Marta Grzywacz: John Lennon. Śmierć przed Dakotą [Gazeta Wyborcza]
2015-12-08, autor: joryk
[...powrót do newsów]
Postrzelony mężczyzna przy 72. Ulicy! - brzmiał komunikat w policyjnym radiu na moment przed 11 w nocy 8 grudnia 1980 r. Policjanci Jim Moran i Bill Gamble, którzy byli najbliżej, błyskawicznie znaleźli się przed wspaniałą kamienicą nazywaną Dakota.Ranny nie mógł czekać na przyjazd karetki, więc policjanci położyli go na tylnym siedzeniu radiowozu i popędzili do Roosevelt Hospital. Ale lekarze nie byli w stanie nic zrobić, mężczyzna stracił 80 proc. krwi. O godzinie 23.07 szpital wydał oficjalny komunikat, że pacjent nie żyje. Dwie godziny później przed Dakotą zaczął się gromadzić tłum, który gęstniał z minuty na minutę, tworząc długi korowód wzdłuż nowojorskiej Central Park West i 72. Ulicy. Ludzie patrzyli na siebie bezradnie. Ktoś brzdąkał na gitarze, inni śpiewali. Podobne sceny rozgrywały się w wielu innych miejscach zgromadzeń młodzieży w Stanach i na świecie. Biali i czarni zapalali świeczki i nucili "All You Need Is Love".
O tym, co się właśnie stało, Ameryka dowiedziała się podczas meczu futbolowego pomiędzy New England Patriots i Miami Dolphins. Szefostwo Telewizji ABC News zastanawiało się tylko przez chwilę, czy puścić wiadomość w trakcie spotkania, ale pal diabli mecz, to był breaking news! Jeden z komentatorów oznajmił: - Dotarła do nas smutna informacja. Legendarny muzyk John Lennon nie żyje. Został zastrzelony przed swoim domem na nowojorskim Manhattanie.
Kilkanaście godzin wcześniej przed Dakotą, wybudowanym w latach 80. XIX stulecia apartamentowcem w stylu niemieckiego renesansu uchodzącym za jedno z najdroższych i najbardziej prestiżowych miejsc do mieszkania na Manhattanie, zgromadził się już spory tłum gapiów, fanów i fotografów. Nie było w tym nic nadzwyczajnego, biorąc pod uwagę gwiazdy mieszkające w Dakocie. Wśród ciekawskich znalazł się tamtego dnia także Paul Goresh, fotograf amator, któremu bardzo się poszczęściło: zrobił już zdjęcia aktorkom Mii Farrow i Lauren Bacall oraz słynnemu piosenkarzowi Paulowi Simonowi, a czekał jeszcze na pojawienie się Lennona.
Uwagę Goresha zwrócił młody człowiek, który kręcił się w tłumie. Był trochę dziwny, bo mimo ciepłego dnia nosił grubą kurtkę i szalik i co chwila zaglądał do książki w czerwonej okładce, którą przyniósł ze sobą. Ponieważ w ręce trzymał "Double Fantasy", ostatnią płytę Lennona i Yoko Ono, Goresh pomyślał, że to pewnie jakiś fan czekający na autograf. I nie pomylił się. Kiedy około 17 wśród tłumu przebiegł szmer: "Idzie! Idzie!", młody człowiek ruszył do przodu. Z bramy wyszedł Lennon z Yoko u boku, a Goresh pstryknął parę zdjęć. Na jednej z klatek znalazła się twarz mężczyzny z czerwoną książką, który podszedł po autograf. Muzyk złożył swój podpis: John Lennon 1980, i uniósł głowę.
- To wszystko, czego potrzebujesz? Tak miało być? - zapytał uprzejmie.
- Tak, dziękuję bardzo - odpowiedział tamten.
Lennon wsiadł do samochodu i razem z Yoko oraz podwożącym ich Dave'em Sholinem z Radia RKO, pojechali w stronę Record Plant Studio. Mieli tam szlifować piosenkę na kolejną płytę. Parę godzin wcześniej ich apartament opuściła Annie Leibovitz, która właśnie uwieczniła nagiego Johna Lennona zwiniętego na łóżku w pozycji embrionalnej i przytulonego do ubranej Yoko Ono. To zdjęcie stało się jednym z najbardziej znanych w dorobku słynnej fotografki.
- John Lennon podpisał mi płytę! - młody człowiek był tak uradowany, że postanowił podzielić się swoim szczęściem ze stojącym obok Goreshem. - Nikt na Hawajach mi nie uwierzy! Zrobiłeś mi zdjęcie? I dopytywał: - Miałem czapkę na głowie? Nie miałem? To dobrze, bo oni by mnie nie rozpoznali. Z rozmów ludzi stojących przed budynkiem przybysz z Hawajów dowiedział się, że Lennon pojechał do studia nagraniowego i wkrótce wróci, więc kiedy Goresh zaczął się zbierać do domu, nieznajomy namawiał go, żeby został. Jak poczeka, to może też dostanie autograf. Ale Goresh miał dość. - Ja zostaję - oznajmił chłopak. - Nigdy nie wiesz, czy go jeszcze kiedyś zobaczysz - rzucił na pożegnanie.
Około 22.30 John i Yoko skończyli pracę w studiu. Zastanawiali się, czy zjeść coś po drodze w hinduskiej restauracji, ale po namyśle zdecydowali wrócić do domu. Pod Dakotę podjechali o 22.50. Samochód wyjątkowo nie wjechał na dziedziniec, tylko stanął na zewnątrz, bo chcieli podejść parę kroków, wieczór był taki ciepły. Najpierw wysiadła Yoko i przeszła obok czekającego w cieniu bramy młodego człowieka, nie zauważywszy go. Idący tuż za nią John nagle usłyszał: - Mister Lennon! Odwrócił głowę i dostrzegł mężczyznę stojącego na ugiętych nogach i mierzącego do niego z rewolweru trzymanego obiema dłońmi. Huk pięciu strzałów odbił się echem w bramie Dakoty. Cztery kule trafiły muzyka, który zataczając się, zdołał jeszcze pokonać parę stopni schodów i upadł. Nocny stróż Jay Hastings, który wybiegł na zewnątrz, usłyszał krzyk Yoko i ujrzał leżącego Johna, a obok - jego rozbite okulary. - Postrzelił mnie - wyszeptał Lennon.
Stróż przykrył rannego swoją marynarką i kopnięciem odsunął na bok rewolwer, który upuścił mężczyzna.
- Coś ty zrobił?!
- Zabiłem Johna Lennona - brzmiała spokojna odpowiedź. Zamachowiec nie zamierzał uciekać. Kiedy Hastings wzywał karetkę i policję, usiadł i zaczął przeglądać swoją książkę. Po paru minutach policjanci zakuli go w kajdanki i wsadzili do radiowozu.
W tym czasie inny policjant, Anthony Palma, odwrócił Lennona na plecy i zobaczył, że krew była wszędzie. - Gość umiera. Zabierzmy go stąd - rzucił do kolegi.
- Powiedz, że to nieprawda, że wszystko będzie w porządku. Powiedz! - powtarzała Yoko, która wsiadła z nim do samochodu i razem pojechali do szpitala tuż za radiowozem wiozącym rannego.
Trzy rany po kulach - wlotowe i wylotowe - znajdowały się w klatce piersiowej, dwie - na plecach, dwie - na lewym ramieniu. Próbowało go ratować siedmiu lekarzy, ale nic już nie dało się zrobić, ranny stracił 80 proc. krwi i dr Stephen Lynn musiał powiedzieć Yoko, że jej mąż nie żyje. Nie przyjęła tego do wiadomości. - Chcesz mi powiedzieć, że śpi? - szlochała. Dr Lynn stanął przed dziennikarzami dziesięć minut po północy. - John Lennon - zaczął, po czym zamilkł na prawie 20 sekund. - John Lennon został przywieziony do naszej kliniki parę minut po 23. Już wtedy był martwy. Reanimacja nie przyniosła rezultatów.
Kiedy dr Lynn rozmawiał z prasą, Yoko Ono była już w domu i zadzwoniła do trójki ludzi, których John, jak sądziła, chciałby poinformować. Do Juliana Lennona, jego 17-letniego syna z pierwszego małżeństwa, do ciotki Mimi Smith, która wychowała Johna, i do Paula McCartneya.
