Polski Serwis Informacyjny The Beatles

Istnieje od 2001 roku. Codzienna aktualizacja, ksiazki, filmy, plyty.
jesteś na Forum Polskiego Serwisu Informacyjnego The Beatles
Obecny czas: Nie Kwi 14, 2024 4:51 pm

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 157 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna

Który album uważasz za najlepszy ?
Please, Please Me 2%  2%  [ 2 ]
With The Beatles 1%  1%  [ 1 ]
Beatles For Sale 0%  0%  [ 0 ]
A Hard Day's Night 6%  6%  [ 7 ]
Help 4%  4%  [ 5 ]
Rubber Soul 4%  4%  [ 5 ]
Revolver 10%  10%  [ 13 ]
Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band 15%  15%  [ 19 ]
The Beatles 16%  16%  [ 20 ]
Yellow Submarine 1%  1%  [ 1 ]
Abbey Road 37%  37%  [ 47 ]
Let It Be 4%  4%  [ 5 ]
Magical Mystery Tour 1%  1%  [ 1 ]
Razem głosów : 126
Autor Wiadomość
 Temat postu:
PostWysłany: Śro Lip 19, 2006 4:22 pm 
Offline
Lovely Rita
Awatar użytkownika

Rejestracja: Śro Gru 14, 2005 9:32 pm
Posty: 373
cze napisał(a):
Kiedyś prowadziłem na ten temat dyskusję na forum GW:
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html? ... =1&v=2&s=0


buh napisał(a):
btw, dzięki Cze - czytając Twoje różne posty zawierające
Beatlesów postanowiłem jakiś czas temu lepiej poznać ten
zespół. Pluję sobie w brodę, że tak późno ;)


I właśnie dlatego uważam, że o Beatlesach należy rozmawiać i zachęcać.
Brawo cze :)


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Czw Lip 20, 2006 1:22 pm 
Offline
Beatlesiak
Awatar użytkownika

Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Posty: 4281
Miejscowość: Bielsk Podlaski
myśle, że Beatlesi wpisali się grubą czcionką do annałów jako ROCKOWY zespół, w dodatku ten najważniejszy rockowy zespół wszech czasów! co do tego wątpliwości nie mam żadnych. to, że nagrywali i lżejsze rzeczy przecież nie zmieni faktu, że to właśnie ONI przetarli szlaki tej muzyki i mieli znaczący wpływ na to, że ta muzyka tak się rozwinęła i w dużej mierze na to, że w ogóle jej dzisiaj słuchamy. Oni - THE BEATLES :idea: :)

która wersja Come Together lepsza, to już rzecz gustu (spokojnie, nikogo nie zabiję :roll: :wink: :wink: ), ale niech mi tylko ktoś powie, że ta oficjalna nie jest wygładzona względem pierwotnej, to....

cała Abbey to taka raczej wyważona, poukładana płyta i wszystkim się to podoba z wyjątkiem dziwnych ludzi takich jak ja :wink: znaczy AR jest ŚWIETNA ale zdecydowanie bardziej przemawiają do mnie te od niej wcześniejsze płyty :)

"I got nothing to say It's OK" :)

_________________
Image


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Czw Lip 20, 2006 2:45 pm 
Offline
Beatlesiak
Awatar użytkownika

Rejestracja: Nie Lut 06, 2005 11:35 pm
Posty: 2038
Miejscowość: Łódź
Yer Blue napisał(a):
myśle, że Beatlesi wpisali się grubą czcionką do annałów jako ROCKOWY zespół, w dodatku ten najważniejszy rockowy zespół wszech czasów! co do tego wątpliwości nie mam żadnych. to, że nagrywali i lżejsze rzeczy przecież nie zmieni faktu, że to właśnie ONI przetarli szlaki tej muzyki i mieli znaczący wpływ na to, że ta muzyka tak się rozwinęła i w dużej mierze na to, że w ogóle jej dzisiaj słuchamy. Oni - THE BEATLES :idea: :)
Przecież nie zaprzeczam. Tylko wspomniałam o tym, jak niestety czasem odbierani są Fab Four.
Cytuj:
która wersja Come Together lepsza, to już rzecz gustu (spokojnie, nikogo nie zabiję :roll: :wink: :wink: ), ale niech mi tylko ktoś powie, że ta oficjalna nie jest wygładzona względem pierwotnej, to....
To co? :mrgreen: Czemu ty się wszędzie dopatrujesz tych wygładzeń? To, że John w studyjnej wersji zapanował nad swoim głosem, a żaden z muzyków nie wydał ze swojego instrumentu ani jednej fałszywej nuty, to nie oznacza od razu wygładzenia. Ja raczej postawiłabym na uprządkowanie. ;)
Poza tym, wcale nie uważam, by John w tej ostatecznej wersji śpiewał ze "ściśniętym" gardłem, jak również nie sądzę, by w tym wykonaniu wyczuwalny był brak ekspresji. :P
Cytuj:
cała Abbey to taka raczej wyważona, poukładana płyta i wszystkim się to podoba z wyjątkiem dziwnych ludzi takich jak ja :wink: znaczy AR jest ŚWIETNA ale zdecydowanie bardziej przemawiają do mnie te od niej wcześniejsze płyty :)
No i bardzo dobrze, że są "inni", bo nie byłoby tej dyskusji... i byłoby nudno. ;) A tak nawiasem mówiąc, to wcale nie uważam Abbey Road za absolutnie najlepszą płytę. Owszem, kiedyś, na początku mojej beatlemanii tak też twierdziłam, ale dziś, spośród kilku najlepszych albumów, nie potrafię wybrać ich opus magnum. ;)

_________________
"Normalność nie jest kwestią statystyki."


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Sob Lip 22, 2006 12:58 pm 
Offline
Beatlesiak
Awatar użytkownika

Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Posty: 4281
Miejscowość: Bielsk Podlaski
Michelle napisał(a):
Yer Blue napisał(a):
myśle, że Beatlesi wpisali się grubą czcionką do annałów jako ROCKOWY zespół, w dodatku ten najważniejszy rockowy zespół wszech czasów! co do tego wątpliwości nie mam żadnych. to, że nagrywali i lżejsze rzeczy przecież nie zmieni faktu, że to właśnie ONI przetarli szlaki tej muzyki i mieli znaczący wpływ na to, że ta muzyka tak się rozwinęła i w dużej mierze na to, że w ogóle jej dzisiaj słuchamy. Oni - THE BEATLES :idea: :)
Przecież nie zaprzeczam. Tylko wspomniałam o tym, jak niestety czasem odbierani są Fab Four.

wiem, że nie zaprzeczałaś , ale chciałem raz na zawsze się rozprawić z tym mitem! :) dyskusja Cze była ciekawa, okazuje się, że są i inni, którzy nie dadzą się nabrać :P

Cytuj:
która wersja Come Together lepsza, to już rzecz gustu (spokojnie, nikogo nie zabiję :roll: :wink: :wink: ), ale niech mi tylko ktoś powie, że ta oficjalna nie jest wygładzona względem pierwotnej, to....
To co? :mrgreen: Czemu ty się wszędzie dopatrujesz tych wygładzeń? To, że John w studyjnej wersji zapanował nad swoim głosem, a żaden z muzyków nie wydał ze swojego instrumentu ani jednej fałszywej nuty, to nie oznacza od razu wygładzenia. Ja raczej postawiłabym na uprządkowanie. ;)
Poza tym, wcale nie uważam, by John w tej ostatecznej wersji śpiewał ze "ściśniętym" gardłem, jak również nie sądzę, by w tym wykonaniu wyczuwalny był brak ekspresji. :P

To co? to się z Toba nie zgodzę :P pisałaś, że John zaśpiewał tam tak, jakby sie przeziębił, a dla mnie pokazał po prostu swoje możliwości 8) tak samo jak sądzę, że w ostatecznej wersji CT jego wokal jest pozbawiony ekspresji, mam wrażenie jakby się mu nie chciało spiewać. I co mi zrobisz? :P :)

_________________
Image


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Nie Lip 23, 2006 5:23 am 
Offline
Beatlesiak
Awatar użytkownika

Rejestracja: Nie Lut 06, 2005 11:35 pm
Posty: 2038
Miejscowość: Łódź
Yer Blue napisał(a):
To co? to się z Toba nie zgodzę :P pisałaś, że John zaśpiewał tam tak, jakby sie przeziębił, a dla mnie pokazał po prostu swoje możliwości 8) tak samo jak sądzę, że w ostatecznej wersji CT jego wokal jest pozbawiony ekspresji, mam wrażenie jakby się mu nie chciało spiewać. I co mi zrobisz? :P :)
Ej, no. :P Bez takich! To nie ja zaczęłam... :wink: Nic nie zrobię (hehe, bo mi się nie chce :twisted: :lol: ), ale nadal będę uparcie twierdzić coś kompletnie przeciwnego.
Co więcej - powiem, że momentami, zwłaszcza w ostatnich minutach utworu, John zaskakuje jeszcze większymi pokładami ekspresji niż na wersji z Antologii! Ha! :roll:
John potrafił się drzeć, kiedy było trzeba, ;) ale potrafił też się wygłupiać. Aż się boję to powiedzieć, boję się twojej reakcji, ale dla mnie wersja z Antologii to... wygłup <co ja powiedziałam! :P :wink: :lol: >. Co prawda dość finezyjny, niektórzy nawet mogą powiedzieć, że eksperymentalny (z czym prędzej się zgodzę niż z przeświadczeniem o wyższośći tej wersji nad albumową), ale dla mnie przede wszystkim wygłup w cięższym (odrobinę, maciupeńką okruszynę! :twisted: :roll:), bardziej... hehe, "offowym" klimacie niż większość nagrań Beatli... ale wcale przez to nie lepszym. ;)

_________________
"Normalność nie jest kwestią statystyki."


Ostatnio edytowany przez Michelle, Nie Lip 23, 2006 5:12 pm, edytowano w sumie 1 raz

Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Nie Lip 23, 2006 3:16 pm 
Offline
Lovely Rita
Awatar użytkownika

Rejestracja: Śro Gru 14, 2005 9:32 pm
Posty: 373
Michelle napisał(a):
Co więcej - powiem, że momentami, zwłaszcza w ostatnich minutach utworu, John zaskakuje jeszcze większymi pokładami ekspresji niż na wersji z Antologii! Ha! :roll:
(...)
dla mnie wersja z Antologii to... wygłup (...). Co prawda dość finezyjny, niektórzy nawet mogą powiedzieć, że eksperymentalny (z czym prędzej się zgodzę niż z przeświadczeniem o wyższośći tej wersji nad albumową), ale dla mnie przede wszystkim wygłup w cięższym (...), bardziej... hehe, "offowym" klimacie niż większość nagrań Beatli... ale wcale przez to nie lepsze. ;)


Lepiej bym tego nie ujął :)


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Nie Lip 23, 2006 4:03 pm 
Offline
Admiral Halsey
Awatar użytkownika

