Czy Bob Dylan był piątym Beatlesem? - fragment książki Jima Windolfa
2026-04-18, autor: kasia
[...powrót do newsów]
W sobotnim wydaniu The Times opublikowano fragmenty książki " Where the Music Had to Go: How Bob Dylan and the Beatles Changed Each Other — and the World" autorstwa Jima Windolfa. Dwaj giganci lat sześćdziesiątych krytykowali nawzajem swoją muzykę, nazywając ją „folkowym chłamem” i „muzyką dla dzieciaków” — ale potem się spotkali i wszystko się zmieniło. Ujawnia to fragment nowej książki Jima Windolfa.
Jesienią 1962 roku, gdy The Beatles byli zaledwie popularnym zespołem z północy, Paul McCartney usłyszał dziwny dźwięk dochodzący z salonu ich domu komunalnego w Liverpoolu.
— Co to za szajs? — zapytał.
Jego brat, Mike, siedział przy gramofonie, słuchając debiutanckiego albumu mało znanego amerykańskiego piosenkarza folkowego.
— Gość nazywa się Bob Dylan — odpowiedział Mike.
— Nigdy o nim nie słyszałem — stwierdził Paul. — Folkowy chłam.
— Przekonasz się do niego — odparł Mike.
Miał rację. Nieco ponad rok później, gdy The Beatles zaczynali rezydencję w teatrze Olympia w Paryżu, Paul natknął się na dwa pierwsze albumy Dylana podczas wizyty w stacji radiowej. Był już na tyle zainteresowany, że zabrał je do hotelu, w którym on i jego koledzy z zespołu mieszkali w ostatnich dniach przed tym, jak ich sława zyskała zasięg ogólnoświatowy.
— Przez resztę naszych trzech tygodni w Paryżu nie przestawaliśmy ich puszczać — wspominał John Lennon. — Wszyscy oszaleliśmy na punkcie Dylana.
Wkrótce Dylan miał wywrzeć głęboki wpływ na muzykę The Beatles. Jak ujął to McCartney w swojej książce z 2021 roku, The Lyrics, opisując współpracę z Lennonem: „Na samym początku pisaliśmy jak Buddy Holly. Potem pisaliśmy jak Motown. A potem pisaliśmy jak Bob Dylan”.
Podczas gdy The Beatles stawali się fanami Dylana na początku 1964 roku, Dylan słuchał I Want to Hold Your Hand i innych wczesnych hitów zespołu w nowojorskich stacjach radiowych. Nie był pod wrażeniem. W rozmowach z przyjaciółmi zbywał ich muzykę jako „bubblegum” (muzykę dla dzieciaków) przeznaczoną dla „nastoletnich fanek”.
Kilka tygodni później zmienił zdanie. Stało się to w Kolorado, podczas podróży samochodem przez kraj. Muzyka The Beatles ryczała z blaszanego głośnika samochodowego i uderzyła w Dylana z wielką siłą.
— Słyszałeś to? — powiedział według swojego menedżera trasy, Victora Maymudesa. — Stary, to było świetne!
Później rozwinął tę myśl: „Wiedziałem, że oni wskazują kierunek, w którym musi iść muzyka. W mojej głowie to Beatlesi byli tym czymś”.
Począwszy od tamtego lata, Dylan i Beatlesi śmiali się i rozmawiali na wielu zakrapianych marihuaną spotkaniach w hotelowych apartamentach w Londynie i Nowym Jorku. Ważniejszy od ich wyczynów towarzyskich był jednak dialog twórczy, który się między nimi wywiązał. Ruch wykonany przez jedną stronę spotykał się z odpowiedzią drugiej.
The Beatles pokazali oznaki bycia bardziej ambitnymi artystami, którymi mieli się stać, wraz z wydaniem Beatles for Sale pod koniec 1964 roku. Drugi utwór na płycie, I’m a Loser, zaskoczył słuchaczy otwierającym okrzykiem udręczonego głosu Lennona, będącym główną, samopotępiającą deklaracją. Było też Baby’s in Black, pierwsza kompozycja duetu Lennon-McCartney zawierająca sugestie dotyczące śmierci, podobnie jak wiele piosenek Dylana przed nią.
Gdy tylko Beatles for Sale trafiło do sklepów, Lennon i George Harrison ogłosili swój entuzjazm dla Dylana w wywiadzie dla „Melody Maker”. Lennon wyjawił, że Dylan zainspirował go do napisania I’m a Loser, dodając, że wcześniejszy utwór, A Hard Day’s Night, był utrzymany w stylu Dylana, zanim został „Zbeatle-fikowany”.
Tydzień po ukazaniu się artykułu Dylan wszedł do studia nagraniowego na Manhattanie. Był w pełni gotowy, by wcielić w życie swoje olśnienie Beatlesami, uznawszy, że rock’n’roll jest medium do przekazania tego, co miał do powiedzenia. Poprowadził więc muzyków sesyjnych przez Subterranean Homesick Blues, nowo napisanego rockera, w którym nałożył cztery błyskawiczne zwrotki na szkielet Too Much Monkey Business, hitu Chucka Berry’ego z 1956 roku.
