Musical i film muzyczny

Tu możesz napisać o wszystkim ...nawet jeśli nie ma to związku z Beatlesami.

Musical i film muzyczny

Postprzez Emeela » Wto Mar 19, 2013 1:51 pm

Czyli kolejna moja wielka pasja i namiętność.
Wszystko zaczęło się na pierwszy roku studiów, kiedy koleżanka pokazała mi piosenki z dawno już nie granego musicalu wystawianego w stołecznej Romie - "Tańca Wampirów". Pozornie niezainteresowana, powróciłam na swoje śmieci i nagle... zdałam sobie sprawę, żę chcę sobie tego jeszcze posłuchać...
Co prawda wcześniej już lubiłam musicale - jak "Hair", "Grease", czy wówczas jeszcze nowość - "Mamma mia" z genialną Meryl Streep.
Okazało się, że było to nic w porównaniu z tym, jak mnie wówczas siekło na Łukasza Dziedzica i jego klasyczny warsztat, przepiękny baryton... No i miałam z głowy... Zaczęło się jak moja Beatlemania wiele godzin wcześniej - odpalony laptop i szukanie wszystkiego - libretta, zdjęć, jakichś nagrań, piosenek oczywiście... I żal, wielki żal, że nigdy nie doświadczę tego na żywo... Ach, jak mnie wtedy serce bolało...
Jaką jednak przeżyłam irracjonalną radość, kiedy okazało się, że Dziedzic jest aktywny na fejsiku i przyjmuje wszystkich fanów do znajomych! Ach, to mnie ostatecznie przekonało do aktywności na tym portalu! Oboje graliśmy w popularną wówczas farmę... Obczajcie mój kwik, kiedy otrzymałam powiadomienie o treści "Łukasz Dziedzic przesyła Ci gwoździa". Teraz się z tego śmieję, ale wtedy myślałam, że umrę. :D
W tym samym czasie zaczęłyśmy działać z koleżanką (tą, co mnie wciągnęła i zaraziła) na polu poszukiwań DVD z innych wersji naszego ukochanego musicalu. I znalazłyśmy. Po niemiecku. Aj, wtedy miałam jeszcze typowo polski stosunek do języka niemieckeigo. Uczyłam się go w szkole średniej na poziomie podstawowym, jednak podchodziłam jak do jeża. "Naziści i już!". A tu... No ukochane piosenki, znajome dźwięki... Widzę, jak to powinno wyglądać, cała scena, dekoracja... Gość ma niezły głos... Boże, jak on gra! ale ten niemiecki... No i jeszcze coś mi się z jego akcentem nie zgadzało... I tak odkryłam Steve'a Bartona!
Macie próbkę jego talentu - komu się kojarzy ta piosenka z czymś po angielsku, no komu? :D
http://www.youtube.com/watch?v=et_uq4-I5HQ
Potem doszła cała otoczka Steve'owa. Amerykanin (Teksańczyk, jeśli dobrze pamiętam), który z powodzeniem grywał w Upiorze w operze, wyjechał do Austrii i w końcu zagrał w musicalu Romana Polańskiego - Tańcu wampirów właśnie. Publiczność go kochała. Bez trudu znaleźć można nagrania z jego ostatniego występu, kiedy... Kwik publiki jest taki, że z trudem się Steve przebija. A zagłuszyć go to nie byle łatwizna... No właśnie, ale... Steve miał pewne kłopoty z alkoholem, co w końcu doprowadziło go do niewydolności serca... No i taki właśnie typ bohatera "romantycznego", ze "skazą", wystarczył małej cioci em, żeby pokochać człowieka platonicznie...
No i przekonać się do niemieckiego. Zaakceptować go. Śpiewać sobie razem z wokalistami całe wersy (Ba, z czasem bawić się nawet w tłumacza).
No a akceptacja tego języka jakie możliwości przede mną otworzyła! Okazało się, że Niemcy/Austria musicalami stoją! I to jakimi!
Ludzie z całej Europy, z całego świata jeżdżą tam, by występować na deskach wiedeńskich, berlińskich, stuttgarckich itp.
Wtedy znalazłyśmy inne wersje "Tańca" - z kolejnym Amerykaninem - Kevinem Tarte, zwanym przez nas pieszczotliwie Wujkiem Kevonem (to nie jest literówka xD) - o oczach błękitnych jak samo niebo, czy z Tomasem Borchertem - o oczach zimnych jak lód.
Każdy z nich jest inny - każdy fantastyczny.
Oto jowialny i zabawny, jednocześnie przemiły Wujaszek:
http://www.youtube.com/watch?v=IelmBbl1oK0
I Thomas (który chyba w kontrakcie sobie zastrzega, że ma prawo zmacać towarzyszącą mu aktorkę):
http://www.youtube.com/watch?v=OipUtPXNm9U
I tak odkryłam kolejny musical, który znajduje się w moim TOP3 - Elisabeth - o cesarzowej Sisi, historii jej miłości i tragicznej śmierci z rąk włoskiego anarchisty. Twórcy musicalu wpadli na rzecz niesłychaną - upersonifikowali śmierć, dając mu wygląd poety Heinricha Heine. Śmierć spotyka Elisabeth jako młodą dziewczynę przy okazji pewnego wypadku, ale pozwala jej wrócić... Z tym, że od tej pory towarzyszy jej przez całe życie, we wszystkim, co robi. Zaprzyjaźnia się z jej synem, księciem Rudolfem... No i więcej Wam nie powiem. Musical jest dostępny w sieci z napisami angielskimi.
Oto duet Śmierci i Eli:
http://www.youtube.com/watch?v=ZnAlo-2I098
A oto narrator opowieści - Lucheni we własnej osobie:
http://www.youtube.com/watch?v=AnpC0lTB-ZU
Mówię Wam, jak żadna z nas nie rozumie niemieckiego, siedziałyśmy do końca z nosami w laptopie, całkiem zapominając czytać angielskie napisy.
A trzecim z mojego TOP3 są, jak można się łatwo domyśleć - Nędznicy. Właściwie należałoby stwierdzić, że aktualnie są na miejscu pierwszym. A wszystko przez to, że w końcu chciałam posłuchać Dziedzica na żywo i rok temu zorganizowałam wyprawę do mojej mekki - do Romy. No i... kiedy wstałam na oklaski miałam nogi jak z galarety. Byłam spłakana i chyba miałam lekki stan podgorączkowy. Od razu kupiłam sobie płytę... (Teraz to już prawie wszystko mam w "Nędzników", ale.. cóż. :D). Oj, biedni wtedy byli moi domownicy... Zosię, moją świeżo narodzoną chrześniaczkę kołysałam do "Słuchaj kiedy śpiewa lud" - ale mieli ze mnie ubaw xD
http://www.youtube.com/watch?v=V4rxBcs2neM
No, a potem, nie czując się na siłach odstawić "Les Misów", obejrzałam 10cio i 25ciolecie.
No i teraz kołyszę Zosię raz do "Słuchaj keidy śpiewa lud", a raz do "do you hear the people sing". xD Także, jeśli idzie o "Nędzników", to jestem dwujęzyczna. A "Stars" kocham nawet po niemiecku. xD

No, a co do Wampirów jeszcze, istnieje też wersja broadwayowska, po angielsku, ale... pozamieniali wszystko. Jest żałosna i przekombinowana. I w obecnym kształcie nie da się jej oglądać na trzeźwo.

W następnym odcinku musicale po francusku xD
"Czekaj i nie trać nadziei"
"Żeby czekać trzeba żyć"
"Do, or not do - there is no try"
Awatar użytkownika
Emeela
Beatlesiak
 
Posty: 1293
Rejestracja: Śro Maj 10, 2006 10:11 am
Miejscowość: Piernikowo

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Rita » Sob Mar 23, 2013 8:29 pm

Emeela, liczę na Twoje rekomendacje w kwestii musicali :)

U mnie to miłość dość młoda i jeszcze musimy się sporo poznać, ja i musicale.

Kiedyś nie lubiłam. Ale gdy pewnego dnia, już na studiach, dostałam od koleżanki propozycję pójścia razem z nią do Romy na "Upiora w operze" - pomyślałam: czemu nie. Nie "zaiskrzyło".

Jakiś czas później postanowiłam nadrobić braki w klasyce filmowej i wiedzy o słynnych aktorach. Na "pierwszy ogień" poszło wszystko z Audrey Hepburn - miałam (i mam nadal) też koleżankę, u której zaczynała się fascynacja jej osobą. Przeczytałam o ekranizacji musicalu "My Fair Lady" i... wiedziałam, że to będzie MÓJ film. Nigdzie jednak nie mogłam go dostać, wobec tego wydałam jakieś koszmarne dla mej studenckiej kieszeni pieniądze na edycję DVD deluxe. I nie żałowałam :) Zakochałam się w filmie, a po pewnym czasie odkryłam, że "chodzą za mną" utwory z tego musicalu.

Do dziś "My Fair Lady" jest moim ulubionym musicalem, a ekranizacja z Audrey - jednym z ulubionych filmów. Podobno Julie Andrews jako Eliza Doolittle była lepsza. No i śpiewała - w odróżnieniu od Audrey, którą ostatecznie zdubbingowała Marnie Nixon. Nie będzie mi dane się o tym przekonać, jednak "moją" Elizą już na zawsze pozostanie Audrey.

Drugie "catharsis" musicalowe przeżyłam na "Les Miserables" w Romie. A wzbraniałam się przed pójściem przez kilka miesięcy, bo nie wyobrażałam sobie, że musical na podstawie tak smutnej i poważnej powieści może mieć sens. Wyszłam zachwycona i wróciłam jeszcze cztery razy. Przede wszystkim na Łukasza Dziedzica :) oraz Ewę Lachowicz. Do dziś nie mogę sobie darować, że nie poszłam na przedstawienie ostatnie.

Generalnie lubię "klasykę" musicali - "Deszczową piosenkę" (+ fantastyczne przedstawienie grane teraz w Romie), "The Music Mana"... Dużo jednak mam w tej kwestii do nadrobienia.

Musicalowe "porażki": "Bye Bye Birdie" (ale utwór otwierający uwielbiam), "Mamma Mia" (co za kicz!), "Grease" (próbowałam 3 razy i nie dałam rady się wciągnąć).

Emeela, poproszę o Twoje rekomendacje :)
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie
Rita
Beatlesiak
 
Posty: 1958
Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Miejscowość: Warszawa

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez maggiemae » Sob Mar 23, 2013 11:23 pm

Żałuję, że nie załapałam się na Taniec wampirów.. Słuchając Na orbicie serc znajduję się w innym świecie. Ale niewiele tego obejrzałam w swoim życiu. Za to Grease uwielbiam. Ale nie dziwcie mi się.. Ja po prostu uwielbiam klimat dawnych lat! ;-)
Awatar użytkownika
maggiemae
Musketeer Gripwood
 
Posty: 93
Rejestracja: Pią Mar 22, 2013 6:17 pm
Miejscowość: Gliwice

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Emeela » Sob Mar 23, 2013 11:37 pm

Rita napisał(a):U mnie to miłość dość młoda i jeszcze musimy się sporo poznać, ja i musicale.

To będzie fenomenalna podróż, zapewniam. :D

Kiedyś nie lubiłam. Ale gdy pewnego dnia, już na studiach, dostałam od koleżanki propozycję pójścia razem z nią do Romy na "Upiora w operze" - pomyślałam: czemu nie. Nie "zaiskrzyło".

Jezu, nie dziwię się... Ta wersja była koszmarna... I z całym szacunkiem, ale ani Damian Bogdan Emmanuel Aleksander, ani Paulina Janczak się nie nadawali.
"Upiór" jest przecudownym musicalem, ale, żeby dobrze wyszedł, potrzebne są mega mocne, potężne głosy. Dla faceta tenor - tyle wiem. W ogóle jakoś nadziej się zawsze orientuję w facetach, niż babkach, ciekawe dlaczego... xD
Tak czy siak musi być ryknięcie. Polecam wersję filmową z Gerardem Butlerem (fanczuś piszczuś) i Emmy Rossum. Na początek, żeby zakochać sie w upiorze, wystarczy.
A, no i polecam książkę. Fantastyczna!

Nigdzie jednak nie mogłam go dostać, wobec tego wydałam jakieś koszmarne dla mej studenckiej kieszeni pieniądze na edycję DVD deluxe.

Teraz jest calutki dostępny online. Wiem, bo ostatnio oglądałam. :D

Do dziś "My Fair Lady" jest moim ulubionym musicalem, a ekranizacja z Audrey - jednym z ulubionych filmów. Podobno Julie Andrews jako Eliza Doolittle była lepsza. No i śpiewała - w odróżnieniu od Audrey, którą ostatecznie zdubbingowała Marnie Nixon. Nie będzie mi dane się o tym przekonać, jednak "moją" Elizą już na zawsze pozostanie Audrey.

No ja, jak pisałam, ostatnio sobie załączyłam i było to spowodowane nie osobą Audrey, jak w Twoim przypadku, ale faktem, że musical jest oparty na "Pigmalionie" - jednym z moich odkryć dramaturgicznych tego roku.
No to "Pigmalion" plus forma musicalowa... musiało być grubo. I oczekiwania były ogromne. I nawet nie tyle, że się zawiodłam - bo teksty szły żywcem z dramatu, Audrey świetnie mówiła tym koszmarnym akcentem, a całość była wierną adaptacją - co mnie nie powaliło po prostu. I myślę, że w dużej mierze chodzi o muzykę. Poza "muszę się żenić dzisiaj rano" (nie pamiętam, jak to było w oryginale), nic nie zostało mi w głowie.
No i zakończenie mnie zabiło. Bo przyzwyczaiłam się do tego, co Shaw wymyślił oryginalnie. Podobno on sam dopisał takie a nie inne zakończenie na potrzeby pierwszej adaptacji filmowej, tej z lat 30-ych (powtórzone potem w My Fair Lady), ale... no jednak to już nie to.
Ale generalnie oceniam film jako dobry. Po prostu nie mieści się w moim Top5. Nie wyrwał mi serca. Ale lubię.
No, a jako smakoszce polecam Ci taki malutki kąsek w wykonaniu naszego genialnego Jakuba Szydłowskiego (grał Javerta w drugiej obsadzie):
http://www.youtube.com/watch?v=SNySYNvtJIw

Drugie "catharsis" musicalowe przeżyłam na "Les Miserables" w Romie. A wzbraniałam się przed pójściem przez kilka miesięcy, bo nie wyobrażałam sobie, że musical na podstawie tak smutnej i poważnej powieści może mieć sens. Wyszłam zachwycona i wróciłam jeszcze cztery razy. Przede wszystkim na Łukasza Dziedzica :) oraz Ewę Lachowicz. Do dziś nie mogę sobie darować, że nie poszłam na przedstawienie ostatnie.

Jezu, ja byłam tylko raz... Bo u mnie to cała wyprawa.. Ale mam płytkę. Mam.
Widziałaś tego flash moba, którego poczynili nasi ukochani Romowcy?
http://www.youtube.com/watch?v=LcHZF32PysQ

Generalnie lubię "klasykę" musicali - "Deszczową piosenkę" (+ fantastyczne przedstawienie grane teraz w Romie),

Oj, byłam na "Deszczowej"! Na dostawkach, ale bardzo blisko! Cieszyłam isę jak dzieciak, kiedy mnie ochlapali! :D
Największym plusem "Deszczowej" jest właśnie Ewa Lachowicz, ale też i Jaś Bzdawka - gra Cosmo, nie wiem, czy go kojarzysz.
Film też uwielbiam. Fantastyczna muzyka i to stepowanie... Podziwiam ich za to, bo wydaje się piekielnie trudne, bolesne i męczące. No i piosenka tytułowa, a także kultowe już "Good morning good morning".

Musicalowe "porażki": "Bye Bye Birdie" (ale utwór otwierający uwielbiam), "Mamma Mia" (co za kicz!), "Grease" (próbowałam 3 razy i nie dałam rady się wciągnąć).

Pierwszego nei znam. Drugie kocham - bo kicz, ale taka stylistyka. Nie wadzi mi to. Uwielbiam za muzykę i za ciepło, które zostało na serduchu w ten lutowy mroźny wieczór, kiedy to obejrzałam. To jest czasem ważniejsze, niż cokolwiek innego. Do "Grease" mam sentyment, bo lubię już od dzieciaka. znowuż - muzyka mi odpowiada. To w końcu czasy rock'nrolla!

Emeela, poproszę o Twoje rekomendacje :)

Noo, a obczaiłaś sobie linki, które wklejałam w pierwszym poście? Bo na początek rekomenduję moje top3 (bez Les Misów, których znasz, rzecz jasna), chyba, że Cię nie zainteresowały. To mam inne cukiereczki w zanadrzu. :D


Taniec Wampirów jest przepiękny! Poszukaj kolejnych utworów, maggiemae!
"Czekaj i nie trać nadziei"
"Żeby czekać trzeba żyć"
"Do, or not do - there is no try"
Awatar użytkownika
Emeela
Beatlesiak
 
Posty: 1293
Rejestracja: Śro Maj 10, 2006 10:11 am
Miejscowość: Piernikowo

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Rita » Nie Mar 24, 2013 7:48 am

Emeela napisał(a):Jezu, nie dziwię się... Ta wersja była koszmarna... I z całym szacunkiem, ale ani Damian Bogdan Emmanuel Aleksander, ani Paulina Janczak się nie nadawali.


Oh dear, to Paulina Janczak grała Christine? To już wiem, dlaczego mi się nie podobało. Wyjątkowo nie strawiłam jej jako Cosette w "Les Mis". Jakoś mi nie leży jej głos.

No ja, jak pisałam, ostatnio sobie załączyłam i było to spowodowane nie osobą Audrey, jak w Twoim przypadku, ale faktem, że musical jest oparty na "Pigmalionie" - jednym z moich odkryć dramaturgicznych tego roku.


To też było i dla mnie zachętą. Bardzo lubię Shawa, też jako człowieka (to on jest autorem słów Zwierzęta są moimi przyjaciółmi, a ja nie zjadam przyjaciół). Kiedyś w LO pisałam referat o mitach w literaturze i wtedy dowiedziałam się, że istnieje taki dramat Shawa. Od razu mnie zaciekawił.

No, a jako smakoszce polecam Ci taki malutki kąsek w wykonaniu naszego genialnego Jakuba Szydłowskiego (grał Javerta w drugiej obsadzie):
http://www.youtube.com/watch?v=SNySYNvtJIw


Znam! :D

Widziałaś tego flash moba, którego poczynili nasi ukochani Romowcy?
http://www.youtube.com/watch?v=LcHZF32PysQ


Widziałam!! To znaczy nie bezpośrednio niestety... Ale flashmob zarąbisty!!!

Największym plusem "Deszczowej" jest właśnie Ewa Lachowicz, ale też i Jaś Bzdawka - gra Cosmo, nie wiem, czy go kojarzysz.
Film też uwielbiam. Fantastyczna muzyka i to stepowanie... Podziwiam ich za to, bo wydaje się piekielnie trudne, bolesne i męczące. No i piosenka tytułowa, a także kultowe już "Good morning good morning".


Bzdawka - TAAK!! W niektórych chwilach miałam wrażenie, że kradnie show niemalże :)
Ja byłam na przedstawieniu z Martą Wiejak, nie Ewą Lachowicz. Na początku żałowałam, ale Wiejak była naprawdę OK :)
No i Lena Lemont!! Ona wraz z Cosmo dostała największe brawa, znaczy Malwina Kusior, która ją grała.
Zostałam też fanką człowieka, który grał nauczyciela dykcji -Tomasza Pałasza.

Pierwszego nei znam.

Uwaga, będzie naprawdę olschoolowo:
http://www.youtube.com/watch?v=1t3cBTb3xPc

Jeszcze to jest fajne:
http://www.youtube.com/watch?v=7sPU3ymk2ms
http://www.youtube.com/watch?v=O1ilu-ARtiY

Generalnie - utwory nie są złe, całość jakoś mi nie gra. Ale to się trzeba samemu przekonać. Całość jest do oglądnięcia na YT.

Do "Grease" mam sentyment, bo lubię już od dzieciaka. znowuż - muzyka mi odpowiada. To w końcu czasy rock'nrolla!


No właśnie kurka ja też ten rock'n'roll przecież lubię. A tu trzy razy falstart z tym musicalem. Nie wiem, o co chodzi.

Aaaaaa! I nie lubię jeszcze "Dźwięków muzyki" - jako całości, bo poszczególne utwory są fajne:
http://www.youtube.com/watch?v=33o32C0ogVM
http://www.youtube.com/watch?v=M1HwVmY28Pk

Ale już "Mary Poppins" bardzo lubię :)
http://www.youtube.com/watch?v=x7aUAHOW6Ss
http://www.youtube.com/watch?v=x7aUAHOW6Ss

Noo, a obczaiłaś sobie linki, które wklejałam w pierwszym poście? :D


No jasne! Tym bardziej, że lubię i znam język niemiecki.
"Elisabeth" na pewno obejrzę (btw widziałaś film o Sissi z Romy Schneider? Bezskutecznie poszukuję), a co do "Tańca Wampirów" to najpierw muszę obejrzeć film!

PS Kiedy odcinek o musicalach po francusku? :D
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie
Rita
Beatlesiak
 
Posty: 1958
Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Miejscowość: Warszawa

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Emeela » Nie Mar 24, 2013 2:05 pm

Rita napisał(a):Oh dear, to Paulina Janczak grała Christine? To już wiem, dlaczego mi się nie podobało. Wyjątkowo nie strawiłam jej jako Cosette w "Les Mis". Jakoś mi nie leży jej głos.

Ona podobno miała kiedyś warunki, ale nie szkoliła głosu i teraz brzmi tak, że na Les Misach wszystko mi się przewracało w żołądku. To już Damian Bogdan się lepiej obronił jako Valjean.

To też było i dla mnie zachętą. Bardzo lubię Shawa, też jako człowieka (to on jest autorem słów Zwierzęta są moimi przyjaciółmi, a ja nie zjadam przyjaciół). Kiedyś w LO pisałam referat o mitach w literaturze i wtedy dowiedziałam się, że istnieje taki dramat Shawa. Od razu mnie zaciekawił.

Zazdroszczę. Mnie zawsze "zaciekawi" dopiero lista lektur :D
A Shawa też uwielbiam. Podobno z natury był strasznie podobny do Higginsa. I też, gdzieś koło czterdziestki przeżył pierwszą miłość.

Bzdawka - TAAK!! W niektórych chwilach miałam wrażenie, że kradnie show niemalże :)
Ja byłam na przedstawieniu z Martą Wiejak, nie Ewą Lachowicz. Na początku żałowałam, ale Wiejak była naprawdę OK :)
No i Lena Lemont!! Ona wraz z Cosmo dostała największe brawa, znaczy Malwina Kusior, która ją grała.
Zostałam też fanką człowieka, który grał nauczyciela dykcji -Tomasza Pałasza.

Jasiu chyba gdziekolwiek się pojawi, to kradnie show! Ten zwierzęcy magnetyzm! Ale do roli Cosmo obciął włosy! A miał taką piękną lwią czuprynę! W Les Misach był Ężo na zmianę z Zagrobelnym.
Oj, Lena jest fantastyczna! Popłakałam się ze śmiechu. Trafiłam na panią Szatan (nie wiem, czy nie mylę nazwiska), a starsznie chciałam posłuchać Malwiny, którą czuję, jakbym znała z Tańca Wampirów, z roli Sary... No, ale pani, na którą trafiłam spełniała wszelkie wymogi. Genialna rola.
I zgadzam się, co do nauczyciela dykcji!

Uwaga, będzie naprawdę olschoolowo:
http://www.youtube.com/watch?v=1t3cBTb3xPc

Jeszcze to jest fajne:
http://www.youtube.com/watch?v=7sPU3ymk2ms
http://www.youtube.com/watch?v=O1ilu-ARtiY

Generalnie - utwory nie są złe, całość jakoś mi nie gra. Ale to się trzeba samemu przekonać. Całość jest do oglądnięcia na YT.

No, może sobie ogarnę. Bo piosenki brzmią raczej przyjemnie. Zobaczymy. ;)
No właśnie kurka ja też ten rock'n'roll przecież lubię. A tu trzy razy falstart z tym musicalem. Nie wiem, o co chodzi.

Może nie pasi Ci po protu John Travolta? xD

Aaaaaa! I nie lubię jeszcze "Dźwięków muzyki" - jako całości, bo poszczególne utwory są fajne:
http://www.youtube.com/watch?v=33o32C0ogVM
http://www.youtube.com/watch?v=M1HwVmY28Pk

Też do ogarnięcia.


O, to też. Widzisz, jakie mam tyły w filmach?

No jasne! Tym bardziej, że lubię i znam język niemiecki.
"Elisabeth" na pewno obejrzę (btw widziałaś film o Sissi z Romy Schneider? Bezskutecznie poszukuję), a co do "Tańca Wampirów" to najpierw muszę obejrzeć film!

Nie widziałam na razie. ale poszukam, a nuż sie znajdzie.
Ale się cieszę! Że obejrzysz! Oba! Jakby co, to wiem, gdzie znaleźć ;] Film Polańskiego jest cały na YouTube, ale po angielsku tylko. Ale na chomiku powinnaś bez kłopotu znaleźć. ;]
PS Kiedy odcinek o musicalach po francusku? :D

Nadlatuje!

