Paul McCartney wybiera 10 najważniejszych utworów swojego życia
2026-05-25, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Niedawny występ Paula McCartneya w programie stacji BBC Radio 2 wywołał skrajne reakcje w brytyjskich mediach. Podczas gdy dziennik „Mirror” skupił się na wzruszających słowach muzyka o Johnie Lennonie i sentymentalnych wspomnieniach, dziennikarze „Telegraph” opublikowali bezlitosną recenzję, punktując niezręczności prowadzącego wywiad, Vernona Kaya. Poniżej prezentujemy pełen obraz tego wydarzenia oczami obu redakcji oraz kompletną listę utworów wybranych przez Paula.Spojrzenie „Mirror”: Piękna piosenka Johna wciąż pozwala nam wyobrazić sobie, jak mógłby wyglądać świat
Paul McCartney twierdzi, że utwór „Imagine” autorstwa Johna Lennona to piosenka niosąca „piękną wizję” – i że jest wciąż aktualna w dzisiejszym świecie ogarniętym wojną. 83-letnia ikona zespołu The Beatles, wybierając 10 piosenek mających opisać jego życie i karierę, zwieńczyła tę listę najsłynniejszym solowym utworem swojego zmarłego, wspaniałego przyjaciela.
– To po prostu jedna z wielkich piosenek Johna – powiedział Paul o hymnie o pokój z 1971 roku. – Jest tak wiele utworów, które można by wybrać. Zaczynasz od Johna, a potem myślisz: no dobrze, a co z George'em? George ma w swoim dorobku kilka niesamowitych. Ale na potrzeby programu trzeba było ten wybór ograniczyć. Po prostu uważam, że ta piosenka Johna jest magiczna. Podobnie zresztą jak wiele innych osób. W mojej głowie, po tak częstej współpracy z Johnem, potrafię niemalże zobaczyć, jak ją pisze. Jak gra tę partię na pianinie.
– Uważam, że to piękna wizja tego, jak mógłby wyglądać świat. Niestety, kiedy tego słucham, gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl, że to się raczej nie wydarzy. Albo: czy nie byłoby wspaniale? Jak wielkie mielibyśmy szczęście, gdyby te wszystkie rzeczy się spełniły? Myślę, że wiele osób uwielbia o tym myśleć, uwielbia wyobrażać sobie taką rzeczywistość, szczególnie biorąc pod uwagę to, co się obecnie na świecie dzieje.
W rozmowie z Vernonem Kayem w stacji Radio 2, Paul wybiera również utwory Buddy'ego Holly'ego i Elvisa Presleya, a także dzieli się bardziej zaskakującymi wyborami z repertuaru The Kinks i The Human League.
Paul, który obecnie promuje swój nowy album, opowiedział również o tym, jak bardzo był podekscytowany propozycją zagrania na nadchodzącej płycie The Rolling Stones. Wyjaśnił, że polecił gitarzyście Stonesów, Ronniemu Woodowi, producenta swojego albumu – Andrew Watta.
– Więc Ronnie wrócił, wspomniał o tym i okazało się, że Mick [Jagger] i tak o nim myślał. A w pewnym momencie Andrew zapytał: „Chcesz zagrać na tym na basie?”. Odpowiedziałem: „Pewnie, zrobię to. Dlaczego nie?”. Stoję tam, gram i myślę sobie: „Gram ze Stonesami”. Powinienem być zblazowany i powiedzieć: „taak, znam ich od lat”. Ale to było wyjątkowe uczucie, bo nagle gram razem z nimi.
Album Paula, The Boys of Dungeon Lane, ukazuje się w tym tygodniu. Tytuł jest ukłonem w stronę okolicy nad rzeką Mersey, gdzie bawił się w dzieciństwie. To miejsce, które wciąż ma przed oczami, gdy wraca w rodzinne strony: brama do świata, który znał przed osiągnięciem sławy.
