"Im więcej wiemy o The Beatles, tym bardziej ich kochamy" - druga część wywiadu z Markiem Lewisohnem
2023-11-19, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Mark, czy miałeś jakąś pracę niezwiązaną z Beatlesami? Co robiłeś, na przykład, zanim ukazała się Twoja pierwsza książka?W 1983 roku zostałem zawodowym historykiem Beatlesów. A wcześniej miałem pracę, to prawda. W rzeczywistości miałem dwie prace jednocześnie. Kiedy skończyłem szkołę, miałem 16 lat i zacząłem pracować w BBC. Nie poszedłem na studia. Pracowałem na różnych stanowiskach administracyjnych. W tym samym czasie wykorzystywałem to, że pracuję w BBC i zacząłem korzystać z archiwum BBC poszukując informacji o The Beatles. BBC było dobrym miejscem do pracy. Byłem dumny z pracy BBC, właściwie nadal jestem. Potem odszedłem i zacząłem pracować w magazynie Music Week, który jest magazynem branżowym brytyjskiego przemysłu muzycznego. Ten etap też był bardzo dobry. Zrozumiałem, jak działa przemysł muzyczny, co było dla mnie bardzo przydatne, ale odszedłem w 1983 roku i od tego czasu pracuję na własny rachunek.
Praktycznie całe Twoje życie zawodowe związane jest z pasją do
Beatlesów, skąd więc wiesz, kiedy na przykład pracujesz, a kiedy jesteś na wakacjach?
To nigdy nie było to dla mnie trudne. Ludzie, którzy nie rozumieją, jak bardzo można kochać Beatlesów, pytają mnie, czy się nudzę. Oznacza to, że praktycznie codziennie, siedem dni w tygodniu, trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku, zbieram informacje o Beatlesach. I nie, nie jestem znudzony. Nie nudzę się, bo jest w Beatlesach coś, co sprawia, że temat jest ciągle ciekawy. Zasługują na dokładne zbadanie. To zaszczyt pisać o nich. I nigdy się nie nudzę, choć prawdą jest, że jest to temat, który pozostawia mi niewiele wolnego czasu, ponieważ ciągle o tym myślę.
The Beatles zawsze byli takim zespołem, którego wszyscy kojarzą. Jeśli zapytasz kogokolwiek na ulicy, czy potrafi wymienić wszystkich czterech Beatlesów, prawdopodobnie każdy by to zrobił. Być może na co dzień nie myślą zbyt wiele o Beatlesach, ale znają ich imiona. Z innymi zespołami tak nie jest. Myślę również, że poziom ogólnej wiedzy na temat Beatlesów jest dość dobry. Ludzie wiedzą, że Beatlesi pochodzą z Liverpoolu i grali w miejscu zwanym The Cavern, że ich menadżerem był Brian Epstein, a producentem George Martin. W końcu Brian Epstein to najsłynniejszy menadżer, George Martin to najsłynniejszy producent, a Beatlesi to najsłynniejszy zespół na świecie. Popularny jest również fakt, że jako zespół grali razem w latach 60 -tych, i że rozpadli się po około 10 latach kariery. Wiadomo, że nakręcili film ‶A Hard Day’s Night” i nagrali płytę ‶Sgt. Pepper”. Beatlesi należą do popkultury, wszyscy o nich wiedzą, nawet jeśli nie myślą często o Beatlesach.
Ale największe piękno Beatlesów kryje się w najgłębszych, najskrytszych, najdrobniejszych szczegółach. To zaszczyt i przyjemność mieć pracę, w której odkrywa się najdrobniejsze szczegóły, zapisuje się je dla innych, aby mogli czerpać z tego radość. Są fani, którzy znajdują rzeczy i wolą je zachować dla siebie. Jakby chcieli powiedzieć: ‶Mamy te informacje, ale nikt inny nie może ich poznać”. Uważam, że Beatlesi są dla wszystkich i dlatego trzeba dzielić się informacjami o nich. Im więcej wiemy o The Beatles, tym bardziej ich kochamy. Albo przynajmniej mamy większą zdolność do ich wielbienia. Ich historia jest niezwykła.