Francuskie musicale są obłędne! Ale często funkcjonują trochę inaczej, niż w Niemczech, bo do nich angażowane są osoby powszechnie znane z telewizji z piosenki i tym podobnych dokonań. Tak więc publika idzie częstokroć na dane nazwiska. no i do co ważniejszych utworów kręcone są klipy. Z czymś takim nie spotkałam się w przypadku niemieckojęzycznych czy polskojęzycznych tym bardziej. To tak drogą wstępu.
Chciałabym zacząć od jednego z pierwszych musicali, jakie mi pokazano w wersji kompletnej. Maj na pierwszym roku studiów, koleżanka (ta zarażająca) pokazała mi "Le roi soleil" - co po naszemu oznacza po prostu "Król słońce". Musical jest ogromny - wystawiany na wielkiej scenie (jak wszystkie francuskie, dlatego u nas coś nie są grane), kostiumy są barwne, przepiękne, a scenografia na moje oko bogata, barokowa. Opowiada, jak łatwo się domyślić, losy Ludwika XIV, którego mianem Król Słońce właśnie określano. Widzimy Ludwika, jego matkę, która faktycznie wraz z kardynałem pełni władzę, jego brata, którego matka od dzieciństwa ubierała w sukienki, by kiedyś nie upomniał się o tron, należny Ludwikowi i oczywiście kobiety Ludwika. A na tle tego wszystkiego kuzyn króla, duc de Beaufort, brata się z ludem, który zaczyna się buntować...
Dziełko moim zdaniem jest epickie - ze względów, które już opisałam, a także ze względu na muzykę i aktorów. Obsada jest moim zdaniem fantastycznie dobrana. Słucha się ich z ciarkami na plecach, a ogląda z przyjemnością.
No, to kilka przykładów:
Ludwik (Emmanuel Moire - był u nas w Sopocie!!! wyznaje miłość:
http://www.youtube.com/watch?v=FiyNMkBDoq4
Numer możesz kojarzyć, bo latał swego czasu po kanałach muzycznych właśnie jako utwór Manu.
Brat Ludwika, Monsieur (cudny Christoph Mae), zwany w polskich kręgach fanów Monsiem! Sama zobacz, dlaczego:
http://www.youtube.com/watch?v=um1xstX2zhk
No i duc (Merwan Rim - mój prywatny faworyt) w swoim pierwszym, jakże cudnym wejściu:
http://www.youtube.com/watch?v=sSCuvD5d0zI
Tak, te włosy są jego prawdziwe!
O, a ta kobietka, co z nim śpiewa pod koniec (Victoria Petrosillo), też jest fenomenalna!
Wspólna piosenka damy serca króla i damy serca duc'a:
http://www.youtube.com/watch?v=YQ9LP3xsaqc
Ciary! Dobrze, na tym poprzestanę, bo mogłabym Ci tu wkleić każdy utwór po kolei... A lepiej obejrzeć sobie całość. Są do tego zrobione fantastyczne polskie napisy.
O "Notre dame de Paris" wprowadzenia pisać nie trzeba, bo każdy chyba zna historię Dzwonnika z Notre Dame. No a Ty, z tego co pamiętam, czytałaś, to już w ogóle. Musical ten ma jedną wielką zaletę - piosenki i aktorów je wykonujących i jedną podstawową wadę, której... nadal nie rozumiem, czemu to zrobili - kostiumy i scenografia. Wyglądają, jakby akcja się działa na śmietniku. No, ale sama zobaczysz, to ocenisz. Mimo to, uważam, że warto to obejrzeć. bo piosenki poruszające i zagrane jest cudownie.
Na pierwszy ogień najbardziej znana piosenka z musicalu, śpiewana między innymi przez Garou, który to, jeśli się nie mylę, to dzięki niemu zdobył popularność, czego dopiero wynikiem była kariera solowa. Panie i Panowie, BELLE!
http://www.youtube.com/watch?v=aBXeXBpTVOk
(plus angielskie napisy). Mój ojciec, jak nie lubi musicali, tak uwielbia ten numer. W samochodzie normalnie ma.
A, no i piosenka śpiewana jest przez Quasimodo, Frolla i Febusa. Dokładnie w tej kolejności. O kim, to się domyślisz. ;)
Kolejny numer bardzo znany śpiewa poeta, grany przez Brunona Pelletier:
http://www.youtube.com/watch?v=EocLKUzsaoc
Na nasz to będzie "Czas katedr". Numer obowiązkowy na wszystkich koncertach musicalowych... Ale przepiękny, trzeba mu to oddać. Sam Bruno ma głos jak dzwon, ale jak zrobił swoją własną wersje Draculi, to włos sie na głowie zjeżył. Lateksowe sado-maso xD
Ale wracając do "Notre dame", opuśćmy do głosu samą Esmeraldę:
http://www.youtube.com/watch?v=FICutFuEIgg
No, i na tym poprzestanę, jeśli chodzi o ten musical. Nadmienię może jeszcze, że wystawiany był w wielu miastach polski koncert "Notre dame l'historie", ale... nie wiem, na czym teraz to stoi. Bo były jakieś kłopoty z licencją. A obsada też była dobra: Janusz Kruciński, Edyta Krzemień, Marcin Mroziński - nazwiska znane z Les Misów.
No, ale Esmeralda wprowadziła nas w odpowiedni nastrój, to gładko można przejść do kolejnego z moich ukochanych - Don Juana.
Obejrzałam go pod wpływem głębokiej fascynacji wszystkim, co hiszpańskie po obejrzeniu "Desperado" i muszę przyznać, że musical tylko to przypieczętował. Choć po francusku, opowiada historie na wskroś hiszpańską i ten klimat jest cały czas obecny, cały czas sie go czuje. Ojej, aż nie wiem, który numer Ci wkleić, bo to jeden z tych niewielu, gdzie kocham absolutnie każdy kawałek. Żadnego nie przewijam. Ale postaram sie dokonać bolesnej selekcji.
Na pierwszy ogień pójdzie piosenka nieoczywista. Nie jest ani głównym motywem spektaklu, ani nie śpiewa jej główna postać. To mądrzejszy przyjaciel Don Juana śpiewa hymn do kobiet - po francusku i hiszpańsku!
http://www.youtube.com/watch?v=tULa3TQhlRQ (o, widzę, że dalej jest kawałeczek spektaklu - sam Don Jun się załapał!).
Słowa są przepiękne! Jak będziesz chciała kiedyś obejrzeć, to podrzucę Ci napisy.
No to teraz przepiękna piosenka jednej z "ofiar" Don Juana, która błaga jego ojca, by mu przekazał, że ona kocha i czeka...
http://www.youtube.com/watch?v=YWEhGfnaeDs
Sprzeczka dwóch mężczyzn o kobietę, którą obaj kochają... na śmierć. A zaraz po niej pytanie "po co ta agresja", śpiewane przez śliczną cygankę:
http://www.youtube.com/watch?v=R91Uwmwq ... r_embedded
A na koniec smaczek w postaci muzyka, który przewija się przez cały musical. Z tym, że to z jakiegoś programu. W Musicalu wygląda jeszcze lepiej:
http://www.youtube.com/watch?v=ioqeY5_nPkQ
O matko, jak ja kocham tę muzykę...
A na koniec - Romeo i Julia. Historia stara jak świat, ale przepiękna i wciąż wzruszająca. Fajnie rozwiązano tu sprawę, kto do jakiego rodu należy - w postaci strojów niebieskich dla Montekich, a także czerwonych dla Kapuletów.
Na początek prześliczne wyznanie miłości:
http://www.youtube.com/watch?v=MuZ4-cdGgQE
Romeo i przyjaciele śpiewają jeden z najpiękniejszych hymnów do młodości i wolności. Kto bowiem w tym wieku nie czuje się królem świata?
http://www.youtube.com/watch?v=-m7GEeZx6QA
A matki młodych śpiewają o nienawiści... Poruszające i przepiękne... Tango, na moje ucho to tango.
http://www.youtube.com/watch?v=nng7lGysPiU
BTW, słabo mi się robi, jak widzę, że stoją tak wysoko. Z moim lękiem wysokości, to bym tam padła. :D
W ogóle ten musical jest też wystawiany po niemiecku. Ale "Konig der welt" brzmi dla mnie trochę zabawnie xD
Myślę, że tyle wystarczy. To cztery najważniejsze dla mnie francuskie musicale. Mam nadzieję, że się spodobają. ;)
"Czekaj i nie trać nadziei"
"Żeby czekać trzeba żyć"
"Do, or not do - there is no try"
Awatar użytkownika
Emeela
Beatlesiak
 
Posty: 1293
Rejestracja: Śro Maj 10, 2006 10:11 am
Miejscowość: Piernikowo

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Rita » Wto Mar 26, 2013 9:47 pm

Jej, dzięki Emeela :) Tyle słuchania... ale dobrze, dobrze, tak ma być :) !

Chyba potrzebuję więcej czasu, aby przekonać się do musicali francuskich. Albo jeszcze paru przesłuchań. Tego Dzwonnika z Notre Dame chętnie bym jednak w całości zobaczyła.

Kurczę, coś jest w tym języku francuskim, że mi przeszkadza. Niby taki piękny, ale coś mi nie leży. To dopiero zagadka :D Ale że ja zawsze byłam "dziwna" pod względem moich upodobań językowych - to już insza inszość...

Tymczasem przypomniało mi się, że bardzo lubię filmową wersję "Sweeneya Todda", chociaż wiem, że wielu ją krytykowało. Ja tam przepadam za nią. Lubisz?

A w ogóle to IMO Alan Rickman powinien w Les Miserables zagrać Javerta! Za to bez żalu mogłabym się pożegnać z Heleną Bonham Carter jako Thenardierową oraz Sachą jako Thenardierem, bo wtedy za dużo byłoby jednych i tych samych aktorów :D

Ale ze Sweeneya Heleny nie wyrzuciłabym za nic!
The Worst Pies in London :idea: - http://www.youtube.com/watch?v=-Qq4bJvoQJM

A z filmowych musicali to jeszcze uwielbiam "Cabaret":!:
http://www.youtube.com/watch?v=CX-24Zm0bjk

Lubię "Chicago"
http://www.youtube.com/watch?v=qrrz54UtkCc

oraz naturalnie "Hair"
http://www.youtube.com/watch?v=nmZqb2VVc48

"Moulin Rouge" jakoś mnie nie porwało, ale oglądałam baaaardzo dawno temu.

Pewnie wszystkie wymienione już znasz.

Postaram się obejrzeć to, o czym pisałaś, i wrócę po następne rekomendacje :)
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie
Rita
Beatlesiak
 
Posty: 1958
Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Miejscowość: Warszawa

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Emeela » Śro Mar 27, 2013 6:12 pm

Rita napisał(a):Jej, dzięki Emeela :) Tyle słuchania... ale dobrze, dobrze, tak ma być :) !

Jak za dużo, to pisz wprost. Bo ja bym mogła o tym bez końca, aż zamęczyć Cię. I nie mam wyczucia, kiedy przestać. ;)

Chyba potrzebuję więcej czasu, aby przekonać się do musicali francuskich. Albo jeszcze paru przesłuchań. Tego Dzwonnika z Notre Dame chętnie bym jednak w całości zobaczyła.

Spokojnie, czasem potrzeba czasu. Albo po prostu do Ciebie nie trafią. :P A do "Dzwonnika" zachęcam. Wbrew tym minusom, o których pisałam w poprzednim poście, jest genialnie zrobiony i wart zobaczenia.

Kurczę, coś jest w tym języku francuskim, że mi przeszkadza. Niby taki piękny, ale coś mi nie leży. To dopiero zagadka :D Ale że ja zawsze byłam "dziwna" pod względem moich upodobań językowych - to już insza inszość...

Wiem, o czym piszesz. Miałam tak kiedyś z niemieckim. Ale jak już sie przełamałam, to na dobre. Od tamtej pory nie zwracam uwagi na język. Pochłania mnie muzyka, dźwięk, obraz... Emocje... Jak pisałam, czasem zapominam czytać napisów...

Tymczasem przypomniało mi się, że bardzo lubię filmową wersję "Sweeneya Todda", chociaż wiem, że wielu ją krytykowało. Ja tam przepadam za nią. Lubisz?

A widziałam, widziałam. Tylko widzisz, ja mam pewien problem z twórczością i stylistyką Tima Burtona i z samym Johnnym Deppem. Obu nie lubię. Stylistyka Burtona mnie nieco przytłacza i drażni, a fenomenu Johnny'ego po prostu nie rozumiem. Lubie go jako Jacka Sparowwa, ale w innych rolach? Dla mnie każdy jego film Burtona jest taki sam. Johnny jest mocno umalowany i gra dziwaka.
Myślę, że to wpłynęło na mój odbiór tego musicalu. Bo uważam, że jest niezły. Całkiem spoko. Ale nic poza tym. Aktorzy fenomenalni (Helena! Alan! Sacha!), muzyka ładna, historia ciekawa... Ael za serce mnie nie chwycił. O.