Paul powiedział: – Prawdopodobnie około połowa tego albumu jest nostalgiczna. Myślę o wspomnieniach. Myślę o miejscach, które pamiętam. I podoba mi się to, ponieważ przenosi mnie to w tamte czasy i w pewnym sensie znów jestem z tamtymi ludźmi. Dorastałem w bardzo kochającej się rodzinie w Liverpoolu. Miałem więc wielkie szczęście, że otaczali mnie ci wspaniali wujkowie, ciocie i kuzynostwo. Myślałem, że każdy ma taką rodzinę. Więc, wiesz, kiedy poznałem Johna i z nim rozmawiałem, dowiedziałem się, że jego tata odszedł z domu, gdy John miał trzy lata. Ringo ma podobną historię. Zdałem sobie więc sprawę, jakie miałem szczęście, mając tak wspaniałe dzieciństwo i wychowanie.
Spojrzenie „Telegraph”: Czasami odkrywczy, w większości niezręczny
Sztuka przeprowadzania wywiadu z kimś tak sławnym jak Paul McCartney polega na tym, by dać jasno do zrozumienia, że jest się fanem, nie popadając przy tym w jawną służalczość – błąd, który onieśmielony Vernon Kay popełnił na samym początku swojej rozmowy z wielkim muzykiem The Beatles w swoim paśmie Tracks of My Years na antenie Radio 2.
Ścieżki mojego czego? Potraktujcie to jako bezwstydny hołd stacji Radio 2 dla popowej instytucji, jaką jest program Desert Island Discs, tyle że bez słońca i morza, za to z wesołkowatym Kayem, który dba o podtrzymanie luźnej pogawędki. Albo i nie, jak miało to miejsce podczas tego niezręcznego – choć momentami odkrywczego – spotkania z McCartneyem, który promował swój nowy album, The Boys of Dungeon Lane. Kay był wyraźnie podekscytowany dzieleniem studia z jednym z najsłynniejszych autorów piosenek wszech czasów, ale McCartney nie był szczególnie podatny na to całe podlizywanie się i równie dobrze mógłby sam przebrnąć przez listę 10 utworów.
Kay zaczął w sposób, w jaki zamierzał kontynuować, opisując ten odcinek jako „bardzo, bardzo wydanie specjalne” cyklu, którego wcześniejszymi bohaterami byli między innymi aktor Eddie Marsan, były odtwórca roli Doktora Who Peter Capaldi i piosenkarka country Ashley McBryde. „Muszę powiedzieć, Paul, że zapowiadając ciebie, wchodzimy na najwyższy możliwy piedestał” – stwierdził, na co McCartney uprzejmie udał fałszywe zdumienie.
Zaledwie 60 minut, które McCartney miał na wyrzucenie z siebie listy ulubionych singli, oznaczało, że pogawędka miała ścisły limit czasowy, co chyba dobrze, biorąc pod uwagę, że pytania Kaya dryfowały w stronę niezręcznych, błahych barowych rozmówek. Zapytał McCartneya, czy lubi winyle (lubi) i czy jego rodzina miała zaawansowany sprzęt stereo, gdy dorastał w Liverpoolu (nie miała). Na szczęście stary wyjadacz Macca wiedział, co robi. Niezwykle zręcznie skierował rozmowę z dala od nudnych pochlebstw serwowanych przez Kaya i włożył prawdziwy wysiłek w swoje odpowiedzi.
W odpowiedzi na pytanie, czy udzieliłby Taylor Swift rady, gdyby go o to kiedykolwiek poprosiła, zauważył, że prawdopodobnie nie potrzebuje ona żadnych wskazówek. Dodał jednak, że w popularności Swift pobrzmiewają echa Beatlemanii: „Zdecydowanie widać podobieństwa. Ten poziom sławy, ogólnoświatowej sławy”.
