Warning: getimagesize(): SSL operation failed with code 1. OpenSSL Error messages:
error:0A000126:SSL routines::unexpected eof while reading in /home/hosting/www/beatles.kielce.com.pl/www/news_more_out.php on line 76
2020-01-01, autor: joryk
Gazeta Wyborcza opublikowała tekst Kamili Wagner na temat kariery Stelli McCArtney w dziedzinie mody.
Przedstawiała się jako Stella Martin. Nie chciała być kojarzona z wpływowymi rodzicami. Z ich pomocy jednak korzystała
Stella McCartney nigdy nie szła na kompromisy. Nie musiała. - To największy luksus, gdy jest się dzieckiem takich rodziców. Zawsze z tyłu głowy miałam zakodowane, że nawet jeśli coś pójdzie bardzo, bardzo źle, to będę bezpieczna - przyznaje. Właśnie mija 18 lat od powstania marki McCartney.
Dzień 13 września 1971 roku był dla rodziny McCartneyów niespokojny. W jednym ze szpitali południowego Londynu po długim, trudnym porodzie zakończonym cesarskim cięciem przyszła na świat mała Stella. Urodził się też The Wings, zespół muzyczny w którego trasie koncertowej Stelli przyszło później dorastać. Anegdota głosi, że przerażony Paul w szpitalnym korytarzu w kółko powtarzał słowa modlitwy. To jej fragment i radość wynikająca z pozytywnego obrotu spraw były inspiracją do wyboru nazwy zespołu, który były beatles (kultowy zespół rozpadł się po dziesięciu latach istnienia, w 1970) założył jeszcze w tym samym roku z żoną – fotografką i aktywistką Lindą McCartney z domu Eastman.
Córka supergwiazdy dorastała w dziwacznych okolicznościach, jeśli nie za kulisami koncertów, to między Londynem a brytyjską wsią. To w East Sussex Paul i Linda zbudowali rodzinną oazę, położoną wśród lasów organiczną farmę pełną zwierząt. W domu były konie, kury, psy, czwórka dzieciaków i wiecznie otwarte drzwi. To było takie dzieciństwo, w którym w jednej chwili spędzasz czas z Michaelem Jacksonem albo Davidem Bowiem, chwilę później wyrywasz z przydomowego ogródka marchewkę na drugie śniadanie i pędzisz na szkolny autobus. Choć sława rodziców była oczywista, McCartneyowie dbali o normalność w codzienności. Czwórka rodzeństwa prowadziła taki tryb życia jak rówieśnicy. Bawili się w lesie, chodzili do publicznej szkoły. Nie zawsze było im łatwo. Stella przyznała, że w szkole doświadczyła nękania.
Bezpiecznie było za to w domu. U McCartneyów panowała atmosfera miłości, wsparcia i akceptacji. Rodzice wegetarianie uczyli dzieci szacunku do zwierząt, wrażliwości. Zarażali otwartym sposobem myślenia. Wychowana wśród gwiazd sceny muzycznej Stella szybko zaczęła interesować się nie muzyką, ale modą. Przesiadywała w domowej garderobie, gdzie obserwowała przymiarki do koncertów. Mieszały się tam szyte na miarę garnitury ojca, jego hipisowskie koszule, przywiezione ze Szkocji ręcznie dziergane swetry, ciuchy do jazdy konnej, brokatowe kozaki matki na platformach. To jej styl podziwiała najbardziej. Do dziś pozostał dla niej inspiracją. Nie ubrania, jakie nosiła, ale sposób, w jaki je nosiła – brak makijażu, samodzielnie obcięte na krótko włosy, nonszalancja, która w latach 70. kazała jej zestawiać plisowane maksispódnice ze sneakersami. „Wyprzedzała swoje czasy” – mówi Stella, gdy wspomina matkę.
Przesiadywała w domowej garderobie, gdzie obserwowała przymiarki do koncertów. Mieszały się tam szyte na miarę garnitury ojca, jego hipisowskie koszule, przywiezione ze Szkocji ręcznie dziergane swetry, ciuchy do jazdy konnej, brokatowe kozaki matki na platformach.
Długie godziny w trasie koncertowej The Wings Stella poświęcała na szkicowanie. W wieku 13 lat narysowała i zaprojektowała swój pierwszy ciuch – różową kurtkę bomberkę, którą samodzielnie uszyła i nosiła z dumą. Dwa lata później była już w drodze do Paryża. Podjęła staże u Saint Laurenta i Christiana Lacroix, gdzie poznawała tajniki haute couture, koralik po koraliku naszywając aplikacje na gorsetowe góry taftowych sukienek. Była zaczarowana. Kierunek rozwoju stał się jasny, tym bardziej że najlepszą na świecie uczelnię projektowania mody miała pod nosem, w Soho, pełnej kolorowych ludzi z całego świata i niszowych butików dzielnicy Londynu. Na Central Saint Martins niewiele wcześniej uczyli się wśród wielu Alexander McQueen i John Galliano.
