Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Twórczość George'a i Ringo oraz osób z nimi związanych.

Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Traveling Wilburys Vol 1
10
91%
Traveling Wilburys Vol 3
1
9%
 
Razem głosów : 11

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez Yer Blue » Czw Maj 22, 2014 10:10 pm

Nie znam Vol 3. ale prawie byłem pewny, że przegra do zera.

Trochę mnie zachęciłeś opisem Max, na pewno wysłucham openera, jeśli tam gra Gary Moore.
Image
Awatar użytkownika
Yer Blue
Beatlesiak
 
Posty: 4264
Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Miejscowość: Bielsk Podlaski

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez svarog » Pią Maj 23, 2014 10:07 am

dr Maxwell napisał(a):Przyznam od razu , że nie jestem fanem obu wydawnictw.


Po takim długim uzasadnieniu trudno mi przekonywać Cię do tych płyt :D Dla mnie są rewelacyjne, szczególnie pierwsza ale muszę przyznać, że Traveling Wilburys trochę odbiegli od stylu, do jakiego przyzwyczaił mnie George. Najbliżej im do Cloud Nine, w którego powstaniu również maczał palce Jeff Lynne, i trochę do Brainwashed.

dr Maxwell napisał(a):Na vol one irytuje mnie np. często powtarzany tzw. call and response , powtarzanie do znudzenia refrenu


To, oraz beztroski nastrój powoduje, że płyty Traveling Wilburys trochę przypominają mi pierwszą płytę naszego rodzimego zespołu "Elektryczne Gitary". Nawet można by zestawić dwie piosenki na koniec płyty - End Of The Line i To już jest koniec.

dr Maxwell napisał(a): to takie radosne pitu pitu


W pewnym sensie tak. Ale może właśnie dlatego efekt był tak dobry? Panowie, a szczególnie George, po latach zrobili wreszcie coś, co ma się podobać i odpowiadać fanom. Takie silly love songs, których można posłuchać zarówno w samochodzie jak i podczas sprzątania domu albo przy pracy.
you can boogie if you try
Awatar użytkownika
svarog
Sun King
 
Posty: 408
Rejestracja: Pią Kwi 08, 2005 3:13 pm
Miejscowość: Kłobuck

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez Helter-Skelter » Pią Maj 23, 2014 10:56 am

winter rose napisał(a):Ja postanowiłem tak przy okazji pokazać Wam mój projekt na Vol.2 z (w założeniu) 1989 roku.
Nagrania są z płyt poszczególnych członków Traveling Wilburys, oprócz Maxine, który jest niewydanym utworem, jest on bonusem do Volume 1.

Side 1

1.Devil's Radio (George)
2.I Won't Back Down (Tom)
3.Careless Heart (Roy)
4.Lift Me Up (Jeff)
5.Under The Red Sky (Bob)

Side 2

1.Face In The Crowd (Tom)
2.I Drove All Night (Roy)
3.Maxine (George)
4.Every Little Thing (Jeff)
5.Shooting Star (Bob)



Ciekawy pomysł. Zestawiłem sobie te utwory wg Twojego wzorca, odsłuchałem i dokonałem korekt
To moja propozycja:

Side 1

1.Devil's Radio (George)
2.I Won't Back Down (Tom)
3.Careless Heart (Roy)
4.Lift Me Up (Jeff)
5.Everything Is Broken(Bob)

Side 2

1.Two Gunslingers (Tom)
2.A Love So Beautiful (Roy)
3.When We Was Fab(George)
4.Every Little Thing (Jeff)
5.Where Teardrops Fall (Bob)

Trochę się zgadzamy :wink:

P.S Wielkie dzięki dla Maxwella,za zachęcenie do zapoznania się z "Oh Mercy". Na kolana mnie nie rzuciła, ale przyzwoita :D
Awatar użytkownika
Helter-Skelter
Admiral Halsey
 
Posty: 565
Rejestracja: Pon Cze 10, 2013 10:41 pm
Miejscowość: Cieszyn

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez prodigal_son » Sob Maj 24, 2014 1:22 am

Helter-Skelter napisał(a):Największa różnicą dzielącą oba wydawnictwa,która jest wartością dodaną na korzyść jedynki, to oczywiście, jedyny w swoim rodzaju Roy Orbison.


