www.beatles.kielce.com.pl
https://beatles.kielce.com.pl/phpbb2/

Wild Life na prześwietleniu
https://beatles.kielce.com.pl/phpbb2/viewtopic.php?f=25&t=1434
Strona 1 z 2

Autor:  Yer Blue [ Czw Maj 11, 2006 1:36 pm ]
Temat postu:  Wild Life na prześwietleniu

Postanowiłem kontynuować ten cykl :)

dzisiaj w mojej opinii najbardziej niedoceniony solowy album eksbeatlesów. Nierozumiem czemu jest tak nielubiany, zastanawiam się czy ci, którzy po nim tak jadą w ogóle go słyszeli :shock: Może po 3 pierwszych utworach włączają STOP i dowidzenia? :wink: a ile tracą!

Fakt początek jest wybitnie słaby, ale niech Was Boska ręka broni od wyłączenia płyty po trzech numerach :!: :wink: Od czwartego utworu mamy doczynienia z czymś niezwykłym, dla mnie to normalnie poziom All Things Must Pass (teraz możecie się ze mnie śmiać :P :wink: ). Utwór tytułowy jest wszystkim tym za co kocham Beatlesów! Wspaniały, patetyczny song czasem zaśpiewany przez Paula manierą Oh! Darling. Końcówka przywodzi na myśl I'snt A Pity, ma taki podniosły charakter i piękne chórki. Mówię Wam - CUDEŃKO! Dear Friend- o rany! Czegoś tak głębokiego to nawet Po Paulu bym się nie spodziewał! :o Tomorrow to jest coś co strasznie uwielbiam, co za chórki! Posłuchajcie! Z kolei I Am Your Singer to perła w koronie! Te utwory byłyby perełkami nawet na Białym Albumie! Jest jeszcze utwór o takiej niezwykłej Harrisonowskiej delikatności - Some People Never Know. Jeszcze solo takie pod George'a. Już do samego końca płyty odpływam i wymiękam. :) Te 5 kawałków wolę nawet od całego Ram. Wspaniała płyta.
Czy znajdzie się jeszcze ktoś, kto jakoś docenia tą płytę?
Proszę piszcie, wszelką krytykę tego krążka przyjmę na klatę :wink:
8/10

Autor:  McCartney [ Czw Maj 11, 2006 5:00 pm ]
Temat postu: 

Wkrzeszony topic "Na prześwietleniu" zmusił mnie abym ponownie wziął pod uszną lupę pierwsze dzieło Wingsów.
Album nie należy do moich ulubionych w dyskografii Paula, ale z pewnością i tutaj znajdą się momenty które potrafią głęboko utkwić w pamięci. Pamiętajmy jednak o jednej rzeczy. W sumie jest to już 4 solowa płyta Macci a jej forma znowu nie ma nic wspólnego z poprzednimi long playami. Experyment z orkiestrą (Family Way) zakończył w 1967. Nie miał ochoty na powtórkę totalnej surowizny która ściekała z debiutu. Mimo iż efekt był znakomity, nie chciał poraz kolejny otoczyć się sidemanami (RAM). Najprościej można więc powiedzieć iż Wild Life to po prostu debiut nowego zespołu Paula McCartneya. Bardzo ładna okładka naprawdę może cieszyć oczy. Zajmijmy się jednak zawartośćią albumu.

MUMBO - zaczyna się patentem włączania taśmy na magnetofonie szpulowym. Całość jednak to totalnie stracone 4 minuty albumu. Beznadziejny monotonny podkład muzyczny + niedopracowane (żeby nie powiedzieć niechlujne) solówki + w kółko powtarzający się motyw przewodni to z pewnością nie najlepsza recepta na utwór otwierający album. Macca chyba wziął to sobie do serca bo pózniej praktycznie każdy opener na większości kolejnych solowych albumów Paula był killerem (że wspomne tylko nieśmiertelne Band On The Run, Venus And Mars czy Flowers In The Dirt).

BIP BOP - banalne rockabilly w którym odzywa się echo albumu "McCartney". Sztuczna barwa głosu misia wydaje się być tzw. walorem dodatkowym przyczepionym na siłę.

