Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Tu można się przedstawić, umówić się na spotkania w realu, itd.

Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez submarine90 » Śro Kwi 06, 2011 10:37 pm

WITAM WSZYSTKICH !!

Z wielką przyjemnością chciałabym Was zaprosić na kolejną edycję krakowskiego Dnia Beatlesów, który odbędzie się 4 czerwca 2011.

W tym roku zapowiada się naprawdę ciekawie, dołożyliśmy wszelkich starań by impreza mogła być wyjątkowa.
Co planujemy?

13.00 Empik With The Beatles
Spotkanie w Empiku z Piotrem Metzem, tłumaczem najnowszej biografii Paula McCartneya
Rozmowy o książce i innych wydawnictwach związanych z Beatlesami.

15.00 I Want To Tell You
Panel dyskusyjny
Rozmowy o The Beatles i nie tylko. Ciekawostki, informacje, fakty i dygresje znanych gości. Dyskusje z publicznością. W rozmowie zabiorą głos tacy znawcy tematu jak Piotr Metz (dziennikarz muzyczny), Jerzy Jarniewicz (poeta, krytyk literacki i tłumacz), Marcin Świetlicki (muzyk, poeta), Tymon Tymański (muzyk) oraz Rod Davies (lider zespołu The Quarrymen).

17.30 I’m Happy Just To Dance With You
Warsztaty tańca rock’n’roll.
Warsztaty zostaną przeprowadzone przez instruktorów tańca z akademii tańca Swing & Sway specjalizującej się w klasycznym stylu rock’n’roll.

20.00 All Together Now !
Koncerty na żywo połączone z aukcją obrazów. Zagrają dla nas:
THE QUARRYMEN
The Quarrymen - To pierwszy zespół jaki założył John Lennon. The Quarrymen to zespól, w którym po praz pierwszy wspólnie grali John Lennon, Paul McCartney oraz George Harrison. Część oryginalnego składu The Quarrymen nadal działa, wykonując muzykę folkową – skiffle. Ich pojawienie się w Polsce to prawdziwe wydarzenie muzyczne !
The Bootles
Tymon Tymański & The Transisors


Dochody z aukcji i część wpływów ze sprzedaży biletów zostaną przeznaczone na spełnienie marzenia podopiecznego Fundacji Mam Marzenie.

W tym roku panel dyskusyjny poprowadzi pan Piotr Metz.

Serdecznie zapraszam wszystkich do wspólnej zabawy w (miejmy nadzieję) piękny sobotni dzień.
Więcej informacji o imprezie znajdziecie na http://www.beatlesday.pl, dołączcie do nas na FACEBOOKu !
submarine90
Nowhere Man
 
Posty: 3
Rejestracja: Pią Kwi 09, 2010 9:04 pm

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez submarine90 » Wto Maj 24, 2011 10:27 pm

Witajcie,

Z powodu pewnych problemów technicznych, strona Dnia Beatlesów w Krakowie to teraz : www.beatlesday.com.pl Zapraszamy !

Bilety można zamawiać na : bilety@beatlesday.com.pl

Za utrudnienia przepraszamy !

Chciałam was jednocześnie zachęcić do dołączania do wydarzenia na naszej stronie na facebooku: http://www.facebook.com/event.php?eid=2 ... 285&ref=ts

Im nas będzie więcej, tym weselej !!

A czy ktoś z was, drodzy forumowicze się wybiera?

Pozdrawiam !
submarine90
Nowhere Man
 
Posty: 3
Rejestracja: Pią Kwi 09, 2010 9:04 pm

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez Yer Blue » Pią Maj 27, 2011 3:50 pm

Wie ktos moze czego własciwie mozna sie spodziewac po koncercie The Quarrymen? Jaki oni repertuar graja?
Image
Awatar użytkownika
Yer Blue
Beatlesiak
 
Posty: 4269
Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Miejscowość: Bielsk Podlaski

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez macho » Sob Maj 28, 2011 10:37 am

Do tegorocznego Beatles Day zostało równo tydzień, więc czas najwyższy podnieść temat i zapytać wprost: kto się wybiera i kogo ewentualnie będę mógł spotkać w Krakowie?

Wiem, że kilku moich znajomych, którzy po zeszłorocznej edycji deklarowali się, że w tym roku ich nie zabraknie, zmienili nastawienie po tym, jak w okolicy pojawił się koncert Ringo. No cóż, nie wydaje mi się, że te dwa wydarzenia mogą ze sobą konkurować. Wręcz przeciwnie - wydają się być wspaniałym uzupełnieniem w czerwcowym wachlarzu beatlesowskich atrakcji jakie na nas czekają! Szczególnie nastawiam się na dwa pierwsze punkty programu. Wieczorny koncert Quarrymen i reszty muzyków to tylko dokładka do dania głównego.

Image

Yer Blue napisał(a):Wie ktos moze czego własciwie mozna sie spodziewac po koncercie The Quarrymen? Jaki oni repertuar graja?
Mam ich nagrania w swojej bibliotece i graja dokładnie to samo co pól wieku temu, czyli rockandrollowy klimat przeplatają skiffle i odrobiną wczesnego rocka. Głównie są to dobrze znane standardy, na których się wychowywali i prezentowali szerszej (czasami węższej) publiczności na liverpoolskich potańcówkach. Buddy Holly, Eddie Cochran, Jerry Lee Lewis, Carl Perkins, Lonnie Donegan, Elvis Presley, Geny Vincent... wiesz, wszystko to o czym była mowa między innymi na pierwszej części Anthology.

Jeśli interesują Cię konkretne kompozycje, których można się spodziewać, to przygotuj się na coś z tej listy:

Maggie May / I'm Left, You're right, She's Gone / Twenty Flight Rock / Down By The Riverside / Come Go With Me / Puttin' On The Style / That'll Be The Day / Baby Let's Play House / Memphis Tennessee / In Spite Of All The Danger / All Shook Up / Rock Island Line / Blue Suede Shoes / Midnight Special / Blue Moon Of Kentucky / I Forgot to Remember To Forget / Whole Lotta Shakin' / That's All Right Mama / Don't Be Cruel / Bebop A Lula...

To utwory, które znalazły się na dwóch płytach, zarejestrowane i wydane przez The Quarrymen kilka lat temu.

pozdrawiam
macho
Awatar użytkownika
macho
Beatlesiak
 
Posty: 2132
Rejestracja: Pon Wrz 23, 2002 4:06 pm
Miejscowość: Wrocław

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez Rita » Sob Maj 28, 2011 1:20 pm

Ja będę :)
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie
Rita
Beatlesiak
 
Posty: 1958
Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Miejscowość: Warszawa

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez Yer Blue » Sob Maj 28, 2011 1:38 pm

macho napisał(a):Do tegorocznego Beatles Day zostało równo tydzień, więc czas najwyższy podnieść temat i zapytać wprost: kto się wybiera i kogo ewentualnie będę mógł spotkać w Krakowie?


