The Long and Winding Road: Stuart Maconie o tym, dlaczego nasze opinie o The Beatles ciągle się zmieniają
2025-11-25, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Od 60 lat fani i historycy spierają się o znaczenie zespołu – i o to, który z jego członków był najwybitniejszy. Czy wznowienie projektu „Anthology” oraz planowane filmy biograficzne Sama Mendesa wywołają nowe dyskusje?Wczesne postrzeganie The Beatles jako „czwórki chłopaków, którzy wstrząsnęli światem”, na przestrzeni dekad wielokrotnie ulegało przeobrażeniom. Zespół bywał gloryfikowany, oczerniany, mitologizowany, niezrozumiany, a nawet ignorowany. Premiera nowej odsłony „The Beatles Anthology” w tym miesiącu – będącej rozszerzeniem oryginalnej kompilacji z połowy lat 90., obejmującej reedycje na CD i winylach oraz serial dokumentalny dostępny na Disney+ – jest dowodem nie tylko na ich niesłabnącą popularność. To także świadectwo tego, jak ciągłe reinterpretowanie ich historii mówi równie wiele o zmianach naszych własnych gustów. Edycja z 2025 roku stanowi kompleksowy powrót do pierwotnego projektu, oferując zremasterowany i rozszerzony serial dokumentalny oraz zakrojoną na szeroką skalę kampanię wydawniczą.
Jednak tym, co ma największą szansę zmienić nasze spojrzenie na zespół, jest dodanie do oryginalnej serii telewizyjnej zupełnie nowego, dziewiątego odcinka. Powstał on na bazie niedawno odkrytych nagrań ukazujących wspólną pracę Paula McCartneya, George’a Harrisona i Ringo Starra w latach 1994–1995. Materiał ten, o wiele bardziej intymny i nieformalny niż pierwotna emisja, ukazuje trójkę żyjących wówczas Beatlesów podczas prób, wspomnień i zwyczajnego spędzania czasu. Widzimy ich jako starych przyjaciół, a nie pomniki kultury, choć wciąż wyczuwalne są tu dawne napięcia między Harrisonem a McCartneyem, przypominające relację braterskiej rywalizacji. Muzycy pracują nad utworami „Free as a Bird” oraz „Now and Then”, żartują na temat ewentualnej stadionowej trasy reaktywacyjnej i ogólnie rozmawiają o swojej historii, poczuciu straty oraz niedokończonych pomysłach muzycznych. To rzadki, nadający ludzki wymiar epilog do tej opowiedzianej już na tysiąc sposobów historii.
Mając do dyspozycji takie nowe materiały oraz perspektywę ponad 50 lat, które upłynęły od rozpadu zespołu w atmosferze lawiny pozwów i sporów o kontrakty, czy wreszcie zbliżamy się do sformułowania jednolitej teorii fenomenu „Wielkiej Czwórki”?
Spośród szacowanych ponad dwóch tysięcy książek o The Beatles – gdzie półki uginają się zarówno od służalczych hagiografii, jak i gniewnych prób demitologizacji, a także całych tomów poświęconych ich fryzurom, butom czy rzekomemu udziałowi w radzieckim programie kontroli umysłów – wydana w 2016 roku pozycja Erin Torkelson Weber The Beatles and the Historians ( „The Beatles i historycy”)może wydawać się mniej „sexy”. To akademickie opracowanie historiograficzne autorstwa wykładowczyni z Newman University w Kansas nie brzmi tak sensacyjnie jak, powiedzmy, Turn Me On, Dead Man: the Complete Story of the Paul McCartney Death Hoax (Podnieć mnie, martwy człowieku: Pełna historia mistyfikacji śmierci Paula McCartneya) czy Communism, Hypnotism and the Beatles (Komunizm, hipnotyzm i The Beatles).
Jednak wśród zagorzałych fanów zespołu jej teoria „czterech narracji” stała się niezwykle ceniona i szeroko dyskutowana.
Pierwszą z nich była narracja „Wielkiej Czwórki” (Fab Four), dominująca w czasach działalności grupy. Lekka i afirmatywna, stawiała na pierwszym planie to, co pozytywne: podkreślała radosny, zbiorowy urok i energię wczesnych Beatlesów, przemilczając jednocześnie narkotyki, seksualne grzeszki, homoseksualizm Briana Epsteina, a nawet małżeństwo Johna Lennona z Cynthią. Kluczowa jest tu autoryzowana biografia Huntera Daviesa z 1968 roku. Davies, jak na starego wyjadacza z Fleet Street przystało, wykazywał entuzjazm dla faktów i konkretów – odnotował 32 tysiące funtów, które Ringo zapłacił za dom w Weybridge w Surrey, czy 17 funtów tygodniówki Pete’a Besta w piekarni w chwili ich spotkania – unikając kwiecistych dywagacji typowych dla prasy podziemnej.
