Aktualnosci roku 1973

7 gru W Anglii ukazuje się LP Paula McCartneya - Band On The Run
7 gru Ukazuje się singiel "Merry Xmas Everybody" grupy Slade
23 lis W Anglii ukazuje się LP Ringo Starra - Ringo
16 lis Premiera singla Johna Lennona "Mind Games / Meat City"
16 lis W Anglii ukazuje się płyta Johna Lennona - Mind Games
26 paĽ Ukazuje się singiel Paula McCartneya: Helen Wheels / Country Dreamer
19 paĽ Ukazuje się trzeci solowy singiel Ringo Starra "Photograph / Down And Out"
15 paĽ Rozpoczynają się pierwsze sesje nagraniowe do Rock'n'Roll
18 wrz Lennon wyprowadza się z domu od Yoko
1 wrz Rozpoczyna się sesja nagraniowa do albumu Band On The Run
25 lip George Harrison płaci milion funtów podatku za Concert For Bangladesh
10 lip City Hall, Newcastle-upon-Tyne
7 lip Odeon Cinema, Leicester
6 lip Odeon Cinema, Birmingham
5 lip Paul McCartney na premierze Live And Let Die
4 lip City Hall, Sheffield
1 lip Lennon rozpoczyna sesje nagraniowe do LP "Mind Games".
30 cze Singiel Give Me Love na pierwszym miejscu w USA
22 cze W Anglii ukazuje się LP George Harrisona - Living In The Material World
2 cze Ukazuje się trzecia płyta Budgie "Never Turn Your Back on a Friend"
2 cze Singiel My Love i album Red Rose Speedway numerem 1 na listach przebojów
1 cze W Anglii ukazuje się singiel Paula McCartneya "Live And Let Die" / "I Lie Around"
27 maj Cavern Club zostaje zamknięty na stałe.
27 maj Odeon Cinema, Hammersmith
26 maj Odeon Cinema, Hammersmith
25 maj Ukazuje się singiel Harrisona "Give Me Love (Give Me Peace On Earth)"
25 maj Odeon Cinema, Hammersmith
25 maj Ukazuje się pierwsza płyta Oldfielda - Tubular Bells
24 maj Green's Playhouse, Glasgow
23 maj Odeon Cinema, Edinburgh
21 maj Guildhall, Preston
19 maj University, Leeds
18 maj Empire Theatre, Liverpool
17 maj Występ Wings w Hard Rock w Manchesterze
16 maj Hard Rock, Manchester
15 maj Winter Gardens, Bournemouth
13 maj Capitol Theatre, Cardiff
12 maj The David Symonds Show
12 maj New Theatre, Oxford
11 maj Hippodrome, Bristol
4 maj W Anglii ukazuje się LP Paula McCartneya - Red Rose Speedway
19 kwi Ukazuje się płyta "The Beatles 1962-1966" znana jako The Red Album
19 kwi Ukazuje się płyta "The Beatles 1967-1970", znana jako Blue Album
16 kwi James Paul McCartney
6 kwi John Lennon o zerwaniu współpracy z Kleinem i reaktywacji The Beatles
1 kwi James Paul McCartney
24 mar W Anglii ukazuje się płyta Pink Floydów -The Dark Side of the Moon
24 mar Paul odrzucony przez Pink Floyd
23 mar W Anglii ukazuje się singiel Paula McCartneya "My Love / The Mess"
18 mar James Paul McCartney
15 mar James Paul McCartney (TV Special)
13 mar Wspólna sesja nagraniowa trzech Beatlesów
10 mar James Paul McCartney
8 mar Paul McCartney płaci grzywnę za hodowanie marihuany
3 mar Nagroda Grammy za album "The Concert For Bangladesh"
23 lut Ukazuje się singiel grupy Slade "Cum On Feel The Noize"
Klasyka rocka wydana w sierpniu:

1 Mack The Knife (Bobby Darin) (S - 1959)
1 Time (ELO) (LP - 1981)
2 Be My Baby (The Ronettes) (S - 1963)
3 Oh, Pretty Woman (Roy Orbison) (S - 1964)
7 Paranoid (Black Sabbath) (S - 1970)
10 Midnight McCartney ( Paul McCartney, John Pizzarelli) (cover - 2015)
12 Metallica (Metallica) (LP - 1991)
16 Those Were The Days (Mary Hopkins) (S - 1968)
18 We Love You / Dandelion (Rolling Stones) (S - 1967)
19 Pussy Cats (Harry Nilsson) (LP - 1974)
20 (I Can't Get No) Satisfaction (Rolling Stones) (S - 1965)
25 ...And Justice For All (Metallica) (LP - 1988)
28 Please Mr. Postman (The Marvelettes) (S - 1951)
31 Bad (Michael Jackson) (LP - 1987)

http://1.bp.blogspot.com/_g-tViu31MMs/TTYu9UW5h7I/AAAAAAAABxc/9jhhg1N00ug/s400/Lennon_Spector.jpg

Rozpoczynają się pierwsze sesje nagraniowe do Rock'n'Roll

1973-10-15,  autor: joryk  
[...powrót do newsów]

W połowie października 1973 r., studiach nagraniowych A&M Studios w Hollywood, California, rozpoczynają się pierwsze sesje nagraniowe do płyty Johna Lennona "Rock'n'Roll".
