"Revolver" The Beatles ma 50 lat. Ach, spójrz na wszystkich tych samotnych ludzi
2016-08-13, autor: joryk
[...powrót do newsów]
Przedstawiamy artykuł Macieja Hena zamieszczony w Gazecie Wyborczej.Uwaga, John, Paul, George i Ringo odbezpieczają rewolwer. 14 strzałów, wszystkie będą celne. Niech zawrzaśnie gitara, niech załomoczą gary (a czasem i sitary), niech kopnie bas.
Ukazał się równo pół wieku temu, 5 sierpnia 1966 roku. I odtąd nic nie było takie jak przedtem. Był siódmym albumem Beatlesów, ale każdy, kto choć pobieżnie zapozna się z ich dorobkiem - prawie dziesięć godzin słuchania - zauważy od razu, że można go podzielić na dwa okresy: przed nim i po nim. Niczego nie ujmując wczesnym płytom czwórki z Liverpoolu, to właśnie ten drugi okres sprawia, że nazwę The Beatles wymawiamy jednym tchem z nazwiskami Chaplina czy Picassa.
***
"Revolver" wyszedł cztery miesiące po "Aftermath", czwartym albumie The Rolling Stones, który wraz z singlem "Paint It Black" ostatecznie ugruntował pozycję Stonesów jako równorzędnych rywali Beatlesów. Ci, oczywiście, czuli na karku oddech Micka Jaggera i Keitha Richardsa i przez chwilę rozważali nawet, czy swojej nowej płyty nie zatytułować przekornie "After Geography" . Przyjęty ostatecznie tytuł "Revolver" nawiązywał nie tylko do tego, że album miał być "wystrzałowy", ale i do prostego spostrzeżenia, że płyta się obraca - revolves - na tarczy gramofonu.
Beatlesom deptali po piętach nie tylko Stonesi - za nimi ciągnął cały peleton: The Who, The Kinks, The Yardbirds, Donovan; także za oceanem świeżo ukazały się przełomowe płyty: Simona & Garfunkela, The Mamas & the Papas, The Beach Boys, Dylana, The Lovin' Spoonful - a w Nowym Jorku Linda Keith, dziewczyna Keitha Richardsa, właśnie zwróciła uwagę na talent młodego czarnoskórego gitarzysty nazwiskiem Jimi Hendrix.
W takim kontekście powstawał "Revolver". Lecz gdy dziś, po upływie pół wieku, sięgamy po tę płytę, broni się ona sama i sama stwarza dla siebie kontekst. A ja spróbuję ją teraz państwu opowiedzieć.
Posłuchajmy więc.
***
Odkaszlnięcie do mikrofonu... Powolne, błazeńskie odliczanie... I lecimy na całego: "Taxman"! Śpiewa George Harrison, raz po raz wypuszczając ze swego stratocastera ostre, synkopowane akordy, co brzmi, jakby przykładał do strun tarczę szlifierki. Do tego uporczywy, bulgocący motyw basu Paula McCartneya. I za chwilę tegoż McCartneya wściekła szarża na przesterowanej gitarze, brzmiącej tu trochę jak egzotyczna piszczałka. Cóż, zdarzało się już nieraz, że Paul przejmował z rąk George'a gitarę prowadzącą, ale żeby w jego własnej piosence? Harrison mógł się jednak pocieszać tym, że oto po raz pierwszy w historii The Beatles nowy album otwiera właśnie jego kompozycja. "Ja wam powiem, jak to będzie - jeden dla was, dziewiętnaście dla mnie!".
Ciekawe, swoją drogą, co w ogóle Beatlesi mieli do fiskusa, że zaczęli płytę od takiej ociekającej żółcią satyry na przedstawiciela urzędu skarbowego. To prawda, że jak się zastanowić, Harrison musiał wtedy zarabiać o wiele mniej niż Lennon i McCartney, gdyż miał na koncie dopiero pięć piosenek, które mozolnie torowały sobie drogę do świadomości słuchaczy. I kiedy wreszcie tantiem zaczęło spływać trochę więcej, mogło się nagle okazać, że George właśnie przekroczył najwyższy próg podatkowy i faktycznie fiskus odbiera mu 95 procent dochodów. Nie bierzmy mu więc za złe jego rozgoryczenia.
