60 lat „Revolvera”: Dzieło, które zmieniło muzykę na zawsze
2026-08-05, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Dokładnie dzisiaj mija 60 lat od dnia, w którym Revolver trafił do sprzedaży, wyznaczając jeden z najważniejszych punktów zwrotnych w historii muzyki popularnej. Wydany w 1966 roku album The Beatles nie tylko przełamał dotychczasowe bariery brzmieniowe i kompozytorskie, ale stał się absolutnym wzorcem studyjnego eksperymentu. Z okazji premiery wydawnictwa Super Deluxe Edition w 2022 roku, ceniony krytyk muzyczny magazynu „Rolling Stone”, Rob Sheffield, poddał ten materiał ponownej, niezwykle wnikliwej analizie. W swoim charakterystycznym, pełnym pasji, błyskotliwym i bezkompromisowym stylu Sheffield zabiera nas za kulisy sesji nagraniowych w Abbey Road, odsłaniając emocje, przyjaźń i absolutny geniusz kryjący się za tymi dźwiękami. Oto pełna wersja jego eseju.Dlaczego „Revolver” The Beatles brzmi dziś bardziej rozkosznie dziwacznie niż kiedykolwiek
To był absolutny szczyt możliwości Wielkiej Czwórki, a nowa edycja Super Deluxe pozwala nam wniknąć jeszcze głębiej w geniusz tego albumu.
Żaden album The Beatles nie ma w sobie takiej mistyki jak Revolver. John, Paul, George i Ringo wrzucili wszystkie swoje najbardziej szalone pomysły do tego eksperymentalnego arcydzieła z 1966 roku, zmieniając Abbey Road Studios w wylęgarnię szaleńczej, twórczej ekstazy. Przez wiele lat Revolver był niedoceniany — zwłaszcza w Ameryce, gdzie pełna wersja albumu nie ukazała się przez kolejne 20 lat. Potrzeba było więc czasu, by uznano go za najodważniejszy, najbardziej bezczelny manifest The Beatles. Jednak uderzenie, jakie niesie ze sobą nowa edycja Special Deluxe, wypakowana skarbnicą niepublikowanych dotąd odrzutów, polega na uświadomieniu sobie, że w tych piosenkach kryje się o wiele więcej, niż ktokolwiek przypuszczał. Słuchanie nowego Revolvera to objawienie, które wymaga czasu, by w pełni do człowieka dotarło: to dowód na to, że świat wciąż niedocenia The Beatles.
Revolver to gitarowy album Fabsów, szybujący na elektrycznym błysku „Taxman”, „And Your Bird Can Sing” i „Tomorrow Never Knows”. Ale znajdziemy tu również sitary, pętle magnetofonowe, oktet smyczkowy, jazzujące dęciaki i psychodeliczne, funkowe drony. Co najważniejsze, jest tu nadludzki wręcz poziom pewności siebie i buty — tym chłopakom nawet przez myśl nie przeszło, żeby zwolnić i trzymać się jednego, bezpiecznego toru. Kiedy w 1987 roku nieskrócony Revolver w końcu pojawił się na płytach CD, sprawiał wrażenie zupełnie nowego albumu. I dokładnie tak samo człowiek czuje się teraz, przetwarzając wszystkie niespodzianki z tego box setu. The Beatles rzucają ci wyzwanie: zapomnij o wszystkim, co wydaje ci się, że wiesz o tej muzyce, i zacznij słuchać jej od nowa, z zupełnie nową wrażliwością.
Szczyt przyjaźni i braterska wspólnota w studio
Ale pomijając wszystko inne, czym jest ta płyta, Revolver to przede wszystkim najbardziej zespołowy album The Beatles. To właśnie wtedy John, Paul, George i Ringo byli ze sobą zżyci jak nigdy dotąd – jako kumple i współkonspiratorzy. Nieważne, jak bardzo zjadliwi stali się dla siebie później; w latach 1966-67, aż do śmierci Briana Epsteina, po której wszystko zaczęło się sypać, przeżywali absolutny szczyt swojej przyjaźni. Revolver chwyta ten moment, w którym byli po uszy zakochani w byciu Beatlesami i łaknęli swojego towarzystwa nawet po godzinach pracy. Inni ludzie byli w porządku, ale… nie byli Beatlesami. Jak ujął to w tamtym czasie John Lennon: „Odkąd staliśmy się sławni, poznaliśmy trochę nowych ludzi, ale nigdy nie daliśmy rady znieść ich dłużej niż przez dwa dni”.
Słychać to w każdym dźwięku tej muzyki. Revolver to album, który najbardziej przypomina spotkanie czterech chłopaków w studyjnej bazie, z niesamowitym luzem czytających sobie nawzajem w myślach. Z arogancką pewnością siebie zakładają, że jedyne, co muszą robić, to zabawiać własną wyobraźnię – za wszelką cenę chcą zaimponować sobie nawzajem i tylko sobie nawzajem. Fantastyczne, alternatywne podejście do „Got to Get You Into My Life” zaczynają od żarliwej kłótni o pierwszy dźwięk organów – absurdalnie gorącej dyskusji, ale cała czwórka ewidentnie kocha tę sprzeczkę równie mocno, co samą piosenkę. Podczas próby „For No One” Ringo Starr pyta Paula McCartneya: „To co, mam po prostu grać równo? Nie robić niczego innego?”. Macca odpowiada mu: „Nie, rób!”. I to jest w zasadzie motto dla całego tego albumu.
Dźwiękowe objawienie i popkulturowe rezonanse
Nowa edycja Special Deluxe to najgłębszy sposób na doświadczenie Revolvera, ponieważ wrzuca cię prosto do pokoju razem z nimi – dokładnie tak samo, jak robiły to wcześniejsze wydania Sgt. Pepper, Białego Albumu czy Abbey Road. Jednak w przypadku Revolvera ten czynnik „bycia w pokoju” okazuje się ważniejszy niż kiedykolwiek. Producent Giles Martin i inżynier dźwięku Sam Okell otwierają to brzmienie, wykorzystując technologię „de-mixingu” opracowaną przez zespół audio Petera Jacksona na potrzeby Get Back. Dzięki temu całość brzmi dziś bardziej rozkosznie dziwacznie niż kiedykolwiek.
A fakt, że Revolver wjechał na rynek dokładnie w tym samym tygodniu, w którym Taylor Swift zgarnęła całą pierwszą dziesiątkę listy Top 10? Ma to głęboki, poetycki sens, ponieważ między Revolverem a Midnights istnieje cała masa kosmicznych powiązań. „Bejeweled” to w zasadzie ta sama historia co „For No One”, tyle że z perspektywy kobiety – ty zostajesz w domu, ona wychodzi, brakuje jej błysku. „Lavender Haze” to swiftowa wersja „I’m Only Sleeping”; „Karma” to jej „Love You To”; „Sweet Nothing” to jej odpowiednik „Here, There and Everywhere”; „Mastermind” to jej „Tomorrow Never Knows” – i wierzcie mi, moglibyśmy tak wymieniać bez końca. („Snow on the Beach”? To przecież „Got to Get You Into My Life”, tyle że urzeczone zupełnie innym stanem świadomości). Bob Dylan powiedział kiedyś to swoje słynne zdanie, że The Beatles przekonali go do siebie w tygodniu, w którym mieli osiem piosenek w Top 10. I podobnie jak z The Beatles, ze Swift początkowo pokpiwano, że w jej publiczności jest zbyt wiele nastolatek. Jak każda wielka popowa opowieść, ta również po prostu pisze się na nowo przez lata.
