„Świat twierdził, że nie żyję – i pod wieloma względami tak było”: Paul McCartney o straconych latach po Beatlesach
2025-11-02, autor: kasia
[...powrót do newsów]
W 1969 roku, gdy zespół uległ implozji, piosenkarz miał 27 lat, był w depresji i tonął w morzu prawnych oraz osobistych sporów. Nie umarł, jak głosiła plotka, ale zmagał się z problemami. Oto jego wprowadzenie do historii mówionej o tym, jak ucieczka rodziny na odległą szkocką farmę pomogła mu rozpocząć nowy etap bez Johna, George'a i Ringo.Najdziwniejsza plotka zaczęła krążyć akurat wtedy, gdy Beatlesi się rozpadali – mianowicie, że nie żyję. Słyszeliśmy ją już wcześniej, ale nagle, jesienią 1969 roku, podsycana przez pewnego DJ-a w Ameryce, nabrała takiej siły, że miliony fanów na całym świecie uwierzyły, że naprawdę odszedłem.
W pewnym momencie zwróciłem się do mojej nowej żony i zapytałem: „Linda, jak to możliwe, że nie żyję?”. Uśmiechnęła się, trzymając naszą nowo narodzoną córeczkę, Mary. Była równie świadoma siły plotek i absurdu tych niedorzecznych nagłówków gazet, co ja. Zwróciła jednak uwagę, że nie bez powodu pospiesznie wycofaliśmy się z Londynu na naszą odległą farmę w Szkocji – właśnie po to, by uciec od tego rodzaju złośliwego gadania, które pogrążało Beatlesów.
Ale teraz, gdy od tamtych prawdziwie szalonych czasów minęło ponad pół wieku, zaczynam myśleć, że plotki te były bardziej trafne, niż można było wówczas sądzić. Pod wieloma względami byłem martwy… 27-letni, wkrótce były Beatles, tonący w morzu prawnych i osobistych sporów, które wysysały moją energię i wymagały całkowitej życiowej przemiany. Zastanawiałem się, czy kiedykolwiek zdołam pójść dalej po tej niesamowitej dekadzie. Czy będę w stanie przezwyciężyć kryzysy, które zdawały się wybuchać codziennie?
Trzy lata wcześniej, za sugestią jednego z moich księgowych, kupiłem tę owczą farmę w Szkocji. W tamtym czasie nie byłem specjalnie zachwycony tym pomysłem – ziemia wydawała się naga i surowa. Ale, wyczerpani problemami biznesowymi i świadomi, że jeśli mamy założyć rodzinę, to nie pod wieczną obserwacją, jaką zapewniał Londyn, zwróciliśmy się do siebie i powiedzieliśmy: „Musimy po prostu uciec”.
Ta izolacja była dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy. Pomimo surowych warunków, szkocka okolica dała mi czas na tworzenie. Po raz pierwszy od lat poczułem się wolny.
Patrząc wstecz, byliśmy kompletnie nieprzygotowani na tę dziką przygodę. Było tak wiele rzeczy, o których nie mieliśmy pojęcia. Linda miała później napisać słynne książki kucharskie, ale na początku – czego jestem żywym świadkiem – nie była świetną kucharką. Ja też byłem kiepsko przygotowany do wiejskiego życia. Mój ojciec, Jim, który wciąż był w Liverpoolu, nauczył mnie wielu rzeczy, zwłaszcza jak dbać o ogród i kochać muzykę, ale kładzenie cementowej podłogi nie należało do nich.
Mimo to nie zamierzałem się zniechęcać. Sprowadziłem więc faceta z miasta, który nauczył mnie, jak mieszać cement, jak wylewać go fragmentami i jak go ubijać, by wydobyć wodę na powierzchnię. Żadna praca nie wydawała się ani zbyt mała, ani zbyt duża, czy było to ścinanie choinki z lokalnego lasu, zrobienie nowego stołu, czy wchodzenie na drabinę, by pomalować stary dach. Dużym wyzwaniem było strzyżenie owiec. Był tam facet o imieniu Duncan, który nauczył mnie używać staromodnych nożyc i sadzać owcę na zadzie. Mimo że byłem w stanie ostrzyc tylko 10 owiec w czasie, gdy on strzygł sto, pod koniec dnia obaj byliśmy wykończeni.