Tym bardziej że następna piosenka, rozpoczynająca się chóralnym refrenem: "Ach, spójrz na wszystkich tych samotnych ludzi!" , wprowadza nas w zupełnie inny nastrój. Jedno z największych arcydzieł w całym dorobku Beatlesów, "Eleanor Rigby", właściwie nie jest piosenką rockową. Chyba że uznamy, że tak jak jazzem jest każda muzyka, którą grają jazzmani, tak i wszystko, co grają albo przynajmniej śpiewają rockmani, to rock. Bo gitar ani perkusji w "Eleanor Rigby" nie ma i w ogóle żaden z Beatlesów nie gra tu na żadnym instrumencie. McCartney śpiewa, a w refrenie wtórują mu Lennon i Harrison. Instrumentalnie całość aranżacji tworzą smyczki siekające takt ostrym staccato - podobno pod wpływem muzyki Bernarda Herrmanna do "Psychozy" Hitchcocka.
Dziwna była historia z personaliami tytułowej bohaterki. McCartney był długo przekonany, że imię dla niej zapożyczył od aktorki Eleanor Bron, która partnerowała Beatlesom w filmie "Help!", a nazwisko wziął z szyldu pewnego sklepu z alkoholami w Bristolu. Po wielu latach ktoś odkrył, że na cmentarzu przy liverpoolskim kościele św. Piotra, przed którym John i Paul poznali się podczas festynu 6 lipca 1957 roku, znajduje się nagrobek niejakiej Eleanor Rigby, zmarłej w 1939 roku.
McCartney sam napisał pierwszą zwrotkę, a reszta tekstu jest dziełem zbiorowym. Słowa refrenu podrzucił Harrison. To, że ksiądz McKenzie "pisze kazanie, którego nikt nie wysłucha" i "wieczorem, gdy nikogo nie ma, ceruje skarpetki", było pomysłem Ringo Starra. Pete Shotton, kolega szkolny Lennona, zasugerował, żeby tenże ksiądz poprowadził ceremonię pogrzebową Eleanor Rigby. Po latach Lennon przypisywał sobie autorstwo przynajmniej połowy tekstu, natomiast McCartney oceniał jego udział na 20 procent. Cóż, potwierdza się, że sukces ma wielu ojców.
Z zadumy nad losem wszystkich samotnych ludzi wyrywa nas ostre szarpnięcie strun gitary akustycznej Lennona otwierające mikrokosmos "I'm Only Sleeping". O "Revolverze" mówi się, że to pierwszy album psychodeliczny. Z tego, co wiemy, rzeczywiście w tym czasie Beatlesi byli zafascynowani różnymi sposobami na poszerzenie świadomości i aluzje do tego - nie zawsze czytelne dla nas - można odnaleźć na płycie. Przede wszystkim jednak tym, co hipnotyzuje, oszałamia i wprowadza słuchacza w jakiś inny stan, jest sama muzyka, sama poetyka tekstów i surrealistyczne zbitki różnych światów dźwiękowych.
Treść "I'm Only Sleeping" można odnieść po prostu do powszechnie znanego faktu, że Lennon był strasznym śpiochem. Jego głos, mimo dość żwawego tempa, sprawia tu wrażenie, jakby ktoś śpiewał przez sen. Do tego chórki gruchające jak gołębie za oknem i zamaszysta sekcja rytmiczna z ciężkimi bębnami i rozkołysanym basem. Kulminacją jest solówka gitary elektrycznej puszczona do tyłu. Harrison siedział nad nią podobno wiele godzin, kombinując, jak ma zagrać, żeby przy odtworzeniu taśmy wstecz powstał zadowalający efekt.