Rejestracja: Śro Mar 15, 2006 11:03 pm
Posty: 991
Miejscowość: Karlstad
Wprost niebywale! Po raz pierwszy tak bardzo sie nie zgadzam z Toba, Piotrku ;-). O ile mamy niemalze identyczne zdanie o pewnym podwojnym albumie, to tutaj rozmijamy sie w ocenie i w uwielbieniu. Fajnie moc sie "poniezgadzac", ale przyznam, ze jedna Twoja wypowiedz wzbudzila we mnie natychmiastowy protest:
Yer Blue napisał(a):
rzeczywiście produkcja bierze górę nad spontanem :wink: wreszcie ktoś mnie zrozumiał. :)
Z tym sie zgodze, choc to w zadnym wypadku nie swiadczy samo przez sie o wyzszej wartosci owych "spontanicznych" utworow. Natomiast zaraz potem napisales:
Yer Blue napisał(a):
Abbey Road to po prostu kolekcja przebojów :) słodko, miło, pięknie i przebojowo :) 8)
:shock: :!: :?: Taaaak.. zdolalam juz przesledzic cala pozniejsza dyskusje.. Jednak moim zdaniem przymiotniki "slodki" i "przebojowy" kompletnie nie pasuja do tej plyty... Powiem szczerze, juz Sierzant Pieprz wydaje mi sie bardziej "piosenkowy" (specjalnie nie daje przykladu z owego typowego "piosenkowego" okresu tworczosci Beatli). Moim zdaniem "Abbey Road" jest jednym z trudniejszych beatlesowskich albumow w odbiorze. Zgodze sie z Toba, ze faktycznie "brakuje" spontanu i pazura, ze zniknela zarowno psychodelia pelna geba (oczywiscie pozostalosci sa) jak i ciagoty hard rockowe (wyjatek: "I Want You - She's So Heavy"). Zgodze sie tez z Toba czesciowo co do "wygladzenia", ale przez wygladzenie rozumiem przede wszystkim maksymalne podporzadkowanie utworow glownej idei, niezwykle dopracowana i dopieszczona "produkcje" i pewne.. uspokojenie sie... Nie majace wiele wspolnego z powrotem do wesolych pioseneczek czy uroczych balladek. Dla mnie ten album to byc moze najbardziej "dojrzaly" album Beatli. Taki, ktory potrzebuje wielu przesluchan (oczywiscie - to zalezy od osoby, ale tak bylo m.in. w moim przypadku), zeby porzadnie wsiaknac.. Taki, ktory przy kolejnych przesluchaniach odkrywa nowe warstwy.. I przede wszystkim - rewelacyjnie "zlozony" w calosc. Fenomalny "zar" bialego albumu, czy tez ostra psychodelia - utwory, ktore jesli sie "lapie", lapie sie zazwyczaj od razu. Wala prosto w czache ;-). I w serducho. Ten album jest znacznie bardziej, hmm.. wyrafinowany? Wyciszony.. Ja potrzebowalam czasu, zeby album do mnie dotarl w calosci, na poczatku razilo mnie nie "przebojowosc" czy "piosenkowosc" - bo gdyby album taki byl, to "kupilabym" go od poczatku (oprocz Bialego, pierwszymi albumami, ktore uwielbialam bylo AHDN i Help!). Nie, wlasnie przeciwnie, pomijajac niektore momenty, album na poczatku mnie "nuzyl", wydawalo mi sie, ze nic sie nie dzieje. Az powoli.. rozsmakowalam sie w nim, nie potrafie tego inaczej opisac.

Najwiekszym problemem jest wskazywanie na poszczegolne utwory, czy nawet partie utworow, jako dowody na to, ze album jest taki, lub smaki.. Wlasnie dlatego ten album jest tak wyjatkowy - suma czesci skladowych nie rowna sie wartosci CALOSCI. Pamietam, jaki problem mialam z ocenianiem poszczegolnych utworow z "Abbey Road" w kompendium. W przypadku Bialego, co i rusz ktorys utwor "obrywal" dziesiatke, tak tez ocenilabym caly album . W przypadku "Abbey Road" jest juz inaczej.. Czulam gleboka "niesprawiedliwosc", oderwane czesci suity - bardzo dobre, poszczegolne utwory - dobre i bardzo dobre, malo ktory "genialny" samo przez sie (w moim odczuciu).. Calosc? Genialna. Pelne 10. Album niezwykle zroznicowany, ze swietnym instrumentarium i tym, co ktos wczesniej nazwal "dramaturgia".. tylko, ze w miejsce kalejdoskopu bialego albumu, otrzymujemy idealnie przemyslany ciag. Gdzie poszczegolne elementy, zamiast iskrzyc miedzy soba (genialny efekt Bialego), sa w kapitalny sposob powiazane razem, nawet "spontanicznosc" (np. Her Majesty, czy "Polythene Pam") jest ujeta w karby... Kazdy element jest w idealnym miejscu. Ta plyta nie musi byc stricte "rockowa", czy tez "psychodeliczna" czy tez "hard rockowa" - dobre wytrychy - zeby byla arcydzielem.

Czy uwazam te plyte za lepsza od mojego ukochanego Bialego i Revolvera? Nie, oceniam ja "na rowni". Chociaz rzeczywiscie sadze, ze lepszego pozegnalnego albumu Beatlesi nie mogli nagrac. Piekny labedzi spiew i po raz ostatni faktyczne ZGRANIE sie wszystkich - efekt tworzenia RAZEM znacznie silniejszy niz na Bialym (ktory wlasnie dlatego jest fascynujacy - kalejdoskop, ktory im po prostu ""wyszedl", choc kazde ciagnelo w swoja strone i w zasadzie tworzylo swoje, bez ogladania sie na innych - wiem, wiem, generalizacja)...

A tak, co do szczegolow - "Maxwell Silver Hammer" - uwielbiam ten tekst! Toz to pyszny brytyjski czarny humor!

Jesli chodzi o kwestie popu i rocka, to tez przychylam sie do zdania Magdy. Pamietam, ze dawniej walczylam, gryzlam i kopalam, wilam sie na ziemi za kazdym razem, kiedy ktos okreslam Beatli mianem grupy popowej. Powod jest prosty - pop stal sie (szczegolnie w kregach rockowych, nie mowiac juz o metalowych) synonimem muzyki "kiepskiej", "prostej" czy wrecz "prostackiej". Pustej i nic nie przekazujacej. Dlatego uzycie slowa "pop" w pewnych srodowiskach jest rownoznaczne z negatywna ocena.

Tak, jakby nie istnialo cale poletko popu alternatywnego. Tak, jakby nie istnial synthpop. Tak, jakby pop odnosilo sie po prostu to muzyki lansowanej przez vive czy mtv... Troche rozminiecie sie ze znaczeniem.. Beatlesi byli niesamowici miedzy innymi dlatego, ze tak trudno jest ich zaszufladkowac. Nazwanie ich tylko grupa popowa byloby krzywdzace, chyba, ze mamy na mysli najszersze rozumienie popu, muzyki popularnej - w odroznieniu od muzyki klasycznej czy ludowej - wowczas tak, owszem, mimo, ze nikt tak nie napisze, ale rock jest czescia popu (szeroko rozumianego), tak samo jak metal jest czescia bardzo szeroko pojmowanego rocka.. Oczywiscie nie ma sensu stosowac tak szerokich okreslen, stad uzywa sie tych pojec znacznie weziej.. Jak tylko dany podgatunek wyodrebni sie i samodzielni dostatecznie - stosuje sie go "w oderwaniu".. Ale nawet wowczas - tak samo jak krzywdzace byloby zawezenie tworczosci Beatli do popu, tak samo niepoprawne jest zaprzeczanie, jakoby Beatlesi mieli cokolwiek z popem wspolnego.. a jesli mieli to tylko na poczatku, albo tylko czasem "im sie zdarzalo". Beatlesi wlasnie dlatego sa tak fenomenalni, ze przetarli tak wiele muzycznych szlakow, wykraczali poza proste "przyporzadkowania" muzyczne, poza czarno-biale "slodkie-pazur", znajdowali inspiracje w tak wielu gatunkach (w tym tez tych "popowych", wchlaniali je, nastepnie przeksztalcajac, formujac na nowo, proponujac nowe, swieze rozwiazania.. Tworzac cos ponadczasowego, przelomowego, na wysokim artystycznym poziomie niezaleznie od tego, czy polem "dzialania" byl rock and roll, rock czy pop. Wplyw Beatli na muzyke rockowa (stricte rockowa) jest niezaprzeczalny, jednak wplywy ich tworczosci sa znacznie szersze!

