„Mam nosa do hitów”: Człowiek, który uczynił z Beatlesów supergwiazdy
2025-08-27, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Brian Epstein, menedżer „Wielkiej Czwórki z Liverpoolu”, poprowadził ich z lokalnego Cavern Club na szczyty światowej sławy. Dzisiaj mija 58. rocznica jego śmierci. Gdy odszedł, zespół nagle stracił grunt pod nogami. Zaledwie trzy lata wcześniej w wywiadzie dla BBC Epstein mówił, że jest pewien, iż staną się oni „największą atrakcją na świecie”.Na wieść o tym, że ich menedżer, Brian Epstein, został znaleziony martwy w swoim londyńskim domu 27 sierpnia 1967 roku, Beatlesi byli w szoku. „To było druzgocące, smutne i trochę przerażające” – przyznał Paul McCartney w rozmowie z Barrym Milesem, autorem jego biografii Many Years from Now z 1997 roku. „Po prostu go kochaliśmy”.
Epstein odegrał kluczową rolę w drodze „Czwórki z Liverpoolu” z podrzędnych klubów na światowe sceny, czyniąc z nich największy zespół w historii. To on ukształtował ich wizerunek, pomógł zdobyć kontrakt płytowy, zarządzał ich finansami i bez wytchnienia promował ich muzykę. Co najważniejsze, od samego początku w nich wierzył. Gdy w 1964 roku jego sylwetkę przedstawił program BBC Panorama, ten impresario popkultury powiedział, że podpisując kontrakt z zespołem w 1961 roku, był już pewien, że będą „jedną z największych, o ile nie największą, atrakcją sceniczną na świecie”.
W momencie wywiadu dla Panoramy Epstein zarządzał już całą plejadą artystów, w tym Gerry and the Pacemakers, Cillą Black i Tommym Quickly. „Miał wyjątkową intuicję, co do tego, co stanie się hitem i kto za nim stoi” – mówił reporter BBC Michael Charlton. „W czasach, gdy chwytała zaledwie jedna na pięćdziesiąt piosenek, młode gwiazdy Epsteina podbijały listy przebojów na całym świecie”.
Jednak droga Epsteina do świata muzyki pop była nieoczywista, a Charlton zauważył, że nawet u szczytu sławy wydawał się kimś z zewnątrz. „On sam nie pasował do tego świata, a jednocześnie był autentycznie zafascynowany energią i entuzjazmem młodych ludzi” – podsumował reporter.
Urodzony w 1934 roku, Epstein był najstarszym synem żydowskiej rodziny prowadzącej w Liverpoolu dobrze prosperującą sieć sklepów. Marzył o karierze artystycznej, ale jego bliscy mieli wobec niego inne plany. „Gdy w wieku 16 lat skończyłem szkołę, chciałem być projektantem mody albo aktorem, ale rodzina nie była tym zachwycona. Uległem więc namowom i dołączyłem do rodzinnej firmy” – opowiadał Epstein w wywiadzie radiowym dla BBC w 1964 roku. „Prawdę mówiąc, bardziej niż czegokolwiek innego chciałem po prostu rzucić szkołę, której szczerze nie znosiłem”.
Podczas pracy w firmie w 1952 roku został powołany do obowiązkowej służby wojskowej. Trafił do korpusu administracyjnego armii, jednak wojskowy rygor okazał się dla niego źródłem cierpienia. Po konsultacji z psychiatrą, który zalecił mu wcześniejsze zwolnienie ze służby ze względów zdrowotnych, wrócił do rodzinnego biznesu. Nie porzucił jednak marzeń o aktorstwie i w 1956 roku przekonał rodziców, by pozwolili mu rozpocząć naukę w renomowanej Królewskiej Akademii Sztuki Dramatycznej (Rada) w Londynie.
Nowy wizerunek Beatlesów
To właśnie w tym okresie Epstein pogodził się ze swoim homoseksualizmem. W Wielkiej Brytanii lat 50. był on nielegalny, a życie w ukryciu narażało go na ataki, szantaż i nieustanne ryzyko więzienia. W 1957 roku został aresztowany przez tajnego funkcjonariusza za „natarczywe nagabywanie” w męskiej toalecie na stacji londyńskiego metra. Otrzymał wyrok dwóch lat w zawieszeniu, porzucił studia i wrócił do Liverpoolu. Tym razem ojciec powierzył mu dział muzyczny w rodzinnym sklepie North End Music Stores (NEMS). To był strzał w dziesiątkę. Jego wrodzony talent do przewidywania hitów oraz zmysł estetyczny, który pozwalał tworzyć przyciągające wzrok wystawy, szybko uczyniły ze sklepu ulubione miejsce liverpoolskich nastolatków.
