„Myślałem, że Mick Jagger robi sobie ze mnie jaja” – Glyn Johns o telefonie od Paula McCartneya
2025-08-28, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Słynny producent Glyn Johns wspomina szokującą prośbę Paula McCartneya o współpracę przy ostatnim albumie Beatlesów. Chociaż projekt ostatecznie przekształcił się w płytę „Let It Be”, Johns twierdzi, że reszta zespołu nie zrozumiała „naprawdę interesującej” idei McCartneya.Glyn Johns, inżynier dźwięku, zapisał się w historii Beatlesów jako pierwszy producent po George'u Martinie, który podjął się pracy z zespołem. Zatrudniono go pod koniec 1968 roku, aby nadzorował sesje nagraniowe, których owocem był ostatni album grupy, „Let It Be”. Przebieg tych prac został szczegółowo udokumentowany w serialu „The Beatles: Get Back” z 2021 roku.
Jednak, jak Johns wyjaśnia w nowym wywiadzie z Rickiem Beato, sam telefon od McCartneya był dla niego ogromnym zaskoczeniem. Ich drogi skrzyżowały się po raz pierwszy, gdy Johns, wówczas nowicjusz w branży, pracował jako inżynier przy albumie The Rolling Stones „Their Satanic Majesties Request” z 1967 roku. Zbiegiem okoliczności dzielił wtedy konsoletę z Eddiem Kramerem, ulubionym producentem Jimiego Hendrixa.
„John i Paul wpadli na sesję Stonesów, żeby zaśpiewać chórki. Wtedy ich poznałem” – wspomina Johns. „Byłem tam tylko inżynierem. Ledwo zwrócili na mnie uwagę”.
Dlatego przeżył szok, gdy niemal rok później McCartney odszukał go z propozycją ambitnego projektu. Plan zakładał nagranie Beatlesów podczas prób do ich pierwszego publicznego koncertu od lata 1966 roku. Co więcej, same przygotowania miały zostać sfilmowane i wyemitowane jako specjalny program telewizyjny, którego zwieńczeniem byłby występ na żywo.
„Telefon od Paula z propozycją realizacji jego pomysłu był kompletnym szokiem. Myślałem, że to Mick Jagger robi sobie jaja” – śmieje się Johns. „Oczywiście, jak cały świat, byłem fanem Beatlesów”.
„To był bardzo nietypowy projekt” – kontynuuje. „Paul chciał zagrać koncert na żywo i zaprezentować zupełnie nowy materiał. Film, który znamy jako «Let It Be», miał być jedynie dokumentacją przygotowań do tego wydarzenia. Sam koncert również miał zostać sfilmowany i wydany jako gotowe dzieło. Jak wiemy, nic z tego nie wyszło. Reszta zespołu nie do końca kupiła ten pomysł. Był trochę karkołomny, ale zapowiadał się naprawdę interesująco”.
Chociaż Johns został zatrudniony jako inżynier dźwięku do sesji w londyńskim Twickenham Studios, pod nieobecność George'a Martina szybko przejął obowiązki producenta. W tej roli pozostał również po przeniesieniu nagrań do studia w siedzibie Apple Corps przy Savile Row.
„George Martin wpadał od czasu do czasu i pomógł zorganizować sprzęt, gdy przenieśliśmy się do biura na Savile Row” – mówi Johns. „Z biegiem czasu stało się jasne, że moja rola wykracza daleko poza obowiązki inżyniera dźwięku”.
W kolejnych miesiącach Johns kontynuował pracę nad taśmami z tamtych sesji. Pod koniec lutego 1969 roku w Trident Studios produkował nawet utwór „I Want You (She's So Heavy)” na płytę „Abbey Road”. Zanim jednak latem zespół na dobre rozpoczął pracę nad tym albumem, Johnsa już przy tym nie było.
„Rozpocząłem sesje do «Abbey Road», ale musiałem wyjechać do Ameryki” – wspomina. „Na szczęście podjęli bardzo rozsądną decyzję i wrócili do George'a Martina i Geoffa Emericka, którzy dokończyli album. I chwała im za to, bo efekt końcowy był o niebo lepszy, niż gdy ja to zostawiłem. To mogę zagwarantować”.
Cały wywiad z Glynem Johnsem można obejrzeć na dołączonym video z YT.
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
