Warning: getimagesize(http://www.elvispresleymusic.com.au/pictures/img/elvis/60s/65/1965_elvis_meets_the_beatles.jpg): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.0 418 reauthentication required
in /home/hosting/www/beatles.kielce.com.pl/www/news_more_out.php on line 76
1965-08-27, autor: kasia
Beatlesi spotykają Elvisa Presleya w jego posiadłości w Beverly Hills.
Kiedy weszli do pokoju, zostali przedstawieni Elvisowi. On siadł na krześle, oni na podłodze i gapili się na niego. Zapadła śmiertelna cisza, przerwana w końcu przez Elvisa. Co jest? Jeśli nie przyjechaliście ze mną pogadać, to idę spać. To przełamało lody.
Tak naprawdę nie wiadomo, co wtedy robili. Mówi się, że muzykowali, ale poszczególni Beatlesi przedstawili z tego spotkania zupełnie różne relacje, więc pewności nie ma. Jest natomiast pewność, że Beatlesi mieli w repertuarze Thats All Right Mama Elvisa
PAUL: Pod koniec pobytu w Los Angeles poznaliśmy Elvisa Presleya. Staraliśmy się o to latami, ale nie mogliśmy się do niego dostać. Podejrzewaliśmy , że stanowimy dla niego oraz pułkownika Tona Parkera rodzaj zagrożenia i w sumie tak było. Wprawdzie staraliśmy się o spotkanie, ale zawsze zjawiał się tylko pułkownik Parker z kilkoma upominkami i na tym się kończyło. Nie czuliśmy się spuszczeni, uważaliśmy, że zasługujemy na spuszczenie. To był jednak Elvis, a kim my byliśmy, że chcieliśmy go poznać? W końcu jednak dostaliśmy zaproszenie, by odwiedzić go w Hollywood podczas kręcenia filmu.
JOHN: Zawsze byliśmy nie tam i nie wtedy, kiedy trzeba, by spotkać Elvisa. My poszlibyśmy wszędzie, ale było sporo zadęcia, żeby ustalić gdzie się spotkamy i w ile osób. Pozostawało to w gestii pułkownika Parkera i Briana.
GEORGE: Spotkanie z Elvisem było jednym z najważniejszych wydarzeń tej trasy. To zabawne, ale kiedy dotarliśmy do jego domu, zapomnieliśmy, dokąd jedziemy. Jechaliśmy cadillakiem po ulicy Mulholland i w samochodzie wypiliśmy „trochę herbaty”. Nieważne było, dokąd jedziemy. Było jak w tekście komika Lorda Bucklyea: „Wchodzimy do wioski tubylców i zażywamy pejotl. Może nie wiemy wtedy gdzie my są, ale na pewno dowiemy się, kim są”. Dobrze się bawiliśmy, złapał nas atak wesołości. Dojechaliśmy do wielkiej bramy i ktoś powiedział: „Taaa, zobaczymy Elvisa”. Wypadliśmy z samochodu ze śmiechem, udając, że nie jesteśmy aż tacy głupi, jak rysunkowe postacie Beatlesów.
JOHN: To było bardzo podniecające, byliśmy zdenerwowani jak diabli i spotkaliśmy go w jego wielkim domu w Los Angeles. Prawdopodobnie ten dom był tak duży jak ten, który wynajmowaliśmy, ale wydawało się nam, że widzimy „wielki dom wielkiego Elvisa”. Miał wokół siebie wielu ludzi, tych, którzy kiedyś obok niego mieszkali (podobnie było z nami, zawsze mieliśmy wokół siebie tysiące ludzi z Liverpoolu, więc on był taki sam jak my). Miał też stoły do gry w bilard! Może tak jest w większości amerykańskich domów, ale nas to zdziwiło, bo było jak w nocnym klubie.
RINGO: Byłem tym wszystkim mocno podniecony. Mieliśmy szczęście, bo było nas czterech, więc każdy miał kogoś do towarzystwa. Dom był bardzo duży i mroczny. Gdy weszliśmy, Elvis siedział na kanapie przed telewizorem. Grał na basie, co po dziś dzień wydaje mi się bardzo dziwne. Wokół niego było pełno facetów. Powiedzieliśmy: „Cześć Elvis”. Był dosyć nieśmiały i my też byliśmy trochę onieśmieleni, ale w pięciu się rozruszaliśmy. Czułem, że to spotkanie było większym przeżyciem dla nas niż dla niego.
PAUL: Zaprosił nas do środka i był świetny. No wiesz, to był Elvis. Wyglądał jak Elvis. Wszyscy byliśmy jego zagorzałymi fanami, więc podziwialiśmy go, i to bardzo. Powiedział: „Halo, chłopaki, czego się napijecie?”. Usiedliśmy i zaczęliśmy oglądać telewizję. Elvis miał pilota, pierwszego jakiego widzieliśmy w życiu. Kierowałeś go w stronę telewizora i bach! To jest Elvis! Przez cały wieczór puszczał numer „Mohair Sam”, który był w szafie grającej.
JOHN: Telewizor grał non stop. Ja też tak robię, wszyscy mamy zawsze włączone telewizory. Nie patrzymy na ekran. Gra włączony bez dźwięku, bo słuchamy płyt. Przed telewizorem Elvis miał potężny wzmacniacz basowy z podłączoną gitarą basową. Elvis grał na basie, a na ekranie przelatywały obrazki. Weszliśmy i zagraliśmy z nim. Podłączyliśmy , co było pod ręką, śpiewaliśmy i graliśmy. On miał, tak jak ja, szafę grającą, ale wyłącznie ze swoimi hitami. Może gdybym miał tyle hitów co on, to w mojej też byłyby tylko moje płyty.
PAUL: To, że on grał na basie, było dla mnie czymś świetnym. No i było tak: „El, pozwól, że pokażę Ci parę patentów”. Nagle on był moim kumplem. To był dla mnie idealny temat do rozmowy. Mogłem mówić o basie i cieszyliśmy się swoim towarzystwem. Był świetny – rozmowny, przyjacielski i trochę nieśmiały. Miał taki image – tego oczekiwaliśmy i na to liczyliśmy.
JOHN: Początkowo nie mogliśmy go rozgryźć. Spytałem, czy ma pomysły na nowy film, a on nosowo odrzekł: Jasne, że macm. Gram chłopaka ze wsi, który po drodze spotyka parę dziewczyn i śpiewcham kilka piosenek”. Spojrzeliśmy na siebie. Wreszcie Presley i pułkownik Parker zaczęli się śmiać, wyjaśniając, że kiedy raz odeszli od takiej formuły kręcąc film Wild in the Country, od razu stracili na nim pieniądze.
JOHN: Spotkanie z Elvisem było bardzo miłe. No wiesz, to był tylko Elvis. Zagrał parę piosenek, a my graliśmy na gitarach. Było świetnie. Nie rozmawialiśmy na konkretne tematy, po prostu graliśmy sobie. Nie był popularniejszy od nas, ale był „tym kimś”. Nie był zbytnio rozmowny, to tyle.
Wydawał się nam normalny, pytaliśmy go o filmy i o to, dlaczego nie występuje w TV. Uważam, że bardzo lubi kręcić filmy. My byśmy nie znieśli braku występów. Zanudzilibyśmy się, my się szybko nudziliśmy On mówił, że trochę mu tych występów brakuje. Jest normalny. Był świetny, zupełnie taki, jak się spodziewałem.
PAUL: To było jedno z najwspanialszych spotkań z mojego życia. Myślę, że nas polubił. Przypuszczam, że wtedy czuł się nieco zagrożony, ale nic o tym nie mówił. My na pewno nie czuliśmy żadnego antagonizmu.
űródło: Antologia
, kategoria: kalendarz
Beatlesi spotykają Elvisa Presleya
1965-08-27, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Beatlesi spotykają Elvisa Presleya w jego posiadłości w Beverly Hills. Kiedy weszli do pokoju, zostali przedstawieni Elvisowi. On siadł na krześle, oni na podłodze i gapili się na niego. Zapadła śmiertelna cisza, przerwana w końcu przez Elvisa. Co jest? Jeśli nie przyjechaliście ze mną pogadać, to idę spać. To przełamało lody.
Tak naprawdę nie wiadomo, co wtedy robili. Mówi się, że muzykowali, ale poszczególni Beatlesi przedstawili z tego spotkania zupełnie różne relacje, więc pewności nie ma. Jest natomiast pewność, że Beatlesi mieli w repertuarze Thats All Right Mama Elvisa
PAUL: Pod koniec pobytu w Los Angeles poznaliśmy Elvisa Presleya. Staraliśmy się o to latami, ale nie mogliśmy się do niego dostać. Podejrzewaliśmy , że stanowimy dla niego oraz pułkownika Tona Parkera rodzaj zagrożenia i w sumie tak było. Wprawdzie staraliśmy się o spotkanie, ale zawsze zjawiał się tylko pułkownik Parker z kilkoma upominkami i na tym się kończyło. Nie czuliśmy się spuszczeni, uważaliśmy, że zasługujemy na spuszczenie. To był jednak Elvis, a kim my byliśmy, że chcieliśmy go poznać? W końcu jednak dostaliśmy zaproszenie, by odwiedzić go w Hollywood podczas kręcenia filmu.
JOHN: Zawsze byliśmy nie tam i nie wtedy, kiedy trzeba, by spotkać Elvisa. My poszlibyśmy wszędzie, ale było sporo zadęcia, żeby ustalić gdzie się spotkamy i w ile osób. Pozostawało to w gestii pułkownika Parkera i Briana.
GEORGE: Spotkanie z Elvisem było jednym z najważniejszych wydarzeń tej trasy. To zabawne, ale kiedy dotarliśmy do jego domu, zapomnieliśmy, dokąd jedziemy. Jechaliśmy cadillakiem po ulicy Mulholland i w samochodzie wypiliśmy „trochę herbaty”. Nieważne było, dokąd jedziemy. Było jak w tekście komika Lorda Bucklyea: „Wchodzimy do wioski tubylców i zażywamy pejotl. Może nie wiemy wtedy gdzie my są, ale na pewno dowiemy się, kim są”. Dobrze się bawiliśmy, złapał nas atak wesołości. Dojechaliśmy do wielkiej bramy i ktoś powiedział: „Taaa, zobaczymy Elvisa”. Wypadliśmy z samochodu ze śmiechem, udając, że nie jesteśmy aż tacy głupi, jak rysunkowe postacie Beatlesów.
