Paul McCartney: „Trząsłem się, nie mogąc podnieść głowy z poduszki” - fragmenty książki "Wings: the Story of a Band on the Run"
2025-10-23, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Kiedy w 1970 roku rozpadli się Beatlesi, Paul McCartney znalazł się w punkcie kryzysowym. Uciekł do Szkocji, a rok później założył zespół Wings. W tym ekskluzywnym fragmencie swojej nowej książki opublikowanej w dzisiejszym The Times ujawnia, co wydarzyło się później.Nowa książka Wings: the Story of a Band on the Run jest zapisem godzin rozmów, historycznych wywiadów oraz nowo odkrytych, niepublikowanych wcześniej relacji z osobistego archiwum Paula McCartneya. Stanowi ona niezwykle odkrywczy wgląd w życie najsłynniejszej gwiazdy rocka na świecie.
Historia zaczyna się w 1970 roku w High Park – bardzo odległej i prostej farmie bez łazienki, położonej niedaleko Campbeltown na półwyspie Kintyre w szkockich Highlands.
O końcu Beatlesów
Paul McCartney: Odejście z Beatlesów, lub to, że Beatlesi odeszli ode mnie, jakkolwiek na to spojrzeć, było bardzo trudne, ponieważ była to praca mojego życia. Gdy to się skończyło, pojawiło się pytanie: „Co teraz zrobimy?”. Prawdę mówiąc, nie miałem pojęcia. Miałem dwie opcje: albo rzucić muzykę i wymyślić coś innego, albo dalej się nią zajmować i wymyślić, jak to robić.
Linda McCartney: Pamiętam, jak Paul mówił: „Pomóż mi zdjąć trochę tego ciężaru z pleców”, a ja na to: „Ciężaru? Jakiego ciężaru? Jesteście książętami tego świata. Jesteście Beatlesami”. Ale prawda była taka, że Paul nie był w najlepszej formie. Dużo pił, dużo grał i, choć otoczony kobietami i fanami, nie był zbyt szczęśliwy. Wszyscy myśleliśmy: „Och, Beatlesi i flower power”, ale ci goście mieli na karku każdego pasożyta i sępa.
Paul McCartney: Pamiętam, jak leżałem w nocy, trzęsąc się, co nie przydarzyło mi się nigdy później. Pewnej nocy obudziłem się i nie mogłem podnieść głowy z poduszki. Pomyślałem: „Jeśli tego nie zrobię [nie podniosę głowy], uduszę się”. Pamiętam, że ledwo miałem energię, by się unieść, ale z olbrzymim wysiłkiem zdołałem podnieść głowę. Położyłem się na plecach i pomyślałem: „Było blisko”.
Linda McCartney: Szkocja nie przypominała niczego, co znałam. To była najpiękniejsza kraina, jaką kiedykolwiek widziałam; [farma] była na końcu świata. Po raz pierwszy miałam uczucie, że cywilizacja znika. Czułam się, jakbym była w innej epoce. Było tam tak pięknie — czysto, tak inaczej od tych wszystkich hoteli, limuzyn i biznesu muzycznego. Była to więc spora ulga, ale sama farma była bardzo zaniedbana.
Paul McCartney: Pojechałem tam, zanim poznałem Lindę, i niespecjalnie mi się tam podobało. Spodziewałem się, że Szkocja to lasy i góry, a to były wzgórza i prawie żadnych drzew. Byłem rozczarowany. Spotkałem tam sąsiada, starszego faceta o imieniu Ian McDougall. Ian był prawdziwym góralem; ledwo można było zrozumieć, o czym mówi, więc wykombinowałem, że spróbuję wyłapywać ostatnie słowo w zdaniu. Mówił coś, ja słyszałem „owce” i odpowiadałem: „Tak, owce. Strzyżenie owiec”. Ale byłem tam obcy. Potem, kiedy poznałem Lindę, zapytała: „Masz farmę w Szkocji? Możemy tam pojechać?”. Pojechaliśmy i nagle zobaczyłem to miejsce jej oczami. A ona je pokochała. Wyjazd do Szkocji był dla nas prawdziwą wolnością. To była ucieczka, nasz sposób na znalezienie nowego kierunku w życiu i czas na przemyślenie, co tak naprawdę chcemy robić.
Linda McCartney: To było bardzo eksperymentalne i proste. Właściwie na ścieżce The Lovely Linda [z albumu McCartney] słychać skrzypienie otwieranych i zamykanych drzwi ogrodu.
Stella McCartney: Kiedy nadszedł Covid i wszyscy trafili do izolacji, pomyślałam: „Nie wydaje mi się to dziwne”. Moi rodzice świadomie wybrali izolację. Dokonali tego wyboru, aby uciec jak najdalej od rzeczywistości. I osiągnęli to. Droga dojazdowa odchodząca od głównej drogi do farmy — nie wiem nawet, ile ma mil długości, ale jest naprawdę odizolowana. Mieliśmy menhir [starożytny monolit] za oknem kuchennym, na litość boską.
Mary McCartney: Po prostu zwarli szeregi. Ich postawa brzmiała: „Kochamy się”. Jedynym sposobem, by przez to przejść, jest ucieczka z Londynu, bycie bardzo „funky” i robienie czegoś przeciwnego do życia w mieście. Powrót do podstaw. Strzyżenie owiec, zbieranie ziemniaków, jazda konna pośrodku niczego, chodzenie na plażę z dziećmi, po prostu bycie razem. Śpiewać, tworzyć muzykę w pokoju na zapleczu.
Paul McCartney: Wzięliśmy się ostro do roboty, uprawiając pola, i hodowaliśmy różne rzeczy w naszym ogrodzie warzywnym. Mieliśmy naprawdę niezłą rzepę. Nauczyłem się kilku sztuczek od taty i jego kwiatów w naszym domowym ogrodzie, więc dobrze je wykorzystałem w Szkocji. I do dziś nie przestaje mnie to zadziwiać: wkładasz nasiono do ziemi, przychodzi deszcz, by je podlać, przychodzi słońce, by na nie świecić, potem coś rośnie i można to zjeść… Nie mieliśmy wanny. Ale obok naszej małej kuchni było miejsce, w którym rolnicy czyścili maszyny do udoju. To była wanna, umieszczona jakieś trzy stopy nad ziemią, wielka ocynkowana balia. Powiedziałem: „Powinniśmy napełnić ją gorącą wodą. Będziemy mogli się wykąpać”.
Wczesne dni Wings i wyjazd w trasę
Paul McCartney: Nasz pomysł polegał na tym, by jeździć na uniwersytety i pytać: „Chcecie, żebyśmy dla was zagrali?”. To było tak proste i tak szalone.
Elaine (Smith) Woodhams: [sekretarka ds. socjalnych, związek studentów Uniwersytetu w Nottingham] Tego wieczoru byłam w barze, kiedy podszedł do mnie jakiś facet. Powiedział: „Jesteśmy z nowego zespołu Paula McCartneya, Wings. Jesteśmy w trasie i szukamy miejsc, by grać improwizowane koncerty. Jesteś zainteresowana?”. Pierwszą rzeczą, jaką pomyślałam, było to, że ktoś mnie wkręca, ale powiedziałam: „Oczywiście, że jesteśmy zainteresowani”. Powiedział: „Jeśli chcesz, wyjdź na zewnątrz i spotkaj się z szefem, aby omówić szczegóły”. Poszłam za nim. Przed budynkiem Portland zaparkowany był czerwony minibus. Zapukał w okno, drzwi się odsunęły, a kto siedział na miejscu kierowcy? Paul McCartney. Moje pierwsze wrażenie to było: „Wow!”. Naprawdę myślałam, że gdy tylko wyjdę z budynku, powita mnie tłum śmiejących się ludzi albo ktoś wyleje na mnie kubeł zimnej wody. Potem chyba przez chwilę stałam z rozdziawioną buzią. Paul powiedział: „Mój człowiek mówi mi, że jesteście chętni, więc porozmawiajmy o szczegółach”. Zapytał: „Jakie są szanse na zagranie jutro wieczorem?”. Wyjaśniłam, że będę musiała uzyskać zgodę rektora.
Paul McCartney: Powiedzieliśmy więc: „Wrócimy jutro w południe i weźmiemy 50 pensów”.
Linda McCartney: Zatrzymaliśmy się tam w trzeciorzędnym hotelu. Kierownik był jak z Hitchcocka — uważał nas za najgorszy sort.
Denny Seiwell: (perkusista) Nigdy nie zapomnę, jak pewnej nocy byliśmy na północy. Podszedł do nas nocny kierownik, mały, łysy facet z dziecięcym wiaderkiem. I powiedział: „Czy ktoś z was jest właścicielem tego czarno-białego psa?”. Paul na to: „Tak, to mój pies, Lucky. Dlaczego?”. „Cóż, biega po korytarzach i narobił w korytarzu. Będziecie musieli to posprzątać”. Więc Paul poszedł i to posprzątał. Wiesz, to było magiczne.
