Legendarne studio zasługuje na świetny dokument. Ale córka McCartneya nie podołała - recenzja Radosława Czyża w Wyborczej
2023-03-25, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Na początku stycznia w Europie pojawił się film "If These Walls Could Sing" na platformie Disney+. Paul McCartney nie krył dumy z dokumentu nakręconego przez córkę Mary. Zdania na temat filmu są podzielone. Przytaczamy recenzję napisaną przez Radosława Czyża, która ukazała się w Gazecie Wyborczej 29 stycznia. Cały artykuł można przeczytać na stronie Wyborczej (kliknij link
Wydawać by się mogło, że nikt nie nadaje się lepiej do opowiedzenia historii studia przy Abbey Road niż Mary McCartney, córka jednego z Beatlesów. Niestety. Mimo pomocy wielkich gwiazd jej film "Gdyby ściany mogły śpiewać" wypada najwyżej przyzwoicie.
Są miejsca dla muzyki wyjątkowe, jak nowojorskie Carnegie Hall czy Apollo Theater, Graceland – dawny dom Elvisa Presleya w Memphis, siedziba wytwórni Motown w Detroit albo jamajskie Studio One. Ale chyba żadne nie ma równie legendarnej renomy co Abbey Road Studios.
Wycieczka po Abbey Road
Czy jest ktokolwiek, kto nie kojarzy słynnego przejścia dla pieszych z okładki jedenastej i zarazem przedostatniej płyty wydanej przed rozpadem Beatlesów? Zarośnięty John Lennon w białym garniturze, Ringo Starr w czarnym fraku, bosy Paul McCartney z papierosem w dłoni i ubrany w dżinsowe dzwony i koszulę George Harrison maszerują po pasach zaraz za skrzyżowaniem Groove End Road z Abbey Road.
Kawałek dalej po prawej mają dziś 160-letni zbór baptystów, niemal sąsiadujący ze 150-letnią synagogą dzielnicy St John's Wood. Za plecami, zaraz za stojącym przy chodniku kremowym volkswagenie garbusie znajduje się biały murek oddzielający parking od niewielkiego białego budynku studia, które niejeden raz zmieniło historię muzyki.
Wyjątkowe miejsce zasługuje na wyjątkowy dokument. I niestety, nie dostaje go, choć za kamerą „Gdyby ściany mogły śpiewać" stanęła osoba bodaj najodpowiedniejsza do wprowadzenia widzów za kulisy legendarnego studia. To Mary McCartney, córka Paula i Lindy McCartneyów, która w salach nagrań i na korytarzach studia niemal się wychowywała.
Kucyk Jet i gadające głowy
Jej film zaczyna się od kucyka. McCartneyowie mieli w Londynie duże mieszkanie, raptem 5 minut spacerem od studia. Po rozpadzie The Beatles Paul z żoną Lindą i zaprzyjaźnionym multiinstrumentalistą Dennym Lainem założył grupę Wings. Mary McCartney mówi w rozmowie z ojcem, że jednym z jej pierwszych wspomnień jest moment, gdy przyprowadzili do studia kucyka.
McCartneyowie mieli wiele zwierząt, ale Linda szczególnie lubiła psy i konie. Dlatego w londyńskim mieszkaniu trzymali czarnego kucyka o imieniu Jet. Kucyk był zresztą jedną z inspiracji do piosenki "Jet" (według innej wersji to samo imię nosił też labrador McCartneyów). Raz rzeczywiście zabrali go do studia przy Abbey Road – zrobili nawet zdjęcie na znanym przejściu dla pieszych. Z tego, co Paul wspomina w dokumencie, kucyk nie nabrudził…
Gdyby tylko z podobnych anegdot utkany był cały dokument Mary McCartney, to byłby dla fanów muzyki pozycją obowiązkową. Niestety, nie sposób tak o nim powiedzieć, bo choć wypowiadają się tu m.in. Elton John, bracia Liam i Noel Gallagherowie z Oasis, Jimmy Page z Led Zeppelin czy Roger Waters z Pink Floyd, to poza garścią truizmów i źle przeprowadzonymi wywiadami ich obecność niewiele wnosi.
Dar dla muzyki
Elton John mówi, że w Abbey Road dzieje się magia. Bracia Gallagher (oczywiście osobno) mówią, że przebywanie tu było przeżyciem duchowym, a samo miejsce to narodowy skarb. Ale co jest w nim takiego wyjątkowego? Co, poza legendą, świadczy o tym, że do dziś jest to jedno z najbardziej obleganych studiów nagraniowych świata?
Odpowiedzi poniekąd udziela jedynie John Williams, który opowiada o wyjątkowości samej sali Studia 1. Dziś to jedna z największych sal nagrań w stałym użyciu, wykorzystywana głównie do nagrań orkiestry. Ale zdaniem Williamsa na pierwszy rzut oka wydaje się za mała, by uzyskać w niej odpowiednią akustykę - dawne sale nagrać w Hollywood były znacznie większe i dawały pełniejszy i dłuższy pogłos.
Jak zauważa wybitny kompozytor, w porównaniu z nimi brzmienie Abbey Road wydawało suche, ale z kolei pozwalało klarownie wybrzmieć charakterystykom każdego instrumentu. Poza tym studio miało własny, ciepły pogłos. Takie połączenie charakterystyk akustyki pomieszczenia jest bardzo trudne do odtworzenia. „Ta sala to dar dla muzyki" – mówi Williams, który nagrywał tam m.in. ścieżki dźwiękowe do „Poszukiwaczy zaginionej arki" czy „Powrotu Jedi".
Lata melanży, 9 dekad w branży
Budynek obecnego studia powstał w 1831 r. jako dom mieszkalny, z czasem został przebudowany na podzieloną kilka mieszkań kamienicę. W 1929 r. budynek przejęła jedna z pierwszych firm zajmujących się rejestracją dźwięku The Gramophone Company. Posesję wybrano ze względu na duży ogród na tyłach domu, który umożliwiał przebudowę i znaczne poszerzenie przestrzeni użytkowej. Od czasu remontu front służył za przestrzeń biurową, a nowo powstałe sale studyjne znajdowały się w głębi posesji.
W 1931 r. The Gramophone Company połączyło się z Columbia Graphophone Company, tworząc Electric and Musical Industries – w skrócie EMI, a studio przy Abbey Road nazwano EMI Recording Studios. Nazwa ta miała zmienić się dopiero pod koniec lat 60.
W latach 30. EMI nagrywało w nich niemal wyłącznie muzykę klasyczną. W 1936 r. pracował tam choćby słynny wiolonczelista Pablo Casals, który przy Abbey Road jako pierwszy w historii nagrał suity na wiolonczelę nr 1 i 2 Jana Sebastiana Bacha.
W latach 40. EMI otworzyło się na muzykę popularną, głównie big-bandowy swing. Wciąż dominowała jednak muzyka klasyczna. Rewolucję przyniosła druga połowa lat 50. i rosnąca popularność rock and rolla. W 1958 r. Cliff Richard i grupa The Shadows nagrali w studio EMI singiel „Move It" – brytyjską odpowiedź na gitarowe przeboje Elvisa Presleya.
Dom Beatlesów
Richard z miejsca stał się królem list przebojów, a swoje panowanie utrzymywał do połowy lat 60., gdy prześcignęło go czterech małolatów z Liverpoolu. Beatlesów do EMI ściągnął producent George Martin uważany za ojca ich sukcesu. Po pierwszych próbach nie uważał zresztą, by byli szczególnie dobrzy – „Love Me Do" było jedyną kompozycją, która jego zdaniem nadawała się na singiel.
Ale Martin po prostu lubił spędzać z młodzikami czas. Byli zabawni, energiczni i kreatywni. Szybko skomponowali „Please Please Me", które po poprawkach Martina (pierwotna wersja była jego zdaniem zbyt wolna) stało się pierwszym prawdziwym hitem The Beatles. Potem rozwiązał się worek z przebojami, bo każda kolejna kompozycja była potencjalnym numerem 1.
Beatlesi przez kolejne lata niemal mieszkali w Studio 2 – mniejszym niż orkiestrowe Studio 1, ale jak na potrzeby rockowego kwartetu i tak bardzo przestronnym. Nagrali tam 12 ze swoich 13 albumów. Wyjątkiem jest płyta „Let it Be" nagrana w założonym przez George’a Harrisona studiu Apple Studios – o tamtym okresie opowiada wybitny dokument „The Beatles: Get Back" Petera Jacksona. Ale nawet wówczas zarejestrowali w EMI Studios kilka fragmentów orkiestrowych – Apple Studios było na to za małe.
Rok przed rozpadem zespołu weszli do Studia 2 po raz ostatni, a owocem tamtej sesji nagraniowej było „Abbey Road" z 1969 r., z kultową okładką i zdjęciem na pasach. To na cześć tej płyty EMI Studios zmieniło nazwę na Abbey Road Studios.
Żywe muzeum
Studio 2 do dziś mieści pamiątki z tamtych lat. Stoją w nim np. zabytkowe instrumenty - jak pianino Steinway Vertegrand z 1903 r., zwane pianinem pani Mills, od nazwiska pianistki Gladys Mills. Lekko rozstrojone, o ciepłym, swojskim brzmieniu przywodzącym na myśl potańcówki w lokalnym pubie. Bardzo dobrze słychać je w napisanym głównie przez McCartneya utworze „Penny Lane" z 1967 r. W Studio 2 stoją też m.in. dwa egzemplarze elektronicznych organów Hammonda (B3 i RT3), Fender Rhodes, zabytkowe wzmacniacze, gitary i mikrofony.
Za drzwiami studia znajduje się też specjalne pomieszczenie do generowania echa – wciąż używane pomimo istnienia licznych cyfrowych efektów pozwalających imitować jego brzmienie. Wprost ze Studia 2 schody prowadzą na antresolę, do specjalnej reżyserki ze słynną analogową konsolą miksującą AMS Neve 88RS, zaprojektowaną przez genialnego inżyniera Ruperta Neve’a.
Inna konsola Neve’a jest obiektem, wokół którego kręci się dokument muzyczny „Sound City" z 2013 r. Jego reżyserem jest Dave Grohl, perkusista Nirvany i lider Foo Fighters, który chcąc zachować legendę innego legendarnego studia, Sound City Studios z Los Angeles, wykupuje przed jego zamknięciem tamtejszą konsolę Neve’a.
Potem, wspominając czasy, gdy nagrywali tam m.in. Fleetwood Mac, Nirvana i Rage Against the Machine, Grohl zaprasza zaprzyjaźnionych muzyków, by na zabytkowym sprzęcie nagrali nowe utwory. Wśród gości jest oczywiście Paul McCartney. Wielka szkoda, że dokument o Abbey Road nie doczekał się dokumentu tej jakości co „Sound City".
Szkoda, że ściany nie zaśpiewały
Najciekawszy fragment „Gdyby ściany mogły śpiewać" pojawia się pod koniec, gdy historia przechodzi do lat 80. i 90. Wówczas studio otworzyło się na produkcję muzyki filmowej. Świetne są sceny z sesji nagrań Johna Williamsa z brytyjską London Symphony Orchestra (wspaniałe „Duel of the Fates" z „Mrocznego widma"!) i energia, z jaką po latach opowiadają o tym czasie George Lucas i sam Williams. Zwłaszcza fragment o przerwach w kantynie, w której muzycy mogli do obiadu kupić też coś mocniejszego. Ponoć na popołudniowe sesje zawsze przychodzili bardziej wyluzowani.
Dla tych fragmentów warto dokument Mary McCartney obejrzeć, choć nie da się pozbyć wrażenia niewykorzystanego potencjału. Ktoś o takim nazwisku ma wszelkie możliwości, by o tak legendarnym miejscu opowiedzieć pasjonującą historię, a nie tylko posiłkować się garścią historycznych not i źle wyreżyserowanych gadających głów. Nawet jeśli te głowy należą do Paula McCartneya, Jimmy'ego Page’a czy Eltona Johna.
O samym potencjale świadczą też napisy końcowe, podczas których reżyserka pokazuje niewykorzystane w dokumencie klipy. Na jednym z nich Paul McCartney przechodzi przez słynne przejście na Abbey Road, pozuje jak na okładce i… prawie rozjeżdża go samochód. Dlaczego taką perełkę zostawiono na sam koniec?
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
