Michael Seth Starr - Ringo

Dyskusje na temat George'a i Ringo oraz ich krewnych.

Michael Seth Starr - Ringo

Postprzez Fangorn » Wto Lis 08, 2016 7:01 pm

Image

W Polsce ukazała się właśnie biografia Ringo Starra. Autor - Michael Seth Starr - opisał życie perkusisty The Beatles od dzieciństwa do czasów współczesnych, zajmując się jego życiem osobistym, karierą muzyczną, filmową, a także innymi formami aktywności Ringo.

A na stronie - dwie recenzje tej publikacji:

- Joryka: http://beatles.kielce.com.pl/index.php? ... ewsid=5976
- i moja: http://beatles.kielce.com.pl/index.php? ... ewsid=5993

Zachęcam do zapoznania się z książką i podzielenia się własnymi opiniami i spostrzeżeniami na jej temat. Wiem, że kilka osób z forum przeczytało tę pozycję, więc możemy trochę podyskutować :)
Kiedy się dziwić przestanę, będzie po mnie
Awatar użytkownika
Fangorn
Admiral Halsey
 
Posty: 606
Rejestracja: Pią Mar 28, 2014 4:48 am
Miejscowość: Zamość / Warszawa

Re: Michael Seth Starr - Ringo

Postprzez Argus9 » Wto Lis 08, 2016 10:25 pm

Jakiś czas temu umówiliśmy się (autor tego wątku i ja), że po zamieszczeniu recenzji (autorstwa Fangorna) ja dorzucę moją (jeśli jeszcze będzie co dorzucać :wink: ). W trakcie lektury książki coś tam sobie wynotowałem, ale czytając powyższy tekst (link powyżej) skreślałem u siebie punkt po punkcie, bo okazuje się, że moje przemyślenia dokładnie pokrywają się ze spostrzeżeniami Fangorna! Ale parę uwag zostawiłem, żeby zgodnie z obietnicą dołożyć coś od siebie.

Przede wszystkim: Szacunek dla Fangorna! :)
Świetna, fachowa i rzetelna recenzja! (polecam wszystkim)
[jesteś Pan za dobry na obecne redakcje i ich „normy”…]

Pod wszystkimi uwagami Fangorna (i tymi na plus, i na minus) podpisuję się obiema… pałeczkami :wink: .

I dodaję od siebie:

Najpierw rzecz pozadyskusyjna: Gratulacje dla wydawnictwa SQN za… odwagę! Mówię serio - w czasach powszechnego nieczytania, decyzja o wydaniu książki innej niż Harry Potter, czy o Messim (choć te również zalegają na półkach), czy nawet tematyka kulinarna - jest sporym ryzykiem. Chyba nikt z polskich fanów Beatlesów nie spodziewał się takiego wydawnictwa - prawdziwa niespodzianka! :) I to w (nieco ponad) rok po premierze. Co oznacza, że na naszym rynku mamy polskojęzyczne książki o Beatlesach, o Lennonie, o McCartneyu i o Ringo / Ringu Starze; brak jedynie publikacji o Harrisonie. I jeszcze jedna uwaga: nie sądzę, żeby kiedykolwiek ukazała się u nas jakaś druga, inna pozycja o Ringo (zresztą ileż ich jest na świecie!). Czyli mamy to co mamy, i nic innego raczej mieć nie będziemy - cieszmy się z tej książki. Trzeba ją przeczytać / mieć.

Ale… moje najważniejsze utyskiwania :wink: są następujące:

Autor nie jest ani fanem Beatlesów, ani fanem Ringo Starra - jest to chyba czytelne, ale to jeszcze nie grzech. To, że nie jest Fab-znawcą - trochę już budzi zastrzeżenia, ale najgorsze jest to, że nie jest dziennikarzem muzycznym.

