Aktualnosci roku 1995

30 gru Jeff Lynne o kulisach powstawania „Beatles Anthology”
4 gru Ukazał się singiel "Free As A Bird"
4 gru W Anglii ukazuje się singiel Beatlesów "Free As A Bird"
21 lis Recenzja "Anthology 1"
21 lis W Anglii ukazuje się Anthology 1
19 lis George Martin na bezludnej wyspie po raz drugi.
3 paĽ Wrócili - The Threatles - wspólne zdjęcie Paula, Georgea i Ringo.
7 wrz Shepherd's Bush Empire, London
4 wrz Oobu Joobu (15)
28 sie Oobu Joobu (14)
21 sie Oobu Joobu (13)
14 sie Oobu Joobu (12)
7 sie Oobu Joobu (11)
31 lip Oobu Joobu (10)
24 lip Oobu Joobu (9)
17 lip Oobu Joobu (8)
10 lip Szkice Klausa Voormana do Anthology
10 lip Oobu Joobu (7)
3 lip Oobu Joobu (6)
26 cze Oobu Joobu (5)
19 cze Oobu Joobu (4)
12 cze Oobu Joobu (3)
5 cze Oobu Joobu (2)
29 maj Oobu Joobu (1)
31 mar Słynne zdjęcie The Threatles
29 mar Trzej Beatlesi w jednej kawiarni.
28 mar Wydanie dokumentu "You Can't Do That - The Making of A Hard Day's Night"
23 mar Saint James Palace, London
20 mar Prace nad piosenką Now and Then
22 lut Pierwszy singiel Cynthii Lennon
6 lut Nagrywanie piosenki Lennona - Real Love
Plyty wydane w styczniu:

5 My Bonnie / The Saints (S - 1962)
9 Nobody Told Me / O Sanity (S - 1984)
10 The Concert For Bangladesh (LP - 1972)
11 Please, Please Me / Ask Me Why (S - 1963)
12 Y Not (LP - 2010)
14 Liverpool 8 (LP - 2008)
15 My Sweet Lord (S - 1971)
16 Woman / Beautiful Boys (S - 1981)
17 Yellow Submarine (LP - 1969)
21 The U.S. Albums (box - 2014)
23 Milk And Honey (LP - 1984)
25 When We Was Fab (S - 1988)
27 Amoeba's Secret (LP - 2009)
30 Ringo 2012 (LP - 2012)
31 No.9 Dream / What You Got (S - 1975)
Klasyka rocka wydana w styczniu:

4 Doors (The Doors) (LP - 1967)
4 Rumours (Fleetwood Mac) (LP - 1977)
12 Led Zeppelin (Led Zeppelin) (LP - 1969)
27 Heartbreak Hotel (Elvis Presley) (S - 1956)
27 Run RunAway (Slade) (S - 1984)
28 Mr. Blue Sky (ELO) (S - 1978)
30 Epic (Faith No More) (S - 1990)

https://obrazki.elektroda.pl/3733558300_1767115338.png

Jeff Lynne o kulisach powstawania „Beatles Anthology”

1995-12-30,  autor: kasia  
[...powrót do newsów]

Jeff Lynne, producent odpowiedzialny za brzmienie „Free As a Bird” i „Real Love” nagranych na potrzeby projektu „The Beatles Anthology”, spotkał się z Ripem Rense’em podczas październikowej wizyty w Los Angeles…

Czy mógłbyś opowiedzieć, jak to się właściwie stało, że trafiłeś do studia przy pracy nad tymi utworami?

Jeff Lynne: Cóż, ziarno zostało zasiane jeszcze w 1987 roku, kiedy pracowałem z George’em Harrisonem nad jego albumem Cloud Nine. Od tamtej pory zostaliśmy bliskimi przyjaciółmi. Zrobiliśmy razem mnóstwo rzeczy, choćby projekt Traveling Wilburys. Pewnego dnia George po prostu zapytał: „Miałbyś ochotę się tym zająć? Chodzi o Beatlesów”. Odpowiedziałem mu tylko [śmiech]: „Och, tak, bardzo proszę!”.

