|
Wrócę jeszcze raz do tego wątku odnośnie filmu. Wczoraj potraktowałem go krótko, z telefonu. Cóż, temat "kasy", "zarabiania u Paula" mogł być potraktowany inaczej. Wyobraźcie sobie: jesteś muzykiem, grasz w zespole z najsłynniejszym basistą świata, wypełniacie hale w Europie, a Twoja tygodniówka to... 70 funtów. Tyle dostawali Denny Seiwell i Henry McCullough. To były pieniądze, za które ledwo można było utrzymać rodzinę, podczas gdy Paul (mimo zamrożonych kont przez procesy z Apple) wciąż operował w zupełnie innej stratosferze finansowej. Paul po rozpadzie The Beatles był w trybie przetrwania. Chciał udowodnić całemu światu (i Lennonowi), że potrafi zacząć od zera. Jeździł vanem po uniwersytetach, spał w kiepskich hotelach. Problem w tym, że dla niego to była przygoda i powrót do korzeni, a dla muzyków Wings to była po prostu ciężka praca za marne grosze. Sir Paul zawsze był pracoholikiem. Zakładał, że skoro on daje z siebie 200%, to inni powinni być szczęśliwi, że mogą przy nim stać. To, że dziś mówi: "nie miałem wglądu w księgowość", brzmi trochę jak tania wymówka. On był szefem. Kropka. Myślę - tekst, który teraz piszę, tzn. wiedzę w nim zawartą czerpię z wielu innych źródeł, nie tylko na podstawie najnowszego filmu o McC - że Seiwell i McCullough rzucili papierami tuż przed wylotem do Nigerii, to nie był kaprys. To była kumulacja frustracji. Wyjazd do Lagos, gdzie panowała cholera, dyktatura i fatalne warunki w studio, za te same 70 funtów? Nic dziwnego, że powiedzieli "dość". Dlaczego Denny zopstał, który też nie sypiał na kasie - dokładnie nie wiemy i nie dowiemy się. Denny, pomimo pewnych przyszłych utarczek biznesowych o prawo do Mull of Kintyre NIGDY nie wypowiadał się źle, negatywnie o Paulu czy Lindzie. Szkoda, że w filmie nie padło proste: "Byłem wtedy dupkiem, jeśli chodzi o kasę, mogłem im zapłacić więcej". Ale Paul to Paul – zawsze dba o to, żeby historia zapamiętała go w dobrym świetle. Inna sprawa. Tutaj na portalu były już opublikowane wypowiedzi Paula na temat filmu. Bardzo wzruszyły mnie słowa o Lindzie, i wszystkie kadry w filmie, gdy ona się pojawia. Prywatnie tak sobie pomyślałem, że fajnie byłoby wiedzieć co o filmie sądzie Jane Asher. Pozdrawiam. Niebawem na blogu opublikuję oddzielny post o tym filmie, jak będzie już dobrze udokumentowany jego odbiór przez świat. Aaaa, pełna zgoda z zdaniem kochanego Seana na temat albumu "Ram". Wczoraj wieczorem około północy przed snem przesłuchałem go w całości na słuchawkach. Tak, to małe arcydzieło, które doskonale broni się teraz po latach.
_________________ Ryszard. Mój blog o The Beatles: http://fab4-theBeatles.blogspot.com
|