Polski Serwis Informacyjny The Beatles

Istnieje od 2001 roku. Codzienna aktualizacja, ksiazki, filmy, plyty.
jesteś na Forum Polskiego Serwisu Informacyjnego The Beatles
Obecny czas: Pon Lut 26, 2024 2:02 pm

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)




Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 47 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
PostWysłany: Pon Sie 02, 2010 3:39 am 
Offline
Beatlesiak

Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Posty: 1958
Miejscowość: Warszawa
Z jakimi artystami i zespołami w latach 60. przyjaźnili się Beatlesi? Z kim byli w mniej przyjaznych stosunkach? Wątek dyskusyjno-systematyzujący.

Kiedy myślę o przyjaźniach Beatlesów z innymi artystami okresu lat 60., niemal automatycznie nasuwają mi się na myśl -- niemal jednocześnie -- Bob Dylan i Rolling Stonesi. Wiadomo, że dobrze rozumieli się także z Erikiem Burdonem, Donovanem, Erikiem Claptonem, Hendriksem oraz The Byrds. Bywały jednak i takie zespoły, wobec których Beatlesi zachowywali się zdecydowanie mniej przyjaźnie, choćby The Hollies i The Kinks, lub z którymi nie utrzymywali bliższych stosunków, takie jak The Who.

Pozwolę sobie zacząć od Rolling Stonesów, bowiem często to właśnie Mick Jagger i spółka funkcjonują w powszechnej świadomości jako najwięksi rywale, a nawet wrogowie Beatlesów.

"Rywale" -- z tym jeszcze można by się zgodzić, może nie do końca pod względem stricte muzycznym (Stonesi od początku oscylowali jednak wokół trochę innych, bardziej rhytm'n'blusesowych klimatów), a bardziej jeśli chodzi o notowania na listach, sprzedaż płyt, wizerunek (good boys vs. bad boys, swoją drogą genialnie obmyślone przez managera Stonesów, Andrew Loog Oldhama, i podchwycone, a następnie z lubością katowane przez media). Z pewnością jednak nie "wrogowie" -- temu zaprzeczy każdy, nawet umiarkowanie poinformowany, fan obydwu grup. Ostatecznie, wrogom nie podarowywuje się utworu, by mogli oni polepszyć swoją pozycję na listach przebojów, jak to Beatlesi uczynili Stonesom w 1963 r. (I Wanna Be Your Man, która w wykonaniu RS doszła w listopadzie tegoż roku do 12 miejsca na brytyjskich listach przebojów). Wcześniej zresztą podpisanie kontraktu z mało komu znaną grupą The Rollin' Stones zasugerował Dickowi Rowe nie kto inny, lecz George Harrison, który wraz z szefem Decci zasiadał w maju 1963 roku w jury The Beat Group Talent Show, liverpoolskiego konkursu młodych talentów.

Na gruncie prywatnym członkowie obydwu zespołów darzyli się sympatią, czego dowody można znaleźć zarówno na okładkach płyt (lalka z napisem Welcome The Rolling Stones na okładce Sierżanta Pieprza, twarze czterech Beatlesów na okładce wydanego w tym samym roku LP Rolling Stonesów Their Satanic Majesties Request), jak i w archiwach telewizyjnych (zaproszenie Keitha Richardsa i Micka Jaggera na nagranie All You Need Is Love w 1967 roku, zaproszenie Johna Lennona na nagranie Rock'n'Roll Circus Stonesów w roku 1968) oraz na nagraniach obydwu zespołów (Brian Jones grający na saksofonie w You Know My Name (Look Up The Number), Lennon i McCartney w chórkach w rollingstonesowskim We Love You). W 1964 r. na przyjęcie urządzone z okazji premiery A Hard Day's Night nie chciano wpuścić Billa Wymana, Keitha Richardsa i Briana Jonesa, ponieważ zdaniem obsługi, byli oni niestosownie ubrani. "A jakie to ma znaczenie? To przyjaciele, wpuśćcie ich" - miał powiedzieć wówczas John.

Mick Jagger nazywał Beatlesów "czterogłowym potworem". W którymś z wywiadów podkreślił zresztą, że Beatlesi nadawali trochę jakby na innych falach, jak gyby posługiwali się jakimś znanym sobie tylko kodem: "Byli mili i tak dalej, jednak czuło się, że jest się autsajderem. Dzięki nim uświadomiłem sobie, że moja kapela to biznes, oni natomiast byli przyjaciółmi. Kiedyś, gdy powiedziałem do Johna, że ma fajną zapalniczkę, odpowiedział, że dostał ją od George'a na urodziny. Pomyślałem sobie wtedy, że ja nawet nie wiem, kiedy są urodziny Keitha Richardsa, a nawet gdybym wiedział, to nic bym mu na te urodziny nie podarował. Taka była między nami różnica i tego im zazdrościłem". John Lennon natomiast zazdrościł Stonesom ich nieugrzecznionego wizerunku. Rozgoryczenie Johna potęgował fakt, że to Rolling Stonesów zaczęto utożsamiać z cięższym, bardziej agresywnym brzmieniem, z którego Beatlesi słynęli za czasów Hamburga; tego Lennon nie mógł przeboleć. John był poza tym zdania, że Stonesi "ukradli" image, który pierwotnie należał do Beatlesów, a który ci drudzy zmodyfikowali następnie według wskazówek Briana Epsteina. "Stonesi w porównaniu z nami? Zmietlibyśmy ich ze sceny!" - powiedział kiedyś John.

Niemniej jednak Beatlesi, pytani w wywiadach o ulubionych artystów, zawsze wymieniali Rolling Stonesów. Mick Jagger i Keith Richards natomiast przyznawali niejednokrotnie, że to Beatlesi popchnęli ich do pisania własnych utworów. I nawet jeśli poirytowany John Lennon w 1970 r. stwierdził, że cokolwiek, co zrobili Beatlesi, Stonesi kopiowali w dwa miesiące później (użycie sitaru w Paint It Black, biała okładka Beggars Banquet, album Their Satanic Majesties Request nagrany w odpowiedzi na Sierżanta Pieprza, utwór You Can't Always Get What You Want, zdaniem części krytyków wyraźnie zainspirowany Hey Jude itd.), to materiały zdjęciowe z lat 60. i 70. dowodzą, że to chyba właśnie Lennona można było w towarzystwie Jaggera i spółki spotkać najczęściej... choć oczywiście nie tylko jego :)

Image
Image

_________________
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie


Ostatnio edytowany przez Rita Śro Sie 04, 2010 5:14 pm, edytowano w sumie 3 razy

Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Pon Sie 02, 2010 1:49 pm 
Offline
Beatlesiak

Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Posty: 1958
Miejscowość: Warszawa
Bob Dylan -- jak dla mnie, przyjaźń Beatlesów z Dylanem jest największym symbolem zjawiska, które rozpoczęło się mniej więcej w połowie lat 60. i okazało się kluczowe dla dalszego rozwoju muzyki popularnej w tamtym okresie: wzajemnego przenikania się rocka (rock'n'rolla) i folku.