To moim zdaniem jest argument rozstrzygający. Wspominany przeze mnie w innym miejscu Artur Jarosiński puścił kiedyś swoim studentom klip do Handle with Care i zapytał kogo poznają. Jeden z nich miał podobno odpowiedzieć: Ten w okularach to chyba Orbison. Punkt zatem dla Roya. Tyle w temacie muzycznej świadomości współczesnej młodzieży.

Inny argument to opinia Jacka Leśniewskiego, że wspomniana Handle with Care to najlepsza piosenka całej dekady lat 80.
prodigal_son
 

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez Rita » Czw Cze 12, 2014 11:41 am

Przepadam za obiema płytami, ale w mojej ocenie wygrywa jednak Jedynka.

Powód jest prosty (na który zresztą ktoś już zwrócił uwagę): na Trójce baaardzo brakuje niesamowitego głosu Roya Orbisona :(
Poza tym niewiele ustępuje swojej poprzedniczce. Może nie ma killera porównywalnego do Handle With Care, ale za to ma: Inside Out, Wilbury Twist czy 7 Deadly Sins, które uwielbiam, chociaż trochę za bardzo przypominają mi Blue Moon.

Nie ma Roya, nie ma niczego na miarę You're Not Alone Anymore...

Stąd mój glos na Vol. 1.
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie
Awatar użytkownika
Rita
Beatlesiak
 
Posty: 1938
Rejestracja: Śro Lut 11, 2004 11:07 pm
Miejscowość: Warszawa

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez Yer Blue » Pon Cze 30, 2014 9:17 pm

Przesłuchałem She's My Baby z "Trójki" i specjalnie mnie to nie porwało. Gary Moore prawie niewyczuwalny. Dałem szanse drugiemu utworowi i na tym skończyłem moja podróż po drugiej płycie supergrupy. Kompletnie nie czuję tej muzyki. Jakieś za wesołe dla mnie :)
Image
Awatar użytkownika
Yer Blue
Beatlesiak
 
Posty: 4264
Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Miejscowość: Bielsk Podlaski

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez Helter-Skelter » Wto Lip 01, 2014 8:24 am

Yer Blue napisał(a): Jakieś za wesołe dla mnie :)

Wesoły Harrison z ostatnich lat życia, nie zasługuje na odrobinę cierpliwości fana do wysłuchania całości? :shock:
Ja bym Paula szukał nawet na przeszkadzajkach u Jennifer Lopez :wink:
Awatar użytkownika
Helter-Skelter
Admiral Halsey
 
Posty: 565
Rejestracja: Pon Cze 10, 2013 10:41 pm
Miejscowość: Cieszyn

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez svarog » Wto Lip 01, 2014 8:40 am

Yer Blue napisał(a):Jakieś za wesołe dla mnie


Nigdy nie myślałem o tej płycie w ten sposób ale rzeczywiście na tym albumie nie ma nic smutnego :D

Yer Blue napisał(a):Dałem szanse drugiemu utworowi


To mimo wszystko jeden z lepszych utworów z płyty i do tego bardzo wyraźny jest tutaj wkład George'a.

Ten moment, który zaczyna się od "Be carefull where you're walking, you might step in something rough..." jest w tym samym harrisonowym stylu co wersy piosenki Any Road: "You may not know where you came from..."
you can boogie if you try
Awatar użytkownika
svarog
Sun King
 
Posty: 408
Rejestracja: Pią Kwi 08, 2005 3:13 pm
Miejscowość: Kłobuck

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez Argus9 » Wto Lip 01, 2014 12:58 pm

Yer Blue napisał(a):Dałem szanse drugiemu utworowi i na tym skończyłem moja podróż po drugiej płycie supergrupy. Kompletnie nie czuję tej muzyki. Jakieś za wesołe dla mnie :)

Za ‘wesołe’? :shock: Ale ‘argument’... To Ob-La-Di, Ob-La-Da też Ci się pewnie nie podoba? Bo ‘wesołe’? :wink:
Helter-Skelter napisał(a):
Ja bym Paula szukał nawet na przeszkadzajkach u Jennifer Lopez :wink:

Otóż to! Całkowicie popieram. Ja np. mam w swojej Fabowej kolekcji m.in. piosenkę Belindy Carlisle - bo Harrison gra w niej na basie. To już jest POWÓD.

‘rozczarowujesz’, Yer Blue... Nie dlatego że nie oceniasz pozytywnie Traveling Wilburys, ale dlatego że jako wielki miośnik albumu All Things Must Pass nie chcesz nawet chociaż POZNAĆ Pełnej Twórczości Harrisona?! Np. partii Jego Gitary w Poor House? :( Ja bym nie wytrzymał ani sekundy wiedząc, że jest coś choćby Beatleso-pochodnego czego nie wysłuchałem i mając do tego dostęp…
Chyba jestem fanem 'inaczej'... :wink:
WISH is the future and ASH was the past, what stood in between was WISHBONE ASH.

Image
Awatar użytkownika
Argus9
Beatlesiak
 
Posty: 1214
Rejestracja: Wto Lis 19, 2013 3:54 pm

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez Helter-Skelter » Wto Lip 01, 2014 1:49 pm

Argus9 napisał(a): Ja np. mam w swojej Fabowej kolekcji m.in. piosenkę Belindy Carlisle - bo Harrison gra w niej na basie.



A w którym? Deep, Deep Ocean? Nie wiedziałem, bo zolówę gra w Leave A Light On :D
Awatar użytkownika
Helter-Skelter
Admiral Halsey
 
Posty: 565
Rejestracja: Pon Cze 10, 2013 10:41 pm
Miejscowość: Cieszyn

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez Argus9 » Wto Lip 01, 2014 1:55 pm

Zgadza się: solówka jest w Leave A Light On, a bas w Deep Deep Ocean. Oba z tego samego albumu ‘Runaway Horses’ z 1989.
WISH is the future and ASH was the past, what stood in between was WISHBONE ASH.

Image
Awatar użytkownika
Argus9
Beatlesiak
 
Posty: 1214
Rejestracja: Wto Lis 19, 2013 3:54 pm

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez Yer Blue » Wto Lip 01, 2014 2:33 pm

Argus9 napisał(a):‘rozczarowujesz’, Yer Blue... Nie dlatego że nie oceniasz pozytywnie Traveling Wilburys, ale dlatego że jako wielki miośnik albumu All Things Must Pass nie chcesz nawet chociaż POZNAĆ Pełnej Twórczości Harrisona?! Np. partii Jego Gitary w Poor House? :( Ja bym nie wytrzymał ani sekundy wiedząc, że jest coś choćby Beatleso-pochodnego czego nie wysłuchałem i mając do tego dostęp…
Chyba jestem fanem 'inaczej'... :wink:


Spoko, tutaj jesteśmy różni. Ja generalnie jestem bardziej fanem muzyki, niż zespołów, czy wykonawców. Jeśli coś mi sie nie podoba, to nie męczę się z tym. Muzyka Travelling Willbutys to ewidentnie nie moje nuty i naprawdę obecność Harrisona nie jest w stanie spowodować, że "zaliczę" w bólach tę płytę, tylko dlatego, że tak wypada. Szkoda mi czasu na muzykę, która mnie nie kręci, jest tyle setek płyt jeszcze do wysłuchania, że jak o tym pomyślę to jakoś mi Willburysów nie szkoda. Traktuje muzykę jako przyjemnosć, a nie konieczność i obowiązek. Przyznam się ,że nigdy nie wysłuchałem w całości mnóstwa klasycznych płyt, które w pewnym momencie słuchania sprawiały mi ból. Przy nich druga płyta Willburysów to pikuś i naprawdę żaden powód do wstydu. Dla mnie :)

Przykładowo nie pamiętam żebym przesłuchał w całości "Rock & Roll" Lennona :) Jest miliard ton lepszej muzyki, na którą mi nie starczy życia, więc bez sentymentów do wielkich nazwisk (Lennon to dla mnie postać nr 1 w całym muzycznym świecie) - zatrzymuję sie dłużej przy muzyce, która sprawia mi przyjemność. Jeśli nie - przełączam. Ostatnio słucham sobie często jakiegoś Vinegar z Niemiec, którzy wydali swoją jedyną płytę może w 3 egzemplarzach a kojarzy ich muzykę jakieś 1,5 osoby. Ale ile mam przyjemności podczas słuchania! :) Naprawdę tylko to dla mnie się liczy :)
Image
Awatar użytkownika
Yer Blue
Beatlesiak
 
Posty: 4264
Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Miejscowość: Bielsk Podlaski

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez Argus9 » Wto Lip 01, 2014 4:26 pm

Yer Blue napisał(a):Traktuje muzykę jako przyjemnosć, a nie konieczność i obowiązek.

