Moja babcia przyrządzała herbatę Beatlesom
2020-04-21, autor: kasia
[...powrót do newsów]
21 kwietnia w Anglii obchodzony jest Narodowy Dzień Herbaty. Z tej okazji przytaczamy urocze opowiadanie o Babci Roba Powera (konto na Twitterze: @mrrobpower), która parzyła herbatkę Wielkiej Czwórce.Historia pojawiła się pierwotnie w drugim numerze The Teatles Book.
Herbata była bardzo ważna w moim domu. The Beatles? Nie tak bardzo.
Irlandczycy są narodem pijącym herbatę. Ich żyły są beżowe (koloru herbaty z mlekiem). Moja mama mogła wywąchać herbatę zaparzoną w jeszcze zimnym imbryku z odległości dziesięciu stóp. A uczyła się od najlepszych: mojej babci.
Babcia była bijącym sercem naszej rodziny. Potrafiła iść do twojej szkoły w porze obiadu i przemycała dla ciebie słodycze przez szkolną bramę. Mówiła każdemu wnukowi osobiście, że jest jej ulubionym. Była twarda, błyskotliwa, radosna i zabawna. Wszyscy ją kochali.
W ciągu swojego życia budowała bomby w Sheffield, sprawiła, że miliony Irlandczyków poczuło się w Londynie jak w domu i parzyła herbatę Beatlesom.
Podmiejski Londyn w latach 80-tych, w którym się urodziłem i wychowałem nie był już więcej miejscem ekscytującej Beatlemanii. Była wspomnieniem, odległym snem, rzeczą która zdarzyła się może raz.
Urodziłem się trzynaście lat po rozpadzie The Beatles. Gdy dorastałem, gdzieś tam byli, po wojnie, ale przede mną, a zatem niezwykle ważni.
Lata 80-te nie były latami świetności The Beatles. Moje pierwsze wspomnienie związane z Paulem McCartneyem łączy się z chórem żab. George zrobił znacznie lepsze wrażenie dzięki „Got My Mind Set On You”. Wciąż pamiętam jak tańczyłem w salonie domu, w którym się urodziłem w Hillington, w 1987 roku. Miałem cztery lata i nie znając ich, George był moim ulubionym Beatlesem. Ringo znałem najlepiej z całej czwórki, oczywiście dzięki jego przygodom w serialu „Tomek i przyjaciele”.
A John? John był już mitem. Dowiedziałem się o nim z wypożyczonej z biblioteki, ilustrowanej książki dla dzieci o wielkich ludziach. Równie dobrze mógłby to być Ghandi czy Joanna d’Arc. Po prostu kolejne nazwisko z długiej listy zmarłych ludzi, które powinieneś znać.
Kiedy byłem dzieckiem, Beatlesi prawie że nie istnieli dla mnie. Gdzie byli? Nie było ich w radiu, telewizji, magnetofonie, odtwarzaczu. Nie było ich nigdzie.
Zajęło to trochę czasu ale Brit pop i The Beatles Anthology zmienili to wszystko. Kiedy Antologię puszczali w telewizji oglądaliśmy ją z rodziną. Pod koniec serii byłem już nawrócony. Największy dokument muzyczny wszech czasów, o najwspanialszym zespole wszech czasów, miał swój urok. Beatlemania na dobre mnie dopadła.
Szukałem odpowiedzi. Zacząłem, jak wszyscy dobrzy historycy amatorzy, w domu. Moja głowa była pełna pytań. Byłem spragniony czegokolwiek co było związane z The Beatles. Zamęczałem moich rodziców pytaniami. Czy pamiętasz to? Jak było? Dlaczego mi nie powiedzieliście?
Mój tata pękł pierwszy sobotniego popołudnia.
- Czekaj
Szperanie w garażu. Stłumione przekleństwa. A potem małe, brązowe, uszkodzone przez wodę pudło, pełne czegoś co można tylko określić starym szmelcem.
- Spójrz na to.
Tam, wśród śmieci, znajdowało się skupisko winylowych singli.
- Myślę, że należały do twojej cioci - powiedział tata.
Naprawdę, nie wiedziałem na co patrzę. Parlophone. 45 RPM. Northern Songs. Ok. Potem , magia. A HARD DAY’S NIGHT [Lennon-McCartney] CO TAKIEGO?
Cztery single, osiem utworów. Intensywny kurs z The Beatles. Grałem ich bez przerwy. Słyszałem już wcześniej wielkie hity takie jak: „I Feel Fine”, „All You Need Is Love”, ale strony B singla? Mój Boże, strony B! „Things We Said Today”, „Baby You’re A Rich Man” i w końcu, nieustannie przez tygodnie, miesiące i lata na gramofonie - „I Am The Walrus”.
Beatlesi stali się prawdziwi, istnieli w moich rękach, w moim domu, pokoju. Moja mama wróciła z pracy tego wieczoru i zastała mnie słuchającego wielokrotnie Beatlesów. Jej oczy się wywróciły niemal na tył jej głowy.
- Po co słuchasz tych śmieci?
Najwyraźniej, moja matka nie była w stanie tego zrozumieć.
- Powinieneś zapytać Babci, pracowała na Abbey Road.
Zaraz. Że co?
- Właściwie, to spotkałam ich raz
Nie mogłem mówić.
- Przyniosłam im herbatę.
Nie mogłem oddychać.
- Chodziłam do pracy z twoją babcią i jej pomagałam. Przyniosłam im herbatę kiedy nagrywali. Mimo to, nie mogłam na nich spojrzeć. Byłam zbyt nieśmiała.
Mama wzruszyła ramionami.
- I tak zawsze wolałam Elvisa.
Poszła na górę by zmienić ubranie po pracy , a ja w tym czasie doznałem lekkiego ataku serca.
Lata później, wspominając chwilę kiedy moja mama pierwszy raz opowiedziała mi tę historię, wciąż trudno było mi uwierzyć w jej prawdziwość. Ale wszystko idealnie pasowało. Moi rodzice wychowywali się w rodzinach irlandzkich imigrantów na St. John’s Wood. To nie był wtedy zakątek milionerów, ale raczej miejsce , w którym rodziny żyły we względnej normalności. Mama i tata przez większość życia mieszkali na ulicy oddalonej rzut beretem od Abbey Road.
W tym czasie, miałem tylko niejasne pojęcie o tym, czym jest Abbey Road. Byłem w środku. Złożyłem hołd wchodząc do świętego przybytku Studio 2. Dla większości z nas jest jak Mekka, sanktuarium, miejsce, w którym kiedyś stworzono magię.
Ale dla mojej Babci to była praca. Wiem, bo ją zapytałem.
- Ah, jasne, to byli cudowni chłopcy - odpowiedziała.
Najwyższa pochwała.
- Który z nich był Twoim ulubionym?
- John - powiedziała bez wahania. - Ale ta kobieta go zrujnowała.
Moja babcia miała już około 70 lat i upłynęło sporo czasu od jej pracy w kantynie studia Abbey Road w latach 60-tych. Okazało się, że pracowała tam kilka dobrych lat, serwując herbatę, przyrządzając posiłki. Była panią od herbaty. Panią przyrządzającą herbatę Beatlesom.
Cudowne było to, że nie miało to dla niej znaczenia. Dla niej to byli chłopcy, nie supergwiazdy. Robiła im herbatę, a oni ją pili. Pracowali, a ona nie poświęcała na to zbytniej uwagi. Była matką trójki dzieci, która radziła sobie podejmując wszelkie prace, jakie mogła znaleźć lokalnie. Tak się złożyło, że cztery najpopularniejsze twarze na świecie były dla niej tak swojskie, że aż nudne.
Nigdy nie powiedziała mi za dużo. Kochała Johna, zawsze przynosiła im herbatę, a Beatlesi byli mili. Rzucała kuszącymi ciekawostkami o życiu w Abbey Road. Upierała się, że Cliff Richard był okropny.
Moja Babcia zmarła w 2006 roku. Czasami zastanawiam się, czy nie powinienem był wypytywać ją o więcej szczegółów. Ale nigdy nie zrobiłem tego i cieszę się z tego powodu. Ponieważ była tam, właśnie tam, na poboczu historii. Nie wiem co Beatlesi nagrywali gdy Babcia była w budynku, ale sam fakt, że tam przebywała kiedy oni robili cokolwiek wydaje się niesamowity.
A teraz, kiedykolwiek widzę zdjęcie z The Beatles w studiu, z filiżanką herbaty w ręce, myślę o mojej Babci. Ponieważ, to ona mogła przyrządzić herbatę. W rzeczywistości, robiła tę herbatę i znowu jest z nami, robiąc to najlepiej – opiekując się ludźmi, przywracając im uśmiech na twarzy i przyrządzając im filiżankę herbaty.
(wizyt: 899)
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