LOVE IS STRANGE - odkurzony kawałek z katalogu zespołu The Everly Brothers. Oszczędnie używany Rickenbacker Paula nadaje mu zdecydowanie reaggowy klimat dlatego kawałek buja. W sumie nic wielkiego choć od 3 minuty robi się przyjemnie.

Zgadzam się z Yer Blue. Ta część albumu to zdecydowana słabizna. I Mac chyba świadomie zostawił pare asów w rękawie. Ale dość narzekania. Paul własnie gra pierwsze akordy do utworu tytułowego....

Co tu dużo gadać kawałek jest poprostu genialny. W końcu jakiś konkretny tekst, ze smakiem przemyślane wejścia gitary, bezbłędne chórki, subtelna sekcja a nad wszystkim unosi się przepełniony emocjami ekspresyjny wokal mistrza. Macca poprostu zaśpiewał to sercem... A to naprawdę nie jest takie proste.

SOME PEOPLE NEVER KNOW - kawałek wyróznia ciekawy aranż i dwugłos Paula i Lindy (mimo iż nie przepadam za Jej wokalem naprawdę miło się tego słucha). Uwielbiam chórki od 4 minuty...przepięknie potrafią ukoić nerwy. Nie zmienia to jednak faktu iż uwtór z powodzeniem można było by przyciąć o 2 minuty.

I AM YOUR SINGER - chwytliwa melodia, zabawa tremolem plus fajny refren. Mogliby jednak nad tym jeszcze troszkę posiedzieć.

BIP BOP LINK - coś jak z Junkiem na pierwszym LP. I znowu bardziej podoba mi się własnie ten instrumental.

TOMMOROW - leciutki pastisz z ekstra zwrotkami i świetnym zakończeniem. Znowu naszą uwagę przykuwają chórki. Ulubiony utwór ojca Lindy.

DEAR FRIEND - bardzo molowy wyciskacz łez z cudowną melodią. Całość podkreśla piękna wyniosła aranżacja. Razem z Wild Life stanowi opus magnum albumu.

MUMBO LINK - totalny śmieć. Album powinien kończyć się na Dear Friend.

Bilans : W sumie 10 kawałków. 2 utwory znakomite (Dear Friend i Wild Life), 2 dobre (Tommorow, Some People Never Know) reszta przeciętniaki lub wręcz rzeczy nie do strawienia.

Jeżeli albumowi postawie 5/10 nikt nie powinien być zły.

Autor:  Maveric [ Czw Maj 11, 2006 8:33 pm ]
Temat postu: 

Mumbo 2
Bip Bop 6
Love Is Strange 4
Wild Life 5
Some People Never Know 3
I am Your Singer 3
Bip Bop (link) 4
Tomorrow 4
Dear Friend 3
Mumbo (link) 2
Give Irland Back To The Irish 3
Mary Had A Little Lamb 2
Little Woman Love 3
Mama's Little Girl 3

Skomentuje może później...

Autor:  jacek84 [ Sob Maj 13, 2006 10:21 pm ]
Temat postu: 

Witam... :)

Właściwie na samym poczatku żałowałem, że kupiłem tę płytę...zadowlony byłem tak naprawde z dodatkowych utworów z singlii z tamtego okresu...jednak po jakimś czasie doceniłem utwory Wild Life, Some People Never Know i I'm Your Singer...uważam że to te utwory stanowią najciekawszy punkt tej płyty....(dodbrze ze na wydaniu z 1993 r. są bonus tracki-to trochę wynagradza za ogólną słabość tej płyty)

Płytę oceniam 5/10

Pozdro :)

Autor:  Yer Blue [ Pią Maj 26, 2006 3:11 pm ]
Temat postu: 

jednak Wild Life nie zrobił jakiejś furory wśród forumowiczów, to było do przewidzenia :wink: nawet Paul kiedyś powiedział, że "musisz mnie naprawdę lubić, żeby docenić tę płytę" :o :wink: ja jednak bardzo lubię ten pierwszy album Wings.

