Czy Elvis grał z The Beatles? Nawet osoby obecne w pokoju nie mają pewności
2025-08-27, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Jerry Schilling, wieloletni przyjaciel Elvisa Presley dzieli się swoimi wspomnieniami ze spotkania Beatlesów z królem Rock'n'Rolla na łamach USA Today. Noc, podczas której Elvis Presley grał z The Beatles, jest ciepło wspominana jako najbardziej epickie jam session w historii rock ‘n’ rolla. O ile, oczywiście, faktycznie miało ono miejsce.
Pewne jest, że 27 sierpnia 1965 roku Elvis uprzejmie gościł Wspaniałą Czwórkę w swojej posiadłości w Bel Air, kiedy to John Lennon, Paul McCartney, George Harrison i Ringo Starr byli w Los Angeles, by zagrać dwa koncerty w Hollywood Bowl. Elvis, wyglądający w każdym calu jak bóg rocka, przywitał kwartet, mając u boku swoją przyszłą żonę Priscillę Beaulieu oraz swój wewnętrzny krąg zwany „Memphis Mafia”.
„Beatlesi byli pod ogromnym wrażeniem, i mogę to powiedzieć, ponieważ sami mi o tym powiedzieli następnego dnia” – mówi USA TODAY Jerry Schilling, wieloletni przyjaciel Elvisa, przy okazji rozmowy o nowej kolekcji Elvisa „Sunset Boulevard”, która obejmuje sesje studyjne Presleya w LA z lat 1970-1975. „Ale zrobiło się jakoś cicho”, gdy wprowadzono ich do salonu.
Elvis usiadł na kanapie, trzymając swojego Fendera Bassa, podczas gdy czwórka kudłatych Beatlesów stała i siedziała w zakłopotaniu. Wtedy Elvis ogłosił: „Jeśli zamierzacie się na mnie gapić całą noc, to idę do łóżka” – wspomina 83-letni Schilling. „Wszyscy wybuchnęli śmiechem i to przełamało lody. Nie żeby atmosfera była w ogóle napięta. Nie obchodzi mnie, co kto mówi, byłem tam, to była wspaniała noc”.
Według wszystkich relacji, w kółko leciał utwór Charliego Richa „Mohair Sam”, jedna z ulubionych piosenek Elvisa w tamtym czasie. George odłączył się z Larrym Gellerem, fryzjerem Elvisa, i „prawdopodobnie palono tam trawkę” – mówi Schilling, po czym robi pauzę. „Będę szczery, tak było”.
Starr i Schilling zagrali w bilard przeciwko Malowi Evansowi, technicznemu Beatlesów, i kuzynowi Elvisa, Billy'emu Smithowi. Ale to, co wydarzyło się później, jest przedmiotem gorącej debaty. Czy The Beatles jamowali z Elvisem?
Lennon później twierdził, że tak, podobnie jak Priscilla i rzecznik prasowy Beatlesów, Tony Barrow, który wspomina, że wszyscy grali między innymi „I Feel Fine” Beatlesów. Dziennikarz muzyczny Chris Hutchins, który był świadkiem spotkania, napisał, że McCartney dawał Elvisowi wskazówki dotyczące gry na basie, gdy Presley akompaniował do piosenki Cilli Black „You’re My World”.
Dzień po spotkaniu Harrison powiedział reporterowi radiowemu Larry'emu Kane'owi: „Graliśmy na gitarach elektrycznych, słuchaliśmy płyt i oglądaliśmy telewizję”, podczas gdy McCartney opisał przyjemny wieczór spędzony na „rock ‘n’ rollowaniu, graniu na instrumentach, odrobinie bilarda i ruletki”.
Co zdumiewające, 30 lat później, w dokumencie „The Beatles Anthology”, Harrison, McCartney i Starr nie mogli sobie przypomnieć, by grali z Presleyem.
Joe Esposito, menedżer tras koncertowych Elvisa, który również wierzył, że jam session miało miejsce, przyznał w wywiadzie dla „Elvis Australia”, że wspomnienia z tamtej nocy są różne. „Wszyscy się zestarzeliśmy. Nasze wspomnienia są inne. I może kiedy czytasz różne rzeczy lub wierzysz w pewne rzeczy, które przeczytałeś, a o których wiesz, że nie są prawdą, w końcu stają się one rzeczywistością”.
Jeśli chodzi o Schillinga: „Mam dość mocne przekonanie co do tego, co się wydarzyło, a co nie” – mówi USA TODAY.
„Gdyby było jam session, byłbym pierwszym, który by na to patrzył” – mówi, ale przyznaje, że mogło do niego dojść. „Może było coś, czego nie widziałem. Powiedziałbym, że popełniłbym największy błąd w życiu, gdybym powiedział, że do tego nie doszło”.
Wieczór zakończył się zaproszeniem od Lennona dla Presleya i jego świty do domu, w którym zatrzymali się Beatlesi. Schilling wpadł z wizytą, gdzie Lennon przedstawił go Joan Baez i, co słynne, poprosił Schillinga, by powiedział Elvisowi, że bez niego byłby nikim, ponieważ Lennon „nie miał śmiałości” podzielić się tym uczuciem z Elvisem poprzedniej nocy.
Schilling wspomina, że Presley przyjął te płynące z serca słowa z „tym samym uśmiechem małego chłopca”, pełnym dumy, jaki miał po nagraniu „How Great Thou Art”.
Ostatecznie Schilling spędził z Beatlesami jeszcze dwa dni i pojechał z nimi do Hollywood Bowl, kiedy to „zdałem sobie sprawę, że, o-o, tak naprawdę zaniedbuję swoje obowiązki u Elvisa. Więc załatwiłem samochód i wróciłem do domu. Jestem prawdopodobnie jedynym człowiekiem w historii, który był gościem The Beatles i nie zobaczył ich koncertu”.
Czy Elvis był zły, że jego przyjaciel zniknął, by spędzać czas z Beatlesami?
„Musiał o tym wiedzieć” – domyśla się Schilling. „Nieważne, jak mili czy wspaniali są artyści, wszyscy mają pewne ego, które pozwala im przetrwać, co jest prawdopodobnie zrozumiałe. Nigdy mnie o to nie pytał, nigdy do tego nie nawiązywał, nigdy nie był o to zły”.
„Wbrew powszechnej opinii, Elvis lubił The Beatles i nagrał kilka ich piosenek” – mówi, wymieniając „Yesterday”, „Hey Jude” i „Something”.
I co być może bardziej wymowne, Król Rock ‘n’ Rolla nagrał również cover „Never Been to Spain”, który zawiera tekst: „I kinda like The Beatles” („Całkiem lubię The Beatles”) – zauważa Schilling. „I zostało to uwiecznione na nagraniu”.
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