Realizatorem nagrań zostaje Phil Spector.

Sesja jest opisana w książce May Pang, ówczesnej towarzyszki życia Lennona.

- Nie będzie więcej niż ośmiu muzyków - oznajmił z wielką pewnością, gdyśmy jechali Bulwarem Zachodzącego Słońca.
- Zawsze, jak pracowałem z Philem, było najwyżej ośmiu.
Samochód wolno przebijał się przez zakorkowane popołudniowym ruchem miasto i mieliśmy czas gapić się na olbrzymie tablice sterczących obok Bulwaru reklam. Naśmiewaliśmy się z nich.
- Widzę oczyma duszy reklamę nowego albumu Johna Lennona - powiedziałam w pewnej chwili.
- Yoko jest przekonana, że koniec końców to będzie album tylko i wyłącznie Phila Spectora - odparł John.
Dotarliśmy wreszcie do A & M. Records, gdzie mieliśmy nagrywać, przejeżdżając przez bramę, minęliśmy kilku fanów, którzy pozdrawiali Johna. Był zakłopotany. Nie znosił, gdy nieoczekiwanie ingerowano w jego życie prywatne.
- Skąd wiedzieli, że tu będę? - pytał. - To kurewsko zadziwiające. Nic nie rozumiem.
Przy wartowni Elliot zakomunikował strażnikowi: - To John Lennon.
- Dokąd jedziecie? - spytał strażnik.
- T o J o h n L e n n o n - powtórzył Eiliot.
- Powiedz mu, że na sesję Spectora - wtrącił John, uświadamiając sobie, że najprawdopodobniej Spector poinstruował strażników, by nie wpuszczali nikogo, kto nie powoła się na jego nazwisko.
- Studio A - rzekł strażnik - na prawo.
Podniósł barierkę i wjechaliśmy na dziedziniec. Było tu pierwotnie Studio Charliego Chaplina; kompania płytowa zachowała oryginalne jednopiętrowe deskowane budynki z lat dwudziestych, pomalowane teraz ciemnoszarą połyskliwą farbą. Ich jednobarwne, niczym nieurozmaicone elewacje sprawiały osobliwe wrażenie - kazały myśleć o dekoracjach do filmu raczej, niż czymś istniejącym realnie.
- Bardzo hollywoodzkie - zawyrokował John, gdy wysiadł z auta i przyjrzał się starym, lecz świeżo odpicowanym budowlom. - Naprawdę cholernie hollywoodzkie.
Wkroczywszy do studia A, spostrzegliśmy Roya Gicalę i jego asystenta Jimmy`ego Lovine. Za perkusją zasiadał Jim Keltner. Studio, bardzo obszerne, przygotowano dla ośmiu muzyków. John pospieszył do reżyserki, by przywitać się z Royem i Jimmym.
- Tu pracujemy? - spytał. - Ktoś już jest?