Jest po prostu kompilatorem, a nie fachowcem w temacie za który się wziął i mimo, że przez większość książki to kompilowanie jakoś uchodzi mu na sucho, to wiadomo, że wcześniej, czy później (jako nie-ekspert) musi się tu i ówdzie wyłożyć, bo takie są nieuniknione prawa przyrody (czego dowodem jest mój ulubiony bohater, Nikodem D. :wink: )

I dopóki te wpadki są drobne (np. mylenie nazw miejscowości koncertowych angażów Rory Storm & the Hurricanes w Butlin’s), czy też „standardowe” (np. odwieczne mylenie angielskiej i amerykańskiej wersji Magical Mystery Tour), czy wreszcie literówkowo-techniczne (np. twierdzenie, że Act Naturally wykonano u Eda Sullivana w 1964 roku), to owszem nieco denerwują, ale jakby mieszczą się w błędzie statystycznym.

Ale gdy czytam, że w trakcie koncertu w Washington Coliseum „podest obracano po każdej piosence”, to wiem, że autor NIE WIDZIAŁ filmu z jednego z NAJWAŻNIEJSZYCH Fab-Koncertów. Kiedy czytam, że „ostatnia sesja zdjęciowa The Beatles została zorganizowana na potrzeby okładki singla Hey Jude”, to wiem, że on nie wie…

Sporo jest błędów takich zaskakujących (które nie wiem czym tłumaczyć?) np. o występie Beatlesów w programie BBC „Northern Dance Orchestra” - nie było takiego programu, była po prostu taka orkiestra (grająca w programie BBC)… Albo, że we wrześniu 1969 roku Lennon wraz z Plastic Ono Band zaczął nagrywać album, na którym w Cold Turkey bębni Ringo (tu podejrzewam, że autor pokopiował i powklejał informacje o różnych wydawnictwach płytowych, ale takie rzeczy się dzieją, gdy nie jest się zorientowanym w temacie).

Czytając, że ‘Boys’ to utwór Raya Charlesa (?!) wiem, że u autora zupełnie kiepsko z wiedzą o KLASYCE - dla mnie to najbardziej zaskakujący dowód jego muzycznej ignorancji, bo to już nie jest literówka, czy błąd kopiuj-wklej, tylko rzecz niewytłumaczalna, podobnie jak informacja, że Donovan to muzyk walijski (?!) - wniosek: autor nigdy nie słyszał jednej z ważniejszych postaci brytyjskich lat 60., bo nawet nie wiedząc, że Donovan jest Szkotem, musiałby (jako rodowity Anglik) tę oczywistą szkockość w jego wokalu USŁYSZEĆ - znaczy się pisze o czymś, czego nie zna…

[i tak sobie myślę, że umawiałem się na wizytę u stomatologa, który okazał się… weterynarzem! Owszem, Sprawnym weterynarzem (i też lekarz), ale jednak nie o to chodziło…]

Nic nie poradzę, że nie znoszę błędów faktograficznych, których MOŻNA BYŁO UNIKNĄĆ - wystarczyło przed wydaniem dać materiał kompetentnej osobie do korekty. O tym, że tego nie zrobiono (nie tylko korekty merytorycznej, ale również językowej) świadczą choćby krytyczne i zgodne uwagi fanów czytających wersję angielską, którzy twierdzą, że niemal na każdej stronie są literówki (świadczy to o pośpiechu? o niefrasobliwości?) W Polskiej wersji oczywiście (na szczęście!) tego nie widzimy.

Tych ‘usterek’ faktograficznych wynotowałem naprawdę całkiem sporo, ale dalej już ich nie wyliczam (zostawiam pole innym łowcom :wink: ), tylko jeszcze kwestia, która nie wiem czy obarcza autora, czy tłumacza (nie znam wersji oryginalnej książki). Chodzi o informację, iż na albumie „Beaucoups Of Blues” Ringo wspomagany był przez „ulubione chórzystki Presleya - The Jordanaires”. Pomijając niezręczność terminu „chórzystki”, jest to rzeczywiście słynna grupa obecna w wielu nagraniach Presleya, ale rzecz w tym, że Jordanaires to wokalny kwartet… MĘSKI. I owszem - są wyraźnie obecni na albumie Ringo „Beaucoups Of Blues”, ale każdy kto choć raz wysłuchał tej płyty wie, że nie ma na nim żeńskich chórków (poza jednym kobiecym głosem w jednej piosence).
Podobna niefortunna zmiana płci dotyczy muzyka znanej grupy 10cc - Lol Creme jest mężczyzną, nie kobietą, ale to chyba jednak błąd tłumacza.