Podzielił się również zabawną anegdotą o dniu, w którym on i John Lennon zostali pozdrowieni w centrum Londynu przez Micka Jaggera i Keitha Richardsa z The Rolling Stones, przejeżdżających taksówką. Beatlesi wskoczyli do środka, a Mick poskarżył się, że Stonesom brakuje nowego singla – co skłoniło McCartneya do zaoferowania im I Wanna Be Your Man. To świetna historia, chociaż fani The Beatles prawdopodobnie już ją znają (ma nawet własną stronę na Wikipedii). McCartney najwyraźniej chciał jednak dać Kayowi materiał na nagłówek, ponieważ następnie ujawnił, że Prince nagrał podczas prób własną wersję utworu McCartneya The Long and Winding Road i że on sam chciałby dodać do niej coś od siebie. „Zamierzam ich o to zapytać [tj. spadkobierców Prince'a]. Mógłbym zrobić z tego coś naprawdę dobrego. To brzmi dość rockowo. On gra tam na gitarze naprawdę świetne rzeczy”.
Następnie wyraził swoje zdumienie zapałem, z jakim Bob Dylan zniekształca swoje najsłynniejsze utwory podczas występów na żywo. „Kiedy widzisz go na koncercie, nie obchodzi go, czy słyszałeś wcześniej tę melodię”.
Co dziwne, w jedynym momencie, w którym Kay prawdopodobnie powinien był słodzić McCartneyowi, opuściła go elokwencja. Szukając jakiegoś komplementu pod adresem The Boys of Dungeon Lane, najlepsze, na co było go stać, to... „Brzmi to jak naprawdę dobrze wyprodukowana płyta”, dodając, że album to „prawdziwa petarda”.
„Biorę to” – powiedział McCartney, którego dziadkowa pogoda ducha była zbawienna podczas rozmowy, która obiecywała tak wiele, a ostatecznie okazała się dla fanów The Beatles swoistą przeprawą w stylu A Hard Day's Night.
Pełna lista „Tracks Of My Years” według Paula McCartneya (Telegraph złośliwie zaytułował - "Tracks of My Tears")
10. Gene Vincent – Be-bop-a-Lula
Pierwsza płyta, jaką kiedykolwiek kupiłem. Byłem uczniem. Trzeba było zaoszczędzić mnóstwo pieniędzy, żeby kupić płytę. Po prostu to uwielbiałem, uwielbiałem głos Gene'a Vincenta. Jego zespół, the Blue Caps... Nigdy nie rozumiałem, o co w tym chodzi. To żeglarski termin oznaczający fale. To świetna piosenka. Taka prosta. Jego wokal jest wspaniały. Solówka gitarowa jest niesamowita. Wywołuje efekt „wow”.
9. Chuck Berry – Maybellene
Uwielbiam Chucka Berry'ego. Jest tyle jego piosenek, które można by wybrać. Maybellene to naprawdę dobre nagranie. Podsumowuje styl Chucka – to człowiek pełen świetnych pomysłów. Sam ten pomysł, że ściga dziewczynę w samochodzie. Nigdy wcześniej nie słyszeliśmy czegoś takiego. To poeta – po prostu wyciąga z rękawa te wspaniałe frazy i sprawia, że one działają. I oczywiście był też świetnym gitarzystą. Ktoś taki jak Keith Richards – to był cały Chuck. Wiele z tych wczesnych solówek – chociażby ta z Maybellene – wpłynęło na nas wszystkich.
8. Buddy Holly and the Crickets – That’ll Be The Day
Usłyszeliśmy That'll Be The Day – to wzięło się znikąd. Buddy był dla nas kimś wyjątkowym. Zaimponował nam, bo sam pisał piosenki. Sam je śpiewał. Sam grał solówki na gitarze. Zrobił na nas ogromne wrażenie. Próbowaliśmy sami napisać piosenkę, zaśpiewać ją i zagrać partię gitarową.
7. Elvis Presley – All Shook Up
Miałem kumpla, który nazywał się Ian James. Chodziliśmy razem do szkoły. Pewnego dnia strasznie bolała mnie głowa. Szliśmy do wesołego miasteczka. Wyruszyliśmy we dwójkę, myśląc, że wyglądamy naprawdę fajnie w naszych nakrapianych marynarkach. Poszliśmy do tego wesołego miasteczka. Miałem ten okropny ból głowy. Włączyłem All Shook Up. Kiedy utwór się skończył, ból głowy zniknął. To była magia. Zawsze się zastanawiałem: co takiego jest w tym nagraniu? Jest po prostu radosne.
