Warning: getimagesize(http://ecsmedia.pl/c/1968-czasy-nadchodza-nowe-w-iext52378329.jpg): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 403 Forbidden
in /home/hosting/www/beatles.kielce.com.pl/www/news_more_out.php on line 76
2018-03-16, autor: kasia
Artykuł Gazety Wyborczej, autor Dawid Żuchowicz
Ewa Winnicka i Cezary Łazarewicz, autorzy książki "1968. Czasy nadchodzą nowe" opowiadają czego słuchają.
Ewa Winnicka i Cezary Łazarewicz kulturalnie polecają:
Ze względów służbowych (pisaliśmy książkę o 1968 r.) wróciliśmy do muzyki końca tej dekady. Tam biją czyste źródła rocka i popu. Jeśli bowiem końcówka lat 60. w życiu ludzi i polityków na świecie ma jakiś wspólny mianownik, to jest nim bunt i muzyka. Stonesi, Hendrix, Boo Santana, Joplin, Dylan...
Ale rewolucyjny rok 1968 zaczął się 13 października 1963 r. w londyńskim klubie Palladium, kiedy telewizja brytyjska zakończyła transmisję utworów popularnego w Liverpoolu zespołu The Beatles (wykonał piosenki „Twist and Shout”, „She Loves You” i „From Me to You”). Dzień później wybuchła beatlemania: gorączka, choroba, która w konsekwencji wyprowadzała na ulice młodzież zachodniego świata. Czterej prowincjusze z ciężkim akcentem stali się nie mniej ważni niż prezydenci, wielcy artyści i koronowane głowy. Ci wszyscy najważniejsi z ważnych zaczęli ich słuchać. Nie tylko Beatlesów, ale też młodzieży. Czterech bezczelnych znikąd odwaliło kawał porządnej rewolucyjnej roboty. Za nimi poszli następni.
W 1968 r. Beatlesi jako symbol przemian byli już zmęczeni. Hunter Davies, ich biograf, napisał, że każdy z nich zebrał doświadczenie przeciętnego stulatka. Każdy z członków grupy miał swoje ambicje. Ale jesienią tego roku wydali swoją dziewiątą, najlepszą płytę. Nagrał ją już nie czterogłowy potwór, którego bali się Rolling Stonesi, tylko czterech dorosłych mężczyzn o różnych temperamentach i zainteresowaniach. Nie było już nawet jednomyślności co do tytułu, dlatego album nazywa się po prostu „The Beatles”. Ze względu na zupełnie białą czystą okładkę mówi się o nim „Biały album”. Zanim trafiła do sklepów muzycznych, w Wielkiej Brytanii zamawia go 300 tysięcy osób. W USA prawie 2 miliony. Do końca roku sprzedadzą się 4 miliony. Będzie najlepiej sprzedającym się albumem tego zespołu.
Piosenki znów są proste. Znów słychać tysiące inspiracji. Niektóre piosenki, takie jak „Rocky Raccoon”, „Honney Pie” czy „The Continuing Story of Bungalow Bill” to zręczne pastisze. Niektóre, jak „Yer Blues”, są śmieszno-smutne. Niektóre, jak „Back in the U.S.S.R.”, w której Beatlesi śpiewają jak Beach Boys, wywołają protest smutnych sekretarzy Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Utwory takie jak „While My Guitar Gently Weeps” czy „Piggies” potwierdzą, że George Harrison jest dojrzałym, świetnym kompozytorem.
Niektórych piosenek mogłoby na płycie nie być. George Martin, legendarny producent, uważał, że jego chłopcy mieli problem z eliminacją. Adwersarze Martina podkreślali, że układ i liczba piosenek świadczą o kompletnej artystycznej wolności. Zamiast dostosować się do ram i potrzeb rynku zespół poszerzył te ramy według własnego uznania. Zwykle tak robił. W każdym razie, gdy wybrzmiewa śpiewana przez Ringo Starra kołysanka „Good Night” – trudno złapać oddech. W „Białym albumie” zawiera się cała historia muzyki Zachodu. Koniecznie posłuchajcie.
