Zachwycający powrót McCartneya do formy z czasów Wings: Recenzja albumu “The Boys of Dungeon Lane”
2026-05-29, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Ikona zachowuje się stosownie do swojego wieku, a jednocześnie mu zaprzecza, prezentując album, który z przyjemnością uderza w nieco mocniejsze, rockowe tony, będąc zarazem wspomnieniem dobrze przeżytego życia. Paul McCartney to mistrz zmyłek. Pierwszy unik w związku z jego nowym albumem, „The Boys of Dungeon Lane”, miał miejsce przy okazji premiery pierwszego singla, „Days We Left Behind” – niezwykle delikatnej, nostalgicznej ballady, która pozwalała przypuszczać, że cały krążek może być jedynie zbiorem akustycznych wspomnień.
Drugi blef następuje, gdy masz już płytę w rękach i zaczynasz jej słuchać. Okazuje się, że otwierający ją utwór „As You Lie There” utrzymany jest w dokładnie tym samym miękkim, nostalgicznym klimacie opartym na technice fingerpicking… ale tylko przez pierwsze 55 sekund.
W tym momencie wybrzmiewa głośne przejście na perkusji, dołączają drapieżne gitary elektryczne, a charakterystyczne dla dawnego McCartneya okrzyki pojawiają się w samą porę, by wprowadzić naprawdę rewelacyjny refren.
Wtedy właśnie zyskujesz całkowitą pewność, że mający premierę 29 maja album „Dungeon Lane” w żadnym wypadku nie wpisze się w stereotyp „płyty starszego pana”, bez względu na to, co kalendarz mówi o jego sędziwym wieku (w przyszłym miesiącu artysta będzie mógł przecież zaśpiewać „When I’m 84”). Jest zdeterminowany, by utrzymać świeżość, witalność, a momentami wręcz ogień, jednak wcale nie udaje przy tym młodzieniaszka.
Prawdę mówiąc, zapowiedź „akustycznych wspomnień”, którą niósł ze sobą pierwszy singiel, sprawdziła się tylko w połowie. Słowo „akustyczne” można tu śmiało wykreślić z listy cech definiujących całe to wydawnictwo. W co najmniej połowie z czternastu utworów McCartney z bezkompromisową nostalgią spogląda na swoją wciąż wszechobecną przeszłość. Robi to jednak przede wszystkim w przebojowym, wciągającym i nierzadko rockowym stylu, przywołującym na myśl płyty zespołu Wings z lat siedemdziesiątych.
McCartney akceptuje swój wiek, a jednocześnie rzuca mu wyzwanie, co stanowi wręcz idealne połączenie obu tych światów.
Z superlatywami często można polemizować, jednak ta z pewnością spotka się z powszechną aprobatą: „The Boys of Dungeon Lane” to absolutnie najlepszy album, jaki kiedykolwiek nagrała i wydała gwiazda rocka po osiemdziesiątce.
Można by to odebrać jako wątpliwy komplement, no bo ileż powstało do tej pory poważnych, kwalifikujących się do tej kategorii płyt? Fakt, że konkurencja o ten tytuł była jak dotąd niewielka, w żadnym stopniu nie umniejsza jednak tego osiągnięcia. Wymieniać można by zresztą kolejne pochwały – na przykład taką, że to prawdopodobnie najlepszy album McCartneya w XXI wieku.
Zagorzali fani Paula mają swoich faworytów z jego późniejszej twórczości; moim, jak dotąd, był „Memory Almost Full” z 2007 roku. Po części dlatego, że przypominał on to najnowsze wydawnictwo w sposobie, w jaki łączył refleksyjne przemyślenia z zadziornymi brzmieniami. (Jeśli dziewiętnaście lat temu, nagrywając tamten materiał, McCartney wyobrażał sobie, że kończy mu się mentalna pamięć RAM, pomyślcie tylko, jak może czuć się dzisiaj).