Oczywiście musiałem przemyśleć wiele kwestii. Przede wszystkim fakt, że te piosenki istniały jedynie w formie nagrań na kasetach magnetofonowych – to nie była żadna nowoczesna technologia. Wymagały ogromnego nakładu pracy przy redukcji szumów i tym podobnych procesach, więc od strony technicznej było to nie lada wyzwanie. Miałem też pewne rozterki natury etycznej: „Czy w ogóle powinno się porywać na coś takiego?”. Ale oni i tak zamierzali to zrobić, uznałem więc, że lepiej, bym to był ja – sama myśl o tym projekcie była niezwykle ekscytująca.

Lepiej Ty niż ktokolwiek inny…

Jeff Lynne: Choćby dlatego, że jestem chyba największym fanem The Beatles na świecie. Tak przynajmniej sądzę, choć pewnie znajdzie się ktoś, kto będzie chciał się o ten tytuł spierać.

George Martin wycofał się z tego zadania częściowo ze względu na kłopoty ze słuchem, prawda?

Jeff Lynne: Słucham? Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać – to tylko żart. Tak naprawdę nie sądzę, żeby George i tak planował się tym zająć. Przez ostatnie trzy lata był całkowicie pochłonięty pracą nad samą „Antologią”, co zresztą jest kapitalną sprawą. Znajdziecie tam genialne odrzuty z sesji i alternatywne wersje piosenek, których nikt wcześniej nie słyszał. No, może Ty akurat tak, ale większość ludzi z pewnością nie.

Rip Rense: Czy mógłbyś opisać, co działo się w Twojej głowie, kiedy byłeś w studiu? Czy zdarzały się momenty, w których zatrzymywałeś się na chwilę i myślałeś: „Mój Boże, spójrz tylko, co ja robię”?

Jeff Lynne: Cóż, to działo się właściwie codziennie przez całe tygodnie. Gdy tylko dowiedziałem się, że będę z nimi współpracować, wpadłem w euforię. Byłem autentycznie zachwycony i nie mogłem w to uwierzyć. To było coś więcej niż spełnienie marzeń – przecież oni zakończyli działalność 25 lat temu! Szansa na wspólną pracę była czymś fantastycznym. Przez cały czas trwania nagrań każdego ranka budziłem się z tą samą mieszanką ekscytacji i lęku. Byłem totalnie urzeczony tym, co robimy, ale jednocześnie potwornie się tego bałem.

Ponieważ…

Jeff Lynne: Ponieważ to The Beatles, a ja zawsze darzyłem ich bezgranicznym szacunkiem. W mojej hierarchii Beatlesi zawsze byli na samym szczycie, a cała reszta muzyki znajdowała się gdzieś daleko pod nimi.

Z czym właściwie musieliście pracować na samym początku? Ile utworów mieliście do dyspozycji?

Jeff Lynne: Łącznie były trzy utwory. Ten, którego ostatecznie nie ukończyliśmy – choć próbowaliśmy; funkcjonował pod tytułami „Now and Then” lub „Miss You” – podeszliśmy do niego, ale wiele fragmentów tekstu nie było tam jeszcze gotowych. „Real Love” była w zasadzie kompletną, skończoną piosenką, więc ze względu na goniące nas terminy zdecydowaliśmy się skupić właśnie na niej. „Free As a Bird” było natomiast pierwszym utworem, nad którym pracowaliśmy.

Jak wyglądał sam proces selekcji? Czy najpierw usiedliście i wspólnie przesłuchaliście wszystkie trzy nagrania, by je przedyskutować? Czy może po prostu improwizowaliście przy włączonych taśmach?

Jeff Lynne: Właściwie wyglądało to tak, że przez pewien czas po prostu „żyliśmy” z tymi taśmami. Słuchaliśmy ich, nie robiąc z nimi nic konkretnego, przygotowując się psychicznie do zadania. Same taśmy były bardzo zaszumione i wymagały ogromnego nakładu pracy, by je oczyścić i sprawić, by nadawały się do włączenia w utwór – by można było dobudować wokół nich całą resztę instrumentarium. I to właśnie zrobiliśmy. Naprawiliśmy je i oczyściliśmy tak, że brzmiały o niebo lepiej niż na początku. Biorąc pod uwagę stan, w jakim były, wyszły całkiem nieźle. To absolutnie niesamowite. Dopiero potem dodaliśmy podkład, zaczynając od gitar akustycznych i perkusji. Paul zagrał na basie, George na gitarze prowadzącej. To było jak… no, jak The Beatles [śmiech]. To było wspaniałe!