Ewa Winnicka i Cezary Łazarewicz o rewolucyjnej muzyce The Beatles
2018-03-16, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Artykuł Gazety Wyborczej, autor Dawid ŻuchowiczEwa Winnicka i Cezary Łazarewicz, autorzy książki "1968. Czasy nadchodzą nowe" opowiadają czego słuchają.
Ewa Winnicka i Cezary Łazarewicz kulturalnie polecają:
Ze względów służbowych (pisaliśmy książkę o 1968 r.) wróciliśmy do muzyki końca tej dekady. Tam biją czyste źródła rocka i popu. Jeśli bowiem końcówka lat 60. w życiu ludzi i polityków na świecie ma jakiś wspólny mianownik, to jest nim bunt i muzyka. Stonesi, Hendrix, Boo Santana, Joplin, Dylan...
Ale rewolucyjny rok 1968 zaczął się 13 października 1963 r. w londyńskim klubie Palladium, kiedy telewizja brytyjska zakończyła transmisję utworów popularnego w Liverpoolu zespołu The Beatles (wykonał piosenki „Twist and Shout”, „She Loves You” i „From Me to You”). Dzień później wybuchła beatlemania: gorączka, choroba, która w konsekwencji wyprowadzała na ulice młodzież zachodniego świata. Czterej prowincjusze z ciężkim akcentem stali się nie mniej ważni niż prezydenci, wielcy artyści i koronowane głowy. Ci wszyscy najważniejsi z ważnych zaczęli ich słuchać. Nie tylko Beatlesów, ale też młodzieży. Czterech bezczelnych znikąd odwaliło kawał porządnej rewolucyjnej roboty. Za nimi poszli następni.
W 1968 r. Beatlesi jako symbol przemian byli już zmęczeni. Hunter Davies, ich biograf, napisał, że każdy z nich zebrał doświadczenie przeciętnego stulatka. Każdy z członków grupy miał swoje ambicje. Ale jesienią tego roku wydali swoją dziewiątą, najlepszą płytę. Nagrał ją już nie czterogłowy potwór, którego bali się Rolling Stonesi, tylko czterech dorosłych mężczyzn o różnych temperamentach i zainteresowaniach. Nie było już nawet jednomyślności co do tytułu, dlatego album nazywa się po prostu „The Beatles”. Ze względu na zupełnie białą czystą okładkę mówi się o nim „Biały album”. Zanim trafiła do sklepów muzycznych, w Wielkiej Brytanii zamawia go 300 tysięcy osób. W USA prawie 2 miliony. Do końca roku sprzedadzą się 4 miliony. Będzie najlepiej sprzedającym się albumem tego zespołu.
Piosenki znów są proste. Znów słychać tysiące inspiracji. Niektóre piosenki, takie jak „Rocky Raccoon”, „Honney Pie” czy „The Continuing Story of Bungalow Bill” to zręczne pastisze. Niektóre, jak „Yer Blues”, są śmieszno-smutne. Niektóre, jak „Back in the U.S.S.R.”, w której Beatlesi śpiewają jak Beach Boys, wywołają protest smutnych sekretarzy Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Utwory takie jak „While My Guitar Gently Weeps” czy „Piggies” potwierdzą, że George Harrison jest dojrzałym, świetnym kompozytorem.
Niektórych piosenek mogłoby na płycie nie być. George Martin, legendarny producent, uważał, że jego chłopcy mieli problem z eliminacją. Adwersarze Martina podkreślali, że układ i liczba piosenek świadczą o kompletnej artystycznej wolności. Zamiast dostosować się do ram i potrzeb rynku zespół poszerzył te ramy według własnego uznania. Zwykle tak robił. W każdym razie, gdy wybrzmiewa śpiewana przez Ringo Starra kołysanka „Good Night” – trudno złapać oddech. W „Białym albumie” zawiera się cała historia muzyki Zachodu. Koniecznie posłuchajcie.
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
