Python kąsa Pythona
2025-09-05, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Eric Idle: John Cleese zwariował, a Michael Palin chce być po prostu miły. Czterdzieści lat po rozpadzie Pythonów komik twierdzi, że „nie ma powodu, by być kumplami”, ale za to ma wielu innych sławnych przyjaciół.Eric Idle od dziesięciu lat nie widział swoich kolegów z Monty Pythona, Johna Cleese'a i Michaela Palina, i zupełnie mu to nie przeszkadza. „Jestem trzymany trochę na uboczu, bo mówiłem niegrzeczne rzeczy” – przyznaje z wesołością. Niektóre z nich dotyczyły zarządzania najbardziej chwaloną grupą komediową na świecie, co wywołało w mediach społecznościowych sprzeczkę między nim a Cleese'em, o czym opowiem później. Czy Idle mógłby pogodzić się z Cleese'em, Palinem i Terrym Gilliamem, czyli pozostałymi żyjącymi Pythonami? „Nie!” – odpowiada ze śmiechem. „Nie ma powodu, by się kumplować. Nie pracowaliśmy razem od 40 lat”.
Kusi, by postrzegać Idle'a jako samotnika, zwłaszcza że podczas gdy Cleese tworzył duet z Grahamem Chapmanem, a Palin z Terrym Jonesem, on jako jedyny Python pisał w pojedynkę. Niech nikt jednak nie myśli, że brakuje mu przyjaciół. Dzieląc swój czas między Los Angeles a południe Francji, prowadził życie, które brzmi jak marzenie kogoś, kto uwielbia popisywać się znanymi nazwiskami: krykiet z Davidem Bowie, obserwowanie gwiazd z profesorem Brianem Coxem, herbata z Micky Dolenzem z The Monkees.
Wielu przyjaciół Idle'a było i jest związanych ze światem muzyki. Sam jest przyzwoitym gitarzystą i głównym kompozytorem Pythonów, autorem przeboju „Always Look on the Bright Side of Life” oraz jednym z twórców „Spamalot”, nagrodzonego statuetką Tony musicalu opartego na filmie „Monty Python i Święty Graal”. „Jestem w połowie muzykiem, więc mogę z nimi grać i spędzać czas” – wyjaśnia. Grał między innymi z George'em Harrisonem, Paulem Simonem, Alem Jardinem z The Beach Boys i „Weird Alem” Yankovicem, choć nigdy ze wszystkimi naraz.
Dziś 82-letni Idle siedzi w swoim domu w Prowansji, za plecami mając nagą, kamienną ścianę. Stąd ma rzut beretem do Wielkiej Brytanii, gdzie w przyszłym tygodniu rozpoczyna trasę koncertową „Always Look on the Bright Side of Life, Live!”, obejmującą osiem występów i kończącą się w Royal Albert Hall. Odwiedza tę część Francji od 1951 roku, choć konsekwencją Brexitu było to, że w pewnym momencie mógł spędzać tam zaledwie trzy miesiące w roku. Na ten temat lepiej nie zaczynać rozmowy. Napisał książkę o swoich francuskich doświadczeniach, „Idle in Provence: A Brief History of Thyme”, która ukaże się w przyszłym roku. Czy to jego odpowiedź na „Rok w Prowansji” Petera Mayle'a? „Peter Mayle pojawił się jakieś czterdzieści lat po mnie” – oburza się z udawaną powagą.
To miejsce stało się azylem dla niego i jego sławnych przyjaciół. „Wielu znanych ludzi przyjeżdżało tu, by móc poczuć się anonimowo” – mówi. „Zabrałem Bowiego do wioski, przyjeżdżał Paul Simon. Brian Cox mieszka niedaleko, więc urządzamy sobie sesje obserwacji gwiazd”. Oraz zakrapiane kosmiczne dyskusje. „Kiedyś mieliśmy »problem trzech butelek«, rozwiązaliśmy zagadkę wszechświata, ale następnego dnia obudziliśmy się z takim bólem głowy, że nic nie pamiętaliśmy”.
Z Bowiem był tak blisko, że piosenkarz uczynił go ojcem chrzestnym swojego syna, Duncana Jonesa, dziś reżysera filmowego. „David kochał komedię” – wspomina Idle. „Był niezwykle zabawny, nie wiem, czy ludzie zdają sobie z tego sprawę. Jeździliśmy razem na wakacje i rejsy, gdzie denerwowaliśmy innych, wygłupiając się”. Jak dodaje, „Dama” był też świetnym pałkarzem w krykiecie. „Trzeba było widzieć jego cover drive”.
Był też George Harrison, którego firma, HandMade Films, wyprodukowała „Żywot Briana”. Gdy spotkali się po raz pierwszy, „przegadaliśmy całą noc i od razu zostaliśmy kumplami. Myślę, że odgrywaliśmy podobne role w naszych zespołach: on był między Lennonem a McCartneyem, a ja między duetem Cleese-Chapman a Palin-Jones”. Po śmierci Harrisona na raka płuc w 2001 roku, Idle wywołał poruszenie na jego pogrzebie, dziękując firmie Marlboro, „bez której nie byłoby was tu dzisiaj”.
Podobnie jak Harrison, Idle w końcu znalazł w sobie odwagę, by opuścić grupę – na krótko w 1975 roku, a na stałe, gdy w 2014 roku Pythoni spotkali się ponownie na scenie podczas występu w londyńskiej hali O2. „Trzeba umieć odejść” – mówi. „Dla mnie wszystko skończyło się na O2”. Zawsze podobało mu się zdanie Harrisona „Do zobaczenia w klubach”, wypowiedziane przy odejściu z The Beatles w 1969 roku. „Prawie sam go ostatnio użyłem. Nie trzeba być członkiem zespołu. Mam żonę i dzieci”.
Od 1981 roku jest żonaty z byłą modelką Tanią Kosevich, z którą ma dorosłą córkę Lily. Ma też syna Careya z pierwszego małżeństwa z aktorką Lyn Ashley. „To wystarczający powód do szaleństwa, nawet bez grania w grupie komediowej”.
Łatwo zrozumieć, dlaczego można poróżnić się z Cleese'em, ale trudno sobie wyobrazić, by ktokolwiek długo żywił urazę do Palina. „Tyle że Mike'em łatwo manipulować” – twierdzi Idle. „On za wszelką cenę chce być miły. Dostał nawet za to »Miłordynację«! Ha, ha!”.
Zdaniem Idle'a zwrot Palina w kierunku literatury podróżniczej sprawił, że „straciliśmy wielkiego komika. W towarzystwie Mike zawsze był najzabawniejszy i czuję, że brakuje mu tej zawadiackiej niegrzeczności, którą wciąż ma w sobie”. To ciekawe, bo Palin w swoim dzienniku z 1972 roku cytuje Idle'a, który miał powiedzieć: „Nikt z nas nie jest tak dobry jak John, ani nigdy nie będzie”.
Dziś Idle mówi o Cleesie: „Był od nas cztery lata starszy i miał o wiele więcej doświadczenia. Ale teraz w żadnym wypadku nie uważam go za najzabawniejszego. Trochę mu odbiło. Rozmawia z Grahamem [Chapmanem, zmarłym w 1989] przez medium. Jest w tym coś niepokojącego”.
Palin napisał również, że Idle i Cleese postrzegali Monty Pythona jako „środek do celu – pieniądze, które kupią im wolność od pracy”. Idle marszczy brwi. „To, co pisze Mike, niekoniecznie jest prawdą. Lubiłem tworzyć z Pythonami. Wiele się nauczyłem, będąc w grupie, tak jak George”.
