Beatlesi koncertują w Carnegie Hall (Nowy Jork)
1964-02-12, autor: joryk
[...powrót do newsów]
The Beatles wracają pociągiem z Waszyngtonu do Nowego Jorku.W POCIĄGU
Cynthia: „Przyjechaliśmy z Waszyngtonu pociągiem pełnym dziennikarzy, kamerzystów i innych podobnych osób. Chłopaki spędzili całą podróż na wygłupianiu się, błaznując dla reklamy i dla własnej przyjemności.
Ringo: Często ratowała nas bezczelność, szczególnie w tym pociągu, bo dziennikarze przychodzili się z nas naśmiewać. Reporterzy z Nowego Jorku krzyczeli, bombardowali nas pytaniami, a my odpowiadaliśmy krzykiem. Kiedy niektórych z nich poznaliśmy bliżej, wyjaśnili nam: „Przyszliśmy tu, żeby was oczernić, ale zachowaliście się tak pewnie, że nie mogliśmy uwierzyć własnym uszom”. Do tego czasu grupy popowe podczas spotkań z dziennikarzami zachowywały się jak grzeczni chłopcy: „Nie, nie palę” i cały ten jazz. A my paliliśmy, piliśmy i krzyczeliśmy na nich. Dlatego nas polubili.”
PRZYJAZD DO NOWEGO JORKU
Gdy pociąg Beatlesów przejeżdżał przez New Jersey, policja za pomocą megafonów rozproszyła większość tłumu przed hotelem Plaza, informując, że Beatlesi jadą prosto ze stacji Grand Central do Carnegie Hall. Kilka minut później w górnej sali dworca zebrało się co najmniej tysiąc nastolatków i tyle samo w dolnym holu. Kiedy pociąg przyjechał, tłumy zmiotły policyjne bariery i rozbiegły w szalonym poszukiwaniu swoich idoli. Ale nie znaleźli ich. Osobisty wagon Beatlesów został odłączony od pociągu i wysłany na osobny tor na drugim końcu stacji. Pracownicy kolei planowali użyć specjalnej windy, z której korzystano podczas wizyt królewskich. Ale tam też czekali kibice. W końcu Beatlesi zostali potajemnie zaprowadzeni do zwykłej taksówki na Siódmą Aleję. Dopiero w drodze do hotelu przesiedli się z taksówki do limuzyny i godzinę później dotarli do Plaza.
limuzyna podjechała pod wejście na 58. Ulicy i natychmiast została pochłonięta przez tłum. Dziewczyny wspięły się na dach, maskę i bagażnik, lecz limuzyna, trąbiąc klaksonem, dotarła do wejścia na Piątą Aleję, gdzie czekał wielotysięczny tłum fanów. „Żywy klin” sześciu policjantów stał przy wejściu, gdy Beatlesi wbiegli do holu. Beatlesi pobiegli do windy. Razem z nimi do windy wcisnęło się sześć kolejnych dziewcząt. Pozostałe dziewczyny próbujące dostać się do windy zostały odepchnięte przez dwóch ochroniarzy.
CARNEGIE HALL
Zaplanowano dwa 34-minutowe koncerty o 19.45 i 23.15. Bilety na te koncerty trafiły do sprzedaży 27 stycznia i zostały wyprzedane następnego dnia.
Sid Bernstein (promotor):
„Czegoś takiego nigdy wcześniej nie widziano w Carnegie. Bilety wyprzedały się w mgnieniu oka.”
Było 50 000 próśb o bilety do teatru na 728 miejsc. Rekord Elvisa Presleya, ustanowiony w 1958 roku, został pobity bo od fanatycznych fanów króla wpłynęło zaledwie 7 tysięcy próśb o bilety.
Od rządu wpłynęło także kilka tysięcy wniosków i nie wiadomo było jak odmówić. Sid Bernstein zmuszony był też odmówić takim gwiazdom Hollywood, jak David Niven i Shirley MacLaine. Mógłby sprzedać bilety do Carnegie Hall za podwójną cenę. Żonie gubernatora Nowego Jorku Nelsona Rockefellera, która przyjechała w towarzystwie żołnierza Gwardii Narodowej, w ostatniej chwili udało się zdobyć bilet dla swojej dziesięcioletniej córki, choć nie było już wolnych biletów.
Sid Bernstein (promotor):
„Nawet pani Rockefeller nie mogła dostać biletu. Musiałem dać jej swój."
