Sukces czy rozczarowanie? Dwa spojrzenia na londyński spektakl o Brianie Epsteinie
2026-05-29, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Do 29 maja w londyńskim Kiln Theatre można było oglądać sztukę teatralną o Brianie Epsteinie pod tytułem „Please Please Me”. Spektakl zebrał różne recenzje. Dziennik „The Guardian” przyznał mu cztery gwiazdki, z kolei „The Times” był bardziej surowy i ocenił go tylko na dwie.Poniżej zestawienie obu recenzji w polskim tłumaczeniu.
The Guardian 4/5: Fascynująca historia Briana Epsteina, The Beatles i tamtej wycieczki do Torremolinos
Sztuka Toma Wrighta ukazuje, jak Wielka Czwórka i rzekomy romans z Johnem Lennonem ukształtowały tragicznie krótkie życie menedżera.
W cieniu geniuszu i poszukiwanie tożsamości
W wieku 30 lat słynny menedżer The Beatles, Brian Epstein, opublikował swoją autobiografię. W wieku 32 lat już nie żył, a jego odejście powszechnie uważa się za początek końca zespołu. Fascynująca, nowa sztuka Toma Wrighta w mniejszym stopniu skupia się na wpływie Epsteina na grupę rozczochranych liverpoolczyków w skórzanych kurtkach, a bardziej na ich wpływie na niego. W szczególności koncentruje się na relacji z Johnem Lennonem, która miała zdefiniować życie żydowskiego geja, który mimo wielkiego sukcesu zawsze czuł się outsiderem.
Od sklepu płytowego po mroki The Cavern
Po raz pierwszy spotykamy Briana jako młodego mężczyznę w sklepie muzycznym jego ojca, gdy na gramofonie zastępuje koncert skrzypcowy Brucha utworem „Hound Dog” Elvisa. Ojciec z radością zachęca go do ufania własnemu instynktowi w zawiłym, nowym świecie muzyki pop lat 60. – „Który Richard to ten mały?” – pyta w pewnym momencie. Jednak jak jasno pokazuje toczący się w zawrotnym tempie początek sztuki, homoseksualizm syna jest źródłem wstydu i niebezpieczeństwa. Ruchoma scenografia Toma Pipera, składająca się z wirujących szaf (sklep sprzedaje również meble), wciąga go w złowieszcze korytarze i zaułki; pogrążony w półmroku Cavern Club potęguje poczucie życia w ukryciu.
Punkt zwrotny w Torremolinos i aktorskie kreacje
Oczarowany tym, co tam dostrzega, Brian oferuje zespołowi swoje usługi, wykazując się mieszanką naiwności, prawości i zmysłu biznesowego – ale nawet gdy jego plany wobec nich zaczynają przynosić owoce, on sam zatraca się w orbicie nieprzewidywalnego geniuszu Lennona. Kwestia tego, co wydarzyło się między tą dwójką podczas wakacji w Torremolinos, tuż przed wielkim przełomem w karierze The Beatles, od dawna jest przedmiotem spekulacji. W tamtym czasie Lennon gniewnie zaprzeczał plotkom o romansie, a nawet pobił przyjaciela, który mu o to dogryzał, jednak później zdawał się to potwierdzać.
W produkcji Amita Sharmy staje się to punktem zwrotnym, którego konsekwencje popychają Briana w narastającą rozpacz i uzależnienie od narkotyków. Calam Lynch daje znakomity, w coraz większym stopniu oparty na fizyczności, występ w głównej roli, podczas gdy Eleanor Worthington-Cox wyróżnia się w kilku wcieleniach: jako budząca respekt ciotka Johna – Mimi, jego żona Cynthia, a także jako klientka i powierniczka Briana – Cilla Black.
Jeśli chodzi o Johna, wcielenie się w człowieka popularniejszego niż Jezus to nie lada wyzwanie, ale Noah Ritter w swoim świetnym scenicznym debiucie łączy chaotyczną charyzmę z nutą okrucieństwa. Gdy Beatlemania opanowuje świat, ubolewa on nad tym, że zespół jest „uwięziony przez to samo, co nas wyzwoliło”. Tragedią Epsteina jest to, że on być może nigdy w ogóle nie odnalazł wolności.