A w ogóle to IMO Alan Rickman powinien w Les Miserables zagrać Javerta! Za to bez żalu mogłabym się pożegnać z Heleną Bonham Carter jako Thenardierową oraz Sachą jako Thenardierem, bo wtedy za dużo byłoby jednych i tych samych aktorów :D

Alan by się chyba nie zgodził, bo miał dosyć grania "złych" (używam cudzysłowa, bo uważam, że Javert nie był zły, ale za takiego uchodzi). Zresztą, głos ma super, ale na moje nadal za słaby na Javerta. Może Jeremy Irons? Jako Skaza wymiatał w piosence!
A tych Thenardierów nie pozbyłabym się za żadne skarby świata! Sacha i Helena zgrali sie idealnie i wnosili mały promyczek światła w tym smutnym filmie! Ich sceny to jedyne momenty, kiedy ei ryczałam. Inaczej, już pod koniec filmu chyba przegryzłabym sobie żyły. Albo utopiłabym się we własnych łzach. Ich obecność daje wytchnienie pd tych ciężkich scen. Mądrze ze strony reżysera, że ich zaangażował. Dobre posunięcie.
Ale ze Sweeneya Heleny nie wyrzuciłabym za nic!

Ojej, ja też. Z niczego bym jej nie wyrzuciła! Mimo, że nie ma zbyt dobrego głosu. ;)

A z filmowych musicali to jeszcze uwielbiam "Cabaret":!:
http://www.youtube.com/watch?v=CX-24Zm0bjk

Lubię. chociaż Lizy nie trawię po prostu.
Uwielbiam "Money", "Wilkommen"(w ogóle wszystko z tym panem! Genialny niemiecki akcent! ;) ), a także - "Tomorrow belongs to me", śpiewane przez młodego Nazistę. Ze względu na wrażenie, jakie robi, kiedy się to ogląda w dzisiejszych czasach. Ciary na karku.
Aczkolwiek sama historia jest - na moje - ostro popieprzona! :D


Też lubię!

"Moulin Rouge" jakoś mnie nie porwało, ale oglądałam baaaardzo dawno temu.

Moja koleżanka (ta zarażająca ;) ) też nie lubi. Mnie urzekło. Jestem zakochana w nim. Lubie jego wariactwo, kolory, nagłą akcję i et wszystkie postmodernistyczne smaczki. No i ten polski akcent, ach... Pan Jacek Konan jest genialny!
Tak, "Moulin rouge" jest u mnie bardzo wysoko!

Postaram się obejrzeć to, o czym pisałaś, i wrócę po następne rekomendacje :)

Jestem bardzo ciekawa wrażeń!
"Czekaj i nie trać nadziei"
"Żeby czekać trzeba żyć"
"Do, or not do - there is no try"
Awatar użytkownika
Emeela
Beatlesiak
 
Posty: 1293
Rejestracja: Śro Maj 10, 2006 10:11 am
Miejscowość: Piernikowo

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Rita » Pon Maj 06, 2013 1:18 pm

Po dłuuggim czasie podciągam temat :) Głównie dlatego, że odkopałam z czeluści zasobów filmowych musicale, które miałam obejrzeć już dawno temu. Są wśród nich m.in. "Gigi", "Annie Get Your Gun"... oraz te podane przez Ciebie. Zobaczymy, jak mi pójdzie nadrabianie zaległości :)


Tylko widzisz, ja mam pewien problem z twórczością i stylistyką Tima Burtona i z samym Johnnym Deppem. Obu nie lubię. Stylistyka Burtona mnie nieco przytłacza i drażni, a fenomenu Johnny'ego po prostu nie rozumiem. Lubie go jako Jacka Sparowwa, ale w innych rolach? Dla mnie każdy jego film Burtona jest taki sam. Johnny jest mocno umalowany i gra dziwaka.


Ja akurat fenomen rozumiem, tylko faktycznie szkoda, że Johnny dał się zaszufladkować właśnie jako odtwórca "dziwnych bajkowych indywiduów róznej maści". Nie mniej jednak w roli Sweeneya nie wyobrażam sobie nikogo innego :) I ten mroczny klimat tego filmu... Lubię lubię lubię!

Alan by się chyba nie zgodził, bo miał dosyć grania "złych" (używam cudzysłowa, bo uważam, że Javert nie był zły, ale za takiego uchodzi). Zresztą, głos ma super, ale na moje nadal za słaby na Javerta. Może Jeremy Irons? Jako Skaza wymiatał w piosence!


Tak też słyszałam, ale co poradzę, że mi się on przede wszystkim w tej roli widzi :D Ale Jeremy Irons to również niezła sugestia! Moja koleżanka sugerowała kiedyś Johna Malkovicha, ale on już zagrał Javerta we francuskim serialu z Gerardem Depardieu (rok bodaj 2000). Mnie nie przekonał. Już zdecydowanie bardziej podobał mi się w roli Javerta Geoffrey Rush (kooprodukcja amerykańsko-niemiecko-angielska z 1998 r.).

A Javert faktycznie nie był taki zły, był po prostu formalistą.

A tych Thenardierów nie pozbyłabym się za żadne skarby świata! Sacha i Helena zgrali sie idealnie i wnosili mały promyczek światła w tym smutnym filmie! Ich sceny to jedyne momenty, kiedy ei ryczałam. Inaczej, już pod koniec filmu chyba przegryzłabym sobie żyły. Albo utopiłabym się we własnych łzach. Ich obecność daje wytchnienie pd tych ciężkich scen. Mądrze ze strony reżysera, że ich zaangażował. Dobre posunięcie.


Nie umniejszam ich zasług dla filmu, i zasadniczo się z Tobą zgadzam, ale... jak usłyszałam, że oni będą obsadzeni w tych rolach, to zrobiłam :roll: i pomyślałam "nuuuda, to już było". Zwłaszcza Helena też IMO ma problem z szufladkowaniem, chociaż radzi sobie dobrze w innych rolach, np. w "Jak zostać królem".



Lubię. chociaż Lizy nie trawię po prostu.
Uwielbiam "Money", "Wilkommen"(w ogóle wszystko z tym panem! Genialny niemiecki akcent! ;) ), a także - "Tomorrow belongs to me", śpiewane przez młodego Nazistę. Ze względu na wrażenie, jakie robi, kiedy się to ogląda w dzisiejszych czasach. Ciary na karku.


O tym, jak wielkie wrażenie robi ten utwór, świadczy fakt, że wiele osób myśli, że to autentyczna nazistowska piosenka. Masz rację. Niby nic tam takiego w tekście nie ma, ale mimo to ciary, ciary, ciary!

Aczkolwiek sama historia jest - na moje - ostro popieprzona! :D


No troszkę :) Czasami jednak mam ochotę tak jak Liza udać się pod najbliższy wiadukt kolejowy i pokrzyczeć :D

Moja koleżanka (ta zarażająca ;) ) też nie lubi. Mnie urzekło. Jestem zakochana w nim. Lubie jego wariactwo, kolory, nagłą akcję i et wszystkie postmodernistyczne smaczki. No i ten polski akcent, ach... Pan Jacek Konan jest genialny!
Tak, "Moulin rouge" jest u mnie bardzo wysoko!


Dopisuję do listy. Nie wiem, co wtedy nie zadziałało. Już sam fakt, że grała tam Nicole Kidman powinien sprawić, że film mi się podoba :)

Nie mogę już znaleźć "Nieustraszonych pogromców wampirów" na YT więc kupiłam sobie DVD. Idzie.

A co Ty na to, aby stworzyć subiektywny ranking ulubionych utworów musicalowych? Np. 10 takich utworów? :)
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie
Rita
Beatlesiak
 
Posty: 1958
Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Miejscowość: Warszawa

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Emeela » Nie Mar 16, 2014 12:50 pm

Rita napisał(a):Po dłuuggim czasie podciągam temat :) Głównie dlatego, że odkopałam z czeluści zasobów filmowych musicale, które miałam obejrzeć już dawno temu. Są wśród nich m.in. "Gigi", "Annie Get Your Gun"... oraz te podane przez Ciebie. Zobaczymy, jak mi pójdzie nadrabianie zaległości :)

Teraz to ja odkopuję. Właśnie mi się przypomniało...
I bardzo Cię przepraszam, Rito, za taaaki poślizg. Bardzo! Nie wiem, co ja mam w głowie!

Ja akurat fenomen rozumiem, tylko faktycznie szkoda, że Johnny dał się zaszufladkować właśnie jako odtwórca "dziwnych bajkowych indywiduów róznej maści". Nie mniej jednak w roli Sweeneya nie wyobrażam sobie nikogo innego :) I ten mroczny klimat tego filmu... Lubię lubię lubię!

Tu akurat pasuje. Ale... gdyby to było raz? Dwa razy? Ale w co drugim filmie? Przejada się. Wiadomo już, czego się po nim spodziewać...

Tak też słyszałam, ale co poradzę, że mi się on przede wszystkim w tej roli widzi :D Ale Jeremy Irons to również niezła sugestia! Moja koleżanka sugerowała kiedyś Johna Malkovicha, ale on już zagrał Javerta we francuskim serialu z Gerardem Depardieu (rok bodaj 2000). Mnie nie przekonał. Już zdecydowanie bardziej podobał mi się w roli Javerta Geoffrey Rush (kooprodukcja amerykańsko-niemiecko-angielska z 1998 r.).


Mnie Malkovic też nie przekonuje... A Rush? Za pocieszny jak dla mnie! On mi się kojarzy z takim ciepłym, fajnym wujkiem, co to pożartuje i posadzi na kolanko ;) (trochę za sprawą "King's speech", które uwielbiam).
Nie, ja będę obstawać przy Ironsie albo biednym Rickmanie.

Nie umniejszam ich zasług dla filmu, i zasadniczo się z Tobą zgadzam, ale... jak usłyszałam, że oni będą obsadzeni w tych rolach, to zrobiłam :roll: i pomyślałam "nuuuda, to już było". Zwłaszcza Helena też IMO ma problem z szufladkowaniem, chociaż radzi sobie dobrze w innych rolach, np. w "Jak zostać królem".


Nieee, o Helenie nigdy bym nie powiedziała, że daje się za szufladkować. Ona jest mega, jak kameleon. Potrafiła kręcić równocześnie "JZK", gdzie przecież grała królową matkę, i "Harry'ego Pottera", gdzie grała psychopatyczną sadystyczną czarownicę, która siedziała czternaście lat w ciężkim więzieniu i była tak oddana sprawie czystości krwi, że mogłaby zabić (i zabijała). Dla mnie właśnie Helena jest wszystkim, co można ująć jako przeciwieństwo zaszufladkowania. Ona zawsze tak wchodzi w rolę, że to jest aż przerażające momentami.
A Sahsę miło było zobaczyć w roli innej, niż typ Borata, czy Dyktatora.
Także nawet mi przez myśl nie przeszło "to już było".

O tym, jak wielkie wrażenie robi ten utwór, świadczy fakt, że wiele osób myśli, że to autentyczna nazistowska piosenka. Masz rację. Niby nic tam takiego w tekście nie ma, ale mimo to ciary, ciary, ciary!

Może chodzi o wiedzę. Że wiemy, co się potem stało. I konfrontujemy to z oddaniem i przejęciem, z jakim śpiewa to ten chłopak i wszyscy, którzy do niego dołączają...

No troszkę :) Czasami jednak mam ochotę tak jak Liza udać się pod najbliższy wiadukt kolejowy i pokrzyczeć :D

A to chyba każdy ma czasem ochotę pokrzyczeć. Takie życie. ;)

Dopisuję do listy. Nie wiem, co wtedy nie zadziałało. Już sam fakt, że grała tam Nicole Kidman powinien sprawić, że film mi się podoba :)


I co, nadrobiłaś? Tyle czasu minęło, że wszystko mogło się przytrafić. ;)
No i jak "Nieustraszeni pogromcy wampirów"?

A co Ty na to, aby stworzyć subiektywny ranking ulubionych utworów musicalowych? Np. 10 takich utworów? :)


Jestem jak najbardziej za! Ale potrzebuję dnia lub dwóch na zastanowienie, żeby niczego nie pominąć.
Ale ale, obawiam się, że 10 to za mało... Moja playlista na youtube, zawierająca przecież tylko te ulubione, dochodzi już do 50ciu...
"Czekaj i nie trać nadziei"
"Żeby czekać trzeba żyć"
"Do, or not do - there is no try"
Awatar użytkownika
Emeela
Beatlesiak
 
Posty: 1293
Rejestracja: Śro Maj 10, 2006 10:11 am
Miejscowość: Piernikowo

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Rita » Pią Sie 29, 2014 5:30 pm

Za ten przestój w odpowiedzi powinnam klęczeć na grochu (na fali porządków w szafce kuchennej znalazłam nawet paczuszkę ;) ).
Jednak teraz - co za radość - mam sporo wolnego czasu i nadrabiam zaległości, w tym te musicalowe!

"Nieustraszeni pogromcy wampirów" - nadrobiłam i film, i musical Taniec Wampirów, oba skradły mi serce!