Do tłumaczenia rzeczywiście generalnie nie można mieć specjalnych uwag - w polskich zdaniach nie słychać angielskich konstrukcji, a jest to zmora, od której nie może się uwolnić większość obecnych tłumaczy, zresztą nawet nie zdając sobie z tego sprawy (i nie przywiązując do tego wagi). Moje zastrzeżenia dotyczą używania słów „kawałek”, „kopia”, „wypełnienie” (mogę to rozwinąć), ale to prawdę mówiąc zastrzeżenia odnośnie nie tylko tej książki; jest to sprawa powszechna.

Aby była to publikacja z prawdziwego zdarzenia, brak mi - BARDZO BRAK na końcu książki TRZECH ZESTAWIEŃ: 1) dyskografia, 2) filmografia, 3) Ringo jako muzyk sesyjny (o indeksie tytułów utworów z podaniem ich twórców nie wspominając). O ile dyskografia i filmografia to wykazy w miarę łatwe do opracowania (i dostępne w internecie), o tyle wykaz udziału RS jako sidemana na płytach innych wykonawców to już inna bajka. NIE MA DOTYCHCZAS PEŁNEGO wykazu gościnnego bębnienia Ringo (ani książkowo, ani w internecie), a jak imponująca (i niełatwa do sporządzenia) jest to lista wie każdy, kto próbował się w to zagłębić. Autor tego nie zrobił, bo albo uznał, że to zadanie zbyt trudne i czasochłonne, albo właśnie jako dziennikarz nie-muzyczny zignorował ten (ważny!) aspekt działalności RS - jest to w tej biografii praktycznie przemilczane. (a czy np.nie jest ciekawostką, że RS wystąpił na albumie, na którym gościnnie zagrał również Jimi Hendrix?).

Pomysł z zamieszczeniem opinii innych perkusistów jest bardzo dobry, ale dlaczego tylko cztery nazwiska? Myślę, że jako dziennikarz „nie z branży” autor nie miał dojścia do innych… (a jakże ciekawe byłoby, gdyby te wszystkie najważniejsze partie perkusyjne w utworach Beatlesów chronologicznie skomentowali / omówili różni wielcy pałkarze!).

Największym plusem tejże książki (i nie lada Sztuką!) jest (zamiast zdradliwego wpadnięcia w biografię Fab4) opisanie czasów Beatlesów Z PERSPEKTYWY Ringo - i być może tak dobrze udało się to autorowi właśnie dlatego, że nie jest fanem. Trzeba przyznać, że wybrnął z tego zagrożenia znakomicie i profesjonalnie.

Dzieciństwo i czasy Fab4 do końca Beatlemanii oraz lata 70. to najlepsze partie tej biografii. Czasy Beatlesów po Beatlemanii wyszły autorowi już tak sobie, natomiast końcówka książki, to coś, co autor po prostu koszmarnie ODBĘBNIŁ (nomen omen) w sposób, który może służyć jako wzór „jak się nie pisze biografii”. Czekałem, aż zjawi się ten wypatrywany przeze mnie przełomowy rok 1989 (i ciąg dalszy), a gdy się zjawił, to policzyłem strony do końca książki (36!) i już wiedziałem, że będzie bardzo kiepsko…

Końcówka to jest WYLICZANKA. Tak jakby do końca klasówki zostało 5 minut, a tu trzeba jeszcze TYLE RZECZY UPCHAĆ. No to się upycha! Wzmianki o trzech albumach zjawiają się na zaledwie połowie strony, a trzech innych w ogóle się nie wymienia nawet z tytułu - po prostu ich „nie ma”! Za to wcześniej, sesji do albumu, który się NIE UKAZAŁ poświęcono aż 4 strony - bo było alkoholowo więc sensacyjnie, czyli to się sprzeda. A przecież ostatnie ćwierć wieku, to wyjątkowo udane czasy w muzycznym (i prywatnym) Ringo-Życiu! (oczywiście mierzone w Ringo-Skali). Tu zostały potraktowane po macoszemu. Wiadomo, że autor przez długi czas starał się o sygnał/aprobatę ze strony Ringo w związku ze swą książką. Nie doczekał się żadnej reakcji. Nie zdziwiłbym się, gdyby przyczyną (jeśli Ringo w ogóle zapoznał się z treścią) było właśnie to niesprawiedliwe (nie)przedstawienie tego Nowego 25-lecia w Jego Karierze.