Czy był taki dzień, w którym Paul powiedział: „Zróbmy 'Free As a Bird' – co o tym myślicie?”, czy może po prostu naturalnie tak wyszło?

Jeff Lynne:To był pierwszy utwór, za który się zabraliśmy i właściwie jedyny, o jakim wtedy – jakieś 18 miesięcy temu – myśleliśmy.

Staram się ustalić, czy wywiązała się jakaś dyskusja o tym, od której piosenki zacząć…

Jeff Lynne: Cóż, prawdę mówiąc, to był jedyny utwór, który w tamtym momencie mieliśmy gotowy do rozpoczęcia prac. Weszliśmy do studia i zajęło nam to kilka tygodni. Było to niezwykle trudne, ponieważ przypominało „pracę od tyłu”. Zazwyczaj zaczynasz od podkładu muzycznego, a na koniec nakładasz wokal. Tutaj musieliśmy zacząć od wokalu i dopiero do niego dopasować całą resztę. To zupełnie inny proces niż normalne tworzenie płyt.

Paul dopisał dodatkowe słowa…

Jeff Lynne: I George również. Pisali je wspólnie. Siedziałem tam dokładnie między nimi. To było doprawdy fascynujące doświadczenie [śmiech].

Czy możesz opisać, jak to wyglądało w praktyce?

Jeff Lynne: Tak, w piosence były dwa mostki (bridges), które wymagały dopisania tekstu. Pewnego dnia Paul i George po prostu uznali, że muszą się tym zająć. Przerzucali się pomysłami tam i z powrotem – bycie świadkiem tego procesu było czymś niesamowitym. Myślę, że wcześniej napisali wspólnie tylko jedną piosenkę, i to bardzo dawno temu.

Kiedy byli jeszcze dzieciakami.

Jeff Lynne: Dokładnie. Zajęło im to parę godzin, ale wykonali kawał dobrej roboty. Potem weszli do studia i to zaśpiewali.

Dobrze im się razem pracowało?

Jeff Lynne: Nieprawdopodobnie dobrze. A kiedy uderzyli w te swoje harmonie wokalne, zabrzmieli dokładnie jak The Beatles. To było zdumiewające – nawet podczas zwykłej próby z gitarą, gdy ćwiczyli chórki. Brzmieli po prostu jak The Beatles przy pracy. Bo przecież to byli oni.

Miałeś ciarki na plecach?

Jeff Lynne: Absolutnie.

Czy George śpiewa w tym utworze jakieś linie solo?

Jeff Lynne: Tak, śpiewa drugi mostek zupełnie sam.

A co z solówką gitarową?

Jeff Lynne: Jest tam genialna solówka. Absolutnie genialna.

Grana techniką slide?

Jeff Lynne: Tak. Do tego mnóstwo świetnych gitar elektrycznych, partii granych arpeggio.

Coś w stylu Harrisona – wielowarstwowe gitary z nałożonym na wierzch slidem?

Jeff Lynne: Może nie aż tak wielowarstwowe, po prostu świetnie wypracowane. Dokładnie to, czego ten utwór potrzebował. Bardzo przemyślana partia.

George twierdził kiedyś, że najlepiej idzie mu wtedy, gdy ma czas wcześniej przemyśleć solówkę, prawda?

Jeff Lynne: Zapewne tak. Choć nagranie solo do tego utworu nie zajęło mu dużo czasu. Pracowałem z nim bardzo blisko przez lata. Owszem, lubił mieć chwilę na dopracowanie partii, ale zazwyczaj jego pierwsze pomysły i tak były świetne, a potem je tylko szlifował.
A co robił Ringo przez ten cały czas? Czy jak za dawnych lat – siedział z boku i czekał, aż chłopaki się rozkręcą?

Jeff Lynne: Poniekąd tak, zwłaszcza gdy dopracowywaliśmy poszczególne partie. Ale kiedy już siadał za bębnami – znów stawałeś twarzą w twarz z The Beatles.

„Newsweek” napisał, że utwór zaczyna się od uderzeń w werbel. To prawda?

Jeff Lynne: [śmiech] Tak, tak właśnie napisali.

Czy możesz opisać tę piosenkę bardziej szczegółowo?

Jeff Lynne: To bardzo trudne. Myślę, że mógłbym Cię tylko niepotrzebnie zwieść. Opis nigdy nie odda rzeczywistości – nie dowiesz się, czym jest ten utwór, dopóki go nie usłyszysz.

