Julian Lennon opowiedział o swojej nowej EP-ce i odczuciach na temat "kolejnego cholernego filmu o Beatlesach"
2025-10-24, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Julian Lennon, piosenkarz i autor tekstów opowiada o swojej nowej EP-ce, pisanych właśnie wspomnieniach i odczuciach na temat „kolejnego cholernego filmu o Beatlesach”Julian Lennon wie, jak niektórzy mogą go postrzegać, choć minęło ponad 40 lat, odkąd jego życie gwiazdy popu rozpoczęło się wraz z pierwszym i największym albumem, „Valotte”. Rozmawiając ze swojego domu w Monako, próbuje znaleźć odpowiednie słowo. „Niektórzy mówili, że w kontekście dzisiejszego nepotyzmu byłem pionierem…”
Czy ma na myśli „…nepo baby”?
„Tak” – mówi Lennon, tonem bardziej rozbawionym niż zgorzkniałym. „Naprawdę nie było ich wielu. Z pewnością byłem jednym z pierwszych w tej dziedzinie, który musiał mierzyć się z tym wszystkim. Ale jestem tutaj. Przetrwałem i mam się dobrze. Żyję i mam się doskonale. Jestem całkiem zadowolony ze swojego życia i pracy. Po prostu wstaję każdego dnia, myślę pozytywnie, mam nadzieję na najlepsze i modlę się o to w tych bardzo, bardzo trudnych czasach”.
Lennon może być nadal znany większości opinii publicznej jako syn Johna (z jego pierwszego małżeństwa z Cynthią Lennon) i jako debiutant z mulletem, który miał dwa wielkie przeboje radiowe i MTV w latach osiemdziesiątych, „Valotte” i „Too Late for Goodbyes”. Jak sam pierwszy przyzna, jego dotychczasowe doświadczenia w branży muzycznej były mieszane. Ale w ostatnich latach rozwinął karierę w innych dziedzinach jako fotograf, autor książek dla dzieci i producent filmów dokumentalnych. Jeśli chodzi o tę ostatnią rolę, nie pracuje on tylko nad dokumentami o rocku: jest producentem wykonawczym „Ai Weiwei’s Turandot”, niedawno wydanego filmu o chińskim artyście i jego debiucie reżyserskim w Operze Rzymskiej.
„Ludzie znali mnie tylko jako syna Johna, więc nie tylko dla siebie, ale i dla innych, chciałem udowodnić sobie, że potrafię zrobić to, co sobie zamierzyłem” – mówi. „Chciałem zbudować dla siebie niezaprzeczalny fundament, niezależnie od tego, co ktokolwiek mówił”.
A teraz, po kilku latach przerwy, Lennon, który tej wiosny skończył 62 lata, powrócił do muzyki z czteroutworową EP-ką zatytułowaną „because …”, oraz nowym teledyskiem do „I Won’t Give Up”, ballady, która ją kończy i którą można postrzegać niemal jako deklarację celu. „To może oznaczać cokolwiek chcesz, i w tym tkwi piękno, prawda?” – mówi o tytule. „Na tym polega piękno tekstów, które piszemy, piosenek, które wykonujemy, że możesz je interpretować, jak chcesz”. Rozmawia z „Rolling Stone” o nowej muzyce, a także o przygotowywanych przez reżysera Sama Mendesa biografiach Beatlesów i własnych planach Lennona dotyczących niezatytułowanej jeszcze autobiografii.
Po wydaniu Twojego ostatniego albumu „Jude” w 2022 roku, mówiłeś publicznie, że jesteś rozczarowany jego przyjęciem. Co sprawiło, że chciałeś nagrać kolejną płytę, i to akurat EP-kę?
Raz po raz czułem się zawiedziony przez wytwórnie. Wkładam tyle serca i duszy w te rzeczy, zwłaszcza w późniejsze albumy, a kiedy widzisz, że dzieło jest, moim zdaniem, odkładane na półkę, trudno się z tym pogodzić. Dlatego przez długi czas byłem niezależny, a potem znowu dałem się wciągnąć, by nagrać „Jude” i znowu obiecano mi złote góry, a nie czułem, że dostałem od wytwórni jakiekolwiek wsparcie.
Ale od dłuższego czasu moim zamiarem było po prostu nagrywanie singli i EP-ek. Nadal tworzysz muzykę, ale nie ma tak dużej presji. I to niekoniecznie wytwórnia powoduje tę presję. Chodzi bardziej o moje podejście do tej pracy i jak powinna być prezentowana. Więc pomysł nagrania EP-ki był dla mnie naprawdę przyjemny. Mam teraz tyle innych rzeczy, którymi się zajmuję, od Fundacji White Feather [organizacji, którą założył, by pomagać w „kwestiach środowiskowych i humanitarnych”] po filmy dokumentalne, książki dla dzieci i fotografię, że poczułem, że mogę się zrelaksować. Nadal mogę tworzyć muzykę, ale w znacznie spokojniejszy sposób. Nie muszę robić sobie roku przerwy, bo mogę po prostu wybrać kilka piosenek i popracować nad nimi, co pozwala mi odetchnąć i czuć się swobodniej w tym wszystkim. Mogę wydać singiel, i jeśli chwyci, to chwyci, ale przynajmniej pozwalam kreatywności płynąć i udostępniam ją światu.
Jak powstały te cztery piosenki?
Mniej więcej w czasie „Jude”, Justin Clayton, którego znam odkąd miałem 11 lat, i ja dosłownie znaleźliśmy pudła z taśmami demo i kasetami w piwnicy biura mojego byłego menedżera. Nie miałem pojęcia, że tam są. Myślałem, że zgubiłem je podczas przeprowadzki czy coś w tym rodzaju. Ale dostałem te pudła, otworzyłem je i pomyślałem: „O mój Boże, to wszystko, co napisałem, dobre czy złe, cokolwiek, przez te lata”. Jakieś rok temu Justin, który ma domowe studio, zapytał: „Chcesz przejrzeć któreś z tych starych folderów i plików muzycznych?” Zgodziłem się. Nosiłem się z zamiarem, żeby na nie spojrzeć, bo było tam mnóstwo rzeczy, które po prostu nie pasowały do żadnego konkretnego albumu na przestrzeni lat.
Jak bardzo wstecz sięgają te piosenki i nagrania?
Pierwsze trzy utwory pochodzą z późnych lat osiemdziesiątych i wczesnych dziewięćdziesiątych. Były faktycznie tak oznaczone na starych taśmach szpulowych. Kiedy je usłyszałem, pomyślałem: „Te kawałki są całkiem fajne”, a właśnie tego chciałem od tego doświadczenia: przypomnieć sobie, jak to było, gdy muzyka sprawiała frajdę. Wokale są oryginalne, podobnie jak gitara i bas, ale Justin zasugerował, żebyśmy zatrudnili prawdziwego perkusistę, a to zmieni cały klimat. Zrobiliśmy to i czuję, że piosenki stały się, że tak powiem, kompletne dzięki prawdziwym bębnom. Ale to bardzo proste utwory. To, co w nich uwielbiam, to fakt, że nie były w żaden sposób nadmiernie wyprodukowane.
Piosenki zostały prawdopodobnie napisane, kiedy miałem 20-30 lat, kiedy wszystko, co chłopcy chcą robić, to biegać za dziewczynami – lub chłopcami – więc to były po prostu piosenki o dojrzewaniu, stracie i o tym, co poszło nie tak. Więc w zasadzie nic nowego, po prostu napisane w znacznie prostszy i bardziej bezpośredni sposób, niż pisałbym dzisiaj. Mam więc ambicję, aby co kwartał wydawać EP-kę z kilkoma singlami i czterema lub pięcioma piosenkami.
Czwarty singiel, „I Won’t Give Up”, to ostatni utwór. Byłem w Los Angeles 10 lat temu i poznałem Andrew Watta, który właśnie zaczynał na scenie muzycznej. Pracował w malutkim studiu i powiedział: „Jules, masz coś, nad czym chcesz popracować?” Miałem tekst i zwrotki tej piosenki, sprzed 20 lub 30 lat, a Andrew powiedział: „A może spróbujesz to zmienić i zrobić inaczej?” Justin w końcu wymyślił bridge i solówkę, które dopełniły piosenkę. To brzmi dla mnie jak ostatnia piosenka na EP-ce: ten rodzaj „wielkiej stadionowej ballady” na koniec.
Jakie wspomnienia z Twojego pierwszego albumu i początku kariery wywołało u Ciebie usłyszenie tych starszych piosenek?
Szczerze mówiąc, pierwsze dwa albumy wydają się być jak z innego życia, to był inny czas, miejsce, wiek i doświadczenie. Przy pierwszym albumie było dużo naiwności. Nie znałem pułapek i negatywnych skutków, które mogły wyniknąć z braku akceptacji. Jako dzieciak z błyskiem w oku, mówiący: „Cześć, jestem Julian!”, tak naprawdę nie rozumiałem, w co się pakuję. Nie miałem cholernego pojęcia.
Jestem też na samym początku pisania moich wspomnień, których nie chcę robić w zwykły sposób. Nie chcę pisać: „Urodziłem się tutaj. To moi rodzice. To się stało. Bla, bla, bla”. Wymyśliłem inne podejście do tego, o którym niestety nie mogę ci opowiedzieć, bo inaczej zdradziłbym tajemnicę. Ale to projekt, na który muszę poświęcić czas. Mam asystenta, który przeprowadza wywiady z moimi starymi przyjaciółmi, pytając o wspomnienia, czasy i miejsca, jak się poznaliśmy.