W 1964 roku, podczas pobytu Beatlesów w Paryżu, Paul McCartney przyniósł do hotelu zakupioną przez siebię płytę The Freewheelin' Bob Dylan. Cała czwórka -- ze szczególnym uwzględnieniem Lennona -- była pod ogromnym wrażeniem tego, co na tej płycie usłyszała, zwłaszcza, jeśli chodzi o warstwę tekstową. Krótko mówiąc, nasi chłopcy odkryli, że teksty utworów niekoniecznie muszą opowiadać o trzymaniu dziewczyny za rękę :wink:. Na efekty trzeba było jednak troszkę poczekać, bowiem dopiero podczas letniej trasy koncertowej po Stanach John napisał I'm A Loser, któremu powszechnie przypisuje się miano pierwszego "dylanowskiego" utworu Beatlesów. A w styczniu 1965 jeden z artykułów w czasopiśmie Melody Maker głosił: "Beatles say -- Dylan shows the way".

Zanim jednak do napisania Losera doszło, w lutym 1964 roku na muzykę Wielkiej Czwórki po raz pierwszy natknął się Dylan. Nietrudno się domyślić, że musiało się to stać w lutym, kiedy to Beatlesi rozpoczęli swój tryumfalny podbój Stanów Zjednoczonych, a amerykańskie rozgłośnie przypomniały sobie, że w istocie zespół o takiej nazwie już kiedyś próbował na rynku amerykańskim zaistnieć. I oto właśnie pewnego pamiętnego lutowego dnia Bob, jadąc samochodem do San Francisco, usłyszał w radiu I Wanna Hold Your Hand i doznał szoku, w sensie jak najbardziej pozytywnym; jak sam później przyznawał, utwór ten brzmiał dla niego tak, jakby oto odrodził się rock'n'roll taki, jakim go Bob pamiętał za czasów swojego dzieciństwa.

Ciekawostką jest, iż Bob Dylan był długo przekonany, że Beatlesi w I Wanna Hold Your Hand zamiast "I can't hide" śpiewają "I get high", odwołując się do stanu po zażyciu narkotyków. Być może więc dlatego, kiedy już w sierpniu 1964 roku w hotelu Delmonico w Nowym Jorku doszło do pierwszego spotkania czterech liverpoolczyków z największym bardem w historii rocka, Dylan uznał za naturalne, że Beatlesów należy poczęstować marihuaną :lol:. To pozornie mało znaczące wydarzenie miało się okazać dla muzyki rozrywkowej okazać bardzo brzemienne w skutki, tak pozytywne, jak negatywne. Samo spotkanie doszło do skutku dzięki amerykańskiemu dziennikarzowi Alowi Aronowitzowi, którego Lennon poprosił o skontaktowanie ich z Dylanem.

Jeśli chodzi o wpływ Beatlesów na Boba, to m.in. właśnie dzięki nim sięgnął on po gitarę elektryczną, czego spora część fanów początkowo nie mogła mu wybaczyć (został m.in. wygwizdany na Newport Folk Festival w 1965 roku, w związku z czym opuścił scenę po zagraniu zaledwie trzech utworów). Jednak kierunek, w którym miała się rozwijać muzyka popularna przez następne kilka lat, został zapoczątkowany -- dzięki folkowi rock odkrył potencjał warstwy tekstowej utworów, a dzięki rockowi folk zwrócił uwagę na siłę, jaka leżała w "surowym" brzmieniu gitar elektrycznych. W tym kontekście przyjaźń Beatlesów z Dylanem nabiera według mnie szczególnie symbolicznego znaczenia.

Ale przecież nie o wzajemne wpływy w tym temacie chodzi, zresztą nie tylko do nich znajomość Beatlesów z Dylanem się ograniczała. Bob bywał obecny na koncertach naszej Czwórki (np. 20 sierpnia 1965 roku w Paramount Theatre), odwiedzał Johna i Cynthię w ich domu; Lennon i Harrison, z którym to Bob chyba najbardziej się zaprzyjaźnił, poszli w sierpniu 1969 roku obejrzeć występ Dylana na festiwalu na Isle of Wright . A współpraca panów Dylana i Harrisona podczas sesji nagraniowych do albumów All Things Must Pass, Self Portrait i New Morning, a także pewna supergrupa rockowa z lat osiemdziesiątych to fantastyczna kontynuacja tej przyjaźni.

Image

_________________
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie


Ostatnio edytowany przez Rita Czw Sie 05, 2010 12:46 pm, edytowano w sumie 3 razy

Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Pon Sie 02, 2010 2:48 pm 
Offline
Beatlesiak

Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Posty: 1958
Miejscowość: Warszawa
The Who -- w zasadzie to Beatlesi z The Who się raczej nie przyjaźnili (zdaje mi się, że ci drudzy kiedyś przyznali, że czuli się zbyt onieśmieleni ogromnym sukcesem liverpoolczyków), ale w latach 60. miał miejsce pewien zabawny incydent, który to w jednej ze swej książek na temat Keitha Moona opisuje Tony Fletcher. Otóż pewnego dnia perkusista The Who miał natknąć się na Beatlesów w jednym z londyńskich klubów i zapytać, czy może się do nich przyłączyć. Beatlesi sądząc, że Moon pyta po prostu, czy może się do nich dosiąść, zaoferowali mu krzesło. Keith wyjaśnił, że chodzi mu konkretnie o wstąpienie do grupy. Ringo podziękował, dodając, że Beatlesi już mają perkusistę :lol:. Co ciekawe, właśnie to zdarzenie zapoczątkowało przyjaźń między Ringiem a Keithem -- vide wątek o Beatlesach wspomnianych w piosenkach.

Podczas transmisji "Our World" z Beatlesami wykonującymi All You Need Is Love, Keith był rówież obecny wśród zaproszonych gości.

Btw, istnieją zwolennicy teorii, według której jedna z pierwszych piosenek napisanych przez Keitha - I Need You, pochodząca z wydanego w 1966 roku albumu A Quick One - jest tak naprawdę tęsknym wołaniem w kierunku... Beatlesów ;):

Knowing
Is what people tell you
That you're thinking wrong
Embrace you,
But they really mean "So long"

You talk to them
They laugh aloud
Yet they run to you
In any crowd

Please talk to me again
I need you

We're dancing
We will come and dance near you
We want to learn
Let us come and sitar with you

Distort my ears when
The music's loud
Yet you raise your hatchet
In the yellow crowd

Please talk to me again
I need you

Knowing
Is what people tell you
That you're thinking wrong
Embrace you,
But they really mean "So long"

You talk to them
They laugh aloud
Yet they run to you
In any crowd

Please talk to me again
I need you


I Need You by The Who

Jeśli dodać tu znajome nam już zdjęcie Keitha w beatlesowskiej koszulce, to można dojść do wniosku, że może i coś było na rzeczy... tym bardziej, że w środku tego utworu słyszymy jakiś nieokreślony (tak jakby pseudolennonowski?) bełkot i głos, który oznajmia nam między innymi, że "Reorge and Gingo will come later with their wives, you know".