Druga to narracja „Lennon wspomina” (Lennon Remembers), która wzięła swą nazwę od wywiadu prasowego z 21 stycznia 1971 roku (później wydanego jako książka) z redaktorem „Rolling Stone”, Jannem Wennerem. Lennon, będący zaledwie trzy tygodnie po rozpadzie Beatlesów, w nastroju surowym i zjadliwym, wygłosił gorzką, pełną użalania się nad sobą tyradę. Była ona albo zaplanowanym oczyszczeniem z duszącego mitu Beatlesów, albo – jak cierpko podsumował to komik i fan zespołu Mitch Benn – przejawem Johna w trybie „mesjanistycznego ćpuna” (choć w samym wywiadzie Lennon twierdził, że nie jest już w ciągu). Muzyk atakuje tam Harrisona i McCartneya oraz oczernia lojalnych współpracowników, takich jak Neil Aspinall, Derek Taylor czy George Martin. Gdy ten ostatni zapytał go z wyrzutem w 1980 roku: „O co w tym wszystkim, do cholery, chodziło, John?”, Lennon ze zmieszaniem odparł, że „kompletnie mu wtedy odbiło”.
Na tym gruncie wyrosło to, co Torkelson Weber nazywa narracją „Shout!” – punkt widzenia nazwany tak od biografii Philipa Normana z 1981 roku. Autor obsadza w niej role dramatu na nowo: Lennon jest uświęconym buntownikiem, McCartney sprawnym estradowcem o „pracowitej przeciętności”, a Harrison i Starr zostają bezlitośnie sprowadzeni do ról epizodycznych – zbędnego balastu i „przystawek”. Narracja ta lansuje mit „geniuszu kontra rzemiosła”, zaktualizowany o postpunkową wrażliwość i poczucie straty po zamordowaniu Lennona. McCartney określił ją, zresztą nie bez racji, mianem „gówna” (shite).
W czasach nam bliższych docieramy do narracji „Lewisohna”. Mark Lewisohn jest powszechnie uważany za najwybitniejszego na świecie eksperta od Beatlesów. Jego podejście jest analityczne, bezstronne, oparte na badaniach archiwalnych i napędzane miłością do muzyki. Jest on obecnie całkowicie pochłonięty badaniami i pisaniem All These Years, Tune In – swojej monumentalnej, trzytomowej biografii zespołu. Prace nad drugim tomem trwają, dwanaście lat po wydaniu pierwszego. Nasza wiedza o życiu Szekspira jest fragmentaryczna, niejasna i dalece niesatysfakcjonująca. Lewisohn, często przesiadujący przy biurku w hrabstwie Kent od szóstej rano do późnych godzin nocnych, jest zdeterminowany, by ten sam los nie spotkał naszego drugiego wielkiego kulturowego towaru eksportowego.
– Moim jedynym celem jest rzetelne przedstawienie historii, dopóki żyją jeszcze naoczni świadkowie tamtych wydarzeń; dotarcie do prawdy, o ile to możliwe, i odsianie całej reszty – mówi mi. – Nie przyświeca mi żaden ukryty cel. Staram się opowiedzieć tę historię tak neutralnie, jak to możliwe, i zawrzeć w niej wszystko, co uznam za istotne, interesujące i co popycha akcję do przodu. Traktuję swoją pracę poważnie, ale Beatlesi byli bardzo dowcipnymi ludźmi, więc chcę pisać w sposób zajmujący i oddać tego ducha. Jednak powaga mojego podejścia polega na tym, że robię wszystko, co w mojej mocy, by uchwycić prawdę najwierniej jak się da, póki jest to jeszcze możliwe.
Jego zaangażowanie jest bezgraniczne. Ponad rok walczył o sprostowanie jednego zdania w Oxford Dictionary of National Biography, w haśle poświęconym współpracownikowi zespołu – trynidadzkiemu muzykowi calypso znanemu jako Lord Woodbine. Wzmianka ta błędnie sugeruje, że stawiający pierwsze kroki Beatlesi nosili kiedyś miano „Chłopców Woodbine’a”. (Sprawdziłem przed chwilą i niestety, błąd nadal tam widnieje).