Dobrze, że książka jest - jest to (większości chyba nieznany i w jakimś stopniu zaskakujący) PRZEKROJOWY OBRAZ Ringo Starra, ale pozostaje niedosyt, że zaprzepaszczona została szansa stworzenia książki bardziej poukładanej, bardziej dopieszczonej, bardziej kompetentnej, ale przede wszystkim BARDZIEJ KOMPLETNEJ.

Mimo tych uwag, uważam, że jest to pozycja obowiązkowa dla polskich Fab-Fanów.
WISH is the future and ASH was the past, what stood in between was WISHBONE ASH.

Image
Awatar użytkownika
Argus9
Beatlesiak
 
Posty: 1196
Rejestracja: Wto Lis 19, 2013 3:54 pm

Re: Michael Seth Starr - Ringo

Postprzez admin_joryk » Wto Lis 08, 2016 11:50 pm

No i taka ta książka jest... z jednej strony potrafi wkurzyć zawodowca ale z drugiej strony jest na tyle dobra, że błędem byłoby nie mieć jej na półce.

Muszę przyznać, że ja nie miałem tak dużych oczekiwań wobec książki, jak koledzy. Biografie pozostałych Beatlesów też nie błyszczą jakoś specjalnie jeśli chodzi o analizę muzyki, zestawienia filmo i dyskografii. Może nie zwracaliśmy na to większej uwagi, bo w przypadku Paula i Johna dyskografię i analizy muzyczne znajdziemy bez trudu w innych wydawnictwach. W przypadku Ringo tak nie ma. Chciałoby się więc, żeby ta jedna książka dała nam całą wiedzę ...a wątpię, czy tak się da, bo nasza książka i tak ma ponad 440 stron.

Tak sobie myślę, że główną siłą bardzo lubianego przez nas biografia, Philipa Normana, są analizy społeczne, tłumaczenie tła kulturowego oraz przenikliwość i inteligencja. Fanem Beatlesów na pewno nie jest, a muzyka Paula to go chyba nawet nudzi :) Mimo to jednak jego książki bronią się. Nie żądamy od niego analizy piosenek i tego typu spraw. Seth Starr nie jest może tak bystry jak Norman ale biografię (powtarzam - biografię) spisał dość zgrabnie.
Awatar użytkownika
admin_joryk
Site Admin
 
Posty: 956
Rejestracja: Nie Cze 02, 2002 3:07 pm

Re: Michael Seth Starr - Ringo

Postprzez Fangorn » Śro Lis 09, 2016 12:37 am

Ja też książkę polecam. Szkoda, że ma wady (i to spore), ale rzeczywiście jest to (i pewnie będzie jeszcze bardzo długo) jedyna pozycja o Ringo na polskim rynku. Dość wspomnieć, że poprzednia publikacja w Polsce na temat Ringo, która jest najbliższa objętości i skali biografii autorstwa Starra, to chyba... wkładka do "Teraz Rocka" wydana w okolicach warszawskiego koncertu Ringo (2011). Zresztą i w języku angielskim jest zatrważająco mało publikacji poświęconych tylko i wyłącznie Ringo.

Gdybym miał wymienić największy plus książki, to napisałbym, że są nim rozdziały opowiadające z perspektywy Ringo o karierze The Beatles. Rzeczywiście okres Beatlemanii jest najlepszy z tej najlepszej części, ale potem też jest moim zdaniem dobrze. Gdy Beatlesi wycofali się do studia, to Ringo zszedł trochę na dalszy plan - nie było tylu kontaktów z mediami, nie mówiąc już o koncertach, a w studiu często wzywano Ringo, by tylko zrobił co do niego należy, więc i informacji o tym czasie autor miał mniej. W każdym razie jest to o tyle ciekawe doświadczenie dla Beatlefana, że jest to ta sama historia opowiedziana inaczej; z innej perspektywy - jakby ktoś ustawił kamerę parę metrów dalej i nasz ulubiony film przez to wydawał się zdecydowanie inny, choć nadal ten sam.

Największy minus - ostatni rozdział. Jest to fuszerka większa niż dyskusyjne założenie nieanalizowania muzyki.

Argus9 napisał(a):Najpierw rzecz pozadyskusyjna: Gratulacje dla wydawnictwa SQN za… odwagę! Mówię serio - w czasach powszechnego nieczytania, decyzja o wydaniu książki innej niż Harry Potter, czy o Messim (choć te również zalegają na półkach), czy nawet tematyka kulinarna - jest sporym ryzykiem. Chyba nikt z polskich fanów Beatlesów nie spodziewał się takiego wydawnictwa - prawdziwa niespodzianka! :)

Wydanie biografii Ringo również dla mnie było wielkim i przyjemnym zaskoczeniem. Z pobieżnego przeglądu książek Wydawnictwa SQN wynika, że specjalizuje się ono m.in. w biografiach muzycznych, więc może się doczekamy czegoś o George'u :)

Argus9 napisał(a):Tych ‘usterek’ faktograficznych wynotowałem naprawdę całkiem sporo, ale dalej już ich nie wyliczam (zostawiam pole innym łowcom :wink: ),

To ja mam np.: "Whole Lotta Shakin'" zamiast "Whole Lotta Shakin' Goin' On", King Size Taylor, Alan White i "Saturday Night Life" (z kategorii literówek).

A z poważniejszych błędów: autor pisze, że "The Cooler przeszedł zupełnie bez echa" - a tymczasem dostał nominację do Złotej Palmy w Cannes w kategorii Najlepszy Film Krótkometrażowy. Ładne mi "bez echa". Albo że podczas "Rockabilly Session" z Carlem Perkinsem i innymi muzykami (1985) George Harrison pojawił się publicznie po raz pierwszy od 10 lat, podczas gdy kilkadziesiąt stron wcześniej pisze o jego udziale w filmie "Ringo" (1978). Czasem miałem wrażenie, że autor sam siebie nie czytał. Poza tym stwierdzenie o kiepskich recenzjach i sprzedaży "Vertical Man" jest co najmniej niedokładne. Recenzje pewnie nie były najlepsze, ale sprzedaż względnie dobra - w USA i Wielkiej Brytanii album wszedł do Top 75, co nie udawało się Ringo przez poprzednie 20 lat.

Argus9 napisał(a):Podobna niefortunna zmiana płci dotyczy muzyka znanej grupy 10cc - Lol Creme jest mężczyzną, nie kobietą, ale to chyba jednak błąd tłumacza.

A ja się zastanawiam, skąd tam się wzięło "è" - Lol Crème. Tak z francuska :wink: Lol Creme jest bardzo znaną osobą, a w świecie muzyki jest jeszcze np. Lol Tolhurst, więc błąd dziwi jeszcze bardziej. Inny "ciekawy" błąd tłumacza to "Blackjacks and Johnny oraz Moondogs" (jako wcześniejsze nazwy The Quarrymen). Dziwne jest również moim zdaniem usilne stosowanie skrótu L.A. zamiast Los Angeles i zapis "na backstage'u" zamiast "za kulisami".

Argus9 napisał(a):wypełnienie” (mogę to rozwinąć)

Tu chodzi o "fill" ("fill-in") - "przejście"?

Argus9 napisał(a):Aby była to publikacja z prawdziwego zdarzenia, brak mi - BARDZO BRAK na końcu książki TRZECH ZESTAWIEŃ: 1) dyskografia, 2) filmografia, 3) Ringo jako muzyk sesyjny (o indeksie tytułów utworów z podaniem ich twórców nie wspominając).

Mi brakuje przede wszystkim indeksu osobowego! To strasznie utrudnia szukanie informacji, a po jakimś czasie od przeczytania wręcz uniemożliwia. Taki indeks mógł zrobić polski wydawca (czasem tak jest, że wydania oryginalne nie mają indeksów, a polskie tłumaczenia mają). To niestety też raczej zarzut bardziej powszechny - w dzisiejszych czasach coraz częstsze są przecież książki pozbawione spisu treści!

Argus9 napisał(a):(a czy np.nie jest ciekawostką, że RS wystąpił na albumie, na którym gościnnie zagrał również Jimi Hendrix?).

Mi bardziej do tej książki pasowałoby wspomnienie, że Jimi Hendrix wynajmował mieszkanie od Ringo, ale skończyło się to eksmisją gitarzysty za to, że po zażyciu LSD postanowił pomalować mieszkanie na biało :) (jeśli ta historia jest prawdziwa).


Argus9 napisał(a):Wzmianki o trzech albumach zjawiają się na zaledwie połowie strony, a trzech innych w ogóle się nie wymienia nawet z tytułu - po prostu ich „nie ma”!

Ja założyłem, że "Postcards from Paradise" ukazało się już po oddaniu książki do druku.

Argus9 napisał(a):A przecież ostatnie ćwierć wieku, to wyjątkowo udane czasy w muzycznym (i prywatnym) Ringo-Życiu! (oczywiście mierzone w Ringo-Skali).

Właśnie dlatego ich nie było, bo były za spokojne - żadnych kochanek, zero butelek alkoholu dziennie i nikt nie wyrzucił Ringo z restauracji...

admin_joryk napisał(a):Tak sobie myślę, że główną siłą bardzo lubianego przez nas biografia, Philipa Normana, są analizy społeczne, tłumaczenie tła kulturowego oraz przenikliwość i inteligencja. Fanem Beatlesów na pewno nie jest, a muzyka Paula to go chyba nawet nudzi :) Mimo to jednak jego książki bronią się.

No, Lennona to Norman chyba lubi... Starrowi do Normana jest moim zdaniem daleko m.in. dlatego, że Norman potrafi naszkicować przekonujący portret psychologiczny omawianej postaci, dociera do głębszych znaczeń stojących za wydarzeniami z biografii (mówię tu o biografii Lennona). "Jego" Lennona się poznaje jako człowieka. Oczywiście dużo tu interpretacji, więc jest ryzyko nadinterpretacji, ale Starr takiego ryzyka w ogóle nie podejmuje. I proszę mi tu nie mówić, że to dlatego, że Ringo to taki zwykły, przeciętny, nudny i banalny koleś :wink:
Kiedy się dziwić przestanę, będzie po mnie
Awatar użytkownika
Fangorn
Admiral Halsey
 
Posty: 606
Rejestracja: Pią Mar 28, 2014 4:48 am
Miejscowość: Zamość / Warszawa

Re: Michael Seth Starr - Ringo

Postprzez dr Maxwell » Śro Lis 09, 2016 8:13 pm

Jak wyliczył Argus, książka zawiera liczne błędy faktograficzne , które choć dla kogoś kto nie jest beatlesowskim ''hardcorowcem'' mogą być nieistotne ale nieco irytujące. Można znaleźć podstawowe błędy dotyczące dziedzin poza muzycznych, które z kolei niekoniecznie mogą przeszkadzać Fabologom. Autor np. podaje ,że w filmie Candy wystąpił m.in bokserski champion Ray Sugar Leonard. Nie mógł zagrać ponieważ miał wówczas ...11 lat. W obrazie pokazał się natomiast inny bokserski mistrz : Ray Sugar ...ale Robinson.To sprawia ,ze autor nie jest do końca wiarygodny. Książkę początkowo czytałem z rosnącym zaciekawieniem , a zwłaszcza rozdziały omawiające lata beatlesowskie. Rozczarowałem się potraktowaniem Ringo po rozpadzie Beatlesów, a końcówka nieco mnie znużyła nagromadzeniem ilości informacji w postaci wyliczanki. O plusach pisali poprzednicy i trudno cokolwiek dodać. Zgadzam się ,że pomimo mankamentów , jest to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika ''naszych kolegów z Liverpool''
Awatar użytkownika
dr Maxwell
Admiral Halsey
 
Posty: 757
Rejestracja: Wto Paź 12, 2010 6:31 pm

Re: Michael Seth Starr - Ringo

Postprzez Yer Blue » Nie Lis 27, 2016 11:32 pm

Czytam omawianą pozycję od kilku dni wolniutkim tempem. Wstęp autora wydał mi się jakiś zimny, jakby pisał człowiek trochę przestraszony swoim zadaniem. Ale im dalej w książkę tym lepiej, pierwsze rozdziały mają mnóstwo ciekawych i nieznanych, przynajmniej dla mnie informacji.
Zaskoczyła mnie historia Neila Aspinalla, który miał dziecko z matką swojego rówieśnika, Pete'a Besta, starszą o 17 lat, którego urodzenie zbiegło się czasowo z wyrzuceniem Besta z zespołu, jakby jeszcze tych sensacji było mało. Odejście Besta wydaje się przez to jeszcze bardziej dramatyczne. Jeśli informacja ta była w książkach Normana to chyba musiałem ją przespać ;)
Image
Awatar użytkownika
Yer Blue
Beatlesiak
 
Posty: 4193
Rejestracja: Nie Sie 28, 2005 10:56 pm
Miejscowość: Bielsk Podlaski

Re: Michael Seth Starr - Ringo

Postprzez Fangorn » Pon Lis 28, 2016 1:55 am

Yer Blue napisał(a):Zaskoczyła mnie historia Neila Aspinalla, który miał dziecko z matką swojego rówieśnika, Pete'a Besta, starszą o 17 lat, którego urodzenie zbiegło się czasowo z wyrzuceniem Besta z zespołu, jakby jeszcze tych sensacji było mało. Odejście Besta wydaje się przez to jeszcze bardziej dramatyczne. Jeśli informacja ta była w książkach Normana to chyba musiałem ją przespać ;)

Była, była. Albo mi się coś przyśniło :wink:
https://books.google.pl/books?id=MRpqWH ... 22&f=false
Kiedy się dziwić przestanę, będzie po mnie
Awatar użytkownika
Fangorn
Admiral Halsey
 
Posty: 606
Rejestracja: Pią Mar 28, 2014 4:48 am
Miejscowość: Zamość / Warszawa

Re: Michael Seth Starr - Ringo

Postprzez Adriana » Pon Gru 12, 2016 8:56 pm

Brat zobaczył dzisiaj tę książkę w Biedronce za jakąś śmiesznie niską cenę.
Uśmiał się z okładki "biografia człowieka, który wyznacza rytm" :))
Adriana
Musketeer Gripwood
 
Posty: 94
Rejestracja: Pon Sie 10, 2015 11:28 pm

Re: Michael Seth Starr - Ringo

Postprzez greg » Śro Gru 14, 2016 3:33 pm

Yer Blue napisał(a):Czytam omawianą pozycję od kilku dni wolniutkim tempem. Wstęp autora wydał mi się jakiś zimny, jakby pisał człowiek trochę przestraszony swoim zadaniem. Ale im dalej w książkę tym lepiej, pierwsze rozdziały mają mnóstwo ciekawych i nieznanych, przynajmniej dla mnie informacji.
Zaskoczyła mnie historia Neila Aspinalla, który miał dziecko z matką swojego rówieśnika, Pete'a Besta, starszą o 17 lat, którego urodzenie zbiegło się czasowo z wyrzuceniem Besta z zespołu, jakby jeszcze tych sensacji było mało. Odejście Besta wydaje się przez to jeszcze bardziej dramatyczne. Jeśli informacja ta była w książkach Normana to chyba musiałem ją przespać ;)


Mam takie wrażenie, choć to tylko wrażenie dalekie od pewności, że również u Huntera Davisa była ta info.

Co do samej książki o Ringo, też ją upolowałem w Biedronie (+ dla nich, albo raczej dla SQN, za taką obecność), ale nie sądzę by doczekała się lektury przed II połową przyszłego roku.
Awatar użytkownika
greg
Beatlesiak
 
Posty: 1529
Rejestracja: Sob Sie 30, 2003 12:06 pm
Miejscowość: Wrocław


Wróć do George Harrison, Ringo Starr - opinie, komentarze.

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość

cron