To sie rozpisalam. ;-)

_________________
Image


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Nie Lip 23, 2006 4:58 pm 
Offline
Beatlesiak
Awatar użytkownika

Rejestracja: Nie Lut 06, 2005 11:35 pm
Posty: 2038
Miejscowość: Łódź
Jestem pod wrażeniem. Ringo, w stu procentach oddałaś to, co sądzę, ale w tak pięknej formie, że szczęka mi opadła. Znalazłaś określenia na te wrażenia, których ja nie potrafiłam nazwać. ;) Dzięki. :D
Mówiąc o popie, miałam na myśli m. in. właśnie to, co napisała Ringo. Już poza kwestią denerwującego nazywania Beatli popem tylko ze względu na ogólny wydźwięk image`u zespołu we współczesnych mediach (nad tym ubolewam). Ale nie jestem rozczarowana wtedy, kiedy ktoś znający się na rzeczy wspomni o fragmencie twórczości Fabsów częściowo popowej (bo rzadko nagrywali stricte rockowe rzeczy, stricte popowe, może tylko "For You Blue" jest do końca bluesowe... ale ja nie jestem muzykologiem, więc nie wiem; chociaż nie, nadal mam wrażenie, że to ma pewne inne naleciałości, nie całkiem "bluesowe" ;)). U nich wszystko było inne, świeże, nowe, nie przystające do nurtów wcześniej nazwanych. Bo czymże jest np. Biały Album? Tam aż roi się od eksperymentów, ale nigdy nie potrafiłam nazwać gatunku muzyki, którą uprawiali The Beatles. Rock? Rock&roll? Może jeszcze coś innego? Żadna samotna nazwa, za którą kryły się miliony zespołów, muzyków, obrazów i dźwięków, nie oddawała w pełni wyrazu ich pracy. I do dziś uważam to za pozytywny przejaw. :)

Co do "Maxwell`s Silver Hammer" to fakt, tekst jest naprawdę byczy. :P Mnie tylko za dziesiątym przesłuchaniem Abbey Road nuży melodia... ;)

PS Kurczę, nadal jestem pod wrażeniem tego, jak bardzo się z tobą zgadzam... :roll: :wink: :lol: :D

_________________
"Normalność nie jest kwestią statystyki."


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Pon Lip 24, 2006 1:29 pm 
Offline
Beatlesiak
Awatar użytkownika

Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Posty: 4281
Miejscowość: Bielsk Podlaski
Ringo napisał(a):
Wprost niebywale! Po raz pierwszy tak bardzo sie nie zgadzam z Toba, Piotrku ;-). O ile mamy niemalze identyczne zdanie o pewnym podwojnym albumie, to tutaj rozmijamy sie w ocenie i w uwielbieniu. Fajnie moc sie "poniezgadzac", ale przyznam, ze jedna Twoja wypowiedz wzbudzila we mnie natychmiastowy protest:
Yer Blue napisał(a):
rzeczywiście produkcja bierze górę nad spontanem :wink: wreszcie ktoś mnie zrozumiał. :)
Z tym sie zgodze, choc to w zadnym wypadku nie swiadczy samo przez sie o wyzszej wartosci owych "spontanicznych" utworow. Natomiast zaraz potem napisales:
Yer Blue napisał(a):
Abbey Road to po prostu kolekcja przebojów :) słodko, miło, pięknie i przebojowo :) 8)
:shock: :!: :?: Taaaak.. zdolalam juz przesledzic cala pozniejsza dyskusje.. Jednak moim zdaniem przymiotniki "slodki" i "przebojowy" kompletnie nie pasuja do tej plyty... Powiem szczerze, juz Sierzant Pieprz wydaje mi sie bardziej "piosenkowy" (specjalnie nie daje przykladu z owego typowego "piosenkowego" okresu tworczosci Beatli). Moim zdaniem "Abbey Road" jest jednym z trudniejszych beatlesowskich albumow w odbiorze. Zgodze sie z Toba, ze faktycznie "brakuje" spontanu i pazura, ze zniknela zarowno psychodelia pelna geba (oczywiscie pozostalosci sa) jak i ciagoty hard rockowe (wyjatek: "I Want You - She's So Heavy"). Zgodze sie tez z Toba czesciowo co do "wygladzenia", ale przez wygladzenie rozumiem przede wszystkim maksymalne podporzadkowanie utworow glownej idei, niezwykle dopracowana i dopieszczona "produkcje" i pewne.. uspokojenie sie... Nie majace wiele wspolnego z powrotem do wesolych pioseneczek czy uroczych balladek. Dla mnie ten album to byc moze najbardziej "dojrzaly" album Beatli. Taki, ktory potrzebuje wielu przesluchan (oczywiscie - to zalezy od osoby, ale tak bylo m.in. w moim przypadku), zeby porzadnie wsiaknac.. Taki, ktory przy kolejnych przesluchaniach odkrywa nowe warstwy.. I przede wszystkim - rewelacyjnie "zlozony" w calosc. Fenomalny "zar" bialego albumu, czy tez ostra psychodelia - utwory, ktore jesli sie "lapie", lapie sie zazwyczaj od razu. Wala prosto w czache ;-). I w serducho. Ten album jest znacznie bardziej, hmm.. wyrafinowany? Wyciszony.. Ja potrzebowalam czasu, zeby album do mnie dotarl w calosci, na poczatku razilo mnie nie "przebojowosc" czy "piosenkowosc" - bo gdyby album taki byl, to "kupilabym" go od poczatku (oprocz Bialego, pierwszymi albumami, ktore uwielbialam bylo AHDN i Help!). Nie, wlasnie przeciwnie, pomijajac niektore momenty, album na poczatku mnie "nuzyl", wydawalo mi sie, ze nic sie nie dzieje. Az powoli.. rozsmakowalam sie w nim, nie potrafie tego inaczej opisac.