Czasy się zmieniają. „Zmęczenie Beatlesami” z początku lat 70. wraz z nadejściem punka stwardniało, przeradzając się w otwartą wrogość. Zespół zaczęto postrzegać jako bastion nieistotnego, bezzębnego popu i mdłej nostalgii. „Żadnego Elvisa, Beatlesów ani Rolling Stonesów” – warknął zespół The Clash w 1977 roku, a o Glenie Matlocku krążyła plotka, że wyleciał z Sex Pistols, bo ośmielił się lubić tych „kudłaczy z Liverpoolu”.
Później, w następstwie zabójstwa Lennona, muzyk został wyniesiony na piedestał kosztem kolegów z zespołu, zwłaszcza McCartneya. Zaczęto go (niesłusznie) postrzegać jako głównego eksperymentatora i siłę napędową grupy. Ta tendencja, jak zauważa Lewisohn, zaczęła się teraz odwracać.
– Po zamachu żyliśmy w świecie Lennona i trwało to, jak sądzę, jakieś 15 lat, podczas których rola Paula była niesprawiedliwie umniejszana – mówi. – Myślę, że to już zostało skorygowane. Gdybyś zatrzymał dziś na ulicy osiem przypadkowych osób i poprosił o wymienienie któregoś z Beatlesów, sądzę, że większość wskazałaby najpierw Paula. To efekt tego, że wciąż z nami jest i angażuje się w niezliczone projekty, dzięki którym jego nazwisko nie znika z czołówek gazet.
I znowu – czasy się zmieniają. Na szczęście w ostatnich latach do grona badaczy dorobku Beatlesów dołączyło znacznie więcej kobiet, takich jak Torkelson Weber, analizujących role płciowe i wzorce męskości w ich muzyce. Questlove, Nelson George i Yaw Owusu opisali relacje Beatlesów z czarnoskórymi artystami oraz osadzili zespół w kontekście kolonialnej historii Liverpoolu. Z kolei Ajoy Bose w swoim genialnym dokumencie The Beatles and India zbadał, jak kultura subkontynentu indyjskiego wpłynęła na zespół – i jak on wpłynął na nią.
Magiczna podróż przez historię Beatlesów nie zwalnia tempa. W morzu nieustannego uwielbienia, wnikliwych analiz i akademickich badań, każdego dnia wzbierają nowe fale, a my możemy jedynie spekulować, jak zmienią one historiograficzny krajobraz zespołu. Nadchodząca biografia Briana Epsteina autorstwa Philipa Normana zapowiada ponowne skierowanie uwagi na najwcześniejsze lata zawodowe grupy. Może ona przynieść przewartościowanie jego roli – nie tylko jako menedżera, ale też jako architekta ich wizerunku publicznego i drogi do statusu globalnych ikon kultury.
Z kolei ambitny plan Sama Mendesa, zakładający stworzenie czterech powiązanych ze sobą filmów biograficznych, z których każdy opowiedziany będzie z perspektywy innego członka zespołu, sugeruje dalsze odchodzenie od tradycyjnej, scentralizowanej narracji o „Wielkiej Czwórce”. Wstępne informacje o obsadzie i produkcji wskazują, że filmy mogą położyć większy nacisk na partnerki i relacje rodzinne muzyków, wydobywając na pierwszy plan kobiety, których wpływ był w dotychczasowych przekazach często marginalizowany. Być może zmieni to sposób, w jaki publiczność rozumie indywidualne motywacje, dynamikę twórczą oraz te wszystkie zawirowania i naciski, które ostatecznie doprowadziły do rozpadu grupy.
Czy zatem dotarliśmy już do „wielkiej jednolitej j teorii” – czy może po prostu znajdujemy się w momencie, w którym pewne interpretacje wydają się chwilowo ustalone? Władcza i autorytatywna perspektywa Lewisohna, Petera Jacksona (i, trzeba to dodać, Disneya) zdaje się to sugerować. Jednak lekcja, jaką dał nam Francis Fukuyama, przypomina, że ci, którzy pewnie wieszczą „koniec historii”, mogą ostatecznie wyjść na głupców. Ciągły napływ nowych materiałów, perspektyw i technologii sugeruje, że opowieść o zespole pozostaje w swej istocie otwarta.
Zamiast zamykać ten rozdział, projekty te mogą zachęcić nas do postrzegania Beatlesów nie jako zastygłych w czasie postaci historycznych, ale jako tematu, którego znaczenie ewoluuje z każdą kolejną opowieścią. Narracja Shout! Philipa Normana mogła popaść w niełaskę krytyków, ale co najmniej dwa zawarte w niej twierdzenia wciąż pozostają aktualne: to, że Beatlesi są „największą siłą napędową ludzkiego szczęścia, jaką widział świat rozrywki”, oraz to, że gdy słyszysz to słowo, mały czarny owad jest dopiero drugą rzeczą, o której myślisz.
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