Pewnego dnia do NEMS wszedł chłopak i poprosił o płytę zespołu The Beatles zatytułowaną My Bonnie. Jak Epstein opowiadał w 1964 roku, postanowił wtedy odszukać grupę. John Lennon, Paul McCartney, George Harrison i ich ówczesny perkusista, Pete Best, nagrali ten utwór w 1961 roku w Hamburgu jako zespół akompaniujący wokaliście Tony'emu Sheridanowi, przez co Epstein początkowo sądził, że ma do czynienia z niemiecką formacją. Beatlesi byli już jednak z powrotem w Liverpoolu, a Epstein wybrał się na ich popołudniowy koncert w pobliskim Cavern Club, głównie po to, by dowiedzieć się, jak sprowadzić ich płytę.
Byli świeży, autentyczni i mieli w sobie – choć to strasznie niejasne określenie – to „coś”, co mają gwiazdy.
— Brian Epstein
Gdy tylko wszedł do ciemnej, zadymionej piwnicy, urzekła go muzyka. „Byli fantastyczni. To brzmienie od razu do mnie trafiło” – mówił. „Usłyszałem ich, zanim jeszcze ich poznałem. Wyglądali, powiedzmy, dość niechlujnie, ale w najbardziej uroczy z możliwych sposobów. Czarne skórzane kurtki, dżinsy, długie włosy i ten ich bałagan na scenie. Niespecjalnie przejmowali się tym, jak są odbierani”.
Epsteina zachwyciła jednak ich sceniczna charyzma, żywiołowa energia i improwizowany humor. „Od razu pomyślałem, że to się spodoba rzeszom ludzi. Byli świeży, autentyczni i mieli w sobie to, co nazwałbym prezencją oraz – wiem, że to okropnie niejasne określenie – jakość gwiazd. Czymkolwiek ona jest, oni ją mieli. A przynajmniej ja to wyczułem”.
Mimo braku jakiegokolwiek doświadczenia był przekonany, że musi zostać ich menedżerem, i zaproponował im spotkanie w swoim sklepie. O umówionej godzinie zjawiło się jednak tylko trzech muzyków. Epstein czekał 45 minut, a McCartneya wciąż nie było. „Poprosiłem jednego z chłopaków, żeby do niego zadzwonił. Wrócił po chwili i powiedział: «Cóż, właśnie wstał i bierze kąpiel»” – wspominał Epstein w BBC. „Trochę się uniosłem, myśląc, że to skandal spóźnić się na tak ważne spotkanie. Wtedy George odparł z typowym dla nich spokojem: «Może i jest spóźniony, ale za to będzie bardzo czysty»”.
Beatlesi zgodzili się na współpracę ze starszym, elokwentnym Epsteinem. On jednak celowo nie podpisał swojej kopii umowy, dając im możliwość odejścia, gdyby nie byli zadowoleni z jego usług. Natychmiast zabrał się do pracy: załatwiał im koncerty w coraz większych i lepszych salach. Rozumiał też, że jeśli mają trafić do szerszej publiczności, zwłaszcza telewizyjnej, muszą złagodzić swój wizerunek. Namówił ich, by zamienili skóry na eleganckie garnitury, które stały się ich znakiem rozpoznawczym, oraz by przestali przeklinać, palić i pić na scenie.
„Powiedziałbym, że to była nasza wspólna zasługa, nie tylko moja” – twierdził skromnie Epstein. „Najpierw zachęciłem ich do porzucenia skórzanych kurtek, a wkrótce potem zabroniłem występów w dżinsach. Następnym krokiem były swetry, aż w końcu, z wielkimi oporami, zgodzili się na garnitury. Wydaje mi się, że po raz pierwszy założyli je na koncert dla BBC”.
