Andrew Watt – cudowne dziecko, dzięki któremu ikony rocka znów wznoszą się na wyżyny
2026-07-17, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Andrew Watt ma zaledwie 35 lat, a już wyprodukował nowe albumy The Rolling Stones i Paula McCartneya. W wywiadzie zdradza, jak wydobywa to, co najlepsze z muzycznych gigantów, którzy mogliby być jego dziadkami.Płyty, które zdominowały listy przebojów
Tego lata wydarzyła się zabawna rzecz: dwa z najlepszych albumów roku zostały nagrane przez jednego z Beatlesów oraz The Rolling Stones. Podczas gdy „The Boys of Dungeon Lane” Paula McCartneya z nostalgią spogląda na jego dzieciństwo w Liverpoolu, młodzieńcze zauroczenia i początki działalności Wielkiej Czwórki, album Stonesów „Foreign Tongues” – będący w momencie pisania tego tekstu na pierwszym miejscu brytyjskich list przebojów – łączy zabójcze riffy Keitha Richardsa i Ronniego Wooda z niepodrabialnym wyciem Micka Jaggera, śpiewającego o wszystkim: od Elona Muska po amerykański sen. Oba wydawnictwa, obok nagranego przez Stonesów w 2023 roku „Hackney Diamonds”, zostały wyprodukowane przez tego samego nadpobudliwego, niezwykle pewnego siebie 35-letniego nowojorczyka. Był on również producentem płyt Eltona Johna, Ozzy'ego Osbourne'a i Iggy'ego Popa.
„Z tymi osiemdziesięciolatkami dzieje się coś niezwykłego” – mówi Andrew Watt, gdy pytam, jak udaje mu się wykrzesać to, co najlepsze z mężczyzn wystarczająco dojrzałych, by mogli być jego dziadkami. Czy dodaje dodatkową łyżeczkę cukru do herbaty, gdy spada im energia, a może posypuje ich jakimś innym magicznym pyłkiem? „Paul McCartney ma więcej energii niż my dwoje razem wzięci” – odpowiada Watt, chociaż obserwując, jak podskakuje na krześle, podkurczając i rozprostowując pod sobą nogi i wyrzucając z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego, nie mam co do tego takiej pewności. „Paul każdego wieczoru gra dwuipółgodzinne koncerty, potem wsiada do autobusu ze swoimi chłopakami, ktoś nalewa mu margaritę – jest niesamowity. A przecież widzieliście też Micka Jaggera kilka wieczorów temu [Jagger i Wood zagrali improwizowany set na premierze albumu]. On wcale nie zwalnia tempa”.
A co z Richardsem, którego problemy zdrowotne, jak głoszą plotki, były powodem przełożenia planowanej na 2026 rok trasy koncertowej Stonesów? „Nie ma mowy. Keith jest fenomenalny. Posłuchajcie tej płyty: Keith Richards jest w lewym głośniku, a Ronnie Wood w prawym. Każdą pojedynczą nutę, którą grają, doskonale słychać, a Keith po prostu daje czadu”.
Rozmowa kwalifikacyjna przy herbacie
Jesteśmy w drugim domu Watta – apartamencie w hotelu Twenty Two w dzielnicy Mayfair. Mieszkał tu przez pięć miesięcy w zeszłym roku podczas pracy nad „Foreign Tongues”, dostosowując się do nocnego trybu życia Stonesów do tego stopnia, że teraz wstaje o czwartej po południu i pracuje do szóstej rano. Watt – tryskająca energią postać z utlenionymi na blond włosami, który zaczynał jako gitarzysta Justina Biebera, zanim podjął współpracę z Miley Cyrus, Duą Lipą i niezliczonymi innymi gwiazdami popu – opowiada mi o tym, jak zdobył zaufanie i został dopuszczony do wewnętrznego kręgu Stonesów.