Pogańskie bębny, „Doctor Robert” i wpływ niezwykłych kobiet
Pokolenia fanów zachwycały się obłąkanymi bębnami Ringo na stronie B w „Rain” – ale wersja, którą znaliśmy, była spowolniona. Słuchając tego w oryginalnym tempie, gdy Ringo okłada pogańskie bębny z prędkością Motörhead, słychać, że naparza jeszcze mocniej, niż nam się wydawało. (To kolejny dowód na to, jak bardzo wciąż niedoceniamy The Beatles). Nawet pozornie błahe „Doctor Robert” to prawdopodobnie Najlepsza Najsłabsza Piosenka na jakimkolwiek z ich albumów, wygrywająca każde bezpośrednie starcie z „Piggies”, „Maxwell’s Silver Hammer”, „Good Morning Good Morning”, „When I Get Home” i tak dalej. Jako stronnik Rubber Soul, który z niechęcią jest gotów przyznać, że Revolver to jednak lepsza płyta, muszę uznać, że „Doctor Robert” bije na głowę „The Word”.
W 1966 roku cała czwórka Beatlesów ewoluuje w zupełnie inne osobowości, a jednak to tylko zbliża ich do siebie jako zespół. Paul jest najbardziej pewnym siebie człowiekiem na Ziemi, ale z góry (i słusznie) zakłada, że jego muzyka stanie się jeszcze bardziej błyskotliwa, gdy George i Ringo trochę się nad nią poznęcają. John to najbardziej sarkastyczny facet pod słońcem, ale zespół jest dla niego bezpieczną przystanią, w której może wyznać sekrety, do których w prawdziwym życiu za nic w świecie by się nie przyznał. Ringo jest wciąż najbardziej „ringowym” gościem na świecie – i wciąż nim pozostaje – a George ma największe szanse, by wyglądać pociągająco w koronkowej muszce. A mimo to ufają sobie bezgranicznie, powołując do życia swoje najbardziej kosmiczne kaprysy. „To ten instynkt, który mieli wobec własnej muzyki” – mówi Giles Martin. „Dorastali razem, ale nie wyrośli z siebie nawzajem. Po prostu wyrośli z pierwotnej idei The Beatles”.
Zarówno Paul, jak i George byli wtedy związani z błyskotliwymi kobietami, które miały własne kariery i własne poglądy. Jane Asher i Pattie Boyd miały ogromny wpływ na ich pisanie piosenek. „Wiele ze swojego gustu zaczerpnąłem od Pattie” – mówił George w 1966 roku. „Pattie wciąż prosi mnie, żebym pisał piękniejsze słowa”. (Choć „I’ll make love to you, if you want me to” prawdopodobnie nie do końca było tym, co miała na myśli). Ten Cichy rozwinął skrzydła jako kompozytor, dostarczając trzy z najjaśniejszych punktów albumu: „Taxman”, absurdalnie wręcz niedoceniane „I Want To Tell You” i niesamowicie złośliwy, sitarowy odlot „Love You To” – przewrotną odpowiedź na „Love Me Do”, w której George kpiąco rzuca: „You don’t get time to hang a sign on me”. (Kiedy Mick Jagger to usłyszał, spróbował napisać to po swojemu jako „Ruby Tuesday”, tylko po to, by w ostatecznym rozrachunku wypaść przy tym jak skończony mięczak).
Podatkowe ironie, motownowe korzenie i samotność „Eleanor Rigby”
Jak na ironię, pisząc „Taxmana”, George w życiu nie zapłacił jeszcze podatku – zresztą żaden z Beatlesów tego nie robił. „Nikt im o tym nie wspomniał” – stwierdził ich księgowy. (Kiedy ów księgowy próbował jednak wytłumaczyć im, czym w ogóle są podatki, John rzucił tylko: „Nie przynudzaj, Al”). Mimo to George był najwyraźniej szczerze oburzony tymi wszystkimi podatkami, których do tej pory nie płacił.