Musical najpierw obejrzałam w wersji niemieckojęzycznej, a dokładnie z Hamburga.
https://www.youtube.com/watch?v=hiyOs4BUeGQ

A potem poszperałam trochę na YouTube i... ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu połączonemu z wielką radością, jakaś dobra i wytrwała dusza nagrała i umieściła na YT spektakl w Romie!! Pewnie już Tobie o tym wiadomo, Emeela, ale ja na YT nie grzebałam od miesięcy, stąd możesz sobie wyobrazić mój entuzjazm po dokonaniu tego odkrycia :) Wcześniej zmęczyłam co najmniej kilkanaście razy CD z tego spektaklu, jak cudownie dopasować to do wizji!
https://www.youtube.com/watch?v=SNAJ9xY258g

Jakże ja kocham ten musical! Jest fantastyczny. Nieprzesłodzony, z odrobiną groteski - to lubię :) A jeszcze w Romie... Moim skromnym zdaniem Łukasz Dziedzic bije Kevina Tarte na głowę, to samo Malwina jest nieporównywalna jako Sara. Jakub Molęda jako Alfred też poradził sobie bardzo dobrze, i jakoś tak lepiej jako Alfred wygląda :P. Genialne jest także wykonanie "Zgon to istna farsa" przez Annę Gigiel - aż mnie ciary przeszły!

https://www.youtube.com/watch?v=E3xGpVAJo_s

Ech, mogliby to reaktywować, tak jak ostatnio Upiora w Białymstoku...

Ano właśnie, Upiora. Też sobie odświeżyłam, a konkretnie koncert z okazji 25-lecia. Mam lepsze wrażenia niż z Romy, po którym to spektaklu nawet nie do końca zapadło mi w pamięć, o czym on był :oops: Tak jak wspomniałam, koncert, który obejrzałam, był naprawdę OK, ale mimo wszystko uważam, że niekoniecznie od "Upiora" powinno się zaczynać przygodę z musicalem ;)

Próbowałam też z kontynuacją - Love Never Dies - ale jakoś mnie nie porwało i utknęłam w połowie. Jestem zdania, że w 99 proc. przypadków wszystkiego wszelkie kontynuacje to zły pomysł :P

Obejrzałam też "Elisabeth" - rzeczywiście niezły ten musical, chociaż czasami raziły mnie dekoracje (ta gondola z austriackim orłem, na którym Elisabeth i Franz Joseph wyznawali sobie miłość...) No i może na odbiór mojego spektaklu troszkę wpłynął fakt, że... nigdy nie przepadałam za Sissi jakoś szczególnie, po tym, jak sobie co nieco o niej poczytałam. Ale utwory są świetne.

Następnie "Notre Dame de Paris", który przecież zaczyna się moim ukochanym i wspomnianym przez Ciebie "Les Temps des Cathedrales".

Tutaj z kolei w scenografii jakby mi czegoś brakowało, to znaczy, mam wrażenie, że z tego całego średniowiecza i katedr dałoby się więcej pod tym względem "wyciągnąć" (i na pewno zrobiliby tak w Romie :D). Drugie moje zastrzeżenie to takie, że aktorka grająca Esmeraldę, a może jej kreacja, hmmm... jakoś nie potrafiła we mnie wzbudzić ani cienia sympatii ani przejęcia się jej losem, ale spoko, w końcu nie o to tak naprawdę w musicalu chodzi. Natomiast reszta - świetne! Oprócz "Les Temps des Cathedrales" i wspomnianego przez Ciebie "Belle" zakochałam się jeszcze w utworze "Beau comme le soleil" śpiewanym jednocześnie przez Esmeraldę i Fleur-de-Lys https://www.youtube.com/watch?v=r7Etzrp0U6Q, a także w Quasimodowym "Dieu que le monde est injuste" https://www.youtube.com/watch?v=mFnquo2neqs.

W każdym razie wielkie dzięki za polecenie obydwu powyższych musicali! W kolejce czeka "Król słońce" :)

Przypomniałam sobie również "Koty"- no i dlaczego, dlaczego jak to było w Romie ja się jeszcze nie interesowałam musicalem :( (chociaż teraz to jeszcze bardziej szkoda mi Tańca Wampirów ;) )
https://www.youtube.com/watch?v=kIOLc4m5piM

Obejrzałam sobie także parę ekranizacji musicalowych, między innymi:
- Hello, Dolly! z Barbrą Streisand - bardzo przyjemne, takie trochę w klimatach "My Fair Lady" https://www.youtube.com/watch?v=0XPNHCb0HGU
- The Rocky Horror Picture Show - jednak trochę nie moje klimaty. https://www.youtube.com/watch?v=bc80tFJpTuo
- Cały ten zgiełk - podobno klasyk i w ogóle, mnie konstrukcja musicalu/ekranizacji mocno zmęczyła. https://www.youtube.com/watch?v=9UN68ujZdTE

A ponadto obejrzałam sobie m.in. Malwinę oraz Jana Bzdawkę :D na żywo w ramach koncertu musicalowego na wolnym powietrzu, organizowanego przez jeden z warszawskich domów kultury.

Pierwsza połowa była super - było i "Na Orbicie Serc", i "Upiór w Operze", chociaż boleśnie zabrakło "Les Temps des Cathedrales" w wykonaniu Jasia...
W drugiej połowie show skręcił raczej w drugą stronę od Broadwayu :D, gdyż zaczął się włoskimi klimatami w stylu "Volare" i "Felicita", a skończył na... "Do zakochania jeden krok". Gdzieś po drodze było jeszcze "Bo z dziewczynami..." Taka tam chałturka :D Ale zobaczyć Bzdawkę i Kusior zawsze miło!

A we wrześniu idę na coś takiego: http://www.teatr-rampa.pl/spektakle1/80 ... musicalove, jest tam wprawdzie Paulina, ale może inni wykonawcy mi to zrekompensują.

A jak tam u Ciebie Emeela? Jakieś nowe odkrycia? Coś do polecenia? :)

PS Kajamy się i naprowadzamy tę dyskusję na normalne czasowo tory, ok? :D
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie
Rita
Beatlesiak
 
Posty: 1958
Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Miejscowość: Warszawa

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Emeela » Pon Wrz 01, 2014 12:50 pm

No to jedziemy! :D
Rita napisał(a):"Nieustraszeni pogromcy wampirów" - nadrobiłam i film, i musical Taniec Wampirów, oba skradły mi serce!

Jakże się cieszę! Ale poważnie - nie znam chyba osoby, mającej serce do musicali, której by to nie porwało, więc... wiedziałam, że tak będzie. :D !


Musical najpierw obejrzałam w wersji niemieckojęzycznej, a dokładnie z Hamburga.
https://www.youtube.com/watch?v=hiyOs4BUeGQ

Och, wujaszek Kevon! (to nie błąd, to ksywka pana Tarte'a, wynikła z pewnej przypadkowej literówki. :D) Jak mnie ten pan rozpierdziela. :D Kocham tę wersję, bo prześmiałam całą. Wiesz, ja mam naprawdę słaby wzrok, a nie siedziałam bardzo blisko monitora, oglądając to, ale... nie widziałam nic innego, oprócz jego tańczącego podwozia! Jak ci Krolockowie mogą nosić takie spodnie?! Jego Krolock jest trochę queer, zauważyłaś?

A potem poszperałam trochę na YouTube i... ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu połączonemu z wielką radością, jakaś dobra i wytrwała dusza nagrała i umieściła na YT spektakl w Romie!! Pewnie już Tobie o tym wiadomo, Emeela, ale ja na YT nie grzebałam od miesięcy, stąd możesz sobie wyobrazić mój entuzjazm po dokonaniu tego odkrycia :) Wcześniej zmęczyłam co najmniej kilkanaście razy CD z tego spektaklu, jak cudownie dopasować to do wizji!
https://www.youtube.com/watch?v=SNAJ9xY258g


Ooo, znowu ktoś odważny! To trzeba się nacieszyć, bo pewnie wkrótce znowu usuną!

Jakże ja kocham ten musical! Jest fantastyczny. Nieprzesłodzony, z odrobiną groteski - to lubię :) A jeszcze w Romie... Moim skromnym zdaniem Łukasz Dziedzic bije Kevina Tarte na głowę, to samo Malwina jest nieporównywalna jako Sara. Jakub Molęda jako Alfred też poradził sobie bardzo dobrze, i jakoś tak lepiej jako Alfred wygląda :P. Genialne jest także wykonanie "Zgon to istna farsa" przez Annę Gigiel - aż mnie ciary przeszły!

https://www.youtube.com/watch?v=E3xGpVAJo_s


Och tak, nasza wersja jest wspaniała! Nawet nasz Herbert jest fantastyczny! Molęda taki niewinny, taki zagubiony! A Łukasz stworzył skrajnie różnego Krolocka. Ciężko jest mi go porównać z Kevonem, bo to inne podejście do tematu. Tak czy siak, do naszego mam największą słabość.

A, tak btw, koniecznie poszukaj sobie wersji z Wiednia - ze Steve'em Bartonem. Są dwie, nagrywane przez ludzi. To był chyba jedyny moment w moim życiu, kiedy chciałam klaskać do monitora. Steve to geniusz. Jaka szkoda, że już go nie ma wśród nas...
Ach i unikaj jak ognia wersji broadwayowskiej!

Ech, mogliby to reaktywować, tak jak ostatnio Upiora w Białymstoku...

Na to raczej nie można liczyć...

Ano właśnie, Upiora. Też sobie odświeżyłam, a konkretnie koncert z okazji 25-lecia. Mam lepsze wrażenia niż z Romy, po którym to spektaklu nawet nie do końca zapadło mi w pamięć, o czym on był :oops: Tak jak wspomniałam, koncert, który obejrzałam, był naprawdę OK, ale mimo wszystko uważam, że niekoniecznie od "Upiora" powinno się zaczynać przygodę z musicalem ;)

A ja nietypowo - zaczęłam od filmu i żadna inna wersja nie podoba mi się tak, jak filmowa. No żadna. A to 25-lecie to z Raminem Karimloo może? (kocham gościa! :D)

Próbowałam też z kontynuacją - Love Never Dies - ale jakoś mnie nie porwało i utknęłam w połowie. Jestem zdania, że w 99 proc. przypadków wszystkiego wszelkie kontynuacje to zły pomysł :P


Nie widziałam i trochę się boję...

Obejrzałam też "Elisabeth" - rzeczywiście niezły ten musical, chociaż czasami raziły mnie dekoracje (ta gondola z austriackim orłem, na którym Elisabeth i Franz Joseph wyznawali sobie miłość...) No i może na odbiór mojego spektaklu troszkę wpłynął fakt, że... nigdy nie przepadałam za Sissi jakoś szczególnie, po tym, jak sobie co nieco o niej poczytałam. Ale utwory są świetne.


Och, a jaką wersję, jaką?

Następnie "Notre Dame de Paris", który przecież zaczyna się moim ukochanym i wspomnianym przez Ciebie "Les Temps des Cathedrales".

Tutaj z kolei w scenografii jakby mi czegoś brakowało, to znaczy, mam wrażenie, że z tego całego średniowiecza i katedr dałoby się więcej pod tym względem "wyciągnąć" (i na pewno zrobiliby tak w Romie :D). Drugie moje zastrzeżenie to takie, że aktorka grająca Esmeraldę, a może jej kreacja, hmmm... jakoś nie potrafiła we mnie wzbudzić ani cienia sympatii ani przejęcia się jej losem, ale spoko, w końcu nie o to tak naprawdę w musicalu chodzi. Natomiast reszta - świetne! Oprócz "Les Temps des Cathedrales" i wspomnianego przez Ciebie "Belle" zakochałam się jeszcze w utworze "Beau comme le soleil" śpiewanym jednocześnie przez Esmeraldę i Fleur-de-Lys https://www.youtube.com/watch?v=r7Etzrp0U6Q, a także w Quasimodowym "Dieu que le monde est injuste" https://www.youtube.com/watch?v=mFnquo2neqs.


O tak, w pełni się zgadzam, co do scenografii. Dorzuciłabym jeszcze do księgi skarg i zażaleń kostiumy - ja rozumiem, średniowiecze, ale oni wygladaja tu jak lumpy! A FE!
Piosenki na szczęście bronią się same - oprócz wspomnianych przez Ciebie, uwielbiam też te, wykonywane przez Daniela Lavoie'a - Frolla! Jakiż on przerażający! A jednocześnie ten wspaniały, potężny głos. No ciary!
Tak mi było przykro, że na tegorocznym festiwalu w Sopocie Garou dostał tak mało czasu...

W każdym razie wielkie dzięki za polecenie obydwu powyższych musicali! W kolejce czeka "Król słońce" :)


Oj tak! Twój odbiór "Króla słońce" też mnie niezmiernie ciekawi! Czekam z niecierpliwością!