Podczas sesji nagraniowej Beatlesów tej zimy, Lennon zaprezentował You’ve Got to Hide Your Love Away. Było to jego najbardziej dylanowskie dzieło do tej pory.
— Prosiłem go, żeby nie brzmiał zbyt bardzo jak Dylan — powiedział o tej sesji George Martin, producent zespołu. — To było bardziej podświadome niż cokolwiek innego.
Zaginiona piosenka Lennona i Dylana
Wiosną 1965 roku Dylan spędzał czas z Beatlesami w Londynie. On i Lennon pracowali również razem nad piosenką w domu Lennona w Surrey.
— Nie pamiętam, co to było — powiedział Dylan w wywiadzie z 1985 roku. — Nagraliśmy coś na magnetofon, ale nie wiem, co się z tym stało.
Przez resztę 1965 roku The Beatles kontynuowali kurs ku bardziej zróżnicowanym brzmieniom i refleksyjnym tekstom, podczas gdy Dylan zagłębiał się w rocka. Lennon i McCartney byli wczesnymi wielbicielami Like a Rolling Stone, kolejnego singla Dylana po Subterranean Homesick Blues.
— Zdawało się, że ciągnie się w nieskończoność — mówił McCartney. — To było po prostu piękne.
Było to również wielki hit, który wyparł utwór Help! Beatlesów z pierwszego miejsca listy amerykańskiego magazynu branżowego „Cash Box”.
Do tego momentu Dylan nie zawracał sobie głowy dodawaniem mostków (bridge) do swoich kompozycji. Pracował ściśle w tradycji folkowej i bluesowej. Z kolei Lennon i McCartney, świadomi potrzeby urozmaicenia, sumiennie wyposażali swoje piosenki w to, co niezmiennie nazywali „middle eight” (środkową ósemką), niezależnie od tego, czy była ona dłuższa, czy krótsza niż zwyczajowe osiem taktów. Teraz, rok po zaakceptowaniu stylu Beatlesów, Dylan dodał ten element do Ballad of a Thin Man. Od tego momentu mostki stały się stałym elementem jego piosenek.
Jesienią Dylan nagrał chwytliwe I Wanna Be Your Lover. Oparł je na I Wanna Be Your Man, rockerze duetu Lennon-McCartney, który był hitem dla The Rolling Stones i popisem Ringo Starra na albumie With the Beatles. Brzmieniem, strukturą i tytułową frazą I Wanna Be Your Lover nawiązywało do piosenki Beatlesów. Tym, co je wyróżniało, był fakt, że Dylan — w przejawie rywalizacyjnego ducha — przebił Lennona i McCartneya, zasypując zwrotki surrealistycznymi obrazami. Jeśli miał nadzieję na udowodnienie, że piosenka rockowa może zawierać w sobie całe mnóstwo znaczeń, jego plan legł w gruzach, gdy Columbia Records odłożyła nagranie na półkę.
Mniej więcej w tym samym czasie Beatlesi nagrali dylanowskie Norwegian Wood (This Bird Has Flown), piosenkę napisaną głównie przez Lennona. Jej łatwe do brzdąkania akordy pochodziły wprost z folku. Struktura była równie prosta: brak „middle eight”. Tekst był dla Beatlesów czymś nowym, należącym do dorosłego świata nocnych żalów. Gdy Dylan usłyszał to na albumie Rubber Soul, uznał, że sprawy zaszły za daleko. Musiał odpowiedzieć.
Zrobił to 14 lutego 1966 roku, nagrywając swoją ciętą ripostę, 4th Time Around. Podobnie jak Norwegian Wood, opowiada ona historię w pierwszej osobie o mężczyźnie, którego wizyta w domu kobiety kończy się nieszczęśliwie. Jeśli chodzi o muzykę, Dylan po prostu zapożyczył ją od Beatlesów.
— Dylan był dość bezczelny wirtualnie hurtowo kopiując melodię Lennona, do której następnie dopisał własne słowa — napisał Derek Barker, redaktor naczelny magazynu „Isis”.
Minęły dekady, zanim słowo „trolling” zaczęło być używane w obecnym znaczeniu, ale właśnie to robił Dylan w 4th Time Around. Kilka miesięcy później w Londynie puścił Beatlesom taśmę z tym nagraniem. Lennon, jak później wspominał, poczuł się nieswojo, słysząc własną melodię wracającą do niego.
— Co o tym sądzisz? — zapytał Dylan.
— Nie podoba mi się — odparł Lennon.
„Bob dowartościował George'a”
Piosenki Beatlesów skomponowane w tym czasie głównie lub wyłącznie przez McCartneya nie brzmiały zbyt dylanowsko. Pisząc je, Paul stawiał sobie jednak wyzwanie, by unikać wyświechtanych fraz i scenariuszy, przechodząc od prostoty I Saw Her Standing There do niuansów Things We Said Today (które Dylan nagrał w 2014 roku) oraz Eleanor Rigby.