Na przestrzeni lat podano wiele wyjaśnień zachowania i decyzji podjętych przez Beatlesów w trakcie ich kariery. Na przykład gdy nie pojawili się na przyjęciu z Imeldą Marcos lub w sprawie niektórych tekstów ich piosenek. Niektórzy widzą inklinacje polityczne, inni po prostu widzą skalę wartości, sposób rozumienia świata. Dojrzałość nieodpowiednia dla ich wieku.
Posiadali nieomylny instynkt. Wiedzieli z którymi ludźmi spędzać czas i jak długo powinni przebywać w określonym miejscu. Zaufali swojemu instynktowi i nigdy się na nim nie zawiedli. Byli bardzo spostrzegawczy… Podoba mi się fakt, że ekscytowali się wspólnie różnymi rzeczami. Jeśli jednemu z nich coś się spodobało, wszyscy to robili. Mieli wspólne zainteresowania. Wszystkich interesowały te same ciuchy, te same miejsca, te same kluby. Byli wyjątkowi. Ich sposobu bycia nie da się zaprojektować, byli naturalni. Moim zdaniem byli najlepsi ze wszystkich dzieł sztuki. Taniec jest sztuką. Muzyka jest sztuką, malarstwo jest sztuką, architektura jest sztuką. Ale nie sądzę, żeby jakakolwiek sztuka, w jakiejkolwiek dziedzinie miała taki kontakt z publicznością, jak Beatlesi. Beatlesi wzbogacili ludzkiego ducha. Nic nie trwało tak długo i z taką siłą. Po ponad czterystu latach nadal czytamy Szekspira, ale Szekspir nie jest dla mas. Beatlesi dotarli do świadomości większości na kilka pokoleń, a to może zdarzyć się tylko gdy duch jest właściwy. A przynajmniej tak myślę.
Co ciekawe, nie tworzyli muzyki aby spróbować nawiązać kontakt z publicznością, ale wyłącznie po to, by stworzyć najlepszą możliwą muzykę. W przeciwnym razie nagrywali by w kółko ten sam album, jak wiele innych odnoszących sukcesy zespołów.
Masz dużo racji Marto. Ich główną motywacją było zadowalać siebie.
Ich chęć ciągłego rozwijania, nie powtarzania się, ale zawsze robienia czegoś nowego; to wyszło od nich samych. I nie obchodziło ich szczególnie, czy publiczność będzie się ich trzymać. Musieli zrobić, co do nich należało. I tak się złożyło, że publiczność zawsze za nimi szła. To świadczy o niezwykłej odwadze Beatlesów.
Nie było w nich nic sztucznego. I w końcu byli czwórką młodych ludzi z północnej Anglii, dziećmi wojny, które dorastały w niedostatku, bez luksusów i których pasją była muzyka pochodząca ze Stanów Zjednoczonych. Muzyka, która rozświetliła ich życie jako nastolatków, inspirując ich do gry na instrumentach, a w przypadku Johna i Paula do pisania piosenek. Zawsze łączyła ich pasja tworzenia muzyki. Zawsze pozostawali wierni sobie. Jeśli ktoś stał się trochę uparty i zaczął za dużo myśleć o sobie, inni go powstrzymywali. Powiedzieli mu: „Hej, jest nas tu czworo, uspokój się”. Byli dla siebie nawzajem siłą. Byli czymś więcej niż sumą swoich części. Było ich czterech, ale kiedy się połączyli, w jakiś sposób stworzyli coś naprawdę niezwykłego. A było to spowodowane wyłącznie chemią.
Ale nie byli idealni.