Czy będzie rozdział o latach z fryzurą „na mulleta”?
Z tą fryzurą? [Zdegustowany wyraz twarzy] Cóż, słuchaj, mullet wrócił, prawda, i to z impetem? Tak, to bardzo przerażające. Cóż, lata z mulletem… Nie wiem. Bez wątpienia będzie na ten temat kilka zdjęć.
Czy rozmawiałeś z Seanem i Yoko na potrzeby książki?
Rozmawiałem z Seanem. Z Yoko nie, ponieważ nie widziałem jej od bardzo, bardzo dawna. Ostatni raz na pogrzebie George'a Martina, co było dość dawno temu [2016]. Ale mogę jej tylko dobrze życzyć. Sean mówi mi, co może, kiedy może, co uzna za stosowne. Niczego nie naciskam. Kocham go i chcę mieć z nim szczęśliwą, braterską, wzajemnie wspierającą się relację.
Mimo że wciąż jesteś w trakcie pisania wspomnień, co chciałbyś, żeby ludzie z nich wynieśli o Twoim życiu?
Nadal są ludzie, którzy nie bardzo rozumieją, jak żyłem, kiedy tata właściwie odszedł, jak matka, mama, była traktowana i jak przez wiele lat dbaliśmy o siebie. I jak, mimo że kocham Seana i nie mam nic do Yoko, byłem tak bardzo oddalony od własnej rodziny oraz życia i twórczości mojego ojca. Zawsze byłem na uboczu, od piątego roku życia. Mama i ja przez większość życia radziliśmy sobie sami. Tata pomagał w kwestii jedzenia, ubrań i szkoły. Ale wielu ludzi źle to rozumie i wierzy, że nadal jestem i zawsze byłem w centrum wydarzeń i że pływałem w pieniądzach. W moim przypadku nigdy tak nie było. Więc jest kilka rzeczy, które, jak czuję, należy sprostować. Ale głównie chodzi o to, że miałem w życiu niezwykle dziwne doświadczenia, najprawdopodobniej z powodu bycia synem Johna.
Co przychodzi Ci na myśl, gdy mówisz „dziwne”?
Byłem dość nieśmiałym dzieckiem i musiałem iść do nowej szkoły na północy [Anglii], gdzie częściowo mieszkała moja matka, kiedy miałem 12 czy 13 lat. Pamiętam, jak poszedłem na poranny apel, gdzie śpiewało się kilka hymnów, a nauczyciele mówili parę rzeczy. To był pierwszy dzień szkoły, a ja i tak byłem przerażony, bo czułem się bardzo nieswojo, nie znając nikogo. A dyrektor wstaje na koniec i mówi: „Chcielibyśmy przedstawić nowych członków kadry. Mamy też Juliana Lennona, syna Johna Lennona z The Beatles”. A ja na to: „Ty skurwysynu”. Przepraszam za język, ale naprawdę, właśnie mi to zrobiłeś w zupełnie nowej szkole, a teraz będę musiał sobie radzić z tym gównem? Na szczęście większość dzieci w tym wieku nie zwróciła na to uwagi.
Może powiedział to, żeby szkoła wydała się prestiżowa?
Cóż, nie wiem. Ostatnia szkoła, do której chodziłem – wróciłem tam lata temu i mają rocznik, jak większość szkół. I oprócz zdjęcia, nigdzie o mnie nie wspomniano, więc to nie zrobiło żadnej cholernej różnicy, uwierz mi! Nie jestem pewien, czy w ogóle byli dumni. Prawdopodobnie było odwrotnie. Byłem pierwszym uczniem, który kiedykolwiek założył zespół w szkole, a oni nie byli tym zachwyceni.
Mówiąc o Twoim dzieciństwie, wszyscy słyszeliśmy o czterech oddzielnych filmach biograficznych o Beatlesach, które są w przygotowaniu. Co wiesz o tym poświęconym Twojemu ojcu?
Zwykle jestem trzymany z daleka od wszystkich spraw Apple i Beatlesów. Sean i ja mamy świetne relacje, ale on nawet nie może ze mną o tym rozmawiać z powodów prawnych, co jest trochę niezręczne, bo chce mi powiedzieć różne rzeczy, ale nie może. Ale Sean skontaktował się ze mną i powiedział: „Słuchaj, Sam Mendes chce się z tobą skontaktować”. Zapytałem: „Naprawdę? Dlaczego?” Nie słyszałem nawet o tych czterech nowych filmach o Beatlesach. I początkowo pomyślałem sobie: „Chyba żartujecie. Kolejny cholerny film o Beatlesach? Czy nie mieliśmy ich już dość?” [Śmiech]
Co wydarzyło się potem?