Carnegie Hall to było sanktuarium. Już sama nazwa spodobałaby się każdemu muzykowi. Ale jeśli Beatlesi byli zachwyceni obecnością w tym miejscu, to nie dali tego po sobie poznać. Relaksowali się w słynnym zielonym pokoju za sceną, paląc amerykańskie papierosy i popijając chłodną herbatę, zupełnie nie przeszkadzając sławnemu otoczeniu. Na ścianach wisiały autografy najsłynniejszych osób, które występowały w tej sali: Ravela, Rachmaninowa, Mahlera, Caruso, Lily Pons, Handy, Cliburna, Casalsa, Rostropowicza, Callass. Do tego czasu Bill Haley and the Comets oraz Bo Diddley byli jedynymi przedstawicielami rock and rolla, którzy występowali w Carnegie Hall. Ani Elvis Presley, ani Buddy Holly nie dostąpili tego zaszczytu, ani nawet Everly Brothers.
Albert Goldman (autor książki The Lives of John Lennon):
„Słynny amerykański dyrygent i kompozytor Leonard Bernstein był dumnym ojcem dwóch małych córek, które zażądały, aby zabrał je na występ Beatlesów. Sam Lenny też nie miał nic przeciwko spotkaniom z chłopakami, więc kiedy nowa asystentka Briana, Wendy Hanson, pojawiła się w teatrze przed rozpoczęciem koncertu, zastała obie dziewczyny wygodnie siedzące w pierwszym rzędzie, a sam Lenny popisywał się na górze w zarezerwowanej garderobie dla Beatlesów. Kiedy Bernstein w końcu opuścił pokój, John zwrócił się do Wendy i mruknął: „Słuchaj, kochanie, czy nie zechciałbyś się zająć trzymaniem rodziny Sidneya Bernsteina z dala od tego pokoju?”
Lennon pomylił Leonarda dyrygenta z Sidneyem organizatorem.
Artie Pomerantz (fotograf):
"Sid Bernstein był moim przyjacielem. Zanim Sid związał się z Beatlesami, nie miał nic i był nieudolnym organizatorem koncertów. Jego pierwszym większym osiągnięciem w działalności koncertowej miał być Easy Morales, słynny flecista i dyrygent lat czterdziestych XX wieku. Koncert miał odbyć się w Miami, w hotelu Fontainebleau, w listopadzie 1950 roku. Krótko przed koncertem 33-letni Easy Morales wskoczył do hotelowego basenu, doznał zawału serca i zmarł. Pracując z różnym powodzeniem, Sid w końcu był spłukany. Był gotowy rzucić robotę w agencji William Morris i rozpocząć pracę na stoisku z przekąskami. Ostatniego dnia w agencji nie otrzymał nic. Popatrzył na telefon i zadzwonił do Briana Epsteina w Londynie. Mówi: „Nazywam się Sid Bernstein z William Morris Agency i chciałbym zaprosić Beatlesów do Nowego Jorku”. Brian kazał Sidowi spieprzać i się rozłączył. Sid był bardzo zły. To był jego ostatni dzień w agencji ale miał jeszcze możliwość wykonywania rozmów telefonicznych. Zadzwonił więc ponownie i powiedział: „Brian - mówię o Carnegie Hall!” Brian odpowiedział krótko: „Kontynuuj”. W ten sposób Sid, który nigdy nikomu nic nie załatwił w Carnegie Hall, wywarł na nich wrażenie i zorganizował występ."
KONCERT
Beatlesi zagrają dwa 25 minutowe koncerty w Carnegie Hall. Łącznie bierze w nich udział 5,800 fanów. Bilety kosztują od $1.65 do $5.50. Popyt jest tak duży, że nawet na scenie zostają dostawione dodatkowe miejsca - widać to dokładnie na zdjęciu.
Capitol Records chciało nagrać ten koncert ale nie zgodziły się związki zawodowe (American Federation of Musicians).
John S. Wilson (New York Times, 1964):
„Interakcja z publicznością trwała 34 minuty, od momentu pojawienia się kudłatych Beatlesów o 19:45, do 20:19, kiedy cała czwórka Beatlesów uciekła pod deszczem Jelly Beans (żelków). Przez cały ten czas Beatlesi zaśpiewali i zagrali 12 piosenek, z których każda została niemal całkowicie zagłuszona przez pełne podziwu wycie wielbicieli.
Podczas wykonywania piątego numeru na scenę wleciały „żelki” – tradycyjne wyróżnienie dla występów Beatlesów.
W szóstym numerze pan Starr stał w świetle reflektorów, być może po to, by dać publiczności lepszy cel, uderzał w bębny i dziko potrząsał włosami w deszczu latających cukierków.
Przed siódmym numerem pan Lennon, główny Beatles, spojrzał na publiczność surowym wzrokiem i warknął: „Zamknijcie się!” Wywołało to falę entuzjastycznych krzyków.
PO KONCERCIE
Sid Bernstein (promotor): „
Carnegie Hall nie był zbyt zadowolony z Beatlesów”. A po występie Rolling Stonesów poproszono mnie, żebym nie organizował tam więcej koncertów.”
Steve Brandt (dziennikarz, 1964):
„Sala hotelowa była pełna biznesmenów i dyrektorów wytwórni płytowych, czekających na recenzję koncertu w telewizji. Beatlesi siedzieli na podłodze i uważnie oglądali recenzję. Ich zdaniem amerykańskie gazety zignorowały Beatlesów. Powiedziałem im, że oszaleli i że są na pierwszych stronach każdej gazety w mieście. „W każdej gazecie?” – wykrzykiwali. - „A ile ich jest? Widzieliśmy tylko New York Times!”
Zadzwoniłem do obsługi pokoju i poprosiłem o „News”, „Post”, „Telegraph”, „Journal” i „Herald Tribune”. Oni byli zdumieni i po prostu nie mogli w to uwierzyć. Potem, gdy telewizyjna recenzja koncertu była przychylna, byli na szczycie świata.
Najpierw poszliśmy do Headliner Club
„Ringo był całkowicie zafascynowany Queenie Lyons. Potem, albo było to umówione wcześniej, albo po prostu szczęście, pojawiła się Jeri Miller. Z pozoru wyglądało na to, że wszyscy dobrze się bawili.
Nagle z baru przyszła grupa chłopaków i zaczęła nękać Beatlesów. Poszedłem po menadżera. Kiedy wróciłem, John był w środku bitwy. Jedna z grup przy sąsiednim stole zaczęła naśmiewać się z Beatlesów, ale cała czwórka zignorowała ich uwagi. Jeden z tych facetów zerwał Johnowi okulary i stłukł je. John próbował wyrzucić tego awanturnika, ale przyjaciele tego gościa go zaatakowali. Na szczęście na miejscu pojawiło się trzech policjantów i wszyscy się uspokoili. Niestety, wraz z policją weszło dwóch fotografów prasowych. Przed moimi oczami pojawił się nagłówek: „Beatles Brawl w New York Twist Club”. Właścicielowi klubu powiedziano, że jeśli zostanie zrobione choćby jedno zdjęcie, chłopaki odejdą. Zgodził się. Policja i fotoreporterzy (bez zdjęć) odeszli. Następnie właściciel klubu przysłał do naszego stolika butelkę whisky. Miły gest, pomyślałem. Nasza grupa prawie wypiła jedną butelkę whisky i byliśmy gotowi na drugą. Beatlesi pili whisky i coca-colę tak, jakby to była woda. Po pewnym czasie zdecydowaliśmy się wyjechać. John poprosił o czek. Potem John nie mógł znaleźć swojego płaszcza. Szukaliśmy go długo i w końcu znaleźliśmy, w tajemniczy sposób ukryty pod krzesłem na tyłach klubu. Kelner podał Johnowi rachunek. Poczułem się niekomfortowo. To było 80 dolarów. John bez mrugnięcia okiem otworzył portfel, wyjął pieniądze i zapłacił.”
„Żaden z chłopaków nie narzekał na wysokość czeku, ale czułem, że muszę coś zrobić. Zaprosiłem wszystkich na śniadanie do Improv, kawiarni na East Side w Nowym Jorku. Klub był pełen ludzi w każdym wieku, którzy byli tak oszołomieni przybyciem Beatlesów, że nie mogli uwierzyć własnym oczom. Kiedy ta wieść rozeszła się po okolicy, klub był wypełniony po brzegi. Każdy chciał wejść. Śniadanie było pyszne, muzyka była świetna (gitara i perkusja), a Ringo spędził całą noc grając na perkusji. Rano, prawie po szóstej, chłopaki zdecydowali, że warto wrócić do hotelu, żeby się przespać przed wyjazdem na Florydę. Raz po raz przepraszałem za incydent, który miał miejsce tamtego wieczoru, ale John się śmiał: „Nie bądź głupi, naprawdę mi się to podobało, tak jak wszystkim innym”. „Tak”, dodał Ringo, „ta walka, którą prawie stoczyliśmy, była zabawniejsza, niż gdybyśmy siedzieli w naszym pokoju i oglądali telewizję”.
(wizyt: 437)
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