A teraz zanurzmy się w duszną, zmysłową atmosferę "Love You To", drugiej już na płycie piosenki Harrisona. George gra tu na sitarze, instrumencie, który pół roku wcześniej bodaj jako pierwszy wprowadził do zachodniej muzyki w nagraniu "Norwegian Wood" Lennona. Tym razem jednak sitar jest czymś więcej niż tylko atrakcyjnym dodatkiem. "Love You To" jest w całości utrzymane w konwencji muzyki indyjskiej, chociaż George nie zawahał się uzupełnić tradycyjnego instrumentarium sfuzzowaną gitarą elektryczną. Towarzyszy mu Anil Bhagwat na tabli - parze indyjskich bębnów o modulowanym brzmieniu - oraz Ringo na tamburynie i Paul w chórkach. Jakkolwiek by się to wydawało dziwne, ta prawie nieprzetworzona muzyka konserwatywnych Indii idealnie harmonizuje z wymową tekstu, który zawiera już wszystkie motywy rodzącej się hipisowskiej kontrkultury: afirmację seksu, wezwanie do odrzucenia sztucznych zahamowań moralnych, refleksję nad przemijalnością tego, co materialne, i poszukiwanie jakiejś innej, transcendentalnej perspektywy.
Jeśli mimo wszystko zmęczyła nas mroczna ekspresja i ascetyczna harmonia "Love You To", oto spieszy z odsieczą Paul McCartney z "Here, There and Everywhere". To jedna z najsłodszych piosenek, jakie napisał, i jedna z najsłodziej zaśpiewanych, co nie zmienia tego, że też jedna z najpiękniejszych. On sam zalicza ją dziś do swoich największych osiągnięć kompozytorskich i, żeby nie było wątpliwości, równie dobrego zdania był o niej John Lennon. Wokal Paula wspiera tu miękki trzygłosowy chórek, trochę w tym stylu, co w "I'm Only Sleeping". Do tego pulsujący bas, gitara punktująca rytm jasnymi plamami akordów, bezbłędny jak zwykle Ringo i wreszcie gitara solowa George'a, w dawce minimalnej, ale jakże smakowitej.
Trochę się rozkleiliśmy, lecz oto dziarsko wynurza się z odmętów "Yellow Submarine" . Tę piosenkę w zasadzie wszyscy, starsi i młodsi, dobrze znamy, ale spróbujmy mimo to wsłuchać się na nowo w ten wysmakowany koktajl brzmień gitarowych i perkusyjnych, efektów dźwiękowych, gwarów, pokrzykiwań - i rozczulającego śpiewu Ringo Starra. McCartney skomponował "Yellow Submarine" specjalnie dla niego, biorąc pod uwagę jego ograniczone możliwości wokalne. W zamyśle miała to być bezpretensjonalna pioseneczka dla dzieci, ale magia talentu Beatlesów sprawiła, że wyszło coś więcej - optymistyczna szanta eksploratorów niezbadanych głębin ludzkiego umysłu. Słowa "sky of blue and sea of green" podrzucił Donovan, a któż tam nie śpiewa w chórze - wokalistka i muza Micka Jaggera Marianne Faithfull i współzałożyciel Stonesów Brian Jones; żona Harrisona Patti Boyd, "piąty Beatles", producent George Martin i ich niezastąpiony menedżer Brian Epstein; Mal Evans, prawa ręka zespołu, z przewieszonym na brzuchu wojskowym tarabanem maszerował na czele śpiewającego korowodu dookoła studia...
***
No dobrze, ale gdzie jest prawdziwe rockowe łojenie? Ależ służę uprzejmie, niech zawrzaśnie gitara, niech załomoczą gary, niech kopnie bas. "She Said, She Said" - napisał i śpiewa John Lennon. Szlagwort tej piosenki - "wiem, jak to jest nie żyć" - jest echem dawnej rozmowy z Peterem Fondą, który na jakiejś imprezie zaprawionej LSD zwierzał się znajdującemu się pod wpływem tej substancji Lennonowi, że w dzieciństwie wskutek nieszczęśliwego wypadku z bronią był bliski śmierci. W nagraniu nie brał udziału McCartney - akurat tego dnia pokłócił się z kolegami i wyszedł ze studia. W rezultacie na basie gra Harrison - aż nie do wiary, tak bardzo McCartneyowski jest ten bas! - i, rzecz jasna, to także on rozrabia na gitarze solowej. To zaś, co Ringo wyczynia na perkusji, znawcy zaliczają do jego szczytowych osiągnięć i zresztą szczytowych osiągnięć rockowej sztuki perkusyjnej w ogóle.
Jeśli mamy płytę na winylu, teraz właśnie jest pora odwrócić ją na drugą stronę. Miarowe uderzenia fortepianowego basu, do nich dołącza rozpędzony jak Tuwimowska lokomotywa werbel i nagle wkracza chór na trzy głosy - George, John i Paul: "Good Day Sunshine!". To refren. W zwrotkach, utrzymanych w konwencji wodewilowego boogie-woogie, już tylko sam Paul - śpiewa, gra na fortepianie i gitarze basowej - a towarzyszy mu jedynie perkusja Ringa. Ale nie zapominajmy o fortepianowej solówce George'a Martina z efektownym tremolo a la Jerry Lee Lewis.
O "And Your Bird Can Sing" Lennon po latach wyrażał się lekceważąco: "Jeden z moich produktów jednorazowego użytku... wykwintnie opakowane puste pudełko". Skoro tak, to nie będziemy się spierać; przejdźmy dalej.
Tym bardziej że o następnym z kolei "For No One" McCartneya tenże Lennon mówił: "To jeden z moich ulubionych jego utworów. Kawał dobrej roboty". Pod wrażeniem filmu Johna Schlesingera "Darling" McCartney spróbował uzyskać w piosence podobny efekt beznamiętnej, wolnej od romantycznych uniesień relacji z rozpadu związku dwojga ludzi. Emocje są tu ukryte, można powiedzieć: przemycone, tak jak przemycona jest pojedyncza nuta bluesowa w całości utrzymanej muzycznie w estetyce klasycyzmu, z niewielką domieszką baroku. Kiedy jednak w końcowych linijkach Paul śpiewa o "miłości, która miała trwać całe lata", wiemy, że ta miłość musiała być tak piękna jak solo Alana Civila na waltorni. Paul gra na klawikordzie, fortepianie i gitarze basowej. Towarzyszy mu dyskretnie Ringo.
Wieść gminna głosi, że pierwowzorem Doktora Roberta z piosenki pod tym samym tytułem był pewien lekarz, znany wśród bohemy, który na życzenie dawał zastrzyki z amfetaminy. Jednak słowa mówią tylko o tym, że Doktor Robert pomaga pacjentom i - co ważne - pracuje w publicznej służbie zdrowia, toteż idąc do niego na wizytę, nie trzeba brać ze sobą pieniędzy. (Swoją drogą, to chyba znaczy, że utrzymuje go ten okropny fiskus, nieprawdaż?). Muzycznie punktem wyjścia jest tu klimat zbliżony do brzmienia wczesnych Beatlesów, tych sprzed "Revolvera" , przełamany nagle przez orientalnie jękliwą gitarę Harrisona, która wprowadza przejście z anielskimi chórkami ("No i proszę, no i proszę, już ci dobrze"), z towarzyszeniem fisharmonii i gitary pobrzękującej monotonnie jak dzwon w wiejskim kościele.
Teraz kolej na "I Want To Tell You", trzecią już na płycie piosenkę autorstwa Harrisona - rekord! - z desperacko pnącą się w górę kanciastą, najeżoną dysonansami linią melodyczną, wspartą jeszcze wyższymi głosami Johna i Paula. George po latach podkreślał z dumą, że jako pierwszy z Beatlesów wykorzystał tu akord, po który trzy lata później sięgnął Lennon w swoim wielkim "I Want You (She's So Heavy)" - to ten, który sadystycznie drażni nasze uszy w partii fortepianu granej przez McCartneya.