Do czasu studiów przedstawiała się jako Stella Martin, bo nie chciała być kojarzona z wpływowymi rodzicami. Z pomocy rodziny jednak korzystała. To ojciec załatwił jej praktyki u swojego krawca Edwarda Sextona na Saville Road, gdzie spędziła trzy lata. Ten czas ledwo wystarczył, żeby nauczyć się wszywać główkę rękawa do ramienia marynarki. Zrozumiała, czym jest prawdziwe krawiectwo, i nauczyła się bezwzględnego szacunku do rzemiosła i tkanin. Bez znajomości ojca nigdy nie miałaby tam wstępu. W pracowni nigdy przed nią nawet dnia nie przepracowała inna kobieta. Przygoda na Saville Road pogłębiła jeszcze jej świadomość ekologiczną. Do tej pory Stella pierze niechętnie. Praca w najwyższej klasy garniturach nauczyła ją, że pranie to ostateczność. Najpierw należy ubranie wysuszyć, wytrzepać, wyczyścić szczotką. Najlepiej nie prać go nigdy. Jak sama mówi, nauczyła się bardzo higienicznego trybu życia, ale prania ubrań po jednym założeniu pojąć nie potrafi.
Doświadczenie na Saville Road znacząco wpłynęło na estetykę McCartney. Elementy męskiego krawiectwa i umiejętności konstrukcyjne wykorzystała już w pierwszej, dyplomowej kolekcji. Jako jedyna studentka na roku wykonała ją bez skór, piór i futer. Modelkom założyła buty z tkaniny, małe cylindry i minisukienki z satyny, na które narzuciła przyduże marynarki. Jednak to nie połączenie brytyjskiego rzemiosła z paryską nonszalancją podbiło serce publiczności. Muzykę do pokazu skomponował dla niej ojciec. Przy balladzie „Stella, May Day” na wybieg wyszły Kate Moss, która przyleciała specjalnie z Nowego Jorku, Naomi Campbell (prosto z Berlina) i Yasmin Le Bron. Supermodelki, najgorętsze nazwiska w branży, były po prostu jej przyjaciółkami. Żaden student nie mógł nawet o tym pomarzyć. Pokaz zrobił furorę, a Stella, choć lata później przyznała się, że jej wstyd, że nieczysto zagrała wobec kolegów z roku, zaznaczyła swoją obecność w branży. Całą kolekcję początkującej projektantki zamówił londyński butik Tokyo, a jej ubrania były dostępne w największych domach handlowych: Browns, Joseph, Bergdorf Goodman i Neiman Marcus. Wkrótce oprócz ofert od kupców pojawiły się oferty pracy.
Tuż po studiach, w 1997 roku, francuski dom mody Chloé zatrudnił McCartney na stanowisku dyrektor kreatywnej. Posadę obejmowała po Karlu Lagerfeldzie, który nie przebierał w słowach, komentując wybór amatorki. Cała branża była sceptyczna. Tylko że Stella niczym naturszczyka nie przypominała. 25-latka weszła do domu mody bez kompleksów. Stanowczo zarządziła, że rezygnuje ze skór i futer, zmieniła cały proces produkcji akcesoriów. Nie obyło się bez protestów zarządu. Oprócz etycznych zmian zaproponowała też zmianę estetyczną, dodała ubraniom młodzieńczej lekkości i luzu. Kolekcję dobrze przyjęli nie tylko rodzice (wzruszony Paul klaskał w pierwszym rzędzie przez niemal cały pokaz), ale też Anna Wintour i Suzy Menkes, wtedy jeszcze dziennikarka „International Herald Tribune”. Wpływy ze sprzedaży pastelowych sukienek i lejących bluzek w kwiatowe wzory wzrosły czterokrotnie.
Wszystko szło jak z płatka. Radosne pasmo sukcesów przerwała śmierć zmagającej się z rakiem piersi matki. Bliska załamania Stella znalazła ukojenie w transcendentalnej medytacji, którą z Indii przywieźli w latach 60. Beatlesi. Medytacja została z nią na zawsze Do dziś praktykuje 20 minut dziennie, z całą rodziną. Program medytacyjny oferuje też pracownikom swojej firmy.
W 2001 roku Stella zwolniła się z Chloe i wróciła do Londynu z zamiarem stworzenia autorskiej marki. W biznes zainwestowała Grupa Gucci, niedługo później wchłonięta przez Kering (wielki koncern mody luksusowej, właściciel domów mody Saint Laurent i Balenciaga). Firma przystała na stanowcze warunki McCartney, która chciała zachować 50 proc. udziałów i odpowiedzialny model biznesu. Ten dla Stelli nie podlegał negocjacjom.
Premierowa kolekcja z metką Stella McCartney nie spełniła oczekiwań. Bezlitośnie skrytykowano ją za prowokacyjne nadruki w złym guście i fasony jak z nocnego klubu. Ale już sezon później projektantka zainteresowała krytyków wyrafinowaną kolekcją na jesień-zimę. Wyróżniały się praktyczne kurtki z kieszeniami i luźne total looki utrzymane w chłodnych kolorach. Potem było już z górki. Sukcesom zawodowym towarzyszyły prywatne. W 2003 roku Stella wzięła ślub z dyrektorem kreatywnym marki Hunter Alasdhairem Willisem. Do ślubu na szkockiej wyspie Bute na Atlantyku poszła w sukni własnego projektu wzorowanej na tej, w której matka w 1969 roku poślubiła ojca.
Premierowa kolekcja z metką Stella McCartney nie spełniła oczekiwań. Bezlitośnie skrytykowano ją za prowokacyjne nadruki w złym guście i fasony jak z nocnego klubu.
Właśnie mija 18 lat od powstania marki McCartney. W tym czasie projektantka urodziła czwórkę dzieci i dojrzała estetycznie, a ubrania z metką „Stella McCartney” odpowiadają potrzebom współczesnych kobiet. Łączą w sobie praktyczność i piękno, męskość i kobiecość, są trwałe i etycznie produkowane. Ten ostatni czynnik najmocniej wyróżnia markę na tle konkurencji.
McCartney nigdy nie szła na kompromisy. Nie musiała. – To największy luksus, gdy jest się dzieckiem takich rodziców. Zawsze z tyłu głowy miałam zakodowane, że nawet jeśli coś pójdzie bardzo, bardzo źle, to będę bezpieczna. Mało kto ma taki komfort finansowy – przyznaje. Każdy kolejny sezon oznaczał nie tylko rosnącą popularność firmy, ale nowe wyzwania – kolejny krok w stronę bardziej odpowiedzialnego biznesu. Projektantka wyeliminowała ze swoich kolekcji PVC, najbardziej szkodliwy rodzaj plastiku, wykorzystywany w modzie do obcasów, przeciwdeszczowych płaszczy i usztywnień torebek. Poszukiwanie zastępnika trwało dziesięć lat. Zaczęła stosować wiskozę produkowaną z certyfikowanej pulpy celulozowej, wprowadziła kaszmir z recyklingu, przędzę hodowaną w laboratorium. I nie odbyło się to kosztem urody ubrań. – To moja praca: robić piękne, świetnie zaprojektowane rzeczy, to podstawa – powtarza jak mantrę. Największym komplementem z sezonu na sezon pozostaje dla niej to samo – kiedy klientki kupują jej torby Falabella i platformy Elyse, nie zdając sobie nawet sprawy, że nie są skórzane.
Ekologia to nie tylko jej wegańskie akcesoria (droższe w produkcji o 70 proc. od tradycyjnych), ale cały proces dystrybucji i sprzedaży. Sklepy McCartney (51 na całym świecie) oświetlane są energooszczędnymi lampami LED, wykończone surowcami z recyklingu, biura wyposażone są w ekologicznie produkowany papier. Sklepy w Wielkiej Brytanii zasila wyłącznie odnawialna energia wiatrowa. Wśród pracowników McCartney jest wielu wegetarian i wegan, którzy podejmują pracę u niej też dlatego, że dla pracy nie muszą poświęcać swoich ideałów.
Stanowczość się opłaciła. Stella została okrzyknięta jedną z najbardziej wpływowych rewolucjonistek w branży, a sukces jej strategii zrównoważonego rozwoju przełożył się na działania innych marek. Co więcej – poszedł w parze z komercyjnym sukcesem. Tak spektakularnym, że rok temu McCartney odkupiła od Keringa wszystkie udziały i stała się jedyną właścicielką firmy. Niedawno, po burzliwych negocjacjach, z zachowaniem większości udziałów w firmie i stanowiska dyrektor kreatywnej (sytuacja bez precedensu), Stella dołączyła do rodziny LVMH – właściciela takich marek jak Louis Vuitton, Christian Dior, Givenchy i Fendi. Dodatkowo będzie pełnić funkcję strategicznego doradcy do spraw mody odpowiedzialnej.
Na zarzuty, dlaczego chce być częścią firmy, która szyje futra i torebki skórzane, odpowiada tak samo jak wtedy, gdy pytają ją, jak może sprzedawać swoje produkty w siejących ekologiczne spustoszenie Chinach: – Wierzę, że łatwiej coś zmienić, jeśli jest się tego częścią. Nic nie zrobię, przyglądając się z daleka.
Nie oburza się na działania innych marek, po prostu daje dobry przykład.
Także najnowszą kolekcją na wiosnę-lato 2020 zaprezentowaną 30 września dokładnie w tym miejscu, gdzie przed laty pokazała pierwszą kolekcję dla Chloé – w paryskim Palais Garnier. Najbardziej odpowiedzialnie stworzoną kolekcję w historii swojej marki. Nie omieszkała gości o tym poinformować. Każdy znalazł na krześle zieloną kartkę ze szczegółami, także to, z jakich surowców zostały wykonane ubrania z wybiegu. 90 proc. bawełny pochodzi z upraw organicznych, cały denim z upraw organicznych albo recyklingu. Wiskoza pozyskana została z odpowiedzialnie prowadzonych upraw leśnych, a wełna od zaufanych dostawców respektujących prawa zwierząt, poliester odzyskany z butelek PET. Akcesoria ręcznie z naturalnej rafii wykonały artystki z Madagaskaru.
Za kulisami pokazu, do wglądu nielicznych, była nowa kolekcja płaszczy ze sztucznego futra. McCartney robi je od dawna, ale to w tym sezonie udało jej się wprowadzić przełomowe włókno Koba – mieszankę biosurowca z kukurydzy i odzyskanego poliestru. Futro Koba zostawia mniejszy ślad węglowy niż inne sztuczne futra, a w dotyku bardziej przypomina futro naturalne. Tym materiałem Stella chce przekonywać tradycyjne domy do rezygnacji z futer naturalnych.
W tym sezonie udało jej się wprowadzić przełomowe włókno Koba – mieszankę biosurowca z kukurydzy i odzyskanego poliestru. Futro Koba zostawia mniejszy ślad węglowy niż inne sztuczne futra, a w dotyku bardziej przypomina futro naturalne
Nowa kolekcja McCartney to też wezwanie. „Świat desperacko woła o zmianę, a twoją odpowiedzialnością jest działać. Teraz” – napisała na zielonych kartkach. Wraz z kolekcją premierę miała inicjatywa Today for Tomorrow. Stella szuka młodych ludzi, którzy działają na rzecz ochrony przyrody, zrównoważonego rozwoju czy inspirują innych do odpowiedzialnego stylu życia. Kandydatów nominować może każdy, bo chodzi o to, żeby stworzyć wielką społeczność aktywistów, która wywoła globalną zmianę. Zwycięzca zostanie odznaczony pierwszą nagrodą imienia Stelli McCartney, otrzyma mentoring, platformę do wypowiedzi i finansowe wsparcie dla wskazanej przez siebie organizacji pożytku publicznego.
Kto wie, być może trafi do kampanii reklamowej marki McCartney, która już wcześniej chętniej niż modelki angażowała charyzmatyczne postaci świata kultury, jak Grimes, grupa Extinction Rebellion nawołująca do likwidacji londyńskiego tygodnia mody czy aktywistka Jane Goodall.
Chociaż Stella nie traci zapału w walce o lepszą przyszłość świata mody, wkurza ją, że nie ma w branży więcej marek takich jak jej. To nastręcza jej wielu problemów, np. utrudnia dostęp do odpowiednich tkanin. – Gdyby inni eliminowali ze swoich kolekcji PVC, mogłabym wybierać z pięciu tysięcy rodzajów cekinów. Nie ma popytu, więc mam do wyboru nie pięć tysięcy, jak inni, ale trzy cekinowe tkaniny w dwóch wariantach kolorystycznych. Frustruje mnie to – mówi. Ale wyzwań funduje sobie sporo. Przemawia na konferencjach klimatycznych, z ONZ tworzy kartę zrównoważonej mody, doradza wielkim koncernom, pracuje nad tekstylnymi innowacjami i programami odpowiedzialnej produkcji odzieży.
Ostatnie projekty? Kolekcja z używanych torebek, które odnowione wrócą do sprzedaży i kolejna współpraca z Adidasem. Wspólnie wyprodukowali limitowaną unisexową „wieczną bluzę”. Kangurkę, która w 100 proc. może zostać przetworzona w kolejną, bez straty surowca i jakości. Technologia jest testowana, już w przyszłym roku będą mogły korzystać z niej inne firmy.
W tym szaleństwie udaje jej się zachować balans. Gdy nie pracuje, z rodzinnego domu na Notting Hill wyjeżdża do hrabstwa Warwickshire do posiadłości królowej Anny Stuart, którą w prezencie ślubnym podarował jej Tom Ford. Pobliski las to prezent od reszty gości. Tam jeździ konno, uprawia ogródek, z mężem i dziećmi. Nie w każdy weekend jest upaprana błotem, ale przyznaje, że świetnie jej idzie uprawa czosnku, ziemniaków i cebuli. Ten rodzinny czas spędzony na łonie natury zawsze, bez mrugnięcia okiem, wybierze zamiast nadgodzin. W końcu cała jej działalność skupia się na tym, żeby ten spokojny, naturalny świat, jaki pamięta z dzieciństwa, ocalić. Dla siebie i kolejnych pokoleń.
Tekst pochodzi z magazynu "Wysokie Obcasy Extra" nr 12 (91)/ 2019, w sprzedaży od 21 listopada
, kategoria: book
McCartney w świecie mody. Na początku przedstawiała się jako Stella Martin
2020-01-01, autor: joryk
[...powrót do newsów]
Gazeta Wyborcza opublikowała tekst Kamili Wagner na temat kariery Stelli McCArtney w dziedzinie mody. Przedstawiała się jako Stella Martin. Nie chciała być kojarzona z wpływowymi rodzicami. Z ich pomocy jednak korzystała
Stella McCartney nigdy nie szła na kompromisy. Nie musiała. - To największy luksus, gdy jest się dzieckiem takich rodziców. Zawsze z tyłu głowy miałam zakodowane, że nawet jeśli coś pójdzie bardzo, bardzo źle, to będę bezpieczna - przyznaje. Właśnie mija 18 lat od powstania marki McCartney.
Dzień 13 września 1971 roku był dla rodziny McCartneyów niespokojny. W jednym ze szpitali południowego Londynu po długim, trudnym porodzie zakończonym cesarskim cięciem przyszła na świat mała Stella. Urodził się też The Wings, zespół muzyczny w którego trasie koncertowej Stelli przyszło później dorastać. Anegdota głosi, że przerażony Paul w szpitalnym korytarzu w kółko powtarzał słowa modlitwy. To jej fragment i radość wynikająca z pozytywnego obrotu spraw były inspiracją do wyboru nazwy zespołu, który były beatles (kultowy zespół rozpadł się po dziesięciu latach istnienia, w 1970) założył jeszcze w tym samym roku z żoną – fotografką i aktywistką Lindą McCartney z domu Eastman.
Córka supergwiazdy dorastała w dziwacznych okolicznościach, jeśli nie za kulisami koncertów, to między Londynem a brytyjską wsią. To w East Sussex Paul i Linda zbudowali rodzinną oazę, położoną wśród lasów organiczną farmę pełną zwierząt. W domu były konie, kury, psy, czwórka dzieciaków i wiecznie otwarte drzwi. To było takie dzieciństwo, w którym w jednej chwili spędzasz czas z Michaelem Jacksonem albo Davidem Bowiem, chwilę później wyrywasz z przydomowego ogródka marchewkę na drugie śniadanie i pędzisz na szkolny autobus. Choć sława rodziców była oczywista, McCartneyowie dbali o normalność w codzienności. Czwórka rodzeństwa prowadziła taki tryb życia jak rówieśnicy. Bawili się w lesie, chodzili do publicznej szkoły. Nie zawsze było im łatwo. Stella przyznała, że w szkole doświadczyła nękania.
Bezpiecznie było za to w domu. U McCartneyów panowała atmosfera miłości, wsparcia i akceptacji. Rodzice wegetarianie uczyli dzieci szacunku do zwierząt, wrażliwości. Zarażali otwartym sposobem myślenia. Wychowana wśród gwiazd sceny muzycznej Stella szybko zaczęła interesować się nie muzyką, ale modą. Przesiadywała w domowej garderobie, gdzie obserwowała przymiarki do koncertów. Mieszały się tam szyte na miarę garnitury ojca, jego hipisowskie koszule, przywiezione ze Szkocji ręcznie dziergane swetry, ciuchy do jazdy konnej, brokatowe kozaki matki na platformach. To jej styl podziwiała najbardziej. Do dziś pozostał dla niej inspiracją. Nie ubrania, jakie nosiła, ale sposób, w jaki je nosiła – brak makijażu, samodzielnie obcięte na krótko włosy, nonszalancja, która w latach 70. kazała jej zestawiać plisowane maksispódnice ze sneakersami. „Wyprzedzała swoje czasy” – mówi Stella, gdy wspomina matkę.
Przesiadywała w domowej garderobie, gdzie obserwowała przymiarki do koncertów. Mieszały się tam szyte na miarę garnitury ojca, jego hipisowskie koszule, przywiezione ze Szkocji ręcznie dziergane swetry, ciuchy do jazdy konnej, brokatowe kozaki matki na platformach.
Długie godziny w trasie koncertowej The Wings Stella poświęcała na szkicowanie. W wieku 13 lat narysowała i zaprojektowała swój pierwszy ciuch – różową kurtkę bomberkę, którą samodzielnie uszyła i nosiła z dumą. Dwa lata później była już w drodze do Paryża. Podjęła staże u Saint Laurenta i Christiana Lacroix, gdzie poznawała tajniki haute couture, koralik po koraliku naszywając aplikacje na gorsetowe góry taftowych sukienek. Była zaczarowana. Kierunek rozwoju stał się jasny, tym bardziej że najlepszą na świecie uczelnię projektowania mody miała pod nosem, w Soho, pełnej kolorowych ludzi z całego świata i niszowych butików dzielnicy Londynu. Na Central Saint Martins niewiele wcześniej uczyli się wśród wielu Alexander McQueen i John Galliano.
Do czasu studiów przedstawiała się jako Stella Martin, bo nie chciała być kojarzona z wpływowymi rodzicami. Z pomocy rodziny jednak korzystała. To ojciec załatwił jej praktyki u swojego krawca Edwarda Sextona na Saville Road, gdzie spędziła trzy lata. Ten czas ledwo wystarczył, żeby nauczyć się wszywać główkę rękawa do ramienia marynarki. Zrozumiała, czym jest prawdziwe krawiectwo, i nauczyła się bezwzględnego szacunku do rzemiosła i tkanin. Bez znajomości ojca nigdy nie miałaby tam wstępu. W pracowni nigdy przed nią nawet dnia nie przepracowała inna kobieta. Przygoda na Saville Road pogłębiła jeszcze jej świadomość ekologiczną. Do tej pory Stella pierze niechętnie. Praca w najwyższej klasy garniturach nauczyła ją, że pranie to ostateczność. Najpierw należy ubranie wysuszyć, wytrzepać, wyczyścić szczotką. Najlepiej nie prać go nigdy. Jak sama mówi, nauczyła się bardzo higienicznego trybu życia, ale prania ubrań po jednym założeniu pojąć nie potrafi.
