Warning: get_headers(): php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /home/hosting/www/beatles.kielce.com.pl/www/news_more_out.php on line 68
Warning: get_headers(https://cdn.thegentlemansjournal.com/wp-content/uploads/2017/07/lennon-bermuda-2-900x600-c-center.jpg): failed to open stream: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /home/hosting/www/beatles.kielce.com.pl/www/news_more_out.php on line 68
Warning: getimagesize(): php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /home/hosting/www/beatles.kielce.com.pl/www/news_more_out.php on line 76
Warning: getimagesize(https://cdn.thegentlemansjournal.com/wp-content/uploads/2017/07/lennon-bermuda-2-900x600-c-center.jpg): failed to open stream: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /home/hosting/www/beatles.kielce.com.pl/www/news_more_out.php on line 76
Warning: getimagesize(): SSL operation failed with code 1. OpenSSL Error messages:
error:0A000126:SSL routines::unexpected eof while reading in /home/hosting/www/beatles.kielce.com.pl/www/news_more_out.php on line 76
1980-06-04, autor: joryk
John Lennon rozpoczyna rejs żeglarski z Rhode Island na Bermudy.
Po kilku dniach jacht wpływa w strefę sztormu. Wszyscy trzej zawodowi członkowie załogi zaczynają chorować i nie mogą pełnić wacht. Przez sześć godzin Lennon musi sam sterować. Udaje mu się przetrzymać najgorsze i przeprowadzić łódź przez sztorm.
To wydarzenie dało mu ogromną pewność siebie i wyzwoliło kreatywność. "siedzieliśmy wkrótce na plaży z Fredem (Seamanem) i nagrywaliśmy piosenki, które przyszły ot tak, jedna za drugą..." - John Lennon
John Lennon opowiedział o swojej przygodzie na jachcie we wrześniowym wywiadzie dla magazynu Playboy:
Był to mój pierwszy raz na morzu - trzy tysiące mil w siedem dni. Zawsze dużo mówiłem o żeglowaniu, ale moją stałą wymówką było to, że nigdy nie udzielono mi lekcji żeglowania. Yoko zawsze mówiła: "zrób coś z tym, albo się zamknij", więc w końcu wysłała mnie w ten rejs. Chociaż nigdy mi o tym nie mówiła, zrobiła to po to, by sprawdzić moją kreatywność. Na tej piętnastometrowej łodzi, było nas czterech, a całość okazała się najbardziej fascynującym doświadczeniem mojego życia. Było cudownie!
Sztorm zaczął się któregoś popołudnia i trwał całe trzy dni. Kapitan był chory, tak samo zresztą jak jego dwaj kuzyni. Nie miałem żadnych punktów odniesienia. Gdziekolwiek spojrzałem, otaczało mnie tylko wzburzone morze. Żadnego lądu. Pozostali cały czas wymiotowali, więc w pewnej chwili kapitan powiedział mi: "Robi się coraz gorzej. Chcesz stanąć za sterem?", na co odparłem: "Uważasz, że sobie poradzę?" Miałem być chłopcem uczącym się fachu, ale on stwierdził "Będziesz musiał! Nie ma tu poza tobą nikogo, kto mógły to zrobić!". Na to ja "Lepiej, żebyś miał mnie więc na oku". Pamiętam, że przyrzekł mi, że właśnie tak zrobi."
Jakieś pięć minut później zszedł jednak spać pod pokład, mówiąc "No to do zobaczenia". Nikt poza mną nie był w stanie ruszyć. Wszyscy byli zarzygani. Tak więc przejąłem stery. Starałem się trzymać kurs przez długie sześć godzin. Czasami mnie przytapiało, czasami smagało falami po twarzy. Nie mogłem jednak zmienić zdania. Przypominało mi to trochę wejśćie na scenę - kiedy już tam jesteś, nie ma odwrotu. Kilka fal powaliło mnie nawet na kolana. Trzymałem się wtedy tylko rękoma i wiedziałem, że to najlepszy czas mojego życia! Śpiewałem szanty i krzyczałem do bogów! Czułem się jak jakiś Wiking albo Jazon płynące po złote runo. W końcu za pomocą sekstansu kapitan odnalazł drogę. Świetny z niego człowiek. Przeglądając mapy, z szalikiem wokół szyi i długą brodą, wyglądał niczym postać z bajki.
W końcu dotarliśmy na Bermudy. Jednak nawet kiedy postawiłem już nogę na ziemi, byłem tak skupiony na ostatnich doświadczeniach, że czułem się jakby nie z tej ziemi. A w dodatku przez głowę zaczęły mi się przewijać te wszystkie piosenki! Czas na łodzi był dla mnie niezapomniany. Fred Seaman, Sean i ja siedzieliśmy później na plaży z wielkim magnetofonem, na który z gitarą w ręku nagrywałem wszystkie nowe melodie. Siedzieliśmy w słońcu, a z mojej głowy co rusz to wypadała kolejna piosenka.
, kategoria: kalendarz
John Lennon rozpoczyna rejs żeglarski na Bermudy.
1980-06-04, autor: joryk
[...powrót do newsów]
John Lennon rozpoczyna rejs żeglarski z Rhode Island na Bermudy. Po kilku dniach jacht wpływa w strefę sztormu. Wszyscy trzej zawodowi członkowie załogi zaczynają chorować i nie mogą pełnić wacht. Przez sześć godzin Lennon musi sam sterować. Udaje mu się przetrzymać najgorsze i przeprowadzić łódź przez sztorm.
To wydarzenie dało mu ogromną pewność siebie i wyzwoliło kreatywność. "siedzieliśmy wkrótce na plaży z Fredem (Seamanem) i nagrywaliśmy piosenki, które przyszły ot tak, jedna za drugą..." - John Lennon
John Lennon opowiedział o swojej przygodzie na jachcie we wrześniowym wywiadzie dla magazynu Playboy:
Był to mój pierwszy raz na morzu - trzy tysiące mil w siedem dni. Zawsze dużo mówiłem o żeglowaniu, ale moją stałą wymówką było to, że nigdy nie udzielono mi lekcji żeglowania. Yoko zawsze mówiła: "zrób coś z tym, albo się zamknij", więc w końcu wysłała mnie w ten rejs. Chociaż nigdy mi o tym nie mówiła, zrobiła to po to, by sprawdzić moją kreatywność. Na tej piętnastometrowej łodzi, było nas czterech, a całość okazała się najbardziej fascynującym doświadczeniem mojego życia. Było cudownie!
Sztorm zaczął się któregoś popołudnia i trwał całe trzy dni. Kapitan był chory, tak samo zresztą jak jego dwaj kuzyni. Nie miałem żadnych punktów odniesienia. Gdziekolwiek spojrzałem, otaczało mnie tylko wzburzone morze. Żadnego lądu. Pozostali cały czas wymiotowali, więc w pewnej chwili kapitan powiedział mi: "Robi się coraz gorzej. Chcesz stanąć za sterem?", na co odparłem: "Uważasz, że sobie poradzę?" Miałem być chłopcem uczącym się fachu, ale on stwierdził "Będziesz musiał! Nie ma tu poza tobą nikogo, kto mógły to zrobić!". Na to ja "Lepiej, żebyś miał mnie więc na oku". Pamiętam, że przyrzekł mi, że właśnie tak zrobi."
Jakieś pięć minut później zszedł jednak spać pod pokład, mówiąc "No to do zobaczenia". Nikt poza mną nie był w stanie ruszyć. Wszyscy byli zarzygani. Tak więc przejąłem stery. Starałem się trzymać kurs przez długie sześć godzin. Czasami mnie przytapiało, czasami smagało falami po twarzy. Nie mogłem jednak zmienić zdania. Przypominało mi to trochę wejśćie na scenę - kiedy już tam jesteś, nie ma odwrotu. Kilka fal powaliło mnie nawet na kolana. Trzymałem się wtedy tylko rękoma i wiedziałem, że to najlepszy czas mojego życia! Śpiewałem szanty i krzyczałem do bogów! Czułem się jak jakiś Wiking albo Jazon płynące po złote runo. W końcu za pomocą sekstansu kapitan odnalazł drogę. Świetny z niego człowiek. Przeglądając mapy, z szalikiem wokół szyi i długą brodą, wyglądał niczym postać z bajki.
W końcu dotarliśmy na Bermudy. Jednak nawet kiedy postawiłem już nogę na ziemi, byłem tak skupiony na ostatnich doświadczeniach, że czułem się jakby nie z tej ziemi. A w dodatku przez głowę zaczęły mi się przewijać te wszystkie piosenki! Czas na łodzi był dla mnie niezapomniany. Fred Seaman, Sean i ja siedzieliśmy później na plaży z wielkim magnetofonem, na który z gitarą w ręku nagrywałem wszystkie nowe melodie. Siedzieliśmy w słońcu, a z mojej głowy co rusz to wypadała kolejna piosenka.
(wizyt: 629)
Dotychczasowe komentarze:
Twój komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:
Copyright 2002 - 2021 by Blue Meanies: Andrzej, Kasia, Agata, macho, Ania