Autor:  hans80 [ Pią Maj 26, 2006 5:02 pm ]
Temat postu: 

Ja bardzo lubie Wild Life, tyle że się nie wypowiedziałem w tym temacie jak dotąd :lol:

Autor:  Yer Blue [ Sob Maj 27, 2006 1:23 pm ]
Temat postu: 

hans80 napisał(a):
Ja bardzo lubie Wild Life, tyle że się nie wypowiedziałem w tym temacie jak dotąd :lol:


:shock: :D

no to czekamy, czekamy na jakąś konkretną wypowiedz :)

Autor:  Karla [ Czw Cze 09, 2011 3:06 pm ]
Temat postu:  Re: Wild Life na prześwietleniu

Ja ostatnio wzięłam się (w końcu... :roll: ) za dyskografię Paula, i powiem tak- "Ram" zrobił na mnie wielkie wrażenie, a "Wild life"... no cóż, co mam powiedzieć, jak mi Macka wylatuje z "Dear friend", "Tomorrow", "Wild life"i "Mary Had A Little Lamb" (mam jakiś dziwny sentyment do tego utworu)? Jak mogę być obiektywna (skoro nigdy nie jestem... :P )?!
Chyba można Pauliemu wybaczyć te dziwne i niezrozumiałe niedociągnięcia. Wiecie- nowy zespół, i takie tam.... (no chyba, że to żadne wytłumaczenie, no to sorry- ja się tam na tym nie znam :mrgreen: ).
Uważam, że album ma na tyle dobre "asy", że to wystarczy żeby ocenić ten album 8/10. A myślcie sobie już co tam chcecie... (i przepraszam za rozlazłość wypowiedzi... :roll: )

Autor:  winter rose [ Pon Sie 22, 2011 9:16 am ]
Temat postu:  Re: Wild Life na prześwietleniu

wg mnie, wild life to jedna z moich ulubionych płyt :D dziwi mnie to że ludzie nie doceniają tego hmm, dzieła :shock: ,ale to ich strata :x


pozdrowienia
winter rose :)

Autor:  Yer Blue [ Pon Sie 22, 2011 6:52 pm ]
Temat postu:  Re: Wild Life na prześwietleniu

Nie doceniaja, bo czasem....nie znaja.

Autor:  winter rose [ Pią Mar 02, 2012 12:05 pm ]
Temat postu:  Re: Wild Life na prześwietleniu

Yer Blue napisał(a):
Nie doceniaja, bo czasem....nie znaja.

Racja.
No ale to samo jest z press to play albo back to the egg(osobiscie bardzo lubie te plyty :shock: )


pozdrawiam
Winter rose :)

Autor:  winter rose [ Śro Maj 30, 2012 5:41 pm ]
Temat postu:  Re: Wild Life na prześwietleniu

Ocenie sobie :)

1.Mumbo - Lubie ale nie ma rewelacji - 7
2.Bip Bop - Slabe - 4
3.Love Is Strange - Niezla przerobka :wink: - 8
4.Wild Life - Uwielbiam :D - 10+
5.Some People Never Know - Ladne i spokojne 8) - 9
6.I Am Your Singer - Za bardzo rozmemlane - 6
7.Bip Bop Link - Podobnie - 5
8.Tomorrow - Nastena perla :lol: - 10+
9.Dear Friend - To co powyzej - 10+
10.Mumbo Link - Niepotrzebne - 3
Bonus Tracks:
11.Give Ireland Back To The Irish - Dobre - 8
12.Mary Had A Little Lamb - Idealne :wink: - 9
13.Little Woman Love - Bardzo lubie - 9
14.Mama's Little Girl - Tez niezle - 8


pozdrawiam
winter rose :)

Autor:  winter rose [ Nie Sie 26, 2012 9:21 pm ]
Temat postu:  Re: Wild Life na prześwietleniu

Troche pozmieniam oceny :mrgreen:
4.Wild Life-Zle powiedzialem-1000heh :D
6.I Am Your Singer-Teraz to lubie bardzo-9
7 i 10 pozmieniam na 8-bardzo teraz te "linki" lubie :)


pozdrawiam
winter rose :)

Autor:  Yer Blue [ Pią Cze 14, 2013 4:17 pm ]
Temat postu:  Re: Wild Life na prześwietleniu

Moja konkursowa recenzja (te pseudo coś z pierwszego posta się nie liczy ;)):