Doświadczenie na Saville Road znacząco wpłynęło na estetykę McCartney. Elementy męskiego krawiectwa i umiejętności konstrukcyjne wykorzystała już w pierwszej, dyplomowej kolekcji. Jako jedyna studentka na roku wykonała ją bez skór, piór i futer. Modelkom założyła buty z tkaniny, małe cylindry i minisukienki z satyny, na które narzuciła przyduże marynarki. Jednak to nie połączenie brytyjskiego rzemiosła z paryską nonszalancją podbiło serce publiczności. Muzykę do pokazu skomponował dla niej ojciec. Przy balladzie „Stella, May Day” na wybieg wyszły Kate Moss, która przyleciała specjalnie z Nowego Jorku, Naomi Campbell (prosto z Berlina) i Yasmin Le Bron. Supermodelki, najgorętsze nazwiska w branży, były po prostu jej przyjaciółkami. Żaden student nie mógł nawet o tym pomarzyć. Pokaz zrobił furorę, a Stella, choć lata później przyznała się, że jej wstyd, że nieczysto zagrała wobec kolegów z roku, zaznaczyła swoją obecność w branży. Całą kolekcję początkującej projektantki zamówił londyński butik Tokyo, a jej ubrania były dostępne w największych domach handlowych: Browns, Joseph, Bergdorf Goodman i Neiman Marcus. Wkrótce oprócz ofert od kupców pojawiły się oferty pracy.
Tuż po studiach, w 1997 roku, francuski dom mody Chloé zatrudnił McCartney na stanowisku dyrektor kreatywnej. Posadę obejmowała po Karlu Lagerfeldzie, który nie przebierał w słowach, komentując wybór amatorki. Cała branża była sceptyczna. Tylko że Stella niczym naturszczyka nie przypominała. 25-latka weszła do domu mody bez kompleksów. Stanowczo zarządziła, że rezygnuje ze skór i futer, zmieniła cały proces produkcji akcesoriów. Nie obyło się bez protestów zarządu. Oprócz etycznych zmian zaproponowała też zmianę estetyczną, dodała ubraniom młodzieńczej lekkości i luzu. Kolekcję dobrze przyjęli nie tylko rodzice (wzruszony Paul klaskał w pierwszym rzędzie przez niemal cały pokaz), ale też Anna Wintour i Suzy Menkes, wtedy jeszcze dziennikarka „International Herald Tribune”. Wpływy ze sprzedaży pastelowych sukienek i lejących bluzek w kwiatowe wzory wzrosły czterokrotnie.
Wszystko szło jak z płatka. Radosne pasmo sukcesów przerwała śmierć zmagającej się z rakiem piersi matki. Bliska załamania Stella znalazła ukojenie w transcendentalnej medytacji, którą z Indii przywieźli w latach 60. Beatlesi. Medytacja została z nią na zawsze Do dziś praktykuje 20 minut dziennie, z całą rodziną. Program medytacyjny oferuje też pracownikom swojej firmy.
W 2001 roku Stella zwolniła się z Chloe i wróciła do Londynu z zamiarem stworzenia autorskiej marki. W biznes zainwestowała Grupa Gucci, niedługo później wchłonięta przez Kering (wielki koncern mody luksusowej, właściciel domów mody Saint Laurent i Balenciaga). Firma przystała na stanowcze warunki McCartney, która chciała zachować 50 proc. udziałów i odpowiedzialny model biznesu. Ten dla Stelli nie podlegał negocjacjom.
Premierowa kolekcja z metką Stella McCartney nie spełniła oczekiwań. Bezlitośnie skrytykowano ją za prowokacyjne nadruki w złym guście i fasony jak z nocnego klubu. Ale już sezon później projektantka zainteresowała krytyków wyrafinowaną kolekcją na jesień-zimę. Wyróżniały się praktyczne kurtki z kieszeniami i luźne total looki utrzymane w chłodnych kolorach. Potem było już z górki. Sukcesom zawodowym towarzyszyły prywatne. W 2003 roku Stella wzięła ślub z dyrektorem kreatywnym marki Hunter Alasdhairem Willisem. Do ślubu na szkockiej wyspie Bute na Atlantyku poszła w sukni własnego projektu wzorowanej na tej, w której matka w 1969 roku poślubiła ojca.
Premierowa kolekcja z metką Stella McCartney nie spełniła oczekiwań. Bezlitośnie skrytykowano ją za prowokacyjne nadruki w złym guście i fasony jak z nocnego klubu.
Właśnie mija 18 lat od powstania marki McCartney. W tym czasie projektantka urodziła czwórkę dzieci i dojrzała estetycznie, a ubrania z metką „Stella McCartney” odpowiadają potrzebom współczesnych kobiet. Łączą w sobie praktyczność i piękno, męskość i kobiecość, są trwałe i etycznie produkowane. Ten ostatni czynnik najmocniej wyróżnia markę na tle konkurencji.