Wieść rozeszła się lotem błyskawicy. - Ta śmierć to ironia losu, bo John Lennon zmarł na skutek przemocy, z którą tak długo toczył walkę na rzecz pokoju - mówi z goryczą ustępujący prezydent Jimmy Carter. Nowo wybrany prezydent Ronald Reagan stwierdził krótko: - To wielka tragedia.
Buszujący w zbożu
Kiedy w mediach wypowiadali się kolejni ludzie, policja intensywnie przesłuchiwała zabójcę. Nazywał się Mark Chapman, był Amerykaninem z Hawajów i wielkim fanem Lennona. Żeby się do niego upodobnić, ożenił się nawet ze starszą od siebie Japonką. Miał 25 lat, pucołowatą twarz, okulary, a książką w czerwonej okładce, którą cały czas ściskał w ręce, był "Buszujący w zbożu" J.D. Salingera, kontrowersyjny manifest amerykańskiej młodzieży, apoteoza dzieciństwa i potępienie kultury masowej, która jakoby zawładnęła duszami Amerykanów. Chapman czerpał z niej wskazówki, jak żyć, aż pewnego dnia wpadła mu w ręce książka Anthony'ego Fawcetta "John Lennon: One Day at a Time". A więc to tak? Facet, który wciska ludziom głodne kawałki o pokoju i niby tak kocha swoją rodzinę, jest tylko zwykłym dorobkiewiczem opływającym w luksusy i mającym na koncie miliony dolarów?! Z depresji Chapman wpadł we wściekłość i postanowił zabić Lennona.
Dobrze się do tego przygotował. Pod koniec października 1980 r. zgłosił się na policję w Honolulu z prośbą o wydanie pozwolenia na broń. Co prawda właśnie zrezygnował z pracy jako konserwator, ale nie był wcześniej karany, więc otrzymał stosowne zaświadczenie. 27 października wszedł do sklepu z bronią i za 169 dolarów kupił pięciostrzałową 38 Charter Arms.
- Jak wyglądał?
- Normalnie. Jak zwykły chłopak - powiedział potem sprzedawca Tom Grahovac.
Tego samego dnia ten zwyczajnie wyglądający chłopak zadzwonił jeszcze do niejakiej Pat Carlson, właścicielki antykwariatu, żeby sprzedać jej drogą litografię, bo potrzebował pieniędzy "na coś wielkiego", a tydzień później wyjechał do Atlanty, gdzie dorastał i chodził do szkoły. Zamiast do domu rodzinnego poszedł jednak do swojej dawnej dziewczyny, a potem do nauczycielki, która prowadziła szkolny chór (tak jak Holden, bohater "Buszującego w zbożu"). Rodzicom dziewczyny zdawało się, że jest w depresji, ale na nauczycielce zrobił wrażenie raczej zadowolonego z życia. Na moment jeszcze wrócił do domu, żeby 5 grudnia wyjechać ponownie, tym razem do Nowego Jorku, gdzie zameldował się w hotelu oddalonym o dziewięć numerów od Dakoty. Taksówkarz, który wiózł go na miejsce, usłyszał, że Chapman pracuje dla Lennona jako inżynier dźwięku, że właśnie przygotowują nową płytę i że Lennon z McCartneyem chcą po latach razem nagrać album.
John Lennon - kura domowa
John Lennon nie miał zamiaru nagrywać z McCartneyem. Wręcz przeciwnie: pozazdrościł dawnemu koledze przeboju "Coming up" i postanowił napisać coś, co też trafi na Top 100 w Stanach. Rok 1980 wydawał się przełomowy. Syn Sean skończył właśnie pięć lat i miał wkrótce iść do szkoły, a John postanowił, że do tego czasu całkowicie poświęci się obowiązkom ojca i matki. Nie nagrywał, nie koncertował, nie udzielał się publicznie. - W czasie tych pięciu lat żyłem w domu, z dala od wszystkiego. Mój sposób widzenia świata zmienił się totalnie. Przestałem myśleć o muzyce. Moja gitara wisiała nad łóżkiem. Dosłownie! Nie przypominam sobie, bym choć jeden raz przez te wszystkie lata po nią sięgnął! - wspominał w jednym z wywiadów, niezupełnie zgodnie z prawdą. W owym czasie powstało parę piosenek, które zaczęto emitować po jego śmierci, ale faktycznie przez pięć lat Lennon muzyk był, jak mówił, house husband. Męskim wydaniem kury domowej.
Na przełomie 1974/75 r. Yoko Ono i John Lennon zażegnali kryzys małżeński i po półtorarocznej przerwie znowu zamieszkali razem w Dakocie, a Yoko zaszła w ciążę. Nie było między nimi idealnie. John zaczął mówić do niej "mamo", więc podejrzewała, że ma kompleks Piotrusia Pana i w tej sytuacji raczej nie będzie dobrym ojcem. Miała już 42 lata i kilka poronień za sobą, więc postanowiła przeprowadzić aborcję. Nie pierwszą zresztą, ale John nie chciał o tym słyszeć i przekonywał ją, żeby urodziła. Chcąc mieć pewność, że dobre moce są po ich stronie, poradziła się najpierw numerologa i astrologa, a potem zatrudniła tarocistę Johna Greena. Nazywała go Charlie Swan, żeby w jej pobliżu nie było innego Johna, na wypadek gdyby mąż stał się zazdrosny. Przypuszczalnie Green albo inne gwiazdy wiedzy tajemnej podpowiedziały jej, żeby donosiła ciążę. Zgodziła się, ale postawiła mężowi warunek: urodzę, ale ty wychowasz. John przystał na to bez szemrania. Był jej wystarczająco wdzięczny za to, że pozwoliła mu wrócić do domu. - Poczuł, że znowu jest mężczyzną, że znowu jest jej głodny - wspominał Elliot Mintz, najlepszy wówczas przyjaciel Lennona.
Czuję się jak kurczak, który odzyskał głowę - pisał Lennon w lutym 1975 r. do Dereka Taylora, dziennikarza i bliskiego współpracownika w czasach The Beatles. A magazynowi "The Rolling Stone" zwierzał się: Byłem jak Sindbad Żeglarz w długiej podróży, walczyłem z potworami, pokonałem je i wróciłem. Cieszę się, że nie siedzę w jakimś obcym domu, walcząc z kacem.
Miesiąc przed rozwiązaniem władze amerykańskie oddaliły na jakiś czas nakaz opuszczenia przez Lennona USA, do czego niewątpliwie przyczyniła się ciąża Yoko. Ciągnące się bez końca problemy dotyczące The Beatles były wreszcie w zasadzie uregulowane (każdy z członków rozwiązanego zespołu dostawał swoją część tantiem na własne konto i mógł nią swobodnie rozporządzać). W 1975 r. Lennon wydał jeszcze płytę "Rock'n'Roll", a 13 czerwca telewizja wyemitowała jego zarejestrowany nieco wcześniej występ - jak się miało okazać, ostatni w życiu. 9 października 1975 r., w dzień jego 35. urodzin, przyszedł na świat Sean Taro Ono Lennon. Podejrzewano, że Yoko w porozumieniu ze swoim tarocistą przekonała lekarza, żeby zrobił jej w tym dniu cesarkę, ale ona do końca utrzymywała, że ta szczególna data to tylko zrządzenie losu. - Czuję się tak, jakbym się unosił ponad Empire State Building - powiedział tego dnia John, a kilka miesięcy później dostał od władz amerykańskich upragnioną zieloną kartę. Schludny, uczesany i ogolony, w białej koszuli, ustawił się przed obiektywami z małżonką u boku, dumnie prezentując dokument nr A 17-597-321. - To naprawdę super być znowu w porządku - powiedział dziennikarzom.
Chleb, wóda i joint
Po tym wszystkim zniknął ze sceny i zamilkł. Przedłużająca się cisza wywoływała pytania, co się z nim dzieje, aż w końcu John i Yoko wykupili w gazetach całostronicowe ogłoszenie z prośbą: Dajcie nam jeszcze chwilę spokoju, musimy się zastanowić, co dalej.