Przypomniałam sobie również "Koty"- no i dlaczego, dlaczego jak to było w Romie ja się jeszcze nie interesowałam musicalem :( (chociaż teraz to jeszcze bardziej szkoda mi Tańca Wampirów ;) )
https://www.youtube.com/watch?v=kIOLc4m5piM


Podpisuję się pod Twoim "dlaczego"... Ach, "Koty" są wspaniałe! I opinie o naszych Romowych też same pełne zachwytu... Strasznie żal...

Obejrzałam sobie także parę ekranizacji musicalowych, między innymi:
- Hello, Dolly! z Barbrą Streisand - bardzo przyjemne, takie trochę w klimatach "My Fair Lady" https://www.youtube.com/watch?v=0XPNHCb0HGU
- The Rocky Horror Picture Show - jednak trochę nie moje klimaty. https://www.youtube.com/watch?v=bc80tFJpTuo
- Cały ten zgiełk - podobno klasyk i w ogóle, mnie konstrukcja musicalu/ekranizacji mocno zmęczyła. https://www.youtube.com/watch?v=9UN68ujZdTE


"Cały ten zgiełk" i "Hello Dolly" jeszcze na mnie czekają.
Na razie obejrzałam w końcu "The Rocky Horror Picture Show" i tak powiem - śmieszne to takie. Niby kultowe... Nie no, kilka utworów jest okej. Ale "My Fair lady" chociażby to to nie jest...

Nadrobiłam też obie wersje "Footloose" 1. https://www.youtube.com/watch?v=6nSXtZPKms4 2. https://www.youtube.com/watch?v=EU6xHjVSMwk oraz "Rent" https://www.youtube.com/watch?v=sMIWNmyMEvI , ale jakoś mnie nie porwały.
Nie, że mi się nie podobały. Bo nawet i podobały (zwłaszcza "Footloose"). Po prostu na pewno nie zaliczę ich do ulubionych. Muzyka ładna, to fakt. Może o fabułę chodziło? Przy czym, co do "Footloose" zdecydowanie polecam jednak wersję starszą.

Porwało mnie za to "West side story"! Toż to arcydzieło! https://www.youtube.com/watch?v=yA_aFprGzyc

A ponadto obejrzałam sobie m.in. Malwinę oraz Jana Bzdawkę :D na żywo w ramach koncertu musicalowego na wolnym powietrzu, organizowanego przez jeden z warszawskich domów kultury.

Pierwsza połowa była super - było i "Na Orbicie Serc", i "Upiór w Operze", chociaż boleśnie zabrakło "Les Temps des Cathedrales" w wykonaniu Jasia...
W drugiej połowie show skręcił raczej w drugą stronę od Broadwayu :D, gdyż zaczął się włoskimi klimatami w stylu "Volare" i "Felicita", a skończył na... "Do zakochania jeden krok". Gdzieś po drodze było jeszcze "Bo z dziewczynami..." Taka tam chałturka :D Ale zobaczyć Bzdawkę i Kusior zawsze miło!

Ach, Jasiu na żywo! Wspaniały jest, prawda? Taki showman! A jedna jego wersja "Volare"... https://www.youtube.com/watch?v=9Y7R6yRxqWI
No smakowita!
Także Jasiu wspaniały, cokolwiek śpiewa!
A Malwina.. Ech, była nawet u mnie w Chełmnie, ale jakoś się nie wybrałam... Potwornie żałuję!
Dzięki Bogu, że widziałam oboje w "Nędznikach"!
A we wrześniu idę na coś takiego: http://www.teatr-rampa.pl/spektakle1/80 ... musicalove, jest tam wprawdzie Paulina, ale może inni wykonawcy mi to zrekompensują.


O, słyszałam o tym, ale nie miałam okazji się wybrać!
Janczak - nie, nie nie.
Ale: Ola Bieńkowska (występuje w tym wielkim projekcie Pink Floydowym jako jedyna Polka bodajże), Kasia Łaska (piękne wykonanie polskiej wersji oscarowego songu "Let it go" z "Frozen"), Kuba Wocial (nasz Herbert!) i Michał Rudaś to dobre nazwiska!
Coś czuję, że nie będziesz żałować!

PS Kajamy się i naprowadzamy tę dyskusję na normalne czasowo tory, ok? :D


No pewko! :D
"Czekaj i nie trać nadziei"
"Żeby czekać trzeba żyć"
"Do, or not do - there is no try"
Awatar użytkownika
Emeela
Beatlesiak
 
Posty: 1293
Rejestracja: Śro Maj 10, 2006 10:11 am
Miejscowość: Piernikowo

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Rita » Pon Wrz 01, 2014 10:43 pm

Na gorąco po obejrzeniu Króla Słońce - niestety, podobał mi się o wiele mniej niż "Notre Dame de Paris". Ma lepsze kostiumy i scenografię (chociaż znowu mam dziwne wrażenie, że w Romie wyglądałoby to o wiele lepiej... mimo że scenę to oni pewnie mają z pięć razy nowocześniejszą), jednak sam musical... Hm. Chyba mój podstawowy zarzut to taki, że nie porwała mnie żadna piosenka, a drugi - nie mniej istotny - że potencjał historii Ludwika XIV został moim zdaniem w tym musicalu zmarnowany.

Początek się jeszcze zapowiadał, ta matka, ten kardynał itd., ale jak to się potem obróciło praktycznie tylko w stronę kochanek Ludwika to się dość mocno rozczarowałam. No sorry, za jego czasów zbudowano potężne budowle, rozbudowano Wersal, Paryż się rozrósł, Francja wojowała na prawo i lewo i stała się kulturalnym pępkiem świata, a tu tylko takie pitu-pitu jak w telenoweli - i to jeszcze z wiecznie młodym Ludwikiem, chociaż historia mówi nam, że jak się żenił z Franciszką to był już sobie panem pod pięćdziesiątkę. No i oczywiście ani słowa o tym, że to było małżeństwo morgantyczne - bez żadnych przywilejów dla Franciszki - tylko sam lukier i budyń z soczkiem. Wiadomo, musical to nie traktat historyczny, ale ile by się z tych innych aspektów życia króla dało wyciągnąć materiału!

Emeela napisał(a): Wiesz, ja mam naprawdę słaby wzrok, a nie siedziałam bardzo blisko monitora, oglądając to, ale... nie widziałam nic innego, oprócz jego tańczącego podwozia! Jak ci Krolockowie mogą nosić takie spodnie?! Jego Krolock jest trochę queer, zauważyłaś?


Tak, to jest chyba dość dobre określenie :D

Ooo, znowu ktoś odważny! To trzeba się nacieszyć, bo pewnie wkrótce znowu usuną!


Wygląda na to, że nagranie nieniepokojone przez nikogo jest już na YT od ponad roku. Ale na wszelki wypadek polecam zainstalować w Firefoksie DownloadHelper i skorzystać z jego możliwości ;) Swoją drogą, dlaczego Roma nie wydaje obok CD również DVD ze swoimi musicalami? Niektóre teatry zagraniczne tak robią... Choćby w limitowanym nakładzie... Moim zdaniem absolutnie nie byliby stratni, a jaka by to była radość dla fanów i gratka dla potomnych!

Och tak, nasza wersja jest wspaniała! Nawet nasz Herbert jest fantastyczny!


Oj tak, ja się cieszyłam na jego widok do monitora, a na żywo to dopiero musiało być coś :D

Molęda taki niewinny, taki zagubiony!


I jeszcze z beatlesowską fryzurą... :mrgreen: :oops: A z tą niewinnością i zagubieniem to normalnie "Łukaszewicz w 'Brzezinie' ", jak określił podobny typ jeden z członków mojego ulubionego kabaretu Potem :D

A, tak btw, koniecznie poszukaj sobie wersji z Wiednia - ze Steve'em Bartonem. Są dwie, nagrywane przez ludzi. To był chyba jedyny moment w moim życiu, kiedy chciałam klaskać do monitora. Steve to geniusz. Jaka szkoda, że już go nie ma wśród nas...


Jasne, obejrzę. Tyle się już wcześniej naczytałam nad nim zachwytów, że to mus.

Ach i unikaj jak ognia wersji broadwayowskiej!


Tja, też czytałam, że masakra i że w ogóle zeszło ze sceny po kilku przedstawieniach. Na szczęście aż tak bardzo mi się nie nudzi, bym się chciała przekonać, dlaczego ;)

A ja nietypowo - zaczęłam od filmu i żadna inna wersja nie podoba mi się tak, jak filmowa. No żadna. A to 25-lecie to z Raminem Karimloo może? (kocham gościa! :D)


Nie inaczej :)

Och, a jaką wersję, jaką?


A z Wiednia: http://youtu.be/ktQKXpHE1Qo?t=21m45s No ta gondola czy cokolwiek to jest mnie nieco umarła :D

Piosenki na szczęście bronią się same - oprócz wspomnianych przez Ciebie, uwielbiam też te, wykonywane przez Daniela Lavoie'a - Frolla! Jakiż on przerażający! A jednocześnie ten wspaniały, potężny głos. No ciary!


Pełna zgoda :)


Porwało mnie za to "West side story"! Toż to arcydzieło!


O, to też kiedyś oglądałam i też mnie zachwyciło. Muszę sobie przypomnieć.

O, słyszałam o tym, ale nie miałam okazji się wybrać!
Janczak - nie, nie nie.
Ale: Ola Bieńkowska (występuje w tym wielkim projekcie Pink Floydowym jako jedyna Polka bodajże), Kasia Łaska (piękne wykonanie polskiej wersji oscarowego songu "Let it go" z "Frozen"), Kuba Wocial (nasz Herbert!) i Michał Rudaś to dobre nazwiska!
Coś czuję, że nie będziesz żałować!


Tak, Kasię Łaskę to nawet już słyszałam na jakimś koncercie musicalowym w zeszłe lato. Ma dziewczyna warunki :)

Jak chcesz przyjechać na koncert i iść razem ze mną, to się odezwij na PW. ;)

Tak sobie myślę, co by tu teraz obejrzeć. Może zobaczę, za czym tak ostatnio szaleją w Londynie? :D
https://www.youtube.com/watch?v=OKkLV1zE8M0

W zeszłym roku byłam na koncercie Ale Musicale w Romie i wykonali to w wersji polskiej. Na West Endzie podobno ludzie zabijają się za bilety na to ;)
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie
Rita
Beatlesiak
 
Posty: 1958
Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Miejscowość: Warszawa

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Emeela » Wto Wrz 02, 2014 1:11 pm

Rita napisał(a):Na gorąco po obejrzeniu Króla Słońce - niestety, podobał mi się o wiele mniej niż "Notre Dame de Paris". Ma lepsze kostiumy i scenografię (chociaż znowu mam dziwne wrażenie, że w Romie wyglądałoby to o wiele lepiej... mimo że scenę to oni pewnie mają z pięć razy nowocześniejszą), jednak sam musical... Hm. Chyba mój podstawowy zarzut to taki, że nie porwała mnie żadna piosenka,


A to dopiero! Mówią, że o gustach się nie dyskutuje i w pełni się z tym zgadzam, a jednak jestem szczerze zdumiona!
Bo mnie właśnie chyba najbardziej w tym musicalu (poza oczywiście scenografią i kostiumami - na co zwróciłaś uwagę) urzekły piosenki i wokale!
Niesamowicie pocieszny, obdarzony interesującym głosem z piachem Christophe Maé w roli Monsieura i jego "Ça marche" (nie, w sumie we wszystkich swoich numerach jest genialny), Merwan Rim (to są jego prawdziwe włosy!) jako Duc de Beaufort i jego elektryzujące interakcje z Victorią Petrosillo (Izabelą z ludu) - "Contre ceux d'en hau", "Qu'avons-nous fait de vous ?" i w końcu poruszająca "Entre ciel et terre"... W ogóle wokal Victorii wywołuje u mnie ciary za każdym jednym razem... Jak ona zaśpiewał z tą Ludwikową owieczką... W zasadzie wokalnie nie porwał mnie jedynie sam Ludwik czyli Emmanuel Moire. Żadna jego piosenka tak naprawdę nie zrobiła na mnie wrażenia...
No i dwa momenty, kiedy śpiewają wszyscy lub prawie wszyscy: "Requiem Aeternam", wywołujące niespodziewane wilgotnienie oczu i przeciwnie - finałowe "Tant qu'on rêve encore", wzruszające w ten drugi, ciepły sposób, wywołujące banana na pysku i miłe ciepło na serduchu.
Naprawdę nie rozumiem, Rito, co się nie zadziało, ale oczywiście szanuję, że Ci się nie spodobały! Może by potrzebowały jeszcze jednej szansy? Jeszcze jednego przesłuchania?

a drugi - nie mniej istotny - że potencjał historii Ludwika XIV został moim zdaniem w tym musicalu zmarnowany.
Początek się jeszcze zapowiadał, ta matka, ten kardynał itd., ale jak to się potem obróciło praktycznie tylko w stronę kochanek Ludwika to się dość mocno rozczarowałam. No sorry, za jego czasów zbudowano potężne budowle, rozbudowano Wersal, Paryż się rozrósł, Francja wojowała na prawo i lewo i stała się kulturalnym pępkiem świata, a tu tylko takie pitu-pitu jak w telenoweli - i to jeszcze z wiecznie młodym Ludwikiem, chociaż historia mówi nam, że jak się żenił z Franciszką to był już sobie panem pod pięćdziesiątkę. No i oczywiście ani słowa o tym, że to było małżeństwo morgantyczne - bez żadnych przywilejów dla Franciszki - tylko sam lukier i budyń z soczkiem. Wiadomo, musical to nie traktat historyczny, ale ile by się z tych innych aspektów życia króla dało wyciągnąć materiału!

No wiesz, nie mogli opowiedzieć wszystkiego - w końcu trwałoby to lekko szesnaście godzin. O Wersalu i kulturalnym pępku świata jest w piosence "Et vice Versailles".
Na początku jest wojna, z której Ludwik wraca ledwo żywy. Jest i Fronda z jej spiskami (a to nie czasem czasy Ludwika XIII?) i biedny de Beaufort zakuty w żelazną maskę.
Jest niemniej istotny Colbert jako szara eminencja Ludwika.
To musical, musieli iść na pewne uproszczenia, kompromisy (chociaż teraz mi się przypomniało, że Sisi się starzała...). A że skupili się na miłości? Czemu nie? Najpopularniejszy i najbardziej chwytny temat wszech czasów. Zgadzam się, że spłycili historię Króla Słońce, jednak nie uważam, żeby było to coś złego. Efekt artystyczny został osiągnięty. A o to przede wszystkim chodzi w musicalach. Historia się klei, nie ma luk czy niedomówień. A lepiej jest dla widza zostać ze świadomością, że Franka ożeniła się szczęśliwie. Ludzie lubią szczęśliwe zakończenia. Informacja, że Ludwik nie dał jej żadnych przywilejów nie wniosłaby nic do fabuły, a jedynie pozostawiła w odbiorcy pewien niesmak (a i tak już dostatecznie ciężko jest Ludwika polubić).
Nie, według mnie, scenarzyści nie zrobili tej historii nic złego.

Wygląda na to, że nagranie nieniepokojone przez nikogo jest już na YT od ponad roku. Ale na wszelki wypadek polecam zainstalować w Firefoksie DownloadHelper i skorzystać z jego możliwości ;)

O, to widocznie już sobie odpuścili. Pamiętam, że kiedyś ścigali nawet pojedyncze utwory. A co do downloadera - mam już swoje TW na dwóch płytkach. ;]

Swoją drogą, dlaczego Roma nie wydaje obok CD również DVD ze swoimi musicalami? Niektóre teatry zagraniczne tak robią... Choćby w limitowanym nakładzie... Moim zdaniem absolutnie nie byliby stratni, a jaka by to była radość dla fanów i gratka dla potomnych!


Ach, też mnie to nurtuje. Może ktoś mądry wyliczył, że by im się to nie opłaciło...? Z tego, co wiem, Pan Dyrektor jest dosyć obliczony... Może to to?

Och tak, nasza wersja jest wspaniała! Nawet nasz Herbert jest fantastyczny!


Oj tak, ja się cieszyłam na jego widok do monitora, a na żywo to dopiero musiało być coś :D


To rzuć okiem na last show Wociala:
https://www.youtube.com/watch?v=kNdfn4Dz7FI

Chyba bym spadła z fotela, gdyby było mi dane tam wtedy być...

Jasne, obejrzę. Tyle się już wcześniej naczytałam nad nim zachwytów, że to mus.


Przekonana jestem, że w końcu skusisz się na oba zarejestrowane jego występy. Zwróć uwagę na histerię, jaką wywołuje u lasek na widowni. Nie brzmi to znajomo? ;]

Ach i unikaj jak ognia wersji broadwayowskiej!


Tja, też czytałam, że masakra i że w ogóle zeszło ze sceny po kilku przedstawieniach. Na szczęście aż tak bardzo mi się nie nudzi, bym się chciała przekonać, dlaczego ;)


Tak Ci powiem: na trzeźwo nie da rady. :P Obejrzałyśmy z koleżankami i najlepiej poziom tego dzieła oddaje fakt, że podczas seansu kumpela nagle zaczęła nas pytać o jakieś notatki z łaciny. Takie było wciągające. :D

Och, a jaką wersję, jaką?


A z Wiednia: http://youtu.be/ktQKXpHE1Qo?t=21m45s No ta gondola czy cokolwiek to jest mnie nieco umarła :D


Pff, ja nawet nie zwróciłam na nią uwagi! :D
Ach, wiec to jest ta moja ulubiona wersja. BTW, nie uważasz, Ze Serkan Kaya jako Lucheni jest niesamowity?
A co do wersji - istnieje jeszcze druga, starsza z Uwe Krögerem i Pią Douwers (która niedawno odwiedziła Polskę). Według niektórych to właśnie ta starsza odsłona jest lepsza a Uwe lepszym Todem, niż Mate.
Tak tylko sygnalizuję.

Jak chcesz przyjechać na koncert i iść razem ze mną, to się odezwij na PW. ;)

Ano, muszę się z tym przespać. ;]

Tak sobie myślę, co by tu teraz obejrzeć. Może zobaczę, za czym tak ostatnio szaleją w Londynie? :D
https://www.youtube.com/watch?v=OKkLV1zE8M0

W zeszłym roku byłam na koncercie Ale Musicale w Romie i wykonali to w wersji polskiej. Na West Endzie podobno ludzie zabijają się za bilety na to ;)


O, nie słyszałam nigdy o tym (W ogóle ostatnio trochę wypadłam z obiegu)... Sama nie wiem, co o tym sądzić.
Ja teraz czekam na Romową odsłonę musicalu "Mamma mia!". Jakoś na dniach maja podać obsadę.
Nie pamiętam, wspominałyśmy już o tym musicalu?
"Czekaj i nie trać nadziei"
"Żeby czekać trzeba żyć"
"Do, or not do - there is no try"
Awatar użytkownika
Emeela
Beatlesiak
 
Posty: 1293
Rejestracja: Śro Maj 10, 2006 10:11 am
Miejscowość: Piernikowo

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Rita » Wto Wrz 02, 2014 2:52 pm

Niewykluczone, że dam Le Roi Soleil jeszcze jedną szansę. A może po prostu posłucham samej ścieżki dźwiękowej. Ale po pierwszym seansie jest tak, jak mówię. Niestety :(

Będę jednak upierać się przy zdaniu, że potencjał tego musicalu został zmarnowany. Rozumiem, kompromisy kompromisami i wszystkiego upchnąć się nie da, ale... Ja na przykład takie "Les Mis" cenię za to, że taką knigę jak Nędznicy można było "przerobić" na musical włączając w niego i utwór o prostytutkach, i kawałek Thenardiera o prowadzeniu karczmy, i pieśń znękanej biedoty paryskiej. Takie rzeczy nadają fantastycznego "tła" całej historii, chociaż pozornie są nieistotne. Jak słusznie zauważyłaś (i o czym wcześniej wspomniałam ;) ), na początku historia Ludwika biegnie mniej więcej w tym kierunku. Potem to się psuje. I, nawiązując już do tytułu, gdzie w tym całym musicalu "Król Słońce"? Jest tam tak naprawdę? Jest król romansowy, oczywiście bardzo uczuciowy i miłościwy, hię hię. No nie wiem, jak dla mnie niedosyt ;)

Jakub Wocial - he, he, widziałam ten last show oczywiście, zazdroszczę tym, którzy tam wtedy byli :D

Odnośnie Mamma Mia - rozmawiałyśmy o nim bardziej w kontekście filmu. Decyzja o wyborze przez Kępczyńskiego akurat MM była dla mnie, nie ukrywam, sporym rozczarowaniem. Filmu nie lubię i nie spodziewam się, bym polubiła musical. Generalnie rzadko przekonują mnie musicale robione na zasadzie, że z już istniejących utworów tworzymy historię (stąd nie przepadam i za "Across the Universe", i za "Moulin Rouge"...). Ale z pewnych powodów to nawet cieszę się, że teraz w Romie będzie coś, czego nie żal będzie mi przeoczyć.

A ten "Taniec Wampirów", który posiadasz, to... co to jest? Obstawiam, że to inne przedstawienie niż to na YT... Jakieś lepsze? Lepiej nagrane? Powiedz coś więcej proszę :)
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie
Rita
Beatlesiak
 
Posty: 1958
Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Miejscowość: Warszawa

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Emeela » Śro Wrz 03, 2014 11:30 am

Rita napisał(a):Będę jednak upierać się przy zdaniu, że potencjał tego musicalu został zmarnowany. Rozumiem, kompromisy kompromisami i wszystkiego upchnąć się nie da, ale... Ja na przykład takie "Les Mis" cenię za to, że taką knigę jak Nędznicy można było "przerobić" na musical włączając w niego i utwór o prostytutkach, i kawałek Thenardiera o prowadzeniu karczmy, i pieśń znękanej biedoty paryskiej. Takie rzeczy nadają fantastycznego "tła" całej historii, chociaż pozornie są nieistotne. Jak słusznie zauważyłaś (i o czym wcześniej wspomniałam ;) ), na początku historia Ludwika biegnie mniej więcej w tym kierunku. Potem to się psuje. I, nawiązując już do tytułu, gdzie w tym całym musicalu "Król Słońce"? Jest tam tak naprawdę? Jest król romansowy, oczywiście bardzo uczuciowy i miłościwy, hię hię. No nie wiem, jak dla mnie niedosyt ;)


Pewnie masz rację. Wiesz, porównywać to z takim dziełem jak "Nędznicy" to aż nie ma jak - wszystko niemal, moim zdaniem, przy "Nędznikach" wypada blado. Dla mnie to chyba musical wszech czasów....
Wiesz, "Le roi soleil" był chyba pierwszym musicalem, jaki widziałam (nie licząc "Grease" w dzieciństwie) - w każdym razie pierwszym w wersji scenicznej. I całkowicie mnie zaczarował. Może to też ma wpływ na moje jego postrzeganie. Był to bardzo dobry okres w moim życiu, pełen ciepła i radości, ach no i wypełniony odkrywaniem tak wspaniałej gałęzi sztuki, jak musicale. To też musiało mieć wpływ. Dla mnie... jest chyba w pierwszej trójce ulubionych. Albo czwórce.

Odnośnie Mamma Mia - rozmawiałyśmy o nim bardziej w kontekście filmu. Decyzja o wyborze przez Kępczyńskiego akurat MM była dla mnie, nie ukrywam, sporym rozczarowaniem. Filmu nie lubię i nie spodziewam się, bym polubiła musical. Generalnie rzadko przekonują mnie musicale robione na zasadzie, że z już istniejących utworów tworzymy historię (stąd nie przepadam i za "Across the Universe", i za "Moulin Rouge"...). Ale z pewnych powodów to nawet cieszę się, że teraz w Romie będzie coś, czego nie żal będzie mi przeoczyć.


A widzisz, alzheimer, he he. ;]
Ja z kolei film bardzo lubię i w sumie chciałabym wybrać się na wersję sceniczną. Nawet z czystej ciekawości. A, no i jeszcze okaże się, kto śpiewa. I jeszcze dlatego, że kiedyś tyle mnie ominęło (TW, Koty) i teraz mam potrzebę, by ni ominęło mnie nic.
O, to ja jednak nie mam nic przeciwko musicalom utworzonym z istniejących już utworów - i "Across the universe" i "Moulin rouge" bardzo lubię (zwłaszcza to drugie, o czym już wiesz)!
Ale fakt, wiele osób było zawiedzionych, kiedy się okazało, że to będzie "Mamma mia". Spotykałam się już z takimi opiniami.
Ja poczekam i popatrzę, co z tego będzie.