No to tutaj jednak się NIE różnimy :) - nie wyobrażam sobie Słuchania Muzyki bez Przyjemności i myślę, że dotyczy to WSZYSTKICH.
Chociaż dla mnie to często WIĘCEJ niż Przyjemność - raczej… Wyjątkowe Doznanie :) (że pojadę ‘górnolotnie’ :wink: ). ‘Przyjemność’ to raczej… zimne piwo latem :wink:

Swoją drogą, zastanawia mnie to Twoje tak bardzo mocne anty-Wilburowe ‘nastawienie’, no ale cóż…

Yer Blue napisał(a): ...nie pamiętam żebym przesłuchał w całości "Rock & Roll" Lennona :) (...) Lennon to dla mnie postać nr 1 w całym muzycznym świecie

Dla mnie to SPRZECZNOŚĆ…

Niesłuchanie albumu ‘Rock’N’Roll’ Lennona też jest dla mnie ‘niezrozumiałe’ - raz - że to bardzo dobra płyta, a dwa (a może przede wszystkim) w Każdej Dziedzinie Sztuki KORZENIE są Bardzo Ważne! - NIC SIĘ NIE DZIEJE W PRÓŻNI. Jeśli Lennon tworzy taką, a nie inną Muzykę, pisze takie, a nie inne Słowa, to Ważne jest (i dla mnie Fascynujące!) wnikanie SKĄD To się wzięło - CO Go UKSZTAŁTOWAŁO.

Yer Blue, jeśli Lennon to dla Ciebie ‘postać nr 1 w całym muzycznym świecie’ (!), to… ja bym słuchał nawet TEGO CO nucił przy goleniu :wink: , a nie jakiegoś ‘octu’ z Niemiec :wink: .
WISH is the future and ASH was the past, what stood in between was WISHBONE ASH.

Image
Awatar użytkownika
Argus9
Beatlesiak
 
Posty: 1214
Rejestracja: Wto Lis 19, 2013 3:54 pm

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez Helter-Skelter » Wto Lip 01, 2014 4:59 pm

Zgadzam się z Argusem, ja dla Jeffa Lynne`a dotarłem nawet do jego początków w Idle Race
Awatar użytkownika
Helter-Skelter
Admiral Halsey
 
Posty: 565
Rejestracja: Pon Cze 10, 2013 10:41 pm
Miejscowość: Cieszyn

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez Yer Blue » Wto Lip 01, 2014 9:52 pm

Argus9 napisał(a):
Yer Blue napisał(a): ...nie pamiętam żebym przesłuchał w całości "Rock & Roll" Lennona :) (...) Lennon to dla mnie postać nr 1 w całym muzycznym świecie

Dla mnie to SPRZECZNOŚĆ…

Niesłuchanie albumu ‘Rock’N’Roll’ Lennona też jest dla mnie ‘niezrozumiałe’ - raz - że to bardzo dobra płyta, a dwa (a może przede wszystkim) w Każdej Dziedzinie Sztuki KORZENIE są Bardzo Ważne! - NIC SIĘ NIE DZIEJE W PRÓŻNI. Jeśli Lennon tworzy taką, a nie inną Muzykę, pisze takie, a nie inne Słowa, to Ważne jest (i dla mnie Fascynujące!) wnikanie SKĄD To się wzięło - CO Go UKSZTAŁTOWAŁO.


Moja główna niechęć do tej płyty to fakt, że to cudzy materiał. No i nie lubię do tego rocka&rolla lat 50-tych. Dla mnie męczarnia.
Co innego własne kompozycje - nie wyobrażam sobie bym czegoś nie znał.

Argus9 napisał(a):Yer Blue, jeśli Lennon to dla Ciebie ‘postać nr 1 w całym muzycznym świecie’ (!), to… ja bym słuchał nawet TEGO CO nucił przy goleniu :wink: , a nie jakiegoś ‘octu’ z Niemiec :wink: .


No właśnie - Ty tak, a ja nie :) W sumie nie jest dla mnie istotne czego Lennon nawet słuchał, ważne co sam stworzył.
Lennon to nr 1 ale to w zasadzie nic nie znaczy. Wspomniana płyta niemieckiego Vinegar jest dla mnie dużo ważniejsza niż Rock&Roll czy nawet Milk And Honey bo jest po prostu lepsza. Nie wiem nawet jak się nazywają muzycy, ale skoro grają tak:
http://www.youtube.com/watch?v=nbui89j9-ko
to słabsze płyty najgenialniejszych postaci schodzą na dalszy plan.

Mimo wszystko postaram się dosłuchać do końca Trójki Willburysów ;) Kiedyś. Najbardziej mnie tam odstrasza Dylan, no i ta cała sielankowatość muzyki. No ale utwory Harrisona wypada znać. Swoją drogą ilu jest kompozytorem i które to są?
Image
Awatar użytkownika
Yer Blue
Beatlesiak
 
Posty: 4264
Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Miejscowość: Bielsk Podlaski

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez Helter-Skelter » Wto Lip 01, 2014 10:58 pm

Yer Blue napisał(a):Moja główna niechęć do tej płyty to fakt, że to cudzy materiał. No i nie lubię do tego rocka&rolla lat 50-tych. Dla mnie męczarnia.

To chyba strasznie się musisz męczyć słuchając nagrań Beatlesów z Hamburga, czy z sesji dla BBC ?
Yer Blue napisał(a):Wspomniana płyta niemieckiego Vinegar jest dla mnie dużo ważniejsza niż Rock&Roll czy nawet Milk And Honey bo jest po prostu lepsza. Nie wiem nawet jak się nazywają muzycy, ale skoro grają tak:
http://www.youtube.com/watch?v=nbui89j9-ko
to słabsze płyty najgenialniejszych postaci schodzą na dalszy plan.

Kurdex, jesli zespół z rostrojonymi gitarami Cię kręci, to...nie mam pytań :shock:
Awatar użytkownika
Helter-Skelter
Admiral Halsey
 
Posty: 565
Rejestracja: Pon Cze 10, 2013 10:41 pm
Miejscowość: Cieszyn

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez Yer Blue » Śro Lip 02, 2014 12:03 am

Helter-Skelter napisał(a):
Yer Blue napisał(a):Moja główna niechęć do tej płyty to fakt, że to cudzy materiał. No i nie lubię do tego rocka&rolla lat 50-tych. Dla mnie męczarnia.

To chyba strasznie się musisz męczyć słuchając nagrań Beatlesów z Hamburga, czy z sesji dla BBC ?


Nie muszę się męczyć bo nie słucham. A dwójkę BBC to musiałbym najpierw poznać :)

Helter-Skelter napisał(a):
Yer Blue napisał(a):Wspomniana płyta niemieckiego Vinegar jest dla mnie dużo ważniejsza niż Rock&Roll czy nawet Milk And Honey bo jest po prostu lepsza. Nie wiem nawet jak się nazywają muzycy, ale skoro grają tak:
http://www.youtube.com/watch?v=nbui89j9-ko
to słabsze płyty najgenialniejszych postaci schodzą na dalszy plan.

Kurdex, jesli zespół z rostrojonymi gitarami Cię kręci, to...nie mam pytań :shock:


Głęboka fascynacja :D
Image
Awatar użytkownika
Yer Blue
Beatlesiak
 
Posty: 4264
Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Miejscowość: Bielsk Podlaski

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez svarog » Śro Lip 02, 2014 2:53 pm

Yer Blue napisał(a):Ja generalnie jestem bardziej fanem muzyki, niż zespołów, czy wykonawców. Jeśli coś mi sie nie podoba, to nie męczę się z tym. Muzyka Travelling Willbutys to ewidentnie nie moje nuty i naprawdę obecność Harrisona nie jest w stanie spowodować, że "zaliczę" w bólach tę płytę, tylko dlatego, że tak wypada.


Trudno się nie zgodzić z pierwszym zdaniem. Nawet nielubiany przeze mnie wykonawca może mieć jakąś piosenkę, która mi się spodoba. I podobnie, moi faworyci mogą nagrać coś poniżej swojego poziomu. A jednak, chyba cierpię na syndrom zbieracza-kolekcjonera. Nie znam spokoju dopóki nie mam "kompletu" albo przynajmniej wszystkiego, co się da zdobyć i wysłuchać. Kiedyś narzuciłem sobie ograniczenie ekonomiczno-czasowe i ignorowałem filmy i teledyski...

Jest jednak jeszcze inny aspekt - muzyka naznaczona obecnością któregoś z The Beatles często nosi wyraźne ślady tego wkładu. Na przykład "Day After Day" Badfingersów, kiedy go słyszę czuję obecność George'a. I dlatego warto przynajmniej raz przesłuchać każdy utwór, z którym w jakiś sposób mieli do czynienia Bitlesi. W którymś z postów Ryszard pisał o śledzeniu partii konkretnych instrumentów. Jeśli wiemy, że na przykład w utworze Windsurfer na gitarze gra George Harrison albo, że w My Dark Hour udziela się Paul możemy czerpać przyjemność (a nawet więcej jak to napisał Argus) koncentrując się na tym pojedynczym instrumencie.

Yer Blue napisał(a):Przykładowo nie pamiętam żebym przesłuchał w całości "Rock & Roll" Lennona Jest miliard ton lepszej muzyki, na którą mi nie starczy życia,


Pewnie masz rację. Ja bardzo lubię ten album, szczególnie poszerzoną reedycję. Uwielbiam wokal Johna. Ale rzeczywiście kiedy słucham bootlegów o słabej jakości dźwięku czasami myślę sobie, że w tym samym czasie ktoś inny słucha samych nagrań audiofilskich albo samych numerów jeden i pewnie nigdy mnie nie zrozumie :D

Wybór najlepszej części twórczości danego artysty i odrzucenie reszty jest wielką umiejętnością ponieważ sentyment do wykonawcy powoduje, że szukamy mniej znanych utworów, rarytasów czy nawet odrzutów :D W ten sposób dotarłem do Traveling Wilburys vol. 2 i vol. 4.
you can boogie if you try
Awatar użytkownika
svarog
Sun King
 
Posty: 408
Rejestracja: Pią Kwi 08, 2005 3:13 pm
Miejscowość: Kłobuck

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez Argus9 » Śro Lip 02, 2014 5:15 pm

svarog napisał(a):...nielubiany przeze mnie wykonawca może mieć jakąś piosenkę, która mi się spodoba. I podobnie, moi faworyci mogą nagrać coś poniżej swojego poziomu. A jednak, chyba cierpię na syndrom zbieracza-kolekcjonera. Nie znam spokoju dopóki nie mam "kompletu"

Też jestem ‘komplecistą’ :) . Absolutnie rozumiem i zgadzam się chyba ze wszystkim co napisał Svarog. Jeśli naprawdę jest się Prawdziwym Fanem jakiegoś Artysty, to w moim odczuciu ‘kupuje się’ Go w CAŁOŚCI - Takim Jakim Jest: ze wzlotami i upadkami. Dlatego ja wracam do słuchania jednak słabszej niż inne płyty McCartneya ‘Press To Play’. Dlatego słuchając ‘Back To The Egg’ nie pomijam krytykowanego tu przeze mnie ‘To You’. I nie uważam tego za ‘stratę czasu’. Bo Taki Paul był w ‘tamtym momencie’. To Część Jego Drogi. Bo Taka Jego Ścieżka. Bo NIE MA artysty, którego Twórczość byłaby jednym, nieustannym ‘Greatest Hits’ (z Fab4 włącznie!). Oczywiście można sobie wybierać jedne utwory i pomijać inne, ale to NIE JEST PEŁNY PRAWDZIWY OBRAZ. To taki pseudo-‘śliczny’ wizerunek - sztucznie ‘kreowany’ - jak w ‘reklamach’ TV gdzie wszyscy są ‘szczęśliwi’ i ‘uśmiechnięci’ bo kupili jakiś ‘pozytywny produkt’… Przekłamywanie Rzeczywistości… Konsumpcyjność :(
Yer Blue napisał(a): W sumie nie jest dla mnie istotne czego Lennon nawet słuchał...,

Yer Blue, jesteś NIEKONSEKWENTNY: z jednej strony uruchamiasz ‘niebo i ziemię’ żeby ‘udowodnić’ (tak naprawdę NIEPOTWIERDZONY przez samego zainteresowanego) 'domniemany' Wpływ grupy Pink Floyd na McCartneya, a z drugiej strony ignorujesz RZECZYWISTY (i wielokrotnie POTWIERDZANY przez samego zainteresowanego) Wpływ amerykańskiego rock and rolla na Lennona (tylko dlatego bo ‘nie lubisz’ tamtej muzyki…) Jeśli to nie jest 'tendencyjność' :wink: , to przynajmniej ‘wybiórcza’ NIEKONSEKWENCJA…

Jeśli chcesz mieć Rzetelnie DZIENNIKARSKIE podejście do Muzyki, to nie możesz ‘omijać’ Faktów, tylko dlatego, że Ci się ‘nie podobają’. Historia już ‘to’ przerabiała…
Yer Blue napisał(a):Lennon to nr 1 ale to w zasadzie nic nie znaczy.

A tego to już zupełnie NIE rozumiem… Dla mnie ‘załamka’… powiedzieć, że Ktoś jest ‘numer jeden’ i od razu w tym samym zdaniu dodać, że to ‘w zasadzie nic nie znaczy’???!!!… Yer Blue, teraz ja pojadę ‘tendencyjnie’ :wink: - gdyby ‘tak’ powiedzieć Kobiecie… :roll:

Słowa Są Ważne!
WISH is the future and ASH was the past, what stood in between was WISHBONE ASH.

Image
Awatar użytkownika
Argus9
Beatlesiak
 
Posty: 1214
Rejestracja: Wto Lis 19, 2013 3:54 pm

Re: Traveling Wilburys: Vol 1 vs Vol 3

Postprzez Yer Blue » Śro Lip 02, 2014 9:11 pm

Argus9 napisał(a):Yer Blue, jesteś NIEKONSEKWENTNY: z jednej strony uruchamiasz ‘niebo i ziemię’ żeby ‘udowodnić’ (tak naprawdę NIEPOTWIERDZONY przez samego zainteresowanego) 'domniemany' Wpływ grupy Pink Floyd na McCartneya, a z drugiej strony ignorujesz RZECZYWISTY (i wielokrotnie POTWIERDZANY przez samego zainteresowanego) Wpływ amerykańskiego rock and rolla na Lennona (tylko dlatego bo ‘nie lubisz’ tamtej muzyki…) Jeśli to nie jest demagogia, to przynajmniej ‘wybiórcza’ NIEKONSEKWENCJA…


Nazywaj to jak chcesz. Wpływ muzyki Pink Floyd na Beatli mnie interesuje, wręcz fascynuje gdyż kocham ich muzykę a PF to mój zespół nr 2. Wpływy amerykańskiego rock&rolla biorę do wiadomości ale mnie one nie interesują - bo zwyczajnie nie lubie tej muzyki. Jednak jest w tym jakaś konsekwencja, jak sądzę.

Argus9 napisał(a):Jeśli chcesz mieć Rzetelnie DZIENNIKARSKIE podejście do Muzyki, to nie możesz ‘omijać’ Faktów, tylko dlatego, że Ci się ‘nie podobają’. Historia już ‘to’ przerabiała…


Nie omijam faktów, omijam muzykę, która mnie nie intersuje.
Głębiej zainteresuje się czymś co lubię. Bardzo np. zaciekawiła mnie informacja o pochlebnych słowach Johna nt. Genesis, którą kiedys przytoczył Dżejdżej. W ogóle nie mam zacięcia kronikarsko-dziennikarskiego, przynajmniej w tym suchym znaczeniu. Chociaż są smaczki, które bardzo ciekawią, ale jak dla mnie prawie wszystko sprowadza się do muzyki i do emocji z nią związanych.


Argus9 napisał(a):A tego to już zupełnie NIE rozumiem… Dla mnie ‘załamka’… powiedzieć, że Ktoś jest ‘numer jeden’ i od razu w tym samym zdaniu dodać, że to ‘w zasadzie nic nie znaczy’???!!!…



Absolutnie nic nie znaczy podczas słuchania muzyki. Gdy przeżywam muzykę, odcinam mózg, włączam emocje. Nie ma znaczenia, że to John Lennon, ten cudowny Beatles, ten błyskotliwy człowiek, charyzmatyczny i tak dalej. Gdy utwór jest kiepski - mogę go juz drugi raz nie włączyć. A bardzo często słucham muzyki wręcz anonimowych artystów i słucham często setki razy. Im jestem starszy to coraz bardziej odczuwam fakt, ze kocham muzykę Johna, nie jego samego. Może to i przykre, ale kult jednostki jest dla mnie coraz bardziej obojętny. Jestem bardziej fanem muzyki Beatlesów czy Floydów niż ludzi, którzy ją stworzyli. Przykładowo: autografem od Lennona cieszyłbym się chyba 2 minuty - jakimkolwiek jego pieknym utworem, np. odrzuconym I'm In Love - całe życie.

Argus9 napisał(a):
svarog napisał(a):...nielubiany przeze mnie wykonawca może mieć jakąś piosenkę, która mi się spodoba. I podobnie, moi faworyci mogą nagrać coś poniżej swojego poziomu. A jednak, chyba cierpię na syndrom zbieracza-kolekcjonera. Nie znam spokoju dopóki nie mam "kompletu"

Też jestem ‘komplecistą’ :) . Absolutnie rozumiem i zgadzam się chyba ze wszystkim co napisał Svarog. Jeśli naprawdę jest się Prawdziwym Fanem jakiegoś Artysty, to w moim odczuciu ‘kupuje się’ Go w CAŁOŚCI - Takim Jakim Jest: ze wzlotami i upadkami. Dlatego ja wracam do słuchania jednak słabszej niż inne płyty McCartneya ‘Press To Play’. Dlatego słuchając ‘Back To The Egg’ nie pomijam krytykowanego tu przeze mnie ‘To You’. I nie uważam tego za ‘stratę czasu’. Bo Taki Paul był w ‘tamtym momencie’. To Część Jego Drogi. Bo Taka Jego Ścieżka. Bo NIE MA artysty, którego Twórczość byłaby jednym, nieustannym ‘Greatest Hits’ (z Fab4 włącznie!). Oczywiście można sobie wybierać jedne utwory i pomijać inne, ale to NIE JEST PEŁNY PRAWDZIWY OBRAZ. To taki pseudo-‘śliczny’ wizerunek - sztucznie ‘kreowany’ - jak w ‘reklamach’ TV gdzie wszyscy są ‘szczęśliwi’ i ‘uśmiechnięci’ bo kupili jakiś ‘pozytywny produkt’… Przekłamywanie Rzeczywistości… Konsumpcyjność :(


Słuchanie tylko popularnych artystów to też zafałszowany obraz rzeczywistości, bo popularność nigdy nie łączy się jednoznacznie z talentem i poziomem muzyki. Dla mnie ważniejsze jest poznawanie tego czego nie promują media (ogólnie rzecz ujmując) niż trzymanie się zasad słuchania czegoś od A do Z. I nad niedocenieniem niszy bym raczej ubolewał. Dlatego nie jestem taki skrupulatny dla jakieś jednego zespołu - omijam to co słabsze, pomimo, że podpisane wielką marką. Nie mam zamiaru tez słuchać słabszych utworów w obrębie genialnych płyt dla jakiejś tam zasady (pomijam On The Run na Dark Side bez żalu - żeby dać od razu gruby przykład:)).

Argus9 napisał(a):Jeśli naprawdę jest się Prawdziwym Fanem jakiegoś Artysty, to w moim odczuciu ‘kupuje się’ Go w CAŁOŚCI


Prawdziwy fan to w tej Twojej definicji dla mnie fanatyk :) Jej, ten kto nie chce się męczyc przy jakimś tam Press To play to już od razu mniej prawdziwy fan? Ta "prawdziwość" to jakiś grubszy absurd :)

svarog napisał(a):Wybór najlepszej części twórczości danego artysty i odrzucenie reszty jest wielką umiejętnością ponieważ sentyment do wykonawcy powoduje, że szukamy mniej znanych utworów, rarytasów czy nawet odrzutów :D W ten sposób dotarłem do Traveling Wilburys vol. 2 i vol. 4.


Lubie grzebać w odrzutach :) Bardzo lubię wiele niedokończonych demówek Johna z 80 roku, uwielbiam odrzuty z pierwotnej wersji Somewhere In England a niedawno temu przekopywałem się przez blisko 300 (!) niewydanych piosenek Paula by odnaleźć spory procent wartościowych rzeczy. Miałem jakiegos farta, że trafiłem na sporo pereł przez co chciało sie szukać dalej, stąd ten zapał.
Traveling Wilburys widocznie nie wpisał się w mój gust i nie mam na razie zamiaru przez to przedzierać. A żeby było pikantniej: Jedynki słuchałem ostatnio w latach...90-tych. I ani razu nie wróciłem do tego, tak mnie to odrzuciło :) Jak dla mnie poza Handle With Care nie było tam w ogóle beatlesowego uroku i fajnych melodii.
Image
Awatar użytkownika
Yer Blue
Beatlesiak
 
Posty: 4264
Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Miejscowość: Bielsk Podlaski

PoprzedniaNastępna

Wróć do George i Ringo - utwory, płyty, koncerty - recenzje.

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość

cron