Jer Tfu jak wiesz bedzie.

macho napisał(a):Wiem, że kilku moich znajomych, którzy po zeszłorocznej edycji deklarowali się, że w tym roku ich nie zabraknie, zmienili nastawienie po tym, jak w okolicy pojawił się koncert Ringo. No cóż, nie wydaje mi się, że te dwa wydarzenia mogą ze sobą konkurować. Wręcz przeciwnie - wydają się być wspaniałym uzupełnieniem w czerwcowym wachlarzu beatlesowskich atrakcji jakie na nas czekają!


Dla mnie to bedzie znakomite preludium do 15 czerwca. Takie napiecie przed nadchodzacym świetem, prawie goraczka.
W ogole mam cos takiego, że poraz trzeci w zyciu przechodze objawy jakiejs tam Beatlemanii, wiec im wiecej Beatle-świat w tym okresie tym lepiej. Bo juz za miesiac -dwa znow mi przeminie, to tylko chwilowy stan.

macho napisał(a):Szczególnie nastawiam się na dwa pierwsze punkty programu. Wieczorny koncert Quarrymen i reszty muzyków to tylko dokładka do dania głównego.


Dla mnie 1-Tymon, 2-Quarrymen, 3- zwiedzenie Krakowa.
Jesli chodzi o panel dyskusyjny to pewnie nic wielkiego z niego nie wyniose, a Tymon im staszy tym szybciej gada i mniej wyraznie, chyba bedzie potrzebny tłumacz ;) Mam nadzieje, że bedzie mozna pogadac na osobnosci, bo wspolna dyskusja to pewnie bedzie bełkot i frazesy.

macho napisał(a):
Yer Blue napisał(a):Wie ktos moze czego własciwie mozna sie spodziewac po koncercie The Quarrymen? Jaki oni repertuar graja?
Mam ich nagrania w swojej bibliotece i graja dokładnie to samo co pól wieku temu, czyli rockandrollowy klimat przeplatają skiffle i odrobiną wczesnego rocka. Głównie są to dobrze znane standardy, na których się wychowywali i prezentowali szerszej (czasami węższej) publiczności na liverpoolskich potańcówkach. Buddy Holly, Eddie Cochran, Jerry Lee Lewis, Carl Perkins, Lonnie Donegan, Elvis Presley, Geny Vincent... wiesz, wszystko to o czym była mowa między innymi na pierwszej części Anthology.

Jeśli interesują Cię konkretne kompozycje, których można się spodziewać, to przygotuj się na coś z tej listy:

Maggie May / I'm Left, You're right, She's Gone / Twenty Flight Rock / Down By The Riverside / Come Go With Me / Puttin' On The Style / That'll Be The Day / Baby Let's Play House / Memphis Tennessee / In Spite Of All The Danger / All Shook Up / Rock Island Line / Blue Suede Shoes / Midnight Special / Blue Moon Of Kentucky / I Forgot to Remember To Forget / Whole Lotta Shakin' / That's All Right Mama / Don't Be Cruel / Bebop A Lula...


Dzieki. Te kawałki troche zlewaja mi sie w jedno, ale jednak słyszane na zywo przez protoplastów Beatlesów beda odebrane z jakas iskierka magii, tak mi sie wydaje. Tak naprawde wazne dla mnie utwory sa tutaj 2: That'll Be The Day i In Spite Of All The Danger, czyli te prapoczatki z Anthology 1, do ktorych mam ogromny sentyment.
Image
Awatar użytkownika
Yer Blue
Beatlesiak
 
Posty: 4269
Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Miejscowość: Bielsk Podlaski

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez Mimire » Sob Maj 28, 2011 2:02 pm

Do pytania zadanego wcześniej:
ja na pewno będę :)
Pamiętam jak dziś, parę minut po zakończeniu zeszłorocznego Beatles Day, pomyślałam sobie, że już nie mogę doczekać się następnego, a to już cały rok zleciał w mgnieniu oka.
Mam nadzieję, że pogoda dopisze, a tegoroczny Dzień Beatlesów będziemy wspominać jeszcze lepiej niż ostatni :)
Image
Awatar użytkownika
Mimire
Little Child
 
Posty: 12
Rejestracja: Pią Maj 20, 2011 10:04 pm

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez Dominika » Sob Maj 28, 2011 3:59 pm

Ja też będę! :)
Image
Awatar użytkownika
Dominika
fan sztabowy
 
Posty: 57
Rejestracja: Śro Lis 19, 2008 8:35 am

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez Yer Blue » Pon Cze 06, 2011 4:55 pm

Na razie musimy ochłonąć, ale relacje na pewno beda. Przeciez nie wykpimy sie jakimis dwoma, czy siedmioma zdaniami ;)
Dzieki wielkie najwspanialszej ekipie na świecie! Powtórka za 9 dni.
Image
Awatar użytkownika
Yer Blue
Beatlesiak
 
Posty: 4269
Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Miejscowość: Bielsk Podlaski

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez Ph.D. Jeremy Hillary Boob » Pon Cze 06, 2011 6:24 pm

Ja jestem cynikiem, więc nie muszę ochłaniać i moją recenzję możecie przeczytać już teraz. :P Ok, żarty, na bok! Oto moje wrażenia w formie tekstowej.

Moje wspomnienia zacznę pewnie od panelu (niestety na część Empikową nie dotarłem). Tegorocznej dyskusji w zasadzie nie da się porównywać z tą z poprzedniego roku, ponieważ tym razem pojawili się na niej nie ludzie, którzy rozmawiali z Beatlesami raz czy dwa, albo mają od nich pocztówki (bez urazy, też bym taką chciał), tylko z prawdziwymi przyjaciółmi Johna, Paula i George'a. Można było dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy od the Quarrymen, jak np. faktu, że In Spite of All the Danger dostało się na Antologię w wersji skróconej, albo że EMI ukradła od muzyków z Quarry Bank High School pomysł podłożenia nowych ścieżek pod stare nagrania. (Przepraszam ekspertów, którzy to pewnie wiedzą, za odkrywanie Ameryki). Pomijając słabe tłumaczenie (dzięki Bogu zostało w połowie zaniechane, bo dostałbym świra) i spóźnionego nieznacznie Tymona, panel przebiegł bez przeszkód. Tymon zresztą wykazał się godnym Beatlesów poczuciem humoru pytając the Quarrymen, czy nie mieliby czasem pożyczyć stu funciaków. ;)

Tu opuszczę niestety kolejny punkt imprezy, mianowicie potańcówkę w Żaczku - urodziłem się z dwiema lewymi nogami (teraz co prawda mam przeszczepioną prawą od szympansa, ale nic to nie pomogło).

Koncert wspominam wspaniale i marzy mi się więcej takich występów. The Quarrymen grali i śpiewali profesjonalnie i, co ważniejsze, z serca. Ogólnie bardzo dobrze się trzymają, widać i słychać, że nie zniszczyły ich ani liczne koncerty, ani narkotyki, które dobrały się do skóry wielu muzykom rockowym. Najbardziej chyba ucieszyły mnie piosenki skiffle'owe i wykorzystanie tarki. Szkoda tylko, że zabrakło banjo. Zawiedli natomiast dźwiękowcy - często nie było słychać solówek i panowie narzekali na złe głośności instrumentów w odsłuchu. :( I niech się oni wreszcie nauczą angielskiego, gdyby nie gościnny basista, nigdy by chyba nie poprawili dźwięku. Poza tym, publiczność mogłaby czasem posłuchać swoich gości. Kilka razy muzycy musieli uciszać ze sceny tłum. Ładnie to tak?

The Bootles niezbyt mnie porwali. Grali całkiem w porządku, jednak zabrakło – uwaga, wyświechtany frazes - tego czegoś. I "tym czymś" na pewno nie było granie Yellow Submarine na punkową modłę, czy łączenie Stairway to Heaven z While My Guitar Gently Weeps. Tymon Tymański z kolei, co zaskoczyło mnie dokumentnie, grał co najmniej nieźle. Wykonał naprawdę dużo coverów Beatlesów, a jego własne kompozycje były w mniejszości. Oby tak dalej! No i zakończył When the Music’s Over, a na bisy walnęli Marleya. Nie przychodzi mi do głowy lepszy set. :P

Wciąż dochodzi do mnie, że byłem na koncercie the Quarrymen. I nie tylko: mam ich autografy, zdjęcia i rozmawiałem z nimi. To naprawdę wspaniali goście, wciąż młodzi sercem.
alias Dawidsu
Awatar użytkownika
Ph.D. Jeremy Hillary Boob
Sierżant Pepper
 
Posty: 147
Rejestracja: Czw Cze 10, 2004 12:43 pm
Miejscowość: Nowhere Land

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez macho » Pon Cze 06, 2011 7:43 pm

W Krakowie spędziłem niecałe 20 godzin. Dzieło się jednak tyle, że aż trudno mi się skupić i coś napisać. Ale do rzeczy.

Zacznijmy od tego, że od samego rana prześladował mnie pech. Mój organizm rozsynchronizował się do tego stopnia, że nie byłem w stanie dopasować wczesnej pory do aktualnego rozkładu jazdy pociągów. Tym sposobem zaspałem dwa razy a gdy dotarłem w końcu na pociąg, wiedziałem, że i tak nie dojadę na początek pierwszego punktu programu. No trudno! Wiedziałem jednak, że na sali będzie Rita, Dominika i Maxwell, więc będę miał relację (ewentualnie nagrania) z pierwszej ręki! Wskoczyłem więc do wagonu i czytając jubileuszowy numer Tylko Rock ruszyłem w Magical Mystery Tour, która swój koniec dla mnie miała mieć w dawnej stolicy kraju! Po pierwszych 2 godzinach podróży doceniłem technikę i jej możliwości komunikacji na odległość. Telefoniczny kontakt z Maxwellem (który nie wiedząc czemu pojechał wcześniejszym pociągiem), resztą załogi będącej już na miejscu lub szykującej się do podróży umilił mi kolejne 3 godziny tułaczki w scenerii industrialnej przestrzeni górnego śląska. Mijając tablicę: KRAKÓW GŁÓWNY wiedziałem jedno: dotarłem...

Empik With The Beatles

Na miejscu czekał już na mnie mój przyjaciel Mateusz, którego mieszkanie (przy każdej mojej wizycie w tym pięknym mieście) jest schronieniem oraz bazą noclegową. Zresztą na zeszłorocznej edycji BD również u niego nocowaliśmy, choć trochę w innym składzie. Dotarliśmy razem na Rynek, wstępnie dogadaliśmy się w sprawie powrotu po imprezie i udaliśmy się w swoją stronę: on do domu, ja na 2 piętro EMPIKu, ulokowanego w sąsiedztwie krakowskiego oddziału Hard Rock Cafe.

Jak wspominałem, przyszedłem na spotkanie z niemal 30 minutowym opóźnieniem. Odnalazłem wśród ludzi Maxwella, zalogowałem się na wykładzinie dywanowej, wyciągnąłem sprzęt i ruszyłem z rejestracją tego, co w stanie byłem uchwycić. Na środku wydzielonego obszaru, w którym było spotkanie, znajdował się stolik a przy nim trzy osoby. Paulina Jędrychowska - organizatorka całego zamieszania, Piotr Metz oraz Jerzy Jarniewicz - poeta, krytyk literacki i tłumacz. Jako, że dobiegłem do salonu dość późno, ominęła mnie główna część związana z omówieniem przygotowywanej biografii McCartney'a. Niemniej jednak goście prowadzili dość ciekawą dyskusję na temat dostrzegalnych i słyszalnych różnic miedzy nośnikiem winylowym a kompaktowym, choćby na przykładzie Sgt. Pepper'a. I to było w sumie wszystko na co się załapałem, gdyż zaraz po tej dyskusji, spotkanie dobiegło końca. Zdążyłem jeszcze przywitać się z Paulina, zamienić z Panem Metzem kilka słów w sprawie konferencji z Ringo... i za chwilę wszyscy razem maszerowaliśmy przez krakowski Rynek w poszukiwaniu punktów usługowych (których sprzęty akurat tego dnia odmawiały posłuszeństwa). Na osłodę dowiedziałem się, że Rita nagrała tą część, która mi przepadła, więc pełni humoru (choć z pustymi brzuchami) udaliśmy się marszem do Sali Konferencyjnej Biblioteki Jagielońskiej...

I Want To Tell You

Panel dyskusyjny odbywał się w tym samym miejscu co w zeszłym roku, choć ludzi było mniej niż na wcześniejszej edycji. A szkoda, bo merytorycznie była utrzymana na bardzo wysokim poziomie. Głównie dlatego, że trzon całej debaty stanowili członkowie The Quarrymen, którzy jak wiadomo byli naocznymi świadkami prób, występów i nagrań młodego Lennona i McCartney'a. Poza tym, wychowywali się w Liverpoolu, więc opowieści o starych czasach (nie tylko związanymi z samym zespołem) naprawdę były dość ciekawe. Na scenie oprócz gości była również tłumaczka, która niestety - nie wypadła najlepiej. Poziom jej tłumaczenia mógł czasami wprowadzać w błąd osoby, które nieobeznane były z tematem Beatlesów. Nie chodzi tutaj o nie znajomość słówek. Bardziej chodzi o nieznajomość faktów, które przydatne by były osobie podczas tłumaczenia tej rozmowy. Efektem było to, że zrezygnowaliśmy z jej pomocy po kilku pierwszych minutach spotkania. Szkoda trochę ludzi, którzy nie znają języka Szekspira.

I tutaj ukłon w ich stronę: dostałem informację od Ph.D. Jeremy Hillary Boob'a, że na podstawie tego co zarejestrowałem, postara się przetłumaczyć to co działo się na panelu dyskusyjnym. Jeśli ktoś miał kłopot ze zrozumieniem - proszę o info!

Wracając do samej dyskusji - zostało poruszonych kilka ciekawych wątków. Z tych najlepszych i najciekawszych warto wspomnieć o dniu w którym John poznał Paula. Jak twierdzą świadkowie: nie wiedzą dlaczego Paul wciąż wspomina, że John był po kilku piwach. Każdy z nich pamięta, że John nie pił tego dnia alkoholu, zresztą nawet nie byłby go w stanie sobie kupić (w odróżnieniu od Colina Hantona, który już w tym czasie pracował). Ciekawa rzecz. Prawie tak samo jak pytanie o film "Nowhere Boy" i o to czy zespół został przedstawiony w nim tak jak powinien. Oprócz tego, że nie skakali po scenie podczas występów... to ponoć w 80 procentach film ponoć pokrywa się z tym jak właśnie było. Ostatnią rzecz to rozmowa o zapisie z Woolton '57 roku. Na taśmę zostało zarejestrowanych 12 utworów...ale właściciel taśmy skasował 10 nich, nagrywając w to miejsce coś innego! O losie!! Było też sporo rzeczy o samym Liverpoolu, muzyce tamtych lat, skiffle, relacjach z ex-beatlesami na obecna chwilę oraz o klubach w których grali. Musze przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem ich poczucia humoru. Wspaniali ludzie...o czym będę miał okazję się jeszcze przekonać w dalszej części programu! Z pytań, które udało mi się zadać (niestety jak panel dotarł już do finiszu) było to na temat zachowanych zdjęć, które mogą posiadać w swoich prywatnych zbiorach. Niestety - te, które powielane są w książkach i internecie, to wszystko co zachowało się się dzisiejszych czasów!

W czasie gdy publiczność robiła sobie pamiątkowe zdjęcia i podsuwała do podpisu książki i płyty, nasza paczka powiększyła swoja liczebność! Taaak! Do ekipy przyłączył się Dawid i wszyscy razem zamiast udać się na warsztaty tańca (które były następne w harmonogramie) udaliśmy się na warsztaty machania widelcem i wrzucania w siebie tzw. jedzenia! Kapitan Rita zarządziła: Greenway... (a jak Rita coś zarządzi to odwrotu już nie ma)

I’m Happy Just To Eat With You

Warsztaty kulinarne były naprawdę wyjątkowe. Wszyscy usiedliśmy przy jednym stoliku i w gorącej atmosferze pełnej zapachu przypraw oczekiwaliśmy telefonu on kolejnych trzech osób, które wędrowały w naszą stronę. Mowa tutaj o Maćku, Hubercie i Yer Blue, którzy dotarli do Krakowa tuz po panelu i bezskutecznie szukali nas w okolicy Żaczka. Spotkaliśmy się 10 minut później na ulicy Mikołajskiej i tutaj nastąpiło mało pogrupowanie: ja z Dawidem ruszyliśmy na chwilę do niego do domu, Dominika z Rita powędrowali w nieznanym mi bardziej kierunku a reszta rzuciła się do zwiedzanie Rynku. Wspólny plan był jeden: najpóźniej o 20:00 wszyscy widzimy się w klubie...

All Together Now

Kilkanaście minut po 20:00 poleciały ze sceny pierwsze akordy! Były to dźwięki wydobywające się z gitar The Quarrymen. Trochę zdziwiło mnie, że zespół rozpoczyna część koncertową, bo wg mnie był zdecydowanie gwoździem programu. Co tu dużo pisać - panowie z siwymi włosami byli niewątpliwie największa atrakcją tego wieczoru. Z ogromną charyzma zagrali standardy rock'n'rolla mieszając to z odrobiną skiffle a nawet sięgnęli po jeden numer Beatlesów. Oczywiście po "In My Life" podczas wykonywania którego na twarzy Garry'ego można było zauważyć emocje jakie niosło za sobą to wykonanie. Uwierzcie mi - on niemal płakał wykonując tribute dla przedwcześnie zmarłego Johna. Dla Johna przyjaciela i dla Johna muzyka! Było też trochę Presla'a, Perkinsa jak i patenty w stylu "Blue Moon of Kentucky" czy choćby "Midnight Special". Zespół niemal cały czas utrzymywał dobry kontakt z publicznością a nawet - co przeszło wszystkie moje przypuszczenia - zapraszał na scenę ludzi do pomocy przy obsłudze tarki. Totalne wariactwo! Na coś takiego nasza paczka odpowiedziała od razu. Jak tylko pojawiła się możliwość Hubert wspomógł zespół przy "Lost John" Donegana a ja dograłem się w bardziej skocznym "Freight Train" - przeboju Nancy Whiskey z 1957 roku.

Owoce tej scenicznej współpracy możecie zobaczyć tutaj:

The Quarrymen & Hubert - Lost John
http://www.youtube.com/watch?v=US8LK3_w5JU

The Quarrymen & macho - Freight Train
http://www.youtube.com/watch?v=qnArHxGWUqM

Przez większą cześć koncertu domagałem się (zresztą nie tylko ja) "Twenty Flight Rock" - to jeden z moich ulubionych kawałków z tamtej epoki. W końcu się doczekałem, niestety...na zakończenie przedstawienia. No cóż - jeśli to koniec to wariujemy jeszcze bardziej niż zazwyczaj! Tak tez było. Wg mnie - to najmocniejszy muzyczny punkt programu!

Po skończonym show, zespół udał się do swojej garderoby. My odczekaliśmy kilka minut, dając im czas by doszli do siebie... i ruszyliśmy na spotkanie! Plan zakładał zdobycie autografów i wykonanie wspólnych zdjęć, ale trochę się pozmieniało i doszły dodatkowe atrakcję. Ja, Hubert, Maxwell i Dawidsu wdaliśmy się w rozmowę na John Lowe na temat prób The Quarrymen. Jak to wyglądało, kto dominował, po jakie kawałki sięgali, co odrzucali. Opowiedział nam również o nagrywaniu "That'll Be the Day" i "In Spite of All the Danger" w liverpoolskim Phillips Sound Recording Service itd. Informacje i opowieści - bezcenne! W tym czasie dziewczyny - jak to dziewczyny - prowadziły jakieś prywatne dyskusję z Len Garrym. My jednak zajęliśmy się muzyką. Później był czas na wspólne fotki, podpisy i podziękowania. Nie wiem czy dobrze naliczyłem, ale wg spędziliśmy w środku łącznie 30 minut!

W międzyczasie zaczął się koncert The Bootels, więc jak znów zjawiliśmy się na parkiecie, chłopaki na scenie byli już po kilku kawałkach. Ja już w tym czasie odsunąłem się nieco od centrum zgromadzonej publiki i razem z Maxwellem, chłodząc się napojami, bawiliśmy się, że tak powiem z "drugiego planu". Śpiewaliśmy, wygłupialiśmy się itd. W sumie to co robimy na każdym wyjeździe, więc kto czasem była na imprezach ten wie co mam na myśli! : )
Bootelsi grali bardzo dynamicznie i z pazurem. Bardzo się cieszę, że zespół wyrobił sobie własny styl, dzięki czemu kompozycje Beatlesów czasem zyskiwały na świeżości. Szkoda tylko, że dźwiękowcy nie za bardzo się przyłożyli do swojej roli, bo wg mnie nagłośnienie nie było najmocniejszą cecha tego wieczoru.

Ostatnim punktem programu był występ Tymona Tymańskiego & The Transisors, w którym składzie na perkusji zagrał syn Tymona - Lukas. Rozczarował mnie ten koncert. Do czasu jak sięgali po kompozycje Beatlesów, było wszystko w porządku (mieli wspaniałe wykonanie "Tomorrow Never Knows"). Przełknąłem nawet ich własne kompozycję, które sprytnie wplatali w całość programu. Ale w momencie gdy promocja ich muzyki stała się główną częścią koncertu - zmęczyłem się. Zupełnie tak samo jak ludzie na poprzednich dwóch koncertach, więc serwowanie leniwych dźwięków reggae po północy było trochę nieprzemyślaną decyzją. Rezultat - 9 osób pod sceną, bujających się niczym w transie.

Całość skończy łam się około 01:00. W międzyczasie Hubert z Maćkiem ulotnili się z Żaczka. My na szybkiego pożegnaliśmy się z dziewczynami i w towarzystwie Dawidsu ruszyliśmy niemal biegiem na najbliższy przystanek. W autobusie jeszcze długo rozmawialiśmy o muzyce, o płytach, imprezie itd. I tak w zasadzie wszystko wyglądało....

Kto nie był - niech żałuje, bo było naprawdę wspaniale! Dziękuję organizatorom i wszystkim z Was którzy ze mną byli. To dzięki Wam bawiłem się tak wyjątkowo! Do zobaczenia w przyszłym roku. Mam nadzieję, że w tym samym składzie!

pozdrawiam
macho
Awatar użytkownika
macho
Beatlesiak
 
Posty: 2132
Rejestracja: Pon Wrz 23, 2002 4:06 pm
Miejscowość: Wrocław

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez Noelka » Pon Cze 06, 2011 8:00 pm

Dzięki za relacje i czekam na następne. Łukasz świetnie spisujesz się na scenie. Szkoda, że mnie tyle beatlesowskich atrakcji omija, mam za to inne :))
Image
Strawberry Fields Forever
Awatar użytkownika
Noelka
Beatlesiak
 
Posty: 1452
Rejestracja: Czw Lip 06, 2006 10:52 am

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez Dominika » Pon Cze 06, 2011 9:19 pm

Niewiele mogę dodać do tak trafnych i obszernych relacji :)
Aaaaale spróbuję :)

Do Krakowa przyjechałam już w piątek, z Ritą. Tam odebrał nas mój brat i nasz drogi po paru chwilach (i poszukiwaniu odpowiedniego przystanku :P ) się rozeszły.

Następnego dnia spotkałyśmy się około 11 (chyba) i po krótkim zwiedzaniu rynku udałyśmy się do Empiku. Tam siadłyśmy w pierwszym rzędzie (Ekhm!) i przysłuchiwałyśmy się rozmowie. Przez krótką chwilę nawet trzymałam sprzęt nagrywający, ale potem mój szef Rita stwierdziła "daj, ja to zrobię" I skończył się mój udział w tworzeniu zapisu dla pokoleń. :D

Następnie, po spotkaniu macho i Maxwella powędrowaliśmy na panel dyskusyjny, który był świetny. Tłumaczenie tłumaczeniem (już nic nie dodam, mam nadzieję, że większość nieścisłości spowodowana była stresem :) ), było bardzo ciekawie (nie będę się powtarzać odnośnie treści :) ). No i oczywiście poczucie humoru panów z The Quarrymen – bezcenne!! Po panelu zdobyliśmy z Maxwellem pierwszą serię autografów.

Potem, już z Dawidem, wybraliśmy się w długą wędrówkę w celu zdobycia pożywienia (tak, tytuł kapitan Rita jest bardzo trafny! :P ). A potem spotkaliśmy się z resztą, wszystko jak wyżej… Przyznam, że ponieważ nie znam Krakowa, kierunek, w który udałam się z Ritą też nie był mi za bardzo znany. :P

Ale! At last dotarłyśmy do Żaczka i rozpoczął się jeden z najlepszych koncertów, na których byłam! The Quarrymen grali naprawdę super, zgadzam się, był to ZDECYDOWANY gwóźdź programu i świetnie się bawiłam.
Potem, jak dla mnie, najpierw hmmm, ale potem najlepsza część wieczoru, czyli wizyta w garderobie! :D Poza autografami i zdjęciami, wraz z Ritą porozmawiałyśmy z Lenem Garrym, który od tamtej pory stał się moim ulubionym członkiem zespołu ! :D Ale nie wyjawię na forum jak się to wszystko potoczyło… bo nie , haha.
A potem były pamiątkowe zdjęcia i bardzo miłe pożegnanie.
Bardzo zaskoczył mnie Rod Davis, który wychodząc już z klubu sam z siebie podszedł do mnie i do Rity i nas przytulił na pożegnanie! ^_^

Koncerty The Bootels i Tymona widziałam trochę w kratkę, ale też bardzo mi się podobały. Zresztą tak, jak się spodziewałam :)
Mnie nie rozczarował występ Tymona, może dlatego między innymi, że When The Music’s Over to jedna z moich ulubionych piosenek ( ;) ).

No i w niedzielę powrót baaaaaaaaaaaaaaaaaardzo zatłoczonym pociągiem.