Sam i ja spotkaliśmy się wcześniej w tym roku na lunchu. To absolutny dżentelmen. Powiedział: „Słuchaj, zastanawiałem się, czy masz jakieś dziwaczne lub pokręcone historie albo wspomnienia”. Powiedziałem: „Są rzeczy, które pamiętam, ale nie mam co do nich prawdziwej jasności”. Miałem trzy lub cztery lata. Wtedy powiedział: „Najważniejsze dla mnie, Jules, jest to, że chcę się upewnić, że twoja historia i historia twojej matki zostaną opowiedziane z absolutną jasnością i zgodnie z prawdą, cokolwiek to znaczy”. A ja po prostu powiedziałem: „Naprawdę to doceniam”. Od samego początku myślałem, że ten pomysł jest szalony, ale potem ten pomysł mnie zachwycił, a teraz jestem bardziej niż cokolwiek inny zaintrygowany, jak on sobie z tym poradzi. To daje mi nadzieję, że mama, bardziej niż ktokolwiek inny, zostanie pokazana w dobrym świetle. Zawsze była postrzegana jako bardzo łaskawa i honorowa, więc mam nadzieję, że to zostanie tak przedstawione.
I ktoś będzie grał Ciebie?
Najwyraźniej tak! Więc to też będzie interesujące. Właściwie to właśnie wyjeżdżałem z Londynu po imprezie charytatywnej dla AmfAR [organizacji non-profit poświęconej badaniom nad AIDS], a Sean właśnie przylatywał i powiedział: „Jules, chcesz się spotkać i pojechać na plan, żeby zobaczyć, jak idą prace?” Bardzo bym chciał, ale wracałem [do Stanów], więc może później w tym roku, albo jak się sprawy potoczą. Sean włącza mnie w tyle spraw, ile może, i jestem mu za to wdzięczny.
Czy będziesz miał okazję przeczytać scenariusz?
Wiem, że Apple i Beatlesi mają tu coś do powiedzenia. Sean poprosił mnie też, żebym przeczytał z nim scenariusz, żeby zobaczyć, czy coś nam nie zgrzyta, bo, powtarzam, z perspektywy Sama, on chce, żeby to była prawda najwierniejsza, jak to możliwe. Z pewnością będę zaintrygowany, gdy będę miał szansę go przeczytać. Mam tylko nadzieję, że rzuci to światło na wszystko i wszystkich. Byłoby miło, gdyby to było coś dobrego.
Fascynacja Beatlesami trwa, prawda?
Na zawsze. Przyjaciel zapytał mnie: „Myślisz, że to będzie trwało?” Powiedziałem, cóż, filmy i wszystko inne wciąż się ukazują. Zawsze coś się dzieje. Czy to trafia do młodszych pokoleń, kto wie? Ale myślę, że te filmy z pewnością wzbudzą poważne zainteresowanie we wszystkich grupach wiekowych.
Choć trudno w to uwierzyć, w grudniu minie 45 lat, odkąd straciliśmy Twojego ojca.
To bardzo dziwne, bo to było tak dawno temu. Kiedy byłem niedawno w Londynie, wróciłem do swojego pokoju hotelowego, a tam były ograniczone kanały telewizyjne i leciały dwa dokumenty o tacie, jeden po drugim, które obejrzałem. I chociaż to była trudna relacja, dystans i wszystko inne, zapominam, jak wiele osiągnął, o jego oryginalności i autentyczności jego samego i jego bytu. Więc im jestem starszy, tym bardziej mnie inspiruje.
To dobre, ale i smutne, ponieważ właśnie pod sam koniec znów zaczęliśmy rozmawiać. Plan był taki, żeby widywać się znacznie częściej. Niestety, tak się nie stało. Ale rozmawiam z nim od czasu do czasu, tak jak z moją matką. Idę przytulić drzewo i życzę miłości całej mojej rodzinie i przyjaciołom, którzy odeszli, jak każdy z nas w takiej sytuacji.
Mieszkam blisko Dakoty i turyści wciąż zatrzymują się przed wejściem każdego dnia i robią zdjęcia.
To wszystko jest bardzo, bardzo dziwne. W pewnym sensie cieszę się, że nie mieszkam w Nowym Jorku.
Jeśli chodzi o Twoją nową EP-kę, jakie masz oczekiwania na tym etapie?
Nie mam żadnych. Myślę, że najlepiej ich nie mieć. Uważam, że trzeba "wykonać pracę". Jestem wielkim fanem Ricka Rubina, który często mówi: „Po prostu wykonaj pracę. Opublikuj ją, gdy skończysz. To już nie ma z tobą nic wspólnego. Do reszty świata należy interpretacja, co to dla nich znaczy”. I wierzę, że nie mogę zrobić nic, aby cokolwiek polepszyć lub pogorszyć w tej kwestii.
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