McCartney nigdy nie szła na kompromisy. Nie musiała. – To największy luksus, gdy jest się dzieckiem takich rodziców. Zawsze z tyłu głowy miałam zakodowane, że nawet jeśli coś pójdzie bardzo, bardzo źle, to będę bezpieczna. Mało kto ma taki komfort finansowy – przyznaje. Każdy kolejny sezon oznaczał nie tylko rosnącą popularność firmy, ale nowe wyzwania – kolejny krok w stronę bardziej odpowiedzialnego biznesu. Projektantka wyeliminowała ze swoich kolekcji PVC, najbardziej szkodliwy rodzaj plastiku, wykorzystywany w modzie do obcasów, przeciwdeszczowych płaszczy i usztywnień torebek. Poszukiwanie zastępnika trwało dziesięć lat. Zaczęła stosować wiskozę produkowaną z certyfikowanej pulpy celulozowej, wprowadziła kaszmir z recyklingu, przędzę hodowaną w laboratorium. I nie odbyło się to kosztem urody ubrań. – To moja praca: robić piękne, świetnie zaprojektowane rzeczy, to podstawa – powtarza jak mantrę. Największym komplementem z sezonu na sezon pozostaje dla niej to samo – kiedy klientki kupują jej torby Falabella i platformy Elyse, nie zdając sobie nawet sprawy, że nie są skórzane.
Ekologia to nie tylko jej wegańskie akcesoria (droższe w produkcji o 70 proc. od tradycyjnych), ale cały proces dystrybucji i sprzedaży. Sklepy McCartney (51 na całym świecie) oświetlane są energooszczędnymi lampami LED, wykończone surowcami z recyklingu, biura wyposażone są w ekologicznie produkowany papier. Sklepy w Wielkiej Brytanii zasila wyłącznie odnawialna energia wiatrowa. Wśród pracowników McCartney jest wielu wegetarian i wegan, którzy podejmują pracę u niej też dlatego, że dla pracy nie muszą poświęcać swoich ideałów.
Stanowczość się opłaciła. Stella została okrzyknięta jedną z najbardziej wpływowych rewolucjonistek w branży, a sukces jej strategii zrównoważonego rozwoju przełożył się na działania innych marek. Co więcej – poszedł w parze z komercyjnym sukcesem. Tak spektakularnym, że rok temu McCartney odkupiła od Keringa wszystkie udziały i stała się jedyną właścicielką firmy. Niedawno, po burzliwych negocjacjach, z zachowaniem większości udziałów w firmie i stanowiska dyrektor kreatywnej (sytuacja bez precedensu), Stella dołączyła do rodziny LVMH – właściciela takich marek jak Louis Vuitton, Christian Dior, Givenchy i Fendi. Dodatkowo będzie pełnić funkcję strategicznego doradcy do spraw mody odpowiedzialnej.
Na zarzuty, dlaczego chce być częścią firmy, która szyje futra i torebki skórzane, odpowiada tak samo jak wtedy, gdy pytają ją, jak może sprzedawać swoje produkty w siejących ekologiczne spustoszenie Chinach: – Wierzę, że łatwiej coś zmienić, jeśli jest się tego częścią. Nic nie zrobię, przyglądając się z daleka.
Nie oburza się na działania innych marek, po prostu daje dobry przykład.
Także najnowszą kolekcją na wiosnę-lato 2020 zaprezentowaną 30 września dokładnie w tym miejscu, gdzie przed laty pokazała pierwszą kolekcję dla Chloé – w paryskim Palais Garnier. Najbardziej odpowiedzialnie stworzoną kolekcję w historii swojej marki. Nie omieszkała gości o tym poinformować. Każdy znalazł na krześle zieloną kartkę ze szczegółami, także to, z jakich surowców zostały wykonane ubrania z wybiegu. 90 proc. bawełny pochodzi z upraw organicznych, cały denim z upraw organicznych albo recyklingu. Wiskoza pozyskana została z odpowiedzialnie prowadzonych upraw leśnych, a wełna od zaufanych dostawców respektujących prawa zwierząt, poliester odzyskany z butelek PET. Akcesoria ręcznie z naturalnej rafii wykonały artystki z Madagaskaru.
Za kulisami pokazu, do wglądu nielicznych, była nowa kolekcja płaszczy ze sztucznego futra. McCartney robi je od dawna, ale to w tym sezonie udało jej się wprowadzić przełomowe włókno Koba – mieszankę biosurowca z kukurydzy i odzyskanego poliestru. Futro Koba zostawia mniejszy ślad węglowy niż inne sztuczne futra, a w dotyku bardziej przypomina futro naturalne. Tym materiałem Stella chce przekonywać tradycyjne domy do rezygnacji z futer naturalnych.