6. The Kinks – You Really Got Me
To był ich pierwszy wielki przebój. Uwielbialiśmy go. Uwielbiam go do dziś. Możesz włączyć to na imprezie i nadal świetnie się sprawdza. Brzmienie gitary, ten riff, wciąż są wspaniałe.
5. The Human League – Don’t You Want Me
Wybrałem tak wiele wczesnych rockandrollowych rzeczy. Pomyślałem więc: no dobrze, zbliżam się do współczesności. „That much is true”... Podoba mi się ten krótki wers, jest naprawdę sprytny. Poznałem ich, dobrze się dogadywaliśmy – to prawdopodobnie mój ulubiony ich utwór, to po prostu taki wielki przebój.
4. Prince – Kiss
Czerpał wiele z Hendrixa. Ale był wybitnym muzykiem. Wystarczy popatrzeć, jak gra – miał ten styl. Równie dobrze mogłem wybrać Purple Rain. Kiss to takie szalone małe nagranie – kiedy się w nie wsłuchać, tam prawie nic nie ma. Jest takie proste. Żeby osiągnąć coś takiego. Możesz zrobić prostą rzecz i może ona brzmieć prosto, ale nie wspaniale. Jego rzecz brzmi po prostu wspaniale. Był czarodziejem.
3. Bob Dylan – Mr Tambourine Man
Trochę się denerwuję, żeby do niego podejść. Ostatni raz widziałem Boba na festiwalu Coachella – zorganizowali tam Desert Trip, grało wielu klasycznych wykonawców. My, The Stones, Bob, Neil Young. Jedna z naszych dziewczyn mówi: „Bob Dylan chce się z tobą zobaczyć. Chce się przywitać”. Byliśmy tylko my dwaj w tym ogromnym namiocie. To było trochę krępujące. On mówi: „Jesteś gwiazdą”. Co można na to odpowiedzieć – „dziękuję, Bob”?
2. The Beach Boys – God Only Knows
To od zawsze jeden z moich prawdziwych faworytów – słowa, to o czym opowiadają, są bardzo emocjonalne. Kiedy słucham tego i śpiewam razem z nagraniem, potrafi mnie to mocno chwycić i nagle uderzyć. Pewnego razu miałem jednak okazję faktycznie zaśpiewać to z nim [Brianem Wilsonem z The Beach Boys]. Podczas prób ścisnęło mnie w gardle ze wzruszenia... To tak emocjonalny utwór. Zwłaszcza w połączeniu z tą melodią i harmoniami. Dla mnie to absolutnie niedoścignione nagranie – bardzo inspirujące.
1. John Lennon – Imagine
To po prostu jedna z wielkich piosenek Johna – hymn o pokój z 1971 roku. Jest tak wiele utworów, które można by wybrać. Zaczynasz od Johna, a potem myślisz: no dobrze, a co z George'em? George ma w swoim dorobku kilka niesamowitych. Ale na potrzeby programu trzeba było ten wybór ograniczyć. Po prostu uważam, że ta piosenka Johna jest magiczna. Podobnie zresztą jak wiele innych osób. To utwór, który ludzie lubią śpiewać. W mojej głowie, po tak częstej współpracy z Johnem, potrafię niemalże zobaczyć, jak ją pisze. Jak gra tę partię na pianinie. Uważam, że to piękna wizja tego, jak mógłby wyglądać świat. To piękne marzenie, piękna ambicja. Niestety, kiedy tego słucham, gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl, że to się raczej nie wydarzy. Albo: czy nie byłoby wspaniale? Jak wielkie mielibyśmy szczęście, gdyby te wszystkie rzeczy się spełniły? Myślę, że wiele osób uwielbia o tym myśleć, uwielbia wyobrażać sobie taką rzeczywistość, szczególnie biorąc pod uwagę to, co się obecnie na świecie dzieje.
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