Pod innymi względami wyznawali wartości ludzi swoich czasów. Urodzili się w północnej Anglii w latach czterdziestych XX wieku, a ich wzorami do naśladowania byli dorośli mężczyźni urodzeni w latach 1900-1920. Oznacza to, że ojciec Paula McCartneya urodził się w 1902 r., a Johna Lennona w 1912 r. Dorastali więc pod wpływem literatury lat 50. i ówczesnych filmów hollywoodzkich. Mieli więc podejście do kobiet, które dzisiaj byłoby nie na miejscu. Wszyscy jesteśmy produktami naszego środowiska. Ale mieli zdrowy rozsądek, żeby się uczyć. Pomimo że, John Lennon początkowo… miał przesadnie męskie podejście do kobiet, gdy dorastał, dopiero dziesięć lat później stał się nosicielem sztandarów sprawy feministycznej. To przyszło poprzez rozwój osobisty. A niewielu młodych mężczyzn ma taką zdolność do rozwoju osobistego. Większość młodych ludzi utrzymuje swoje poglądy przez całe życie.
John i Paul stracili matki w bardzo młodym wieku, może to spowodowało, że połączyła ich tak silna więź?
To ma sens. Lubili zawstydzać ludzi, którzy przychodzili z nimi porozmawiać o czymkolwiek. Gdyby zapytano ich: „Co o tym myśli twoja matka?”, odpowiedzieliby bez ogródek: „Och, ona nie żyje”, aby zobaczyć, jak tej osobie jest trudno. Żeby poczuła się niekomfortowo. To tylko prywatna rozrywka między nimi. Spójrz, mieli niezwykłą chemię. Nie zdziwiłbym się, gdyby strata matek była jednym z elementów jednoczących. Nie wiem. Mike McCartney , brat Paula, mówi , że gdyby jego matka żyła, Paul nigdy nie byłby Beatlesem. I zgadzam się. Ponieważ kazałaby mu przestać grać na gitarze, kazałaby mu się uczyć, kazałaby mu zostać nauczycielem lub lekarzem. Tak jak każda dumna matka by to zrobiła.
Skoro mowa o matkach. Mark, czy uważasz, że historia Julii, matki Johna Lennona, została opowiedziana poprawnie?
Nie wiem, czy naprawdę poznaliśmy Julię. W mojej książce zrobiłem wszystko, co mogłem, aby dać jej pełny obraz. Problem z wieloma książkami o konkretnych ludziach polega na tym, że są one pisane przez autorów, którzy mają żywotny interes w kierowaniu historią tak, jak chcieliby, aby była ona rozumiana. Dzieje się tak na przykład z książkami jej córki, Julii Baird, które moim zdaniem nie są bezstronne, są niewyważone. Szczególnie jeśli chodzi o jej trzecią książkę. Więc w moim przypadku próbowałem o niej pisać szczerze, ale oczywiście nigdy jej nie spotkałem. Dlatego nie wiem, czy dobrze zrozumiałem jej historię. Może jej dobrze nie zrozumiałem. Ale starałem się to opowiedzieć w neutralny sposób. Pytanie, kto może o niej rzetelnie napisać, skoro nie żyje już prawie nikt, kto ją dobrze znał. Zmarła sześćdziesiąt pięć lat temu.
Jeśli chodzi o fakt, że John Lennon jako dziecko zamieszkał ze swoją ciotką Mimi, w biografiach spotykamy różne wersje. Jedna z nich mówi, że Julia została zmuszona przez siostrę do opuszczenia syna, wbrew jej woli. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?
Nie. Jak ktoś może odebrać dziecko matce? Bez współpracy matki nie było to możliwe. Nieważne, jak silna była Mimi. Oczywiście, że Julia musiała się na to zgodzić. Oczywiście, że tak było. Zacząłem od pomysłu, że Mimi ukradła dziecko jego matce, która była jednocześnie jej własną siostrą. Ponieważ matka ma naturalne prawo do wychowywania swoich dzieci. Nie mamy jednak dowodów na to, że Julia w ogóle się na to skarżyła. Myślę, że to był układ, że zgodziły się to zrobić w ten sposób. Rozumiem, że powstaje książka o Mimi. I o to też się martwię. Mam wrażenie, że książki napisane przez niektórych mogą zakłócić równowagę historii. Dlatego też dokładam wszelkich starań, aby zachować neutralność. Niektórzy powiedzą, że czasami mi się to nie udaje, ale ja bardzo staram się zachować neutralność. I piszę tylko prawdę, taką jaką udało mi się poznać. Wcale nie uważam, że jestem stronniczy. Mimi była dla Johna bardzo ważna. Zapewniła mu stabilność i bezpieczeństwo, których nie miałby, gdyby wychowywała go Julia, która wyraźnie była trochę nierozsądna.
Wydaje mi się, że John Lennon był dziełem swoich dwóch „matek” i ojca. Miał bardzo niekonwencjonalną matkę, miał bardzo niekonwencjonalnego ojca i spłodzili bardzo niekonwencjonalne dziecko, któremu później surowa, ale kochająca i zabawna ciotka zapewniła pewne podstawy, niezawodność i stabilność. Mimi zapoznała go z literaturą, nauczyła wartości, nauczyła uprzejmości i szacunku. Ale John zawsze zachowywał piętno swoich rodziców. Jest dziełem całej trójki: jego rodziców i Mimi. Myślę, że bez Mimio John byłby tak zmienny i tak niekonwencjonalny, że nie byłby w stanie utrzymać się w niektórych sytuacjach, których doświadczał. Ale gdyby wychowywała go sama Mimi, gdyby był synem Mimi, mógłby być trochę nudny. Być może połączenie tych trzech elementów było połączeniem idealnym.
Mark, moglibyśmy spędzać godziny na omawianiu różnych aspektów życia Beatlesów. Może więc wrócimy do współczesności? "Now And Then". Czy udało Ci się obejrzeć mini dokument? Co pamiętasz z tych dni w 1995 roku, kiedy George, Paul i Ringo grali razem?
Przyjemnie się ogląda te sceny, bo dają wrażenie czystej radości. Że kochają być ze sobą cały czas. I wszystko było różowe. Prawda jest jednak taka, że w atmosferze było widać napięcie. Przed kamerami doszło do kłótni pomiędzy Georgem Harrisonem i Paulem McCartneyem. Dyskusje, które prawdopodobnie nigdy nie wyjdą na światło dzienne. Chociaż wiem, że zostały sfilmowane. Kłócili się o wszystko, nawet o mnie. Nigdy nie miałem okazji zobaczyć nagranego materiału, bardzo chciałbym to zobaczyć. Bo wiem, że to zostało nagrane. Ale próbowali zamaskować rzeczywistość, aby wszystko wydawało się szczęśliwe i urocze. Kiedy w rzeczywistości wszystko było bardzo napięte.
Wersję bliższą rzeczywistości podaje dokument o Jeffie Lynne, Mr. Blue Sky z 2012 roku, w którym sam Lynne, ale także Paul i Ringo opowiadają o sesjach nagraniowych do „Real Love”, „Free as a Bird” i „ Now And Then." Paul jest uroczo szczery, gdy mówi o ego i trudnościach, jakie napotkali podczas tych sesji. Ale oczywiście teraz mają tendencję do pokazywania tylko szczęśliwych chwil. Resztę też chętnie zobaczę. Myślę, że wszystko jest istotne i ważne. I miejmy nadzieję, że pewnego dnia zobaczymy resztę. Nie sądzę, że to coś złego, gdy ludzie się nie zgadzają. Ale oczywiście chcą zachować wizerunek, że wszystko jest cudowne.
Jaką rolę odegrał George Martin podczas tych sesji w 1995 roku? Bo już w dokumencie Petera Jacksona Get Back widać, że nie zawsze szanowano go jako producenta.
Podczas Białego Albumu stosunki Beatlesów z Georgem Martinem uległy pogorszeniu. Nikt o tym nie mówi, ale tak właśnie było. Beatlesi szybko się uczyli, więc szybko poczuli się niekomfortowo, mając w studiu postać ojca. A George Martin był kimś w rodzaju ojca. Był oczywiście genialny i stanowił ogromny atut w procesie twórczym Beatlesów. Ale jednocześnie dobrze było, żeby pracowali także bez jego nadzoru. Stało się to podczas nagrywania Białego Albumu , kiedy George Martin był na wakacjach, a chłopcy radzili sobie bez niego bardzo produktywnie. Piosenki na tym albumie nie są dziełem Martina, chociaż widnieje na nich jego nazwisko. Tyle, że go tam w ogóle nie było. Ukończyli pracę nad białym albumem w połowie października, a dwa i pół miesiąca później rozpoczęli sesje dla Get Back . Nie powiedzieli mu, żeby nie przyjeżdżał. To było jak powiedzenie: „Przyjdź, jeśli chcesz. Ale jeśli jesteś zajęty, my i tak będziemy nagrywać”. Tak ewoluowała relacja między Beatlesami i George’em Martinem. I to właśnie widać w Get Back . Jest tam przez część czasu, ale nie przez cały czas. Słuchają go kiedy mówi, ale niekoniecznie zwracają na niego uwagę. Są jak dzieci, które dorosły, nauczyły się korzystać ze studia i nie potrzebują ojca, który będzie im mówił, co mają robić. Nie chcieli pozostać w stagnacji, chcieli iść dalej. I to właśnie zrobili. To właśnie widzisz w Get Back . Widzisz relację, która ewoluowała. I George Martin musiał się z tym pogodzić, nie miał wyboru.
Zawsze myślałam, że początkiem końca kariery Beatlesów była śmierć Briana Epsteina, ich menadżera.
Śmierć Briana była punktem zwrotnym, to jasne. Ale mniej więcej w tym czasie tracił także kontrolę nad chłopcami z tych samych powodów, co George Martin. Wiedzieli już, co muszą zrobić i nie chcieli, żeby ktokolwiek im o tym mówił. Organizowanie ich pracy to jedno, a konieczność konsultowania się z nim w przypadku wszelkich pomysłów, jakie mają, niezależnie od tego, czy chodzi o nowy album, czy o biznes, który chcą rozpocząć. Nie chcieli ciągle pytać go o pozwolenie na wszystko. Może w tym przypadku byli trochę aroganccy. Jest to jednak część procesu dojrzewania człowieka, uczysz się, jak coś się robi i nie musisz już pytać o pozwolenie, aby to zrobić. Po prostu je robisz. Jednak największym problemem związanym ze śmiercią Briana jest to, że podjęli decyzję o nie zatrudnianiu nowego menadżera. Ta decyzja tak naprawdę zmieniła wszystko w zespole, ponieważ zmusiła ich do stanięcia twarzą w twarz ze swoimi sprawami i do bycia bardziej obecnymi w całej części kontraktów, biurokracji i relacji z wytwórnią niż jakikolwiek artysta powinien. Artyści, zwłaszcza ci bardzo kreatywni, powinni mieć kogoś, kto zajmie się biznesem, i przedstawi im różne opcje, tak aby musieli jedynie podjąć decyzję, nie angażując się we wszystkie spotkania. Kiedy musieli wykonać także tę część, nie podobało im się to. I tak naprawdę rozstali się z powodów biznesowych, a nie z powodu nieporozumień artystycznych. Choć prawdą jest, że łączyły ich już wówczas artystyczne nieporozumienia, rozdzielił ich biznes.
Mark, wiem, że w przypadku Tune In Volume 2 bardzo dokładnie pracujesz nad postacią Briana Epsteina. Pytanie zatem brzmi: czy w czasach, gdy homoseksualizm był przestępstwem zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i Hiszpanii, uważasz, że jego śmierć była przypadkowa, czy nie?
Cóż, było śledztwo, podczas którego zgłosili się świadkowie, przyjaciele Briana i lekarze, którzy przepisywali mu pigułki, a koroner prowadzący śledztwo zdecydował, że doszło do przypadkowej śmierci. Że było to śmiertelne połączenie zbyt dużej ilości alkoholu i tabletek, które przypadkowo zażyte spowodowały jego śmierć. Istnieją jednak dowody na to, że Brian był kruchym facetem i że już wcześniej próbował popełnić samobójstwo. Najpierw w latach 50., myślę, że w 1952 lub 1953, a potem w 1966. Zatem tak, istnieje możliwość, że była to śmierć zamierzona. Ale ...nigdy nie możemy być tego pewni. Jedyne, co możemy powiedzieć, że przeprowadzono odpowiednie dochodzenie, a niezależny koroner stwierdził, że był to wypadek. Jednak powszechnie było wiadomym, że Brian lubił igrać z ogniem. Prowadził życie na krawędzi, często wpadał w kłopoty. Nie jest więc trudno wyobrazić sobie inną opcję.
Brian był bardzo nieszczęśliwym facetem. Miał oczywiście chwile szczęścia, ale nigdy nie trwały długo. A w 1967 roku był bardzo zmartwiony, bardzo niestabilny... niepewny decyzji, jakie musiał podjąć, niepewny własnej pracy, niepewny siebie. Miał wątpliwości co do swoich relacji z Beatlesami i tego, czy sprowadzić więcej artystów, czy nie. Rozważał nawet odejście z branży muzycznej. Sentymentalnie nigdy nie był w żadnym związku. W dorosłym życiu zapewniłoby mu to komfort i bezpieczeństwo, których pragnie większość ludzi. Ale nie potrafił utrzymać stałego związku. Jego relacje zawsze kończyły się katastrofą. Nie pomogło to, że homoseksualizm był nielegalny. To naprawdę tragiczne. Myślę, że jego problemem było ogromne poczucie winy, które starał się złagodzić emocją zagrożenia, a wszystko razem spowodowało głęboką niemożność znalezienia szczęścia w tym, co robił.
Prawda jest taka, że Beatlesów, całą czwórkę, łączyła bardzo silna więź z Brianem Epsteinem. Beatlesi dobrze nawiązywali dobrze kontakt z innymi. Tak naprawdę mieli wokół siebie świtę dziennikarzy i przyjaciół, którzy wszędzie im towarzyszyli.
Tak tak. Mieli silne powiązania z innymi ludźmi, ale istniała w nich interesująca dwoistość. Pozwalali niektórym osobom zbliżyć się do całej czwórki, ale innych trzymali na dystans. W przypadku Johna wiemy, że miał bardzo bliskie relacje z kobietami, bez udziału seksu, co było wówczas bardzo niezwykłe. Męska perspektywa zawsze była taka, szczególnie 60 lat temu, ale prawdopodobnie także dzisiaj, że jeśli jesteś artystą, a kobiety podchodzą do ciebie, kończy się to w łóżku. I obie strony rozumieją, na czym polega ta relacja i wiedzą, że nie jest ona bliska. To wzajemne porozumienie, w którym oboje coś zyskujecie, ale niekoniecznie jest to głęboka przyjaźń. Stąd wyjątkowość sposobu, w jaki John Lennon odnosił się do kobiet.
W ostatnim pytaniu chcę zapytać Cię o „ostatnią” piosenkę Beatlesów. Mark, czy tak naprawdę myślisz, że „Now And Then” jest ostatnią piosenką? Nie wiem, jest demo „Grow Old with Me” albo pierwsze sto piosenek skomponowanych przez Lennona i McCartneya przed Beatlesami, ale nigdy nie opublikowanych, albo dema George’a Harrisona.
Nie, myślę, że ostatnia piosenka to tylko slogan. Być może to ostatnia piosenka, poza bootlegami , nad którą rzekomo razem pracują, choć przy życiu pozostało tylko dwóch Beatlesów, jest to trochę mylące. Jestem optymistą i wierzę, że jeszcze wiele przed nami. Mam nadzieję, że jest tego dużo więcej. Osobiście chciałbym, żeby drzwi do wszystkich archiwów były otwarte i żeby wszystko było dostępne. Wszystko. Wszystkie kompozycje, wszystkie filmy, wszystkie teledyski, wszystkie nagrania, dema i gotowe piosenki. Jedną z najlepszych rzeczy na temat Beatlesów jest to, że im więcej o nich wiesz, tym bardziej stają się fascynujący. Każda nowa rzecz, którą odkrywamy, dodaje piękna temu, co już znaliśmy. Dlatego chcę, żeby wszystko ujrzało światło dzienne.
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