Najwiekszym problemem jest wskazywanie na poszczegolne utwory, czy nawet partie utworow, jako dowody na to, ze album jest taki, lub smaki.. Wlasnie dlatego ten album jest tak wyjatkowy - suma czesci skladowych nie rowna sie wartosci CALOSCI. Pamietam, jaki problem mialam z ocenianiem poszczegolnych utworow z "Abbey Road" w kompendium. W przypadku Bialego, co i rusz ktorys utwor "obrywal" dziesiatke, tak tez ocenilabym caly album . W przypadku "Abbey Road" jest juz inaczej.. Czulam gleboka "niesprawiedliwosc", oderwane czesci suity - bardzo dobre, poszczegolne utwory - dobre i bardzo dobre, malo ktory "genialny" samo przez sie (w moim odczuciu).. Calosc? Genialna. Pelne 10. Album niezwykle zroznicowany, ze swietnym instrumentarium i tym, co ktos wczesniej nazwal "dramaturgia".. tylko, ze w miejsce kalejdoskopu bialego albumu, otrzymujemy idealnie przemyslany ciag. Gdzie poszczegolne elementy, zamiast iskrzyc miedzy soba (genialny efekt Bialego), sa w kapitalny sposob powiazane razem, nawet "spontanicznosc" (np. Her Majesty, czy "Polythene Pam") jest ujeta w karby... Kazdy element jest w idealnym miejscu. Ta plyta nie musi byc stricte "rockowa", czy tez "psychodeliczna" czy tez "hard rockowa" - dobre wytrychy - zeby byla arcydzielem.

Czy uwazam te plyte za lepsza od mojego ukochanego Bialego i Revolvera? Nie, oceniam ja "na rowni". Chociaz rzeczywiscie sadze, ze lepszego pozegnalnego albumu Beatlesi nie mogli nagrac. Piekny labedzi spiew i po raz ostatni faktyczne ZGRANIE sie wszystkich - efekt tworzenia RAZEM znacznie silniejszy niz na Bialym (ktory wlasnie dlatego jest fascynujacy - kalejdoskop, ktory im po prostu ""wyszedl", choc kazde ciagnelo w swoja strone i w zasadzie tworzylo swoje, bez ogladania sie na innych - wiem, wiem, generalizacja)...

A tak, co do szczegolow - "Maxwell Silver Hammer" - uwielbiam ten tekst! Toz to pyszny brytyjski czarny humor!

Jesli chodzi o kwestie popu i rocka, to tez przychylam sie do zdania Magdy. Pamietam, ze dawniej walczylam, gryzlam i kopalam, wilam sie na ziemi za kazdym razem, kiedy ktos okreslam Beatli mianem grupy popowej. Powod jest prosty - pop stal sie (szczegolnie w kregach rockowych, nie mowiac juz o metalowych) synonimem muzyki "kiepskiej", "prostej" czy wrecz "prostackiej". Pustej i nic nie przekazujacej. Dlatego uzycie slowa "pop" w pewnych srodowiskach jest rownoznaczne z negatywna ocena.

Tak, jakby nie istnialo cale poletko popu alternatywnego. Tak, jakby nie istnial synthpop. Tak, jakby pop odnosilo sie po prostu to muzyki lansowanej przez vive czy mtv... Troche rozminiecie sie ze znaczeniem.. Beatlesi byli niesamowici miedzy innymi dlatego, ze tak trudno jest ich zaszufladkowac. Nazwanie ich tylko grupa popowa byloby krzywdzace, chyba, ze mamy na mysli najszersze rozumienie popu, muzyki popularnej - w odroznieniu od muzyki klasycznej czy ludowej - wowczas tak, owszem, mimo, ze nikt tak nie napisze, ale rock jest czescia popu (szeroko rozumianego), tak samo jak metal jest czescia bardzo szeroko pojmowanego rocka.. Oczywiscie nie ma sensu stosowac tak szerokich okreslen, stad uzywa sie tych pojec znacznie weziej.. Jak tylko dany podgatunek wyodrebni sie i samodzielni dostatecznie - stosuje sie go "w oderwaniu".. Ale nawet wowczas - tak samo jak krzywdzace byloby zawezenie tworczosci Beatli do popu, tak samo niepoprawne jest zaprzeczanie, jakoby Beatlesi mieli cokolwiek z popem wspolnego.. a jesli mieli to tylko na poczatku, albo tylko czasem "im sie zdarzalo". Beatlesi wlasnie dlatego sa tak fenomenalni, ze przetarli tak wiele muzycznych szlakow, wykraczali poza proste "przyporzadkowania" muzyczne, poza czarno-biale "slodkie-pazur", znajdowali inspiracje w tak wielu gatunkach (w tym tez tych "popowych", wchlaniali je, nastepnie przeksztalcajac, formujac na nowo, proponujac nowe, swieze rozwiazania.. Tworzac cos ponadczasowego, przelomowego, na wysokim artystycznym poziomie niezaleznie od tego, czy polem "dzialania" byl rock and roll, rock czy pop. Wplyw Beatli na muzyke rockowa (stricte rockowa) jest niezaprzeczalny, jednak wplywy ich tworczosci sa znacznie szersze!