To jeszcze raz, za wątkiem o Beatlesach w piosenkach, pozwolę sobie przekleić zdjęcie, bo jednak grzech go tu nie umieścić:

Image

The Byrds -- powstała w 1964 roku amerykańska grupa folk-rockowa, której członkowie byli wielkimi fanami Beatlesów - pisałam o tym trochę w tym wątku. Obie grupy spotkały się podczas pierwszego tournee Byrdsów po Anglii w lipcu 1965 roku. Spotkanie, do którego doszło w londyńskim klubie "Blazes", zostało zaaranżowane przez Dereka Taylora i z Beatlesów nie uczestniczył w nim Paul. Sami Byrdsi mówili potem, że aczkolwiek ze strony wielu osób w Anglii spotykali się raczej z chłodnym przyjęciem, to o Beatlesach mają same najlepsze wspomnienia. "Od początku byli fantastyczni i absolutnie nie spodziewaliśmy się, że przyjdą do klubu specjalnie po to, by nas poznać" - opowiadał Chris Hillman. Warto wiedzieć, że przed swoim pierwszym tournee w Anglii Byrdsi byli reklamowani jako "amerykańska odpowiedź na Beatlesów :wink: . Najwyraźniej jednak nie miało to negatywnego wpływu na przyjazne stosunki między obydwoma zespołami, bo kiedy w 1966 roku Beatlesi gościli w San Fransisco, doszło do kolejnego spotkania. Na konferencji przed -- jak się miało później okazać -- ostatnim koncertem Beatesów w historii, Lennon powiedział natomiast, że Byrdsi to ich ulubiona amerykańska kapela:

Pytanie: John, kogo lubisz najbardziej z amerykańskich grup?
John: Jest ich parę. Byrds, (Lovin') Spoonful, Mamas and Papas, chyba tak.


"To było niesamowite uczucie - powiedział zapytany o to Roger McQuinn - Poczułem się wspaniale, bo oto twoja ulubiona kapela mówi, że twój zespół jest jej ulubionym, to po prostu niewiarygodne".

Podczas konferencji David Crosby z Byrdsów siedział sobie zresztą w tle za Beatlesami, o co nie omieszkali zapytać dziennikarze:
Pytanie: A kim jest ten młody człowiek z tyłu za Wami po prawej stronie?
John: A to chyba stary dobry Dave?
Paul: Gdzie on jest?
John: To nasz kumpel Dave z Byrdsów. Cześć, chłopaki!
Paul: Jest nieśmiały.


Do obejrzenia tutaj od 3:18 :)

Ciekawostka: wedle wielu relacji to właśnie David Crosby z Byrdsów pierwszy zwrócił uwagę George'a Harrisona na muzykę Ravi Shankara.

Donovan - O stosunkach Beatlesów z Donovanem wiem niewiele, ale na pewno to, że były przyjazne. Musiały być, skoro Donovan uczestniczył np. w nagraniu Yellow Submarine i był obecny podczas nagrywania A Day In The Life. On i Beatlesi spędzili także sporo czasu w Indiach, pobierając nauki u pewnego pana, który nie nazywał się Sexy Sadie, ale chyba w pełni zasługiwał na taką piosenkę. Tam też Donovan nauczył Johna swojej techniki gry na gitarze -- rezultat nauki do odsłuchania w utworze Julia.

Kilkadziesiąt lat później Donovan nagrał utwór do dokumentu o żonach Beatlesów: Lives of the Wives

The Hollies - piszę o nich, bo coś mi się przypomina taka sytuacja, o której zdaje się niegdyś czytałam (bo sama raczej nie wymyśliłam :wink: ), jakoby The Hollies w 1965/66 albo mieli sesję nagraniową na Abbey Road obok Beatlesów, albo właśnie skończyli i ustępowali studio Beatlesom... w każdym razie, Beatlesi mieli podobno Holliesów totalnie zlekceważyć - podobno jedynie z Paulem mogli ci drudzy sobie jako tako pogadać. Sytuacja możliwa, bo kiedy The Hollies nagrali cover If I Needed Someone (który był swoją drogą pierwszym w historii coverem utworu George'a), z którym nie dotarli nawet do Top20 brytyjskich list przebojów, Beatlesi (Lennon i Harrison zwłaszcza) nie szczędzili im gorzkich i złośliwych komentarzy.

If I Needed Someone w wersji The Hollies

_________________
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie


Ostatnio edytowany przez Rita Sob Sie 21, 2010 8:26 pm, edytowano w sumie 14 razy

Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Pon Sie 02, 2010 8:48 pm 
Offline
Beatlesiak
Awatar użytkownika

Rejestracja: Czw Lip 06, 2006 10:52 am
Posty: 1499
Aniu! Swietna robota! Czyta się to wszystko rewelacyjnie. Jak tylko znajdę więcej czasu to dołączę do dyskusji, która mam nadzieję się rozwinie.

_________________
Image
Strawberry Fields Forever


Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Pon Sie 02, 2010 11:02 pm 
Offline
Beatlesiak

Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Posty: 1958
Miejscowość: Warszawa
Dziękuję Kasiu :) Udział w dyskusji mile widziany, bo ja przecież tematu na pewno nie wyczerpuję.

Najdłuzszy kawałek -- dot. Kinksów -- jeszcze przed nami.

_________________
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie


Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Wto Sie 03, 2010 10:40 am 
Offline
Beatlesiak
Awatar użytkownika

Rejestracja: Czw Lip 06, 2006 10:52 am
Posty: 1499
Mając chwilkę wspomnę o Brianie Jonesie. Czytając biografię Stonesów napisaną przez Daniela Wyszogrodzkiego wiele wspomniane jest o relacjach między Beatlesami a Stonesami. I tak na przykład Brian Jones bardzo zafascynował się fryzurami Wielkiej Czwórki. Miał na tym punkcie wielką obsesję, zaczął myć swoje włosy dwa razy dziennie, by wyglądać jak Beatlesi. Ponoć nawet wzięto go kiedyś za jednego z Beatlesów, chociaż nie wiem jak to możliwe, blondwłosy Beatles? :D

Wspomniane też jest o jakiejś prywatnej sesji nagraniowej Briana z Johnem Lennonem, która została skradziona w dniu śmierci Jonesa w jego posiadłości. Ktoś wie więcej na ten temat?

_________________
Image
Strawberry Fields Forever


Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Śro Sie 04, 2010 7:47 pm 
Offline
Beatlesiak

Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Posty: 1958
Miejscowość: Warszawa
Dokładnie tak było z tymi włosami. Obsesję Briana pogłębiał fakt, że prasa z lubością przypisywała Rolling Stonesom właśnie niemycie włosów i posiadanie wszy, więc Jones wziął sobie za punkt honoru zademonstrować, że owszem, Stonesi mogą sobie być paskudni, brzydcy i wulgarni, ale włosy to myją na pewno! I rzeczywiście Briana wzięto niegdyś na Beatlesa. Było to dokładnie po koncercie Beatlesów w Royal Albert Hall. Zdaje się, że Stonesi pomagali Beatlesom wynosić sprzęt. I wtedy jedna z fanek Fab Four dosłownie rzuciła się na Briana. Od tamtego momentu Brian dostał kolejnej obsesji -- odnieść taką sławę, jaką odnieśli Beatlesi. Ponoć przez całą drogę powrotną powtarzał, że tego właśnie chce... Ale co my się tu dziwimy z tą pomyłką -- w 1968 roku na targach MIDEM w Cannes za Lennona wzięto nikogo innego, tylko naszego Krzyśka Klenczona, który spacerował sobie po mieście w okularach przeciwsłonecznych. Co jak co, ale podobieństwo między Lennonem a Klenczonem w owym okresie było już raczej znikome :lol:. Bo że zdarzyło mu się to już wcześniej w 1963, to już się tak bardzo nie dziwię.

