Czterech facetów i przejście dla pieszych: banalność i piękno okładki Abbey Road The Beatles
2026-08-22, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Często kopiowane i parodiowane zdjęcie z niesamowitą wręcz precyzją oddaje dynamikę między poszczególnymi członkami a całym zespołem.Tym, co sprawia, że okładka Abbey Road The Beatles zapada w pamięć, nie jest wcale tych czterech facetów na przejściu dla pieszych, ale ulica za nimi. Znikająca na tle idealnie błękitnego nieba, gdzie letnie drzewa przesłaniają jaskrawą zielenią to, co w przeciwnym razie byłoby jedynie ponurymi, murowanymi domami, mogłaby stanowić hiperrealistyczny pejzaż namalowany przez Davida Hockneya. Czarno-białe pasy przejścia oraz biała linia biegnąca środkiem oddalającej się ulicy w północnym Londynie są świeże i wyraziste, co tylko potęguje przejrzystość tego psychodelicznego snu.
Oczywiście, ta czwórka również odgrywa tu swoją rolę. The Beatles byli tak niebotycznie sławni w momencie, gdy Iain Macmillan robił to zdjęcie 8 sierpnia 1969 roku, że oglądanie ich podczas tak zwyczajnej czynności jak przechodzenie przez ulicę, staje się wręcz magiczną tajemnicą.
Wszyscy turyści, którzy wciąż odtwarzają tę fotografię, artyści – od Red Hot Chili Peppers i Kanye Westa, po franciszkańskich mnichów oraz Booker T and the MGs – którzy ją parodiowali, a także Sam Mendes, który w tym tygodniu odtworzył ją w swoich czterech filmach biograficznych o The Beatles, są zahipnotyzowani tym zagadkowym połączeniem banalności i charyzmy. Po prostu cztery osoby na przejściu dla pieszych, a jednak bogowie!
The Beatles zagrali na tej samej niezwykłej zwyczajności zaledwie kilka miesięcy przed zrobieniem tego zdjęcia, kiedy w styczniu 1969 roku wystąpili na żywo na dachu budynku Apple Corps przy londyńskiej Savile Row. Nie były to tylko jedne z ostatnich wspólnych wystąpień grupy; na tle Londynu stanowiły one manifestację czterech indywidualności, które same w sobie stały się archetypami.
To, co okładka Abbey Road zatrzymuje w kadrze z tak niesamowitą precyzją, to dynamika między czworgiem indywidualistów a jedną całością, która sprawiała, że The Beatles byli tak fascynujący: charakter każdego z członków spaja się w jedno – a przynajmniej fani wciąż chcieli w to wierzyć – maszerując równym krokiem, tak jak uchwycono to na fotografii. John Lennon prowadzi, a jednak wydaje się nieobecny i pochłonięty własnymi myślami: jest jedynym, którego twarzy nie widać w pełni, i chociaż to on nadaje tempo, to być może jednocześnie próbuje uciec. No i proszę – jest w tym zdjęciu pewna świadoma symbolika, która wręcz zachęca, by dopisać do niego dowolną alegorię. Mogę wyobrazić sobie Lennona odchodzącego w siną dal, bo właśnie to zapowiedział grupie we wrześniu tamtego roku.
Jednakże w tamtym czasie to bose stopy Paula McCartneya – o czym powszechnie wiadomo – podsycały dziwaczne spekulacje o jego śmierci. Zgodnie z tą teorią spiskową, ubrany na czarno Ringo Starr to przedsiębiorca pogrzebowy, a George Harrison – grabarz. Nie jest to wcale taka zła interpretacja, w dodatku odpowiada na płynące ze zdjęcia wyzwanie, by je rozszyfrować: przecież musi ono coś oznaczać! Teoria „Paul nie żyje” była jednak podwójnie niedorzeczna, biorąc pod uwagę, że to McCartney, obok Macmillana, był głównym autorem koncepcji tej fotografii.
Nie było to zdjęcie zrobione przypadkowo. To dzieło sztuki konceptualnej – koncepcji, z którą The Beatles byli doskonale zaznajomieni, chociażby dlatego, że w tamtym roku Lennon wziął ślub z jedną z najbardziej radykalnych artystek na świecie, Yoko Ono. Po tym jak odrzucono pomysł sesji zdjęciowej w Nepalu, to właśnie McCartney zasugerował, by zrobić to po prostu na Abbey Road, przed studiem muzycznym w dzielnicy St John's Wood w północnym Londynie. To jego szkice rozplanowały całe ujęcie, ukazując ich czwórkę jako patyczaki na przejściu dla pieszych oraz widok z góry na wysadzaną drzewami ulicę. Tego dnia poprosili policjanta o wstrzymanie ruchu, a Macmillan stanął na drabinie, by uzyskać odpowiednią perspektywę.
To nie przypadek; to sztuka. McCartney zaczął kolekcjonować obrazy René Magritte'a w 1966 roku, a ukazane na tym zdjęciu połączenie zapadającej w pamięć, niemal zbyt rzeczywistej perspektywy oraz wprawiającej w zakłopotanie, a zarazem zupełnie obojętnej sceny na pierwszym planie, mocno przywołuje na myśl twórczość belgijskiego surrealisty. To nie są The Beatles. To nie jest Abbey Road.
To jednak z całą pewnością Londyn. W obecnych czasach narodowej niechęci do samych siebie, fenomen okładki Abbey Road polega na celebrowaniu tego niezwykle brytyjskiego momentu. Przejścia dla pieszych typu zebra są brytyjskie: od razu wiesz, że to Londyn, a nie Nowy Jork.
Członkowie The Beatles kroczą ku swoim oddzielnym przyszłościom, ale tutaj McCartney, najgorętszy orędownik zespołu, zatrzymuje ich na zawsze przed studiami, w których pracowali. On nie chce nigdzie iść – przecież zdjął buty.
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
