Recenzja „One to One: John & Yoko”: John Lennon w nowym świetle – na scenie i w życiu
2025-09-21, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Recenzja z Variety, Tekst: Owen GleibermanReżyser Kevin Macdonald serfuje po kanałach wczesnych lat 70., w zdumiewający sposób wciągając nas w świat Johna i Yoko oraz w klimat całej epoki.
Więcej niż kolejny portret
Widziałem już dokumenty, które ukazywały fascynujące oblicza Johna Lennona. Był wśród nich „The U.S. vs. John Lennon” (2006), będący kroniką jego politycznego aktywizmu i prób deportacji przez administrację Nixona, czy najnowszy „The Lost Weekend: A Love Story” (2022), portret związku artysty z May Pang. Jednak „One to One: John & Yoko”, mimo swojego niepozornego tytułu, jest być może najznakomitszym i najbardziej porywającym z tych portretów, skupionych na konkretnym wycinku jego życia. „The Lost Weekend” pokazał nam oblicze Lennona, które dotąd pozostawało w cieniu (łącznie z jego skłonnością do przemocy, o której rzadko mówiło się poza skandalizującą biografią Alberta Goldmana „The Lives of John Lennon”). „One to One” z kolei opowiada o okresie tuż przed „straconym weekendem”, poczynając od sierpnia 1971 roku. To wtedy John i Yoko przenieśli się z wiejskiej posiadłości pod Londynem do Nowego Jorku, gdzie przez półtora roku mieszkali w niewielkim apartamencie w West Village (do słynnej Dakoty wprowadzili się dopiero później).
Zanurzenie w epoce
Lennon żył wtedy pełnią życia – chłonął energię metropolii, gościł w amerykańskich talk-showach, jak ten prowadzony przez Mike'a Douglasa, i rozkoszował się względnym spokojem po chaosie związanym z The Beatles. Wiele z tych obrazów wydaje się znajomych. Jednak „One to One” to dzieło wybitnego i chwilami zuchwałego szkockiego reżysera Kevina Macdonalda (twórcy m.in. „Czekając na Joe”, „Ostatniego króla Szkocji” czy „Whitney”), który wciąga nas w świat Johna Lennona i klimat tamtych lat w absolutnie niezwykły sposób.
Telemaniak w awangardzie
Punktem wyjścia dla filmu jest fakt, o którym Lennon mówił otwarcie, lecz który większości z nas wlatywał jednym uchem, a wylatywał drugim – mianowicie to, że po przeprowadzce do Nowego Jorku i zakochaniu się w Ameryce, stał się telemaniakiem. Zawsze wydawało mi się to dość zabawne, bo przecież na początku lat 70. Lennon wciąż był ikoną kontrkultury, stojącą na czele ruchów protestacyjnych. A jednak jego przyznanie, że ulubioną rozrywką stało się dla niego bezmyślne wpatrywanie się w telewizor, zapowiadało – na długo przed jego najsłynniejszymi dokonaniami – kierunek, w którym zmierzała cała kultura.
Wszystko jest spektaklem
Lennon potrafił być idealistą w polityce („Nic, za co warto zabijać lub umierać, i żadnej religii też...”), ale pod wieloma względami był rasowym cynikiem, zanurzonym w antyromantyzmie swojego cierpkiego postrzegania rzeczywistości (wystarczy wsłuchać się w tekst „Revolution”). Na tym właśnie polega telewizyjne uzależnienie pewnego typu inteligentów, zwłaszcza w tamtych czasach: na skakaniu po kanałach – od reklam, przez tandetne programy, po wiadomości opakowane jak produkt komercyjny. Chłonie się to wszystko jak gąbka, a jednocześnie subtelnie się tym gardzi, uczestnicząc w dekadenckim rytuale zachodniego kanapowca, który traktuje wszystko pod słońcem jak telewizyjne show.
Intymna przestrzeń
John i Yoko nie byli kanapowcami – byli „łóżkowcami”. Macdonald ze swoim zespołem stworzył zdumiewająco wierną rekonstrukcję ich dwupoziomowego, białego mieszkania przy Bank St. 105. Nigdy nie widzimy go z lokatorami, ale gdy kamera sunie po wnętrzu, dostrzegamy każdy detal: łóżko, stojący u jego stóp telewizor i porozrzucane rekwizyty ich codzienności (gitary, ubrania, wzmacniacz, maszynę do pisania, gazety, magazyny, poszewkę ze Snoopym). „One to One” jest pełen prywatnych nagrań i niepozowanych zdjęć, a mając przed oczami tę makietę, niemal widzimy, jak oglądani przez nas John i Yoko wpisują się w jej wnętrze.
Moc ostatniego koncertu
Macdonald nadaje ramy tamtemu okresowi także w inny, kluczowy sposób. Tytuł filmu nawiązuje do dwóch koncertów charytatywnych, które Lennon zagrał w Madison Square Garden z zespołem Plastic Ono Elephant’s Memory Band 30 sierpnia 1972 roku. Był to jego ostatni pełnowymiarowy występ na żywo, a to, co uderza, gdy ogląda się go dzisiaj, to potężna moc tej muzyki. Zespół brzmiał fenomenalnie – ostro i żywiołowo, gdy Lennon prowadził go od otwierającego „New York City”, przez „Instant Karma” i „Come Together”, aż po surową, niemal bolesną epifanię wykonania „Mother” zdartym głosem.
Moralistyczny kac lat 70.
Muzyka nadaje filmowi rytm i pęd. Podobnie działa jednak sposób, w jaki Macdonald, nawiązując do telewizyjnego nałogu Lennona, ukazuje obrazy epoki w formie nieustannego montażu, przypominającego zmienianie kanałów. Widzimy Nixona i serial „Waltonowie”, bunt w więzieniu Attica, Jerry'ego Rubina w programie Phila Donahue, reklamę sosu Ragu, zamach na George'a Wallace'a i powrót Charliego Chaplina z wygnania. Te medialne migawki intrygują zawieszoną w powietrzu atmosferą tamtych lat. W latach 1971–1972 rodziła się nowa prawica, choć nikt jeszcze tego nie dostrzegał, a mesjanistyczne hasła kontrkultury („Zmieniamy świat, stary!”) zaczynały tracić moc, czego również nikt jeszcze nie był świadom. To był wielki, moralistyczny kac.
Rewolucja, która spaliła na panewce
To uczucie staje się namacalne, gdy film dokumentuje relację Johna i Yoko z Jerrym Rubinem, celebrytą z procesu „chicagowskiej siódemki”, który zbyt mocno upajał się swoją sławą. Jeśli Abbie Hoffman był yippisem-psotnikiem, Rubin był yippisem-kombinatorem – handlarzem rewolucji, który wobec każdej publiczności czuł się wyższy. Mimo to zdołał uwieść Lennona i namówić go do współpracy, która zaczęła się od występu na wiecu „Uwolnić Johna Sinclaira” w Ann Arbor. Oglądamy unikatowe fragmenty z tego legendarnego koncertu i trzeba przyznać, że Lennon śpiewający „John Sinclair” („To niesprawiedliwe, John Sinclair, / Siedzieć w pace za to, że łapiesz w płuca wiatr”) nie wypada na nich najlepiej. Akcja jednak odniosła skutek – założyciel Partii Białych Panter wyszedł na wolność po odsiedzeniu części 10-letniego wyroku za marihuanę. Rubin, który zaprzyjaźnił się z Lennonem, przekonał go do trasy „Free the People” – wędrownego cyrku, łączącego rock and rolla z politycznym protestem. Ostatecznie jednak cały projekt spalił na panewce.
Prawda z taśm
Dowiadujemy się dlaczego, gdy ze zdumieniem przysłuchujemy się rozmowom telefonicznym Johna i Yoko, których transkrypcje pojawiają się w filmie na czarnym tle. Telefon Lennona był już wówczas na podsłuchu FBI i można przypuszczać, że nagrania te (choć twórcy tego nie potwierdzają) pochodzą właśnie z tych tajnych archiwów. Nie ma w nich jednak nic skandalizującego. Jesteśmy świadkami komicznej próby zorganizowania przez asystentkę Yoko roju insektów do jej instalacji artystycznej. Przysłuchujemy się, jak Lennon wykłada swoje purystyczne poglądy polityczne Allenowi Kleinowi, menedżerowi, który przyczynił się do rozpadu The Beatles. Klein jest zbyt doświadczony, by dać się wciągnąć w radykalne mrzonki Lennona, ale i zbyt sprytny, by w mgnieniu oka nie odwrócić kota ogonem i nie udawać, że on też czuje tego ducha (oto mroczna istota bycia menedżerem). Słyszymy performatywne, lewicowe tyrady Jerry'ego Rubina, który próbuje wzbudzić w innych poczucie winy. Przede wszystkim jednak dociera do nas, jak jowialnym i otwartym człowiekiem, mimo wbudowanego „wykrywacza bzdur”, był Lennon.
Perspektywa Yoko
Dowiadujemy się też, jak wnikliwą obserwatorką była Yoko i jak bardzo czuła się wykluczona przez Beatlesów („Ignorowali mnie”). Jednym z emocjonalnych wątków filmu jest to, jak bardzo John wyprzedzał swoje czasy, przedkładając pragnienia Yoko nad własne. Do Nowego Jorku przyjechali przecież, by odnaleźć Kyoko – córkę Yoko z drugiego małżeństwa, z którą straciła kontakt (wychowywała się ona pod zmienioną tożsamością w chrześcijańskiej sekcie). Zamieszkali w skromnym, artystycznym mieszkaniu, bo tego chciała Yoko. Pochodząc z zamożnej rodziny, nie odnajdywała w wiejskiej rezydencji tej samej magii, co wywodzący się z klasy robotniczej John.
Chodząca sprzeczność
„One to One” ukazuje też bliską przyjaźń Lennona z Eltonem Johnem, choć tu film pozwala sobie na małe oszustwo, bo ich relacja zacieśniła się później – w latach 1973–1974, kiedy wydali swój porywający duet „Whatever Gets You Through the Night”. To jednak drobiazg, bo w życiu Johna Lennona niewiele było rzeczy prostych czy spójnych. Na początku lat 70. był chodzącą sprzecznością: radykałem, który przesiadywał przed telewizorem; potężną gwiazdą rocka, oddaną awangardowej żonie, a jednocześnie nie tracącą nic ze swojej szorstkiej, libertyńskiej natury; Brytyjczykiem z krwi i kości, który stał się uosobieniem nowojorczyka. Wszystkie te sprzeczności rezonują w „One to One”, czyniąc go jednym z tych rzadkich dokumentów rockowych, które po prostu trzeba zobaczyć.
*2024-09-30
Więcej na temat One to One: John & Yoko:
2025-09-24: Kevin Macdonald o pracy z archiwami Johna Lennona przy filmie „One To One: John & Yoko”,
2025-09-23: Recenzja „One to One: John & Yoko”: Elektryzująca i głęboko polityczna kronika jednego roku z życia,
2025-09-21: Recenzja „One to One: John & Yoko”: John Lennon w nowym świetle – na scenie i w życiu,
2025-09-10: Zobacz "Honey Don't" z nieznanego dotąd filmu Johna Lennona „Zegar”,
2025-09-24: Kevin Macdonald o pracy z archiwami Johna Lennona przy filmie „One To One: John & Yoko”,
2025-09-23: Recenzja „One to One: John & Yoko”: Elektryzująca i głęboko polityczna kronika jednego roku z życia,
2025-09-21: Recenzja „One to One: John & Yoko”: John Lennon w nowym świetle – na scenie i w życiu,
2025-09-10: Zobacz "Honey Don't" z nieznanego dotąd filmu Johna Lennona „Zegar”,
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