Ale ten album to w jeszcze większym stopniu celebracja wspomnień, w którą wpleciono mnóstwo obecnego szczęścia – zupełnie tak, jakby refleksje na temat jego chłopięcych lat w Liverpoolu i współczesne wyznania miłosne kierowane do żony, Nancy Shevell, zajmowały sąsiednie miejsca na jego osobistej osi czasu. Wydaje się, że przeskakiwanie w tekstach piosenek między latami pięćdziesiątymi XX wieku a latami dwudziestymi obecnego stulecia sprawia mu ogromną frajdę, przy czym żadna z tych epok nie skłania go ku melancholii bardziej niż ta druga.
Tak czy inaczej, w tej radosnej podróży w czasie McCartney ma tym razem świetne towarzystwo. W tych wyrazistych powrotach do przeszłości wspiera go współproducent wszystkich utworów i współautor około połowy z nich – Andrew Watt, największy współczesny entuzjasta klasycznego rocka.
Biorąc pod uwagę jego gust w doborze gwiazd, z którymi współpracuje, 35-letni Watt zdaje się mieć duszę 70-latka. Jeśli jednak spojrzymy na poziom entuzjazmu, z jakim dopinguje swoich idoli, jest on raczej 35-latkiem, w którym wciąż tkwi 17-latek. Może i dzieli ich przepaść kilku pokoleń, jednak jako partnerzy w świadomym zaprzeczaniu metryce, nie mogli dobrać się lepiej.
„Dungeon Lane” to prawdziwa mieszanka rozmaitości, nie tylko pod względem różnorodnej stylistyki poszczególnych piosenek, ale bardzo często także za sprawą nagłych zmian, jakie zachodzą w samych utworach z sekundy na sekundę. Albumowi, na którym znalazło się tak wiele piosenek o chłopięcych latach, doskonale służą kompozycje i aranżacje wywołujące to niekończące się poczucie zabawy. Ten album zawiera więcej zmian tonacji, niż ślusarz ma do czynienia z kluczami w ciągu całego tygodnia pracy – i to wcale nie dla efekciarstwa, ale dlatego, że McCartney po prostu w ten sposób działa i wciąż tak właśnie pisze. Wspomniany już pierwszy numer, „As You Lie There”, to ścieżka o najbardziej ekstremalnej dynamice, wpisująca się w tradycję dawnych, całkowicie zaskakujących utworów otwierających, takich jak „Band on the Run”.
Jednak te ekscytujące, drobne niespodzianki wewnątrz kompozycji wcale się na tym nie kończą. Jeśli lubicie słuchać, jak McCartney bawi się muzyczną skrzynią biegów, z pewnością zachwyci Was to, jak „Mountain Top” – nieco zwariowana oda do dziewczyn oddających się niewinnej psychodelii na festiwalu muzycznym – w swojej ostatniej minucie nagle ewoluuje od beatlesowskich klawesynów i pętli dźwiękowych do rockowego grania w podwójnym tempie. (Utwór ten wieńczy uwzględnione na liście płac, acz całkowicie niezrozumiałe mamrotanie Shevell. Czyżby mówiła słynne „cranberry sauce”? Nie, to raczej nie to).
A potem, wprowadzając najbardziej zuchwały muzycznie koncept na płycie, pojawia się „Salesman Saint” – ukłon w stronę trudów, z jakimi zmagali się rodzice McCartneya (Jim był sprzedawcą; Mary, jak doskonale wiemy, świętą) w Liverpoolu z czasów II wojny światowej, jeszcze przed jego narodzinami. W połowie trwania tego dotychczas niepozornego utworu nakłada się na niego swingująca orkiestra w stylu piosenki „Ballroom Dancing”, grająca w dodatku w zupełnie innym metrum niż znajdujący się pod nią podkład. To niezwykle osobliwy, a zarazem dający ogromną satysfakcję zabieg. Dość powiedzieć, że nikt nie zarzuci mu lenistwa po osiemdziesiątce, skoro wciąż potrafi wymyślić tak niespodziewaną woltę.
„Salesman Saint” to jeden z trzech utworów zebranych na końcu albumu,
które wzbogacono aranżacjami na instrumenty smyczkowe lub dęte drewniane autorstwa Bena Fostera oraz Gilesa Martina – jednych z nielicznych „intruzów” z zewnątrz, których dopuszczono do skądinąd hermetycznego świata Watta i McCartneya. Jeśli jesteście zagorzałymi fanami, na pewno odczuwacie wdzięczność za tę ingerencję: za każdym razem, gdy w uniwersum Paula rozbrzmiewa klarnet, ma się poczucie, że wszystko jest po prostu na swoim miejscu.
Ale ten eklektyzm pojawia się wręcz niepostrzeżenie. Jest pewna konsekwencja w tym, jak McCartney i jego współpracownik ukształtowali tę płytę jako album rockowy, któremu zdecydowanie bliżej do środkowego okresu twórczości Wings niż do jakiegokolwiek ostentacyjnego hołdu składanego samemu sobie z czasów The Beatles. Niemniej jednak, w jednym z utworów Paul gra na flecie prostym – wyciągnijcie z tego własne wnioski. I choć nie potrafię z całą pewnością stwierdzić, czy był to zabieg celowy, to bardzo spodobał mi się moment w skądinąd minimalistycznym „Never Know”, w którym dokładnie w drugiej minucie pojawia się krótka partia harmonii a cappella, płynnie przechodząca w zagrywkę basową w stylu Höfnera – zupełnie jakby zdecydował się wrzucić jedno po drugim mrugnięcia okiem w stronę „Pet Sounds” i „Revolver”, tak po prostu, bo mógł.
Czego w tej mieszance nie uświadczymy? Złej energii. Każdy, kto słyszał „Days We Left Behind”, poznał już całą pulę smutku na tym albumie, która i tak sprowadza się zaledwie do cienia melancholii w kilku wersach. Artysta nieco modyfikuje powtarzające się fragmenty tekstu, z rozmysłem dbając o to, by utwór nie wybrzmiał jak absolutny lament nad tym, co utracone, a jednocześnie nie umniejszał faktu, że upływ czasu ma swoją cenę. „No one can erase the days we left behind” (Nikt nie wymaże dni, które zostawiliśmy za sobą) – śpiewa w jednej z wersji refrenu, sugerując, że przeszłość potrafi być w jakimś sensie trwała. Chwilę później zmienia jednak „nikt nie wymaże...” na „nic nie przywróci...” (nothing can reclaim...) – i jest to bodaj najsmutniejsza myśl, jakiej można obecnie uświadczyć na płycie Paula McCartneya. Z pewnością jednak nie snuje się ona zbyt długo.
Wierzy jednak we „wczoraj”… albo w to, że czas jest płaskim kołem. Utwór „As You Lie There” w doprawdy zuchwały sposób wprowadza nas do umysłu dorastającego McCartneya, gdy ten wypowiada i wyśpiewuje swoje pełne tęsknoty myśli do dziewczyny z sąsiedztwa, będącej w czasach jego młodości obiektem jego westchnień – dziewczyny, którą podczas przedpremierowych odsłuchów zidentyfikował jako Jasmine. W prawdziwym życiu zamienił z nią zaledwie parę słów, marząc o niej jedynie, gdy przechodząc obok jej domu, dostrzegał ją w oknie sypialni na piętrze.
Jeśli jesteście kinomanami, może Wam przyjść na myśl „Obywatel Kane” i ten przejmujący, krótki monolog pana Bernsteina, w którym wspomina on, jak od pierwszego wejrzenia zauroczył się młodą kobietą z parasolką. „Ona wcale mnie nie zauważyła, ale założę się, że od tamtej pory nie minął nawet miesiąc, żebym o tej dziewczynie nie pomyślał” – opowiadał pan Bernstein. Jest coś urzekająco osobliwego, a zarazem wspaniałego w tym, że w wieku 83 lat Paul McCartney przypomina ową postać z filmu Orsona Wellesa, wciąż wzdychając do kogoś, kto siedemdziesiąt lat temu ledwie znał jego imię. („Wybacz, Nance” – rzucił przepraszającym tonem do swojej żony podczas jednego ze wspomnianych odsłuchów).
Urokiem tych piosenek jest to, że McCartney oddaje się w nich licznym młodzieńczym fascynacjom. Utwór „Down South” opowiada tak naprawdę o jego platonicznym zauroczeniu George’em Harrisonem z czasów, gdy wspólnie jeździli autobusami po Liverpoolu i podróżowali ciężarówkami na wybrzeże. „Rozmawialiśmy o gitarach i rock and rollu / To były tematy, które nigdy się nie starzały” – śpiewa. „To był dobry sposób, by cię poznać, zanim nauczyliśmy się tańczyć twista i krzyczeć”. Ta solowa, akustyczna oda do przyjaźni, skierowana przez „Uroczego” do „Cichego” (the Cute One to the Quiet One), jest tak romantyczna, że niemal przyprawia o zawrót głowy.
Tymczasem w „Home to Us” dostajemy prawdziwe zwieńczenie beatlesowskiej relacji – pierwszy w historii z prawdziwego zdarzenia duet McCartneya i Ringo Starra. Rześki klimat tego utworu plasuje się gdzieś pomiędzy power-popem a country-rockiem, który Ringo odświeżył na swoich kilku ostatnich płytach. Ta współpraca to ich wspólny list miłosny do dorastania w powojennej Wielkiej Brytanii – bez wielkich przywilejów, ale za to z ogromnym wsparciem szkolnych kumpli. Przynajmniej dwóch ze Wspaniałej Czwórki jest w tej kwestii zgodnych: bieda w Liverpoolu była niesamowita.
Jeśli szukacie mroczniejszych odcieni lub żalu, jak zawsze trafiliście na niewłaściwego Beatlesa. Dziś, podobnie jak dawniej, mogą znaleźć się tacy, którzy anielską pogodę ducha McCartneya obrócą przeciwko niemu, traktując ją jako dowód niewystarczającej powagi artystycznej. Jednak mimo całej swej charakterystycznej, pozytywnej energii, „The Boys of Dungeon Lane” skutecznie zadaje kłam niemądremu przekonaniu, jakoby najlepszy kompozytor minionego stulecia nie był człowiekiem o głębokich refleksjach czy uczuciach. W jego tekstach kryje się niezwykły zmysł obserwacji – szczególnie widoczny w tutejszych, najbardziej nostalgicznych utworach – który sprawia, że ten jego wieczny optymizm wydaje się w pełni zasłużony.
W jednym z najlepszych na płycie utworów, „Lost Horizon”, przywołuje on całą ambientową historię dźwiękową swojego dzieciństwa: od gwizdów pociągów, przez hałas placu zabaw i echa wesołego miasteczka, aż po tykanie stołowego zegara. Od dziecka był zakochany we wszystkim, co słyszalne, nie tylko w samej muzyce. Odhaczając w pamięci kolejne wspomnienia, konkluduje: „Ten dźwięk potrafi mnie unieść… Ten dźwięk potrafi zawrócić mi w głowie”. Doskonale wiemy, co ma na myśli – wcale nie dlatego, że dorastaliśmy w otoczeniu tych samych dźwięków tła, ale dlatego, że w samym środku tych fraz wrzuca pięknie podciągniętą zagrywkę na gitarze elektrycznej, która również Was uniesie i zawróci Wam w głowie, jeśli tylko jej na to pozwolicie. Po tych wszystkich latach McCartney wciąż czuje nieodpartą potrzebę, by próbować zmieniać Wasz dzień lub Wasze życie za pomocą dźwięku. Pod tym względem nadal ma w sobie coś z chłopca.
Więcej na temat The Boys of Dungeon Lane:
2026-07-30: „The Boys of Dungeon Lane” z nominacją do nagrody Mercury Prize 2026,
2026-06-10: Paul McCartney opowie o „The Boys of Dungeon Lane” – wyjątkowy wieczór w Londynie!,
2026-06-05: Paul McCartney znów na szczycie z albumem „The Boys of Dungeon Lane”!,
2026-05-30: Paul McCartney: „Pisanie piosenek wciąż jest dla mnie magicznym uczuciem i mam nadzieję, że zawsze tak będzie”,
2026-05-30: Paul McCartney w Chicken Shop Date: O snach, Johnie Lennonie i początkach The Beatles,
2026-05-30: Paul McCartney przez całe życie opowiada historię Eleanor Rigby,
2026-05-29: Paul McCartney z niezwykłym blaskiem spogląda w przeszłość na swoim nowym, solowym arcydziele,
2026-05-29: Nowy album Paula McCartneya — od piękna po absurd,
2026-05-29: Zachwycający powrót McCartneya do formy z czasów Wings: Recenzja albumu “The Boys of Dungeon Lane”,
2026-05-29: Paul McCartney o tym, jak dawni koledzy z zespołu – i Oasis – zainspirowali jego nowy, nostalgiczny album,
2026-05-27: Kontrowersyjny ruch tuż przed premierą "The Boys of Dungeon Lane": Ekskluzywny utwór tylko na iTunes budzi frustrację fanów,
2026-05-27: Paul McCartney na żywo na TikToku. Globalna sesja Q&A tuż przed premierą nowego albumu,
2026-05-22: Światowa premiera nowego albumu Paula McCartneya w Liverpoolu: The Jacaranda zmienia nazwę na "The Maccaranda",
2026-05-15: Wyjątkowe spotkanie w „The Rest Is History” - Tom Holland w rozmowie z Paulem McCartneyem,
2026-05-12: Paul McCartney: O nowym albumie, wspomnieniach z Liverpoolu i cenie sławy,
2026-05-12: Ekskluzywnie w MOJO: Paul McCartney o nowym albumie „The Boys Of Dungeon Lane” i 70-letniej podróży w głąb siebie,
2026-05-12: „The Boys of Dungeon Lane” – najlepsza płyta Paula od dwóch dekad,
2026-05-10: Tabliczka z nazwą Dungeon Lane odrestaurowana po zapowiedzi nowego albumu McCartneya,
2026-05-08: Ukazał się drugi singiel Paula McCartneya z Ringo: „Home to Us”,
2026-05-05: Nowy album Paula McCartneya – o magicznych grzybach, pierwszej miłości i jego mamie,
2026-05-05: Paul McCartney prezentuje nowe piosenki fanom w Abbey Road,
2026-05-05: Paul McCartney zaskakuje fanów w Abbey Road Studios podczas tajnego odsłuchu nowej płyty,
2026-04-17: Paul McCartney oprowadza po każdym utworze z nowego albumu „The Boys of Dungeon Lane” i dzieli się wspomnieniami o Beatlesach,
2026-04-17: Za zamkniętymi drzwiami: Paul McCartney i sekretny pokaz albumu „The Boys of Dungeon Lane”,
2026-03-26: Recenzja "Days We Left Behind" – ta tęskna, urocza piosenka to kwintesencja stylu McCartneya,
2026-03-26: Paul McCartney ogłasza nowy album „The Boys of Dungeon Lane” – najbardziej osobiste dzieło w karierze,
2026-03-26: Ukazał się nowy singiel Paula McCartneya „Days We Left Behind” zwiastujący płytę „The Boys Of Dungeon Lane”,
2026-03-26: The Boys of Dungeon Lane: Między wspomnieniem a betonem,
2026-03-26: Paul McCartney – Days We Left Behind (Recenzja),
2026-03-25: Czy Paul McCartney ogłosi nowy album „The Boys of Dungeon Lane”? ,
2026-07-30: „The Boys of Dungeon Lane” z nominacją do nagrody Mercury Prize 2026,
2026-06-10: Paul McCartney opowie o „The Boys of Dungeon Lane” – wyjątkowy wieczór w Londynie!,
2026-06-05: Paul McCartney znów na szczycie z albumem „The Boys of Dungeon Lane”!,
2026-05-30: Paul McCartney: „Pisanie piosenek wciąż jest dla mnie magicznym uczuciem i mam nadzieję, że zawsze tak będzie”,
2026-05-30: Paul McCartney w Chicken Shop Date: O snach, Johnie Lennonie i początkach The Beatles,
2026-05-30: Paul McCartney przez całe życie opowiada historię Eleanor Rigby,
2026-05-29: Paul McCartney z niezwykłym blaskiem spogląda w przeszłość na swoim nowym, solowym arcydziele,
2026-05-29: Nowy album Paula McCartneya — od piękna po absurd,
2026-05-29: Zachwycający powrót McCartneya do formy z czasów Wings: Recenzja albumu “The Boys of Dungeon Lane”,
2026-05-29: Paul McCartney o tym, jak dawni koledzy z zespołu – i Oasis – zainspirowali jego nowy, nostalgiczny album,
2026-05-27: Kontrowersyjny ruch tuż przed premierą "The Boys of Dungeon Lane": Ekskluzywny utwór tylko na iTunes budzi frustrację fanów,
2026-05-27: Paul McCartney na żywo na TikToku. Globalna sesja Q&A tuż przed premierą nowego albumu,
2026-05-22: Światowa premiera nowego albumu Paula McCartneya w Liverpoolu: The Jacaranda zmienia nazwę na "The Maccaranda",
2026-05-15: Wyjątkowe spotkanie w „The Rest Is History” - Tom Holland w rozmowie z Paulem McCartneyem,
2026-05-12: Paul McCartney: O nowym albumie, wspomnieniach z Liverpoolu i cenie sławy,
2026-05-12: Ekskluzywnie w MOJO: Paul McCartney o nowym albumie „The Boys Of Dungeon Lane” i 70-letniej podróży w głąb siebie,
2026-05-12: „The Boys of Dungeon Lane” – najlepsza płyta Paula od dwóch dekad,
2026-05-10: Tabliczka z nazwą Dungeon Lane odrestaurowana po zapowiedzi nowego albumu McCartneya,
2026-05-08: Ukazał się drugi singiel Paula McCartneya z Ringo: „Home to Us”,
2026-05-05: Nowy album Paula McCartneya – o magicznych grzybach, pierwszej miłości i jego mamie,
2026-05-05: Paul McCartney prezentuje nowe piosenki fanom w Abbey Road,
2026-05-05: Paul McCartney zaskakuje fanów w Abbey Road Studios podczas tajnego odsłuchu nowej płyty,
2026-04-17: Paul McCartney oprowadza po każdym utworze z nowego albumu „The Boys of Dungeon Lane” i dzieli się wspomnieniami o Beatlesach,
2026-04-17: Za zamkniętymi drzwiami: Paul McCartney i sekretny pokaz albumu „The Boys of Dungeon Lane”,
2026-03-26: Recenzja "Days We Left Behind" – ta tęskna, urocza piosenka to kwintesencja stylu McCartneya,
2026-03-26: Paul McCartney ogłasza nowy album „The Boys of Dungeon Lane” – najbardziej osobiste dzieło w karierze,
2026-03-26: Ukazał się nowy singiel Paula McCartneya „Days We Left Behind” zwiastujący płytę „The Boys Of Dungeon Lane”,
2026-03-26: The Boys of Dungeon Lane: Między wspomnieniem a betonem,
2026-03-26: Paul McCartney – Days We Left Behind (Recenzja),
2026-03-25: Czy Paul McCartney ogłosi nowy album „The Boys of Dungeon Lane”? ,
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