Cicaia wzruszył ramionami. Był równie niedoinformowany jak my. John powiódł wzrokiem po wyposażeniu kabiny: stereofonicznych magnetofonach szpulowych, magnetofonie wielościeżkowym, konsoli mikserskiej - a potem wyszedł z reżyserki. W krótkich odstępach czasu do studia przyszli saksofonista i trębacz.
- Widzę, że będziemy dziś mieli nielichą sekcję dętą - zauważył John.
Zbliżyło się dwóch asystentów. Przedstawiwszy się i uścisnąwszy nam dłonie, jęli gapić się na Johna, próbując zarazem wszcząć z nim pogawędkę. W Nowym Jorku gapie zdarzali się niezmiernie rzadko. Jeśli ukochane dziecię producenta musiało zobaczyć, jak John nagrywa, szwarcowano je do studia, instruując, by siedziało w jakimś kątku jak mysz pod miotłą i nie odzywało się ani słowem. W LA, każdy małolat zachowywał się jak dawno utracony przyjaciel.
W międzyczasie przybywało coraz więcej gości, mieszało z już obecnymi, wychodziło... Zagadnęłam w tej kwestii asystentów studyjnych, ale odparli, że Spector i tylko Spector jest władny decydować o tym, kto może uczestniczyć w sesji, a kto nie.
- Tam jest Steve Cropper! - szepnął John. Uśmiechnął się do legendarnego gitarzysty z Memphis i widziałam, że jest zachwycony, mając Croppera na sesji. Muzycy kolejno zjawiali się w studio. John wypatrzył wśród nich Leona Russela, Barry'ego Manna, Jeffa Barry`ego, Pete'a Candoliego i Larry'ego Carltona. Wsparty o ścianę, nie mógł wyjść ze zdumienia grupą, jaką organizuje Spector. Był podniecony i nerwowy.
Potem przybył Jesse Ed Davis. Rozejrzał się wokół i powiedział do Johna:
- Wyglada na to, że będzie niezły bał.
Uśmiechał się złośliwie.
Nie minęło pół godziny, a w studio - przygotowanym dla ośmiu muzyków - tłoczyło się dwudziestu siedmiu... Byli hippisi i panowie w średnim wieku, legendy rock'n'rolla i wszędobylskie typy sesyjne w stylu L.A. łączyło ich jedno: nie mieli pojęcia, co jest grane.
- Gdzie jest Phil? - pytał bez przerwy John.
- Gdzie jest Phii? - powtarzali inni.
Wszyscy jednak orientowali się, że Phil - rozmiłowany w efektownych wejściach - nie pojawi się w studio dopóty, dopóki ekipa nie będzie w komplecie.
I rzeczywiście - gdy tylko przybył ostatni z muzyków, nagle wyłonił się Spector ze spluwą pod pachą. W ślad za nim kroczył jego nieodstępny goryl George. Spector pozdrowił wszystkich, a potem oświadczył:
- Przygotujmy wszystko.
Normalna procedura zakłada "przygotowanie wszystkiego" przed rozpoczęciem sesji. Nie traci się na to czasu studyjnego. Zastanawiałam się, gdzie byli asystenci Spectora. Jeśli taki jest początek, to produkcja całego albumu pochłonie fortunę.
- Phil nie ma żadnej May, która troszczyłaby się o szczegóły - powiedział do mnie John, obserwując, jak asystenci miotają się w poszukiwaniu dwudziestu siedmiu krzeseł i pulpitów.
- Nie zasługuje na nią - odparłam.
Ustawianie sprzętu trwało dość długo, nikt bowiem, prócz samego Spectora, nie miał pojęcia, co podczas sesji będzie grać każdy z dwudziestu siedmiu muzyków. W końcu orkiestra zasiadła na miejscach, a każdy z instrumentalistów dostał zapis nutowy swej partii. John, tylko wokalista, trzymał się na uboczu.
- Przelećmy to - rzekł Phil.
Ujął gitarę i zagrał Bonnie Moronie w możliwie najprostszy sposób. Bez żadnych grepsów. Kiedy skończył, milczał przez chwilę, a potem polecił:
- W porządku. Teraz wszyscy.
