Umiera Stuart Sutcliffe
1962-04-10, autor: joryk
[...powrót do newsów]
Obiecujący malarz, szkolny kolega Johna Lennona, basista Beatlesów, Stuart Sutcliffe umiera 10 kwietnia. Przed śmiercią cierpiał na silne napadowe bóle głowy i czasową ślepotę. Ostatnie dwa tygodnie życia nie opuszczał łóżka. Zmarł w Hamburgu w drodze do szpitala.
Przyczyna śmierci nie została dokładnie wyjaśniona.
George Harrison: Stuart Sutcliffe zmarł w kwietniu 1962 roku. Wcześniej opuścił zespół. Na jakiś czas przed śmiercią pojawił się w Liverpoolu (w kurtce bez kołnierza od Pierre’a Cardina, miał ją przed nami). Odwiedził nas wszystkich i siedział z nami, tak jakby miał przeczucie, że nas więcej nie zobaczy. Przyszedł też do mnie do domu i poczułem od niego jakieś bardzo dobre przesłanie.
Nie wiedziałem, że Stuart był chory, ale wiedziałem, że stara się rzucić palenie. Pociął papierosy na małe kawałki i gdy miał ochotę zapalić, brał taki mały, maciupki kawałek. Potem wszyscy mówili, że ktoś kopnął go w głowę i że zmarł, w konsekwencji tego , z powodu krwotoku. Pamiętam, że pobito go kiedyś po graniu w Liverpoolu (tylko za to, że był w zespole), ale to było kilka lat wcześniej.
W jego powrocie było coś bardzo ciepłego i patrząc na to dzisiaj uważam, że przyjechał coś skończyć. Gdy wrócił do Hamburga, miał wylew krwi do mózgu i wkrótce zmarł, dzień przed datą naszego powrotu. Nabawiłem się infekcji i poleciałem z Brianem Epsteinem dzień później niż reszta. To był mój pierwszy lot samolotem.
Nie poszliśmy na pogrzeb. To był koniec. Jak ktoś kiedyś powiedział: „Ten co się nie rodzi, jest zajęty umieraniem”. Było nam wszystkim naprawdę smutno, a ja najbardziej żałowałem Astrid. Ona potem nadal przychodziła na nasze koncerty. Myślę, że czuła się przez to nieco lepiej, przynajmniej była w naszym towarzystwie.
John Lennon: Brałem przykład ze Stu. Polegałem na nim, bo mówił mi prawdę. Stu mówił mi, że jeśli coś było dobre i ja mu wierzyłem. Czasami byliśmy dla niego okropni. Szczególnie Paul, który się go ciągle czepiał. Później często wyjaśniałem, że tak naprawdę to my go nie nie lubiliśmy.
George Harrison: Stres ujawniał się czasami w narzekaniach w furgonetce. Paul i Stuart niekiedy się bili. Pamiętam ich zapasy. Paul myślał, że łatwo wygra, bo Stuart był bardzo małym facecikiem. Nagle jednak Stuart wykrzesał z siebie nieamowitą siłę, której Paul się nie spodziewał.
Kiedyś miałem małą przepychankę ze Stuartem, ale oprócz tego byliśmy bardzo zaprzyjaźnieni. Szczególnie pod koniec.
Paul McCartney: Mało naszych rówieśników zmarło, byliśmy na to za młodzi. Umierali starsi ludzie, więc śmierć Stuarta była prawdziwym szokiem. Dla mnie miała też swoiste zabarwienie winą, bo nie zawsze byłem najlepszy dla Stuarta. Skończyliśmy jako dobrzy przyjaciele, ale mieliśmy parę scysji, głównie z powodu zazdrości o przyjaźń Johna. Wszyscy rywalizowaliśmy o przyjaźń Johna, a Stuart, ponieważ był jego kumplem z college’u, miał tej przyjaźni najwięcej. Byliśmy o nią zazdrośni. Ponadto bardzo chciałem, by zespół był jak najlepszy, więc czasami rzucałem pod jego adresem: „No nie grałeś za dobrze”. Śmierć Stuarta była czymś okropnym, bo bez wątpienia byłby z niego wspaniały malarz. Widać to było po jego pracach w szkicowniku.
Reszta z nas nie była tak blisko ze Stu jak John, który był z nim razem w college’u i wynajmował mieszkanie. Byliśmy jednak dosyć blisko. Każdy był bardzo smunty, choć cios złagodziło, że Stuart został w Hamburgu i przyzwyczailiśmy się do jego nieobecności.
Wbrew temu co ludzie mówili, John nie śmiał się gdy umarł Stuart. Byliśmy jednak młodzi nie wałkowaliśmy tego tematu. Pytaliśmy się natomiast: „Jak myślice, czy on powróci?”. Zawarliśmy między sobą umowę, że jeśli ktoś z nas umrze, to wróci, by powiedzieć pozostałym, czy istnieje ta druga strona. Ponieważ Stuart odszedł pierwszy, poniekąd oczekiwaliśmy jego pojawienia się. Każdy ruch w nocy mógł być nim.
(wizyt: 3325)
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
