George Harrison był nieś"> Nekrolog George’a Harrisona autorstwa Philipa Normana
Aktualnosci roku 2001

11 gru Spektrum, Oslo
29 lis Nekrolog George’a Harrisona autorstwa Philipa Normana
29 lis George Harrison nie żyje. Miał 58 lat
29 lis Wszystko musi przeminąć - Daniel Wyszogrodzki i Wojciech Waglewski wspominają George'a Harrisona
29 lis Wspomnienie George'a Harrisona
29 lis Odszedł George Harrison
12 lis W Anglii ukazuje się LP Paula McCartneya - Driving Rain
5 lis Paul McCartney wydaje singla "Freedom / From A Lover To A Friend"
20 paĽ Koncert dla Nowego Jorku, Madison Square Garden, New York
18 paĽ Madison Square Garden, New York
18 sie Billy Bob's Texas, Forth Worth, Texas
18 cze Herb Beatlesa Paula
14 cze Beverly Wilshire Hotel, Los Angeles
13 cze Greek Theater, Los Angeles
7 maj W Anglii ukazuje się płyta Paula McCartneya - "Wingspan: Hits and History"
23 sty George Martin rozpoczyna budowę Centrum Kultury na karaibskiej wyspie Montserrat
Plyty wydane w listopadzie:

1 The Beatles No. 1 (EP - 1963)
1 Wonderwall Music (LP - 1968)
2 Only You / Call Me (S - 1974)
2 Wings Greatest (LP - 1978)
2 Cloud Nine (LP - 1987)
2 All The Best (LP - 1987)
2 John Lennon Anthology (box - 1998)
2 Working Classical (LP - 1999)
3 Menlove Avenue (LP - 1986)
4 Extracts from the film A Hard Days Night (EP - 1964)
5 Freedom / From A Lover To A Friend (S - 2001)
5 Ever Present Past (S - 2007)
6 Extracts from the Album A Hard Days Night (EP - 1964)
6 Memory Almost Full (LP - 2007)
8 Gone Troppo (LP - 1982)
8 Wake Up My Love / Greece (S - 1982)
11 Back in the U.S. Live 2002 (LP - 2002)
11 Live At The BBC volume 2 (LP - 2013)
12 We All Stand Together / We All Stand Together (Humming Version) (S - 1984)
12 Driving Rain (LP - 2001)
12 The Beatles Vinyl Box (box - 2012)
13 Wrack My Brain / Drumming Is My Madness (S - 1981)
13 Figure Of Eight / Ou Est Le Soleil? (S - 1989)
13 1 (LP - 2000)
13 Amoeba's Secret (S - 2007)
14 The Space Within Us (2006) (LP - 2006)
15 Goodnight Vienna (LP - 1974)
16 Mind Games (LP - 1973)
16 Mind Games / Meat City (S - 1973)
16 Wonderful Christmastime / Rudolph, The Red-Nosed Reggae (S - 1979)
16 Once Upon A Long Ago / Back On My Feet (S - 1987)
16 The Capitol Albums Volume 1 (box - 2004)
17 Double Fantasy (LP - 1980)
17 Let It Be ...Naked (LP - 2003)
18 Spies Like Us / My Carnival (S - 1985)
18 Brainwashed (LP - 2002)
19 Magical Mystery Tour (LP - 1976)
19 Thirty Three and 1/3 (LP - 1976)
19 This Song / Learning How To Love You (S - 1976)
19 Love Songs (LP - 1977)
19 Tripping The Live Fantastic Highlights (LP - 1990)
20 The Best Of George Harrison (LP - 1976)
20 Stop And Smell The Roses (LP - 1981)
20 Paul Is Live (LP - 1993)
20 Love (LP - 2006)
21 Anthology 1 (LP - 1995)
21 Jenny Wren / Summer of '59 (S - 2005)
21 Home Tonight / In A Hurry (S - 2019)
22 With The Beatles (LP - 1963)
22 The Beatles (LP - 1968)
23 Ringo (LP - 1973)
24 Hello, Goodbye / I Am The Walrus (S - 1967)
24 Happy Xmas (War Is Over) / Listen The Snow Is Falling (S - 1972)
24 Electric Arguments (LP - 2008)
26 All My Trials / C Moon (S - 1990)
26 All Things Must Pass (LP - 2010)
27 I Feel Fine / Shes A Woman (S - 1964)
27 Cheer Down / Poor Little Girl (S - 1989)
29 I Want To Hold Your Hand / This Boy (S - 1963)
29 Hey Baby / Lady Gaye (S - 1976)
30 All Things Must Pass (LP - 1970)
30 Band On The Run (LP - 1973)
30 Live at the BBC (LP - 1994)
Klasyka rocka wydana w listopadzie:

1 Are You Lonesome Tonight (Elvis Presley) (S - 1960)
1 Midnight McCartney (Paul McCartney, John Pizzarelli) (cover - 2015)
8 I Only Want to Be with You (Dusty Springfield) (S - 1963)
8 Led Zeppelin IV (Led Zeppelin) (LP - 1971)
10 Nights in White Satin (The Moody Blues) (S - 1967)
14 90125 (Yes) (LP - 1983)
18 Hardwired ...To Self-Destruct (Metallica) (LP - 2016)
21 A Night at the Opera (Queen) (LP - 1975)
22 Albatros (Fleetwood Mac) (S - 1968)
30 The Wall (Pink Floyd) (LP - 1979)
30 Thriller (Michael Jackson) (LP - 1982)

https://obrazki.elektroda.pl/6479284500_1764418343.png

Nekrolog George’a Harrisona autorstwa Philipa Normana

2001-11-29,  autor: kasia  
[...powrót do newsów]

Nekrolog George'a Harrisona autorstwa Philipa Normana został opublikowany w londyńskim "Sunday Times" w 2001 roku.

George Harrison był nieśmiałym chłopcem, który stał się supergwiazdą. Ale miał też oblicze, które wcale nie było takie słodkie – twierdzi biograf Beatlesów, Philip Norman.

Niewiele osób zatrzymało się, by zadziwić się faktem, że gitarzysta grupy popowej, która rozpadła się 30 lat temu, swą śmiercią na raka w zeszłym tygodniu trafił na czołówki gazet całego świata. Dzieje się tak dlatego, że muzyka i magia Beatlesów są ponadczasowe. Nawet ludzie urodzeni długo po ich świetności w latach 60. są zafascynowani kulturowym fenomenem, którego częścią był George Harrison.

Harrison nigdy nie był najlepszym gitarzystą, wokalistą czy kompozytorem na świecie. Był jednak tak samo niezbędny dla formuły "Czwórki z Liverpoolu", jak buntowniczy uśmiech Johna Lennona czy wielkie, krowie oczy Paula McCartneya. Był "tym cichym", poważnym muzykiem, który trzymał rytm w ryzach, podczas gdy John i Paul błaznowali przy mikrofonie. Fani Beatlesów, którzy krzyczeli właśnie dla George’a, stanowili osobliwą, lecz oddaną mniejszość – niczym ci, którzy z paczki żelków wyjadają tylko te zielone.

Po raz pierwszy zobaczyłem Harrisona za kulisami koncertu w Newcastle upon Tyne, w szczytowym momencie beatlemanii w 1965 roku. Lennon, McCartney i Ringo Starr byli od razu przyjaźni i otwarci – McCartney wręczył mi nawet swoją basówkę w kształcie skrzypiec, bym mógł spróbować na niej zagrać. Tylko Harrison trzymał się w cieniu, a jego blada twarz tonęła w czarnym golfie. Pomyślałem wtedy, że wygląda na ponurego gbura, ale nawet mi się nie śniło, jak bardzo miałem rację.

Mizantropia Harrisona była równie dobrze ukryta, jak dwulicowość McCartneya czy ogólne obrzydzenie Lennona całym tym szaleństwem beatlemanii. Nie tego świat chciał słuchać o swoich ukochanych kudłaczach i prawdopodobnie nadal nie chce. Ale ludzie z otoczenia zespołu wiedzieli o tym od dziesięcioleci. Jak zwierzył mi się niedawno jeden z nich: "Myślę, że George urodził się zgorzkniały".

Żale Harrisona zaczęły się w 1958 roku, w momencie gdy jako 15-letni szkolny kolega McCartneya dołączył do The Quarrymen – grupy skifflowej, która miała przepoczwarzyć się w The Beatles. Historia głosi, że przyjęli go tylko dlatego, iż w przeciwieństwie do pozostałych potrafił stroić gitary i akurat umiał zagrać popularny wówczas utwór instrumentalny "Raunchy".

Lennon, założyciel grupy, był od niego o trzy lata starszy i początkowo rzucał zjadliwe uwagi o "tym cholernym szczeniaku kręcącym się w pobliżu". Wiele lat później, gdy obaj byli już multimilionerami i legendami, Harrison skarżył się, że Lennon nadal go tak postrzegał.

Harrison był gitarzystą prowadzącym, co tradycyjnie oznacza rolę gwiazdy lub współgwiazdy. W jego przypadku nie było mowy o żadnej z nich. Od samego początku zespół był zdominowany przez Lennona i McCartneya – przez ich energię, rywalizujący seksapil oraz coraz bardziej płodną i genialną twórczość.

Główną rolą Harrisona było mozolne opanowywanie gitarowych riffów do utworów Chucka Berry’ego i Buddy’ego Holly’ego, które wypełniały ich wczesne albumy. Nieśmiały, skrępowany i powściągliwy, został zdegradowany do wewnętrznej "drugiej ligi" wraz ze Starrem. Ringo się z tym pogodził, ale George nigdy nie potrafił.

W studiu nagraniowym doświadczał dalszego umniejszania ze strony producenta zespołu, George’a Martina, który nie miał wysokiego mniemania o jego dość topornym stylu gry i czasami z protekcjonalnością wystukiwał mu na pianinie solówkę, którą Harrison miał zagrać. "Byłem dla George’a zawsze dość wredny" – przyznał mi kiedyś Martin.

Choć Harrison też wkrótce zaczął pisać piosenki, były one skazane na przyćmienie przez potok twórczości Lennona i McCartneya. Na wczesnych albumach Beatlesów zazwyczaj pojawiał się tylko jeden utwór "George’a" naprzeciw tuzina autorstwa Johna i Paula. Już wtedy dało się zauważyć dość kwaśną, mentorską nutę w tytułach Harrisona, takich jak "Don't Bother Me" (Nie zawracaj mi głowy) czy "Think For Yourself" (Myśl samodzielnie), oraz w wersie z "Love You To" o "ludziach stojących wokół, którzy wkręcają cię w ziemię".

Jego największy wpływ wewnątrz Beatlesów przypadł na ich "okres indyjski" w latach 1966-68, kiedy stali się neofitami medytacji transcendentalnej i uczniami guru Maharishi Mahesh Yogi. Według Richarda Lestera, reżysera ich filmu "Help!" z 1965 roku, nawrócenie Harrisona nastąpiło w momencie, który mógłby być niemal dodatkową sceną z filmu. Kręcili sekwencję na plaży na Bahamach, kiedy nagle, jakby znikąd, podjechał na rowerze Hindus i wręczył George’owi książkę o medytacji. Z tego przypadkowego spotkania zrodziła się obsesja.

Harrison chwycił za sitar, został uczniem największego żyjącego wirtuoza tego instrumentu, Raviego Shankara, i wprowadził brzęczący, indyjski klimat do utworów takich jak "Within You Without You" czy "Norwegian Wood". Jak wspominał później Martin, dało mu to w studiu autorytet, jakiego nigdy wcześniej nie miał. "Ilekroć wchodziło wielu bosych indyjskich muzyków, wiedziało się, że George przejął stery".

Zyskał szacunek i sympatię kolegów po fachu, takich jak Eric Clapton, Jimi Hendrix czy Keith Richards (wtedy Richard) z The Rolling Stones.

Harrison był wśród gości w wiejskim domu Richardsa w Sussex podczas słynnego weekendu, gdy posiadłość została "najechana" przez policję, choć wyjechał krótko przed nalotem. Mówi się, że funkcjonariusze czekali, aż odjedzie, zanim wkroczyli do akcji, gdyż aresztowanie Beatlesa było wówczas nie do pomyślenia. Mimo to wciąż czuł się niewykorzystany i niedoceniany przez kolegów z zespołu, zwłaszcza Lennona. Wymowny moment nastąpił w 1969 roku, po tym jak Harrison przyniósł dwie wspaniałe piosenki, "Here Comes the Sun" i "Something", na Abbey Road – ostatni album, jaki Beatlesi mieli nagrać.