Jeszcze parę słów o Eriku Burdonie, gdyż on również przychodzi mi na myśl jako ten, który z Beatlesami swego czasu sporo imprezował. W każdym razie Burdon przyznał się kiedyś, że to on jest słynnym "eggmanem" z utworu I Am The Walrus. Tak miał go zacząć nazywać Lennon po tym, jak dowiedział się, że jednym z fetyszy Erica jest... rozbijanie jajek na ciałach nagich kobiet. Ha ha ha :D

_________________
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie


Ostatnio edytowany przez Rita, Czw Sie 05, 2010 12:43 pm, edytowano w sumie 1 raz

Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Śro Sie 04, 2010 10:28 pm 
Offline
Beatlesiak

Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Posty: 1958
Miejscowość: Warszawa
The Kinks

Beatlesi nie przyjaźnili się z Kinksami, co jest dla mnie dość przykre, bo Kinksi to mój nr 2 zaraz bo Beatlach, i trochę niezrozumiałe, bo Ray Davies był świetnym songwriterem i pewnie mogliby sobie po przyjaznemu rywalizować... a może Beatle mu w pewien sposób zazdrościli, co tłumaczy zachowanie Lennona opisane przeze mnie poniżej? Nie mam pojęcia, w każdym razie było to dziwne, sami zobaczcie :? .

W 1964 roku, krótko po tym, jak Kinksi wydali swój pierwszy hit - You Really Got Me - zaaranżowano ich w roli support bandu podczas dwóch koncertów Beatlesów. Mówiąc dokładniej, mieli otwierać drugą połowę imprezy i występować tuż przed głównym wykonawcą, a powiedzieć przy tym trzeba, że to dla każdego zespołu sytuacja chyba najgorsza z możliwych -- a co dopiero, jeśli tym głównym wykonawcą byli Beatlesi właśnie. Jeśli wierzyć relacji Raya Daviesa, podczas pierwszego koncertu, w Bournemouth Winter Gardens, Beatlesi mieli się zachować wobec Kinksów bardzo nieładnie. Było to tuż przed rozpoczęciem drugiej połowy, gdy za zasłoniętą kurtyną grupa szykowała się już do wyjścia na scenę. Wówczas pojawił się John i zainteresował się posiadanym przez Raya modelem gitary (był to Fender Telecaster). Zadawał Daviesowi mnóstwo związanych z nią pytań, a nawet posunął się do tego, że zaczął dotykać jej naciągów (czego podobno wśród muzyków się nie robi i ogólnie nie jest to często spotykane). "Może powinienem czuć się zaszczycony, że jeden z Beatlesów był łaskaw powiedzieć coś na temat nas czy naszych instrumentów, ale w tamtych okolicznościach poczułem się znieważony" - napisze Ray w swojej autobiografii. Następnie Lennon zaczął wyglądać przez kurtynę.Zirytowany Ray powiedział w końcu, że Beatlesi wkrótce będą mieli swój występ, ale teraz jest kolej Kinksów. John miał wówczas odpowiedzieć "Przy Beatlesach, mój drogi, nie istnieje coś takiego, jak wasza kolej. Jesteście tu tylko po to, żeby zająć czymś publiczność, dopóki my nie przejmiemy sceny"; po czym, odchodząc, dorzucił jeszcze: "Jak już skończą się wam piosenki, to pożyczymy wam którąś z naszych".

Ray: "Chciałem odkrzyczeć, że żadnej nie znam, ale światła już się ściemniły i otwierała się już kurtyna... Mieliśmy zaczynać".

Jeśli Lennon kiedykolwiek wypowiedział powyższe słowa, to musiało mu być potem głupio, bowiem aczkolwiek przez pierwsze minuty występu Kinksów widownia krzyczała "George, John, Paul, Ringo!", to gdy ci już zakończyli, można było usłyszeć "We want the Kinks!" Ogólnie szeptało się, że tego wieczoru Kinksi ukradli Beatlesom co nieco splendoru... I może właśnie dlatego podczas drugiego koncertu Brian Epstein postanowił nieco zmienić kolejność wykonawców, tak, aby przed Wielką Czwórką występował ktoś inny. Tym razem Kinksi mieli zamykać pierwszą połowę. Kiedy wychodzili już na scenę, Paul McCartney złapał Raya za ramię i krzyknął: "No, to chyba jesteś gwiazdą!" "Chyba tak" - odpowiedział Davies.

Cała ta sytuacja miała swój epilog podczas koncertu zwycięzców sondażu pisma The New Musical Express na najpopularniejszą grupę 1965 roku. Oczywiście wygrali ten sondaż Beatlesi, ale w odróżnieniu od tego, co zazwyczaj było przyjęte, tym razem to nie ich występ zamykał imprezę - zamykali ją Kinksi, którzy wracali z tournee po Danii i przegapili niemal cały show. Znowu niepiękna sytuacja... Występ Beatlesów był znakomity, a świadomość, że mają się wystąpić tuż po nich, była dla grupy braci Daviesów druzgocąca. "John, no po prostu nie możemy po Was zagrać" - powiedział do Lennona manager Kinksów, gdy Wielka Czwórka schodziła ze sceny. "Oto nasz rewanż za Bournemouth" - odrzekł Lennon. Chyba go tamten koncert musiał boleć... :wink:

Nieco inaczej przedstawia sprawę występu Kinksów po Beatlesach brat Raya, Dave: "Podczas tego koncertu Epstein zaczął nalegać, byśmy wystąpili bo Beatlesach i zamykali imprezę. Brzmiało to jak największy komplement, jednak ciężko było występować po Beatlesach. Gdy wyszliśmy na scenę, atmosfera wydawała się nijaka, ale po paru kawałkach, tłum zaczął krzyczeć tak, jak zwykle. Założę się, że gdyby Lennon żył dzisiaj, powiedziałby, że chcieli być przed nami, by zdążyć do domu przed szczytem; ja jednak myślę, że oni się nas trochę bali. Pamiętam, że przed koncertem oglądałem Beatlesów podczas próby dźwiękowej. Próbowałem pogadać z Lennonem, o gitarach i takich tam, ale on nie wydawał się zbyt zainteresowany i cały czas podgadywał, że nie życzy sobie, by ktokolwiek zabawiał się jego gitarą".

Żeby nie było, że tylko Beatlesi byli "tymi złymi", to Kinksi lubili między sobą naigrywać się z Paula McCartneya, którego uważali za bardzo nadętego. Nazywali go nawet... "Pullmycockoff". Z drugiej strony nie wiemy, co mają do powiedzenia na ten temat Beatlesi, bo nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek oni sami albo ich biografowie o Kinksach cokolwiek wspominali. Aczkolwiek według mnie zachowanie Johna w Bournemouth było takie... lennonowskie w negatywnym znaczeniu.

