Pobyt George'a Harrisona w San Francisco
1967-08-07, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Tego dnia ( 7 sierpnia) w 1967 roku, po sześciu dniach spędzonych w L.A., George, Pattie, Neil Aspinall, Derek Taylor i Magic Alex polecieli prywatnym odrzutowcem Learjet do San Francisco. Pozornie celem było spędzenie czasu z siostrą Pattie, Jenny. Będąc już na miejscu, postanowili przespacerować się po słynnej hipisowskiej dzielnicy Haight-Ashbury, do której dojechali limuzyną.„To była stolica LSD w Ameryce” – wspominała Pattie w swojej książce „Wonderful Tonight”. „Po drodze Derek wyciągnął znaczek. Czy chcielibyśmy trochę? Skoro jechaliśmy do Haight-Ashbury, wydawało się głupotą nie spróbować... Wysiedliśmy z samochodu, kwas zaczął działać i wszystko stało się takie, wow, psychodeliczne i bardzo... To znaczy, było po prostu w porządku. Weszliśmy do sklepu i zauważyliśmy, że ci wszyscy ludzie idą za nami. Rozpoznali George'a, kiedy mijaliśmy ich na ulicy, a potem zawrócili, by za nami podążać. W jednej chwili było ich pięciu, potem dziesięciu, dwudziestu, trzydziestu i czterdziestu za nami. Słyszałam, jak mówili: ‚Beatlesi tu są, Beatlesi są w mieście!’
Oczekiwaliśmy, że Haight-Ashbury będzie wyjątkowe, kreatywne i artystyczne, pełne Pięknych Ludzi, ale było okropne – pełne upiornych wyrzutków, włóczęgów i pryszczatych młodzieńców, wszyscy kompletnie odurzeni. Wszyscy wyglądali na naćpanych – nawet matki i dzieci – i szli tak blisko za nami, że deptali nam po piętach. Doszło do tego, że nie mogliśmy się zatrzymać z obawy przed stratowaniem. Wtedy ktoś powiedział: ‚Chodźmy na Wzgórze Hipisów’, i przeszliśmy przez trawnik, a nasza świta stanęła naprzeciwko nas, jakbyśmy byli na scenie. Patrzyli na nas z wyczekiwaniem – jakby George był jakimś Mesjaszem.
Byliśmy tak na haju i wtedy stało się to, co nieuniknione: z tłumu wyłoniła się gitara i widziałam, jak jest podawana do przodu na wyciągniętych rękach. Pomyślałam: O Boże, biedny George, to jest koszmar. W końcu gitara została mu wręczona... George był taki wyluzowany. Powiedział: ‚To jest G, to jest E, to jest D’, pokazał im kilka akordów, po czym oddał gitarę i rzekł: ‚Sorry, stary, musimy już iść’. Nie zaśpiewał – nie mógłby: odlatywał. Wszyscy odlatywaliśmy. Byłam zdziwiona, że w ogóle był w stanie to zrobić.
W każdym razie, wstaliśmy i ruszyliśmy z powrotem w stronę naszej limuzyny, w którym to momencie usłyszałam cichy głos mówiący: ‚Hej, George, chcesz trochę STP?’. George odwrócił się i powiedział: ‚Nie, dzięki, stary, wszystko w porządku’. Wtedy ten gość odwrócił się i powiedział do pozostałych: ‚George Harrison mi odmówił’. A oni na to: ‚Nie!’. I wtedy tłum stał się lekko wrogi. Wyczuliśmy to, bo kiedy jesteś na takim haju, jesteś bardzo wyczulony na wibracje, więc szliśmy coraz szybciej i szybciej, a oni za nami.
Kiedy zobaczyliśmy limuzynę, przebiegliśmy przez ulicę i wskoczyliśmy do środka, a oni pobiegli za nami i zaczęli kołysać samochodem, a w oknach pełno było tych twarzy, przyciśniętych do szyby i wpatrujących się w nas.”
Sam George miał powiedzieć: „To był dla mnie punkt zwrotny – wtedy zraziłem się do całego tego kultu narkotyków i przestałem brać ten przeklęty kwas lizergowy”.
Jego zły trip zbiegł się przynajmniej w czasie z kilkoma odlotowymi fotkami.
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