Lennon, chcąc prawić komplementy, zauważył, jak bardzo Harrison "zrobił postępy" jako kompozytor. Harrison odparł cierpko, że pisał takie piosenki od lat, ale nigdy nie dawano mu miejsca na płytach, by je zamieścić.

Pokłócił się także z McCartneyem – który teraz twierdzi, że George był jego "młodszym braciszkiem" – podczas nieszczęśliwych sesji do Let It Be, albumu nagranego przed Abbey Road, ale ostatecznie wydanego jako pożegnanie zespołu. Fragment filmu z tych sesji pokazuje McCartneya, który (podobnie jak wcześniej Martin) mówi Harrisonowi dokładnie, jak ma brzmieć jego solówka, a Harrison reaguje zimną wściekłością. "Słuchaj, zagram cokolwiek chcesz, żebym zagrał" – warknął. "Albo nie zagram wcale. Cokolwiek cię zadowoli, zrobię to".

Jego uraza do McCartneya pozostała do końca życia. W wywiadzie dla Radia 2 parę lat temu narzekał: "Paul McCartney zrujnował mnie jako gitarzystę".

Z pewnością Harrison był w cieniu Lennona i McCartneya. Jednocześnie stymulowali go oni do próby osiągnięcia ich poziomu. Jego najlepsza piosenka, "Here Comes the Sun" – elegia zawierająca cały ten błogi, przesiąknięty słońcem fałszywy optymizm 1969 roku – mogłaby zostać napisana zarówno przez Johna, jak i Paula.

Rozpad zespołu, będący nieoficjalnym faktem w 1969 roku (choć formalnie niepotwierdzonym do 1971), miał niewiele wspólnego z Harrisonem. Była to głównie walka na śmierć i życie między Lennonem a McCartneyem o pieniądze, przywództwo i ich nowe żony, Yoko i Lindę. Podobnie jak Ringo, George był głównie zdezorientowanym widzem na linii bocznej, pragnącym końca zespołu, ale bezsilnym, by zadać coup de grâce (ostateczny cios).

W tym okresie spędziłem kilka tygodni, przesiadując w siedzibie firmy Apple w londyńskim Mayfair, gdzie ich idealistyczne marzenie o hipisowskim biznesie tonęło pod ciężarem złodziei i pasożytów.

Akurat spotkałem Harrisona w dniu, w którym odkryto, że gońcy pocztowi zdzierali ołów z dachu budynku. Zapytałem go, jak Apple do tego doprowadziło. Odpowiedział dość wzruszająco: "To było jak głuchy telefon. Mówiliśmy jedno, a to, co do nas wracało, było czymś zupełnie innym".

Koniec zespołu zdawał się wpędzić Harrisona w depresję, mimo że mówił, iż pod względem twórczym było to jak wyzdrowienie z "ośmioletniego zaparcia".

Przez pewien czas zajmował się nawet podrywaniem z samochodu "Apple Scruffs" – tak nazywał dziewczyny, które wystawały pod drzwiami biura Beatlesów w Mayfair. Jedna z nich zaprosiła go do swojej kawalerki, ale Harrison nie czynił jej awansów. Podobnie jak inni Beatlesi, złapał niejedną rzeżączkę podczas rezydentury zespołu w Hamburgu na Reeperbahn we wczesnych latach 60. i panicznie bał się chorób wenerycznych. Ta konkretna "Apple Scruff", wygadana Amerykanka, proroczo ostrzegła go, by spodziewał się kłopotów, jeśli będzie dalej palił papieros za papierosem w takim tempie.

Aby go pocieszyć w tym mrocznym okresie, jego wielki przyjaciel Eric Clapton zaprosił go w trasę jako gitarzystę wspierającego dla Claptona oraz amerykańskiego duetu hillbilly-rockowego Delaney and Bonnie. Byłem na tej trasie i pamiętam Harrisona stojącego z tyłu sceny w powłóczystej brodzie, kurtce z koźlej skóry i w stetsonie, przypominającego współczesną reinkarnację Buffalo Billa Cody’ego.

Pewnego dnia podczas lunchu w barze przy autostradzie – gdzie odesłał zupę grzybową, bojąc się, że może zawierać mięso – Harrison przyznał, że był tak zdenerwowany na scenie z Claptonem, że zapomniał nawet podstawowych akordów, takich jak D i G7. "Ale granie na żywo to czad, co nie?" – dodał, jakby lata rozdartej krzykiem beatlemanii nigdy nie istniały i jakby to był jego pierwszy raz.

Jak na ironię, tuż po rozpadzie zespołu kariera solowa Harrisona zdawała się wyprzedzać zarówno Lennona, jak i McCartneya. Jego potrójny album All Things Must Pass, wydany pod koniec 1970 roku, był ogromnym hitem w Wielkiej Brytanii i Ameryce. Wraz z nim nadszedł międzynarodowy singiel numer jeden, przypominający mantrę "My Sweet Lord". Rok później zorganizował dwa charytatywne Koncerty dla Bangladeszu w nowojorskim Madison Square Garden, namawiając przyjaciół-supergwiazdy, takie jak Clapton, Bob Dylan czy Leon Russell, do wystąpienia za darmo na rzecz milionów głodujących w dawnym Pakistanie Wschodnim.

Jeden z hołdów w zeszłym tygodniu nazwał go "wielkim humanitarystą". Jeśli to określenie było nieco na wyrost, to Koncert dla Bangladeszu niewątpliwie dał rockowi pierwsze przebłyski sumienia społecznego, torując drogę dla Live Aid i podobnych wydarzeń w latach 80.

Upływ czasu ujawnił jednak okrutną prawdę. All Things Must Pass składało się z piosenek, które Harrison napisał jeszcze w Beatlesach i na które nigdy nie było miejsca na ich albumach. Bez Lennona i McCartneya, którzy go stymulowali, a zarazem frustrowali, nigdy więcej nie stworzył materiału takiej jakości.

Co gorsza, "My Sweet Lord" oskarżono o plagiat piosenki "He's So Fine" z lat 60. wykonywanej przez amerykańską grupę The Chiffons. Wynikły z tego spór sądowy przybrał dziwaczny obrót, gdy Allen Klein, zwolniony menedżer Beatlesów, nabył prawa autorskie do "He's So Fine", pozornie tylko dla satysfakcji z przedłużania procesu przeciwko Harrisonowi.

Jeszcze bardziej kuriozalny był finał, osiągnięty po latach, gdy brytyjski sąd orzekł na niekorzyść Harrisona, a ten został zobowiązany do zapłacenia sześciocyfrowego odszkodowania. Sam Harrison nabył wtedy prawa do "He's So Fine", dzięki czemu mógł swobodnie plagiatować ten utwór lub nie – wedle uznania.

Po dynamicznym starcie jego kariera solowa wpadła w korkociąg. Jego albumy były krytykowane przez recenzentów i sprzedawały się w coraz mniejszych nakładach. Zaczął zrażać do siebie publiczność koncertową swoją bufonadą oraz niezdarnymi próbami pouczania i prawienia kazań. Jego amerykańska trasa z 1974 roku była tak spektakularną porażką, że nigdy więcej nie ruszył w trasę po Stanach Zjednoczonych ani żadnym innym zachodnim kraju.

W 1966 roku ożenił się z Patti Boyd, blond modelką o zadartym nosie, która okazała się czymś znacznie więcej niż tylko ładną buzią. Stała się jedną z pierwszych modnych neofitek medytacji transcendentalnej i w 1967 roku przedstawiła Beatlesom Maharishiego.

Jak wszyscy inni Beatlesi w tamtym czasie, Harrison był zatwardziałym męskim szowinistą. "Traktował Patti okropnie" – powiedział mi bliski przyjaciel pary. "Kazał jej gotować dla siebie wielki posiłek. A potem odwracał się i mówił, że go nie chce". Według Petera Browna, byłego asystenta Beatlesów, Harrison był seryjnym kobieciarzem, który uwiódł nawet pierwszą żonę Starra, Maureen.

Nieszczęście Patti doprowadziło do powstania jednego z najdziwniejszych trójkątów miłosnych w historii rocka. Wielki przyjaciel Harrisona, Clapton, był w niej zakochany, ale czuł się zobowiązany honorem, by nie nawiązywać z nią romansu. Klasyczna piosenka Claptona, "Layla", opowiada o Patti i jego własnych, związanych rękach. "Próbowałem dać ci pocieszenie" – śpiewa – "gdy twój stary cię zawiódł...".

Kiedy Patti w końcu w 1974 roku odeszła od Harrisona do Claptona, dwaj mężczyźni jakimś cudem pozostali przyjaciółmi. Harrison poszedł nawet na ślub Patti i Erica. "Jeśli moja żona ma z kimś uciec" – powiedział – "to wolę, żeby to był facet, którego kocham".

Od tego momentu Harrison zdawał się zadowalać życiem ziemianina-hipisa, wycofując się do Friar Park, 120-pokojowej gotyckiej rezydencji w pobliżu Henley, którą kupił za bezcen (200 000 funtów) w 1970 roku. Dom, zbudowany przez ekscentryka sir Frankiego Crispa, byłby idealną alternatywną szkołą dla Harry’ego Pottera ze swoimi licznymi okopconymi wieżyczkami, groteskowymi gargulcami i włącznikami światła w kształcie czaszek mnichów.

Harrison nadal wydawał albumy, ale poświęcił się głównie odnawianiu rozległych terenów Friar Park, które obejmują jezioro z kamieniami ułożonymi tuż pod powierzchnią, dzięki czemu można cieszyć się wrażeniem chodzenia po wodzie. Związał się także z Olivią Arias, sekretarką w jego amerykańskiej wytwórni płytowej A&M. Pobrali się w 1978 roku, miesiąc po narodzinach ich jedynego dziecka, Dhani’ego.

Morderstwo Lennona w 1980 roku miało druzgocący wpływ na Harrisona, chociaż – podobnie jak McCartney – nie był w stanie skomentować go w tamtym czasie inaczej niż z niestosowną nonszalancją rodem z lat 60. Powiedział, że obudził go nocny telefon z wiadomością; poszedł z powrotem spać, "a kiedy obudziłem się następnego ranka, to nadal była prawda".

Z żyjących Beatlesów był jedynym, który nagrał piosenkę w hołdzie, "All Those Years Ago", śpiewaną w kuriozalnie radosnym tempie harcerskiej przyśpiewki. Głównym skutkiem morderstwa Lennona było pogłębienie jego wycofania i podejrzliwości. "Przed śmiercią Johna" – powiedział mi jego przyjaciel – "bramy wjazdowe do Friar Park zawsze stały otworem. Potem były zawsze zamknięte i zaryglowane".

We wczesnych latach 80. zupełnie niespodziewanie pojawiła się nowa kariera dzięki przyjaźni Harrisona z Michaelem Palinem i innymi członkami grupy Monty Python. Pythoni byli w trakcie kręcenia swojego komicznie świętokradczego filmu "Żywot Briana", ale nagle inwestorzy zakręcili kurek z pieniędzmi. Harrison wkroczył do akcji, zastawiając Friar Park, aby zebrać fundusze na dokończenie filmu.

Stało się to podstawą firmy produkcyjnej HandMade, której współwłaścicielem był Harrison i która przewodziła brytyjskiemu renesansowi filmowemu lat 80. dzięki pamiętnym produkcjom takim jak "Mona Lisa" i "Długi Wielki Piątek", a także kompletnym gniotom, takim jak "Niespodzianka z Szanghaju" z Madonną. Jednym z bardziej surrealistycznych momentów tamtej ery było oglądanie Madonny na konferencji prasowej z eks-Beatlesem Harrisonem – niegdyś królem konferencji prasowych na całym świecie – robiącym za jej niemego ochroniarza.

Gdy HandMade prosperowało, cieszył się on również małym renesansem muzycznym dzięki niespodziewanemu hitowi "Got My Mind Set on You" oraz jako członek zespołu Traveling Wilburys (z Bobem Dylanem, Tomem Pettym i Royem Orbisonem), grającego wyluzowany country-rock, który dość nieuprzejmie nazywano "skifflem na miarę lat osiemdziesiątych".

Ale Harrisonowi brakowało dotyku Midasa, jaki miał jego dawny kolega, sir Paul McCartney. Pokłócił się ze swoim partnerem w HandMade Films, Dennisem O’Brienem, i skończył tracąc miliony przez tę firmę. W istocie, to właśnie jego pilna potrzeba gotówki pomogła doprowadzić do powrotu Beatlesów w połowie lat 90., kiedy zjednoczyli się w studiu jako zespół akompaniujący "głosowi zza grobu" Lennona.

W wywiadzie udzielonym w towarzyszącym temu serialu dokumentalnym – produkcji niemal stalinowskiej, która wymazała każdą żonę Beatlesa poza Yoko Ono – okazał się najmniej wdzięcznym z trójki ocalałych. Z największą goryczą żywił urazę o to, że Beatlesi nie otrzymali żadnego wyższego odznaczenia niż ich MBE w 1965 roku – chociaż było to wówczas bezprecedensowe wyróżnienie dla grupy popowej.

"Po tym wszystkim, co zrobiliśmy dla Wielkiej Brytanii, sprzedając cały ten sztruks i sprawiając, że [kraj] zaczął swingować" – powiedział – "dali nam ten cholerny stary skórzany medal na drewnianym sznurku".

Jego rozrywki były eklektyczne. Śledził wyścigi Formuły 1, a także stał się obsesyjnym fanem artysty estradowego z lat 40., George’a Formby’ego, który śpiewał piskliwym, północnym akcentem, grając na ukulele. Harrison zabierał swoje własne ukulele w stylu Formby’ego gdziekolwiek się udawał i często uczestniczył w zlotach sobowtórów Formby’ego, chociaż zawsze unikał podobnych zgromadzeń fanów Beatlesów.

Choć prywatny i stroniący od rozgłosu, nigdy nie stał się samotnikiem w typie Howarda Hughesa, często pojawiając się na wyścigach F1, a nawet wpadając do pubu, który stoi blisko jego bramy wjazdowej. W ostatnich latach wyglądał mniej jak były idol popu, a bardziej jak Worzel Gummidge [strach na wróble z brytyjskiego serialu] w swoich starych kurtkach i bezkształtnych kapeluszach ogrodniczych. Choć był chytry na pieniądze, potrafił być hojny dla przyjaciół, zwłaszcza dla Dereka Taylora, byłego rzecznika Beatlesów, któremu pomógł kupić dom w młynie w Suffolk.

Jego największym atutem okazało się małżeństwo z Olivią, nie będącą tylko "żoną gwiazdora rocka" bez znaczenia, ale kobietą z charakterem i współczuciem, która głęboko zaangażowała się w działalność charytatywną na rzecz sierot w Rumunii.

Małżeństwo to, najwyraźniej, nie było usłane różami. Kilka lat temu prostytutka z Los Angeles, znana tylko jako Tiffany, zidentyfikowała Harrisona jako jednego ze swoich klientów, twierdząc, że podczas gdy wykonywano dla niego usługę seksualną, on grał na swoim ukulele i śpiewał piosenkę George’a Formby’ego. Ale Olivia trwała przy nim, stając się – słowami jednego z wtajemniczonych – "fundamentem jego egzystencji". Razem okazali się wzorowymi rodzicami, wychowując syna Dhani’ego we względnej normalności, z dala od blasku mediów.

30 grudnia 1999 roku powtórka ze śmierci Lennona, której Harrison tak długo się obawiał, niemal stała się faktem. Późno w nocy we Friar Park został prawie zabity przez intruza z nożem. W przerażającej, niemalże reinkarnacji Marka Davida Chapmana, zabójcy Lennona, zwichrowany fan Beatlesów o nazwisku Michael Abrams włamał się do domu, wierząc, że jest na "misji od Boga", by zamordować Harrisona.