„Wpadłem na [byłego producenta Stonesów] Dona Wasa w windzie w Bowery Hotel [w Nowym Jorku]” – zaczyna. „Pewnego dnia napisał do mnie wiadomość, że pracuje ze Stonesami: »Myślę, że ty i Mick naprawdę przypadlibyście sobie do gustu. Czujesz rock'n'rolla, a on szuka kogoś, kto wniesie nowoczesne brzmienie«. Oczywiście, że chciałem poznać Micka Jaggera. Połączyliśmy się na wideo, miałem na sobie koszulkę z Prince’em, a Mick zaczął opowiadać historie o Prince'ie. Złapaliśmy wspólny język”.
Zgodnie z odwieczną tradycją, zanim Watt otrzymał zielone światło, został poddany próbie. Najpierw powierzono mu zremiksowanie utworu, nad którym pracował Was, a który ostatecznie nigdzie nie trafił. Następnie w 2022 roku, na dzień przed jednym z koncertów Stonesów w Hyde Parku, Watt przebywał w Londynie, pracując nad nowym albumem Lipy, kiedy otrzymał od Jaggera zaproszenie do jego domu na filiżankę herbaty.
„Jeśli porozmawiasz z kimkolwiek, kto pracował ze Stonesami, powie ci to samo: zawsze przychodzi taki moment, który wydaje się nieformalny, ale w rzeczywistości Mick przeprowadza z tobą rozmowę kwalifikacyjną” – mówi Watt. „Rozmawialiśmy, słuchaliśmy muzyki i nagle Mick zaczął mnie maglować: jak wygląda mój proces twórczy, co zrobiłbym z zespołem. A ja myślałem, że po prostu wpadłem na herbatę i ciastka”.
Dynamika zespołu i producent jako sędzia
Jagger powiedział Wattowi, że omówi sprawę z Richardsem. A potem nastała cisza. „Dochodzisz więc do momentu, w którym myślisz: »Trudno, nic się nie stało«. Miesiąc później dostaję wiadomość od Micka: »Masz chwilę na rozmowę?«. Myślę sobie: »Odpisać od razu? Czy dać mu chwilę poczekać?«”.
Oczywiście odpisał od razu. „Okazało się, że Ronnie [Wood] był na kolacji z Paulem McCartneyem, który znał tego świetnego młodego producenta, Andy'ego Watta. Mick i Ronnie zaczęli się wręcz licytować, czyim pomysłem było zatrudnienie mnie w pierwszej kolejności, co zadziałało na moją korzyść. Potem spotkałem się z całym zespołem w Electric Lady Studios w Nowym Jorku – zaczynali właśnie nagrywać to, co miało stać się albumem »Hackney Diamonds« – i jeszcze tego samego dnia zadzwonili z wiadomością, że dostałem tę robotę”.
„Potrzebowaliśmy kogoś takiego jak Jimmy Miller, kogoś, kto da nam kopa” – powiedział mi niedawno Wood, przywołując postać producenta Stonesów, który pracował z nimi przy ich najlepszej serii albumów, od „Beggars Banquet” z 1968 roku po „Exile on Main St” z 1972 roku. „Andy to nieustraszony, młody żydowski chłopak z Nowego Jorku, ma w sobie ten upór i ambicję. Na premierę albumu zabrał mamę i tatę, żeby móc im powiedzieć: »Zobaczcie, czego dokonałem«. Dba o jakość, ma pomysły i mnóstwo energii, by dopiąć wszystko na ostatni guzik”.
Richards mógł mieć jednak pewne wątpliwości. „Ze strony Keitha zawsze pojawia się podejrzliwość, jeśli to Mick kogoś przyprowadza” – mówi Watt. „Pierre [de Beauport, wieloletni technik gitarowy Richardsa] nauczył mnie zasady, że Mick ludzi przyprowadza, a Keith ich zatrzymuje, więc moja relacja z Keithem nie narodziła się błyskawicznie. Potrzebował całego pierwszego albumu, żeby uznać: »OK«. Przy drugiej płycie byliśmy już kumplami”.