Do mnie też jeszcze nie do końca dotarło, że widziałam tych ludzi, których widziałam… Niestety, w pociągu naszła mnie smutna refleksja, że już nigdy ich pewnie nie zobaczę… :(

Dziękuję organizatorom i moim towarzyszom – mam nadzieję, że powtórzymy to za rok!
Image
Awatar użytkownika
Dominika
fan sztabowy
 
Posty: 57
Rejestracja: Śro Lis 19, 2008 8:35 am

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez dr Maxwell » Pon Cze 06, 2011 10:23 pm

Tyle już tu napisano o tym fantastycznym dniu!
Ze swej strony powiem , że te piękne chwile pozwoliły mi zapomnieć o minusach imprezy. No dobra , jedynym minusem , który zapamiętałem to...piwo podawane w plastikowych kubkach.Minus jednak nie może przesłonić wielu plusów.
Koncert "Quarry" był dla mnie wielką niespodzianką. Doprawdy nie spodziewałem się ,że to tak świetnie "poskładają". Ujmujący , bezpretensjonalni młodzieńcy w okolicach 70-tki ! Bawili (m.in. z gościnnym udziałem Huberta i macho - weszliście do historii!) i wzruszali ("In My Life").Stworzyli wraz z widownią kapitalną atmosferę.
Plus:Tymon i wykonania "Tomorrow Never Knows" (prawdziwy odlot) i "When the Music's Over" Doorsów.
Plus i to największy: ekipa , którą miałem zaszczyt albo przypomnieć sobie albo poznać:Rita , Dominika, Dawidsu , Monkberry , Hubert i Yer Blue. Jesteście wspaniałymi kompanami a rozmowy z Yer o progresywnym rocku to kosmos! Dzięki Wam wszystkim! Do zobaczenia!
P.S. Nie zapomniałem oczywiście o niezmordowanym wariacie , którego można tylko uwielbiać , bo innej możliwości nie ma!
Awatar użytkownika
dr Maxwell
Admiral Halsey
 
Posty: 844
Rejestracja: Wto Paź 12, 2010 6:31 pm

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez Rita » Pon Cze 06, 2011 10:25 pm

To może teraz ja :)

Zamiast powtarzać to samo po poprzednikach, poniżej zamieszczam garść komentarzy, ściśle subiektywnych acz przemyślanych. :-)

PO PIERWSZE, to wielkie dzięki i wyrazy uznania dla organizatorów tegorocznego Dnia Beatlesów. W moim odczuciu był on naprawdę udany i o wiele lepszy od zeszłorocznego (aczkolwiek nie uniknięto paru niedociągnięć, pomijając nawet wspomniane już kłopoty z nagłośnieniem - ale o tym poniżej). Zaproszenie the Quarrymen to był strzał w dziesiątkę i to doprawdy niesamowite, że udało się sprawić, że pierwszy zespół Lennona zawitał do nas nad Wisłę. Można więc spokojnie powiedzieć, że skok jakościowy był spory i to wielka szkoda, że jakoś mniej ludzi niż poprzednim razem pofatygowało się, aby przeżyć te wszystkie wspaniałości. Było warto, a kto nie był powinien klęczeć na grochu ;-).

PO DRUGIE, poziom panelu dyskusyjnego w porównaniu z zeszłorocznym to niebo a ziemia. Ale trudno się temu dziwić, w końcu - jak już napisał macho - uczestniczyli w nim ludzie, którzy z Johnem niejeden występ wypocili i niejedną strunę wybrzdąkali. W dodatku to bardzo przesympatyczni młodzi duchem starsi panowie, którzy tryskają życzliwością, humorem i niezwykłym jak na ich wiek wigorem :-). Po panelu ja i macho porozmawialiśmy sobie z nimi jeszcze przez chwilkę. Dowiedzieliśmy się, że niestety żadne nieopublikowane zdjęcia Quarrymenów nie istnieją :-(, i że wszystkie możliwe fotografie zespołu zostały już dawno upublicznione. Próbowałam się także dowiedzieć, jakim John był przyjacielem - czy można było na nim polegać, jak się zachowywał itd. Otrzymałam odpowiedź, że wtedy nikt tak Johna nie analizował i że to tylko kobiety (!) zastanawiają się, czy dana osoba jest lojalna jako przyjaciel, czy nie. Mężczyźni to są jednak dziwni :-).

Moja taka uwaga do tego, co napisał macho, otóż mnie się zdaje, że Quarrymeni powiedzieli, że 80 procent filmu "Nowhere Boy" to były bajeczki.

PO TRZECIE, pobawię się teraz w adwokata diabła - a ściślej mówiąc, panelowego tłumaczenia. W moim odczuciu nie było ono wcale takie złe; powiedziałabym nawet, że pod względem językowym - patrząc na rzecz czysto technicznie - pani tłumaczka radziła sobie naprawdę bardzo dobrze: poprawnie budowała zdania, nie robiła przestojów, nie mordowała gramatyki, ładnie dobierała słowa. Tak przynajmniej było na początku, być może potem faktycznie zdarzało jej się nie skupić uwagi. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że tłumaczenie ustne na żywca to jedno z najbardziej stresujących i najtrudniejszych czynności na świecie - a że kilka takich tłumaczeń w życiu wykonałam, to wiem, o czym mówię ;-). Niestety sprawę "pogrzebał" jej wyraźny brak znajomości tematyki, której dotyczyło tłumaczenie, a naczelną zasadą każdego przekładu jest to, że tłumacz MUSI się w tej tematyce orientować. Jeśli bowiem nie ma pojęcia o tym, co tłumaczy, to nawet najlepsza znajomość języka nie pomoże, i z "Beatles convention" wyjdzie nam "pewna konferencja", a z "Little Richarda" coś bardzo dziwnego, czego w tej chwili nie pomnę :P. Dlatego kardynalnym błędem było powierzenie tłumaczenia osobie, która język zna na pewno świetnie, jednak temat Beatlesów jest jej zbyt obcy, by mogła się w nim swobodnie poruszać. O to jednak należy mieć pretensje nie do tłumaczki, ale do organizatorów.

Kolejna sprawa to tzw. "szeptanka", czyli tłumaczenie szeptane do ucha, które również podczas panelu miało miejsce. Otóż, tłumaczka siedziała pośrodku stołu, wobec czego mogła takie tłumaczenie szeptać tylko jednemu z Quarrymenów. Niezwykle mnie takie rozwiązanie zdziwiło. Moim zdaniem, albo jeden, albo wszyscy, czyli albo tłumaczy się głośno tak, aby wszyscy członkowie zespołu słyszeli, albo w ogóle, albo sadza się przynajmniej dwóch tłumaczy do szeptanki. Nie mówiąc już o tym, że usytuowanie tłumacza w centrum to już totalna pomyłka i że powinno usadawiać się go z boku. Jeszcze insza rzecz to to, że tłumaczenie na polski poczas panelu absolutnie POWINNO BYĆ KONTYNUOWANE, nawet jeśli znakomita część audytorium posługiwała się językiem angielskim na poziomie oksfordzkim. Tego wymagają elementarne zasady pewnego... szacunku dla tych, którzy jednak tego angielskiego za dobrze nie znają, a były takie osoby! Ale znowuż wszystko to to błędy organizatorów, nie tłumaczki. Suma summarum, uważam, że pani tłumaczka poradziła sobie nieźle.

