„Power to the People”: Jak słaby album Johna Lennona przerodził się w fascynujące wydawnictwo pudełkowe
2025-10-14, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Na łamach magazynu „Rolling Stone” Rob Sheffield przekonuje, że za sprawą nowego, obszernego wydawnictwa pudełkowego, słaby album Johna Lennona Sometime in New York City przerodził się w fascynującą całość. Autor recenzuje zestaw, który rzuca nowe światło na burzliwy, nowojorski okres w życiu Johna i Yoko.Ocena 4/5
Power to the People to portret Johna i Yoko jako młodej pary, która z impetem wkroczyła do Nowego Jorku, nawiązując przyjaźnie z lokalnymi radykałami, oszustami i postaciami z artystycznej bohemy. W październiku 1971 roku John Lennon kończy 31 lat, ma na koncie swój pierwszy pobeatlesowski sukces w postaci albumu Plastic Ono Band i lada moment ma zdobyć szczyty list przebojów z nowiutkim Imagine. Mimo to, on i Yoko Ono nudzą się w swojej wystawnej angielskiej posiadłości Tittenhurst Park, nawet po zbudowaniu tam studia i nagraniu większości materiału na Imagine. Jak sam kwituje, wzruszając ramionami: „Nie odpowiadała nam rola Pana i Pani na włościach”.
Tak więc John i Yoko przenoszą się do Nowego Jorku i wynajmują niewielkie mieszkanie w West Village. Chłoną elektryzującą energię miasta, mając za sąsiadów Boba Dylana i Allena Ginsberga. Zaczynają nosić berety, by zamanifestować swoją nową, bojową tożsamość rewolucjonistów. Dają się wciągnąć w grę każdemu lokalnemu hipisowskiemu naciągaczowi, odhaczając kolejne punkty na liście kontrkulturowych doświadczeń. Opuszczają dom i świetnie się bawią. Już nigdy tam nie wrócą. „Powrót do Anglii jest jak podróż do Danii” – narzeka John. „A ja nie chcę mieszkać w Danii!”.
Power to the People gromadzi muzykę, którą stworzyli podczas swoich radykalnych nowojorskich dni. To gigantyczne wydawnictwo pudełkowe, którego producentem i dyrektorem kreatywnym jest ich syn, Sean Ono Lennon, zawiera dziewięć płyt CD, trzy Blu-Raye oraz 204-stronicową książkę. Jest następcą dwóch znakomitych luksusowych boksów poświęconych Imagine i Mind Games, jednak tym razem zadanie jest trudniejsze: chodzi o uratowanie albumu Sometime in New York City z 1972 roku, płyty o wątpliwej jakości. W ramach sprytnej strategii wydawnictwo umniejsza znaczenie samego albumu, skupiając się na nagraniach na żywo, odrzutach z sesji i akustycznych domowych demach. Tworzy w ten sposób dokumentację tętniącej hipisowskiej energii, która krążyła wokół pary podczas tego krótkiego epizodu w ich życiu. Podobnie jak znakomity dokument One to One z 2024 roku, zestaw ten ukazuje, jak John i Yoko zakochują się w swoim nowym mieście.
To był dla nich ekscytujący czas. Grali na każdym możliwym koncercie charytatywnym wspierającym postępowe idee. Co najważniejsze, w sierpniu 1972 roku wystąpili na koncertach charytatywnych „One to One” w Madison Square Garden, z których dochód przeznaczono na rzecz dzieci ze specjalnymi potrzebami. Okazały się to jedyne dwa pełnowymiarowe koncerty na żywo, które John zagrał po rozpadzie The Beatles, a także jego dwa ostatnie występy z Yoko – oba znalazły się w tym boksie.
Swoją przeprowadzkę uczcili również wpadając do studia, by na szybko nagrać album z protest songami, będącymi komentarzem do najnowszych nagłówków gazet. Na płycie znalazła się też jedna naprawdę dobra piosenka – „New York City”. Na okładce album nosił tytuł Some Time in New York City, ale na samym winylu, w notatkach i w listach pary widniał zapis Sometime in New York City, co zdradza, jak niedbale zrealizowano cały projekt. Nawiązali współpracę z podrzędnym barowym zespołem o nazwie Elephant’s Memory, choć sprytnie zrekrutowali swojego przyjaciela Jima Keltnera na perkusję. Całość sygnowano jako „John & Yoko/Plastic Ono Band with Elephant’s Memory Plus Invisible Strings”. Okładka głosiła: „Ono News That’s Fit to Print” (Wiadomości Ono Godne Druku), a widniała na niej także twarz producenta Phila Spectora z podpisem „To Know Him Is To Love Him” (Poznać go to pokochać).
Niestety, pośród albumów wydanych przez byłych Beatlesów w latach 70., Sometime plasuje się na samym dnie, obok Dark Horse George'a, Wild Life Wings i Bad Boy Ringo. John i Yoko śpiewają o swoich nowych radykalno-celebryckich znajomych, prawach dotyczących marihuany, warunkach w więzieniach („Attica State, Attica State, we’re all mates with Attica State”) i konflikcie w Irlandii Północnej („wy, anglosaskie świnie!”), posługując się sentymentalnymi sloganami i muzyką zrobioną na pół gwizdka. Najzabawniejsze są piosenki tak okropne, że aż wspaniałe, jak godne Monty Pythona „Luck of the Irish”, które Yoko podsumowuje wersem: „Świat byłby jednym wielkim kamieniem z Blarney!”.
„New York City” to utwór, który od zawsze wybijał się na tle Sometime, lśniąc niczym szczyt Chrysler Building. Napędza go rasowy rockandrollowy riff w stylu Chucka Berry'ego i chwytliwy refren po hiszpańsku, w którym John krzyczy: „¡Que pasa, New York!”. Wznosi toast za Wielkie Jabłko, od Apollo Theater po Max's Kansas City i Statuę Wolności, z energią i ekscytacją godną miejscowych chłopaków z New York Dolls. Jest to jednocześnie najbardziej wiarygodny politycznie moment na albumie, celebrujący wielokulturowy, nowojorski sen imigranta. John nieustannie skanduje „What a bad-ass city!” (Co za czadowe miasto), pokazując środkowy palec federalnym, którzy próbują go deportować. Czy to właśnie tę piosenkę Mick Jagger próbował przebić utworem „Shattered” Stonesów? Jeśli tak, to było to świetne zagranie, bo obie należą do najbardziej energetycznych kompozycji, jakie John i Mick stworzyli w latach siedemdziesiątych.
Boks zawiera niemal wszystkie ich piosenki z tego okresu, z jednym rażącym wyjątkiem – singlem „Woman is the N***** of the World”, który nie pasował do żadnej z dziewięciu płyt. Był to niefortunny tytuł, który Yoko nadała konfrontacyjnemu, feministycznemu przesłaniu, choć mogła wybrać lepszy, zaczerpnięty z kluczowego wersu: „Kobieta jest niewolnicą niewolników”. To jedyny moment na Sometime, w którym Lennon przyznaje się do współudziału w opresji, ponieważ codzienna mizoginia była częścią jego życia w sposób, w jaki nie były nią bunty w Attice czy los Johna Sinclaira. Piosenka była dla nich na tyle ważna, że umieścili ją na początku albumu, z tekstem na samym środku okładki. Tutaj jednak utwór i jego przesłanie zostały wymazane. (Być może łatwiej byłoby ubolewać nad tą cenzurą, gdyby piosenka miała muzycznie cokolwiek do zaoferowania).
Power to the People mądrze koncentruje się na doskonałych koncertach „One to One” – to one stanowią serce tego wydawnictwa. Słychać, że John jest przerażony; nerwowe mlaskanie gumą w jego głosie doskonale pasuje do surowych utworów, takich jak „It’s So Hard” czy „Well Well Well”. Słychać też, że spoceni muzycy z Elephant’s Memory szczerze wierzą, że nadają się do tej roli i bez skrupułów popisują się swoimi umiejętnościami. (Zabawnie dyplomatyczny komentarz Seana Ono Lennona w książeczce: „Powiedzmy tak: gdybym grał w zespole z Johnem Lennonem, nie solowałbym, kiedy on śpiewa”).
Znajdziemy tu świetne wykonanie na żywo „Hound Dog”, wzbogacone psim wyciem Yoko i Johnem wykrzykującym „Elvis, kocham cię!” w ostatniej zwrotce. „To się nazywa bis” – mówi do publiczności. „Bo my już zrobiliśmy swoje. Teraz wy musicie być bisem!”. To prowadzi do „Give Peace a Chance”, w którym śpiewa również Stevie Wonder. John wykonuje także potężną wersję „Mother”. „Mój ojciec śpiewający «Mother» to dla mnie najważniejszy moment koncertu” – zauważa Sean. „Oglądanie i słuchanie tego może wymagać chusteczek, a być może także koca i butelki whisky”.
We wczesnej, odrzuconej wersji „New York City” John narzeka na „to czyste, cholernie czyste, studyjne brzmienie, którego nienawidzę”. Na tym wydawnictwie niewiele jest takiej sterylności. Nowe remiksy zawierają dłuższe wersje „Sunday Bloody Sunday” i „John Sinclair”. Jest też płyta z surowymi studyjnymi jamami opartymi na rockandrollowych klasykach z lat 50., takich jak „Honey Don’t”, „Yakety Yak” i „Ain’t That a Shame”. Słyszymy ich grających na wiecach politycznych i w telewizyjnych talk-show. Jest materiał z „Live Jam”, który rozciągnął oryginalny Sometime do rozmiarów drogiego, podwójnego albumu – hałaśliwe granie w Fillmore z zespołem Franka Zappy, The Mothers, a także sesja z 1969 roku z udziałem przyjaciół (Erica Claptona, Keitha Moona i starego, dobrego George'a Harrisona), którzy oddają się 16-minutowemu jamowi ze sprzężeniami w „Don’t Worry Kyoko”. Jest też kuriozalna wersja reggae „Give Peace a Chance” z gościnnym udziałem samego Jerry'ego Lewisa, nagrana podczas jego teletonu w Święto Pracy. Jerry śpiewa razem z nimi, przedstawiając parę jako „dwóch z najbardziej niezwykłych ludzi na całym świecie – i nie mam na myśli tylko świata rozrywki!”.
Studyjne pogawędki są pełne humoru, który nie zawsze przebija się na gotowym albumie, jak wtedy, gdy Yoko zaczyna „Born in a Prison” słowami: „Zaśpiewam to albo w stylu Lizy Minnelli, albo w stylu Yoko Ono”. Po „Sunday Bloody Sunday” John żartuje: „Sorry, Paul, już po wszystkim”, bo nawet on zdaje sobie sprawę, że nie sprostał niezbyt wygórowanym standardom „Give Ireland Back to the Irish” zespołu Wings. (Piosenka McCartneya o niesławnej Krwawej Niedzieli mogła być niezdarna, ale przynajmniej nie śpiewał: „Czas, by te matki spłonęły!”. Powiedzmy wprost: poprzeczka dla Bono była zawieszona dość nisko).
Ostatnia płyta to czysta radość: sam John z gitarą, na niepublikowanych wcześniej taśmach hotelowych z 1971 roku. Odpływa w pięknie kruche, solowe impresje, grając rockandrollowe melodie swoich idoli – Buddy'ego Holly'ego, Little Richarda i Elvisa Presleya – przeplatane dowcipnymi wykonaniami „Hi-Heel Sneakers” i „Slippin' and Slidin'”. Są tu także nieznane wcześniej akustyczne dema autorskich utworów, jak poetycko przejmująca ballada „When the Teacher”, nagrana w pokoju hotelowym w Ann Arbor w grudniu 1971 roku. Lennon łączy też siły z bardem protestu, Philem Ochsem, akompaniując mu na gitarze w znanych standardach, takich jak „I Ain't Marching Anymore”.
Książka dołączona do zestawu również jest fascynująca i pełna pamiątek. Jej główną atrakcją jest wściekły list Johna do prezesa Capitol Records, w którym skarży się, że okładkę albumu zakrywa naklejka, zasłaniająca (sfałszowane) zdjęcie Richarda Nixona i przewodniczącego Mao tańczących nago. Lennon grzmi: „Mam już naprawdę dość walki z E.M.I./Capitol, którzy przez lata zniszczyli niektóre z moich/naszych najbardziej radykalnych i efektownych okładek – w tym tę z Beatlesami, mięsem i lalkami, dziś rzadką i drogą – nie wspominając o «Two Virgins» (kolejny klasyk!)”.
