Zmarł Brian Epstein
1967-08-27, autor: kasia
[...powrót do newsów]
27 sierpnia 1967 roku zmarł Brian Epstein, menadżer The Beatles. Niektórzy sugerowali samobójstwo, ale sekcja zwłok wykazała przedawkowanie środków nasennych w połączeniu z alkoholem. Beatlesi również nie wierzyli, że ich menadżer próbował popełnić samobójstwo.
Ringo: Moim zdaniem Brian nie popełnił samobójstwa. Myślę, że wziął swoje tabletki uspokajające, które zapewne zapisał mu lekarz, a gdy sie obudził, siegnął po następną porcję. Dobrze wiadomo, co robił tamtej nocy. Mam wrażenie, że to samo się stało z Keithem Moonem. Jedna tabletka na uspokojenie za dużo, gdy się myśli: „Nie mogę sobie z tym poradzić”. Podobnie było z Jimem Morrisonem i innymi. Nie sądzę, żeby któryś z nich chciał umrzeć.
Paul: Nie sądzę, żeby w jego śmierci było coś podejrzanego. Krążyły pogłoski, iż zdarzyło się to w dosyć niejasnych okolicznościach. Osobiście uważam, że to było przedawkowanie alkoholu i tabletek nasennych. Po rozmowach z wieloma osobami myślę, że to było tak: Brian wybrał się do swojego domu na wsi. Był to piątkowy wieczór i spodziewał się przyjaciół. Brian był gejem i domyślam się, że w domu mieli być młodzi mężczyźni. Pojechał z jednym z przyjaciół, ale nikt nie więcej się nie zjawił. Wtedy pomyślał: „Och, jest piątkowy wieczór! Jeśli się pospieszę, to zdążę wrócić do Londynu i odwiedzić parę klubów”. Znając Briana wydaje mi się to prawdopodobne. Wrócił do Londynu, obszedł kilka klubów, ale większość zamykała już podwoje i niewiele się w nich działo.
Wypił więc parę drinków i na pocieszenie, przed pójściem do łóżka, połknął jedną czy dwie tabletki nasenne (Brian zawsze tak robił, wierzył w tabletki). Podejrzewam, że obudził się w środku nocy i pomyślał: „Mój Boże, nie mogę spać. Nie wziąłem tabletki.” Połknął jeszcze kilka i to mogło go zabić.
Kilka dni później spotkałem się ze służącym Briana. On nie sądził, że w śmierci Briana było coś podejrzanego, ani nie pamiętał, żeby Brian był tego dnia w ponurym nastroju. W moim odczuciu to był wypadek.
Neil Aspinall: Po śmierci Briana trzeba było wyłamać drzwi do jego sypialni. Nie wierzę, że chciał się zabić. Następnego dnia miał przyjechać do Bangor.
George Martin: Mieliśmy z Brianem tego samego lekarza, więc wiedziałem nieco więcej o jego sytuacji. Uważam, że Brian brał dużo tabletek na pobudzenie i uspokojenie, a ponadto dużo pił. Nie można powiedzieć, że był szczęśliwy.
Beatlesi o śmierci Briana dowiedzieli się w Bangor, gdzie pobierali nauki metydacji od Maharishiego.
Ringo: O śmierci Briana dowiedzieliśmy się w Bangor. To była prawdziwa załamka, ze wzgledu na zamieszanie i niedowierzanie: „Żartujesz sobie!”. Twoja wiara w rzeczy zostaje zawieszona, bo tak bardzo nie chcesz o tym słyszeć. Nie wiesz, co z tym zrobić. Jeśli spojrzycie na nasze twarze uchwycone wtedy na filmie, widać, jak się zastanawiamy: „Co to jest? Co to oznacza? Odszedł nasz przyjaciel”. Przede wszystkim chodziło o „naszego przyjaciela”. Brian był naszym przyjacielem i zostawił nas samych. Coś takiego spotkało nas po tym, jak przyjechaliśmy tu z nadzieją i kwiatami. Potem wszyscy zaczęliśmy wyjeżdżać.
Paul: Zamurowało nas, bo byliśmy w podróży, by znaleźć „sens życia”, a on umarł. Pamiętam jak staraliśmy dać sobie radę z naszym smutkiem, decydując się na poważną rozmowę z Maharishim. Chcieliśmy się przekonać, czy on może to jakoś wyjaśnić. Powiedzieliśmy: „Słuchaj, to nasz stary, dobry przyjaciel. Był przez całe wieki naszym menadżerem, a teraz nie żyje. Czy powinniśmy wyjechać? Może powinniśmy tu zostać? O Wielki, co mamy zrobić?”
Maharishi na to: „Cóż, on zmarł. On tylko odszedł. Wszystko w porządku, naprawdę”. To zgadzało się z jego sposobem myślenia. Więc gdy znowu spotkaliśmy się z prasą powiedzieliśmy, że jest nam bardzo smutno (bo tak było), gdyż Brian był wspaniałym facetem, ale że nie dało się nic zrobić.
Jego śmierć wypaliła nas wewnętrznie. Przypominam sobie, że John był tak zszokowany jak my wszyscy. Totalnie wypalony. To był okropny szok, bo Brian był jedną z tych osób, które znaliśmy najdłużej. Był naszym powiernikiem i bardzo dobrze się rozumieliśmy. Kiedy ktoś tak umiera, to świadomość, że nie ma go już w naszym życiu, jest wielkim szokiem. Nagle zdajesz sobie sprawę: „Nigdy więcej go nie zobaczę”. Kochałem tego faceta.
John: Kochaliśmy go, był jednym z nas. Medytacje Maharishiego, nawet w tak małej dawce ja nasza, dają siłę, żeby znieść coś takiego.
Nie potrafię znaleźć słów, by oddać mu cześć. Był kochany i teraz myślimy o tych wspaniałych rzeczach, jakie się z nim łączą.
Ringo: Kochaliśmy Briana. Był bardzo szczodry. Tyle mu zawdzięczamy. Przebyliśmy razem z Brianem długą drogę.
George: Oddał The Beatles tyle swojego życia. Lubiliśmy go i kochaliśmy. Był jednym z nas. Nie ma czegoś takiego jak śmierć. Pocieszamy się tym, że jest mu OK.
Cytaty pochodzą z Anthology.
(wizyt: 2593)
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