Świat muzyczny rządzi się dziwnymi prawami. Czasem płyty o miernym poziomie jakości zdobywają wielką popularność a innym razem przepadają dokonania, które ocierają się o geniusz. Taki los spotkał pierwszą płytę Wings "Wild Life". Możnaby zaryzykować, że to najmniej znana pozycja w całym dorobku solowym Paula McCartney'a. Wydana w 1971 roku, ledwie pół roku po popularnym "Ram" i niejako z zaskoczenia prezentująca nowy zespół muzyka - Wings. Jako jedyna w karierze artysty nie poparta żadnym promocyjnym singlem, przepadła całkowicie w cieniu poprzednika. A tak się składa, że jest to jedna z moich ulubionych płyt basisty Beatlesów.
Można zarzucić artyście, że się do tej płyty nie przyłożył, ze nagrał ją zbyt szybko i pochopnie. Można. Ale gdy płyta, jakkolwiek nagrana w pośpiechu, posiada zestaw prawie samych udanych kompozycji, to sprawa jej produkcji staje się mało istotną drobnostką, która przecież nie wpływa na osąd jej wartości gdy słuchaczowi zwyczajnie pasuje od strony muzycznej. Dla mnie "Wild Life" od strony melodycznej i kompozytorskiej - to jedno z mcCartneyowych arcydzieł. Na plus mogę zapisać nawet jej brzmienie. Nie jest przesadnie wypolerowane i wzbogacone cudami techniki aranżu, ale to właśnie daje jej uroku. Ta jej surowizna sprawia, że nie jest przesłodzona jak większość dokonań Paula, co bardzo sobie cenię.
Debiut Wings posiada oczywiście również minusy. Dwa największe z nich znajdują się na stronie A winyla. Pierwszy z nich nazywa się "Bip Bop" i jest czymś co mogłoby cieszyć gdyby trwało góra minutę. Niestety, nagranie rozłazi się do bolesnych czterech minut męczenia tego samego schematu. Doprawdy trudno zgadnąć, co przez to chciał osiągnąć artysta? Jeśli poirytowanie słuchacza to mu sie udało. Drugi minus to kompozycja "Love Is Strange", która może aż tak chybiona nie jest ale jej przeciętność razi w kontekście innych pereł na tej płycie.
I teraz przechodzimy do największych plusów. Do pozostałej załogi kompozytorskiej tego dzieła. Każdy kolejny utwór sprawia, że można wręcz pomyśleć: takiego zestawu pereł nie ma na żadnej innej płycie Beatlesa. "Wild Life" zaczyna sie od niesamowicie ekspresyjnego "Mumbo". Już sam, wybitnie drapieżny wokal Paula sprawia, że można zrobić wielkie oczy. Świetne partie gitar i znakomite wejscia organów dopełniają szczęścia. Słychać, że utwór został wykonany z marszu i bez poprawek, ale jakie to ma znaczenie skoro daje to TAKI efekt. Surowo brzmi również "I Am Your Singer". Krótka, prosta piosenka, ale jej urok można rozpatrywac w kategoriach atomowych. Coż za boska melodyka! Uroku dodaje duet wokalny Paula z Lindą, oraz środkowa partia jakiejś piszczałki. Nie wiele środków wyrazu kosztowało również wykonanie "Some People Never Know", który kolejny raz poraża niezwykle atrakcyjnymi pomysłami melodycznymi. W tym utworze słychać coś z Harrisona, taką lekkość i zwiewność jego stylu. Wsapniałe jest w nim solo na dwie gitary, można jedynie pomarudzić na czas trwania nagrania - mogłoby być krótsze. Końcówka trochę się rozłazi. Tyle nagrania bardzo dobre. Zostały już tylko wybitne lub o te wybitność się ocierające. "Tomorrow" to numer, który byłby mocnym punktem każdej płyty McCartneya. Zawiera wszystko za co kocham tego gościa. Wielkie odziaływanie melodii, bajecznych chórków i takiego błogiego klimatu sprawia, że w jego szlachetnym pięknie można się zatracić. Nie znajduję natomiast epitetów jakie mogą określić mój stan podczas obcowania z utworem tytułowym. Nagranie ma niesłychaną siłę oddziaływania. Począwszy od delikantego intra, przez oniryczny motyw klawiszy, wokalnie rozgrzewającego się Paula, poruszający, wzbogacony ujmującymi partiami chórków refren, skończywszy na podniosłym, utrzymanym w klimacie końcówki "Hey Jude", niedoścignionym finale. W tym niespełna 7 minutowym nagraniu zawarta została istota sponiewierania dżwiękami, spragnionego głębszych wzruszeń słuchacza. Naiwnie brzmi ale tak jest. Jak dla mnie Paul McCartney nigdy nie nagrał czegoś równie genialnego. Płytę kończy zaskakująca, bo wyjątkowo ilustracyjna, rozmarzona, niezwykle efektownie zaaranżowana na pianio, smyczki, tudzież kojący saksofon - ballada "Dear Friend". Słowa skierowane do Johna też skaładają się na jej jakość, jak rzadko u Paula poruszają. Przy czym to tylko pozorna odpowiedź na wydane kilka miesięcy wcześniej "How Do You Sleep?" Lennona, bowiem utwór powstał jeszcze w 1970 roku. Aczkolwiek tak bywa odbierana i niejako kończy ich "konflikt" na płytach. Utwór na długo pozostaje w pamięci i nawet w kontekście całego dorobku Beatlesa jest czymś niezwykłym i porusząjacym. Tak jak i większość tej niezwykle udanej, a bardzo niedocenionej płyty.
Na koniec mała ciekawostka. W ubiegłym roku miałem przyjemność rozmawiać z Piotrem Metzem na temat tej płyty. Zaczęło się od utworu tytułowego - pytałem redaktora, czy jest mu jakoś bliski, bowiem w czasach gdy był szefem RMF FM nagranie non stop leciało (w całości!) w radiu. Pan Piotr odparł, że puszczał ten numer bo płyta "Wild Life" jest jego ulubioną w całej dyskografii McCartneya. Zaskakujące, prawda?