Harrison opowiadał później, że jego pierwszą reakcją na widok intruza było wykrzyczenie swojej starej mantry pokoju z lat 60., "Hare Kryszna". Gdy obaj szamotali się u podnóża głównych schodów Friar Park, 34-letni Abrams pchnął byłego Beatlesa nożem cztery razy w korpus. "Poczułem, jak moja klatka piersiowa zapada się i krew napływa mi do ust" – powiedział później Harrison. "Naprawdę myślałem, że umieram".

I z pewnością tak by się stało, gdyby nie jego żona, która rzuciła się na Abramsa z pogrzebaczem i podstawą lampy, podczas gdy jej mąż leżał krwawiący i bezradny na ziemi. Walka trwała dalej – wśród poduszek, na których Harrison siadywał i medytował – aż przyjechała policja i obezwładniła napastnika. "Powinienem był załatwić drania lepiej" – zauważył Abrams, gdy go wyprowadzano.

W tamtym czasie firma Beatlesów, Apple, bagatelizowała powagę ataku. Dopiero podczas procesu Abramsa przed sądem w Oksfordzie, 11 miesięcy później, ujawniono jego pełną grozę. Ci, którzy spodziewali się, że Harrison pojawi się w sądzie, byli rozczarowani. Wciąż najwyraźniej straumatyzowany przez to przeżycie, otrzymał pozwolenie na złożenie zeznań w formie pisemnego oświadczenia. Po tym, jak Abrams został skazany na bezterminowe zamknięcie w strzeżonym oddziale psychiatrycznym, oświadczenie w imieniu Harrisona odczytał jego syn Dhani, teraz 22-letni i wyglądający niemal upiornie podobnie do swojego ojca w tym samym wieku.

Przeżycie Harrisona nieuchronnie pogłębiło jego paranoję na punkcie prywatności. Ochrona we Friar Park została wzmocniona. Psy obronne i, jak plotkowano, ochroniarze z byłych oddziałów spadochronowych zostali dodani do istniejącego ogrodzenia z drutu kolczastego, elektronicznych bram i systemu monitoringu wideo, które nie powstrzymały Abramsa przed wejściem do domu.

Jego mania bezpieczeństwa, obudzona poniewczasie, objęła nawet policjantów, którzy uratowali go przed Abramsem. Posterunkowy Matt Morgans, który trzymał Harrisona w ramionach do przyjazdu pomocy medycznej, udzielił później wywiadu lokalnej gazecie, "Henley Standard". Harrison był tak wściekły z powodu wywiadu, że zagroził oficjalną skargą na swojego wybawcę.

Według sir Johna Mortimera, sąsiada Harrisona z Henley, epizod ten miał jeszcze jeden chory skutek – który pokazuje, jak daleko odeszliśmy jako społeczeństwo od kochających, pokojowych lat 60. Samochód pełen ludzi przejechał obok bram Friar Park, głośno wiwatując, ponieważ Harrison został zaatakowany. Inni anonimowi zwyrodnialcy wysyłali kwiaty jego niedoszłemu zabójcy do szpitala.

Śmierć Harrisona – po wyniszczającej chorobie przepowiedzianej tak dawno temu przez tamtą "Apple Scruff" – jest tragedią dla jego rodziny i wielu przyjaciół. Ale wywołała też pewne niezwykle przesadzone hołdy. Paul Gambaccini w Radiu 2 nazwał go "niebotyczną ikoną XX wieku". Jim Capaldi, były perkusista zespołu Traffic, z którym Harrison współpracował, porównał go do Jezusa Chrystusa z powodu pierwszego wersu jego piosenki "While My Guitar Gently Weeps".

Harrison nie był gigantem. Ale był nieodzowną kończyną giganta – najpotężniejszej maszyny do tworzenia ludzkiego szczęścia, jaką kiedykolwiek widział świat rozrywki. Był Beatlesem, jednym z zaledwie czterech, jacy kiedykolwiek powstali lub powstaną. Szkoda tylko, że jemu samemu to nigdy do końca nie wystarczało.



Dotychczasowe komentarze:

Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:

komentarz dnia 2025-11-30 22:27:44,
Komentarze mogą zamieszczać tylko redaktorzy serwisu. Pytaj admina joryk2@wp.pl