A ten "Taniec Wampirów", który posiadasz, to... co to jest? Obstawiam, że to inne przedstawienie niż to na YT... Jakieś lepsze? Lepiej nagrane? Powiedz coś więcej proszę :)

To jest właśnie dokładnie to samo!
O ile mi wiadomo, jest jedno jedyne takie całe nagranie - nie licząc sytuacji, gdy ktoś rejestrował pojedynczą piosenkę - jak w przypadku "last show" Wociala...
Może kiedyś wypłynie jakieś nowe... Szczerze mówiąc, nie miałabym nic przeciwko!
"Czekaj i nie trać nadziei"
"Żeby czekać trzeba żyć"
"Do, or not do - there is no try"
Awatar użytkownika
Emeela
Beatlesiak
 
Posty: 1293
Rejestracja: Śro Maj 10, 2006 10:11 am
Miejscowość: Piernikowo

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Rita » Nie Wrz 07, 2014 12:21 pm

Pod Twoim, nie ukrywam, wpływem obejrzałam sobie ekranizację "Upiora". Miałaś rację - jest genialna! Te kostiumy, te scenografie, te dodatkowe sceny, a przede wszystkim - aktorzy "śpiewający" główne role! Ja dopiero teraz tak naprawdę widzę, jak wiele "złego" naszemu Upiorowi zrobił wybór Janczak i Damiana Aleksandra na odtwórców Christine i Upiora - a szczególnie Janczak. W wykonaniu Emily Rossum Christine brzmi tak cudnie, tak niewinnie i świeżo, a przede wszystkim da się jej z przyjemnością słuchać i można "płynąć" z historią. No i sama Emily sama w sobie jest absolutnie w tej roli urocza. Upiór też jest o wiele bardziej przekonywający w swojej roli niż ten nasz sceniczny... Soundtrack z filmu w każdym razie zastąpi pewnie soundtrack Romowy w moim iPodzie (z wyjątkiem utworu tytułowego, w którym na szczęście partię Christine śpiewa Edyta Krzemień - co ona robiła w II obsadzie???). W każdym razie, gdyby nie Twoja rekomendacja pewnie bym nie sięgnęła po tę ekranizację i sporo straciła. Dzięki! :)

A ponadto obejrzałam sobie kolejną ekranizację musicalu z Barbrą Streisand w roli głównej - "Zabawną dziewczynę". Jest to musical oparty na życiu (albo raczej jego części) amerykańskiej aktorki komediowej Fanny Brice, dziewczyny wywodzącej się ze slumsów, której udało się zostać cenioną aktorką komediową i jednocześnie nawiązać głośny romans z pewnym hazardzistą ;)

Tutaj sławny występ Fanny na wrotkach, którym po raz pierwszy zjednała sobie serce publiczności:
https://www.youtube.com/watch?v=UpO_Np22I38

Film jakoś mnie nie porwał, chociaż mam świadomość, że był i jest powszechnie wychwalany. Wolę "Hello, Dolly" :)

Czy ja dobrze wnioskuję z wątku poświęconego Piosence Dnia, że obejrzałaś sobie "Mary Poppins"? :)
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie
Rita
Beatlesiak
 
Posty: 1958
Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Miejscowość: Warszawa

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Emeela » Pon Wrz 08, 2014 12:38 pm

Rita napisał(a):Pod Twoim, nie ukrywam, wpływem obejrzałam sobie ekranizację "Upiora". Miałaś rację - jest genialna! Te kostiumy, te scenografie, te dodatkowe sceny, a przede wszystkim - aktorzy "śpiewający" główne role! Ja dopiero teraz tak naprawdę widzę, jak wiele "złego" naszemu Upiorowi zrobił wybór Janczak i Damiana Aleksandra na odtwórców Christine i Upiora - a szczególnie Janczak. W wykonaniu Emily Rossum Christine brzmi tak cudnie, tak niewinnie i świeżo, a przede wszystkim da się jej z przyjemnością słuchać i można "płynąć" z historią. No i sama Emily sama w sobie jest absolutnie w tej roli urocza. Upiór też jest o wiele bardziej przekonywający w swojej roli niż ten nasz sceniczny... Soundtrack z filmu w każdym razie zastąpi pewnie soundtrack Romowy w moim iPodzie (z wyjątkiem utworu tytułowego, w którym na szczęście partię Christine śpiewa Edyta Krzemień - co ona robiła w II obsadzie???). W każdym razie, gdyby nie Twoja rekomendacja pewnie bym nie sięgnęła po tę ekranizację i sporo straciła. Dzięki! :)

Ojej, jak się cieszę!
Tak, podpisuję się, podpisuję! Emy jest niesamowita! Aż serce pęka, jak się spojrzy, jak potem potoczyła się jej kariera (Dragon Ball, serio?). Najlepsza Christine!
No i Gerard Butler...
Niby nie ma wybitnych warunków, ale z jaką pasją on śpiewa! Ba, ta niedbałość nawet pasuje mi do Upiora! I ten szkocki akcent!
Aż się nie chce wierzyć, że to aktor z "Draculi 2000", czy "300".
Ale i ta scenografia! Uwielbiam. Nie wyobrażam już sobie innej wersji "Upiora" i chyba innej bym już nie zaakceptowała.

A ponadto obejrzałam sobie kolejną ekranizację musicalu z Barbrą Streisand w roli głównej - "Zabawną dziewczynę". Jest to musical oparty na życiu (albo raczej jego części) amerykańskiej aktorki komediowej Fanny Brice, dziewczyny wywodzącej się ze slumsów, której udało się zostać cenioną aktorką komediową i jednocześnie nawiązać głośny romans z pewnym hazardzistą ;)

Tutaj sławny występ Fanny na wrotkach, którym po raz pierwszy zjednała sobie serce publiczności:
https://www.youtube.com/watch?v=UpO_Np22I38

Film jakoś mnie nie porwał, chociaż mam świadomość, że był i jest powszechnie wychwalany. Wolę "Hello, Dolly" :)


Oba do nadrobienia w moim przypadku.

Czy ja dobrze wnioskuję z wątku poświęconego Piosence Dnia, że obejrzałaś sobie "Mary Poppins"? :)


Ano sobie obejrzałam!
To znaczy najpierw obejrzałam sobie rewelacyjny "Ratując Pana Banksa" o trudnych negocjacjach między Waltem Disneyem, a autorką "Mary", P.L. Travers, przez które ekranizacja mało co nie doszłaby do skutku w ogóle.
Tam znalazła się następująca scena:
https://www.youtube.com/watch?v=viMiMku-w2Q
Urzekł mnie ten moment niesamowicie i wzruszył i chyba głównie ze względu na niego właśnie, zdecydowałam się obejrzeć "Mary Poppins".
A do tego właśnie zaczytuję się w biografii Walta Disneya...
No i nadszedł czas. Musical jest rewelacyjny, moim zdaniem. Piosenki wbijają się w głowę, zaśpiewane ładnie, zagrane uroczo i tak bardzo disneyowsko, że nie mogło mi się nie spodobać.

A wczoraj w radio usłyszałam piosenkę z musicalu "Rudolf" (o austriackim arcyksięciu, synu Sisi):
https://www.youtube.com/watch?v=KluehCB8J7w
Co prawda wykonanie było znacznie bardziej klasyczne, niż to, o wiele piękniej zaśpiewane, niestety nie znalazłam go nigdzie w sieci. Tak czy siak, wycisnęło mi łzy z oczu i chyba się skuszę na ten musical...
"Czekaj i nie trać nadziei"
"Żeby czekać trzeba żyć"
"Do, or not do - there is no try"
Awatar użytkownika
Emeela
Beatlesiak
 
Posty: 1293
Rejestracja: Śro Maj 10, 2006 10:11 am
Miejscowość: Piernikowo

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Rita » Wto Wrz 09, 2014 11:32 pm

Emeela napisał(a):Ojej, jak się cieszę!
Tak, podpisuję się, podpisuję! Emy jest niesamowita! Aż serce pęka, jak się spojrzy, jak potem potoczyła się jej kariera (Dragon Ball, serio?). Najlepsza Christine!


No Emmy, nie Emily, ech! :)
Jak sprawdziłam przebieg jej kariery na YouTube, to też w to nie mogłam uwierzyć... Przecież ta dziewczyna jest stworzona do musicali!

Może gdyby tworzyli nową wersję My Fair Lady z nią właśnie, a nie z Carey Mulligan (oh really? :? ), to bym wtedy nawet i zaakceptowała możliwość powstania nowej ekranizacji. Emmy zresztą ma coś w sobie z Audrey Hepburn - nie wiem, czy widziałaś, ale grała w takim biograficznym filmie telewizyjnym o AH, gdzie grała ją kilkunastoletnią, i fajnie jej to wyszło. A skoro jest inaczej to mam nadzieję, że ta nowa ekranizacja nigdy nie powstanie ;)


No i Gerard Butler...
Niby nie ma wybitnych warunków, ale z jaką pasją on śpiewa! Ba, ta niedbałość nawet pasuje mi do Upiora! I ten szkocki akcent!


Dokładnie. Jest doskonałym upiorem!

To znaczy najpierw obejrzałam sobie rewelacyjny "Ratując Pana Banksa" o trudnych negocjacjach między Waltem Disneyem, a autorką "Mary", P.L. Travers, przez które ekranizacja mało co nie doszłaby do skutku w ogóle.
Tam znalazła się następująca scena:
https://www.youtube.com/watch?v=viMiMku-w2Q
Urzekł mnie ten moment niesamowicie i wzruszył i chyba głównie ze względu na niego właśnie, zdecydowałam się obejrzeć "Mary Poppins".


Ten film to ja również muszę wreszcie zobaczyć!

Musical jest rewelacyjny, moim zdaniem. Piosenki wbijają się w głowę, zaśpiewane ładnie, zagrane uroczo i tak bardzo disneyowsko, że nie mogło mi się nie spodobać.


W 100 proc. się zgadzam. Julie Andrews jest rewelacyjna i Oskar jej się za tę rolę należał do dwóch zdań. IMO właśnie za nią, a nie za rolę w "Dźwiękach muzyki", choć wiele osób pewnie nie zgodziłoby się ze mną ;) Tam Julie też jest genialna, ale sam musical wywołuje we mnie nudności.

No i nie ma w "Dźwiękach muzyki" kogoś na miarę przewspaniałego Dicka Van Dyke, którego wprost uwielbiam! :D
https://www.youtube.com/watch?v=k_mpaF5-SlU

A wczoraj w radio usłyszałam piosenkę z musicalu "Rudolf" (o austriackim arcyksięciu, synu Sisi):
https://www.youtube.com/watch?v=KluehCB8J7w
Co prawda wykonanie było znacznie bardziej klasyczne, niż to, o wiele piękniej zaśpiewane, niestety nie znalazłam go nigdzie w sieci. Tak czy siak, wycisnęło mi łzy z oczu i chyba się skuszę na ten musical...


Dopisuję do listy do obejrzenia :)
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie
Rita
Beatlesiak
 
Posty: 1958
Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Miejscowość: Warszawa

Re: Musical i film muzyczny

Postprzez Emeela » Pią Wrz 12, 2014 12:49 pm

Rita napisał(a):No Emmy, nie Emily, ech! :)

Absolutnie nie miałam na myśli cię poprawiać! Sama w sumie nie wiem, jak dziewczyna ma na imię. ;)

Przecież ta dziewczyna jest stworzona do musicali!

Może gdyby tworzyli nową wersję My Fair Lady z nią właśnie, a nie z Carey Mulligan (oh really? :? ), to bym wtedy nawet i zaakceptowała możliwość powstania nowej ekranizacji. Emmy zresztą ma coś w sobie z Audrey Hepburn - nie wiem, czy widziałaś, ale grała w takim biograficznym filmie telewizyjnym o AH, gdzie grała ją kilkunastoletnią, i fajnie jej to wyszło. A skoro jest inaczej to mam nadzieję, że ta nowa ekranizacja nigdy nie powstanie ;)

Tak sobie myślę, że masz racje co do My Fair Lady. I zastanawiam się gdzie jeszcze by mi pasowała - zarówno wokalnie, jak i aktorsko. Może Cosette? Może Sara? Jak sądzisz?

Ten film to ja również muszę wreszcie zobaczyć!

Polecam z całego serca! Jest sam w sobie taki disneyowski - uroczy, wzruszający, ciepły i zabawny jednocześnie. No i co za obsada - Emma Thompson, Tom Hanks i zaskakująco rewelacyjny Colin Farrell.
Dodam jeszcze, że obraz dba o najmniejsze szczegóły - czytałam ostatnimi dniami wspaniałą biografie Disneya i dzięki temu wyłapywałam smaczki - jak chociażby jego legendarny kaszel, który dawał znać pracownikom, że nadchodzi.
W 100 proc. się zgadzam. Julie Andrews jest rewelacyjna i Oskar jej się za tę rolę należał do dwóch zdań. IMO właśnie za nią, a nie za rolę w "Dźwiękach muzyki", choć wiele osób pewnie nie zgodziłoby się ze mną ;) Tam Julie też jest genialna, ale sam musical wywołuje we mnie nudności.

Oj, "Dźwięki muzyki" kolejne do listy...
tak, Andrews jest zachęcająca. (:D) chociaż - zapewne wiesz, że wybitnie nie odpowiadała pani Travers jako Mary - za młoda i zbytnia z niej trzpiotka. ;)

No i nie ma w "Dźwiękach muzyki" kogoś na miarę przewspaniałego Dicka Van Dyke, którego wprost uwielbiam! :D
https://www.youtube.com/watch?v=k_mpaF5-SlU


Wspaniały z niego Bert! Ach i ten legendarny taniec z animowanymi pingwinami!
"Czekaj i nie trać nadziei"
"Żeby czekać trzeba żyć"
"Do, or not do - there is no try"
Awatar użytkownika
Emeela
Beatlesiak
 
Posty: 1293
Rejestracja: Śro Maj 10, 2006 10:11 am
Miejscowość: Piernikowo

Następna

Wróć do Ob-la-di, Ob-la-da

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 4 gości

cron