Paul McCartney: Pomysł od początku polegał na tym, by zacząć od małych rzeczy… Nie byłem pewien, jak zostanę przyjęty, ponieważ dawno mnie tam nie było, mimo że niektóre moje piosenki były popularne. Ale śledziłem wiadomości. Mówiono w stylu: „Paula McCartneya nie było tu od dziesięciu lat”. To było wspaniałe. To było to, do czego zmierzaliśmy. Odszedłem z Beatlesów. Zacząłem cały ten nowy projekt od zera. A teraz Wings było po prostu Wings, a nie tylko kontynuacją Beatlesów… Chcieliśmy, aby Wings stało się czymś, co ludzie znają i kochają. Wielka amerykańska trasa.
Mary McCartney: Zanim dotarli do Ameryki na trasę Wings Over America, stało się znacznie bardziej oczywiste, jak sławni byli moja mama i tata. Wcześniej tak nie było — nie mieliśmy tego bezpośredniego doświadczenia z fanami, którzy ich ścigali.
Paul McCartney: Do tego właśnie dążyliśmy. O tym myśleliśmy, kiedy zakładaliśmy Wings. Jeśli zrobimy to w ten sposób, staromodny sposób, od zera, nadejdzie dzień, kiedy będziemy na polu numer sto… Wbrew wszelkim przeciwnościom i próbom — i w obliczu wielu ostrych krytyk — nagle pewnego dnia obudziliśmy się i zdaliśmy sobie sprawę, że nam się udało.
Nagrywanie Band on the Run w Lagos
Paul McCartney: Słowo „amatorszczyzna” nie jest tu do końca trafione, ale już w samolocie zapytano mnie: „Chciałbyś zobaczyć lądowanie?”. Powiedziałem: „Tak, świetnie”. To była dżungla… Gęsty afrykański las. Na dodatek było pochmurno. Nad wszystkim unosiła się mgła. A piloci rozmawiają między sobą. Jeden mówi: „Nie wiem, widzisz lotnisko?”. Oczywiście nie mieli przyrządów. A drugi pyta: „Czy to tam?”. W każdym razie wylądowali. Myślę, że okrążyli je kilka razy, ale znaleźli i wylądowali. Musieliśmy się więc do tego przyzwyczaić. Była pora monsunowa, lało jak z cebra… I budowali studio, kiedy tam dotarliśmy… Zapytaliśmy: „Gdzie jest kabina wokalna?”. A oni na to: „Och, nie mamy”.
Więc rozmawialiśmy z tymi facetami, byli tacy mili, ci dwaj inżynierowie. Jeden nazywał się Monday (Poniedziałek), a drugi Innocent (Niewinny). Byli wspaniali i, faktycznie, bardzo niewinni. Musieliśmy więc pokazać im kilka studyjnych sztuczek. Powiedzieliśmy: „Cóż, posłuchajcie, weźmiemy trochę drewna, zbudujemy duże pudło, a jeśli zdobędziecie trochę pleksi, przez którą można patrzeć, wstawimy ją w pudło, uszczelnimy i zrobimy małe drzwi”. Nauczyliśmy ich, jak zrobić kabinę wokalną.
Mieliśmy tam szalony czas. Pewnej nocy nas napadnięto… Podjechał samochód i wyskoczyło sześć osób. Ten mały miał nóż — trząsł się, był przerażony, podobnie jak ja w tym momencie. Nagle zdałem sobie sprawę, co się dzieje. A Linda to twarda babka. Zaczęła krzyczeć: „Nie dotykaj go! Jest muzykiem! Jest taki sam jak wy. To bratnia dusza. Zostawcie go w spokoju!”. Krzyczała na całe gardło. „No dalej. Czego chcecie, stary? Pieniędzy? Proszę. Możecie je mieć. Taśmę? Jasne! Bierzcie. Aparat? Tak, śmiało, możecie mieć wszystko. No dalej”. Odeszli. I faktycznie zawrócili. Wrócili. Myśleliśmy, że zanurkujemy w krzaki, ale na szczęście skręcili w inną stronę i odjechali z piskiem opon. Powiedziałem: „Dobra, idziemy szybko, bardzo szybko i nie zatrzymujemy się przed niczym”. Forsowny marsz. Wróciliśmy do willi…
Następnego dnia dotarliśmy do studia, a właściciel studia mówi: „Macie szczęście, że jesteście biali. Zabiliby was, gdybyście byli czarni, bo pomyśleliby, że ich rozpoznacie. Ale wiedząc, że jesteście biali, wiedzą, że ich nie rozpoznacie”.
Dustin Hoffman: Byłem na Jamajce, kręcąc Papillon ze Steve'em McQueenem, i ktoś powiedział, że Paul McCartney jest w okolicy i chciałby się ze mną spotkać… [On i Linda przylecieli na wakacje podczas przerwy w nagrywaniu Band on the Run.] Chwilę porozmawialiśmy, a kiedy wróciłem, Paul był w kuchni, grał i śpiewał. Pamiętam, że pomyślałem: „Jesteś jak trubadur, masz to w genach, jak ktoś z XVI wieku, kto po prostu zagra od niechcenia”. I jakoś zeszliśmy na temat Picassa, ponieważ właśnie zmarł, chyba kilka tygodni wcześniej. Paul zapytał mnie, dlaczego tak bardzo lubię Picassa… Po prostu zaczął brzdąkać i przysięgam na wszystko, co święte, że zaczął śpiewać piosenkę o historii, którą właśnie mu opowiedziałem o Picassie — to po prostu z niego wypłynęło. [To stało się Picasso’s Last Words (Drink to Me) na Band on the Run.] Jeśli chodzi o wspaniałe wydarzenia w moim życiu, stawiam to tuż obok narodzin dziecka. To znaczy, byłem przy narodzinach czegoś. Mam nadzieję, że mówiąc o tym, mogę w jakiś sposób przekazać, jakie to uczucie, być blisko wielkiego artysty.
O nagrywaniu Mull of Kintyre
Paul McCartney: Mieliśmy taki incydent, kiedy Mull of Kintyre wyszło w szczycie ery punk rocka. Jesteśmy w Londynie w samochodzie, zatrzymujemy się na światłach, a tam duża grupa skinheadów maszeruje jak falanga. Próbowałem unikać kontaktu wzrokowego. Ale jeden z nich mnie zobaczył. „Hej, Paul. Co słychać, kolego?”. „Świetnie, podejdź do samochodu”. „Mull of Kintyre. Uwielbiam to, świetny kawałek”. Te wszystkie małe rzeczy, których byś się nie spodziewał.
Denny Laine: (gitara, instrumenty klawiszowe) Paul powiedział, że próbuje napisać szkocką piosenkę, ale nie jest pewien, jak ludzie na to zareagują — Anglik śpiewający szkocką piosenkę. Następnego dnia, uzbrojeni w butelkę whisky, usiedliśmy na schodach domku w popołudniowym słońcu i napisaliśmy zwrotki. Rozejrzeliśmy się po okolicznych wzgórzach i dolinach, i po prostu napisaliśmy słowa oraz resztę piosenki tego popołudnia.
Paul McCartney: Ściągnęliśmy dudziarzy i perkusistów z Campbeltown Pipe Band, aby dołączyli do nas na farmie, najpierw na próbę, a potem na nagranie piosenki. Byli po prostu wspaniali. Przybyli w pełnym stroju, w kiltach i sporranach, więc oczywiście w pewnym momencie ja też się przebrałem. Poprosiliśmy Mary i Stellę, żeby ustawiły stół z poczęstunkiem, ale trzymaliśmy zespół z dala od piwa, dopóki nagranie się nie skończyło. Zespół składał się głównie z rolników i synów rolników. Był tam też były glina z Glasgow. Wszyscy byli podekscytowani, bo dla nich to też było pierwsze nagranie tego typu piosenki… Gdy już mieliśmy najlepsze ujęcie, nadszedł czas, by „otworzyć piwo” i wszyscy zaczęli robić się trochę rumiani na twarzy. Niektórzy faceci mówili: „Tak, ta płyta będzie numerem 1”. Nie byłem taki pewien, ponieważ scena była zdominowana przez punk… Skończyło się na tym, że sprzedał się w ponad dwóch milionach egzemplarzy, stając się najlepiej sprzedającym się singlem w Wielkiej Brytanii aż do Do They Know It’s Christmas? w 1984 roku.
O wpadce narkotykowej w Japonii w 1980 roku
Paul McCartney: Byłem w Nowym Jorku i miałem mnóstwo naprawdę dobrej trawy. Doskonały towar. Mieliśmy lecieć do Japonii i wiedziałem, że nie będę w stanie niczego tam dostać do palenia. Towar był zbyt dobry, by go spłukać w toalecie… W Ameryce prezydent Carter oświadczył, że uważa, iż marihuana powinna zostać zdekryminalizowana. Może myślałem: „Hej, to nic wielkiego”.
Laurence Juber: (gitarzysta) Stałem obok niego [na lotnisku w Tokio], kiedy pojawiła się ta torba z marihuaną. Linda i dzieci przeszły, a Paul był za nimi. Celnik obmacywał kurtkę [w walizce Paula] i miał zdziwioną minę. Sięgnął do środka i wyciągnął tę torbę z zielem, w tym momencie Paul momentalnie zbladł… W ciągu kilku sekund pojawili się ludzie nie wiadomo skąd i eskortowali nas na zaplecze strefy celnej.
Paul McCartney: To była najgłupsza rzecz w moim życiu — jechać do Japonii, gdzie za trawkę grozi siedem lat ciężkich robót, i być tak swobodnym i beztroskim. Położyłem cholernie wielką torbę tego towaru na samym wierzchu walizki. Dlaczego nawet nie ukryłem jej w swetrze? Patrzę teraz na nagrania i myślę sobie: „To nie mogłem być ja”.
Mary McCartney: Pamiętam tylko, jak ktoś to podniósł, a ja czułam się bardzo zdezorientowana, przeczuwając, że to może być problem. A potem zapytali mamę i tatę: „Czyje to jest?”. Ponieważ to była ich [wspólna] walizka. I pamiętam, jak patrzyli na siebie, myśląc: „Które z nas to weźmie? Bo jedno z nas musi zostać z dziećmi”. A potem tata powiedział, że to jego, i zabrali go. A potem my byliśmy w hotelu przez około dziewięć dni, a mama próbowała sprawić, żebyśmy się zrelaksowali. Pamiętam, jak robiła kanapki i codziennie chodziła go odwiedzać.
Stella McCartney: Nawet dziewięciolatek potrafiłby lepiej ukryć trawę niż moi rodzice. Ale wiesz, uwielbiam to, że po prostu nie mogli się oprzeć. Byli w stylu: „Było zbyt dobre, żeby je zostawić”.
Paul McCartney: Zeznałem wszystko w noc aresztowania i przeprosiłem za złamanie japońskiego prawa. Prawdopodobnie nie pomagał fakt, że miałem więcej, niż mógłbym spalić przez miesiąc. Nadal chcieli wiedzieć wszystko. Musiałem przejść przez historię całego mojego życia — do jakich szkół chodziłem, imię mojego ojca, nasz adres, mój dochód. Musiałem im even opowiedzieć o medalu MBE od królowej.
Steve Holley: (perkusista) Wszyscy byliśmy tym oczywiście bardzo zestresowani, a brutalną wydajność Japonii pokazał fakt, że kiedy jechaliśmy z lotniska do hotelu, co sto stóp wisiał plakat z napisem: „Wings — największy zespół rockowy świata odwiedza Japonię w 1980 roku”. Były wszędzie: na billboardach, latarniach, budynkach, w witrynach sklepowych. Nie sposób było oszacować, ile ich było. A rano wszystkie zniknęły.
John Hammel: (wieloletni menedżer tras koncertowych) Wszystkie plakaty. Wszystko zostało zdjęte. Natychmiast. Stacje radiowe zamilkły w sprawie płyt McCartneya. Nie grały niczego.
Paul McCartney: Teraz wciągnąłeś w to żonę i dzieci. A wiedząc, jak wierna była Linda, pomyślałem: „Cóż, dzieci dorosną w Japonii. Linda tu zostanie”. Wszystko to przelatuje ci przez głowę: „Czy ja naprawdę to zrobiłem? Ty cholerny idioto”. Więc naprawdę obwiniasz tylko siebie. A następnego ranka budzisz się w japońskiej celi, a oni podają ci japońskie jedzenie przez kratę. Coś jak bułka do hot doga z jakimś masłem w środku. Trochę zupy miso. I to wszystko. To był spory szok kulturowy. Na śniadanie dostałem zupę miso z wodorostami i dymką. Byłem przyzwyczajony do płatków kukurydzianych, jajek i tostów.
Kiedy pierwszy raz tam trafiłem, myślałem: „To burza w szklance wody. Wyjdę w mgnieniu oka”. Potem brytyjski wicekonsul powiedział mi, że mogę dostać siedem lat ciężkich robót. Wtedy stało się to niezwykle niepokojące. Nie mogłem spać przez pierwsze trzy dni. Minęło pięć dni, zanim Linda mogła mnie odwiedzić, a ja nigdy nie spędziłem nocy z dala od niej, odkąd się pobraliśmy. Było dość ciężko. Musiałem dzielić kąpiel z facetem, który siedział za morderstwo. Bałem się zdjąć ubranie, obawiając się, że zostanę zgwałcony. Ale widziałem te wszystkie filmy o jeńcach wojennych i wiedziałem, że trzeba trzymać się na duchu. Więc organizowałem wspólne śpiewanie z innymi więźniami.
W celi obok byli faceci i próbowaliśmy się komunikować. Próbowałem nauczyć się kilku słów po japońsku i słyszałem, jak ludzie mówią konnichiwa (cześć). Więc przerobiłem to na „Connie Chua”. Brzmiało jak imię licealistki, Connie Chua. Umiałem powiedzieć arigato (dziękuję), ale niewiele więcej. Więc robiłem tak: wykrzykiwałem nazwy handlowe do facetów w celi obok. Było ich tam około czterech. Mówiłem: „Toyota!”. Oni na to: „Toyota! Toyota!”. Słyszałem, jak się śmieją. A potem oni odkrzykiwali: „Rolls-Royce!”. Ja na to: „Rolls-Royce! Bardzo dobrze”. Potem robiliśmy to szalone: „Yamaha! Yamaha! Och, Yamaha, tak!”. Krzyczałem: „Suzuki!” i „Honda!”, a oni odkrzykiwali: „Magitatcha! [Maggie Thatcher]” i „Bell’s!” — czyli whisky Bell’s. Słyszałem, jak wszyscy klaszczą. Trzeba było coś robić, inaczej byś zwariował.
Przez kilka dni nie pozwolono mi widzieć się z Lindą, ale potem zorganizowano wizytę. To było jak w filmach więziennych: byłem za kratą i nie mogliśmy się dotknąć.
Mary McCartney: Wracała z wiadomościami, jak on się ma, i mówiła, że radzi sobie dobrze. Ale zdecydowanie było to uczucie: „Co się stanie? Jak długo tu będziemy?”. Czuję, że mama po prostu przeniosłaby rodzinę do Japonii.
Yasuji Ariga: [strażnik więzienny] Jest bardzo uprzejmy i wywarł dobre wrażenie na strażnikach.
Paul McCartney: Cieszyłem się, że wychodzę [po dziewięciu dniach], ale poznałem tam kilku przyjaciół, więc rozstanie było trochę smutne. Wychodząc na wolność, ściskałem dłonie więźniów przez okienka w ich celach.
Mary McCartney: Zdecydowanie trzymali nerwy na wodzy. A tata napisał potem małą książeczkę [Japanese Jailbird] o tym, ze swoimi wspomnieniami, i dał nam po egzemplarzu. Coś w rodzaju pamiętnika z tamtego czasu. Starał się twardo stąpać po ziemi i po prostu przechodzić przez codzienny rytuał bycia tam.
Stella McCartney: Zbeształ mnie, gdy podałam [Japanese Jailbird] jako moją książkę w audycji Desert Island Discs. Powiedział: „Mam wnuki. Nie wiem, czy chcę, żeby o tym wiedziały”. A ja na to: „Tato, myślę, że ludzie o tym wiedzą”.
Książka "Wings: the Story of a Band on the Run Paula McCartneya" ukaże się w sprzedaży 4 listopada.
Więcej na temat Wings: the Story of a Band on the Run:
2025-11-04: Dlaczego mylicie się w ocenie Wings Paula McCartneya - recenzja Telegraph,
2025-11-02: „Świat twierdził, że nie żyję – i pod wieloma względami tak było”: Paul McCartney o straconych latach po Beatlesach,
2025-10-23: Paul McCartney: „Trząsłem się, nie mogąc podnieść głowy z poduszki” - fragmenty książki "Wings: the Story of a Band on the Run",
2025-02-27: Będzie nowa ...książka Paula McCartneya "Wings: The Story of a Band on the Run",
2025-11-04: Dlaczego mylicie się w ocenie Wings Paula McCartneya - recenzja Telegraph,
2025-11-02: „Świat twierdził, że nie żyję – i pod wieloma względami tak było”: Paul McCartney o straconych latach po Beatlesach,
2025-10-23: Paul McCartney: „Trząsłem się, nie mogąc podnieść głowy z poduszki” - fragmenty książki "Wings: the Story of a Band on the Run",
2025-02-27: Będzie nowa ...książka Paula McCartneya "Wings: The Story of a Band on the Run",
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
