WINGS na nowo: Recenzja ostatecznej składanki
2025-11-04, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Przez dekady traktowani niemal jak historyczny przypis w karierze Paula McCartneya, a czasem wręcz "spychani na śmietnik historii". Jak jednak przekonuje David Quantick w swojej recenzji najnowszej kompilacji WINGS (w sprzedaży od 7 listopada), nadszedł czas na ostateczną rehabilitację tego zespołu. Quantick analizuje, w jaki sposób grupa, która musiała walczyć z mizoginią, krytyką i cieniem Beatlesów, ostatecznie udowodniła swoją wartość, a nowe wydawnictwo jest tego najlepszym dowodem. Zapomniany środkowy rozdział
Kiedyś zespół Wings nie tyle wylądował na śmietniku historii, co raczej sprawdzał w kalendarzu terminy wywozu śmieci i zastanawiał się, czy to dzień recyklingu. Czasem wydawało się, że trzeci zespół Paula McCartneya (licząc The Quarrymen) został niemal wymazany z kronik.
Do niedawna reprezentowała ich tylko jedna, niechlujna składanka „best of” oraz większa kolekcja, która mieszała ich utwory z w pełni solowym materiałem Paula. W końcu pojawił się Wingspan – pierwsza prawdziwa próba pokazania świata, że Wings byli prawdziwym zespołem, z realną karierą i katalogiem wartym zbadania.
Podobnie koncerty Paula, które zaczynał z możliwie najmniejszą liczbą piosenek Beatlesów, z czasem zaczęły obejmować zarówno utwory Wielkiej Czwórki, jak i piosenki z jego epickiej już kariery solowej (35 lat na własny rachunek w porównaniu do dziesięciu z Wings i dziesięciu z The Beatles).
Wings byli zatem wciśnięci pośrodku: nie tak ważni jak The Beatles (ale co jest? Miłość? Superman?) i nie tak wytrwali jak człowiek, który jak dotąd zamknął swoją karierę w klamry albumów McCartney II i McCartney III. W szerszej perspektywie był to również krótki moment w długiej karierze. Zespół, którego istnienie było z grubsza ograniczone rozpadem Beatlesów i morderstwem Johna Lennona, stanowił zaledwie dziesięcioletni epizod w ponad 70-letniej karierze McCartneya jako muzyka.
Walka pod górę: Geneza i krytyka
Często byli obiektem żartów. Utrzymująca się niechęć niektórych fanów z powodu „rozbicia Beatlesów” przez Paula i jego śmiałości, by pozwać swojego nemezis, Allena Kleina, połączyła się z mizoginią skierowaną w stronę Lindy McCartney. Do tego doszła zdumiewająco tępa wściekłość na fakt, że McCartney, mężczyzna po trzydziestce, był bardziej zainteresowany pisaniem piosenek o żonie i rodzinie niż młodzieżowymi banałami. Wszystko to sprawiło, że drugi akt kariery McCartneya był walką pod górę.
Z perspektywy czasu wszystko to wydaje się godne podziwu. Po krótkim flircie z karierą „solową” McCartney znów chciał być w zespole. W przeciwieństwie do kolegów z dawnej kapeli, czuł się komfortowo w grupie, która nie była w pełni demokratyczna, ale była o wiele ciekawsza i bardziej zróżnicowana niż nużące zespoły sesyjne wspierające Johna, George'a i Ringo. Paul chciał koncertować, potrzebował energii tłumu, by go napędzała. A Wings zadebiutowali na żywo nie w Madison Square Garden czy na jakiejś gigantycznej arenie, ale na scenach małych brytyjskich college'ów.
Dźwiękowa ciekawość i podążanie za duchem czasu
Brzmienie Wings również było imponujące. Tam, gdzie jego byli koledzy z zespołu wydawali się mieć niewielką (lub żadną) potrzebę eksperymentowania (a byli to ludzie, którzy stworzyli „Within You Without You” i „Strawberry Fields Forever”), Paul nadal używał studia jak instrumentu i nasłuchiwał nowych pomysłów. Pop orkiestrowy, rock’n’roll, disco, glam rock: był jedynym Beatlesem, który zdawał się posiadać radio lub śledzić listy przebojów. (Warto jednak zauważyć, że w przeciwieństwie do współczesnych mu artystów, McCartney był świadomy zmian w powietrzu, ale nie był ich niewolnikiem – może i słychać glamrockową perkusję w „Helen Wheels” czy dyskotekowy puls w „Silly Love Songs”, ale te piosenki to nie są zwykłe glamrockowe czy dyskotekowe „tupajki”).
Paul był jedynym Beatlesem, który zdawał się posiadać radio lub śledzić listy przebojów.
I w przeciwieństwie do pozostałych Beatlesów, którzy wydawali się zadowoleni z wydawania płyt tylko dlatego, że „tak się robiło”, Paul brzmiał, jakby nagrywał, bo miał coś do udowodnienia. Wydawał się zdeterminowany, jakby musiał pokazać światu, że da radę bez Beatlesów.
Wzlot i upadek: Od sal wykładowych do Wings Over America
I dał radę. Fascynujące jest obserwowanie rozwoju Wings. Przechodzą od chaotycznej natury wczesnych koncertów studenckich, gdzie dźwięk jest rozmyty („Henry’s Blues”), przez wczesne albumy jak Wild Life, które brzmią jak zbiór niedokończonych demówek, by zacząć przekształcać się w dobrze naoliwioną maszynę na zdyscyplinowanym i szczerze mówiąc nieustępliwym Band On The Run oraz Venus And Mars.
Następnie wyruszają w trasę po Ameryce w 1976 roku, która nie tylko bije wszystkie rekordy ustanowione przez Beatlesów, ale także skutkuje znakomitym potrójnym albumem koncertowym – tak, potrójnym – Wings Over America. To chyba jedyny potrójny album koncertowy bez ani jednego nudnego momentu, będący po części "greatest hits", a po części pokazaniem "wała" każdemu, kto twierdził, że Paul sam sobie nie poradzi.
(Co ciekawe, po wydaniu Wings Over America zespół zaczął gwałtownie podupadać: ich następny album, London Town, był skleconym na poczekaniu zestawem szant i mocnych studyjnych numerów, podczas gdy ostatni album Wings, Back To The Egg, był przeprodukowaną klapą. To tak, jakby McCartney, udowodniwszy, co miał do udowodnienia, stracił zainteresowanie całym projektem).
Skrzydła we współczesnej setliście
Dziś Paul McCartney nieustannie koncertuje po świecie niczym jakiś melodyjny Bob Dylan, który gra piosenki tak, jak brzmią na płycie. Jego setlista, co zrozumiałe, mocno opiera się na latach Beatlesów (do tego stopnia, że w hołdzie wykonuje nawet „Being For The Benefit Of Mister Kite” Lennona i „Something” Harrisona), ale obecnie jest też miejsce na mniej znane utwory Wings. Żaden koncert nie obędzie się bez „Jet” czy „Live And Let Die” (piosenka, która zrestartowała Wings – temat do dyskusji), ale dziś dostajemy też „Junior’s Farm” i „Letting Go”. Osobiście chciałbym więcej, ale…
Jest taka anegdota o fanie, który spotkał Paula McCartneya po koncercie i powiedział mu: „Show był świetny, ale mam genialny pomysł na inną setlistę”. Na co Paul odparł: „Tak. Ty i wszyscy inni”.
Nowa kompilacja: Wings na playliście
A teraz mamy to. Nowe formaty winylowe i CD oraz ekskluzywny dla sklepu SDE (Super Deluxe Edition) dysk Blu-ray audio z miksami Dolby Atmos, po raz pierwszy na nośniku fizycznym, pod czujnym okiem Gilesa Martina i Steve'a Orcharda.
Bardziej obszerne formaty oferują 32 piosenki Wings z każdej ery zespołu, ułożone niechronologicznie, na wzór klasycznej składanki nagrywanej na kasetę. Hity i utwory z albumów są przemieszane: „Some People Never Know” następuje po „Helen Wheels”, a „Bluebird” wciska się między „She’s My Baby” i „Rock Show”.
To kolekcja niczym jazda kolejką górską. Zdolność Wings do dostarczania hitów jest tu doskonale widoczna – mamy tu wszystko, od „Goodnight Tonight” po „Mull Of Kintyre”, od „Jet” po „With A Little Luck” i od „Deliver Your Children” po „Soily”. To Wings w trybie losowego odtwarzania – i jest świetnie.
Więcej na temat Box set Wings 2025:
2025-11-07: Ukazuje się box set WINGS 2025 – nowa kompilacja z 32 utworami. ,
2025-11-04: WINGS na nowo: Recenzja ostatecznej składanki,
2025-11-07: Ukazuje się box set WINGS 2025 – nowa kompilacja z 32 utworami. ,
2025-11-04: WINGS na nowo: Recenzja ostatecznej składanki,
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
