę, na pierwszy plan wysuwają się kluby takie jak The Scene i The Speakeasy, a kontakty do krytyka teatralnego Kena Tynana czy projektanta wnętrz gwiazd Christophera Gibbsa ukazują świat wykraczający daleko poza muzykę.
– Ale Brian był inny – tak ocenia to młodzieńcze środowisko Kemp. – Jadał kolacje w tak renomowanych lokalach z tradycjami jak Rules, tańczył w dusznych, surowych klubach pokroju The Bag O'Nails, a potem przegrywał mnóstwo pieniędzy w kasynie w Mayfair. No i brał kwas jeszcze przed Beatlesami.
Dla Kempa fascynacja notesem wynika z faktu, że uwiecznia on najwspanialszy okres w muzyce popularnej. – Czytałem któregoś dnia w łóżku biografię The Beatles i wzruszyłem się do łez, kiedy Paul poznał Johna – opowiada. – Żona kazała mi wziąć się w garść, więc odpowiedziałem jej, że gdyby nie tamta chwila, nie mieszkalibyśmy w tym domu. Nie robiłbym tego, co robię. Żadne z nas by tego nie robiło, ponieważ pierwsza brytyjska inwazja doprowadziła do drugiej brytyjskiej inwazji, której częścią był zespół Spandau Ballet.
Ostatnie dni i puste strony
W notesie znajdują się dowody na życiowy zamęt Epsteina w jego ostatnich miesiącach: numery do lekarzy wypisujących recepty na leki; wpis dotyczący The Priory, prywatnego szpitala, w którym w 1967 roku leczył się na depresję – która ustąpiła, gdy Lennon przysłał mu bukiet kwiatów i kartkę ze słowami: „Wiesz, że cię kocham. Naprawdę”. Wiadomo również, że tuż przed śmiercią Epstein spotkał się z pewnym młodym mężczyzną. Od dawna krążyły plotki, że był to szantażujący go Diz Gillespie, jednak Kemp ma na ten temat inną teorię.
– Brian miał zaplanowany weekend w swoim domu w Kingsley Hill w East Sussex – mówi Kemp – ale w piątek wrócił do Londynu, żeby się z kimś spotkać. Simon Napier-Bell, z którym przeprowadzałem wywiad do książki, twierdzi, że to z nim.
Napier-Bell, późniejszy menedżer grupy Wham!, poznał Epsteina przez przedsiębiorcę Roberta Stigwooda, który miał własne plany wobec The Beatles. Napier-Bell twierdzi, że po nieudanej próbie uwiedzenia go tydzień wcześniej, Epstein wracał do Londynu, by spróbować ponownie, nie wiedząc, że Napier-Bell wyjechał do Irlandii.
– Simon był w Irlandii, kiedy dowiedział się o śmierci Briana – mówi Kemp. – Po powrocie do Londynu znalazł na swojej automatycznej sekretarce mnóstwo wiadomości od Briana, który bełkotał i stawał się coraz bardziej zdesperowany. Oczywiście, to tylko wersja Simona. Dlaczego zatem numeru Napiera-Bella nie ma w książce adresowej? Pod literą „B” znajduje się cała strona numerów bez przypisanych nazwisk. Dwa numery z kierunkowym 974 należą do Weybridge w hrabstwie Surrey, gdzie mieszkali John Lennon i Ringo Starr. Numery kierunkowe do londyńskiego St John's Wood i Esher w Surrey odpowiadają adresom Paula McCartneya i George'a Harrisona. Oto więc tajne numery do Beatlesów i, być może, numer do Napiera-Bella, ostatniego mężczyzny, który odrzucił Epsteina. W ten sposób notes staje się dość smutną metaforą krótkiego, tragicznego życia Epsteina: ukrytego na widoku w samym sercu swingującego Londynu.
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