Wspólnie zagrano piosenkę w ten sam, bardzo prościutki, sposób. Niektórzy z muzyków patrzeli na siebie porozumiewawczo. Grywali już ze Spectorem i wiedzieli, że swoje czary-mary Phil odprawia w reżyserce, gdzie używając sprzętu studyjnego transformuje banalnie prostą wersję utworu, w coś, co brzmi nierównie bardziej podniecająco i bogato.
Muzycy, z kolei, którzy nigdy nie nagrywali pod batutą Spectora, spoglądali nań z zakłopotaniem; najwyraźniej oczekując instrukcji.
- Okay, to jest to - oświadczył Spector i pomaszerował do reżyserki, gdzie wdał się w namiętną dyskusję z oboma inżynierami. Po dwudziestu minutach wdrapał się na kolumnę głośnikową i kazał sekcji rytmicznej zagrać Bonnie Moronie. Siedmiu muzyków-trzech gitarzystów, dwóch perkusistów i dwóch pianistów - pracowało, podczas gdy dwudziestu, wśród nich John, siedziało bezczynnie. Sekcja rytmiczna powtarzała utwór wciąż od nowa. Grała przez trzy godziny. Jeden z kibicujących liczył, ale dał za wygraną po dziesięciu czy piętnastu powtórkach. Nie odtwarzano niczego, nikt nie otrzymywał żadnych instrukcji. Nie wyjaśniając swoich posunięć, utrzymując wszystkich w niepewności i traktując ludzi jak maszyny, Spector tworzył atmosferę powszechnego zakłopotania, którą on jeden mógł się do woli upajać. Nikt jednak nie narzekał.
Mityczny wymiar współpracy Johna ze Spectorem, a także talenty i sława zgromadzonych muzyków, składały się na jakość tak przytłaczającą, że wszyscy w studio wychodzili ze skóry, by stanąć na wysokości zadania.
Potem Spector zajął miejsce w reżyserce, by zakrzątnąć się wokół swej słynnej "ściany dźwięku", ci z instrumentalistów i personelu studyjnego, których szczególnie lubił, mogli przebywać w kabinie i obserwować mistrza przy pracy. Ci, co nie należeli do paczki Spectora, zostali wrzaskami przegnani z przybytku. John, zafascynowany techniką Spectora, obserwował w milczeniu. Wolno, metodycznie Phil czyścił brzmienie każdego z instrumentów sekcji rytmicznej, próbował dźwięku pełnego, potem suchego, rozważał, jaki efekt odpowiada mu najbardziej. Gdy w końcu decydował się na jakieś brzmienie, dodawał warstewkę echa, stosował echo zdublowane albo nawet potrójne, potem miksował wszystkie instrumenty i dodawał echo do całej tej kombinacji. Cały czas popijał brandy solidnymi łykami.
John też pociągnął raz czy dwa z flaszki, którą jeszcze przed wyjściem do studia wrzucił do torbaczka, utrzymując, że to środek na pewność siebie, ale, z pozoru, alkohol nań nie działał. Ścieżkę wokalną miano nagrywać jako ostatnią i John nie chciał stracić głosu.
Zaczęłam zastanawiać się, dlaczego Spector zatrudnił najlepszych muzyków, tylko po to, by kazać im grać w nieskończoność tę samą prostą partię. Wkrótce jednak pojęłam, że kolejne powtórki przynoszą nieuchronnie subtelne wariacje. I te właśnie niuanse służyły Spectorowi do budowy "ściany dźwięku".
Widząc, że kręcę nosem na widok tak wielu pałętających się bezczynnie muzyków, John wybuchł śmiechem. Wiedzieliśmy oboje, że w sytuacji bardziej konwencjonalnej ci instrumentaliści pracując przez trzy godziny nagraliby wszystkie swoje partie do całej płyty.
- Wyłącz już ten kalkulator w głowie - powiedział John ze śmiechem. - Liczą się efekty ostateczne.
W końcu Spector był usatysfakcjonowany sekcją rytmiczną. Zwołał sekcję dętą i kazał przegrać jej prosto zaaranżowaną partię. Potem poszedł do kabiny i zaczęła się kolejna seria powtórek. Trwała w najlepsze, gdy do studia wpłynęła Joni Mitchell. Nagrywała obok i postanowiła złożyć Spectorowi wizytę. Usiadła obok niego i patrzyła, jak pracuje. Od czasu do czasu spoglądała na Johna i obdarzała go rozmarzonym uśmiechem. Było jasne, że flirtuje z nim i Johna wprawiało to w zakłopotanie. A potem wszczęła ze Spectorem dyskusję na temat tego, co i jak robi, a także wyraziła opinię, że robi to niewła¶ciwie. Dyskusja przerodziła się w kłótnię i sesja utknęła w martwym punkcie. Wreszcie Joni Mitchell wyszła i wrócono do pracy.
Na koniec, o trzeciej rano, sześć godzin po rozpoczęciu sesji, wszyscy muzycy raz jeszcze zagrali wspólnie Bonnie Moronie, a Jon wykonał partię wokalną.
Podszedł do mikrofonu i oświadczył: - Śpiewam to dla May. Chodź tu, May, będę śpiewać dla ciebie.
Weszłam do kabiny i usiadłam obok Johna. Nawet nie pomyślałam o zaleceniach Yoko. Byłam zachwycona tym, że John śpiewa dla mnie.
- Kocham cię, May - powiedział John i założył słuchawki.
- Leci taśma - rzucił Spector.
John nagrał ścieżkę wokalną w niespełna pół godziny.
- Playback - zadysponował Spector.
Wszyscy słuchali w skupieniu. Ale byliśmy już wówczas tak wycieńczeni, że nawet kakofonia brzmiałaby w naszych uszach cudownie.
- Koniec sesji - rzeki Spector i pierwszą noc nagrań mieliśmy z głowy.


Wieczorem przyszedł do nas Spector, by popracować nad 'Angel Baby', piosenką, którą zamierzał nagrać podczas następnej sesji. Fakt, że nie chciał rozplanować z góry całego albumu i obrabiał jeden utwór po drugim, budził we mnie spore wątpliwości, ale John wykpiwał je. Lubił te nocne nasiadówki ze Spectorem i delektował się błazenadami Phila. Przed drugą sesję John znów napełnił swą flaszkę wódką. Popatrzył na mnie.
- Wiemy oboje, że nie potrzebujesz środków wzmacniających.
- Nie potrzebuję... ale wezmę na wszelki wypadek.
Gdy dotarliśmy do studia, panowała tam atmosfera nieco odmienna od tej, jaką zastaliśmy pierwszego wieczoru. Wyparowała tajemniczość i niepewność tamtej sesji, wszyscy wiedzieli, co się szykuje - długa, męcząca noc. Muzycy, pierwszego wieczoru chłodni i profesjonalni w stosunku do siebie, witali się jak starzy kumple z wojska, którym po wielu latach przyszło ruszyć na jeszcze jedną wojnę. Wszyscy byli rozluźnieni aż zanadto, aż przesadnie weseli...
Gdy zebrali się wszyscy muzycy, wkroczył Spector w towarzystwie George'a. Miał na sobie biały fartuch lekarski i stetoskop na szyi. Dobył butelkę Courvoisiera, łyknął sobie, a potem rabnął z pistoletu. Rozległy się wiwaty. Raz jeszcze nastąpił rytuał ustawiania krzeseł i pulpitów, po czym Spector przegrał Angel Baby i kazał to samo uczynić całej orkiestrze.
A potem poszedł do reżyserki, by rozpocząć katowanie sekcji rytmicznej.
Wiedząc, że potrwa to czas jakiś, pozostali muzycy wyszli do hallu. John i Jesse Ed Davis zasiedli nad flaszką wódki.
- Strzel sobie jeszcze jednego - powtarzał Jesse od czasu do czasu, a John nie odmawiał. Jesse był zafascynowany łatwością, z jaką może manipulować Johnem, John natomiast cieszył się, że znalazł kumpla, który z entuzjazmem zachęca do czynu tkwiącego w nim grzesznika. Potem puścili flaszkę w kurs. Inni muzycy wyciągnęli własne butelki. Popatrzyliśmy na siebie z Arlene - w powietrzu wisiały kłopoty.
Noc mijała, a Spector wciąż pracował z sekcją rytmiczną, która niszczała w oczach, była spragniona i znudzona.
- Jeszcze raz - rozkazywał Spector. - Jeszcze raz!
- Człowieku, dlaczego wezwał nas na siódmą? spytał Johna jeden z muzyków. - Już jedenasta, a myśmy jeszcze nie pograli. Siedzimy tu cztery godziny!
Nie masz pojęcia czym jest piekło, póki nie usłyszysz Angel Baby czterdzieści razy! Przez cały czas John i Jesse siedzieli w hallu racząc się gorzałką. Byłam coraz bardziej zdenerwowana. John podszedł do mnie, uśmiechnął się i pocałował mnie. Potem pocałował mnie mocniej i wsunął dłoń pod bluzkę.
- Nie pij więcej - poprosiłam, wyrywając się z jego uścisku.
- Niby dlaczego? Po prostu mantykuję z chłopakami. Nie lubisz jak mantykuję z chłopakami?
- Myślę, że powinniśmy wrócić do domu.
- Jeszcze nie nagrałem swojego wokalu.
- Proszę, wynieśmy się stąd.
- O nic się nie martw. Tylko zachowaj przytomność umysłu, żeby choć k t o k o I w i e k wiedział, co jest grane. Roześmiał się, pocałował mnie w brodę i pożeglował na powrót do Jesse'a.
Gdy zobaczyłam, że przyszła Joni Mitchell, wstałam i wróciłam do studia. John zrobił to samo. Żadne z nas nie miało na nią nastroju.

Spector pracował z sekcją instrumentów dętych. W pewnej chwili poderwał się z miejsca klarnecista. Spector wypadł z reżyserki.
- O co, kurwa mać, chodzi? - ryknął.
- Człowieku, spędziłem pięć godzin odwalając robotę na dwadzieścia minut - odparł muzyk.
- Co za płyty masz na koncie, człowieku? - warknął Spector. Tych tanich asów jazzowych jak Gil Evans? A wiesz, jakie płyty ja robiłem, człowieku? The Ronettes, The Crystals, Ike i Tina? A ty, co zrobiłeś człowieku?
Klarnecista odwrzasnął coś i przez dwadzieścia minut obaj obrzucali się zniewagami.
John zesztywniał. Nie znosił takich widowisk.
- Chodźmy - powtarzałam, ale upierał się, że zostanie. Czekał. Czekała również Joni Mitchell. Nie spuszczała wzroku z Johna.
W końcu John poszedł do reżyserki.
- Kiedy masz zamiar zabrać się za mnie? - zapytał Spectora.
- Zabiorę się, zabiorę - odrzekł Spector, nie zwracając na Johna najmniejszej uwagi.
- Zabierzesz się za mnie! - wrzasnął John. Złapał słuchawki i walnął nimi o konsolę. Pękły, a kawałki spadły na podłogę. Zapanowała chwila martwej ciszy. Wszyscy wpatrywali się w Johna i Spectora. Potem John wybuchł śmiechem i napięcie nagle wyparowało.
- No i po co to zrobiłeś? – warknął Spector. - Wszystko opóźniasz. Gdy zrobiły swoje instrumenty dęte i strunowe, Spector zwołał całą orkiestrę, a ja weszłam z Johnem do kabiny. Trzymałam go za rękę, gdy śpiewał Angel Baby. Znów wystarczyło kilka podejść. Po zamknięciu sesji u jęłam Johna pod ramię. Zataczał się z lekka, kiedy wychodziliśmy ze studia. Za drzwiami odwrócił się raptownie,
popatrzył obłędnie na Jesse'a, a potem rzucił się w jego stronę i pocałował go.
Jesse uznał to za wyjątkowo zabawne. Pochylił się i oddał Johnowi pocałunek. John zamachnął się i powalił Jesse'a na parking.
- Pedryl ! - wrzeszczał przy tym.