The Times 2/5: W sypialni z Brianem Epsteinem i Johnem Lennonem
Gwiazdor i jego menedżer spędzają upojną noc w pokoju hotelowym w nowym dramacie wystawianym w londyńskim Kiln Theatre. Szkoda tylko, że nie ma w nim ani jednej nuty z muzyki The Beatles.
Gdzie podziała się muzyka?
„Zawsze uwielbiałem słuchać, jak grasz” – mówi duch Briana Epsteina do swojego ukochanego Johna Lennona na końcu tej pozbawionej muzycznego wyczucia, choć utrzymanej w szybkim tempie, nowej sztuki biograficznej o menedżerze The Beatles. Oznacza to, że Epstein, podobnie jak my wszyscy, mógłby być sfrustrowany „Please Please Me” w Kiln Theatre w północnym Londynie, ponieważ nie uświadczymy w niej ani jednej nuty z muzyki The Beatles.
Zamiast tego zmiany scen toczą się w rytm nijakich pastiszów z epoki autorstwa – skądinąd zazwyczaj doskonałego – Davida Shrubsole'a. Bez wątpienia to kwestie licencyjne sprawiają, że twórców nie stać na oryginały, ale ten brak sprawia, że całość jest równie przekonująca, co hipisowskie peruki, które kiedyś sprzedawano w Woolworths.
Ambitne plany i komiksowe dialogi
Kryje się tu pewna historia do opowiedzenia, w którą – sądząc po notatkach w programie – dramaturg Tom Wright z pewnością szczerze się zaangażował. Nie rozwiązuje on jednak problemu, jak objąć tak rozległy materiał – od podpisania przez Epsteina kontraktu z chłopcami na początku 1962 roku, aż do jego śmierci w wieku 32 lat w 1967 roku – bez padania ofiarą pozbawionych niuansów, przypominających dymki z komiksów dialogów, z jakimi zazwyczaj mamy do czynienia tylko w musicalach.
Owszem, można poczuć ciężar bycia gejem w czasach, gdy homoseksualizm był wciąż niezgodny z prawem. Trudno jednak wykrzesać z siebie głębsze uczucia wobec postaci, które przekazują sobie nawzajem tak gigantyczne, skondensowane porcje informacji. „Czy możecie, k***a, uwierzyć, że zagramy w Royal Albert Hall?” – pyta wiecznie zgryźliwy Lennon (pewny debiut sceniczny Noaha Rittera) przed zainicjowaniem seksu z zafascynowanym nim menedżerem w ich hiszpańskim pokoju hotelowym. (Co zresztą, według biografa The Beatles i Epsteina, Philipa Normana, może być prawdą). Minutę później Lennon przyznaje, że „nigdy nie miał żadnego wzorca” jako mąż i ojciec, jakby naczytał się zbyt wielu biografii The Beatles.
Szybkie tempo i siła obsady
Zaletą odłożenia subtelności na bok jest to, że historia naprawdę mknie naprzód. Lennon to jedyny Beatles na scenie, czasami relacjonujący obawy McCartneya dotyczące zmysłu biznesowego Epsteina. Eleanor Worthington-Cox wykonuje świetną robotę, grając wszystkie kobiety w tej opowieści: wygadaną Cillę Black (której menedżerem również był Epstein), nieubłaganą ciotkę Johna, Mimi, oraz efektowną Cynthię Lennon, która duma: „Jak mogę zmusić tego geniusza do ustatkowania się?”.
Dyrektor artystyczny Kiln Theatre, Amit Sharma, reżyseruje te banialuki z dużą pewnością siebie, w scenografii Toma Pipera, która elegancko przenosi nas z Liverpoolu do Nowego Jorku i Londynu. Dodajmy do tego znakomitą, pięcioosobową obsadę – chociaż wszyscy są wyrzeźbieni na siłowni w stylówie bardzo nieprzystającej do lat 60. – a rezultaty okazują się o wiele łatwiejsze w odbiorze niż w przypadku niejednej „lepszej” sztuki.
Calam Lynch, syn pary aktorskiej Niamh Cusack i Finbara Lyncha, świetnie radzi sobie w roli Epsteina, z kreacją, która stopniowo ewoluuje w portret rozpustnego, bogatego i skazanego na zagładę pioniera. Nie mogę powiedzieć, żebym choć przez chwilę się nudził. Ale nie mogę też powiedzieć, by cokolwiek z tego przypominało interakcje międzyludzkie w takiej formie, jaką znamy.
(wizyt: 12)
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