Cena Beatlemanii
W przeciwieństwie do innych menedżerów tamtych czasów, Epstein nigdy nie ingerował w ich muzykę. „Nie znam się na muzyce” – przyznał – „ale myślę, że mam nosa do hitów”. Równolegle z organizacją koncertów i dbaniem o wizerunek, zaczął pukać do drzwi wszystkich liczących się wytwórni płytowych.
Po spotkaniu z producentem George'em Martinem, Beatlesi podpisali kontrakt z Parlophone, wytwórnią należącą do koncernu EMI. Martin, podobnie jak Epstein, okazał się kluczową postacią w ich karierze – pomógł im doszlifować brzmienie i zrealizować najśmielsze muzyczne wizje. Kiedy Lennon, McCartney i Harrison postanowili zastąpić Pete'a Besta Ringo Starrem, to właśnie Epsteina poprosili o przekazanie perkusiście tej trudnej wiadomości. Mimo własnych wątpliwości, zaufał instynktowi „chłopaków”, jak ich nazywał, oraz muzycznemu osądowi Martina.
Epstein nawiązał z Beatlesami głęboką, osobistą więź, a zwłaszcza z Lennonem. Był świadkiem na jego ślubie z Cynthią Powell w 1962 roku, zapłacił za ich wesele, a następnie udostępnił im za darmo swoje mieszkanie, w którym doczekali narodzin syna, Juliana. „Uważam, że to wspaniali ludzie” – mówił. „Napisano niedawno, że najlepiej czuję się w towarzystwie moich artystów i to chyba prawda. Padło to w kontekście mojego skromnego życia towarzyskiego, ale faktycznie większość czasu spędzam z nimi”.
W ciągu dziesięciu miesięcy od rozpoczęcia współpracy wydali swój pierwszy singiel Love Me Do. W marcu 1963 roku piosenka Please Please Me trafiła na szczyt brytyjskich list przebojów. Pod koniec roku Epstein negocjował już ich debiut w amerykańskiej telewizji w legendarnym Ed Sullivan Show. Występ z lutego 1964 roku, który obejrzało 73 miliony widzów, stał się kulturowym fenomenem. Skalę histerii, nazwanej wkrótce Beatlemanią, najlepiej oddaje fakt, że w kwietniu tego samego roku utwory zespołu zajmowały jednocześnie pięć pierwszych miejsc na liście przebojów Billboard.
Talent należał do nich. On dał im tylko szansę, by mogli go w pełni wykorzystać.
— Mark Lewisohn
Wraz z rosnącą sławą Beatlesów, życie osobiste Epsteina stawało się coraz bardziej chaotyczne. By sprostać presji, zaczął brać stymulanty, a żeby zasnąć – środki uspokajające. Pod koniec 1966 roku wyczerpani muzycy postanowili zakończyć trasy koncertowe. Przez cały 1967 rok, gdy zespół pracował nad przełomowym albumem Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band, Epstein wielokrotnie trafiał do prywatnej kliniki The Priory w Londynie, walcząc z uzależnieniem od leków. Nie zwalniał jednak tempa – w maju zorganizował w swojej rezydencji przyjęcie z okazji premiery albumu, a niedługo potem zaaranżował transmisję utworu All You Need Is Love przez pierwszą na świecie telewizję satelitarną, docierając do 400 milionów widzów.
W sierpniu 1967 roku, nieco ponad miesiąc po śmierci ojca, 32-letni Epstein został znaleziony martwy. Oficjalną przyczyną było przypadkowe przedawkowanie leków. Dla Beatlesów był to cios. Choć po latach podważano sens niektórych jego decyzji biznesowych, to właśnie on trzymał zespół w ryzach. „Wiedziałem, że to początek naszych kłopotów” – powiedział John Lennon w 1970 roku w wywiadzie dla magazynu Rolling Stone. Był przekonany, że śmierć Epsteina przypieczętowała los zespołu. „Nie miałem złudzeń. Umieliśmy tylko grać muzykę, nic więcej. Byłem przerażony. Pomyślałem: «Już po nas»”. Niecałe trzy lata później The Beatles przestali istnieć.
„Epstein był tym, który im to wszystko umożliwił” – podsumował historyk Mark Lewisohn w podcaście BBC w 2019 roku. „Talent należał do nich. On dał im tylko szansę, by mogli go w pełni wykorzystać, a oni zrobili z nią coś absolutnie niezwykłego”.
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