Co robił przez te pięć lat? Zmieniał Seanowi pieluchy, bawił się z nim, sprzątał mieszkanie i kocią kuwetę, piekł chleb. Na pytanie dziennikarza "Playboya" o to, co napisał w tym czasie, odparł: Żartujesz? Każda pani domu powie ci, że pieczenie chleba i opieka nad dzieckiem to zajęcie na pełny etat. Kiedy upiekłem bochenek i usiedliśmy do jedzenia, pomyślałem: Jezu, jakiś medal powinienem dostać albo co! W innym wywiadzie dodał: Pierwszemu bochenkowi zrobiłem nawet zdjęcie polaroidem. Taki byłem szczęśliwy. Prawie jakby z tego pieca wyszła moja nowa płyta. Codziennie gotowałem lunch dla naszych pracowników, kierowców, obsługi biura. Uwielbiałem to!
W 1978 r. w zapiskach pt. "The Ballad of John and Yoko" tak tłumaczył decyzję o wycofaniu się z życia artystycznego: Odebrałem prostą lekcję. Raz już straciłem rodzinę. I co miałem w zamian? Płytę "Sgt. Pepper"? Teraz dostałem drugą szansę. Bycie Beatlesem prawie kosztowało mnie życie, a na pewno zdrowie. Picie, narkotyki - to wszystko zaczęło się, zanim zostaliśmy zawodowymi muzykami z jednym celem w głowie: dotrzeć gdzieś na szczyt. Drugi raz w życiu nie popełnię tego błędu. Jeśli już niczego nie wyprodukuję, to trudno, niech nastanie cisza. I tyle.
John Green, tarocista Yoko i autor biografii Lennonów, przytacza anegdotę, która, jeśli jest prawdziwa, rzuca inne światło na idylliczny obrazek Johna jako kury domowej. Yoko ponoć powiedziała kiedyś: - Nie miałam pojęcia, że płacz dziecka może tak zdenerwować Johna. Właśnie skończyłam medytację, kiedy zobaczyłam, że zbliża się do Seana gwałtownie i kopie go. Mnie też raz kopnął, kiedy byłam w ciąży . Do tego swoje pięć groszy dorzuciła niedawna kochanka May Pang, która twierdziła, że zeszli się z Johnem w 1976 r. i że jego entuzjazm do życia i dobry humor wyparowały, Lennon był całkowicie pozbawiony energii. Inni z kolei mówili, że wpadał w ekstrema: raz brał narkotyki, a raz oczyszczał organizm za pomocą wyczerpujących biegunek. May Pang uznała, że miał depresję.
Yoko zresztą też. Karty tarota powiedziały jej, że w tej sytuacji powinni wyjechać, więc zabrała męża do Hongkongu, gdzie spotkał się z Davide'em Bowie i razem poszli na zakupy. Na pchlim targu znaleźli marynarkę z czasów Beatlesów i Bowie namówił Johna, żeby ją przymierzył. Symbolicznie - nie pasowała - jak pisał Pierre Merle w biografii "John Lennon. Niedokończona ballada". Po powrocie poczuł się trochę lepiej, wziął nawet do ręki gitarę, żeby przez chwilę pobrzdąkać, a w 1977 r. znowu parę razy pokazał się publicznie: wziął udział w inauguracji prezydentury Cartera w Białym Domu i poszedł z Seanem do cyrku w Madison Square Garden.
Ale w 1978 r. rozedrganie znowu zaczęło się objawiać sięganiem po narkotyki i fascynacjami religijnymi wszelkiej maści: raz Lennon był chrześcijaninem, innym razem - buddystą, to znowu flirtował z islamem. - Jak położył się do łóżka w styczniu 1978 r., tak przez rok nie wstał - mówił John Green. - Śnił na jawie, obsesyjnie się masturbował, ćpał i rozmyślał o przeszłości. Pod koniec roku przerobił piosenkę "Emotional Wreck" ("Wrak emocjonalny") na "People Say I'm Crazy" ("Ludzie mówią, że jestem szalony").
Kiedy John siedział w domu, przesypiając czasem całe dnie, Yoko ubrana w garnitur przyjmowała w swoim gabinecie interesantów i zajmowała się majątkiem. W latach 1977-79 wykupili w Dakocie pięć mieszkań, mieli też 500-hektarową posiadłość ziemską, gdzie hodowali krowy, więc było czym zarządzać. Ale obawiając się, że depresja Johna doprowadzi go w końcu do samobójstwa, Yoko znowu zabrała go w podróż, tym razem do Egiptu i Afryki Południowej.