Autor:  winter rose [ Pią Cze 14, 2013 5:30 pm ]
Temat postu:  Re: Wild Life na prześwietleniu

Teraz słucham tego albumu i jestem w połowie genialnego utworu Wild Life :D .
Nigdy bym nie powiedział, że ta płyta jest słaba, bo ma wiele dobrych utworów i mimo małych niedociągnięć jest to jednak ciekawa płyta i myślę, że utwory 4,5,8 i 9 są jednymi z najlepszych solowych dokonań Paula :) .
Yer Blue, powiedz mi gdzie rozmawiałeś z Piotrem Metzem ?
Zaciekawiło mnie to, że powiedział on, że jest to najlepsza płyta McCartney'a :shock: .
Serio, myślałem ,że jest mała grupa takich jak my, którzy lubią ten album :D


pozdrawiam
winter rose :)

Autor:  Yer Blue [ Pią Cze 14, 2013 5:39 pm ]
Temat postu:  Re: Wild Life na prześwietleniu

Z Metzem rozmawiałem 9 października w hard rock cafe na premierze Listów Lennona. Znaczy przed tą imprezą. Zawsze chciałem go zapytać dlaczego tak mało komercyjny utwór jakim jest "Wild Life" był tak eksploatowany przez, co tu dużo mówić komercyjną stację. Ale działo się tak tylko za władzy Metza w radiu. Utwór nie jest jego ulubionym ale prawdopodobnie jest najlepszą wizytówką płyty, dlatego tak często leciał.
Swoją drogą, właśnie w RMF FM pierwszy raz usłyszałem ten monumentalny numer. Zawsze gdy go puszcano leciał w całości.
W trakcie rozmowy 2 słowa dorzucił jeszcze strojący chyba gitarę Marcin Ciurapiński z Big Daya. Tez powiedział, że to świetna płyta. Te słowa potwierdził w komentarzu do wkładki o Paulu w czerwcowym Teraz Rocku.

Autor:  Bogey Music [ Pią Cze 14, 2013 5:52 pm ]
Temat postu:  Re: Wild Life na prześwietleniu

Prawda, RMF FM jakieś 15 lat temu to była zupełnie inna stacja.
Pamiętam, że katowali też często np. "Bird of Paradise" Snowy White'a, "Ticket to the Moon" ELO, czy "All the Young Dudes" Mott the Hoople.