Często można usłyszeć opinie, że inspiracją dla „Taxman” był motyw muzyczny z serialu telewizyjnego Batman. To urocza teoria, ale wiarygodna tylko wtedy, gdy zapomni się o Motown – o czym The Beatles nie zapominali nigdy. Aż nadto oczywistą inspiracją dla „Taxman” jest potężny hit Junior Walker and the All-Stars z 1965 roku ze stajni Motown, zatytułowany „Shotgun” – od wpadającego w ucho „tax-maaaan!” aż po linię basu, w której Paul daje z siebie wszystko, naśladując Jamesa Jamersona. Bez urazy dla Batmana, ale Beatlesi byli obsesyjnymi fanami amerykańskiego R&B, a nigdzie nie słychać tego lepiej niż na Revolverze, którego zresztą pierwotnie mieli nadzieję nagrać w studiu Stax w Memphis. Motown zawsze było ich najgłębszą inspiracją. „Brzmienie Detroit” – odparł George na konferencji prasowej w 1964 roku, zapytany o to, kto wywarł na nich największy wpływ. „Artyści Tamla-Motown są naszymi ulubionymi”.
Zresztą, podziw był obustronny. Junior Walker był wielkim fanem George'a i to on nagrał najlepszy wszech czasów cover „Something” na swoim albumie Rainbow Funk z 1971 roku. „Pytasz, czy moja miłość będzie rosła? Nie wiem! Junior nie wie!” – śpiewał. (I tak na marginesie, Batman zadebiutował w brytyjskiej telewizji dopiero 21 maja 1966 roku – miesiąc po tym, jak Beatlesi nagrali „Taxman”).
Praca Paula na Revolverze jest tak dogłębnie przedziwna, że wciąż dopiero zaczynamy ją w pełni pojmować. Fakt, że 23-letni chłopak napisał „Eleanor Rigby”? Chłopak, który tak się składa, jest najbardziej uwielbianą gwiazdą popu na świecie, ściganą po całym globie przez fanów, bywalców salonów i naciągaczy, mającą na wyciągnięcie ręki każdą hedonistyczną rozrywkę, o jaką tylko poprosi, ale nie – on woli siedzieć na poddaszu u swojej dziewczyny i pisać o samotnych staruszkach z rodzinnego Liverpoolu? Próbując wyobrazić sobie ten smutny sen, w którym żyje Eleanor Rigby? A przecież Paul zawsze uwielbiał wyobrażać sobie język kobiecych marzeń i snów – to jego wielka, życiowa artystyczna obsesja. Ten duch obecny jest w piosenkach miłosnych takich jak „Here, There and Everywhere”, „Got to Get You Into My Life”, „Good Day Sunshine” – jest wręcz zafascynowany tym, co dzieje się w jej głowie, ponieważ jest to zupełnie inny rodzaj umysłu. Słychać to w jego solowym podejściu „Here, There and Everywhere (Take 6)”, w sposobie, w jaki z namaszczeniem zawiesza głos na wersie „Watching her eyes”. Podobnie jak „Eleanor Rigby”, to piosenka, która wydaje się tym bardziej szokująca i niewytłumaczalna, im dłużej jej słuchasz.
Objawienie w „Yellow Submarine” i uniwersalny krąg magii
Jedną z najdziwniejszych tajemnic związanych z Johnem jest to, jak mógł nigdy nie zdać sobie sprawy, że „And Your Bird Can Sing” to dzieło geniuszu. Zawsze zbywał tę piosenkę machnięciem ręki – co zresztą często robił, gdy jakiś utwór przerażał go tym, że obnażał zbyt wiele. Ale to właśnie to nagranie stanowi serce nowego Revolvera, oferując najbardziej szalone odrzuty z sesji. „Take 2” ma w sobie pobrzękującą gitarę w stylu The Byrds, a jednak w ogóle nie brzmi jak The Byrds, ponieważ gra tu Ringo – a Michael Clarke nie dorastał mu do pięt pod względem techniki. Z kolei „Take 6” to metaliczny ryk gitar nałożony na proto-krautrockowy groove Ringo, podczas gdy John krzyczy w tle: „Całkiem, całkiem żwawo! Moderato, fokstrot!”. Mamy tu również wersję „chichoczącą”: John i Paul zanoszą się ze śmiechu, nawzajem się nakręcając, przez co są zbyt rozbawieni, by w ogóle śpiewać.
Wszystkie zawiłości i sprzeczności Revolvera splatają się w największej niespodziance tego box setu: wczesnych wersjach demonstracyjnych „Yellow Submarine”, które nigdy wcześniej nie krążyły na bootlegach, o których nikt nie plotkował ani nawet których nie podejrzewał. Nikt nie przypuszczał, że ten klasyk dla dzieciaków narodził się jako piosenka Johna, a tym bardziej jako posępna, akustyczna ballada o jego dzieciństwie. Melodia jest ta sama, ale nastrój – całkowicie odwrotny. Jak żartuje Giles Martin: „Ta łódź podwodna tonie!”.
Niezwykle wzruszające jest jednak słuchanie, jak John i Paul śpiewają to razem jako folkowy duet, dokładnie tak jak w czasach nastoletnich, kiedy występowali jako „Nurk Twins”. John nagle się peszy i namawia Paula, by ten zaśpiewał solo, zamartwiając się: „Ty to zrób – w dwójkę nigdy tego nie usłyszą”. Paul go jednak mobilizuje, przekonując: „Ale ty przecież wiesz, jak to zaśpiewać!”. Zresztą Paul słyszy to w głosie Johna, gdy tylko zaczynają śpiewać – John przeżywa właśnie swój moment, schodzi gdzieś głęboko w osobiste rejony, więc Paul wycofuje się, by dać mu przestrzeń. To chwila, w której nie sposób przegapić braterskiej wielkoduszności Paula – ta dwójka zdaje się wyczuwać swoje nastroje w czasie rzeczywistym. Ot, prywatny moment z historii najsłynniejszej przyjaźni na świecie – moment, którego nigdy mieliśmy nie usłyszeć. Mówi on jednak tak wiele o tym, jak ta spółka autorska generowała tyle magii (i bólu) (i radości) (i dramatu). A fakt, że ta taśma pozostała sekretem przez blisko 60 lat, zakopana w archiwach, mówi równie wiele o tych wszystkich innych drobnych momentach między Johnem a Paulem, o których nigdy się nie dowiemy.
Podobnie jak wszystko inne na nowym Revolverze, jest to wgląd w ich model pracy – ale też w to, jak głęboko się znali i kochali. Właśnie dlatego te piosenki odmawiają odejścia w przeszłość i dlatego wciąż odnajdujemy w tej muzyce nowe cząstki samych siebie. „Chodziło o ideę żółtej łodzi podwodnej, na którą schodziły się wszystkie dzieciaki, żeby się bawić” – opowiadał Paul na łamach Detroit Free Press w 1966 roku. „Kładłem się akurat spać i pomyślałem, że gdybyśmy mieli napisać piosenkę dla dzieci, miło byłoby znaleźć się na żółtej łodzi podwodnej, gdzie są wszyscy twoi przyjaciele i gra zespół”. Ta fantazja to dokładnie to miejsce, w którym żyli The Beatles, kiedy tworzyli Revolver. To magiczny krąg, w którym wszyscy nasi przyjaciele są na pokładzie, a każdy z nas jest wszystkim, czego nam potrzeba. Słuchanie nowego Revolvera oznacza wejście do tego pokoju, stanie się częścią tego kręgu i odpalenie rejsu w nieznane.