Komu przypisano autorstwo piosenki?

Jeff Lynne: Hmm... dobre pytanie. Właściwie nie wiem.

Brzmi jak coś, co powinno być podpisane przynajmniej Lennon-McCartney-Harrison, jeśli nie cała czwórka?

Jeff Lynne: Wydaje mi się, że tak właśnie będzie, ale nie mam pewności, więc nie chciałbym wyrokować.

Sesje odbywały się w „The Mill”, prywatnym studiu Paula?

Jeff Lynne: Tak.

Kto był realizatorem dźwięku?

Jeff Lynne: Geoff Emerick, asystował mu John Jacobs.

Zostałeś wprowadzony do projektu przez George’a. Czy Paul czuł się z tym w pełni komfortowo?

Jeff Lynne: Na początku było odrobinę dziwnie, bo nie znałem Paula zbyt dobrze. Spotkałem go kilka razy przez lata, ale nigdy nie spędzaliśmy ze sobą czasu. Przełamanie lodów zajęło nam pewnie z jeden dzień. Od tamtej pory zostaliśmy wielkimi przyjaciółmi. To naprawdę miłe, bo jak wspomniałem – wcześniej prawie go nie znałem, a teraz jesteśmy ze sobą dość blisko.

Od dawna miałem nadzieję, że wyprodukujesz coś dla niego. Czy to możliwe?

Jeff Lynne: Sądzę, że wszystko jest możliwe.

Nie dawał Ci żadnych sygnałów?

Jeff Lynne: Hmm... trochę o tym rozmawialiśmy, ale nic poważnego. Żadnych konkretów.

Opowiedz mi o sesjach do „Real Love”. Gdzie się odbyły?
Jeff Lynne: W tym samym miejscu.

Nad którym utworem pracowało się łatwiej?

Jeff Lynne: Chyba nad „Free As a Bird”. To była pierwsza rzecz, za którą się zabraliśmy, wszyscy byli niesamowicie podekscytowani. Poszło szybciej. „Real Love” to znacznie prostsza piosenka. Ale też wyszła świetnie. Nie powiedziałbym, że jeden utwór jest lepszy od drugiego, choć „Free As a Bird” jest prawdopodobnie głębszy i ma większy ładunek emocjonalny. Każdy z nich ma swoje zalety. Przepraszam, o co pytałeś?

O opisanie „Real Love”. Czy tam też jest solówka George’a? Czy dopisywaliście do niej tekst?

Jeff Lynne: Nie, tam tekst był kompletny. Są solówki i naprawdę piękne zagrywki (fills) George’a. Paul gra na kontrabasie – tym samym, który należał kiedyś do Billa Blacka [basisty Elvisa Presleya], to piękny, stary instrument z lat 50. W środku utworu jest solówka gitarowa.

Slide?

Jeff Lynne: Nie, tym razem nie. Ona tak jakby „wznosi się w górę”. To narastający motyw, bardzo dobry, grany w harmonii... po prostu się wspina.

Czy pracowaliście nad inną wersją „Real Love” niż ta, która została ostatecznie wydana?

Jeff Lynne: Tak.

Czy pracowaliście nad jeszcze innymi utworami poza tą trójką, o której wspomniałeś? W prasie pojawiały się doniesienia o „Grow Old with Me”.

Jeff Lynne: Nie. Były tylko te trzy.

Ile sesji poświęciliście temu trzeciemu utworowi [„Now and Then”]?

Jeff Lynne: To był właściwie jeden dzień – a konkretnie popołudnie – kiedy się nim bawiliśmy, bo brakowało tam wielu słów. Zrobiliśmy podkład, a raczej jego zarys, taką roboczą wersję, której nie skończyliśmy. Ustaliliśmy mniej więcej aranżację, ale przez goniący nas czas porzuciliśmy to na rzecz „Real Love”.

Czy jest szansa, że spotkacie się ponownie, by dokończyć ten utwór?

Jeff Lynne: Nigdy o tym nie rozmawialiśmy.

Czy możesz powiedzieć coś więcej o tej trzeciej ścieżce? Lennon grał tam na gitarze? Na pianinie? Znasz pochodzenie tej piosenki?