W jego własnej piosence "Got to Get You into My Life" melodia zwrotki trochę za bardzo jak na mój gust przypomina "Oh My Darling Clementine". Trzeba jednak docenić odwagę refrenu, wykrzyczanego na praktycznie jednej, ostrej, bluesowej nucie, i udane nawiązanie do brzmienia soulowej wytwórni Tamla Motown.
***
I tak aniśmy się obejrzeli, dochodzimy do finału. "Tomorrow Never Knows", ostatni utwór na płycie, był nagrany jako pierwszy i w widoczny sposób odcisnął swoje piętno na prawie wszystkich pozostałych. Jest to, można powiedzieć, prawdziwy manifest programowy psychodelii. Tekst nawiązuje do dziełka Timothy'ego Leary'ego, głośnego propagatora LSD, "The Psychedelic Experience - A Manual Based on the Tibetan Book of the Dead" . Śpiewane przez Lennona słowa: "Wyłącz umysł, odpręż się i pozwól, by unosił cię nurt", są zaczerpnięte wprost z tej książki. Harrison, który poważniej, może nawet trochę za poważnie interesował się filozofią Wschodu, wyznał po latach, że nie jest pewien, czy John dobrze rozumiał, co właściwie śpiewa w tej piosence.
To możliwe, ale zupełnie nie wpływa na odbiór uroczystej, fanfarowej melodii zaśpiewanej tak, jak tylko Lennon potrafił. Podobno przed wejściem do studia tłumaczył inżynierowi dźwięku Geoffowi Emerickowi, że chciałby zabrzmieć jak stu mnichów buddyjskich intonujących modły ze szczytu niebotycznej góry. I całkiem serio proponował, że mógłby zaśpiewać podwieszony za nogi na linie, wirując wokół mikrofonu. W nagraniu słychać cały katalog środków wyrazu charakterystycznych dla "Revolvera" - minimalistyczną, quasi-indyjską harmonię, solówki gitarowe puszczone tyłem naprzód, efekty dźwiękowe i urywki gotowej muzyki nałożone z rozmysłem atonalnie i arytmicznie na muzykę własną. Cały ten uroczy bałagan zbiera do kupy mocny, hipnotyczny beat perkusji Ringo Starra podparty jednostajnym dudnieniem basu McCartneya i rozwibrowanym pomrukiem tambury Harrisona.
I to już cała płyta. Zostawia niedosyt? No to trzeba ją przełożyć z powrotem na stronę A. I niech się kręci... "One... Two... Three... Four... Ekhm... One... Two...".
*Maciej Hen - ur. w 1955 r., pisarz, syn Józefa Hena. Debiutował w 2004 r. powieścią "Według niej" (wydaną pod pseudonimem Maciej Nawariak). W zeszłym roku opublikował znakomitą powieść historyczną "Solfatara".
Artykuły Macieja Hena na temat płyt Beatlesów:
Abbey Road ma 50 lat - artykuł Macieja Hena w Gazecie Wyborczej
Oryginalna wersja artykułu Macieja Hena o Białym Albumie
Mija 50 lat od premiery "Białego albumu" The Beatles - artykuł Macieja Hena
"Magical Mystery Tour": wielka płyta Beatlesów ma już 50 lat
"Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" kończy 50 lat. Cudownie pstrokata mikstura Beatlesów, która zmieniła popkulturę
"Revolver" The Beatles ma 50 lat. Ach, spójrz na wszystkich tych samotnych ludzi
(wizyt: 830)
Więcej na temat Revolver:
2026-08-05: 60 lat „Revolvera”: Dzieło, które zmieniło muzykę na zawsze,
2022-10-30: Nowe wydawnictwo płyty "Revolver" w polskich mediach,
2022-09-30: Udostępniono klip "Tomorrow Never Knows (Take1/Audio)",
2022-09-07: "Revolver" jakiego nie znacie - ekskluzywna zapowiedź nowego wydawnictwa The Beatles,
2022-09-02: Oprogramowanie MAL uratowało miksy "Revolvera",
2020-11-01: Szykuje się nowa komedia o The Beatles "Revolver",
2016-08-13: "Revolver" The Beatles ma 50 lat. Ach, spójrz na wszystkich tych samotnych ludzi,
2016-08-05: O albumie Revolver, który zrewolucjonizował rocka,
2002-05-07: Revolver albumem wszech czasów według UltimateCharts,
1966-08-05: W Anglii ukazuje się LP Revolver,
1966-06-21: Sesja do LP Revolver: She Said She Said,
1966-06-14: Sesja do LP Revolver: "Here, There and Everywhere",
1966-06-08: Sesja do LP Revolver: Good Day Sunshine,
1966-06-02: Nagrywanie "I Want To Tell You',
1966-05-26: Sesja do LP Revolver: Yellow Submarine,
1966-05-09: Rozpoczyna się nagrywanie "For No One",
1966-04-28: Rozpoczyna się nagrywanie Eleanor Rigby,
1966-04-27: Sesja nagraniowa do LP Revolver: I'm Only Sleeping,
1966-04-21: Sesja nagraniowa do LP Revolver: Taxman (8),
1966-04-20: Nagrywanie "And Your Bird Can Sing" (7),
1966-04-17: Sesja do LP Revolver: Doctor Robert,
1966-04-14: Sesja do LP Revolver: Rain,
1966-04-13: Sesja do LP Revolver: Paperback Writer,
1966-04-11: Sesja do LP Revolver: "Love You To",
1966-04-07: Druga sesja nagraniowa do LP Revolver: "Got to Get You into My Life",
1966-04-06: Rozpoczynają się sesje nagraniowe do LP Revolver: Tomorrow Never Knows,
2026-08-05: 60 lat „Revolvera”: Dzieło, które zmieniło muzykę na zawsze,
2022-10-30: Nowe wydawnictwo płyty "Revolver" w polskich mediach,
2022-09-30: Udostępniono klip "Tomorrow Never Knows (Take1/Audio)",
2022-09-07: "Revolver" jakiego nie znacie - ekskluzywna zapowiedź nowego wydawnictwa The Beatles,
2022-09-02: Oprogramowanie MAL uratowało miksy "Revolvera",
2020-11-01: Szykuje się nowa komedia o The Beatles "Revolver",
2016-08-13: "Revolver" The Beatles ma 50 lat. Ach, spójrz na wszystkich tych samotnych ludzi,
2016-08-05: O albumie Revolver, który zrewolucjonizował rocka,
2002-05-07: Revolver albumem wszech czasów według UltimateCharts,
1966-08-05: W Anglii ukazuje się LP Revolver,
1966-06-21: Sesja do LP Revolver: She Said She Said,
1966-06-14: Sesja do LP Revolver: "Here, There and Everywhere",
1966-06-08: Sesja do LP Revolver: Good Day Sunshine,
1966-06-02: Nagrywanie "I Want To Tell You',
1966-05-26: Sesja do LP Revolver: Yellow Submarine,
1966-05-09: Rozpoczyna się nagrywanie "For No One",
1966-04-28: Rozpoczyna się nagrywanie Eleanor Rigby,
1966-04-27: Sesja nagraniowa do LP Revolver: I'm Only Sleeping,
1966-04-21: Sesja nagraniowa do LP Revolver: Taxman (8),
1966-04-20: Nagrywanie "And Your Bird Can Sing" (7),
1966-04-17: Sesja do LP Revolver: Doctor Robert,
1966-04-14: Sesja do LP Revolver: Rain,
1966-04-13: Sesja do LP Revolver: Paperback Writer,
1966-04-11: Sesja do LP Revolver: "Love You To",
1966-04-07: Druga sesja nagraniowa do LP Revolver: "Got to Get You into My Life",
1966-04-06: Rozpoczynają się sesje nagraniowe do LP Revolver: Tomorrow Never Knows,
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