Mimo to pieniądze wydają się być problemem, zarówno wtedy, jak i dziś, i były jednym z kluczowych powodów organizacji obecnej trasy. Idle uważa, że sytuacja finansowa zaczęła się pogarszać, gdy około pięć lat temu Jim Beach przestał zarządzać wspólnymi interesami Pythonów. Zastąpiła go Holly Gilliam, córka Terry'ego.
„Gdy tylko córka Gilliama została menedżerką, a Cleese zwolnił Jima Beacha, było po wszystkim” – napisał Idle na Twitterze w zeszłym roku. Cleese odpowiedział, że Beach „przeszedł poważny udar, po którym zrezygnował, a jego zastępczyni, Holly Gilliam, automatycznie przejęła obowiązki”. Dodał też, że on i Idle „zawsze się nienawidzili i sobą gardzili”, choć później stwierdził, że to był żart.
„Nie sądzę, by firma była zarządzana tak dobrze, jak mogłaby być” – mówi Idle. „A szkoda, bo jesteśmy właścicielami niemal wszystkiego, co stworzyliśmy, i to była najmądrzejsza rzecz, jaką zrobiła jakakolwiek grupa komików. Mówi się, że głupiego pieniądze się nie trzymają. Cóż, pięciu głupców jeszcze szybciej traci pieniądze. Zawsze wolę mieć starszego menedżera, kogoś mądrego i niespokrewnionego z Terrym Gilliamem. Dlatego odszedłem”.
Idle nigdy nie bał się walczyć o swoje. Syn pielęgniarki i pilota RAF-u, chodził do państwowej szkoły z internatem, a następnie studiował na Uniwersytecie Cambridge, gdzie został przewodniczącym słynnego klubu Footlights i zarządził, że po raz pierwszy w historii będą do niego przyjmowane kobiety. „Jeśli dasz władzę chłopakowi z niższej klasy średniej, staje się niebezpiecznym małym draniem” – komentuje. „Wielu wykładowców było bardzo niezadowolonych”.
Pierwszą przyjętą kobietą była Germaine Greer. „Weszła przez drzwi z Clive'em Jamesem i była przezabawna”. Na przesłuchaniu Greer „odegrała striptiz zakonnicy, po czym założyła płetwy i poszła pływać. Byłem nią zachwycony”.
Jego trasa koncertowa obejmuje hołdy dla Harrisona i Robina Williamsa, kolejnego przyjaciela, piosenki z akompaniamentem wirtualnego zespołu oraz fragmenty przezabawnej i sprośnej przemowy, którą Idle wygłosił na 75. urodzinach Mike'a Nicholsa, reżysera „Absolwenta” i broadwayowskiej wersji „Spamalot”. „Była naprawdę obrzydliwa” – wspomina. „David Mamet zaczął się krztusić, a ja pomyślałem: cholera, właśnie zabijam Mameta. Tego dnia byłem zdeterminowany, by być bardzo zabawny, i chyba przesadziłem”.
Zadaniem komika, jak twierdzi, jest „przypominanie ludziom, jak okropne bywają pewne rzeczy. To rodzaj mówienia prawdy”. Czy dlatego Donald Trump jest tak mało zabawny? „Wszyscy tyrani tacy są. Nienawidzą komedii, bo wymagają, by traktowano ich śmiertelnie poważnie”.
Jeśli więc wybierzecie się na jego występ, spodziewajcie się szczerości, żartów, anegdot, muzyki i kilku łez, gdy Idle zagra piosenkę napisaną na uroczystość upamiętniającą Robina Williamsa. „Ludzie płaczą, a to miłe, gdy w programie komediowym pojawia się inna emocja”. Właśnie dlatego, jak uważa, „Always Look on the Bright Side of Life” jest tak popularne na pogrzebach. „Podnosi na duchu, ale i wyciska łzy”.
Trasa "Always Look on the Bright Side of Life" potrwa od 10 do 27 września w Wielkiej Brytanii. Bilety można zamawiać na stronie: Eventim.
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