Więcej na temat Revolver:
2026-08-05: 60 lat „Revolvera”: Dzieło, które zmieniło muzykę na zawsze,
2022-10-30: Nowe wydawnictwo płyty "Revolver" w polskich mediach,
2022-09-30: Udostępniono klip "Tomorrow Never Knows (Take1/Audio)",
2022-09-07: "Revolver" jakiego nie znacie - ekskluzywna zapowiedź nowego wydawnictwa The Beatles,
2022-09-02: Oprogramowanie MAL uratowało miksy "Revolvera",
2020-11-01: Szykuje się nowa komedia o The Beatles "Revolver",
2016-08-13: "Revolver" The Beatles ma 50 lat. Ach, spójrz na wszystkich tych samotnych ludzi,
2016-08-05: O albumie Revolver, który zrewolucjonizował rocka,
2002-05-07: Revolver albumem wszech czasów według UltimateCharts,
1966-08-05: W Anglii ukazuje się LP Revolver,
1966-06-21: Sesja do LP Revolver: She Said She Said,
1966-06-14: Sesja do LP Revolver: "Here, There and Everywhere",
1966-06-08: Sesja do LP Revolver: Good Day Sunshine,
1966-06-02: Nagrywanie "I Want To Tell You',
1966-05-26: Sesja do LP Revolver: Yellow Submarine,
1966-05-09: Rozpoczyna się nagrywanie "For No One",
1966-04-28: Rozpoczyna się nagrywanie Eleanor Rigby,
1966-04-27: Sesja nagraniowa do LP Revolver: I'm Only Sleeping,
1966-04-21: Sesja nagraniowa do LP Revolver: Taxman (8),
1966-04-20: Nagrywanie "And Your Bird Can Sing" (7),
1966-04-17: Sesja do LP Revolver: Doctor Robert,
1966-04-14: Sesja do LP Revolver: Rain,
1966-04-13: Sesja do LP Revolver: Paperback Writer,
1966-04-11: Sesja do LP Revolver: "Love You To",
1966-04-07: Druga sesja nagraniowa do LP Revolver: "Got to Get You into My Life",
1966-04-06: Rozpoczynają się sesje nagraniowe do LP Revolver: Tomorrow Never Knows,
2026-08-05: 60 lat „Revolvera”: Dzieło, które zmieniło muzykę na zawsze,
2022-10-30: Nowe wydawnictwo płyty "Revolver" w polskich mediach,
2022-09-30: Udostępniono klip "Tomorrow Never Knows (Take1/Audio)",
2022-09-07: "Revolver" jakiego nie znacie - ekskluzywna zapowiedź nowego wydawnictwa The Beatles,
2022-09-02: Oprogramowanie MAL uratowało miksy "Revolvera",
2020-11-01: Szykuje się nowa komedia o The Beatles "Revolver",
2016-08-13: "Revolver" The Beatles ma 50 lat. Ach, spójrz na wszystkich tych samotnych ludzi,
2016-08-05: O albumie Revolver, który zrewolucjonizował rocka,
2002-05-07: Revolver albumem wszech czasów według UltimateCharts,
1966-08-05: W Anglii ukazuje się LP Revolver,
1966-06-21: Sesja do LP Revolver: She Said She Said,
1966-06-14: Sesja do LP Revolver: "Here, There and Everywhere",
1966-06-08: Sesja do LP Revolver: Good Day Sunshine,
1966-06-02: Nagrywanie "I Want To Tell You',
1966-05-26: Sesja do LP Revolver: Yellow Submarine,
1966-05-09: Rozpoczyna się nagrywanie "For No One",
1966-04-28: Rozpoczyna się nagrywanie Eleanor Rigby,
1966-04-27: Sesja nagraniowa do LP Revolver: I'm Only Sleeping,
1966-04-21: Sesja nagraniowa do LP Revolver: Taxman (8),
1966-04-20: Nagrywanie "And Your Bird Can Sing" (7),
1966-04-17: Sesja do LP Revolver: Doctor Robert,
1966-04-14: Sesja do LP Revolver: Rain,
1966-04-13: Sesja do LP Revolver: Paperback Writer,
1966-04-11: Sesja do LP Revolver: "Love You To",
1966-04-07: Druga sesja nagraniowa do LP Revolver: "Got to Get You into My Life",
1966-04-06: Rozpoczynają się sesje nagraniowe do LP Revolver: Tomorrow Never Knows,
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