Jeff Lynne: Nie bardzo. Obawiam się, że nie znam historii żadnej z nich. W tej konkretnej było pianino. To był utwór w tonacji mollowej, konkretnie a-moll. Bardzo słodka piosenka. Bardzo mi się podobała i żałuję, że nie mieliśmy okazji jej skończyć. To był taki bluesowy rodzaj ballady.

I znów – odłożyliście ją, bo nie „składała się” tak łatwo jak pozostałe?

Jeff Lynne: Nie, muzycznie wszystko było w porządku. Po prostu tekst nie był gotowy – brakowało sporej jego części. Zapadła decyzja, by zająć się czymś kompletnym, co mogliśmy faktycznie zarejestrować na taśmie.

Chciałbyś, żebyście do tego wrócili i to skończyli?

Jeff Lynne: O, oczywiście, że tak.

Jaki był pierwotny cel tych sesji? Nagrać jeden lub dwa utwory i zobaczyć, co z tego wyjdzie, czy może od razu planowaliście cały album?

Jeff Lynne: Na początku kusiło nas, by myśleć o całej płycie, ale nigdy nie było takich planów. Kiedy robiliśmy ten trzeci utwór – a właściwie drugi, który stał się trzecim, nieskończonym – pojawiły się luźne rozmowy o nagraniu czegoś więcej. Ale czas na to po prostu nie pozwolił.

Wszyscy rozjechali się do innych obowiązków i projektów?

Jeff Lynne: Tak. I po prostu do tego nie doszło. Ale wiesz, te dwa, które skończyliśmy, są naprawdę dobre, więc jestem zadowolony.
Jak oceniasz szanse na to, że wszyscy spotkacie się ponownie przy podobnych projektach?

Jeff Lynne: Nie mam pojęcia.

Co było Twoim największym wyzwaniem jako producenta – technicznie i artystycznie?

Jeff Lynne: Technicznie musieliśmy się zmierzyć z nieprawdopodobnymi problemami. Nie chcę wchodzić zbyt głęboko w techniczne detale, żeby nie psuć magii. Wolałbym o tym porozmawiać, gdy wszystko już się ukaże. Ale było to bardzo trudne. Wymagało mnóstwa cierpliwości i ciężkiej pracy, żeby to w ogóle brzmiało.

Czy miałeś jakiś autorski trik, by poradzić sobie z konkretnym problemem?


Jeff Lynne:Zawsze stosuje się mnóstwo trików, takich rzeczy, których uczysz się z biegiem lat. Miałem już pewne doświadczenie techniczne w dogrywaniu ścieżek do istniejącego wokalu. Po śmierci Roya Orbisona jego żona, Barbara, chciała, bym dokończył nagranie, które zostawił – musiałem stworzyć cały podkład pod jego głos. To był wielki hit w Anglii, piosenka nazywała się „I Drove All Night”. Dzięki temu miałem wprawę w pracy nad materiałem, w którym wokalista nie może już niczego zaśpiewać ponownie. To była dla mnie wielka szkoła, która bardzo mi pomogła przy Beatlesach.

Czy ścieżka pianina Lennona została zachowana, czy ją usunęliście?

Jeff Lynne: O nie, musiała zostać. To było nagranie mono – głos i pianino były nierozerwalnie złączone na jednej ścieżce. Musiałem więc spróbować dopasować brzmienie pianina Johna do brzmienia instrumentu Paula i tak też się stało. Zrobiliśmy to głównie za pomocą korekcji barwy (EQ). Takich drobiazgów było mnóstwo – to przypominało układanie gigantycznych puzzli. To było doświadczenie nieporównywalne z niczym, w czym brałem udział wcześniej. Zresztą niewielu ludzi ma w ogóle okazję pracować z The Beatles.

Jesteś jednym z trzech producentów [obok George’a Martina i samych Beatlesów].

Jeff Lynne: To prawda. Jestem tym absolutnie zachwycony. To genialna sprawa.

Jak długo trwały te sesje?

Jeff Lynne: Praca nad każdą piosenką zajmowała pewnie około dwóch tygodni, może dwa i pół.

Czy George wspominał Ci, dlaczego zdecydował się wejść w ten projekt?

Jeff Lynne: Myślę, że oni wszyscy po prostu bardzo tego chcieli. Nie sądzę, by George miał inne zdanie. Tworzyli tę ogromną „Antologię” i chcieli zakończyć ją mocnym, pozytywnym akcentem – w przeciwieństwie do tamtego [oryginalnego] zakończenia, jakim było Let It Be. Chcieli znów stworzyć razem dobrą muzykę i po prostu dobrze się bawić. Zostawić przeszłość za sobą. I tak właśnie się stało. Podczas pracy mieliśmy mnóstwo śmiechu.

Czy podczas sesji zdarzało im się wpadać w tryb wspomnień?

Jeff Lynne: Tak, robili to. Dla mnie to było coś wspaniałego. Opowiadali o dawnych latach, o czasach Beatlesów, a ja po prostu tam siedziałem i słuchałem. Zawsze chciałem to usłyszeć. To było genialne – nie chciałbym nawet tego nagrywać, tej ich wspólnej paplaniny. To naprawdę zabawni faceci z Liverpoolu, mają kapitalne poczucie humoru.

Jakie to było uczucie, gdy wszyscy po raz pierwszy usłyszeliście wszystkie głosy razem?

Jeff Lynne: O ile pamiętam, byli pod sporym wrażeniem, gdy zdali sobie sprawę, że to naprawdę działa. Był taki moment – pracowaliśmy, pracowaliśmy bez przerwy i nagle utwór był w stanie, w którym można go było przesłuchać. W surowej wersji. Myślę, że naprawdę uderzyło ich to, jak dobrze to brzmi. Może „zadziwienie” to zbyt mocne słowo. Powiedziałbym raczej, że byli bardzo uradowani. Coś w stylu: „Wow, to działa!”. Cieszyli się z tego sukcesu tak samo jak ja. Byłem tam przecież w chwili, gdy ważyły się losy tego, czy ten eksperyment w ogóle się uda.

Czy George pracuje nad nowym albumem? Pomagasz mu w tym?

Jeff Lynne: Hmm... Myślę, że George zamierza zacząć pracę nad solową płytą i jeśli będę mógł, chciałbym ją z nim robić. Poprosił mnie o pomoc.

Czy możesz skomentować samą „Antologię”? Słyszałeś już pierwszy tom?

Jeff Lynne: Słyszałem różne fragmenty. Miałem to szczęście, że pewnego dnia pojechałem z Paulem do Abbey Road – George Martin miał akurat przygotowane nagrania wielośladowe (multitracks), ponieważ wraz z Geoffem Emerickiem robili remiksy niektórych taśm cztero- i ośmiośladowych. Słyszałem więc bardzo szczegółowe rzeczy, pojedyncze ścieżki i byłem zdumiony tym, co tam się znajduje. Na przykład hi-hat, bęben basowy, chórki i solówka – wszystko na jednej ścieżce [śmiech]. Powplatane w siebie na całej długości taśmy. To był genialny sposób zarządzania miejscem na nośniku. Słuchanie izolowanych dźwięków, które znało się od lat w pełnym miksie, było dreszczem emocji.

Które utwory najbardziej zaparły Ci dech w piersiach?

Jeff Lynne: Z mojego punktu widzenia najbardziej interesujący był fakt, że używali wtedy calowej taśmy czterośladowej. To oznaczało, że każda głowica miała szerokość ćwierć cala, co dawało fantastyczną jakość. Jak wiesz, zgrywali te cztery ścieżki na jedną ścieżkę kolejnego magnetofonu [tzw. bounce down]. Otóż z jakiegoś powodu zachowali wszystkie podejścia (takes) do Lucy in the Sky With Diamonds. Dzięki temu wciąż mają 12 odseparowanych ścieżek tego utworu! Mogą je teraz połączyć cyfrowo i stworzyć zupełnie nową wersję z 12 oryginalnych ścieżek, z których część wcześniej „ginęła” podczas zgrywania taśm. Możliwość odtworzenia miksu z 12 różnych śladów, czego wcześniej nie dało się zrobić, była fascynująca.

Czyli można zremiksować oryginalne utwory przy użyciu technologii cyfrowej…

Jeff Lynne: Nie, to nie ma nic wspólnego z „cyfrą” jako taką. Jedyną zaletą technologii cyfrowej jest to, że można nałożyć kod czasowy (timecode) i zsynchronizować te taśmy, bo one przecież „pływają”, nie mają stałego tempa. Dzięki temu ścieżki znów są odseparowane. Możesz usłyszeć każdy instrument oddzielnie.

Coś Cię szczególnie zaskoczyło?