W tym sezonie udało jej się wprowadzić przełomowe włókno Koba – mieszankę biosurowca z kukurydzy i odzyskanego poliestru. Futro Koba zostawia mniejszy ślad węglowy niż inne sztuczne futra, a w dotyku bardziej przypomina futro naturalne
Nowa kolekcja McCartney to też wezwanie. „Świat desperacko woła o zmianę, a twoją odpowiedzialnością jest działać. Teraz” – napisała na zielonych kartkach. Wraz z kolekcją premierę miała inicjatywa Today for Tomorrow. Stella szuka młodych ludzi, którzy działają na rzecz ochrony przyrody, zrównoważonego rozwoju czy inspirują innych do odpowiedzialnego stylu życia. Kandydatów nominować może każdy, bo chodzi o to, żeby stworzyć wielką społeczność aktywistów, która wywoła globalną zmianę. Zwycięzca zostanie odznaczony pierwszą nagrodą imienia Stelli McCartney, otrzyma mentoring, platformę do wypowiedzi i finansowe wsparcie dla wskazanej przez siebie organizacji pożytku publicznego.
Kto wie, być może trafi do kampanii reklamowej marki McCartney, która już wcześniej chętniej niż modelki angażowała charyzmatyczne postaci świata kultury, jak Grimes, grupa Extinction Rebellion nawołująca do likwidacji londyńskiego tygodnia mody czy aktywistka Jane Goodall.
Chociaż Stella nie traci zapału w walce o lepszą przyszłość świata mody, wkurza ją, że nie ma w branży więcej marek takich jak jej. To nastręcza jej wielu problemów, np. utrudnia dostęp do odpowiednich tkanin. – Gdyby inni eliminowali ze swoich kolekcji PVC, mogłabym wybierać z pięciu tysięcy rodzajów cekinów. Nie ma popytu, więc mam do wyboru nie pięć tysięcy, jak inni, ale trzy cekinowe tkaniny w dwóch wariantach kolorystycznych. Frustruje mnie to – mówi. Ale wyzwań funduje sobie sporo. Przemawia na konferencjach klimatycznych, z ONZ tworzy kartę zrównoważonej mody, doradza wielkim koncernom, pracuje nad tekstylnymi innowacjami i programami odpowiedzialnej produkcji odzieży.
Ostatnie projekty? Kolekcja z używanych torebek, które odnowione wrócą do sprzedaży i kolejna współpraca z Adidasem. Wspólnie wyprodukowali limitowaną unisexową „wieczną bluzę”. Kangurkę, która w 100 proc. może zostać przetworzona w kolejną, bez straty surowca i jakości. Technologia jest testowana, już w przyszłym roku będą mogły korzystać z niej inne firmy.
W tym szaleństwie udaje jej się zachować balans. Gdy nie pracuje, z rodzinnego domu na Notting Hill wyjeżdża do hrabstwa Warwickshire do posiadłości królowej Anny Stuart, którą w prezencie ślubnym podarował jej Tom Ford. Pobliski las to prezent od reszty gości. Tam jeździ konno, uprawia ogródek, z mężem i dziećmi. Nie w każdy weekend jest upaprana błotem, ale przyznaje, że świetnie jej idzie uprawa czosnku, ziemniaków i cebuli. Ten rodzinny czas spędzony na łonie natury zawsze, bez mrugnięcia okiem, wybierze zamiast nadgodzin. W końcu cała jej działalność skupia się na tym, żeby ten spokojny, naturalny świat, jaki pamięta z dzieciństwa, ocalić. Dla siebie i kolejnych pokoleń.
Tekst pochodzi z magazynu "Wysokie Obcasy Extra" nr 12 (91)/ 2019, w sprzedaży od 21 listopada
(wizyt: 718)
Więcej na temat Paris Fashion Week:
2020-01-01: McCartney w świecie mody. Na początku przedstawiała się jako Stella Martin,
2019-09-30: Paul McCartney wypatrzony przez fanów na stacji kolejowej,
2019-09-30: Paul McCartney pojawił się na Paris Fashion Week 2019,
2019-03-04: Paris Fashion Week 2019,
2018-01-16: Paul i Ringo znowu razem... na pokazie Stelli McCartney,
2017-01-10: Sean Lennon pojawił się na pokazie u Stelli McCartney,
2016-03-06: Paul McCartney pojawił się na Paris Fashion Week ,
2015-03-09: Macca i West na Paris Fashion Week,
2014-09-13: Paul McCartney na London Fashion Week,
2014-09-13: Urodziny Stelli McCartney na London Fashion Week,
2020-01-01: McCartney w świecie mody. Na początku przedstawiała się jako Stella Martin,
2019-09-30: Paul McCartney wypatrzony przez fanów na stacji kolejowej,
2019-09-30: Paul McCartney pojawił się na Paris Fashion Week 2019,
2019-03-04: Paris Fashion Week 2019,
2018-01-16: Paul i Ringo znowu razem... na pokazie Stelli McCartney,
2017-01-10: Sean Lennon pojawił się na pokazie u Stelli McCartney,
2016-03-06: Paul McCartney pojawił się na Paris Fashion Week ,
2015-03-09: Macca i West na Paris Fashion Week,
2014-09-13: Paul McCartney na London Fashion Week,
2014-09-13: Urodziny Stelli McCartney na London Fashion Week,
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