Nigdy nie widziałam Johna w takim stanie. Patrzyłam jak zahipnotyzowana. Jego oczy były tak zamglone, że z pewnością mnie nie dostrzegał. Pojęłam wówczas, że alkohol to jedyna rzecz zdolna przemóc jego pragnienie życia w wiecznej zależności od silnej kobiety. Było jasne, że żadna kobieta - nawet Yoko - nie potrafi zapanować nad nim, gdy jest pijany. Nie chciałam go puścić, choć byłam zupełnie roztrzęsiona.
Rozejrzałam się dokoła. Elliot nie czekał na nas. Spector i George podjechali nagle jednym samochodem, tuż za nimi Roy Cicala drugim.
- Ładuj się - powiedział Spector, wpychajšc mnie do wozu Roya.
Johna i Arlene umieścił w swoim.
- Chcę jechać z Johnem - zaprotestowałam.
- Ładuj się - rozkazał.
Rób jak mówi Phil - wybełkotał John.
- Nie, chcę jechać z Johnem.
- To krótka jazda - uciął Spector, zatrzaskując za mną drzwi. Wczesnym rankiem ulice były puste. Słyszałam, jak w samochodzie jadącym za nami, John drze się z całych płuc. Najpierw wrzeszczał "May". Potem wrzeszczał "Yoko". A wreszcie na zmianę "May...Yoko... May ...Moko".
Gdy dojechali¶my do domu, podbiegła do mnie Arlene.
- John zwariował - powiedziała. - Próbował wybić kopniakami okna samochodu. Jim Keltner chciał go przytrzymać, ale to było niemożliwe. Zobaczyłam, że John niepewnie gramoli się z wozu. Podbiegłam doń i otoczyłam go ramionami.
- Chodź do środka - powiedziałam.
- Taki chudzielec, a trudno uwierzyć, jaki silny - opowiadał Keltner. - Jestem dużo potężniejszy od niego i nie mogłem go utrzymać. Myślę, że nie da się go opanować.
- Powinniśmy położyć go do łóżka - powiedziałam.
- Jest zbyt schlany, żeby zasnąć - zaoponował Spector. - Trzeba go otrzeźwić. W innym wypadku alkohol pogłębi jego delirkę. W tym stanie jest zdolny do wszystkiego. Jesteś w wielkim niebezpieczeństwie. Nie rozumiesz? Musimy go otrzeźwić. Rób, jak mówię. Przygotuj kawę. Albo będziesz żałować. Zrobi ci krzywdę.
- Powinniśmy położyć go do łóżka - wrzasnęłam.
- Zrób kawę! - ryknął Spector.
Zrobiłam kawę, a Spector próbował wmusić ją w Johna.
- A co wy tu robicie, skurwysyny!? - krzyknął nagle John. Na cholerę was nie potrzebuję!
- Tylko spokój nas może uratować - odparł Spector. - Tylko spokój... Wypij jeszcze trochę kawy.
Choć Spector utrzymywał, że chce uspokoić Johna nim położy go do łóżka, wszystko, co robił, wywierało skutek wręcz przeciwny. Im więcej kawy pił John, tym stawał się bardziej kłótliwy i gwałtowny. Nagle dotarło do mnie, że Spector sprawuje nad całym tym nieszczęsnym epizodem kontrolę równie totalną jak ta, którą zagwarantował sobie w studio. Ten sam klimat wrogości, nieufności i absolutnego pandemonium poczynał panować w domu.
- Musimy wtaskać go na górę. Zaraz... trzeba natychmiast go położyć, nim kogoś uszkodzi. Łap go! - wrzasnął Phil.
George chwycił Johna za jedno ramię, Spector za drugie: Zaczęli ciągnąć go po schodach. Szłam za nimi.
- Nie idą za nami - oświadczył Spector dramatycznie. - Ten facet jest cholernie niebezpieczny. Trzymaj się z dala. Nie usłuchałam jednak. Weszli na górę i wprowadzili Johna do sypialni. Chciałam pójść w ich ślady, ale Spector zatrzasnął mi drzwi przed nosem.
Nagle usłyszałam skowyt Johna.