W swoim okresie protestu John i Yoko stronili od osobistych wyznań – nie znajdziemy tu niczego na miarę „Oh My Love” czy „Oh Yoko!”. Mieli ku temu dobry powód: ich małżeństwo już wtedy chyliło się ku upadkowi. W noc wyborczą 1972 roku udali się do domu Jerry'ego Rubina, by oglądać wyniki. Gdy Nixon wygrał w 49 stanach, pijany Lennon poszedł do sąsiedniego pokoju, by uprawiać seks z inną kobietą, podczas gdy Ono siedziała bezczynnie. (Później przekuła to doświadczenie w swoją piosenkę „Death of Samantha”). Ich romantyczne i radykalne ideały runęły jednocześnie. Niecały rok po wydaniu Sometime in New York City para się rozstała. John poleciał do Los Angeles na swój „Stracony Weekend” – tam pochłaniał hektolitry Brandy Alexander, był wyrzucany z barów z Harrym Nilssonem, jamował z Paulem i Eltonem i bywał na salonach ze swoją nową, fascynującą muzą, May Pang.
Power to the People może dać świeże spojrzenie na protest songi pary, ale mądrze nie próbuje dowodzić, że Sometime in New York City jest niedocenionym klasykiem, którym po prostu nie jest. Zamiast tego, umieszcza te utwory w kontekście krótkiego, lecz twórczego epizodu w splątanym życiu dwojga skomplikowanych artystów. Zanim nadszedł „Stracony Weekend”, John i Yoko mieli swój „Nowojorski Rok” – czas, w którym przekuwali osobiste zagubienie w pięknie żywe momenty wściekłości i bólu.
Więcej na temat Power to the People:
2026-04-30: Power to the People: John & Yoko Live in NYC – fascynujący dokument z udziałem plejady gwiazd,
2026-04-29: Power To The People: John & Yoko Live in NYC w polskich kinach,
2026-04-29: John Lennon i Yoko Ono w utworze „Instant Karma!” – nowy klip z filmu koncertowego,
2026-03-12: Film koncertowy Johna Lennona i Yoko Ono „Power to the People” trafi do kin tej wiosny,
2025-10-14: „Power to the People”: Jak słaby album Johna Lennona przerodził się w fascynujące wydawnictwo pudełkowe,
2025-10-10: Nowojorski okres protestu Lennona powraca w wystawnym, lecz niekompletnym boksie - recenzja Petera Wattsa w Uncut,
2025-10-09: Sean Ono Lennon: „Ludzie mówią, że dorastałem w cieniu ojca – ale to Yoko naprawdę w nim żyła”,
2025-09-10: Polityczny okres Johna Lennona i Yoko Ono tematem przewodnim ogromnego boxu „Power to the People”,
2025-04-11: Odrestaurowany teledysk ukazał się z okazji prapremiery filmu "One to One: John & Yoko",
2026-04-30: Power to the People: John & Yoko Live in NYC – fascynujący dokument z udziałem plejady gwiazd,
2026-04-29: Power To The People: John & Yoko Live in NYC w polskich kinach,
2026-04-29: John Lennon i Yoko Ono w utworze „Instant Karma!” – nowy klip z filmu koncertowego,
2026-03-12: Film koncertowy Johna Lennona i Yoko Ono „Power to the People” trafi do kin tej wiosny,
2025-10-14: „Power to the People”: Jak słaby album Johna Lennona przerodził się w fascynujące wydawnictwo pudełkowe,
2025-10-10: Nowojorski okres protestu Lennona powraca w wystawnym, lecz niekompletnym boksie - recenzja Petera Wattsa w Uncut,
2025-10-09: Sean Ono Lennon: „Ludzie mówią, że dorastałem w cieniu ojca – ale to Yoko naprawdę w nim żyła”,
2025-09-10: Polityczny okres Johna Lennona i Yoko Ono tematem przewodnim ogromnego boxu „Power to the People”,
2025-04-11: Odrestaurowany teledysk ukazał się z okazji prapremiery filmu "One to One: John & Yoko",
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