To sie rozpisalam. ;-)


Asiu, a jednak po drugim moim cytacie trochę się ze mna zgadzasz, co do I Want You, co do tego, że AR jest trochę "wygładzony" (pierwszy raz ktoś raczył to zauważyć) :) . a ja zgadzam sie z Tobą w tym, że Abbey ma dramaturgie (ale to od Revolvera u Bitlów norma :wink: ), oczywiście cała suita, ale też zakończenie pierwszej stony. jak już pisałem to płyta poukładana, ułożona, tak, że wszystko ze soba sie zgadza.
ale już zupełnie nie uważam, że ta płyta jest trudna w odbiorze, akurat mnie jakos nie zaskoczyła, na początku to Abbey był u mnie prawie na równi z Białym...bo jeszcze nie rozumiałem Yer Blues, Happiness czy Rev 9, natomiast wszystkie kawałki z AR od razu mi przypasowały (oprócz Mustard i Pam, których nigdy nie lubiłem), dla mnie to muzyka łatwa w odbiorze, nawet I Want You ma przecież chwytliwy motyw, mnie przynajmniej od razu chwycił...
a za najtrudniejszą w odbiorze i przez to najambitniejszą uważam...Sgt. Pepper's :D 8) nigdy bym oniej nie powiedział, że jest "piosenkowa" (Withe A little... , Getting Better, She's Leaving Home i When I'm 64 to jedyne przykłady piosenek, z tym, że tylko ten pierwszy to taki gładki popik :wink: ) a reszta ...piosenki? :shock: a mozna wiedzieć gdzie? do Within You, Mr. Kite, A Day In The Life i Fixing A Hole dochodziłem miesiącami, chyba ostatnie co mozna o nich powiedzieć to to, że są melodyjne...zreszta do całgo Pieprza przekonywałem się najdłużej, to moim zdanie trudna w odbiorze płyta...

_________________
Image


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Pon Lip 24, 2006 2:15 pm 
Offline
Beatlesiak
Awatar użytkownika

Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Posty: 4281
Miejscowość: Bielsk Podlaski
Michelle napisał(a):
Yer Blue napisał(a):
To co? to się z Toba nie zgodzę :P pisałaś, że John zaśpiewał tam tak, jakby sie przeziębił, a dla mnie pokazał po prostu swoje możliwości 8) tak samo jak sądzę, że w ostatecznej wersji CT jego wokal jest pozbawiony ekspresji, mam wrażenie jakby się mu nie chciało spiewać. I co mi zrobisz? :P :)
Ej, no. :P Bez takich! To nie ja zaczęłam... :wink: Nic nie zrobię (hehe, bo mi się nie chce :twisted: :lol: ), ale nadal będę uparcie twierdzić coś kompletnie przeciwnego.
Co więcej - powiem, że momentami, zwłaszcza w ostatnich minutach utworu, John zaskakuje jeszcze większymi pokładami ekspresji niż na wersji z Antologii! Ha! :roll:
John potrafił się drzeć, kiedy było trzeba, ;) ale potrafił też się wygłupiać. Aż się boję to powiedzieć, boję się twojej reakcji, ale dla mnie wersja z Antologii to... wygłup <co ja powiedziałam! :P :wink: :lol: >. Co prawda dość finezyjny, niektórzy nawet mogą powiedzieć, że eksperymentalny (z czym prędzej się zgodzę niż z przeświadczeniem o wyższośći tej wersji nad albumową), ale dla mnie przede wszystkim wygłup w cięższym (odrobinę, maciupeńką okruszynę! :twisted: :roll:), bardziej... hehe, "offowym" klimacie niż większość nagrań Beatli... ale wcale przez to nie lepszym. ;)


a ja bym powiedzial, że ten jego wokalny "wygłup" w CT bardzo pasuje do tego jajowego tekstu, niż spiewanie go tak jakos bez werwy, bez przekonania... dobra dla Ciebie nie jest przez to lepszy, ale to juz sprawa nie podlegająca dyskusji...są gusta i gusciki...ja mam chyba ten "guscik" :wink: :)

Asiu a co byś powiedziała na teksty z Abbey Road? czyż nie sa wygłdzone :?:
juz na Rubber Soul John miał więcej do przekazania niz na tym ponoć "najdojrzalszym" albumie Beatlesów. a na kolejnych płytach jego teksty to dla mnie niemal przewodnik...(Biały Album to prawie same jego tekstowe arcydziełka), a co nam na AB przekazał? dla mnie NIC. PODKREŚLAM - DLA MNIE. nawet Harrison zabłysnął kilkoma bardzo madrymi tekstami (Taxman, Piggies, Within You..., Love You To, Savoy Truffle...), a na Abbey śpiewa o "czymś" i o wscodzącym słońcu :roll:
czyż teksty na Abbey Road nie są kolejnym przykładem 'wygładzenia" :?:

_________________
Image


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Wto Lip 25, 2006 1:43 pm 
Offline
Admiral Halsey
Awatar użytkownika

