Pierwsza podróż do USA - Beatlesi w Miami
1964-02-13, autor: joryk
[...powrót do newsów]
W czwartek, 13 lutego, chłopcy wymeldowali się z hotelu Plaza ku ogólnemu zadowoleniu personelu hotelu. Lot trwał dwie godziny. Wszyscy byli bardzo, bardzo podekscytowani, z wyjątkiem Johna, który milczał. Usiadł w ostatnim rzędzie z Cynthią. Reszta Beatlesów spędzała większość czasu na rozdawaniu autografów, stos za stosem.
W DRODZE DO HOTELU
Beatlesi przyjeżdżają do Miami. Towarzyszy im prezenter radiowy z Nowego Jorku Murray the K.
Tysiące fanów zebrało się na lotnisku, aby powitać Beatlesów. Wielu fanów znalazło się za płotem. Inni weszli do budynku lotniska.
Gazety pisały o połamanych drzwiach lotnisk, wybitych oknach, zniekształconych meblach i wgniecionych dachach samochodów. Kiedy samolot wylądował, tłum nastolatków rozbił policyjny płot i rzucił się w stronę samochodów z Beatlesami. Uszkodzenia powstałe podczas naprawy drzwi i szkła wyniosły około 2000 dolarów
Gdy tylko limuzyny pojawiły się w pobliżu hotelu Deauville, rozległy się krzyki i wrzaski. Za ochronę odpowiadał sierżant policji w Miami Beach Buddy Dresner. Wcześniej opiekował się Frankiem Sinatrą i Elvisem Presleyem. Dowodził strażą podczas wizyty prezydenta Johna F. Kennedy’ego na kilka dni przed zamachem w Dallas. Dresner przegapił The Ed Sullivan Show i nie miał pojęcia, kim byli Beatlesi. Teraz musiał zadbać o ich bezpieczeństwo. Wcześniej Dresner odebrał telefon od Epsteina, który chciał poznać wszystkie szczegóły i powiedział mu, że zapewni wszystko wraz z czterema swoimi najlepszymi ludźmi. „Czterema?!” – zawołał Epstein, który był w Nowym Jorku. „Wyglądam teraz przez okno i widzę co najmniej dwustu policjantów, niektórzy z nich na koniach”. Dresner odpowiedział: „W Miami Beach mamy tylko 60 funkcjonariuszy”. Ze względów bezpieczeństwa Dresner wszędzie się z nimi zabierał. Sierżant Dresner znał się na rzeczy. Pierwsza limuzyna odwraca uwagę fanów. Druga limuzyna Beatlesów przejeżdża obok zdumionych dziewcząt na tyły budynku.
HOTEL
W pokojach hotelowych znajdowały się podwójne łóżka. Ringo i Paul zajęli jeden pokój, John i jego żona Cynthia drugi. Harrison całkowicie zajął trzeci pokój”.
Cynthia:
„Murray Kay oczywiście był z nami. Baza Beatlesów była także jego bazą. Co więcej, zamieszkał nawet w tym samym pokoju z Georgem, ku wielkiemu zawstydzeniu i przerażeniu tego ostatniego. Ostatnią rzeczą, jakiej chciał George, były plotki – wiesz, o czym mówię.
Robert Freeman (fotograf):
„Było lekkie zakłopotanie w przypadku Murraya Kaye, który uważał się za piątego Beatlesa i był obecny na wszystkich występach. Znalazł się bez pokoju. Dla osoby mniej przedsiębiorczej sytuacja wydawałaby się beznadziejna. Ale Murray był zaradny i bezceremonialny. Zaproponował, że przeniesie go do George’a Harrisona, który był dość zawstydzony tą propozycją, i chociaż mu się to nie spodobało, był zmuszony ją zaakceptować.
George:
„Często zastanawiałem się, jak Murrayowi udało się wejść do naszego pokoju i spędzić z nami czas przez całą naszą podróż. Właściwie to zabawne. Nigdy nie rozumiałem, jak mu się to udało.
KONCERTY
Tego wieczoru Beatlesi udali się do klubu Mau Mau Lounge [znajdującego się w hotelu Deuville], gdzie zobaczyli występ The Coasters i tańczyli taniec „Mashed Potatoes”.
Ringo: „Miałem kolejny katastrofalny wieczór w Miami. Poszliśmy posłuchać zespołu „Coasters”, którego członkowie stali się bohaterami dzięki swojej piosence Yakety Yak. Ludzie tańczyli do tej muzyki w klubie, a ja nie mogłem tego zrozumieć. Dla mnie ci muzycy byli bóstwami rock and rolla, a goście klubu po prostu tańczyli do ich muzyki! To mnie zniesmaczyło. Ale Bonfires zagrało świetnie, wspaniale było zobaczyć amerykańskich artystów. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy ich na żywo w Ameryce.”
Murray Kaye zabrał ich do Peppermint Lounge, żeby obejrzeli występ Hanka Ballarda & The Midnighters. Gdy weszli właśnie grali BG Ramblers. Wkrótce pojawili się łowcy autografów i musieli wyjść.
Z Peppermint Lounge chłopcy udali się do Record Bar, gdzie spędzili przyjemną godzinę
"Miami było jak raj. Nie bylismy wcześniej nigdzie, gdzie rosną palmy. Byliśmy prawdziwymi turystami. Mieliśmy nasze Pentaxy i robiliśmy bardzo dużo zdjęć. Ja fotografowałem głównie amerykańskich policjantów na motorach i z pistoletami przy pasie. Nigdy wcześniej nie widziałem policjanta z bronią. To był bardzo udany pobyt." - Paul McCartney
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania