Bob Dylan

"Muzyka środka" i inne brzmienia lżejsze od metalu: King Crimson, Pink Floyd... i inni.

Bob Dylan

Postprzez Ania1 » Wto Mar 18, 2008 9:21 am

7 czerwca w warszawskiej Stodole zagra Bob Dylan - jeden z najważniejszych amerykańskich artystów.

Bob Dylan (naprawdę Robert Zimmerman) urodził się 24 maja 1941 roku w Minnesocie. Jest zaliczany do grona największych kompozytorów, piosenkarzy i poetów. W swojej twórczości nawiązuje do wielu gatunków muzycznych.

Został wyróżniony wieloma prestiżowymi nagrodami, w tym najistotniejszymi w show-businessie Grammy oraz Oskarem (za utwór "Things have changed" pochodzący ze ścieżki dźwiękowej filmu "Wonder Boys"). Otrzymał również, niejednokrotnie, tytuł doctor honoris causa. Pod koniec lat 80. został wprowadzony do Rock and Roll Hall of Fame.
W twórczości Dylana odnaleźć można nawiązania do życia społecznego i politycznego. Właśnie z uwagi na odważne wyrażanie myśli i poglądów, zwłaszcza na początku kariery, uznawany był za osobę kontestującą dominujące w muzyce i życiu zasady. W jego dorobku artystycznym znajdują się utwory, które uznawane są za głos pokolenia - wystarczy wymienić chociażby ponadczasowe "Blowin' in the wind".

Guns N' Roses, U2, The Rolling Stones, Lou Reed, Joe Cocker to tylko kilka z gwiazd, które wykonywało utwory Dylana.

Pod koniec 2007 roku ukazała się pierwsza przekrojowa kompilacja najważniejszych utworów z całości kariery artysty zatytułowana po prostu "Dylan".

Niedawno na ekranach kin pojawiła się jego biografia "I'm Not There" Todda Haynesa, gdzie w Dylana wcieliło się 6 osób, w tym kobieta - Cate Blanchett.

Bilety na koncert Dylana w Stodole kosztują 260 zł.
http://muzyka.interia.pl/wiadomosci/rock/news/bob-dylan-w-polsce,1077192,46

Warto by się wybrać na koncert... Ktoś będzie?
Awatar użytkownika
Ania1
Beatlesiak
 
Posty: 1052
Rejestracja: Śro Kwi 13, 2005 8:27 am
Miejscowość: Warmia

Postprzez Ringo » Wto Mar 18, 2008 11:22 am

Mam nadzieje, ze osoby, ktore wybiora sie na ten koncert nie przezyja takiego rozczarowania, jak dwa lata temu. Dylana cenie bardzo, ale koncert - nigdy wiecej.
Image
Awatar użytkownika
Ringo
Admiral Halsey
 
Posty: 991
Rejestracja: Śro Mar 15, 2006 11:03 pm
Miejscowość: Karlstad

Postprzez Ania1 » Wto Mar 18, 2008 12:13 pm

Byłaś na koncercie w Polsce, czy w Szwecji? Ja niestety nie miałam okazji być - ale nazwisko, epoka, dorobek i "powiązania" beatlesowskie wydają się być łakomym kąskiem by wybrać się na koncert. Ringo.... masz złe wspomnienia? Podziel się nimi...
Awatar użytkownika
Ania1
Beatlesiak
 
Posty: 1052
Rejestracja: Śro Kwi 13, 2005 8:27 am
Miejscowość: Warmia

Postprzez Yer Blue » Czw Mar 20, 2008 4:18 pm

Może chodzi o warunki wokalne bo Dylan to wielkiego głosu nie ma :wink: Ale jako kompozytor i tekściarz to człowiek LEGENDA, w dodatku koncert wypada w taki piekny dzien... Niestety przesadzili z cena biletów.
Image
Awatar użytkownika
Yer Blue
Beatlesiak
 
Posty: 4269
Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Miejscowość: Bielsk Podlaski

Postprzez Ringo » Pią Mar 21, 2008 2:58 am

Jutro, jutro. W drugiej czesci dnia, bo pierwsza czesc dnia spedzam u mojego kolegi na pokazie materialu video z delifinarium w Meksyku :)
Image
Awatar użytkownika
Ringo
Admiral Halsey
 
Posty: 991
Rejestracja: Śro Mar 15, 2006 11:03 pm
Miejscowość: Karlstad

Postprzez Ringo » Pią Mar 21, 2008 8:28 pm

Zle wspomnienia wynikaja pewnie z tego, ze po TEJ OSOBIE spodziewalam sie czegos niesamowitego na koncercie. Oczywiscie, przyznaje na poczatku, ze sama jestem sobie winna, byc moze koncert podobalby mi sie bardziej, gdybym byla lepiej obeznana z tworczoscia Boba Dylana, latwo narzekac, jesli zna sie (ale bardzo ceni) tylko Greatest Hits. Byc moze nie zrozumialam piekna tego koncertu.. zdarza sie, ze wychodze z koncertu bez wiekszych wzruszen. Ale tu bylo jeszcze gorzej. Dla mnie przynajmniej.

W kazdym razie, gdy dowiedzialam sie w 2005 o koncercie, to malo nie zwariowalam ze szczescia. BOB DYLAN, chodzaca legenda, i ja mam okazje go zobaczyc NA ZYWO???? I to nawet nie w Sthlmie czy Gbg, tylko tutaj, w Karlstadzie?! Wybralam sie na koncert z moimi kilkoma kumpelkami (sluchajacymi takze, m.in, muzyki lat szescdziesiatych, jedna ma nawet plakat Dylana na swoich drzwiach).

Dotarlysmy na miejsce, zasiadlysmy (koncert byl na SIEDZACO.. )Dreszczyk emocji jednak, oczekiwanie.. WRESZCIE. Wychodzi... I zaczyna grac od razu, bez zadnego powitania.. OK. W sumie nie musi, ale.. utwor jeden.. drugi.. trzeci.. czwarty.. Nie mam nic przeciwko graniu utworow, ktore nie sa za bardzo znane, to bez sensu, jesli artysta musi ciagle powtarzac przez kilkadziesiat lat te same kilkanascie utworow, jesli przez ten czas zdazyl wydac wiele innych swietnych plyt wypelnionych doskonalymi utworami - bylam na wielu DOSKONALYCH, hipnotyzujacych koncertach, na ktorych nie znalam prawie niczego przed koncertem.. Nie mam tez nic przeciwko daleko idacym zmianom w utworach, ktore znane sa wszystkim - wlasciwie tego oczekuje sie po koncercie, czegos nowego, nowych aranazacji.. tylko ze ten koncert wypelniony byl utworami.. I teraz nawet nie jestem w stanie powiedziec, byc moze byly to "znane" utwory, ja w kazdym razie rozpoznalam tylko jeden, i to tylko przez to, ze kojarzylam doskonale tekst... Problem w tym, ze przearanzowane utwory brzmialy.. nijako. Tak sobie. Od tak, bardzo mi przykro, ale dla mnie brzmialo to dosc.. amatorsko.. to znaczy moze i przyzwoicie, dobrzy muzycy, ale.. nic z tego niesamowitego czegos, czego oczekuje sie po koncercie, lub plytach. Nie rozpoznalam niczego poza "Mr. Tambourine Man", a i ten dopiero po jakiejs dobrej minucie. Ciagnace sie plimkania.. nie w sensie pieknych hipnotyzujacych piesni, bardowania na gitarze, przekazu dla swiata, tylko.. tylko w sensie wystepu kogos, komu zwyczajnie juz sie NIE CHCE.

Wokalnie.. ech. Tak Piotrku, masz racje, Dylana ceni sie nie ze wzgledu na glos, ale.. ale ja lubie jego glos wlasnie, przynajmniej w utworach z lat 60tych. Tutaj.. w prawie wszystkich utworach mial jakas STRASZNA maniere wokalna, od ktorej mi tylko wszystkie wloski sie jezyly na rekach - takie PIANIE, spiewana fraza, i nagle jej fragment duzo, duzo wyzej przez chwile, ale.. ale to bylo srednio "w tonach".. Strasznie denerwujace i pojawialo sie w wielu utworach na koncercie.

Zero, absolutne zero kontaktu z publicznosci. Nie mowie o jakims show, tego nie spodziewalam sie po tym artyscie. Ale nawet najzwyczajniejszego - hej, dobry wieczor, witajcie. Czy tez - dzieki, ze przyszliscie. Cokolwiek. Nawet czegos takiegos zabraklo. Takie.. totalne olanie wszystkich, dla ktorych sie gra, jak dla mnie.
Bylam tez na koncertach, na ktorym do publicznosci w zasadzie nic nie bylo mowione, natomiast mimo to KONTAKT z publika byl niesamowicie silny, czuc bylo wiez, czesciowo poprzez muzyke, czesciowo poprzez kontakt wzrokowy, czesciowo poprzez to niesprowadzalne do slow "cos"... Czegos takiego nie bylo tutaj.

Gdyby nie fakt, ze jest to "wielki Bob Dylan", to byl to koncert bardzo sredni, nijaki, z chwilami piania i falszowania, brakiem zaangazowania, brakiem magii muzycznej.. Niestety. Bardzo przykro mi to pisac. Moje kumpelki wyszly z koncertu tak samo zniesmaczone.
Byc moze to tylko ten koncert. Sa koncerty i koncerty. Nie chce Was zniechecac, moze sie zdarzyc, ze koncert warszawski bedzie wyjatkowy, ze Dylan postara sie bardziej. Moze mial zly dzien.

Ania1 napisał(a):ale nazwisko, epoka, dorobek i "powiązania" beatlesowskie wydają się być łakomym kąskiem by wybrać się na koncert.

Yer Blue napisał(a):Może chodzi o warunki wokalne bo Dylan to wielkiego głosu nie ma Ale jako kompozytor i tekściarz to człowiek LEGENDA, w dodatku koncert wypada w taki piekny dzien... Niestety przesadzili z cena biletów.


No wlasnie, z obu waszych wypowiedzi wyplywa dokladnie to samo podejscie, ktore ja mialam wybierajac sie na koncert. Idzie sie.. no bo legenda. Bo wstyd nie byc. Bo artysci odchodza, nie zyja wiecznie, i warto chociaz miec okazje sprawdzic jacy sa na zywo.. to jest jedyny plus jak dla mnie tego, ze na koncert jednak sie zdecydowalam. Z drugiej strony to idiotyzm, bo kupuje sie wszystko ze wzgledu na "nazwisko". Przyjmujac, ze skoro TEN WIELKI, to koncert to mus.. a to moze sie okazac pulapka (chociaz do tej pory nigdy sie tak nie przejechalam, moze niektore z koncertow nie byly az tak "magiczne", ale wiekszosc byla absolutnie niesamowita - m.in. Page/Plant, Plant solo, Jethro Tull (razy dwa), Camel, Ozzy Osbourne, Eric Burdon, Stonesi itp.)
Image
Awatar użytkownika
Ringo
Admiral Halsey
 
Posty: 991
Rejestracja: Śro Mar 15, 2006 11:03 pm
Miejscowość: Karlstad

Postprzez Noelka » Sob Mar 22, 2008 12:20 am

Już wcześniej cytowałam ten fragment i teraz go tylko przekopiuję. Coś w tym jest, że Dylan jakiś taki "kłopotliwy" bywa na koncertach. Czytałam swego czasu jego biografię w której wspomniano koncert dla Bangla Desh. Nikt do końca nie był pewien czy na tej imprezie wystąpi Dylan, mimo, że zjawił się na próbie nagłośnienia.
Zacytuję samego Georga: „Aż do chwili, kiedy wszedł na scenę, nie byłem pewien, czy wystąpi. Było to dość denerwujące. Miałem na gitarze karteczkę z kolejnością numerów, następny punkt po Here Comes The Sun brzmiał tylko „Bob”, ze znakiem zapytania. Kiedy więc doszliśmy do tego miejsca, odwróciłem się, żeby zobaczyć, czy Bob jest i czy ma zamiar wyjść na scenę. Poprzedniego wieczoru, kiedy doszliśmy do Madison Square Garden na próbę nagłośnienia, wystraszył się, gdy zobaczył te wszystkie kamery i mikrofony i przekonał się, jaka to wielka sala. Powtarzał w kółko: „Słuchaj, stary, to nie dla mnie, nie dam rady”
Awatar użytkownika
Noelka
Beatlesiak
 
Posty: 1448
Rejestracja: Czw Lip 06, 2006 10:52 am

Re: Bob Dylan

Postprzez Argus9 » Sob Mar 29, 2014 7:48 pm

5 lipca tego roku Bob Dylan wystąpi w Polsce. Zagra w malowniczym miejscu – w Dolinie Charlotty, w ramach ósmej edycji festiwalu 'Legendy Rocka' (jeżdżę tam co roku od 5 lat). Co zagra – na chwilę obecną nie wiadomo. Wiadomo, że maestro bywa bardzo chimeryczny repertuarowo, ale nie tylko pod tym względem - czego potwierdzeniem były podobno trudne negocjacje.
Jedno jest pewne – biorąc pod uwagę wiek mistrza (73 lata) i jego niezbyt częste odwiedzanie naszego rejonu Europy, jest to zapewne ostatnia okazja zobaczenia i usłyszenia u nas tego Legendarnego Artysty, którego związki z Beatlesami (szczególnie z Harrisonem) są znaczące.
http://www.youtube.com/watch?v=tctzUNMp5po
WISH is the future and ASH was the past, what stood in between was WISHBONE ASH.

Image
Awatar użytkownika
Argus9
Beatlesiak
 
Posty: 1263
Rejestracja: Wto Lis 19, 2013 3:54 pm

Re: Bob Dylan

Postprzez Yer Blue » Sob Mar 29, 2014 10:58 pm

Dylan mnie jakoś znacząco nie obchodzi ale ten festiwal co roku bardzo mnie kusi by w końcu tam zawitać. Zawsze gra coś niesamowitego. Tym razem Jethro Tull. Tylko, cholerka, czemu tak daleko?;)
Image
Awatar użytkownika
Yer Blue
Beatlesiak
 
Posty: 4269
Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Miejscowość: Bielsk Podlaski

Re: Bob Dylan

Postprzez Helter-Skelter » Nie Mar 30, 2014 2:30 pm

Ja z Dylanem zawsze miałem problem. Ten opis koncertu Ringo, doskonale odzwierciedla moje odczucia i zupełnie mnie nie dziwi. Zawsze też uważałem, że był najsłabszym ogniwem Travelingów. Akurat jego, by mi tam nie brakowało. Napisane przez niego piosenki mógłby spokojnie zaspiewać Cocker :wink: . Próbowałem oczywiście przymierzać się do jego ostatnich płyt, ale rozczarowały mnie i zniechęciły doszczętnie.
Awatar użytkownika
Helter-Skelter
Admiral Halsey
 
Posty: 574
Rejestracja: Pon Cze 10, 2013 10:41 pm
Miejscowość: Cieszyn

Re: Bob Dylan

Postprzez prodigal_son » Pią Maj 23, 2014 10:52 pm

W pierwszym poście nie wypada wchodzić w polemikę ze starszymi stażem, ale proszę pozwolić na historię jednej znajomości. Przez kilka lat miałem zaszczyt kolegować się z największym polskim fanem/kolekcjonerem/znawcą Boba Dylana, Arturem Jarosińskim. Być może niektórzy z Państwa go znali. Niestety, trzy lata temu we Wrocławiu Artur uległ śmiertelnemu wypadkowi. Miał tylko 32 lata. Wspominając nasze spory o to kto był większy, Beatlesi czy Dylan, czuję się w obowiązku napisać w imieniu Artura parę słów apologii jego największego idola.

Helter-Skelter napisał(a):[...] był najsłabszym ogniwem Travelingów. Akurat jego, by mi tam nie brakowało. Napisane przez niego piosenki mógłby spokojnie zaspiewać Cocker :wink: .


Zaryzykowałbym stwierdzenie, że gros krytyków muzycznych na świecie uznałoby Dylana za najważniejsze (obok założyciela grupy - George'a) ogniwo tego zespołu. Przede wszystkim ze względu na fakt, że pozostała trójka (genialnych!) muzyków to już jednak niższa półka. Cieszę się z przymrużenia oka przy Cockerze, gdyż mógłby on mieć problemy z wyciągnięciem takich nut jak Dylan. Jego skala głosu zarejestrowana w studiu to B2-A5, podczas gdy skala Boba to C#2-F5. Chętnie posłuchałbym jak Joe interpretuje np. niskie Not Dark Yet. Oczywiście wokal Dylana od początku jego kariery budził wiele kontrowersji, ale przecież nie ze względu na głos jest on wymieniany jako jeden z raptem paru największych obok The Fab Four. To forum nie jest jednak jemu poświęcone, więc tych kilka słów uważam za wystarczające. Po prostu uznałem, że powinienem zabrać głos w temacie. Proszę o zrozumienie.
prodigal_son
 

Re: Bob Dylan

Postprzez Argus9 » Sob Maj 24, 2014 12:31 am

prodigal_son napisał(a): ...nasze spory o to kto był większy, Beatlesi czy Dylan...

To się tak nie da… Ja ze swoim znajomym – fanem Dylana – zastanawialiśmy się nie nad tym ‘kto był większy’, tylko kogo, oprócz Beatlesów i Dylana (kolejność alfabetyczna :wink: ), dołączyć do tego Ścisłego Grona’ Tych Największych = Tych Którzy Ukształtowali Muzykę Rockową.

Dylan jest większym artystą niż wielu się wydaje. Ameryka (ale nie tylko) go kocha. Tekstowo - trzeba go chyba uznać za Pierwszego Poetę Rocka, a na pewno jest jednym z Naj. Muzycznie - do wielu osób jego kompozycje nie trafiają w autorskim wykonaniu ze względu na to, że ‘nie akceptują’ jego sposobu śpiewania (co da się zrozumieć). Nie zmienia to jednak faktu Jak Dobre są to kompozycje. Dla wielu utwory Dylana są bardziej ‘strawne’ w bardziej uładzonej interpretacji ‘main-streamowej’. Jestem pewien, że wiele osób, którym podoba(ło) się ‘I’ll Be Your Baby Tonight’ w wersji grupy UB40, nawet nie wiedziało, że to kompozycja Dylana.

PS. A ‘jakieś’ miejsce wśród fanów Fab4 ma zagwarantowane - ze względów oczywistych.
WISH is the future and ASH was the past, what stood in between was WISHBONE ASH.

Image
Awatar użytkownika
Argus9
Beatlesiak
 
Posty: 1263
Rejestracja: Wto Lis 19, 2013 3:54 pm

Re: Bob Dylan

Postprzez prodigal_son » Sob Maj 24, 2014 1:12 am

Argus9 napisał(a):To się tak nie da… Ja ze swoim znajomym – fanem Dylana – zastanawialiśmy się nie nad tym ‘kto był większy’, tylko kogo, oprócz Beatlesów i Dylana (kolejność alfabetyczna :wink: ), dołączyć do tego Ścisłego Grona’ Tych Największych = Tych Którzy Ukształtowali Muzykę Rockową.


Próbowałbym bronić stanowiska, że ten absolutny top tworzą Beatlesi, Dylan i Presley. Dlaczego? Ponieważ stosując kryterium doniosłości nie potrafię między tymi artystami przeprowadzić linii podziału.

Argus9 napisał(a):Dylan jest większym artystą niż wielu się wydaje. Ameryka (ale nie tylko) go kocha. Tekstowo - trzeba go chyba uznać za Pierwszego Poetę Rocka, a na pewno jest jednym z Naj. Muzycznie - do wielu osób jego kompozycje nie trafiają w autorskim wykonaniu ze względu na to, że ‘nie akceptują’ jego sposobu śpiewania (co da się zrozumieć). Nie zmienia to jednak faktu Jak Dobre są to kompozycje. Dla wielu utwory Dylana są bardziej ‘strawne’ w bardziej uładzonej interpretacji ‘main-streamowej’.


Podpisuję się pod tymi słowami.

Argus9 napisał(a):Jestem pewien, że wiele osób, którym podoba(ło) się ‘I’ll Be Your Baby Tonight’ w wersji grupy UB40, nawet nie wiedziało, że to kompozycja Dylana.


Z autopsji znam podobny casus, a mianowicie Knockin' on Heaven's Door zespołu Guns N' Roses. To była pierwsza piosenka, którą nauczyłem się grać na gitarze. Wiedziałem, że to kompozycja Dylana, ale dopiero po latach doceniłem oryginał. Można zastanawiać się ilu fanów hard rocka pozostało w nieświadomości.
prodigal_son
 

Re: Bob Dylan

Postprzez svarog » Sob Maj 24, 2014 12:23 pm

prodigal_son napisał(a):Z autopsji znam podobny casus, a mianowicie Knockin' on Heaven's Door zespołu Guns N' Roses.


A ja dodam tutaj Live And Let Die McCartney'a, które było popularne w wykonaniu Gunsów mniej więcej w tym samym czasie co Knockin' On Heaven's Door i kiedy uświadomiłem moich znajomych, że to piosenka Paula zapytali, czy w jego wykonaniu też były takie gitary :D

prodigal_son napisał(a):Zaryzykowałbym stwierdzenie, że gros krytyków muzycznych na świecie uznałoby Dylana za najważniejsze (obok założyciela grupy - George'a) ogniwo tego zespołu. Przede wszystkim ze względu na fakt, że pozostała trójka (genialnych!) muzyków to już jednak niższa półka.


Myślę, że krytyczne opinie na temat Boba i jego uczestnictwa w projekcie "Traveling Wilburys" jakie można napotkać na tym forum nie dotyczą jego niekwestionowanej pozycji w świecie muzycznym jak i jego dorobku. Po prostu komentujemy jego wkład i jego dopasowanie do tego wspaniałego zespołu. Bob jest oczywiście wielkim artystą ale Łylbursi to przede wszystkim pewna magia i pewien klimat. O ile Jeff, Tom i George są zwyczajnie lepsi pod względem wokalnym od Boba o tyle między Royem a Bobem zieje istna przepaść.

Moim zdaniem chropowaty i charakterystyczny głos Boba pasuje jako przeciwwaga do perfekcyjnych i stosunkowo wysokich głosów pozostałych braci. Jest miłym urozmaiceniem, podobnie jak odstający od pozostałych na plus głos Roya. Jest także dość zabawny. Kilka utworów z repertuaru zespołu nie może istnieć bez wokalu Boba, szczególnie Tweeter And The Monkey Man.

Dyskusyjne jest stwierdzenie, że George i Bob byli najważniejszymi ogniwami zespołu. Sięgnąłem po albumy Traveling Wilburys ze względu na George'a ale nigdy nie miałem wątpliwości, że jest to kolejny album artystów ze stajni Jeffa Lynne'a. Bez niego nie byłoby moim zdaniem ani wielkiego come back George'a i Roya ani zespołu. W samym zespole dostrzegam pewną dozę dominacji George'a, być może jako faworyta Jeffa, a może ze względu na trudny charakter Boba.

I kolejne przemyślenie. George i Bob mieli na swoim koncie wiele sukcesów ale to Jeff był artystą na czasie. Pozostali członkowie zespołu skorzystali z jego "know how" podobnie jak wcześniej Paul wykorzystał popularność Michaela Jacksona.

W jednym z wątków natrafiłem na bardzo ciekawy pomysł, że zamiast Boba w składzie Traveling Wilburys mógłby występować Denny Laine. Podoba mi się ta koncepcja ponieważ byłaby to okazja do "wskrzeszenia" tego sympatycznego wykonawcy. A może pod wpływem tej inspiracji znowu napisałby jakąś dobrą piosenkę jak za czasów Wings? Oczywiście zespół nie mógłby wówczas liczyć na takie zainteresowanie fanów Boba Dylana :)
you can boogie if you try
Awatar użytkownika
svarog
Sun King
 
Posty: 437
Rejestracja: Pią Kwi 08, 2005 3:13 pm
Miejscowość: Kłobuck

Re: Bob Dylan

Postprzez prodigal_son » Sob Maj 24, 2014 1:27 pm

svarog napisał(a):A ja dodam tutaj Live And Let Die McCartney'a, które było popularne w wykonaniu Gunsów mniej więcej w tym samym czasie co Knockin' On Heaven's Door i kiedy uświadomiłem moich znajomych, że to piosenka Paula zapytali, czy w jego wykonaniu też były takie gitary :D


Kolejne trafienie, gdyż ta piosenka z kolei odmieniła moje życie. Mając 12 lat obejrzałem do niej klip, który mnie zafascynował. Piłka, która była do tamtej pory moją ulubioną rozrywką, powędrowała w kąt, a moją życiową pasją stała się muzyka rockowa. Wielka miłość do The Beatles pojawiła się później, ale jest coś na rzeczy w fakcie, że tak przełomową dla mojego życia piosenkę napisał właśnie Macca.

svarog napisał(a):O ile Jeff, Tom i George są zwyczajnie lepsi pod względem wokalnym od Boba o tyle między Royem a Bobem zieje istna przepaść.


Próbuję właśnie sprostać karkołomnemu zadaniu obrony umiejętności wokalnych Dylana, gdyż jego pozycja w świecie muzyki broni się sama. Podejrzewam, że krytyka Boba wypływa bardziej z subiektywnego braku akceptacji jego barwy, niż z obiektywnej oceny jego umiejętności technicznych. Orbison miał prawie operowy wokal, ale zarejestrowaną w studiu skalę głosu mniejszą od Boba. Przypomina się zabawna scena z jednego z najlepszych dokumentów muzycznych w historii, a mianowicie z Don't Look Back. Dylan w rozmowie z dziennikarzem Newsweeka podnosi, że nie jest wcale gorszy niż sam Caruso. Oczywiście każdy ma prawo nie lubić takich brudów w muzyce jak np. głos Dylana, ale moim zdaniem nie powinno to stanowić znaczącego argumentu w dyskusji na temat statusu danego artysty.

svarog napisał(a):Dyskusyjne jest stwierdzenie, że George i Bob byli najważniejszymi ogniwami zespołu. Sięgnąłem po albumy Traveling Wilburys ze względu na George'a ale nigdy nie miałem wątpliwości, że jest to kolejny album artystów ze stajni Jeffa Lynne'a. Bez niego nie byłoby moim zdaniem ani wielkiego come back George'a i Roya ani zespołu. W samym zespole dostrzegam pewną dozę dominacji George'a, być może jako faworyta Jeffa, a może ze względu na trudny charakter Boba.


Pozwolę sobie na kontrargument, że to trochę tak jakby stawiać George'a Martina ponad Beatlesami. Proponuję nie przeceniać jednak roli producentów, podobnie jak roli trenerów w piłce (choć casus Fergusona/Moyesa mógłby świadczyć o czymś innym).

svarog napisał(a):W jednym z wątków natrafiłem na bardzo ciekawy pomysł, że zamiast Boba w składzie Traveling Wilburys mógłby występować Denny Laine. Podoba mi się ta koncepcja ponieważ byłaby to okazja do "wskrzeszenia" tego sympatycznego wykonawcy. A może pod wpływem tej inspiracji znowu napisałby jakąś dobrą piosenkę jak za czasów Wings? Oczywiście zespół nie mógłby wówczas liczyć na takie zainteresowanie fanów Boba Dylana :)


Gdyby na chwilę zapomnieć o tych nawiedzonych fanach niepotrafiącego śpiewać Dylana i zapytać grono najznakomitszych, obiektywnych krytyków o to którą supergrupę wybraliby, jaki Pana zdaniem zapadłby werdykt? Czy taki argument ad verecundiam akceptuje Pan w dyskursie?

Ustaliliśmy protokół rozbieżności, a ja mogę jedynie powtórzyć, że George i Dylan to w mojej aksjologii najwyższa półka.
prodigal_son
 

Re: Bob Dylan

Postprzez svarog » Sob Maj 24, 2014 3:13 pm

prodigal_son napisał(a):Oczywiście każdy ma prawo nie lubić takich brudów w muzyce jak np. głos Dylana, ale moim zdaniem nie powinno to stanowić znaczącego argumentu w dyskusji na temat statusu danego artysty.


Nie atakuję statusu Boba Dylana, lubię go takim, jakim jest, czyli kudłatego i ochrypniętego :D A przy tym dobrego autora. Co do umiejętności technicznych - wydaje mi się, że gdyby Bob skupił się na technice nigdy nie zdobyłby takiej popularności. Musiał mieć lepsze melodie i teksty ponieważ nie przyciągnął by swoim głosem tylu wielbicieli co Roy.

prodigal_son napisał(a):Pozwolę sobie na kontrargument, że to trochę tak jakby stawiać George'a Martina ponad Beatlesami. Proponuję nie przeceniać jednak roli producentów, podobnie jak roli trenerów w piłce (choć casus Fergusona/Moyesa mógłby świadczyć o czymś innym).


Argument jak najbardziej słuszny. Czy jednak kolejna płyta w stylu Somewhere In England albo Gone Troppo dałaby radę odnieść sukces na miarę Cloud Nine? Wiadomo, że to George wybrał producenta i miał duży wpływ na produkcję ale nie da się nie zauważyć, że największy sukces odniosły dwa albumy George'a wyprodukowane (albo współprodukowane) przez dwóch producentów o dużej renomie, z zastosowaniem technik, z których byli znani.

Nie twierdzę przy tym, że Jeff Lynne stoi ponad George'm i Bobem. Wydaje mi się tylko, że największy wpływ na brzmienie grupy mieli Jeff i George a poza tym być może muzycy nigdy nie mieliby okazji razem w tym zestawie pracować gdyby nie Jeff.

prodigal_son napisał(a):Gdyby na chwilę zapomnieć o tych nawiedzonych fanach niepotrafiącego śpiewać Dylana i zapytać grono najznakomitszych, obiektywnych krytyków o to którą supergrupę wybraliby, jaki Pana zdaniem zapadłby werdykt? Czy taki argument ad verecundiam akceptuje Pan w dyskursie?


Naturalnie mało kto kojarzy obecnie Denny Laine'a. Jego solowe płyty nie rzucają na kolana. Obiektywni i niezależni krytycy mogą być bezlitośni. Ale zapytajmy fanów The Beatles i fanów Wings. To przecież najczęściej również fani Traveling Wilburys.
you can boogie if you try
Awatar użytkownika
svarog
Sun King
 
Posty: 437
Rejestracja: Pią Kwi 08, 2005 3:13 pm
Miejscowość: Kłobuck

Re: Bob Dylan

Postprzez prodigal_son » Sob Maj 24, 2014 3:31 pm

svarog napisał(a):Naturalnie mało kto kojarzy obecnie Denny Laine'a. Jego solowe płyty nie rzucają na kolana. Obiektywni i niezależni krytycy mogą być bezlitośni. Ale zapytajmy fanów The Beatles i fanów Wings. To przecież najczęściej również fani Traveling Wilburys.


Proszę też jednak pamiętać, że wśród fanów The Traveling Wilburys krzyżują się fani The Beatles/Wings z fanami Boba Dylana. Ci ostatni zapewne nawet te najdelikatniejsze porównania ich idola do Denny'ego Laine'a uznaliby za profanację. Szczególnie w kontekście szorstkiej znajomości Dylana z Paulem.
prodigal_son
 

Re: Bob Dylan

Postprzez Adriana » Nie Gru 11, 2016 9:30 pm

Adriana
Musketeer Gripwood
 
Posty: 94
Rejestracja: Pon Sie 10, 2015 11:28 pm

Re: Bob Dylan

Postprzez malamiia » Śro Lut 24, 2021 3:29 pm

Czyli to rzeczywiście prawda, że na żywo Dylan "nie działa", szkoda. :(
malamiia
fan
 
Posty: 30
Rejestracja: Czw Mar 14, 2019 4:18 pm


Wróć do Lżejsze brzmienia

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość

cron