Trochę innych opinii o Beatlesach:

Ray: "Pete Townshend bardzo lubił rywalizować... Paul McCartney był jedną z najbardziej lubiących rywalizację osób, jakie kiedykolwiek spotkałem. Lennon nie; on uważał, że wszyscy inni są do d...".

Dave: "Bardzo lubiłem Lennona -- wydawał się zawsze taki cyniczny. Zawsze miałem wrażenie, że przenika go jakiś ból. Potrafiłem się z nim dogadać. Kiedy nie byłem na tyle naćpany, by nie wiedzieć, że jest obecny, zawsze wchodziliśmy ze sobą w sprzeczki. Pewnego razu podczas naszej rozmowy wstał od stolika i wyszedł, rzucając na odchodne: >>Ty cyniczny draniu! Jesteś chyba jedną z najobrzydliwszych osób, jaką spotkałem!<< Teraz, patrząc na to z perspektywy czasu, myślę, że powinienem był potraktować te słowa jako komplement".

Dave: "Początkowo (Lennon) był naprawdę duchową esencją swojej grupy. Bez jego złości, cynizmu i specyficznego punktu widzenia Beatlesi byliby tylko kolejnym popowym zespołem. Uważałem też, że Ringo jako perkusista był dość niedoceniany. Jako perkusista miał w sobie coś, co pasowało do tamtych czasow, zwłaszcza że wtedy było bardzo trudno znaleźć dobrych perkusistów, którzy by to mieli. Nawet teraz, kiedy jesteśmy w studiu, zdarza mi się powiedzieć do Boba, naszego perkusisty >>Dobra Bob, a teraz zrób Ringo!<< (...) Paul McCartney w tamtym czasie był nieco płytki. Zawsze uważałem, że jest trochę skryty. George Harrison był bardzo cichym facetem; podobała mi się jego gra, ale nigdy go dobrze nie poznałem. Nie utrzymywaliśmy zbyt wielu kontaktów z Beatlesami czy Stonesami, za wyjątkiem zwyczajowych spotkań albo pogawędek w klubach".

Dave: "Dowiedziałem się, że Wonderboy był jedną z ulubionych piosenek Kinksów Johna Lennona. Od czasu do czasu jadał w restauracji Aretusa na King's Road i podobno kazał im go grać wciąż od początku".

_________________
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie


Ostatnio edytowany przez Rita Pią Sie 06, 2010 1:53 pm, edytowano w sumie 3 razy

Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Czw Sie 05, 2010 3:17 am 
Offline
Beatlesiak
Awatar użytkownika

Rejestracja: Czw Lip 06, 2006 10:52 am
Posty: 1499
Pullmycockoff po prostu miażdży :D

Dzięki Aniu!

_________________
Image
Strawberry Fields Forever


Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Czw Sie 05, 2010 12:19 pm 
Offline
Beatlesiak
Awatar użytkownika

Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Posty: 4281
Miejscowość: Bielsk Podlaski
O, takie tematy to ja rozumiem. O wielu rzeczach nie miałem pojecia, np. o tej lalce z okładki Pieprza i dziesiatkach innych drobnostek.

Od siebie moge dodac, że Donovan najbardziej był zaprzyjaźniony z Paulem, i nie tylko brał udział w nagraniu "Yellow Submurine", ale i pomógł napisac do niego tekst - Sky of blue, and sea green,
In our yellow submarine
wyszo spod reki Donovana. Macca w rewanżu gościł na jego płycie, szczegółów nie znam.
Bardzo mnie zaciekawiła lekcja gry na gitarze, Donovan musiał miec chyba spory wpływ na Johna, bo specyficzne brzdąkanie gitary w "Julii" przewija sie przez wiele późniejszych ballad Lennona.

Wiecej takich tematów!

PS. O Kinksach jeszcze nie czytałem.

_________________
Image


Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Czw Sie 05, 2010 12:27 pm 
Offline
Beatlesiak

Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Posty: 1958
Miejscowość: Warszawa
Zajrzałam raz jeszcze do autobiografii Raya i w zasadzie przy pierwszej wzmiance o tym nie jest napisane, by uważali go za nadętego -- tak mi się coś kołatało po głowie, ale może to nieprawda. W każdym razie, taki przydomek Paula wśród Kinksów funkcjonował i wymyślił go perkusista zespołu, Mick Avory.

Żeby nieco złagodzic sytuację ;), to mamy tutaj trochę późniejszych Kinksów i ich utwór z 1978 roku pt. Somebody Stole My Car. Pod koniec piosenki nawiązanie do Beatlesów jest bardzo wyraźne. Zresztą, jak już kiedyś pisałam w wątku Znani, którzy lubią The Beatles, Ray napisał swój przepiękny utwór Waterloo Sunset kierując się podziwem dla Beatlesów. Od zatytułowania go "Liverpool Sunset" powstrzymał go fakt, że mniej więcej w tym samym czasie wyszedł singiel Penny Lane/Strawberry Fields Forever. Jak na ironię, zaledwie po tygodniu pobytu na pierwszym miejscu list przebojów singiel Bitli został strącony ze szczytu przez Waterloo Sunset właśnie.

_________________
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie


Ostatnio edytowany przez Rita, Sob Sie 21, 2010 8:26 pm, edytowano w sumie 1 raz

Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Czw Sie 05, 2010 2:15 pm 
Offline
Beatlesiak
Awatar użytkownika

Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Posty: 4281
Miejscowość: Bielsk Podlaski
Odcienek o Kinksach baaardzo ciekawy i dużo informacji o Lennonie. Najbardziej podbudowało mnie to:

Rita napisał(a):
Dave: "Początkowo (Lennon) był naprawdę duchową esencją swojej grupy. Bez jego złości, cynizmu i specyficznego punktu widzenia Beatlesi byliby tylko kolejnym popowym zespołem.


Mam nadzieje, że masz jeszcze w zanadrzu kolejne odcinki z koplania informacji, Rito :)

Mozna by coś wymyśleć z Elvisem i Fleetwood Mac.

_________________
Image


Ostatnio edytowany przez Yer Blue, Pią Sie 06, 2010 2:46 pm, edytowano w sumie 1 raz

Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Pią Sie 06, 2010 1:31 pm 
Offline
Mean Mr Mustard
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Mar 30, 2010 9:27 pm
Posty: 167
Nawiązując do tego, co napisała Rita w wątku o The Who, muszę przyznać, że nie raz myślałam sobie... gdyby tak Beatlesi mogli mieć dwóch perkusistów...
zawsze chodziło mi o Keitha Moona rzecz jasna :P

I chociaż w The Beatles grać nie mógł to udało mu się dołączyć do zespołu… Johna Lennona :wink:
Oto Keith jako perkusista Plastic Ono Band
Zapis audio koncertu :arrow: http://www.youtube.com/watch?v=Quk9hc2muL8
Cold Turkey Lyceum Ballroom, Londyn 15 grudnia 1969 r.

Image Image

Co więcej Keith Moon w imieniu Beatlesów odebrał przyznaną im nagrodę (prawdopodobnie 1975 r.) z takimi słowami:
I've got a telegram from the lads...'We finally made it Keith. And everybody that has given us this prestigious award is enhanced by the beauty of your receiving it for us.' I've got an open invitation to any other houses, so afterwards the best looking in the audience will be selected and will be going there for a late luncheon and an early breakfast.
Nagranie wideo :arrow: http://www.youtube.com/watch?v=SLAItPi3ef0
Na temat samej nagrody nie udało mi się znaleźć informacji.