Watt podkreśla, że choć jest zdeklarowanym fanem The Rolling Stones – obejrzał każdy film o Stonesach, przeczytał każdą książkę i rozłożył na czynniki pierwsze każdy album – przyszedł do nich jako człowiek z zewnątrz. Musiał udowodnić swoją wartość. „Byłem podekscytowany tym, że tam jestem, a pozytywne nastawienie potrafi być zaraźliwe” – tak opisuje sposób, w jaki zjednał sobie zespół. „Pomogło mi to, że nie wiem, kto co o kim powiedział, ponieważ nie jestem częścią ich wewnętrznej dynamiki. W przypadku jednej piosenki na płycie Keith stwierdził: »Ach, Mick nigdy tego nie zaśpiewa«. W rzeczywistości Keith myślał, że Mick odpuścił sobie ten utwór, podczas gdy Mick był przekonany, że Keithowi nie podobało się to, co on w nim zrobił”.
Jaka to była piosenka? „Nie mogę powiedzieć. Rzecz w tym, że oni nie potrafią przewidzieć, na co ten drugi się zgodzi, a na co nie, ze względu na ich trwającą ponad sześćdziesiąt lat relację. Właśnie dlatego potrzebują producenta, którego Ronnie nazywa sędzią. Jeden idzie w jedną stronę, drugi w drugą, pojawia się napięcie, potem spotykają się pośrodku i tak właśnie powstaje magia Stonesów”.
Nie trzeba dodawać, że produkcja nowego albumu Stonesów wiąże się ze sporą presją. „Jeśli zrobię najbardziej gówniany album The Rolling Stones wszech czasów, wina spadnie na mnie. Nie na nich, bo oni do końca życia mogą po prostu grać »You Can’t Always Get What You Want«. Wystawiam się na strzał i ryzykuję, że zrównają mnie z ziemią”. Na ile największy zespół rockandrollowy na świecie jest gotów dać się dyrygować 35-latkowi? „Jestem nowojorczykiem. Mówię to, co myślę. Jestem tu po to, żeby produkować, wyrażać swoją opinię – inaczej po co ja tu, kurwa, w ogóle jestem? Więc to robię. W każdej kwestii. A ci faceci byli na tyle łaskawi, by zniżyć się do mojego poziomu i wysłuchać. Choć nie zawsze musieli się ze mną zgadzać”.
Lekcja pisania piosenek z Paulem McCartneyem
Jeśli chodzi o McCartneya, Watt pobierał nauki u stóp samego mistrza. Opowiada o jednym z utworów z płyty „The Boys of Dungeon Lane”. „Piosenka zatytułowana »Life Can Be Hard« ma akordy ukryte pomiędzy akordami, co nadaje melodii większą głębię. Podobnie jest w »In My Life« The Beatles, piosence Johna Lennona. A u Paula wspaniałe jest to, że na tym etapie życia jest on równie wielkim fanem The Beatles, jak ty czy ja. Dzięki temu mogłem przez moment podejrzeć, jak wyglądał proces pisania piosenek między Paulem a Johnem, co było po prostu niesamowite”.
Z lawety do studia z Madonną
Status Watta jako człowieka pierwszego wyboru dla klasyków rocka potrzebujących odświeżenia wcale nie był taki oczywisty. W 2012 roku grał na gitarze z Codym Simpsonem, występującym jako support Justina Biebera podczas trasy Believe Tour, kiedy zaczął jammować z Bieberem podczas próby dźwięku w Dublinie, co zaowocowało muzyczną współpracą. Następnie Watt był w trasie ze swoim dawnym zespołem California Breed w Nevadzie, gdy ich van potrącił jelenia. Musiała zabrać ich laweta, a w radiu poleciało akurat „Let Me Love You” – jedna z piosenek, które Watt napisał z Bieberem.