Czerpałem wielką satysfakcję z nauki tych wszystkich rzeczy, z dobrze wykonywanej pracy, z samowystarczalności. Kiedy o tym myślę, ta izolacja była dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy. Pomimo surowych warunków, szkocka sceneria dała mi czas na tworzenie. Dla naszego bliskiego kręgu stawało się jasne, że dzieje się coś ekscytującego. Stary Paul nie był już nowym Paulem. Po raz pierwszy od lat poczułem się wolny, wreszcie prowadząc i kierując własnym życiem. Paul McCartney
Ted Widmer (redaktor książki „Wings: The Story of a Band on the Run”, który przez dwa lata zbierał poniższe cytaty, niektóre z nowych wywiadów, a inne z archiwalnych taśm): High Park Farm była 183-akrową farmą owiec na półwyspie Kintyre w Argyllshire. Jesienią 1969 roku Paul i Linda pojechali tam ze swoimi córkami Heather i Mary. Była to ponura pora roku, ale być może właśnie to dodawało jej uroku, w czasie gdy Paul zmagał się z depresją.
Pewnego dnia ich prywatność została naruszona przez pisarza i fotografa z magazynu „Life”, którzy chcieli sprawdzić, czy Paul wciąż jest wśród żywych. Początkowo był zirytowany tym wtargnięciem i sfotografowano go, jak wylewa wiadro pomyj na nieproszonych gości. Ale potem zdał sobie sprawę, że lepiej udzielić przemyślanego wywiadu; nawet ogolił się do zdjęć. Aby rozwiać wątpliwości, Paul wyjaśnił swój punkt widzenia na Beatlesów i ich nadchodzący koniec. Co ciekawe, nikt nie zauważył, gdy przyznał: „Sprawa Beatlesów jest skończona”. A jednak było to powiedziane czarno na białym, gdy wywiad został opublikowany, z Paulem i jego rodziną na okładce. Kilka miesięcy później historia miała potoczyć się zupełnie inaczej.
Paul McCartney: Rozpad był jak wybuch bomby atomowej.
Klaus Voormann (muzyk): To było niemożliwe. Jeśli pomyślisz o ostatnich płytach – jak Abbey Road, to świetny album, bardzo profesjonalny, ma świetne piosenki, jest dobrze zagrany, ale zespołu już nie było.
Paul [w 1970]: Nie można winić Johna za to, że zakochał się w Yoko [Ono], tak samo jak nie można winić mnie za to, że zakochałem się w Lindzie. Próbowaliśmy jeszcze kilka razy pisać razem, ale myślę, że obaj zdecydowaliśmy, że łatwiej będzie pracować osobno.
Powiedziałem Johnowi przez telefon, że jestem na niego zły. Byłem zazdrosny o Yoko i bałem się rozpadu wspaniałej muzycznej współpracy. Zajęło mi rok, zanim zdałem sobie sprawę, że są zakochani.
Oto mój dziennik. Wrzesień 1969. Miałem tylko 27 lat. „To dzień, w którym John powiedział: ‘Chcę rozwodu’”. Dzień, w którym Beatlesi się rozpadli. Zdecydowaliśmy się utrzymać to w tajemnicy. Pamiętam tylko, że pomyślałem sobie: „O, kurwa!”.
Odejście z Beatlesów, lub to, że Beatlesi opuścili mnie, jakkolwiek na to spojrzeć, było bardzo trudne, ponieważ to była praca mojego życia. Kiedy to się skończyło, było jak: „O Boże, co teraz zrobimy?”.
Chris Welch (dziennikarz): To naprawdę tragedia, że rozpadli się właśnie wtedy. Gdyby kontynuowali, mieliby lepsze zarządzanie, lepsze systemy nagłośnieniowe i mogliby dawać niesamowite koncerty. Beatlesi na Glastonbury byliby wspaniali. Ale ich czas nadszedł. Musieli odejść.
Paul: Odejście z Beatlesów, lub to, że Beatlesi opuścili mnie, jakkolwiek na to spojrzeć, było bardzo trudne, ponieważ to była praca mojego życia. Więc kiedy to się skończyło, było jak: „O Boże, co teraz zrobimy?”. Prawdę mówiąc, nie miałem pojęcia. Były dwie opcje: albo rzucić muzykę i wymyślić coś innego, albo dalej robić muzykę i wymyślić, jak to zrobić.
Linda McCartney: Pamiętam, jak Paul mówił: „Pomóż mi zdjąć trochę tego ciężaru z moich pleców”. A ja na to: „Ciężaru? Jakiego ciężaru? Jesteście książętami tego świata. Jesteście Beatlesami”. Ale tak naprawdę Paul nie był w świetnej formie; dużo pił, dużo grał i, choć otoczony kobietami i fanami, nie był zbyt szczęśliwy. Wszyscy myśleliśmy: „Och, Beatlesi i siła kwiatów” – ale ci faceci mieli na plecach każdego pasożyta i sępa.
Mary McCartney: Mama i tata po prostu zwarli szeregi. Byli w stylu: „Kochamy się. Jedynym sposobem, by przez to przejść, jest ucieczka z Londynu, bycie totalnie na luzie i robienie czegoś przeciwnego do miejskiego życia. Powrót do podstaw. Strzyżenie owiec, zbieranie ziemniaków, jazda konna pośrodku niczego, chodzenie na plażę z dziećmi, po prostu bycie razem. Śpiewanie, tworzenie muzyki w pokoju na tyłach domu”.
Paul: Zostaliśmy wrzuceni w to nowe życie i musieliśmy po prostu wymyślić, co robić.
Stella McCartney (urodzona w 1971): Ten amerykański duch, który miała mama. Amerykanie są trochę bardziej pozytywni, w stylu: „No dalej, głowa do góry”.
Paul: Ale przez cały czas osobą, która nie poszła w tę stronę, była Linda. Ona jest po prostu tego rodzaju kobietą, która potrafiła mi pomóc przez to przejść. Stopniowo wszystko sobie poukładaliśmy.
Pamiętam, że każdego roku biuro kupowało mi choinkę. Pomyślałem: „Pójdę i sam ją kupię”. Z Beatlesami wszystko było robione za mnie. Kiedy zdajesz sobie sprawę, że tak żyjesz, nagle myślisz: „Tak, dawaj! Dawaj, życie, dawaj, naturo!”.
Stella: Kiedy stałam się nastolatką, nienawidziłam tam jeździć. Myślałam sobie: „O mój Boże. To jezioro. Ta skała. Czy mogę po prostu pojechać do Hamptons?”. A teraz, szczerze mówiąc, to są najlepsze wspomnienia dla nas wszystkich, które naprawdę nas jednoczą i sprowadzają do tego samego miejsca. Nasza rodzina ma ogromny szacunek do natury. To tak duża część tego, kim jesteśmy. A tam, w Szkocji, była ona w swojej najsurowszej formie, ze strumieniami i kijankami. I naprawdę widziało się pory roku, kwiaty, spadanie z koni i konieczność przedzierania się przez paprocie. I te zmysły, wiesz?
Paul: Wzięliśmy się do pracy, uprawiając pola, i wyhodowaliśmy przeróżne rzeczy w naszym ogrodzie warzywnym. Mieliśmy naprawdę niezłe rzepy. Nauczyłem się kilku sztuczek od mojego taty i jego kwiatów w naszym przydomowym ogrodzie, więc dobrze je wykorzystałem w Szkocji. I do dziś nie przestaje mnie to zadziwiać: wkładam nasiono do ziemi, przychodzi deszcz, żeby je podlać, słońce, żeby na nie świecić, potem coś rośnie i można to zjeść. To jest coś, za co zawsze możemy być wdzięczni.
Wróciliśmy do natury – a niebo jest tam wspaniałe. Nie było tam zbytnio na co wydawać pieniędzy, a nie mieliśmy ich wtedy dużo. Ale radziliśmy sobie i to było wspaniałe, to znajdowanie rozwiązań. Nie mieliśmy wanny. Ale obok naszej małej kuchni było miejsce, w którym rolnicy czyścili maszyny do dojenia. To była balia stojąca metr nad ziemią, wielka galwanizowana balia. Powiedziałem: „Powinniśmy napełnić ją gorącą wodą – będziemy mogli się wykąpać”. To były właśnie tego rodzaju rozwiązania.
Mary: Mama i tata mieli ogródek warzywny. Ja i Stella chodziłyśmy tam i podkradałyśmy groszek cukrowy, jedząc go na miejscu. Pamiętam, jak tata lubił obrać kawałek rzepy i mówił: „Spróbuj tego. To najsmaczniejsza rzepa, jaką kiedykolwiek jadłaś”. A my przewracałyśmy na niego oczami, myśląc: „Co do diabła!”. Ale teraz sama doszłam do wieku, w którym w pełni to doceniam. Wrócili do doceniania tego, co można nazwać prostszymi rzeczami w życiu, ale ja bym powiedziała, że ważniejszymi rzeczami w życiu.
Stella: Szkocja miała ogromny wpływ. Jako dzieci, było to dla nas najbardziej spokojne miejsce. Cała nasza piątka – bo James jeszcze się nie urodził – była tak odizolowana i staliśmy się bardzo zżytą rodziną. Mary i ja bardzo się wtedy zżyłyśmy, ponieważ byłyśmy w podobnym wieku, jeździłyśmy konno całymi dniami i gubiłyśmy się na wzgórzach. Dla mnie inspiracją modową z tamtego okresu było to, co było na farmie!
Bycie w trasie z Wings to był rock'and'roll. To wszystko było takie fajne – cekiny, aksamity, dżety, buty na koturnach, kuloty, wymieszane nadruki, aerograf, graficzne T-shirty. Ten styl był po prostu tak ikoniczny i stanowił absolutny kontrast do Szkocji, która oznaczała bycie na polach, z rodziną, w naturze, oraz dźwięki i zapachy, które się z tym wiązały. W Szkocji wszystkie zmysły były kompletnie przeciążone, ponieważ wokół wszystkiego było tak dużo przestrzeni i czasu. Można było naprawdę poczuć wszystko, co działo się wokół. W trasie wszystko było takie chaotyczne. Przenosiłeś się z autobusu do samolotu, na scenę, na koncert, za kulisy i gdziekolwiek indziej. To był ciągły ruch.
Paul: Skończyło się na tym, że zrobiłem stół, co było bardzo satysfakcjonujące. Miałem w szkole zajęcia z drewna. Zapytaj większość dzieciaków z tamtej epoki, a powiedzą, że zajęcia z drewna były ulubioną lekcją. Zdecydowałem, że zrobię go bez gwoździ, tylko na klej. Narysowałem go, zrobiłem szkice, jak ma być szeroki i jak nogi będą pasować. Kiedy byłem w szkole, w Liverpool Institute, mieliśmy lekcje obróbki drewna, które wielu z nas lubiło. Pamiętałem kilka rzeczy, jak zrobić łączenie na jaskółczy ogon. Pomyślałem: „Wiem, jak to zrobić”. Przez następnych kilka miesięcy pojechałem do miasta i kupiłem sobie dłuto i młotek.
Miałem więc całą konstrukcję, ale to wciąż były deski, stojące w kącie kuchni. Nie odważyłem się spróbować tego złożyć. Ale kupiłem klej do drewna, Evo-Stik, podobno mocny klej. Pewnej nocy po prostu zebrałem się na odwagę i pomyślałem: „Do dzieła”. Na samym końcu, pod stołem, musiała znaleźć się poprzeczna belka. I nagle pomyślałem: „O mój Boże, nie pasuje”. Ale jakoś to wpasowałem. Odwróciłem go do góry nogami i wtedy pasowało. Mam pomysł, jak coś zrobić, a potem wystarczająco dużo pasji, by to zrealizować. A stół nadal stoi.
Chris Welch: Paul miał dwóch wielkich sojuszników, gdy wrócił po Beatlesach i wyruszył w nową muzyczną karierę. Jednym z nich była oczywiście Linda. A drugim była czysta kartka papieru, na której mógł zapisywać wszystkie pomysły na nowe piosenki. To były siły napędowe Paula: czysta kartka i Linda.
Paul: Trwałem w zawieszeniu, zastanawiając się, czy Beatlesi kiedykolwiek wrócą do siebie, i mając nadzieję, że John może się opamięta i powie: „W porządku, chłopaki, jestem gotów wrócić do pracy”. W międzyczasie zacząłem szukać czegoś do roboty. Posadźcie mnie z gitarą i pozwólcie mi działać. To jest moja praca.
Michael McCartney (młodszy brat Paula): Kochanie żony, a potem posiadanie dzieci – to jest inna forma „Beatlesów”.
Chris Welch: To Linda zachęciła go, by wrócił, zaczął tworzyć muzykę, a później założył zespół Wings. Zrobił najlepszą możliwą rzecz, czyli zaczął pisać piosenki o rzeczach, które go pociągały, czy to były głupie piosenki o miłości, czy rock'and'roll. Chciał eksperymentować i mieć swobodę robienia tego, na co miał ochotę. Rzeczy z życia codziennego. Gotowanie. Robienie śniadania.
Paul: Czasami dajesz radę po prostu dlatego, że musisz. Dla mnie to było: „Cóż, lubię muzykę. Co zamierzam robić?”. Więc postawiłem w domu czterościeżkowy magnetofon i zacząłem po prostu robić różne rzeczy. Siadywałem w domu z gitarą. Z tego zacząłem pisać; po prostu tworzyć utwory instrumentalne. To coś, co lubię robić do dziś.
Tak to się zaczęło: tylko ja w salonie w domu, z magnetofonem. Nie starałem się osiągnąć popularnego sukcesu. Robiłem to po prostu dla zabawy… To oznaczało, że się nie poddałem. To była jakaś ciągłość. Naprawdę nie myślałem, że to będzie album. To byłem po prostu ja, nagrywający dla samego nagrywania. Wstawałem, myślałem o śniadaniu, a potem szedłem do salonu, żeby nagrać kawałek. Duch tamtych czasów był taki: zrób to sam, zachowaj prostotę, nie przesadzaj. Zrobiłeś Beatlesów, zrobiłeś A Day in the Life, zrobiłeś Sgt Pepper. Teraz wróć do podstaw.
Dla Maybe I’m Amazed [piosenka z jego solowego debiutanckiego albumu McCartney z 1970 roku] wszedłem do studia. Próbowałem ubrać w słowa, jakie to uczucie być młodym żonatym człowiekiem, który rozpoczyna życie z tą uroczą dziewczyną, której jeszcze tak naprawdę nie znałem, ale właśnie ją poznawałem. Było więc uczucie zdenerwowania. Może boję się tego? Co jest prawdą. Cała ta sprawa jest przerażająca, kiedy się w kimś zakochujesz. Są dwie strony. Tak, to jest błogostan. Ale jest też ta przerażająca strona. Więc to właśnie próbowałem zrobić.
Po prostu poskładałem to do kupy. Zagrałem na pianinie, perkusji i solo na gitarze, na basie. Potem zrobiliśmy trochę harmonii, a Linda była bardzo dobra, dzięki jej szkoleniu w chórze. Robiliśmy to dla zabawy w domu, śpiewając jak Patience i Prudence [dwie amerykańskie siostry, które tworzyły duet wokalny aktywny w latach 1956-1964]. Rozdzielaliśmy się na te dwa głosy. Opracowywaliśmy, jak to zrobić. Więc Maybe I’m Amazed to byłem ja, zdumiony i jednocześnie przestraszony byciem dorosłym w małżeństwie po raz pierwszy w życiu.
Zredagowany fragment książki „Wings: The Story of a Band on the Run” autorstwa Paula McCartneya ukazał się w sobotnim wydaniu The Guardian. Książka pojawi się w sprzedaży 4 listopada.
Więcej na temat Wings: The Story of a Band on the Run:
2025-11-04: Dlaczego mylicie się w ocenie Wings Paula McCartneya - recenzja Telegraph,
2025-11-02: „Świat twierdził, że nie żyję – i pod wieloma względami tak było”: Paul McCartney o straconych latach po Beatlesach,
2025-10-23: Paul McCartney: „Trząsłem się, nie mogąc podnieść głowy z poduszki” - fragmenty książki "Wings: the Story of a Band on the Run",
2025-02-27: Będzie nowa ...książka Paula McCartneya "Wings: The Story of a Band on the Run",
2025-11-04: Dlaczego mylicie się w ocenie Wings Paula McCartneya - recenzja Telegraph,
2025-11-02: „Świat twierdził, że nie żyję – i pod wieloma względami tak było”: Paul McCartney o straconych latach po Beatlesach,
2025-10-23: Paul McCartney: „Trząsłem się, nie mogąc podnieść głowy z poduszki” - fragmenty książki "Wings: the Story of a Band on the Run",
2025-02-27: Będzie nowa ...książka Paula McCartneya "Wings: The Story of a Band on the Run",
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