A wracając do przyjaźni dwóch perkusistów…

Moon został nawet ojcem chrzestnym pierwszego syna Ringo. Podobno lekcji gry na perkusji, młodemu Starkey’owi, udzielał właśnie Keith. Po latach bębniarzem The Who został nikt inny jak tylko sam Zak Starkey (okres 1996- 2007). Roger Daltrey powiedział nawet o nim, że był to najlepszy perkusista The Who od czasów Keitha Moona. O trasie koncertowej Quadrophenia z 1996 mówił: Jak tylko zagraliśmy te piosenki, odżył Moonie.

Image
Keith Moon i Zak Starkey

Ponadto Keith i Ringo zagrali wspólnie w takich filmach jak:
- 200 Motels (1971)
- That'll Be the Day (1973)
- Son of Dracula (1974)
- Sextette (1978)

Ringo pojawia się też w filmie dokumentalnym o The Who pt. The Kids Are Alright (1979)
Tutaj Ringo zachęca do obejrzenia filmu :arrow: The Kids Are Alright- trailer

Rita napisał(a):
Podczas transmisji "Our World" z Beatlesami wykonującymi All You Need Is Love, Keith był rówież obecny wśród zaproszonych gości.

Jeśli ktoś chce zobaczyć jak Keith wtóruje grze Ringo podczas tego występu, to zamieszczam, z pewnością dobrze wszystkim znany, materiał z programu Our World :arrow: http://www.youtube.com/watch?v=JD6vwCHDlhw Jednak trzeba naprawdę wytężyć wzrok (najlepiej pod koniec nagrania) lub uwierzyć na słowo :wink: bo ujęcia skupione są głównie na Beatlesach.

Image
Jeśli się nie mylę, to powyższe zdjęcie pochodzi właśnie z dnia realizacji programu:
Brian Epstein i Keith Moon z żoną Kim.


Na koniec jeszcze trochę zdjęć Moona z Beatlesami.

Image
Ostatnia wspólna fotografia Lennona i McCartneya (w środku Keith) zrobiona przez asystenta Moona- Dougala Butlera, kwiecień 1974


...z Ringo

Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

...i z Paulem

Image Image Image
6 września 1978 r. Keith gościł na przyjęciu wydanym przez Paula McCartneya z okazji premiery filmu The Buddy Holly Story. Zmarł następnego dnia.

Ale żeby nie kończyć takim smutnym akcentem dodam, że postaram się umieścić wypowiedzi innego członka The Who- Petea Townshenda, które tyczą się Beatlesów. Pasują do tego ś w i e t n e g o tematu :wink:

_________________
Pełny rock'n'roll od A do Ą


Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Pią Sie 06, 2010 1:52 pm 
Offline
Beatlesiak

Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Posty: 1958
Miejscowość: Warszawa
Coś mi się kojarzy, że Pete nie miał dobrego zdania o utworach Beatlesów, dokładniej o aranżacjach? W każdym razie, podobała mu się na pewno Eleanor Rigby. Odwrotnie niż Rayowi Daviesowi, któremu akurat ten utwór się nie podobał... ale o tym już, jak wrócę z wyjazdu ;)

_________________
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie


Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Pią Sie 06, 2010 2:50 pm 
Offline
Beatlesiak
Awatar użytkownika

Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Posty: 4281
Miejscowość: Bielsk Podlaski
Rita napisał(a):
Od zatytułowania go "Liverpool Sunset" powstrzymał go fakt, że mniej więcej w tym samym czasie wyszedł singiel Penny Lane/Strawberry Fields Forever. Jak na ironię, zaledwie po tygodniu pobytu na pierwszym miejscu list przebojów singiel Bitli został strącony ze szczytu przez Waterloo Sunset właśnie.


Tak sie wtrące nie na temat jeszcze bo mi sie coś nie zgadza. Ten legendarny podwojny singiel słynny był równiez z tego, że zawedrowal na miejsce nr 2, jako chyba jedny za czasów panowania Beatlemanii, wiec tym samym stracony z pozycji lidera być nie mógł :)

A wracajac do tematu to bardzo brakuje jednej barwnej postaci - Erica Claptona.

_________________
Image


Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Pon Sie 09, 2010 12:49 pm 
Offline
Beatlesiak
Awatar użytkownika

Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Posty: 4281
Miejscowość: Bielsk Podlaski
To ja dorzuce cosik o powiazaniach z grupa Fleetwood Mac.

Podobno Beatlesi interesowali sie tym zespołem, a Lennon był pod wielkim wrażeniem Peter Greena i jego gry na gitarze. Kiedyś wyznał nawet, że "Sun King" powstał pod wpływem utworu Fleetwood Mac - "Albatross", jako hołd dla FM i swojego mistrza. Trudno sie dziwić, że utwór Beatlesów jest niemal kopia, atmosferycznego stylu grania Greena. Lennon próbował nawet pozyskać FM do firmy Apple.
Jeszcze w jednym punkcie losy obydwu zespołów sie splatają, bowiem Mick Fleetwood - jeden z liderów zespołu poślubił siostre Pati Boyd - Jenny, tak wiec przez pewien czas George i Mick byli niemal rodzina. Mick twierdzi, że w tamtym okresie bardzo sie zakolegowali.

_________________
Image


Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Nie Sie 15, 2010 6:10 pm 
Offline
Beatlesiak

Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Posty: 1958
Miejscowość: Warszawa
Yer Blue napisał(a):
Rita napisał(a):
Od zatytułowania go "Liverpool Sunset" powstrzymał go fakt, że mniej więcej w tym samym czasie wyszedł singiel Penny Lane/Strawberry Fields Forever. Jak na ironię, zaledwie po tygodniu pobytu na pierwszym miejscu list przebojów singiel Bitli został strącony ze szczytu przez Waterloo Sunset właśnie.


Tak sie wtrące nie na temat jeszcze bo mi sie coś nie zgadza. Ten legendarny podwojny singiel słynny był równiez z tego, że zawedrowal na miejsce nr 2, jako chyba jedny za czasów panowania Beatlemanii, wiec tym samym stracony z pozycji lidera być nie mógł :)


Mea culpa -- pisałam z pamięci będąc już na urlopie i... pomyliłam piosenki!! :shock: W dodatku nie zauważyłam tego, pomimo że napisałam oczywistą bzdurę. Naprawiam: to nie Waterloo Sunset zrzuciło ze szczytu PL/SFF, ale nagrane rok wcześniej Sunny Afternoon singiel Paperback Writer/Rain. No, to teraz już się wszystko zgadza :) .