— Zdaje się, że robicie Boba Dylana na wspak — powiedział reporter do Beatlesów na konferencji prasowej w 1966 roku. — To znaczy, staliście się popularni grając rock’n’rolla, a teraz zdajecie się tworzyć znacznie więcej folk-rocka.
— To nie jest folk-rock — odpowiedział McCartney. — Serio.
— Piosenki takie jak Eleanor Rigby i...
— Nie — uciął McCartney. — Kwestia Boba Dylana jest pewnie słuszna, tyle że w odwrotną stronę, ponieważ my teraz bardziej interesujemy się treścią piosenek, podczas gdy Bob Dylan bardziej interesuje się rock’n’roll’em. Po prostu obaj zmierzamy w tym samym kierunku.
W 1968 roku, gdy Beatlesi udali się do Indii, aby studiować medytację u Maharishiego Mahesh Yogiego, zabrali ze sobą albumy Dylana: Blonde on Blonde oraz John Wesley Harding. W otoczeniu wrzeszczących małp i kraczących wron, Lennon, McCartney i Harrison napisali prawie trzydzieści piosenek, z których kilka było inspirowanych Dylanem.
Dla Harrisona był to utwór Long, Long, Long. Jego progresja akordów i duża część melodii wyrosły z epickiej ballady Dylana Sad Eyed Lady of the Lowlands, co czyni go „najbliższym plagiatu momentem w historii Beatlesów” według muzykologa Waltera Everetta. W Rocky Raccoon McCartney sparodiował ballady w stylu westernu z John Wesley Harding, co przyznaje w The Lyrics. Z kolei punkt kulminacyjny utworu Yer Blues Lennona zawiera żarliwe nawiązanie do „Mr Jonesa od Dylana” — zagubionej postaci z centrum Ballad of a Thin Man.
Gdy Beatlesi nagrywali te utwory na album The Beatles (znany jako Biały Album), Harrison czuł się lekceważony przez kolegów. Miesiące później otrzymał cieplejsze powitanie od Dylana w jego domu w Bearsville w stanie Nowy Jork. Siedząc ramię w ramię z gitarami na kolanach, Bob i George wymyślili I’d Have You Anytime.
Zaczęli też pisać inną piosenkę, Maureen, ale zostawili ją niedokończoną. Opierała się na melodii Thingumybob, instrumentalnego motywu telewizyjnego napisanego przez McCartneya w wolnym dniu od obowiązków w zespole. Tekst był hołdem dla żony Ringo, Maureen Cox Starkey. Gdyby Harrisonowi i Dylanowi udało się ją ukończyć, byłoby to coś wyjątkowego — kompozycja tria McCartney-Harrison-Dylan. Mówiąc o Thingumybob w niedawnym wywiadzie, McCartney powiedział mi: „Pamiętam, jak to pisałem. Ale nie miałem pojęcia, że George był choćby w najmniejszym stopniu zainteresowany, a tym bardziej, że puścił to Dylanowi”.
Po tradycyjnej kolacji z okazji Święta Dziękczynienia w domu Dylana, Harrison napisał All Things Must Pass, piosenkę, która ugruntowała jego pozycję jako samodzielnego twórcy.
— Pisanie i granie z Bobem zdecydowanie dało mu dodatkowe poczucie dowartościowania — powiedziała jego żona, Pattie Boyd Harrison.
Kiedy Beatlesi spotkali się ponownie na serii prób w styczniu 1969 roku, zagrali w całości lub w części 15 piosenek Dylana. W pewnym momencie George namówił kolegów do przećwiczenia niedokończonej Maureen. Beatlesi zagrali również I Want You Dylana — dwukrotnie — co zaowocowało utworem I Want You (She's So Heavy), piosenką Lennona z wieloma tymi samymi słowami.
Serve Yourself
Dialog trwał w solowych latach Beatlesów. W 1979 roku Lennon był przerażony, gdy usłyszał Gotta Serve Somebody, singiel Dylana z ewangelicznym przesłaniem chrześcijańskim, ale zainspirowało go to do napisania prawdopodobnie jego ostatniego wielkiego dzieła, bluźnierczego i udręczonego Serve Yourself.
Dekady później Dylan zamknął ten dialog hołdem dla Lennona, Roll on John. Przedstawił w nim swojego bohatera jako postać podobną do Odyseusza, który żegluje przez burze i być może nigdy nie dotrze do celu.
— Żałuję, że wciąż go tu nie ma — powiedział Dylan po wydaniu piosenki na albumie Tempest w 2012 roku — ponieważ moglibyśmy teraz porozmawiać o wielu rzeczach.
Książka "Where the Music Had to Go: How Bob Dylan and the Beatles Changed Each Other — and the World" autorstwa Jima Windolfa ukazała się w sprzedaży 16 kwietnia nakładem wydawnictwa White Rabbit.
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