Rejestracja: Śro Mar 15, 2006 11:03 pm
Posty: 991
Miejscowość: Karlstad
Yer Blue napisał(a):
Ringo napisał(a):
Wprost niebywale! (...)To sie rozpisalam. ;-)
Piotrku, LITOSCI!!! Przyznaje, ze napisalam tasiemca, ale tym bardziej nie trzeba cytowac calosci, bo potem sie odnajduje potrzebne informacje w watku :oops:
Yer Blue napisał(a):
Asiu, a jednak po drugim moim cytacie trochę się ze mna zgadzasz, (...) co do tego, że AR jest trochę "wygładzony" (pierwszy raz ktoś raczył to zauważyć) :)
Wcale nie pierwszy. Zauwaz, ze moje "wygladzony" nie ma nawet cienia negatywnej oceny, twoje jak najbardziej. Ja przez "wygladzony" rozumiem dopieszczenie produkcyjno-kompozytorsko-brzmieniowe, uporzadkowanie w miejsce spontanu i szalenstwa - a o tym pisalam juz w tym watku nie tylko ja :).
Yer Blue napisał(a):
. a ja zgadzam sie z Tobą w tym, że Abbey ma dramaturgie (ale to od Revolvera u Bitlów norma :wink: ), oczywiście cała suita, ale też zakończenie pierwszej stony. jak już pisałem to płyta poukładana, ułożona, tak, że wszystko ze soba sie zgadza.
Ciesze sie, ze sie w czyms zgadzamy ;-)
Yer Blue napisał(a):
ale już zupełnie nie uważam, że ta płyta jest trudna w odbiorze
No to tu sie roznimy
Yer Blue napisał(a):
, akurat mnie jakos nie zaskoczyła
Bo zaskakuja takie kompozycje, ktore "powalaja" od razu stawiajac wlasnie na pazur, na "ostrosc", na "szalenstwo". Ta plyta jest jak dobre wino, nie wiem jak mam to inaczej opisac. Na poczatku wydaje sie (albo - moze sie wydawac) nudna, nieciekawa..
Yer Blue napisał(a):
na początku to Abbey był u mnie prawie na równi z Białym...bo jeszcze nie rozumiałem Yer Blues, Happiness czy Rev 9
Akurat wymieniles te kawalki, ktore sprawily, ze Bialy Album pokochalam maksymalnie od samego poczatku. Trafily do mnie od razy, i w zasadzie od Bialego zakochalam sie maksymalnie w Beatlach...
Yer Blue napisał(a):
natomiast wszystkie kawałki z AR od razu mi przypasowały (oprócz Mustard i Pam, których nigdy nie lubiłem)
No to tu sie roznimy. Mi przypasowaly na zasadzie "moze byc, w sumie dobre", ale nie chodzily za mna ani nic
Yer Blue napisał(a):
dla mnie to muzyka łatwa w odbiorze
dla mnie nie
Yer Blue napisał(a):
nawet I Want You ma przecież chwytliwy motyw, mnie przynajmniej od razu chwycił...
I Want You nie jest bardziej chwytliwe od Happiness Is A Warm Gun. Swoja droga i jedno i drugie cenie i uwielbiam na rowni. Zreszta nawet do "I Want You" musialam "dorosnac". "Hapiness" zlapalam od samego poczatku.
Yer Blue napisał(a):
a za najtrudniejszą w odbiorze i przez to najambitniejszą uważam...Sgt. Pepper's :D
Jest inna, chociaz tez wielka.. Ale i tak wyzej w mojej hierarchii stoi Bialy, Revolver i Abbey :p
Yer Blue napisał(a):
nigdy bym oniej nie powiedział, że jest "piosenkowa" (Withe A little... , Getting Better, She's Leaving Home i When I'm 64 to jedyne przykłady piosenek, z tym, że tylko ten pierwszy to taki gładki popik :wink: )
Wymieniles jedna trzecia albumu.. Ja do tego jeszcze dorzucilabym "Lovely Rita" a nawet "Sgt. Pepper" (pierwsze)... Widzisz.. Tu znowu wychodzi nasze odmienne rozumienie "piosenkowatosci".. dla Ciebie cos melodyjnego, "piosenkowatego" jest rownoznaczne z czyms malo ambitnym. Dla mnie nawet "Lovely" czy "Sgt. Pepper", a nawet genialne "Lucy In The Sky.." sa przykladami piosenek... Niesamowicie ambitnych i wielowarstwowych, niemniej... I album generalnie wydaje mi sie byc CALOSCIOWO znacznie bardziej "radosny" od Abbey...
Yer Blue napisał(a):
a reszta ...piosenki? :shock: a mozna wiedzieć gdzie?
Czesciowo sam wymieniles, czesciowo ja dodalam. A dodatkowo wyjasnilam, ze celowo uzylam slowa "piosenkowe" przy niezwykle ambitnym dziele Beatli. Nie mozesz tego rozumiec tak jak piosenek z wczesnego okresu tworczosci, bo nie o to mi chodzi. Byc moze melodyjnosc jest kwestia bardzo, ale to bardzo subiektywna. To, ze Sgt. wydaje mi sie byc bardziej piosenkowy nie zmienia faktu, ze tez uwazam ten album (obok Abbey i moze Bialego, ale trudno mi to osadzac, skoro Bialy trafil we mnie od razu) za jedno z najambitniejszych dziel muzycznych..
Poza tym zobacz, ze znowu wskazujesz na elementy. Poszczegolne utwory. To zdaje egzamin przy Bialym, gdzie nie ma ogolnego zamyslu (poza wlasnie takim kalejdoskopem). A zarowno Sgt. jak i Abbey Road - sa kapitalnie zaaranzowanymi koncept albumami.. Jeszcze moze nie az tak "konceptowe" jak dziela prog rockowcow, ale mimo wszystko. I "Abbey Road" wydaje mi sie byc bardziej doskonala w tym wzgledzie, plyta jako CALOSC, a nie zbior piosenek, ale zeby tu juz cokolwiek "udawadniac" trzeba bylo sie chyba wesprzec jakimis teoriami kompozycji - tu niestety wysiadam :(. Zreszta niech bedzie - zarowno "Abbey Road" jak i "Sgt. Pepper" naleza do tych NAJambitniejszych (no i Bialy, ale nie w takim stopniu jesli chodzi o kompozycje calej plyty jako takiej)..
Ale jesli juz musimy wskazywac na elementy, to zauwaz ze nawet Ty wymieniles elementy ktore moglyby przez Ciebie zostac nazwane piosenkowymi na Sgt. Pepper.. A jesli chodzi o Abbey - to oprocz tych typowo piosenkowych, ktore juz zostaly wymienione (typu Ogrod osmiornicy ;-)) - to akurat "I Want You" - ja nigdy w zyciu nie nazwalabym melodyjna piosenka.. A kontrprzykladow padlo co niemiara wczesniej.. Sama suita - poszczegolne "piosenki", ale calosci sie nie odbiera tak.. :D

_________________
Image


Ostatnio edytowany przez Ringo, Wto Lip 25, 2006 3:26 pm, edytowano w sumie 1 raz

Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Wto Lip 25, 2006 1:50 pm 
Offline
Beatlesiak
Awatar użytkownika

Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Posty: 4281
Miejscowość: Bielsk Podlaski
szkoda, że nikt mi nie odpowiedział...
to moim zdaniem najciekawsza dyskusja o Bitlach w jakiej miałem zaszczyt uczestniczyć! :D 8) właśnie to jest piekne, że czasem ludzie mają dosć odmienne zdanie i dopiero wtedy jest ciekawa wymiana zdań, argumentów...(a nie ciosów!). chyba nikt tej dyskusji nie odebrał jako kłótnie :? ta rozmowa jest fascynująca :) ciągle nie mam dosć i ciągle będe sie trzymał swoich uwag i spostrzeżeń co do AR. ale to dość trudne zadanie bo jak Wisła długa i szeroka tak każdy się zachwyca tą uważaną przez większość fanów "najdojrzalszą płyta Beatlesów" :)

ps. to mnie wyprzedziłaś :) :P jutro odpiszę bo już muszę lecieć....