Wcześniej obiecałam napisać o recenzji Revolvera, jaką w 1966 roku na prośbę magazynu Disc and Music Echo napisał Ray Davies. W owej recenzji wypowiedział się on bardzo pochlebnie o kilku zawartych na LP Beatli utworach; jego ulubioną była chyba I'm Only Sleeping, którą określił mianem "wyjątkowo pięknej" piosenki. Ponadto podobały mu się Good Day Sunshine oraz Here, There and Everywhere - o tej ostatniej napisał, że wokal i gitara brzmią w niej jak jeden instrument. Nie przypadła mu do gustu Yellow Submarine, którą nazwał "śmieciem" ("Takie rzeczy to ja grywam robiąc sobie jaja na fortepianie") oraz Eleanor Rigby, która według niego była w guście "nauczycieli muzyki w podstawówkach". Nie zrobiło na nim także wrażenia hinduskie brzmienie Love You To; odnosząc się najprawdopodobniej do wydanego w czerwcu 1965 roku utworu Kinksów pt. See My Friends, stwierdził, że utwory w tym stylu tworzył już dwa lata wstecz. Zaraz jednak nieco złagodził swój ton, pisząc: "Teraz ja robię to, co Beatlesi robili dwa lata temu".

Pennylane, wielkie dzięki za te wszystkie ciekawe info odnośnie relacji Keitha z Ringiem. Prosimy o obiecane wypowiedzi Pete'a na temat Fabsów :-)

_________________
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie


Ostatnio edytowany przez Rita Sob Sie 21, 2010 8:29 pm, edytowano w sumie 3 razy

Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Pon Sie 16, 2010 9:13 pm 
Offline
Mean Mr Mustard
Awatar użytkownika

Rejestracja: Wto Mar 30, 2010 9:27 pm
Posty: 167
Z chęcią pomęczę jeszcze temat o The Who :wink:

Kiedy ostatnio znów sięgnęłam po książkę Lennon We Wspomnieniach, żeby odszukać fragmenty gdzie wypowiada się Pete Townshend, znalazłam informację o pierwszym spotkaniu obydwu zespołów. Townshend pisze, że w 1964 r. The Who (wtedy The High Numbers) występowali jako support przed Beatlesami w Blackpool, a podczas ostatniego numeru, znajdujący się za kurtyną Lennon wtórował im grając na gitarze.

Basista John Entwistle tak wspomina ten dzień:
Otwieraliśmy listę zespołów, które poprzedzały występ Beatlesów. Nie mogli się nadziwić ogromnej ilości naszego sprzętu. Zestaw przygotowany dla Beatlesów zajmował o połowę mniej miejsca (...) Te małe mikrofony przypominały raczej elektryczne maszynki do golenia. Nie potrafiliśmy zrozumieć dlaczego korzystają z takiego szmelcu.

Image Image
Program z 16 sierpnia 1964 r., Sunday Night At The Blackpool Opera House

We wspomnianym wcześniej filmie The Kids Are Alright pokazany jest fragment programu, w którym Townshend odpowiada na pytania dotyczące jakości muzyki. Pete mówi między innymi:
Po południu razem z Johnem [Entwistlem] słuchaliśmy longplaya Beatlesów w stereo, gdzie w jednym kanale słyszy się wokal, a w drugim ścieżkę instrumentalną. I jeśli słyszysz sam podkład bez wokali, to jest on naprawdę okropny.

Myślę, że warto przytoczyć obszerniejsze fragmenty Lennon We Wspomnieniach, gdzie głos zabiera Pete, a które mają bardziej przychylny ton :wink:

" (…) zastanawiam się, co powiedzieć o Johnie, co będzie dla Ciebie ważne, człowieka, który trzyma w dłoni tę książkę i szuka czegoś, co można dodać do poczucia, że wie, iż John wywarł wpływ na świat. Mogę tu dodać tylko tyle, że nikt nie był od niego ważniejszy.

Spotkałem Johna niewiele razy. Po raz pierwszy w 1964 roku, kiedy The Who występowało w Blackpool w Anglii, jako support dla Beatlesów. Graliśmy przed kurtyną, za którą John grał razem z nami naszą kończącą występ piosenkę. Drugi raz miał miejsce znacznie później. Brian Epstein wezwał mnie z Ericem Claptonem do siebie, abyśmy pierwsi, istniejący równolegle na rynku muzycy, posłuchali Strawberry Fields Forever i Penny Lane, nowych piosenek, nagranych na ośmiościeżkowym magnetofonie. Pamiętam, że John się denerwował. Był z Cynthią, swoją pierwszą żoną, która wyglądała na bardziej rozluźnioną od niego. Kiedy wysłuchaliśmy nagrań, odjęło mi mowę. Eric przyszedł mi z pomocą: „Możemy posłuchać jeszcze raz?” Kiedy nakrywano do stołu John zacytował coś z Goonsów* „Zarzućmy coś na ruszt”- zażartował. Jedliśmy. Rozmawialiśmy. Wyraźnie mu ulżyło, że „normalni” ludzie jak ja i Eric dostrzegli, czego dokonał i spodobało im się to (…)

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem Strawberry Fields, potem A day In The Life z albumu Sergeant Pepper, następnie I Am The Walus z Magical Mystery Tour, od razu pojąłem, że John jest geniuszem, który przeżył objawienie. Znalazł sposób na porozumienie się ze mną za pomocą świętych zagadek, abstrakcji, oraz obrazów z zasobów muzycznego impresjonizmu. Kiedy zaczął pracować z Yoko, jego pisarstwo stało się konkretniejsze, szło mniej w kierunku poetyckiej halucynogenii Alicji w Krainie Czarów, a bardziej ku poetyckiemu sumieniu społecznemu Woody’ego Guthriego. W przypadku Johna przemieszanie tych dwóch światów pozwoliło powstać kilku spośród najbardziej niesamowitych piosenek pop, jakie kiedykolwiek napisano.

Dla mnie z tego okresu jedna stoi ponad wszystkimi : Happy X Mas (The War Is Over). Muzyka jest bezczelnie „bożonarodzeniowa”, ale tak ponętna, nowa, dodająca otuchy i radosna… słowa prowokują i równocześnie wzruszają: przyszłość może wyglądać inaczej, zmiana leży w naszej mocy, ale musimy jej chcieć (…)

Yoko uwypukliła geniusz Johna, który polegał na tym, że nie tylko był wielkim i wizjonerskim artystą w tym, co robił, ale także- w świecie popu i w międzynarodowym centrum rozrywki, jakim jest Nowy Jork- dobrym sąsiadem. Niewielu obdarzam tak wielkim komplementem."

* The Goon Show- brytyjski radiowy program komediowy z lat 1951- 1960

A tak na marginesie… Przychodzi mi na myśl luźne skojarzenie mówiące o drobnym podobieństwie między zespołami.

Zarówno w karierze The Beatles jak i The Who pojawia się postać duchowego przewodnika. Dla tych pierwszych, w pewnym okresie, był to Maharishi. W drugim przypadku- głównie dla Pete'a Townshenda, taką osobą był Meher Baba, którego działalność stanowiła inspirację dla powstania utworu Baba O’Riley z płyty Who’s Next.
Nawiasem mówiąc- jednej z moich ulubionych :D

_________________
Pełny rock'n'roll od A do Ą


Ostatnio edytowany przez Pennylane, Wto Gru 28, 2010 12:19 pm, edytowano w sumie 1 raz

Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Pon Sie 16, 2010 10:21 pm 
Offline
Beatlesiak

Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Posty: 1958
Miejscowość: Warszawa
Yer Blue napisał(a):
Mozna by coś wymyśleć z Elvisem


Dobra myśl, bo chociaż Elvis był wielkim idolem Beatlesów, to chyba nie był z nimi w dobrych stosunkach. Niby wysłał telegram do Eda Sullivana a wcześniej starał się uniemożliwić im przyjazd... To słynne spotkanie z 1965 roku też takie nie bardzo było... Nie kojarzy mi się też, by z którymkolwiek z Beatli utrzymywał kontakty w latach 70.