Tarot mówi: kariera
W 1980 r. Sean skończył pięć lat, niedługo miał iść do szkoły, tarocista Yoko uznał, że najwyższy czas, żeby John wrócił na ścieżkę kariery. Lennon zaczął więc przekopywać swoje muzyczne archiwum, żeby z tego, co napisał przez ostatnie lata, poskładać nowe kawałki, a w czerwcu razem z synem i jednym z przyjaciół popłynął jachtem na Bermudy. Sztorm na Atlantyku unieruchomił całą załogę i tylko Lennon nie miał choroby morskiej, więc to na niego spadł obowiązek sterowania jachtem. Morze mnie pogrzebało, fale uderzały o moją twarz przez sześć godzin, parę razy upadłem na kolana, musiałem z całej siły trzymać ster, ale przeżyłem coś wspaniałego. Śpiewałem szanty i wrzeszczałem na bogów, a po wyjściu na brzeg poczułem się całkowicie zestrojony z kosmosem. I wtedy przyszły do mnie te wszystkie piosenki - wspominał w wywiadzie dla magazynu "The Rolling Stone".
Piosenki, które wówczas napisał, znalazły się na albumie "Double Fantasy". Nazwa, która jak twierdził, tak znakomicie oddawała charakter ich małżeństwa, pochodziła od gatunku frezji, które widział na Bermudach. Wśród piosenek z "Double Fantasy" jest m.in. kołysanka dla Seana "Beautiful Boy" i piosenka "Cleanup Time" ("Czas porządków"). Do napisania tej ostatniej zainspirowała go rozmowa telefoniczna z producentem Jackiem Douglasem o tym, jak w latach 70. ludzie próbowali dojść do ładu z piciem i ćpaniem. To samo działo się teraz w jego życiu: w końcu uporządkował swoje małżeństwo, pobyt w Stanach, sprawy majątkowe i zdrowie. Wszystko szło ku lepszemu. Czas porządków dobiegł końca.
Nagrywać zaczął w sierpniu 1980 r. Na płycie znalazło się także kilka piosenek Yoko Ono, więc była to ich pierwsza wspólna produkcja od ośmiu lat.
Album ukazał się na rynku w listopadzie 1980 r., a Lennonowie od razu zaczęli pracować nad kolejnym. John wydawał się pogodzony ze sobą. Na moment przed 40. urodzinami powiedział: - Mam tylko 40 lat. I jak Bóg pozwoli, kolejne 40 lat działalności jest wciąż przede mną.
Winny!
Z trójki Beatlesów tylko Ringo Starr poleciał do Nowego Jorku, żeby wesprzeć Yoko i Seana. George Harrison odwołał sesję nagraniową i na jakiś czas zamknął się w odosobnieniu. Paul McCartney nagrywał dalej, ale nie występował na koncertach. Yoko też trzymała się z dala od mediów. Dwa dni po zamachu wystosowała tylko oświadczenie, w którym napisała, jak wytłumaczyła Seanowi śmierć ojca: Twój tatuś jest teraz częścią Boga. Myślę, że kiedy umieramy, stajemy się jeszcze więksi niż za życia, bo jesteśmy częścią wszystkiego.
10 grudnia ciało Lennona zostało skremowane, a Yoko postanowiła, że publicznego pogrzebu nie będzie, i do jego fanów na całym świecie prosiła tylko: - Módlcie się za niego, gdziekolwiek będziecie w niedzielę po południu. Tak jak John modlił się za całą ludzkość.
W tym czasie policja zdążyła już postawić Markowi Chapmanowi zarzut zabójstwa drugiego stopnia. Gdziekolwiek był przewożony, zawsze otaczał go kordon policjantów, a jego cela, na wypadek gdyby chciał popełnić samobójstwo, znajdowała się pod obserwacją 24 godziny na dobę. Policja obawiała się samosądu, więc okna pokoju szpitala psychiatrycznego, do którego został przewieziony na badania, pomalowano na czarno jako zabezpieczenie przed snajperami. Ponieważ istniała realna groźba, że dojdzie do szturmu na szpital, Chapmana przewieziono ostatecznie do więzienia na nowojorskiej wyspie Rickers i tam poddano badaniom psychiatrycznym. Trzech na dziewięciu lekarzy stwierdziło, że zabójca jest niepoczytalny, ale wbrew zdaniu swego obrońcy Chapman nie chciał skorzystać z tej furtki. Mówił, że Bóg chce, aby przyznał się do winy, i że był w pełni świadomy tego, co robi, a przysięgłym czytał fragmenty "Buszującego w zbożu". 24 sierpnia 1981 r. dostał dożywocie. Potem pięciokrotnie ubiegał się o przedterminowe zwolnienie, ale wszystkie prośby zostały odrzucone. Ostatnia rok temu.
(wizyt: 919)
Więcej na temat John Lennon. Śmierć przed Dakotą:
2018-12-08: Zwierzenia nietypowego fana - Wojciech Mann wspomina Johna Lennona,
2017-12-08: Elliot Mintz wspomina Johna,
2016-08-30: Sąd odrzucił kolejny wniosek mordercy Lennona o warunkowe zwolnienie ,
2015-12-08: Specjalny serwis o Johnie Lennonie w Polskim Radiu,
2015-12-08: W Poznaniu odbędzie się koncert z okazji rocznicy śmierci Johna Lennona ,
2015-12-08: Czy John wciąż mnie kochał? - Andy Peebles odpowiada Paulowi McCartneyowi,
2015-12-08: Marta Grzywacz: John Lennon. Śmierć przed Dakotą [Gazeta Wyborcza],
2015-12-07: Zapowiedź wydania specjalnego tygodnika "Ale Historia" poświęconego Lennonowi,
2015-12-07: Justin Bieber wykonał "Let It Be" dla Lennona,
2013-12-08: Polscy muzycy wspominają Johna Lennona,
2011-12-08: Ringo Starr apeluje o wyższe wyroki dla osób złapanych z bronią,
2010-12-08: Profesor Tadeusz Sławek o śmierci Johna Lennona,
2010-12-08: 30 lat od śmierci, która wstrząsnęła światem. Centrum światowych obchodów jest Liverpool.,
2010-12-08: Polscy fani wspominają dzień, w którym dowiedzieli się o śmierci Johna Lennona,
2010-12-07: Syn Lennona panicznie boi się sławy,
2005-12-08: 25 rocznica śmierci Johna Lennona,
1980-12-10: John Lennon został poddany kremacji,
1980-12-08: Ostatni autograf Johna Lennona,
1980-12-08: John Lennon został zastrzelony. ,
2018-12-08: Zwierzenia nietypowego fana - Wojciech Mann wspomina Johna Lennona,
2017-12-08: Elliot Mintz wspomina Johna,
2016-08-30: Sąd odrzucił kolejny wniosek mordercy Lennona o warunkowe zwolnienie ,
2015-12-08: Specjalny serwis o Johnie Lennonie w Polskim Radiu,
2015-12-08: W Poznaniu odbędzie się koncert z okazji rocznicy śmierci Johna Lennona ,
2015-12-08: Czy John wciąż mnie kochał? - Andy Peebles odpowiada Paulowi McCartneyowi,
2015-12-08: Marta Grzywacz: John Lennon. Śmierć przed Dakotą [Gazeta Wyborcza],
2015-12-07: Zapowiedź wydania specjalnego tygodnika "Ale Historia" poświęconego Lennonowi,
2015-12-07: Justin Bieber wykonał "Let It Be" dla Lennona,
2013-12-08: Polscy muzycy wspominają Johna Lennona,
2011-12-08: Ringo Starr apeluje o wyższe wyroki dla osób złapanych z bronią,
2010-12-08: Profesor Tadeusz Sławek o śmierci Johna Lennona,
2010-12-08: 30 lat od śmierci, która wstrząsnęła światem. Centrum światowych obchodów jest Liverpool.,
2010-12-08: Polscy fani wspominają dzień, w którym dowiedzieli się o śmierci Johna Lennona,
2010-12-07: Syn Lennona panicznie boi się sławy,
2005-12-08: 25 rocznica śmierci Johna Lennona,
1980-12-10: John Lennon został poddany kremacji,
1980-12-08: Ostatni autograf Johna Lennona,
1980-12-08: John Lennon został zastrzelony. ,
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