_________________
Image


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Wto Lip 25, 2006 3:24 pm 
Offline
Admiral Halsey
Awatar użytkownika

Rejestracja: Śro Mar 15, 2006 11:03 pm
Posty: 991
Miejscowość: Karlstad
Yer Blue napisał(a):
szkoda, że nikt mi nie odpowiedział...
Jak to NIE. A ja to co? ;-)
Yer Blue napisał(a):
to moim zdaniem najciekawsza dyskusja o Bitlach w jakiej miałem zaszczyt uczestniczyć! :D 8) właśnie to jest piekne, że czasem ludzie mają dosć odmienne zdanie i dopiero wtedy jest ciekawa wymiana zdań, argumentów...(a nie ciosów!). chyba nikt tej dyskusji nie odebrał jako kłótnie :?
Ja nie odebralam. :D
Yer Blue napisał(a):
ta rozmowa jest fascynująca :) ciągle nie mam dosć i ciągle będe sie trzymał swoich uwag i spostrzeżeń co do AR. ale to dość trudne zadanie bo jak Wisła długa i szeroka tak każdy się zachwyca tą uważaną przez większość fanów "najdojrzalszą płyta Beatlesów" :)
No popatrz.. a ja mam zawsze takie samo wrazenie, jesli chodzi o Yoko (sorry za offtop) - niby znajduja sie jej obroncy, ale jakos tak najczesciej natrafiam (jak Wisla dluga i szeroka) na jej przeciwnikow i tez mam trudne zadanie ;-). A co do dojrzalosci - to chyba zdania sa podzielone.. Czesc upatruje w "Abbey Road" tego najdojrzalszego albumu, ale chyba rownie wielka czesc wlasnie jak Ty, w "Sgt. Pepper".. przynajmniej takie odnioslam wrazenie takze z rozmaitych wypowiedzi innych muzykow lub krytykow muzycznych.. ale tez fanow, ktorych znam.. Aha, co prawda fakt, "Sgt. Pepper" cenie niesamowicie, ale lubie mniej, a AR uwielbiam na rowni z cenieniem, to mimo to nie twierdze, ze "dojrzalsze" AR jest LEPSZE , czy AMBITNIEJSZE (tak calkowicie ambitniejsze) niz np. Bialy Album. Bialy Album jest chyba nadal na moim zupelnym piedestale.. I wez tu mnie czlowieku zrozum ;-).
Aha, wlasnie sluchalam Sierzanta.. Kurcze, dla mnie "Fixin' A Hole" jest pelniejsze i ambitniejsze.. generalnie lepsze od "Getting Better", ale przy tym wszystkim wlasnie bardziej melodyjne :shock: :? Nic na to nie poradze.. ;-)

_________________
Image


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Wto Lip 25, 2006 6:41 pm 
Offline
Admiral Halsey
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Lip 25, 2006 3:03 pm
Posty: 720
Miejscowość: Wieluń
zastanawiam sie tylko nad tym czy album "The Beatles" to "Collection of Beatles Oldies (But Goldies)"....czy też White Album


Ostatnio edytowany przez Cinek15, Wto Lip 25, 2006 6:49 pm, edytowano w sumie 1 raz

Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Wto Lip 25, 2006 6:46 pm 
Offline
Lovely Rita
Awatar użytkownika

Rejestracja: Nie Lip 23, 2006 6:42 pm
Posty: 325
Miejscowość: Leńcze/Kraków
Cinek, album "The Beatles" to inaczej White Album :)


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Wto Lip 25, 2006 6:50 pm 
Offline
Admiral Halsey
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Lip 25, 2006 3:03 pm
Posty: 720
Miejscowość: Wieluń
w tym samym momencie odpowiedzieliśmy :D


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Wto Lip 25, 2006 6:51 pm 
Offline
Admiral Halsey
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Lip 25, 2006 3:03 pm
Posty: 720
Miejscowość: Wieluń
w takim razie gdzie jest "...Oldies..."????


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Wto Lip 25, 2006 7:01 pm 
Offline
Lovely Rita
Awatar użytkownika

Rejestracja: Nie Lip 23, 2006 6:42 pm
Posty: 325
Miejscowość: Leńcze/Kraków
no, chyba go po prostu nie ma... :o


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Wto Lip 25, 2006 8:12 pm 
Offline
Admiral Halsey
Awatar użytkownika

Rejestracja: Sob Kwi 23, 2005 2:45 pm
Posty: 619
Miejscowość: koło Białegostoku
Oldies to składanka utworów z innych płyt, więc tutaj jej nie uzwględniono. :roll:

_________________
Ic-Zaps


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: Wto Lip 25, 2006 10:36 pm 
Offline
Lovely Rita
Awatar użytkownika

Rejestracja: Czw Mar 02, 2006 12:16 am
Posty: 356
Miejscowość: Koszalin
Bardzo długo nie mogłam się zdecydować na odpowiedź w tym temacie, ponieważ trudno mi było dokonać wyboru, który album jest moim ulubionym. Po namysłach doszłam do wniosku, że takowych jest co najmniej sześć. Kolejność przypadkowa, bo to zmienia mi się w zależności od nastroju i stopnia zaangażowania w pasję Beatlesowską :D :
-White Album-cudowny w swojej różnorodności i ilości piosenek (Beatlesów nigdy za dużo); a poza tym, moja najukochańsza Happiness...
-Abbey Road-ja należę do zdecydowanych zwolenników tego albumu, ładnych kilka miesięcy temu mogłam go słuchać bez przerwy i nie znudził mi się; zgadzam się z coponiektórymi, że jest wygładzony, ale nie w negatywnym znaczeniu- wrecz odwrotnie- dopracowany do najdrobniejszego szczegółu
-Magical Mystery Tour-po prostu zbiór pięknych piosenek ;)
-Revolver-urzekające teksty i melodie, dużo rocka i psychodelii- postęp w eksperymentach, a jakże udany :D
-Rubber Soul-jak dla mnie to jest ten przełomowy moment w twórczości Fab Four-eksperymenty, sitar i ambitniejsze teksty mające jakiś przekaz umiejscowione obok uroczych piosneczek będących reliktem przeszłości (w pozytywnym znaczeniu); moje kochane "Girl" i "Norwegian Wood" obok "Run For Your Life"- uwielbiam :D
-Sierżant Pieprz-pozycja obowiązkowa ze wszystkich względów :D

_________________
"And in the end, the love you take is equal to the love you make"


Góra
 Profil  
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 157 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
cron
POWERED_BY