Zdaje się, że Ty Noelko czytałaś książkę Elvis i Lennon: dzieje nienawiści. Może za jakiś czas mogłabyś nam o niej co nieco powiedzieć.

Yer Blue napisał(a):
Mam nadzieje, że masz jeszcze w zanadrzu kolejne odcinki z koplania informacji, Rito


Specjalnie na Twoje życzenie, Piotrku :wink:

O Beatlesach ponownie Ray Davies.
Ray: "Kiedy grałem z Beatlesami i podpatrywałem ich z boku, zauważałem, że mieli problemy. Występowali wspaniale, wszystkie piosenki mieli wspaniałe, ale (...) kłócili się ze sobą. Pomiędzy utworami, John na przykład krzyczał coś do Ringo, a ten odkrzykiwał >>Od....l się!<<. Było tam sporo napięcia (...)"

A teraz o powiązaniach Beatlesów z czterema paniami.

"Mama" Cass Elliot z The Mamas and The Papas -- to ta kobitka od utworu Dream a Little Dream of Me. Podobno Cass kochała się w Lennonie; kiedyś pisałam tu zresztą o coverze I Call Your Name, w którym szepcze ona imię "John" -- według niektórych, właśnie na cześć Lennona. Kiedy w 1967 roku urodziła córeczkę Owen i nie chciała podać do publicznej wiadomości, kto jest jej ojcem, spekulowano, że jest nim właśnie Lennon ;) Takie przypuszczenie pojawiło się zresztą kilka lat temu w programie o Cass Elliot z serii E! True Hollywood Story (niestety nie widziałam i nie wiem, na czym się owo przypuszczenie opierało, może ktoś widział ten program?). Jeśli wierzyć Wikipedii, jest to jednak nieprawda, bowiem koleżanka Elliot z zespołu, Michelle Phillips, ostatecznie pomogła odnaleźć Owen swojego biologicznego ojca. I nie był to Lennon :lol: .

Image

Cilla Black -- o jej wspomnieniach odnośnie Beatlesów pisałam już kiedyś; można o tym przeczytać tutaj. Beatlesi ponadto podarowali jej sporo swoich kawałków, z których moim ulubionym jest It's For You. Uwielbiam także Step Inside Love, ale nie to w wersji ostatecznej, tylko tej tutaj, kiedy Paul przygrywa Cilli na gitarze.

Image
Image
Image

Mary Hopkin - młodziutka walijska dziewczyna, zauważona przez Twiggy w programie Opportunity Knocks (o ile się nie mylę, było to w 1968) i zarekomendowana przez nią Paulowi McCartneyowi, który został producentem jej pierwszych singli (słynne Those Were The Days i Goodbye) oraz pierwszego longplaya. Nie wiem, czy Paul się z nią bardziej przyjaźnił, czy bardziej po prostu mentorował muzycznie, ale na zdjęciach z późnych lat 60. ta pani jest w otoczeniu Beatlesów dość często widoczna i warto o niej wspomnieć. A Postcard jest btw bardzo fajną płytą.

Image
Image

Helen Shapiro - nastoletnia gwiazda początku lat 60. o bardzo ciekawej barwie głosu. Najbardziej znana jako ta, na której koncerty w lutym 1963 roku przychodzili ludzie chcący posłuchać towarzyszącego jej support bandu o nazwie The Beatles. Trudno o bardziej wymowny symbol tego, co zaczynało się dziać w owym okresie -- spadku popularności artystów solowych na rzecz zespołów (o ironio, całkowicie wbrew słynnym słowom szefa Decci). Dla Helen, która do tamtej pory cieszyła się sporą popularnością, musiało to być dość bolesne, tym bardziej, że absolutnie nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw. Nie mniej jednak zaprzyjaźniła się z naszą Czwórką, a John i Paul specjalnie dla niej napisali utwór Misery. Niestety, do jego nagrania przez Helen nie doszło nigdy -- kawałek został odrzucony przez jej menedżera, zanim Shapiro w ogóle miała szansę go wysłuchać. Szkoda, jestem bowiem ciekawa, jakby Misery w wykonaniu Helen brzmiało. Ona pewnie też żałowała, chociaż jak sama przyznawała później, nie spodziewała się owej zimy 1963 roku, że Beatlesi będą tak sławni, gdyż panowało powszechne przekonanie, że cała ta muzyka popularna potrwa może z pół roku.

Nie posłuchamy sobie więc Misery w wykonaniu Helen, ale za to możemy sobie obejrzeć fragment programu Ready Steady Go z 1963 roku, w którym trzej Beatlesi "statystują" jej podczas utworu Look Who It Is.

Image
Image

_________________
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie


Ostatnio edytowany przez Rita Wto Sie 17, 2010 2:28 am, edytowano w sumie 9 razy

Góra
 Profil  
 
PostWysłany: Pon Sie 16, 2010 10:34 pm 
Offline
Beatlesiak

Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Posty: 1958
Miejscowość: Warszawa
Pennylane, dzięki Ci wielkie za te cytaty z Townshenda. Jak jeszcze cos znajdziesz o relacjach Beatlesi-The Who, to śmiało wrzucaj :) Powtórzę, że swoją drogą to zastanawiające, że Lennon i McCartney nie przyjaźnili się zbyt mocno z dwoma oprócz siebie samych najlepszymi songwriterami tamtego okresu: Rayem Daviesem i Townshendem właśnie. Bo duet Jagger/Richards był według mojej prywatnej opinii trochę w tyle za tamtymi :wink:

Pennylane napisał(a):
Zarówno w karierze The Beatles jak i The Who pojawia się postać duchowego przewodnika. Dla tych pierwszych, w pewnym okresie, był to Maharishi. W drugim przypadku- głównie dla Pete'a Townshenda, taką osobą był Meher Baba, którego działalność stanowiła inspirację dla powstania utworu Baba O’Riley z płyty Who’s Next.


To samo "rzuciło mi się w oczy", gdy oglądałam Amazing Journey: The Story of The Who !

I jeszcze jedna osoba, o której zapomnieć nie wolno: Klaus Voorman. O jego relacjach z Fabsami pisałam tutaj. Ten koleś to miał dobrze: dzwonił sobie do Beatlesów No hej, może przyjechałbym do Londynu, a ci No jaasne, możesz się u nas zatrzymać :wink: . I też sobie z Bitlami sporo poimprezował. I grał u Johna podczas koncertu Live Peace in Toronto w 1969 roku i u George'a w All Things Must Pass. Chyba grał także gdzieś u Paula, ale ja tu ekspertem nie jestem, może macho wiedziałby coś na ten temat? Oraz niejednokrotnie jeszcze u Johna. Takie kontakty pomimo jego nienajlepszego (jak sam przyznał w swojej książce) angielskiego. No i jak mu nie zazdrościć :D

_________________
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie


Góra
 Profil  
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 47 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
cron
POWERED_BY