Jeff Lynne: Cóż, są nagrania, na których słychać, że świetnie się bawią – wersje, które w pewnym momencie zmieniają się w kompletne szaleństwo. Jest mnóstwo zabawnych momentów, obok tych bardzo poważnych. Myślę, że to wszystko daje wgląd w to, co naprawdę działo się w studiu, w przeciwieństwie do tych wielkich, perfekcyjnie wykończonych płyt Beatlesów. Niektóre wersje są nieco bardziej „nieociosane” (ragged). Słuchasz tego i myślisz: „Wow, nie wiedziałem, że oni kiedykolwiek brzmieli w ten sposób”.

Więcej na temat Anthology:
2025-12-18: Prawdziwe święto dla fanów The Beatles: Wyciekły trzy unikalne dema z wczesnych lat 60.,
2025-11-26: Dziewięć odkryć z nowego, dziewiątego odcinka Antologii The Beatles,
2025-11-26: Dziesięć najlepszych utworów z nowej „Anthology 4” ,
2025-11-26: To miłość, która trwa wiecznie: Jak "Anthology" zdefiniowało historię The Beatles,
2025-11-26: The Beatles Anthology: nieudolnie sklejony „nowy odcinek” wydaje się kompletnie bezcelowy,
2025-11-26: Analiza odcinka Anthology 9. Uwaga! Zawiera spoilery,
2025-11-21: „To musi być ostatnia piosenka Beatlesów”. Kulisy nowego odcinka Antologii i pożegnalnego singla Czwórki z Liverpoolu,
2025-11-21: Gdzie jest „Carnival of Light”? Blaski i cienie jubileuszowej edycji Anthology,
2025-11-21: Zaginiony rozdział Beatlesów – kulisy wielkiego powrotu,
2025-11-20: Rozszerzona kolekcja "Anthology" to prawdziwa skarbnica Beatlesowskiego geniuszu,
2025-11-18: Jools Holland: Człowiek, który zadawał pytania,
2025-11-18: To było 30 lat temu… – nowy rozdział Antologii The Beatles,
2025-11-17: The Beatles Anthology – Nowy Odcinek – Pierwsze Spojrzenie!,
2025-11-11: Nowe Spojrzenie na Antologię w magazynie Uncut: The Beatles 30 Lat Później,
2025-10-24: Przedsmak „Anthology 4”: posłuchaj niepublikowanej wersji „I’ve Just Seen a Face”,
2025-10-24: Wczesne plany albumów Anthology,
2025-10-14: Czego możemy spodziewać się po zupełnie nowym, dziewiątym odcinku „Anthology”?,
2025-09-25: Ringo Starr opowiada o „rockandrollowym stylu życia”, sztuce i „Anthology 4” Beatlesów,
2025-08-27: George Harrison starł się z reżyserem „Antologii The Beatles” o „gównianą” scenę,
2015-11-21: The Beatles „Anthology 1” – 20 lat później. Najlepsze wczesne rarytasy Wielkiej Czwórki,
2007-01-04: Czy Paul dokonczy beatlesowską piosenkę "Now And Then",
2005-08-23: Now And Then - powrót Beatlesów po raz trzeci?,
2002-09-25: Premiera polskiej wersji Antologii,
1996-04-21: Beatlesi więksi...od The Beatles!,
1995-12-30: Jeff Lynne o kulisach powstawania „Beatles Anthology”,
1995-11-21: Recenzja "Anthology 1",
1995-07-10: Szkice Klausa Voormana do Anthology,
1995-03-31: Słynne zdjęcie The Threatles,
1995-03-29: Trzej Beatlesi w jednej kawiarni.,
1995-03-20: Prace nad piosenką Now and Then,
1995-02-06: Nagrywanie piosenki Lennona - Real Love,
1994-06-23: The Threetles nagrywają we Friar Park ,
1994-06-22: The Threetles nagrywają "Now And Then" w Młynie u Paula McCartneya,
1994-02-11: Historyczna sesja reaktywacyjna The Beatles,
1977-10-06: John nagrywa dema "Mirror Mirror (On The Wall)" oraz "Real Love".,

Dotychczasowe komentarze:

Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:

komentarz dnia 2026-01-01 09:08:05,
Komentarze mogą zamieszczać tylko redaktorzy serwisu. Pytaj admina joryk2@wp.pl