„Siedzę w tej pieprzonej lawecie i myślę sobie: »Dlaczego to robię, skoro ludziom na tyle podobają się moje piosenki, że robią z nich przeboje?«. A ja nadal uwielbiam tworzyć muzykę pop. W zeszłym roku zrobiliśmy płytę Lady Gagi i kilka piosenek na album Madonny”.
Watt twierdzi, że zainspirował powstanie „Danceteria”, najlepszego utworu na albumie Madonny „Confessions II”. „Powiedziałem jej: »Opowiedz mi o Danceterii«” – mówi, przywołując nowojorski klub z początku lat 80., w którym Madonna zaliczyła swój pierwszy wielki przełom. „Opowiadała o tych wszystkich ludziach, którzy się przez niego przewinęli, takich jak Nile Rodgers czy David Byrne, a ja powiedziałem: »To jest właśnie ta piosenka«. Podobnie jak ja, Madonna zarywa noce, więc już następnego dnia przyszła z gotowym tekstem. Powiedziałem: »A może byś tak zaśpiewała to 'doo-doo-doo'« [z »Walk on the Wild Side« Lou Reeda], i mieliśmy gotowy utwór. Kiedy zasugerowałem, żeby napisała o czymś, co wydarzyło się 40 lat temu, mogła mi kazać się odp***zyć. Ale tego nie zrobiła, co pokazuje tylko jedno: po prostu dziel się swoimi pomysłami. Madonna tu rządzi, ale jeśli spodobają jej się twoje pomysły, to w nie wejdzie”.
Czym różni się produkcja muzyki pop od rocka? „Pop powstaje w reżyserce, a rock w sali nagrań” – odpowiada. „Ale teraz zawsze przebywam w sali nagrań razem z artystą, gdzieś w kącie, ze słuchawkami na uszach”.
Złota era rocka: Osbourne i Pop
Klasyczny rock był pierwszą miłością Watta. Jego rodzice wypełnili rodzinny dom na Long Island płytami The Beatles, The Rolling Stones, Neila Younga i Davida Bowiego. Szansę na wejście do tego świata dostał, gdy w 2020 roku Ozzy Osbourne zatrudnił go do wyprodukowania swojego albumu „Ordinary Man”, po tym, jak panowie poznali się podczas nagrywania przeboju rapera Post Malone'a „Take What You Want” z 2019 roku.
„Ozzy miał złamany kark” – mówi. „Gdyby nie zoperowali go natychmiast, zostałby sparaliżowany, ale po tej operacji tak naprawdę nigdy już nie doszedł w pełni do siebie. Sharon Osbourne wezwała mnie pewnego dnia do domu i przez cały czas rozmawialiśmy tylko o The Beatles. Ozzy stał się jednym z moich najlepszych przyjaciół, to jeden z najzabawniejszych ludzi na świecie, ale czuł się naprawdę bardzo źle. To było trudne”.
Potem przyszedł czas na album Iggy'ego Popa z 2023 roku „Every Loser”, przy którym Watt przekonał się, że najbardziej bezpośrednie podejście sprawdza się najlepiej. „W przypadku Iggy'ego wszystko opiera się na występie” – mówi. „W studiu nagrywa całe podejścia od początku do końca, bez koszulki. Nie ma mowy o żadnym: »pozwól, że spróbuję nagrać tę linijkę jeszcze raz«. On jest pierwotny”. Oznacza to, że Watt pracował już nie tylko z The Rolling Stones, ale także z założycielami The Beatles, Black Sabbath i The Stooges – czyli z samymi fundamentami rocka. Kto zatem jeszcze został? „David Bowie” – odpowiada, po czym szybko dodaje: „Żartuję. Wydawnictwa pośmiertne to nie jest coś, co mnie interesuje”. Mimo to, jeśli ktokolwiek byłby w stanie namówić zmarłą ikonę rocka do powrotu do żywych na ten jeden ostatni album, to bez wątpienia byłby to właśnie Watt.
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
