Brian Epstein, miły żydowski chłopiec, dzięki któremu powstali The Beatles
2026-07-03, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Na łamach brytyjskiego dziennika „The Times”, Daniel Finkelstein przyjrzał się biografii menadżera The Beatles autorstwa Philipa Normana. W swoim wnikliwym tekście publicysta bierze pod lupę nie tylko samą książkę Mr Moonlight, ale przede wszystkim fascynującą i wielowymiarową postać Briana Epsteina.Czwórka z Liverpoolu zawdzięczała bardzo wiele swojemu udręczonemu, młodemu menedżerowi-gejowi, co Philip Norman udowadnia w swojej biografii zatytułowanej Mr Moonlight. Brian Epstein był jedną z najbardziej wpływowych postaci XX wieku. The Beatles zmienili świat, a Epstein zmienił The Beatles. Prawdę mówiąc, bez niego być może nigdy byśmy o nich nie usłyszeli. Epstein wpadł na pomysł połączenia ich surowego rock'n'rolla z gładką estetyką showbiznesu i skutecznie go zrealizował. Był to triumf, który przyćmił osiągnięcia jakiegokolwiek ówczesnego impresario.
W ten sposób Epstein zmienił branżę muzyczną, przełamał bariery klasowe, wywarł ogromny wpływ na sztukę, kulturę oraz teatr i przedstawił światu nowoczesną Wielką Brytanię.
Prawda za mitem o Raymondzie Jonesie
Zimą 1961 roku klient nazwiskiem Raymond Jones podszedł do lady w sklepie muzycznym NEMS w Liverpoolu i zapytał, czy może kupić egzemplarz płyty My Bonnie, śpiewanej przez Tony'ego Sheridana. Chciał ją mieć, ponieważ podkład muzyczny do tego utworu nagrał zespół, który robił furorę na lokalnej scenie muzycznej. Pracujący w firmie ojca Epstein opowiadał później, że był to pierwszy raz, kiedy usłyszał o The Beatles. Ta historia, zamieszczona w jego autobiografii A Cellarful of Noise z 1964 roku, na stałe przeszła do historii muzyki pop. Skłoniła ona Epsteina do odwiedzenia klubu Cavern, gdzie dał się całkowicie porwać zespołowi, który następnie uczynił sławnym. Jak pisze Philip Norman w biografii Epsteina, historia ta jest jednak tylko prawie prawdziwa. Raymond Jones istniał naprawdę (Norman przeprowadził z nim wywiad) i rzeczywiście pytał o My Bonnie, co skłoniło NEMS do zamówienia płyt, a Epsteina do wizyty w Cavern.
Jednak nie był to wcale pierwszy moment, w którym menedżer NEMS usłyszał o The Beatles. W tamtym czasie zespół był już lokalnie dobrze znany, a obszernie pisała o nim gazeta „Mersey Beat”, dla której Epstein tworzył własną rubrykę. Jak wszystko w życiu Epsteina, prawda była nieco bardziej skomplikowana, niż sugerowały to pozory. I to jest w dużej mierze motyw przewodni książki Normana.
Wrażliwość, która ukształtowała zespół
Epstein był oczarowany muzyką w piwnicy Cavern. Ale pochłonęło go również coś innego – seksualny magnetyzm Johna Lennona. Pożądał go, a w mniejszym stopniu także reszty grupy. Jego homoseksualizm sprawiał, że doskonale rozumiał atrakcyjność zespołu dla dziewcząt i podzielał ich histerię. Okrucieństwo i uroda Lennona, jego dowcip i bezwzględność doprowadzały Epsteina do łez, dokładnie tak samo, jak robiły to z milionami nastolatek.
On „czuł” The Beatles tak, jak nikt inny w tamtym czasie. Rozpaczliwie próbował ukryć przed nimi swój homoseksualizm, chociaż oni od początku o wszystkim wiedzieli. Jego wrażliwość sprawiała, że potrafili znaleźć z nim wspólny język, nawet jeśli jednocześnie uważali go za niesamowicie bogatego i wielkopańskiego. Z kolei miłość do chłopaków, a także jego wychowanie, sprawiły, że otoczył ich opieką i z bolesną wręcz starannością dbał o sprawiedliwość w kwestiach biznesowych. Zamiast tradycyjnego cyrkowego showmana, który zmienia się w wyzyskującego menedżera, The Beatles mieli wielkie szczęście trafić na wrażliwego, uczciwego, artystycznie kreatywnego menedżera z klasą. To właśnie ukształtowało ich karierę.
Artystyczny instynkt kontra brutalny świat finansów
Gdy zatrudniali go jako swojego menedżera, niczego z tych rzeczy nie przeczuwali. Wiedzieli po prostu, że ma luksusowy samochód, kulturalny akcent, jada w eleganckich restauracjach i będzie płacił każdemu z nich pensję. Uważali go za biznesmena o wiele wyższego formatu niż oni sami.