Autor:  Yer Blue [ Sob Cze 15, 2013 12:16 pm ]
Temat postu:  Re: Wild Life na prześwietleniu

A także "Parents" Budgie trwające 10 minut.

Autor:  Helter-Skelter [ Śro Cze 26, 2013 8:59 pm ]
Temat postu:  Re: Wild Life na prześwietleniu

Kluczowe w ocenie tego albumu zdają sie być słowa kolegi Yer Blues, że skoro na tak niedopracowanym i pośpiesznie nagranym albumie znajduja sie piosenki wybitne, to płyta musi być dobra. Mnie nasuwa się trochę analogia do beatlesowskiej sesji uwieńczonej ostatecznie na "Let it Be"
Może górnolotne porównanie,ale tak mi się kojarzy. Wierzę też, że gdyby tak nie śpieszył się z jej wydaniem(ciągneło do koncertów :wink: ) pozostawiłby dzieło dopieszczone w każdym aspekcie. 8)

1.Mumbo - ktoś wyżej napisał, że mogło być ...krótsze. Rzeczywiście, ale jako wizytówka wokalna i czaderska pod hasłem " jestem w formie
i zacznę na ostro" sprawdza się bezbłędnie - 7
2.Bip Bop - podobny zarzut z długością jak w przypadku pierwszego numeru. Jako krótki przerywnik, gdzieś pod koniec płyty uszedł by - 4
3.Love Is Strange - szczerze mówiąc,nie znam nawet orginału, więc tej skali porównawczej brakuje,ale jak dla mnie mały zbytek na tej płycie,
choć bardzo mi się podoba ...perkusja - 4
4.Wild Life - niestety jestem w grupie osób, która nie poznała się na geniuszu tej piosenki od razu(często przewijałem),
ale dorosłem do niej i dziś bez kozery(nie mylić z Kozyrą) daję - 10
5.Some People Never Know - od poprzedniego kawałka rzeczywiście zaczyna się tak naprawdę płyta. Song, który z "obsługą"
pozostałych Fab, spokojnie mógłby sie zmieścić na "Let it Be"(pewnie jeszcze jakas coda Johna, by doszła :wink: ) oceniam na - 8
6.I Am Your Singer - po raz kolejny muszę pochwalić perkusję która jest ważnym "melodycznym" akcentem tej pięknej piosenki -8
7.Bip Bop Link - niczym wyrwane z albumu "McCartney" (bez oceny)
8.Tomorrow - mistrz w formie,nie dziwota że taakie chórki uwielbiał ...Sting -10
9.Dear Friend - piosenka która bankowo powstała po przesłuchaniu "Plastic Ono Band" , Paul zawsze wiedział jak przypodobać sie Johnowi
dla mnie jednak troche ciężkie w odbiorze - 7
10.Mumbo Link - ot zabawa dzwiękami na sesji, z cyklu fajnie zabrzmiało(bez oceny)

Rzadko się zdarza, by bonusy dodawały tyle werwy całemu albumowi ale zestaw przedni
11.Oh Woman, Oh Why - świetny wokalnie i z pazurem - 8
12.Mary Had A Little Lamb - perełka, nie tylko dla dzieci - 10
13.Little Woman Love - kawałek perfekcyjnie skrojony - 10
14.Give Ireland Back To The Irish - chyba największy "słodziak" ze wszystkich protest songów w historii :wink: -9

Autor:  Yer Blue [ Czw Cze 27, 2013 11:53 am ]
Temat postu:  Re: Wild Life na prześwietleniu

Helter-Skelter napisał(a):
9.Dear Friend - piosenka która bankowo powstała po przesłuchaniu "Plastic Ono Band" , Paul zawsze wiedział jak przypodobać sie Johnowi


Bankowo nie, gdyż utwór powstał jeszcze w 70 roku, co prawda w końcówce (sesje do "Ram") ale Plastic wyszedł dopiero w grudniu.

Strona 1 z 2 Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
http://www.phpbb.com/