- Nic nie widzę! Oddaj mi okulary, ty żydowski skurwysynie! Nic nie widzę!
Waliłam gorączkowo w drzwi, próbowałam otworzyć je siła, ale ktoś trzymał je z drugiej strony.
- Co ze mną robicie? - wrzeszczał John. - Won!
Słyszałam dźwięki walki i pojęłam, że potrzebuję pomocy. Pobiegłam do telefonu.
- Do kogo dzwonisz? - krzyknęła Arlene z dołu. - Chyba nie na policję?
- Zwariowałaś? Do Tony'ego Kinga. Potrzebuję tu mężczyzny... mężczyzny, którego John zechce słuchać. Gdy wykręcałam numer, wrzaski Johna przybrały na sile.
Powiedziałam Tony'emu, że Spector i jego goryl są w sypialni Jon Johnem, że John wrzeszczy i że jak najszybciej potrzebuję pomocy.
Gdy odłożyłam słuchawkę, stałyśmy z Arlene, nasłuchując dobiegającego z góry hałasu. W końcu Spector i George zeszli po schodach.
- Coście mu zrobili? - zawołałam.
- Kopnał mnie - powiedział George.
- Zwiazaliśmy go - Spector wpatrywał się we mnie. - Był zbyt niebezpieczny. Związalismy go mocno, więc nie będzie mógł nikogo skrzywdzić. Ode¶pi to. Rozwiaż go rano. Chodźmy, George. Skierowali się ku drzwiom.
- Dobranoc - rzekł Spector. - A, nawiasem mówiac, czy to nie była bombowa sesja?
Gdy wyszli, przez kilka minut siedziałyśmy w milczeniu. Bałyśmy się wejść na górę. Potem usłyszałyamy krzyk Johna:
- Rozwiaż mnie, May, do cholery! Rozwiąż mnie, bo zobaczysz!
Darł się tak przez pięć minut. Nie wiedziałam, co robić. Chciałam mu pomóc, ale byłam po prostu ogarnięta panika. Potem usłyszałam, że John tłucze się po pokoju. Potem, że tłucze szkło. Uwolnił się jakoś i rozbił okna sypialni.
- Fung Yee - krzyczał - gdzie jesteś?
Chwiejnie wyszedł z sypialni i stanął u szczytu schodów. Nie miał na nosie swych okularów. Jego dłonie i stopy skrępowano krawatami, ale zdołał rozerwać więzy...
- Yoko! - wrzasnał. - Yoko! Ty skośnooka kurwo, chciałaś się mnie pozbyć. To wszystko przez to, że chciałaś się mnie pozbyć! Złaził po schodach.
- Yoko, zamierzam cię załatwić!
John ogarnięty był szaleństwem. Jego czoło pokrywał pot, z ust płynęła piana. Zaczął dygotać, jakby ogarniały go konwulsje.
- Yoko, spójrz, co ze mnie zrobiłaś - ryczał.
Próbował coś dojrzeć. Poniżony i znękany, pogrążał się w rozpaczy. Stał tak, nie wiedząc, co właściwie chce uczynić. Potem zaczął jęczeć jak zranione dzikie zwierzę. Patrzył w moją stronę, ale nie poznawał mnie. Nie miał pojęcia, gdzie jest.
- Yoko, załatwię cię - wył.
A potem zaatakował mnie obłąkańczo. Nie byłam tak przerażona nigdy w życiu.
- John! - krzyknęłam.
Odwróciłam się i wypadłam przez drzwi, za mną Arlene.
Gdy biegłam przez Stone Canyon Road, nadjechał Jeep i kierowca gwałtownie nacisnął na hamulec, by mnie nie potrącić. Uciekałam coraz dalej.

Więcej na temat Rock'n'Roll:
1974-10-21: Drugie podejście do nagrywania LP Rock And Roll,
1973-10-15: Rozpoczynają się pierwsze sesje nagraniowe do Rock'n'Roll,

Dotychczasowe komentarze:

Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:

komentarz dnia 2022-08-10 03:26:00,
Komentarze mogą zamieszczać tylko redaktorzy serwisu. Pytaj admina joryk2@wp.pl