Ringo Starr gra na Forest Hills Stadium po raz pierwszy od czasów Beatlemanii z 1964 roku
2026-10-01, autor: kasia
[...powrót do newsów]
„Wspaniale tu wrócić” – skwitował z typową dla siebie kamienną twarzą Ringo, zwracając się do tłumu, w którym znalazło się kilkoro fanów pamiętających jego występ z The Beatles w tym samym miejscu 62 lata wcześniej.29 sierpnia 1964 roku The Beatles zagrali drugi z dwóch koncertów z rzędu na Forest Hills Tennis Stadium, zamykając tym samym niezwykle intensywny sezon dla tego plenerowego obiektu w nowojorskim Queens. W tamtym okresie na tej samej scenie wystąpili również Barbra Streisand, Harry Belafonte z Miriam Makebą, Joan Baez z niezapowiedzianym gościnnym udziałem Boba Dylana, Johnny Mathis z Peterem Nero, a także absolutnie szalony, potrójny skład: Trini Lopez, Count Basie i Woody Allen.
Przed Beatlesami jako support zagrali The Bill Black Combo, The Exciters, The Righteous Brothers oraz Jackie DeShannon, jednak większość relacji prasowych pominęła ich milczeniem. Uwaga mediów skupiła się wyłącznie na istnym pandemonium, które wybuchło podczas 25-minutowego występu gwiazd wieczoru.
„Nadkompletowa publiczność, licząca ponad 15 tysięcy osób – w większości nastoletnich dziewcząt – wrzeszczała z zachwytu” – czytamy w relacji z pierwszego wieczoru autorstwa Roberta Sheltona, opublikowanej w „The New York Times”. „Kontynuowały one swój szaleńczy, niemal histeryczny pisk, podczas gdy kwartet wykonywał szereg swoich bajecznie popularnych przebojów. Śpiew był praktycznie niesłyszalny przez wrzask, który nierzadko sięgał progu bólu. Ocenianie muzycznego kunsztu w takich okolicznościach byłoby wysoce ryzykowne. Wydarzenie to brzmiało jak chmara ryczących radyjek tranzystorowych na arenie walk byków”.
Poczucie déjà vu i przedbeatlesowskie wspomnienia
Świat przeszedł sporo zmian przez te 62 lata od owych szaleńczych nocy u szczytu Beatlemanii, ale wnętrze Forest Hills Stadium wygląda niemal identycznie. To musiało wywołać u Ringo Starra potężne poczucie déjà vu, gdy 1 października powrócił tu po raz pierwszy od tamtych dni, aby zagrać koncert z zespołem All Starr Band.
„Wspaniale tu wrócić” – rzucił sucho tuż po otwarciu występu klasykiem Carla Perkinsa, „Matchbox”. „W tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym... [niewyraźne, zakłopotane mruknięcie] tu graliśmy, a teraz znów tu jestem i wciąż to robię, to jest najpiękniejsze. Jesteście gotowi na trochę zabawy? Jesteście gotowi usłyszeć trochę muzyki?”.
Kilka piosenek później ponownie zwrócił się do publiczności. „Rzeczywiście graliśmy tu w 1964 roku” – powiedział. „Co to był za koncert! Zaśpiewałem wtedy pewną piosenkę i zamierzam wykonać ją również dzisiaj, bo śpiewam ją co wieczór, począwszy od czasów jeszcze przed tym zespołem, o którym teraz myślicie. Zacząłem ją śpiewać w [moim przedbeatlesowskim zespole] Rory and the Hurricanes”.
Miał na myśli klasyk grupy The Shirelles z 1960 roku, „Boys”, który w jego repertuarze koncertowym gości rzeczywiście od wczesnych lat prezydentury Johna F. Kennedy'ego. Był to zresztą jedyny punkt wspólny z setlistą z 1964 roku, jako że Ringo ani myślał wyciągać z rękawa takich numerów jak „All My Loving”, „I Want to Hold Your Hand”, „She Loves You”, czy choćby beatlesowskich coverów „Twist and Shout” oraz „Long Tall Sally”.
Zgodnie z tradycją każdego koncertu All Starr Band, od czasu ich inauguracyjnej trasy w 1989 roku, repertuar z czasów The Beatles ograniczył się wyłącznie do tych piosenek – takich jak „Octopus’s Garden”, „Yellow Submarine”, „I Wanna Be Your Man” i „With a Little Help From My Friends” – w których to on oryginalnie śpiewał główne partie wokalne. (Przez ostatnich 37 lat na próżno wyczekiwaliśmy koncertowego debiutu „Good Night”. Na tym etapie mamy już właściwie pewność, że do tego nie dojdzie).
Zgrany skład i niespożyta energia
Przez większość historii tych tras, Ringo za każdym razem ruszał w drogę z nową ekipą All Starrs. Jednego lata można było trafić na Randy'ego Bachmana z The Guess Who, Johna Entwistle'a z The Who, Marka Farnera z Grand Funk Railroad, Billy'ego Prestona i Felixa Cavaliere'a z The Rascals, by w kolejnym sezonie zobaczyć na scenie Petera Framptona, Gary'ego Brookera z Procol Harum, Jacka Bruce'a z Cream i Simona Kirke'a z Bad Company. Jednak od 2012 roku muzyk pozostaje wierny Steve'owi Lukatherowi z Toto, od 2018 – Colinowi Hayowi z Men at Work, a od 2019 – Hamishowi Stuartowi z Average White Band. Stali się oni czymś, co najbardziej przypomina jego stały zespół od czasów The Beatles. Przez cały wieczór panowie „przekazują sobie pałeczkę”, śpiewając po trzy ze swoich największych przebojów.
Tworzy to fantastycznie surrealistyczną setlistę, w której „Rosanna” Toto, „Pick Up the Pieces” Average White Band i „Down Under” Men at Work wybrzmiewają na jednym koncercie, oczywiście z Ringo na perkusji. Obecnie mają ten program opanowany do perfekcji, a patrzenie, jak Hay wspomaga Lukathera w wyciąganiu wysokich partii w „Africa” („It’s gonna take a lot to drag me away from you / There’s nothing that a hundred men or more could ever do”), a Stuart z nieskrywaną radością wtóruje im w „Who Can It Be Now?” i „Hold the Line”, to czysta przyjemność.
Starrowi brakuje zaledwie czterech lat do 90. urodzin, a mimo to grał na perkusji w niemal każdym utworze, w którym nie śpiewał głównego wokalu. Jakimś cudem miał też energię, by pod koniec „With a Little Help From My Friends” robić pajacyki, po czym sprintem zbiec ze sceny, by chwilę później wpaść na nią z powrotem i zaśpiewać kodę „Give Peace a Chance” Johna Lennona. Naukowcy powinni przebadać Starra, aby odkryć sekrety jego długowieczności.
Przemijająca histeria, wieczna muzyka
W 1964 roku nawet tak stosunkowo światły krytyk jak Robert Shelton, który trzy lata wcześniej odegrał kluczową rolę w zaprezentowaniu Boba Dylana ogólnokrajowej publiczności, podchodził do The Beatles dość sceptycznie. „Zdolność Beatlesów do wpływania na niedojrzałą publiczność, manipulowania nią i hipnotyzowania jej została udowodniona” – pisał w swojej recenzji z występu dla „The New York Times”. „Stworzyli w swojej publiczności potwora. Jeśli zależy im na czymkolwiek innym poza zarabianiem pieniędzy, lepiej niech zajmą się opanowaniem swojej widowni, zanim ta sztucznie wywołana histeria osiągnie niekontrolowane rozmiary”.
Dziś po tamtej histerii nie ma już śladu, nawet jeśli tłum piszczał za każdym razem, gdy Ringo chwytał za mikrofon, a siwowłosa pani usadowiona w pierwszych rzędach – wymachująca olbrzymim transparentem przypominającym, że była tu w '64 – przez dwie bite godziny kołysała biodrami w rytm muzyki. W jej reakcji na te dźwięki nie było absolutnie nic „sztucznego” – ani w 1964, ani w 2026 roku, ani w jakimkolwiek momencie pomiędzy nimi. Kiedy The Beatles pojawili się w 1964 roku, w naszym świecie zmieniło się coś fundamentalnego, a echa tej zmiany będą pobrzmiewać już zawsze.
Tymczasem dla Ringo był to po prostu kolejny koncert. Teraz wyrusza na następny do Portland w stanie Maine. Zajmuje się tym od dłuższego czasu, niż w ogóle żyje znaczna część widowni zgromadzonej na Forest Hills, i zapewne wciąż gdzieś tam będzie grał „Boys”, kiedy nas wszystkich już tu nie będzie.
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
