Agata Widzowska opowiada o Johnie Lennonie - najważniejszym człowieku w jej życiu
2017-02-24, autor: kasia
[...powrót do newsów]
Agata Widzowska, autorka książki "Bitelsiaki" opowiedziała o Johnie Lennonie - najważniejszym człowieku w jej życiu.Wspomnień wysłuchała Violetta Szostak. Artykuł do przeczytania na stronie Gazety Wyborczej.
Najważniejszego człowieka w moim życiu spotkałam, kiedy miałam lat 13. Byłam wtedy chora, leżałam w domu, włączyłam radio i po raz pierwszy wysłuchałam piosenki Beatlesów „Hey Jude”, a potem kilku innych i oszalałam na ich punkcie.
32 bilety
John Lennon stał się na długo najważniejszym człowiekiem w moim życiu. Nigdy go nie spotkałam osobiście, ale miał duży wpływ na moje życie realne. To nie była tylko miłość zwariowanej nastolatki, bo przełożyła się na moje dorosłe doświadczenia.
Jako nastolatka byłam zwariowaną fanką Beatlesów, chodziłam w lenonkach, na szyi nosiłam ozdobę taką jak John – z wygrawerowanym znakiem wagi i napisem: „John Lennon”. Byłam 32 razy na filmie o nich „A Hard Day's Night” – szłam na wagary, kupowałam bilety na cały dzień i oglądałam kilka seansów pod rząd. Potem te 32 bilety trzymałam w pamiętniku. Biegałam na spotkania pierwszego w Polsce fanklubu The Beatles. Organizowałam konkursy wiedzy o Beatlesach. I oczywiście zakochałam się platonicznie w chłopaku z mojego liceum, który nosił lenonki.
W domu na starym kaseciaku przegrywałam z Trójki dyskografię Beatlesów. Gdy czasem nie udało mi się nagrać całej płyty, bo kaseta się zerwała albo akurat wyłączyli prąd, to szalałam z rozpaczy. Po latach, w 1982 roku, dostałam pracę w płytotece Polskiego Radia na Woronicza, gdzie opiekowałam się muzycznymi zbiorami, miałam dostęp do wszystkich tych płyt i unikalnych nagrań, czułam się jak w krainie czarów.
Po śmierci Johna długo chodziłam w żałobie. Moi przyjaciele do dziś wspominają: „Agata, pamiętam, jak wtedy weszłaś do klasy...”. Wszyscy na mnie spojrzeli, a ja zaczęłam niesamowicie szlochać. Przez dwa tygodnie żaden z nauczycieli nie brał mnie do odpowiedzi
Czytałam jego książki. Trudno było je dostać, np. „In His Own Write”, która bardzo długo nie była tłumaczona na polski. Byłam zafascynowana surrealizmem w jego tekstach, słowotwórstwem językowym, formami absurdu i groteski. Dzięki Johnowi Lennonowi zaczęłam pisać moją pierwszą książkę. Chciałam, żeby już dzieci w przedszkolu wiedziały, kim byli on i inni Beatlesi: zaczęłam układać proste wiersze, rymowanki i zabawy słowem związane z muzyką zespołu, instrumentami i tytułami piosenek. Wydałam je, kiedy miałam lat 40.
Kartka od Yoko Ono
To była moja pierwsza książka, nikt nie chciał mi jej wydać. Zadzwoniłam do mojej niespełnionej miłości z liceum, tamtego chłopaka w lenonkach. Powiedział: „Nie ma sprawy”. Książka ukazała się głównie dzięki jego wsparciu finansowemu oraz „with a little help from my friends”. Z książką „Bitelsiaki” pojechałam na Targi Książki do Warszawy. I ona otworzyła mi drogę do innych wydawnictw przy kolejnych moich książkach.
W książce są oczywiście wiersze i lepsze, i gorsze. Pisałam je, gdy miałam 13-14 lat. Tylko kilka dopisałam jako dorosła osoba. Teraz mam inny warsztat literacki, dużo się nauczyłam. Chciałam jednak wydać przede wszystkim tamte nastoletnie, świeże i naturalne teksty. Mam je wszystkie w pamiętnikach, pożółkłych zeszytach w kratkę, zapisane nastoletnim pismem. Ktoś nawet napisał o tych moich zabawach słowem w „Bitelsiakach” pracę licencjacką.
Kiedy wydałam książkę, wysyłałam życzenia świąteczne do Yoko Ono. Nie pierwszy raz. Ale wtedy właśnie dostałam od niej pocztówkę w odpowiedzi. Od Yoko i Seana – syna jej i Johna. Tekst brzmiał: „Yoko and Sean, with love, for Agata”. Mam ją do dzisiaj. Odpisałam na tę kartkę: pochwaliłam się, że oto ja, Agata Widzowska, napisałam książkę „Bitelsiaki”, jestem bardzo szczęśliwa i chętnie prześlę ją w prezencie.
Dwa miesiące później dostałam list od wytwórni Apple Records, mniej więcej tej treści: „Jakim prawem napisałaś książkę o Beatlesach? My mamy wszelkie prawa autorskie, tobie nie wolno takich rzeczy robić!” Wielka afera.
Książka była wydana własnym sumptem, nie miałam prawnika ani wydawcy, którzy odpowiedzieliby w mojej obronie.
W książce nie było cytatów z piosenek, większość tytułów została spolszczona, nawet nazwa The Beatles świadomie nie jest napisana po angielsku. Odpisałam Apple Records: że konsultowałam to z prawnikami, teksty to luźne adaptacje i wariacje na temat piosenek i nie podlegają prawu autorskiemu. Sprawa ucichła.
Dzięki „Bitelsiakom” znalazłam potem pracę, której bardzo długo poszukiwałam po urlopie wychowawczym. Zaproszono mnie do biblioteki w Swarzędzu na spotkanie autorskie. Przygotowano piękną scenografię, z sufitu zwisały płyty analogowe, stały gitary, przyjechała telewizja, byli też przedstawiciele lokalnych władz, udzielałam wywiadu i dostałam naręcza kwiatów. Pomyślałam sobie wtedy: „A ja jestem na dnie bezrobocia...”. Powiedziałam to głośno, przyznałam się do tego publicznie. I dostałam propozycję pracy w tej bibliotece, pod warunkiem że rozpocznę naukę w studium bibliotekarskim. Rozpoczęłam, zatrudniono mnie od razu. Potem skończyłam studia na Uniwersytecie Warszawskim.
Lennon załatwił mi wizę
Wizę do Stanów Zjednoczonych załatwił mi też John Lennon. W 1990 roku. Wtedy ogromnie trudno było uzyskać wizę, trzykrotnie mi w ambasadzie odmawiano. Kiedy poszłam tam ostatni raz, powiedziano mi: „Jak pani dostarczy te wszystkie dokumenty, rozpatrzymy po raz ostatni”. I dostałam listę z wykazem dziesięciu wymaganych dokumentów, żadnego z nich oczywiście nie miałam. I wtedy zrobiłam coś szalonego. Powiedziałam, a właściwie to wręcz wykrzyczałam do konsula: „Proszę pana, nawet jeśli nie dacie mi tej wizy nigdy, to ja i tak pojadę do Nowego Jorku! Bo ja muszę zobaczyć Dakota House, miejsce, gdzie zastrzelono Johna Lennona i pan mi tego nie zabroni!”. Spojrzał na mnie jak na egzaltowaną furiatkę. Zobaczył, że mam na szyi srebrny wisiorek z napisem: „John Lennon”. Uśmiechnął się i przybił pieczęć. To był cud. Ludzie dookoła mnie zaczęli bić brawo.
No i poleciałam do tych Stanów. Pojechałam zobaczyć ten dom i tę bramę. A moja pracodawczyni – bo pod NowymJorkiem opiekowałam się psami, które występowały w filmach, przed występem przyczerniano im nosy i malowano oczy – powiedziała mi tak: „Agata, ja ci nie dam podwyżki, ale mogę zrobić dla ciebie inną rzecz. Pojedziemy do Nowego Jorku i zaparkuję na parkingu podziemnym Dakota House, tam, gdzie parkował John Lennon”. I zaparkowaliśmy tam. To było dla mnie wtedy niesamowite przeżycie.
Nie słucham już
Gdy John Lennon był jeszcze uczniem, zapytano go w szkole, kim chce być w życiu. Odpowiedział: „Chcę być szczęśliwy”. Powiedzieli mu: „Nie zrozumiałeś pytania”. A on: „Nie, to wy nie rozumiecie życia”. Dla mnie to są bardzo ważne słowa.
Podoba mi się też bardzo stwierdzenie Johna, że życie to jest coś, co upływa, gdy jesteśmy zajęci układaniem planów. Im jestem starsza i dojrzalsza, to tym bardziej tę filozofię Johna zaczynam utożsamiać ze swoją własną
Gdy miałam 15 lat, byłam po prostu zakochana w chłopaku, który śpiewa piosenki o miłości, marzyłam, uczyłam się angielskich słów. Był moim napędem do pisania, bratnią duszą w samotności i wyciem do księżyca. Fascynował mnie i nie miał wad. Znacznie później odkryłam w nim nie tylko zwykłego człowieka, ale też mądrego faceta. Zawsze podzielałam jego pacyfistyczne nastawienie do świata, uważałam, że pisze i mówi o ważnych aspektach życia, na przykład o tym, że „kobieta jest murzynem świata”. Tak właśnie jest od setek lat! Walczył też o prawa Indian. Zazdrościłam mu pasji, ciętej riposty, konsekwencji i niezłomności w wyborach. Poślubił miłość swojego życia, Yoko Ono, mimo że wszyscy patrzyli na nią krzywym okiem i obwiniali o rozpad zespołu. Obserwowałam, jak po latach picia i ćpania dojrzał do prawdziwego ojcostwa. Dzięki niemu zaczęłam się interesować antropologią i filozofią Dalekiego Wschodu.
Czy słucham ciągle jego muzyki? To jest rzecz, której nie mogą pojąć ci, którzy mnie znali. Słucham teraz bardzo rzadko. Tamten etap kojarzy mi się z dojrzewaniem, które było dla mnie trudne, bo czułam się samotna, nadempatyczna, z potencjałem, którego nie potrafiłam realizować. Jestem teraz inną osobą, a muzyka Beatlesów wywołuje wspomnienie czasu, do którego nie chcę wracać. Ale w dalszym ciągu ją kocham, mam w sobie, nie muszę już włączać płyt.
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