Okazało się to jednak bardziej skomplikowane, niż początkowo mogło się wydawać. Epstein organizował im występy, a ostatecznie, dzięki czystemu uporowi, zdobył dla nich kontrakt płytowy. Jego zarządzanie ich pierwszymi występami w telewizji, pierwszą wizytą w Stanach Zjednoczonych czy fanklubem – to wszystko było absolutnie pierwszorzędne. Później robił to samo dla innych wykonawców, genialnie przewidując chociażby, że dla Cilli Black przyszłością jest telewizja. Jego instynkt artystyczny był na najwyższym poziomie. Jednak w tym samym czasie beznadziejnie partaczył większe, bardziej wyrafinowane transakcje biznesowe. Sposób, w jaki negocjował umowy wydawnicze oraz kwestie merchandisingowe, nie różnił się od tego, czego można by oczekiwać od kierownika działu muzycznego w liverpoolskim sklepie meblowym jego ojca. Był wielkim biznesmenem wyłącznie dla grupy wywodzących się z klasy robotniczej muzyków, grających w porze lunchu w piwnicznym klubie. Inni, bardziej obyci w świecie gracze, z łatwością wyczuli jego naiwność. Zarobił dla swoich „chłopców” fortunę. Ale też drugą fortunę przez niego stracili. Norman opisuje, w jaki sposób Epstein zaczął staczać się po równi pochyłej w miarę, jak The Beatles stawali się coraz bardziej niezależni. Jego uzależnienie od narkotyków przybrało na sile, popadł w depresję i pił zbyt dużo. Wreszcie w 1967 roku, w wieku 32 lat, został znaleziony martwy w wyniku przypadkowego przedawkowania. Autor czyni mętne aluzje do morderstwa, ale robi to bez przekonania. Jest całkowicie oczywiste, że uważa taki scenariusz za niemożliwy, nawet jeśli jako dziennikarz znajduje go intrygującym.
Skomplikowana tożsamość w świetle nowej biografii
Na przestrzeni dziesięcioleci Norman przeprowadził wywiady z niemal wszystkimi znaczącymi osobami związanymi z The Beatles, chociaż nie z samym Epsteinem. Mimo że z pewnością pojawią się drobne zastrzeżenia co do poszczególnych tez, jak to zawsze bywa, stworzył bardzo rzetelną książkę, która jest interesująca i świetnie napisana. Jest to również pozycja niezwykle potrzebna. Jestem przekonany, że przez jakiś czas będzie uważana za fundamentalne dzieło na temat Epsteina.
Ale z pewnością nie będzie to ostatnie słowo w tej sprawie. Norman świetnie radzi sobie z przedstawieniem złożonej natury Epsteina. Inni pisali już o jego życiu seksualnym, upodobaniu do niebezpiecznych, przygodnych partnerów (rough trade), igraniu z publicznym skandalem i konsekwencjami prawnymi, a także o przemocy i zagrożeniu, jakie ściągał do swojego domu. Norman również podejmuje te tematy, ale znacznie oryginalniej łączy tę narrację z opisami judaizmu Epsteina. Wydobywa to na światło dzienne mocniej niż inni autorzy. Szabatowe kolacje, jego prezydentura w Żydowskim Klubie Młodzieżowym w Finchley, marzenie jego matki, by spotkał wreszcie miłą żydowską dziewczynę (ang. NJG – nice Jewish girl). Kiedy Epstein zapytał The Beatles o tytuł dla swoich wspomnień, Lennon zasugerował „Queer Jew” (Queerowy Żyd). Norman wyjaśnia, w jaki sposób oba te aspekty przyczyniły się do jego statusu jako kogoś z wewnątrz, a zarazem outsidera. Jednak tym, co z pożytkiem mógłby dodać jakiś przyszły autor, jest ukazanie Epsteina w szerszym kontekście kapitalizmu i przemysłu rozrywkowego lat 60. Z chęcią poczytałbym więcej o politycznym i społecznym tle, w którym Epstein działał i na które wywarł wpływ. Norman wykonał dobrą, solidną i efektywną pracę, ale z pewnością nie wyczerpał tematu.
Więcej na temat Mr Moonlight:
2026-07-03: Brian Epstein, miły żydowski chłopiec, dzięki któremu powstali The Beatles,
2026-06-17: RECENZJA KSIĄŻKI: Mr Moonlight: Brian Epstein and the Making of the Beatles – Philip Norman,
2026-07-03: Brian Epstein, miły żydowski chłopiec, dzięki któremu powstali The Beatles,
2026-06-17: RECENZJA KSIĄŻKI: Mr Moonlight: Brian Epstein and the Making of the Beatles – Philip Norman,
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