Btw, jestem gotowa służyć pomocą przy tłumaczeniu zapisu z panelu.

PO CZWARTE, koncert the Quarrymen był jak już tu moi poprzednicy znakomity, o czym świadczyła spora grupka ludzi świetnie bawiących się pod sceną, w tym i my oczywiście :). Genialny był patent z zapraszaniem ludzi do grania na tarze do prania, a Chłopaki z naszego forum dali czadu!! Chciałabym tu również wspomnieć o występie dziewczyny w retro-sukience, która na koniec dała wszystkim Quarrymenom po buziaku (jak to powiedział jeden z nich - chyba Rod "if a lady is playing the washboard, she has to kiss the drummer" ;-) ), a przez Roda Davisa została ucałowana w dłoń. Na In My Life o mało się nie popłakałam, łzy w oczach miał chyba także sam Len. A te rozmowy z muzykami po koncercie, te autografy, te zdjęcia!! My z Dominiką szczególnie polubiłyśmy Lena Garry'ego, który jest naprawdę przesympatycznym człowiekiem, nawet jeśli zdawał się nie wiedzieć, co to jest "Warsaw" ;-).

PO PIĄTE, pozostała część koncertu, którą - zmęczona po koncercie Kamieniarzy - oglądałam już raczej z krzesła w pozycji siedzącej, przysłuchując się tylko, pilnując torebek i popijając gin z tonikiem. Przyjemnie mi się słuchało Bootelsów, przyjemnie niektóre kawałki Tymona (Tomorrow Never Knows!) - ale to Quarrymeni skradli cały wieczór :-)

W ogóle pośród przybyłej do Żaczka publiczności dostrzegłam parę dziewczyn ubranych a'la wczesne lata 60. - mam nadzieję, że to był ich zamysł, a nie przypadek - oraz dwóch chłopaków przebranych za Beatlesów, z moptopami, w garniturkach i w krawatach. Jestem bardzo na tak :-)

Zapomniałam o porannym spotkaniu w Empiku, a przecież również było ono również bardzo ciekawe. Spodziewałam się snucia po raz wtóry opowieści o kartce od Lennona, a tu spotkało mnie miłe zaskoczenie - wysłuchaliśmy rzeczowej i interesującej dyskusji o beatlesowskich książkach i publikacjach. Parę tytułów mam zanotowanych, okazało się też, że jedną polecaną przez p. Jarniewicza pozycję, którą po przeglądnięciu odłożyłam na półkę, posiadam w swej bibliotece już od jakiegoś czasu.

Zdjęciowo nie zaszalałam, ale trzy ujęcia zamieściłam tutaj.

Kończąc, dziękuję wszystkim, w których towarzystwie przeżyłam ten jakże emocjonujący dzień - ekipa była naprawdę świetna, aczkolwiek paru osób w porównaniu z rokiem poprzednim dotkliwie brakowało... - i czekam z niecierpliwością na następną edycję naszego corocznego beatlesowskiego święta :-).

Tako rzekła i komentowała
Rita
Ostatnio edytowany przez Rita Wto Cze 07, 2011 10:53 am, edytowano w sumie 4 razy
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie
Rita
Beatlesiak
 
Posty: 1958
Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Miejscowość: Warszawa

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez Noelka » Pon Cze 06, 2011 10:49 pm

Bardzo Wam dziękuję, że w tym roku nie zapomnieliście o nagraniu spotkania. Rito, a mogłabyś podzielić się tytułami książek wartych przeczytania, please.
Image
Strawberry Fields Forever
Awatar użytkownika
Noelka
Beatlesiak
 
Posty: 1452
Rejestracja: Czw Lip 06, 2006 10:52 am

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez dr Maxwell » Śro Cze 08, 2011 8:52 pm

Z tego co pamiętam , godne polecenia są trzy pozycje:
1 Revolution In The Head - Iana McDonalda - mus
2 The Beatles - Huntera Daviesa , pierwsza autoryzowana książka o zespole wydana w 1968 roku , wielokrotnie wznawiana
3.Love Me Do -Michaela Brauna wydana przez wydawnictwo Penguin w 1964 roku.
Awatar użytkownika
dr Maxwell
Admiral Halsey
 
Posty: 844
Rejestracja: Wto Paź 12, 2010 6:31 pm

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez Noelka » Śro Cze 08, 2011 9:01 pm

Dzięki za odpowiedź, zatem biorę się za poszukiwania ostatniej lektury.

Przy okazji: mogę pomóc w zakupie niektórych książek (wiem, że angielski Amazon nie chce wysyłać przesyłek do Polski).
Image
Strawberry Fields Forever
Awatar użytkownika
Noelka
Beatlesiak
 
Posty: 1452
Rejestracja: Czw Lip 06, 2006 10:52 am

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez Yer Blue » Czw Cze 09, 2011 3:46 pm

Własciwie niewiele zostało do dodania po tylu barwnych relacjach.
Troche zazdroszcze Wam uczestnictwa w całej imrezie i przede wszystkim rozmow z Quarrymenami, moj angielski nie pozwoliłby na taki luksus, tym samym nie wiele bym zrozumiał z panelu dyskusyjnego, na który nie zdazyłem dotrzec - może to i lepiej ;) Jeśli zapis bedzie z tłumaczeniem to nie bedzie lepszego rozwiazania dla mnie.

W moim przypadku zlot rozkręcił sie w pociągu na trasie Warszawa - Kraków. Rozmowy jak z dwiema głowami Huberta, bowiem jego brat Maciek ma prawie identyczne poglady muzyczne. Próbował nas pogodzic setny numer Teraz Rocka, który odciagał co jakiś czas Huberta od rozmowy. Gdy dotarlismy do Kraka naciskałem chłopaków na błyskawiczne przetransportowanie sie na panel dyskusyjny, co było mistrzostwem kretynizmu bowiem panel skończył sie juz z godzine temu, załapaliśmy sie za to na probe Tymona i Quarrymenow wcinających obiad, w miejscu, w którym juz za 2 godziny rozniasą całą bude swoim show.

Od momentu spotkania wszystkich, gdzies pod kościołem Mariackim, własciwie wiekszosc opisała juz wszystko. Coż moge dodać?
Ciekawym doznaniem było dla mnie poznanie Dr. Maxwella, z którym mogłem przerobić kilka bliskich mi temacików i bardzo licze na rozwiniecie watku na forum czy gdziekolwiek. Macho jak zwykle roznosiło we wszystkie strony, okropne jest słodzenie, ale taki człowiek na swiecie jest tylko w jednym egzemplarzu. To pewne. Byłem zmordowany podróża (jechałem od 7 rano), ale jak widze tego goscia to nie ma miejsca na ziewanie.

Pamietam, że poczatek koncertu Quarrymenów był dosc nieśmiały, nawet ludzie przed scena siedzieli. Ale z utworu na utwor puściły wszelkie hamulce, historia mojego przeżywania koncertami nie zna zbyt wielu tak szaleńczych chwil. W pewnym momencie na scenie Hubert, macho...przeciez tego nie da sie opisac. Wielkim wzruszeniem były dla mnie wykonania "That'll Be the Day" i "In Spite of All the Danger" i jak tu sie dziwic, że publicznosc zagłuszała swym aplauzem pierwszy zespół Johna. Ten koncert to jakas w ogole historyczna sprawa, nagle przyjeżdzaja ludzie, którzy kiedys z Lennonem i McCartneyem przecierali szlaki, a teraz przeniesli nam tę atmosfere beatlesowskiej prehistorii w jakims normalnie mistycznym uniesieniu. Zastanawia mnie dlaczego ranga tego koncertu nie spotkała sie z dostatecznym nagłośnieniem w mediach, choc z drugiej strony wielki koncert wykluczyłby tak intymna atmosfere.
Moze sie naraze, ale wykonanie In My Life było troche nadużyciem, powinien był wyłącznie materiał, w którym żyjacy Quarrymeni brali udział. Ok, rozumiem tribute dla Johna, ale...

Spotkanie trzeciego stoponia w garderobie z czworka dziadków było szokujace. Ja mogłem sie co prawda jedynie przysłuchiwac, ale tam mozna było muzykom na głowe wejść. Troche zabawne jest to jak gwiazdy wieczoru rozmijaja sie w swoich zeznaniach. Jeden mowi np., że "Nowhere Boy" to 80% ściemy, drugi na odwrot, jeden powiada, że w samych poczatkach to Paul wszystkich ustawiał i dominował (wersja, ktora słyszał Hubert), ale ktoś inny, zdaje sie Len Garry powiada, że nikt niczego absolutnie nie forsował - usłyszała i przekazała Rita. Chyba nigdy nie dowiemy sie jak było naprawde.
Autografy sa nieziemskie, jeden magik zrobił wszystkim po egzemparzu zdjecia z Quarrymenami z 6 lipca 57 roku, z wielkim polem na podpisy na dole. Wyglada to imponujaco. To chyba najcenniejsza rzecz jaka mam w formie papierkowej. Brakuje tylko podpisu Johna. Zdjecie mam tylko Lenem Garrym, ale cenie je tym bardziej. Len Garry to też moj ulubiony Quarrymen, nie licząc Johna oczywiscie :) Ma jakis taki uśmiechniety wyraz twarzy, jest chyba najbardziej wyluzowany.

Na The Bootels przechodziłem walke z bolem brzucha ale wygrałem w tej potyczce. Z tego co słyszałem Bootelsi zagrali fenomenalna wersje Strawberry Fields, w miejscach mocnych wejsc wiolonczeli były mocne partie gitar - tylko tworcze wersje utworów Beatli mnie obchodza. Takie było tez While My Guitar...z wplecionym wstepem ze Schodów na poczatku i na końcu. Idealnie to ze soba pasowało! Zreszta ten akustyczny fragment to dzieło zespołu Spirit z pierwszej płyty z 68, wiec nie było to jakies wielkie podparcie sie legendarnym utworem Lez Zeppelin. Utkwiło mi w pamieci rowniez Nowhere Man, miało inna rytmike, zawsze jakos inaczej. Reszty albo nie słyszałem albo było to tanie odtworzenie.

A z Tymonem mam znowu mieszane odczucia. Poczatek był mocny - niezłe She Said She Said i fenomenalna wersja Happiness Is A Warm Gun z tą przytłumiona gitarka ze wstepu zagrana oddzielnie (wokal wchodził po chwili), refren został tez wydłużony. Prawdziwym mistrzostwem było Tomorrow Never Knows - taaak ten utwor mozna zapetlac w nieskończonosc. Totalny trans. Dobrze wyszło I'm So Tired, ale juz tylko odtworczo, pozostałe również. Niestety Tymon dosc szybko zmienił repertuar na własny, przez co publika skurczyła sie do jakiejs garstki. Owszem, uwielbiam jego numery ale ktoś tu pomylił formułe imprezy. Najgorsze, że pod koniec pałeczke frontama przejał syn Lucas, na co zareagowałem najwiekszym ignoranctwem jaki moge zrobić na koncrcie. Usiadłem. Gdzies tam w miedzyczasie Tymon popisał sie niesamowita wersja utworu Doorsów, pamietam, że 8 grudnia tak mnie to nudziło, aż uciekłem z klubu, tym razem trans był bliski przebicia wersji Tomorrow Never Knows. Moja szczegolna uwage przykuł syn Tymańskiego, który robił niesamowite podziały przy bebanch, i tam powiinen pozostac. To była niemal jazz rockowa wersja.

Po serii pożegnań i bładzeniu po Krakowie przytuliłem sie wreszcie do poduszki. Nazajutrz już bez ekipy, ale za to w towarzystwie przyjaciela Wariata zwiedziłem sobie Wawel i stare miasto. Wawel to najpieknijesze miejsce jakie widziałem w tym kraju. Byłem w Krakowie pierwszy raz wiec nie dziwcie sie moimi zachwytami oczywistościami. Krakow jest piekny, ale cholera załtoczony, kazdy ma da siebie z poł metra. ;)

Ciekawe czy Ringo przebije wydarzenia z 4 czerwca. Bedzie sie musiał bardzo postarac.
I żadne za rok, tylko widzimy sie juz za 6 dni!
Image
Awatar użytkownika
Yer Blue
Beatlesiak
 
Posty: 4269
Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Miejscowość: Bielsk Podlaski

Re: Dzień Beatlesów w Krakowie 2011

Postprzez Yer Blue » Pią Lip 08, 2011 1:41 pm

Musze sie jeszcze pozachwycac zapisem z koncertu Quarrymenów.
Rejestracja jest tak "żywa" i realistyczna, że ten wystep przezywa sie jakby od nowa. Co jakis czas uśmiechniete i rozspiewane głowy naszej ekipy, taka gesta atmosfera koncertu. Wiele rzeczy umkneło albo sie zatarło - a tutaj powrót do tych chwil jak za pomoca wehikułu. Absolutny nr 1 to dziewczyna w sukience wyjeta jakby z tamtej epoki - grajaca na tej tarce obok Quarryfacetów. Co za widok, jakby czas sie cofnął. Niesustajacy uśmiech na twarzy i to coś.
Po prostu było ostro, a wszystkie chwile zostały zatrzymane na zawsze.
Image
Awatar użytkownika
Yer Blue
Beatlesiak
 
Posty: 4269
Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Miejscowość: Bielsk Podlaski

Następna

Wróć do Fani o sobie, nasze spotkania, zainteresowania_

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości