44 lata temu Renata Frankowska odwiedziła posiadłość George’a Harrisona w Henley (część I)
2020-08-20, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Opowieść Polki pojawiła się pierwszy raz w kwietniu 1977 w wydaniu magazynu ‘With A Little Help From My Friends’. Sara Schmidt spisała historię Renaty Frankowskiej na blogu Meet The Beatles For Real, a poniżej znajduje się nasze tłumaczenie.Moja wizyta do Friar Park.
Chciałabym być poetką i opisać wszystko co się wydarzyło w pięknych słowach ale pomimo, że nie jestem poetką napiszę najlepiej jak potrafię.
Przyjechałam do Anglii w piątek 20 sierpnia 1976 roku. Przybyłam sama, ale przyjaciółka mojej mamy czekała na mnie na lotnisku. Jej mąż zawiózł nas do domu, więc wkrótce znalazłam się w Swiss Cottage w Londynie.
Mój tata przyjechał do Londynu nieco później i zadzwonił do mnie z hotelu. Przyjechał do Swiss Cottage i pomógł mi przeprowadzić się do hotelu, w którym się zatrzymał. To był bardzo piękny hotel o nazwie Elizabeth położony niedaleko Harrodsa. W środku dominował hindusko-arabski styl, nieco mistyczny i bardzo kolorowy. Następnego dnia zdecydowaliśmy się udać do Henley. Cóż innego mogłam zrobić?
Wstaliśmy wcześnie rano i pojechaliśmy na stację Victoria i stamtąd wzięliśmy autobus do naszej destynacji - do świętego miejsca jakim był Henley! Byłam bardzo podekscytowana i nerwowa. Wierciłam się z niecierpliwością. O mój Boże, zawsze kiedy jedziesz do Henley towarzyszy ci to specjalne uczucie ekscytacji. Jedynie Bóg wie co może się tam zdarzyć.
Udaliśmy się tam przez Maidenhead, piękna autostradą M-4. Pogoda była piękna, słoneczna, a nad nami rozcierało się niebieskie niebo i było bardzo gorąco. W końcu dotarliśmy do Henley. Bylam tak nerwowa, że zdawało mi się, iż widzę George’a wszędzie. Dotarliśmy na miejsce przez Hart Street i stanęliśmy przed Friar Park przepiękną rezydencją George’a. Jak zawsze pięknie, bardzo cicho i pusto, jakby nikt tam nie zamieszkiwał.
Wisiał tam znak ostrzegawczy z napisem ‘Posiadłość prywatna. Intruzi będą ścigani drogą sądową. Uwaga, pies! Nie brzmiało to miło. Kiedy tam stałam, taka nerwowa, przestraszona by się ruszyć, przerażona by wejść do środka. Tym razem zdecydowałam, że zaryzykuje wszystkim co mam. Jeśli mnie wyrzucą, jeśli George mnie wyrzuci albo pies mnie pogryzie czy też nie i tak muszę spróbować. Muszę wejść do środka. Dostałam błogosławieństwo mojego taty, który powiedział mi wiele ciepłych słów zachęcających mnie do wejścia.
Możecie sobie wyobrazić jaka byłam przerażona idąc przez Friar Park, spodziewając się kogoś, kto mnie zaraz stamtąd wyrzuci albo czyhających na mnie psów. Jednak nikogo nie było w pobliżu. Przeszłam obok domu Harolda i posuwałam się powoli dalej. Poruszałam się powoli, ponieważ byłam tak przerażona, że ledwo mogłam się ruszyć. Mogłam usłyszeć szum silnego wiatru przedzierającego się przez drzewa oraz bicie własnego serca, które było coraz mocniejsze i szybsze.
Znałam drogę, jako że wcześniej byłam tutaj w 1973 roku. Wiedziałam, że muszę przejść jeszcze jeden budynek. W środku, pomiędzy domami Harolda i George’a stała jeszcze jedna posiadłość, podobna wyglądem do budynku Harolda. Nie wiem kto tam mieszkał, ale byłam przestraszona, że ktoś mógłby mnie zobaczyć i zatrzymać. Ale nie, wszystko było w porządku. I nagle pośród drzew ujrzałam dom George’a i moje serce znowu zaczęło bić szybciej, ponieważ zobaczyłam uniesioną do góry żółtą flagę z czerwonym znakiem. Pamiętam jak czytałam biuletyn gazetki fanklubowej, w której było napisane, że jeśli flaga jest uniesiona do góry, to najprawdopodobniej gospodarz przebywa w domu.
W moim sercu narodziła się nadzieja i wielka radość, że George może jest w środku i będę miała na tyle szczęścia, iż spotkam go osobiście po tylu latach czekania. Nadzieja na spełnienie mojego marzenia znacznie wzrosła.
Dotarłam na miejsce i stałam przed drzwiami George’a. Trzęsłam się i byłam przerażona. Miejsce przed drzwiami mocno się zmieniło od 1973 roku. Teraz widniał tam tablet (chyba marmurowy), coś w rodzaju kalendarza z umieszczonymi napisami oraz marmurowe popiersie nieznanego mężczyzny. Wszystko wyglądało pięknie i mistycznie. Nie napisałam tam niczego, byłam zbyt przerażona. Dalej, po prawej stronie domu można było zobaczyć krasnale znane z okładki „All Things Must Pass”. Wciąż tam stały i wyglądały słodko. Przy pięknych , drewnianych i wystruganych drzwiach wejściowych zamieszczony był dzwonek, coś w rodzaju dużej szczęki z zielonym marmurowym guzikiem. Moje ręce były zimne i spocone ze strachu, ale zdecydowałam się zadzwonić. Trzęsłam się, ale zadzwoniłam. Nic. Nacisnęłam dzwonek ponownie i usłyszałam kroki na schodach. Na początku chciałam uciec, ale udało mi się opanować strach. Drzwi otworzył Hindus (jak później się dowiedziałam był nim Kumar Shankar - krewny Raviego). Oznajmiłam mu, że jestem fanką George’a i przyjechałam specjalnie z Polski. Zapytałam czy George jest w domu. Odpowiedział mi, że nie. George był na wakacjach z Olivią w Szwecji i oczywiście nie wiedział kiedy wróci do domu. Powiedziałam, że mu nie wierzę. A on tylko odparł: „Co chcesz usłyszeć? Kłamstwa?”. Rzekłam: „nie” i że naprawdę zależy mi na prawdzie. Wyjaśniłam mu, jak trudno było dla mnie przyjechać do Anglii i że byłam trzy lata temu w Henley, ale nie dane mi było spotkać George’a. Opowiedziałam jak ważne jest to dla mnie spotkanie i poprosiłam go o pomoc. Kumar odparł, że mu jest przykro, ale naprawdę nie wiem kiedy George wróci do domu. Zasugerował napisanie listu do George’a z prośbą o wizytę i jeśli mi odpisze, to będzie oznaczało, że naprawdę chce mnie widzieć. Zrobiło mi się bardzo przykro, ale co mogłam zrobić? Pan Kumar nie był właściwie miły. Mam na myśli, że był trochę chłodny. Przeprosił mnie za nie pokazanie domu, ale jak powiedział, to nie był jego dom, dlatego nie mógł tego zrobić. Spytałam go czy mogę zrobić zdjęcia, ale dostałam odpowiedź, że jeśli szanuję George’a to nie powinnam pstrykać fotek. Pożegnałam się z nim i zaczęłam się oddalać.
Naprawdę szanowałam George’a, ale zrobiłam parę zdjęć. Wiedziałam, że nie powinnam, ale nie wiedziałam czy kiedykolwiek jeszcze będę mogła przekroczyć bramy Friar Park. Zrobiłam kilka zdjęć. Wracałam taka smutna i zawiedziona, ale to były moje pierwsze dni pobytu w Anglii i miałam przed sobą jeszcze dwa miesiące. Napawała mnie słodka nadzieja, że jeszcze zobaczę George’a.
Z moim tatą zdecydowaliśmy, że zostaniemy w Henley na weekend, ponieważ pogoda była wspaniała i oboje uwielbiamy Henley. Zatrzymaliśmy się w hotelu Red Lion, położonym niedaleko mostu i rzeki. Spędziliśmy miło dwa dni w Henley. Zwiedzaliśmy miasto, spacerowaliśmy nad rzeką, piliśmy herbatę w jednej z tych przytulnych kawiarenek. Henley jest naprawdę uroczym miejscem, małym, milutkim z dużą ilością kwiatów i drzew oraz przepięknymi domkami, ogrodami, kawiarenkami i pubami. W Henley panuje fantastyczna atmosfera, zwłaszcza w weekendy kiedy ludzie zbierają się na rynku, koło ratuszu. Jest tam również świetne miejsce gdzie można oglądać samochody. Uważam, że atmosfera w miasteczku i na rzece, gdzie ludzie pływają i mają swoje małe łódki jest taka dobra dzięki George’owi.
CDN.
Więcej na temat Renata Frankowska i George:
2020-08-25: 44 lata temu Renata Frankowska spotkała George'a Harrisona (część II),
2020-08-20: 44 lata temu Renata Frankowska odwiedziła posiadłość George’a Harrisona w Henley (część I),
2020-08-25: 44 lata temu Renata Frankowska spotkała George'a Harrisona (część II),
2020-08-20: 44 lata temu Renata Frankowska odwiedziła posiadłość George’a Harrisona w Henley (część I),
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