JOHN: To było bardzo podniecające, byliśmy zdenerwowani jak diabli i spotkaliśmy go w jego wielkim domu w Los Angeles. Prawdopodobnie ten dom był tak duży jak ten, który wynajmowaliśmy, ale wydawało się nam, że widzimy „wielki dom wielkiego Elvisa”. Miał wokół siebie wielu ludzi, tych, którzy kiedyś obok niego mieszkali (podobnie było z nami, zawsze mieliśmy wokół siebie tysiące ludzi z Liverpoolu, więc on był taki sam jak my). Miał też stoły do gry w bilard! Może tak jest w większości amerykańskich domów, ale nas to zdziwiło, bo było jak w nocnym klubie.
RINGO: Byłem tym wszystkim mocno podniecony. Mieliśmy szczęście, bo było nas czterech, więc każdy miał kogoś do towarzystwa. Dom był bardzo duży i mroczny. Gdy weszliśmy, Elvis siedział na kanapie przed telewizorem. Grał na basie, co po dziś dzień wydaje mi się bardzo dziwne. Wokół niego było pełno facetów. Powiedzieliśmy: „Cześć Elvis”. Był dosyć nieśmiały i my też byliśmy trochę onieśmieleni, ale w pięciu się rozruszaliśmy. Czułem, że to spotkanie było większym przeżyciem dla nas niż dla niego.
PAUL: Zaprosił nas do środka i był świetny. No wiesz, to był Elvis. Wyglądał jak Elvis. Wszyscy byliśmy jego zagorzałymi fanami, więc podziwialiśmy go, i to bardzo. Powiedział: „Halo, chłopaki, czego się napijecie?”. Usiedliśmy i zaczęliśmy oglądać telewizję. Elvis miał pilota, pierwszego jakiego widzieliśmy w życiu. Kierowałeś go w stronę telewizora i bach! To jest Elvis! Przez cały wieczór puszczał numer „Mohair Sam”, który był w szafie grającej.
JOHN: Telewizor grał non stop. Ja też tak robię, wszyscy mamy zawsze włączone telewizory. Nie patrzymy na ekran. Gra włączony bez dźwięku, bo słuchamy płyt. Przed telewizorem Elvis miał potężny wzmacniacz basowy z podłączoną gitarą basową. Elvis grał na basie, a na ekranie przelatywały obrazki. Weszliśmy i zagraliśmy z nim. Podłączyliśmy , co było pod ręką, śpiewaliśmy i graliśmy. On miał, tak jak ja, szafę grającą, ale wyłącznie ze swoimi hitami. Może gdybym miał tyle hitów co on, to w mojej też byłyby tylko moje płyty.
PAUL: To, że on grał na basie, było dla mnie czymś świetnym. No i było tak: „El, pozwól, że pokażę Ci parę patentów”. Nagle on był moim kumplem. To był dla mnie idealny temat do rozmowy. Mogłem mówić o basie i cieszyliśmy się swoim towarzystwem. Był świetny – rozmowny, przyjacielski i trochę nieśmiały. Miał taki image – tego oczekiwaliśmy i na to liczyliśmy.
JOHN: Początkowo nie mogliśmy go rozgryźć. Spytałem, czy ma pomysły na nowy film, a on nosowo odrzekł: Jasne, że macm. Gram chłopaka ze wsi, który po drodze spotyka parę dziewczyn i śpiewcham kilka piosenek”. Spojrzeliśmy na siebie. Wreszcie Presley i pułkownik Parker zaczęli się śmiać, wyjaśniając, że kiedy raz odeszli od takiej formuły kręcąc film Wild in the Country, od razu stracili na nim pieniądze.
JOHN: Spotkanie z Elvisem było bardzo miłe. No wiesz, to był tylko Elvis. Zagrał parę piosenek, a my graliśmy na gitarach. Było świetnie. Nie rozmawialiśmy na konkretne tematy, po prostu graliśmy sobie. Nie był popularniejszy od nas, ale był „tym kimś”. Nie był zbytnio rozmowny, to tyle.
Wydawał się nam normalny, pytaliśmy go o filmy i o to, dlaczego nie występuje w TV. Uważam, że bardzo lubi kręcić filmy. My byśmy nie znieśli braku występów. Zanudzilibyśmy się, my się szybko nudziliśmy On mówił, że trochę mu tych występów brakuje. Jest normalny. Był świetny, zupełnie taki, jak się spodziewałem.
PAUL: To było jedno z najwspanialszych spotkań z mojego życia. Myślę, że nas polubił. Przypuszczam, że wtedy czuł się nieco zagrożony, ale nic o tym nie mówił. My na pewno nie czuliśmy żadnego antagonizmu.
űródło: Antologia
(wizyt: 3695)
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
