NowoŠ Wydawnictwa SQN
AktualnoÂci roku 1998

28 gru The Beatles uhonorowani gwiazd─ů w Alei S┼éaw
2 lis W Anglii ukazuje si─Ö box "John Lennon Anthology"
1 lis Paul McCartney wspomina zmar┼é─ů ┼╝on─Ö w rozmowie z Chrissie Hynde
26 pa╝ W Anglii ukazuje sie album Lindy McCartney - Wide Prairie
2 pa╝ The Fireman Webcast
21 wrz Paul pod tagiem The Fireman wydaje p┼éyt─Ö "Rushes"
3 sie Ringo Starr wydaje p┼éyt─Ö "Vertical Man"
8 cze Odbywa si─Ö uroczysto┼Ť─ç ┼╝a┼éobna na cze┼Ť─ç Lindy McCartney
4 maj W Anglii ukazuje si─Ö singiel Juliana Lennona Day After Day/Don't Let Me Know
18 kwi Happy Birthday Spike
17 kwi Umiera Linda McCartney
10 mar Ukazuje si─Ö ┼Ťcie┼╝ka d┼║wi─Ökowa filmu "Everest" zawieraj─ůcego muzyk─Ö Harrisona
1 mar Christopher Reeve: A Celebration Of Hope
5 sty The Rhythm Of Life
1 sty Wywiad z Paulem McCartneyem dla Playboya - edycja polska
Klasyka rocka wydana w czerwcu:

1 Eye In The Sky (Alan Parsons Project) (LP - 1982)
2 Never Turn Your Back on a Friend (Budgie) (LP - 1973)
3 Sunny Afternoon (Kinks) (S - 1966)
3 In Rock (Deep Purple) (LP - 1970)
14 My Way / Blue Lace (Frank Sinatra) (S - 1969)
14 What's It All About (Pat Metheny) (cover - 2011)
19 Let's Twist Again (Chubby Checker) (S - 1961)
21 New York, New York (Liza Minnelli) (S - 1977)
26 The Valkyrie (Richard Wagner) ( - 1870)
26 It's All Over Now (The Rolling Stones) (S - 1964)

The Beatles Polska: Wywiad z Paulem McCartneyem dla Playboya - edycja polska

Wywiad z Paulem McCartneyem dla Playboya - edycja polska

1998-01-01,  autor: kasia   ...powr├│t do news├│w

W styczniowym numerze polskiej edycji Playboya ukazał się wywiad z Paulem McCartneyem.

W szczerej rozmowie z Playboyem ┼Ťwie┼╝o upieczony angielski arystokrata m├│wi o swoim rozdwojeniu ja┼║ni, nowych lokatorach Abbey Road oraz ostatecznie rozprawia si─Ö z legend─ů Johna Lennona.

Playboy: Czy przedsi─Öwzi─Öcie pod nazw─ů Anthology by┼éo tym, czego si─Ö mo┼╝na by┼éo spodziewa─ç – to znaczy gigantycznym rozliczeniem si─Ö z er─ů Beatles├│w?

McCartney: No c├│┼╝, ciesz─Ö si─Ö, ┼╝e nasz pomys┼é doszed┼é do skutku, bo na pocz─ůtku odbierany by┼é r├│┼╝nie. Wiele os├│b reagowa┼éo niech─Öci─ů – „No nie! Znowu oni?” Pami─Ötam, kt├│rego┼Ť dnia us┼éysza┼éem w telewizji informacj─Ö: „Zdaniem Cynthii Lennon eks-Beatlesi robi─ů wy┼é─ůcznie dla pieni─Ödzy”. Nadal traktuj─Ö Cynthi─Ö z sympati─ů, jak przyjaci├│┼ék─Ö z dawnych lat, ale w tym momencie ci┼Ťnie mi si─Ö na usta pytanie czy Lennon Lounge robione by┼éo dla idei? [ ┼╗artobliwa nazwa nadana przez Paula sieci restauracyjnej, w kt├│r─ů Lennon zainwestowa┼é wraz z pierwsz─ů ┼╝on─ů] Wybacz, Cynthio!
Grzmia┼é te┼╝ David „The Child” Jensen: „Nie powinni wydawa─ç Free As A Bird, nikt tego nie kupi!” Kij Ci w oko , sukinsynu – pomy┼Ťla┼éem. – My ci jeszcze poka┼╝emy! Wszystkie te pesymistyczne, z┼éowr├│┼╝bne g┼éosy publikowane w prasie w jakim┼Ť sensie rozstrzygn─Ö┼éy o naszym sukcesie, poniewa┼╝ im bardziej mnie zniech─Öcano, tym wi─Ökszej nabiera┼éem ochoty, by to zrobi─ç.

P: Odnie┼Ťli┼Ťcie sukces, bo wszyscy trzej, zamiast siedzie─ç wygodnie w fotelach i czeka─ç na zyski, zaanga┼╝owali┼Ťcie si─Ö w to osobi┼Ťcie i dopilnowali┼Ťcie ka┼╝dego szczeg├│┼éu.

M: My┼Ťl─Ö, ┼╝e chcieli┼Ťmy tak┼╝e przypomnie─ç sobie dok┼éadnie, jak to z nami by┼éo, oddzieli─ç fakty od plotek i wytwor├│w dziennikarskiej wyobra┼║ni. Taka wycieczka w przesz┼éo┼Ť─ç. Nasza historia pe┼éna jest przek┼éama┼ä i zwyk┼éych dyrdyma┼é├│w, cho─çby dlatego, ┼╝e bra┼éo w niej udzia┼é wielu ludzi, z kt├│rych ka┼╝dy ma swoj─ů wersj─Ö wydarze┼ä. Poza tym, gdy mowa o jednym cz┼éowieku, ┼éatwiej powiedzie─ç prawd─Ö lub si─Ö do niej zbli┼╝y─ç. Nas by┼éo czterech, wi─Öc w naszej historii s─ů cztery r├│┼╝ne punkty widzenia i zachodzi konieczno┼Ť─ç znalezienia mi─Ödzy nimi kompromisu. Starali┼Ťmy si─Ö go osi─ůgn─ů─ç. Nie by┼éo to proste, ale zale┼╝a┼éo nam na czym┼Ť w rodzaju podsumowania i uporz─ůdkowania naszej wsp├│lnej przesz┼éo┼Ťci. Chcieli┼Ťmy te┼╝ ustosunkowa─ç si─Ö do setek ksi─ů┼╝ek i innych publikacji na nasz temat, jakie ukaza┼éy si─Ö dot─ůd na rynku. Bez przerwy kto┼Ť mnie pyta, czy czyta┼éem swoj─ů biografi─Ö autorstwa Chrisa Salewicza albo Geoffreya Giuliano. Nie. Nie mam poj─Öcia, o czym pisali ci faceci ani co o mnie my┼Ťl─ů. Cho─ç czasami wpada mi w r─Öce ksi─ů┼╝ka pana takiego a takiego, w kt├│rej jest napisane, ┼╝e zrobi┼éem to czy tamto, i dostaj─Ö piany, bo wiem, ┼╝e nie zrobi┼éem. Sam nigdy nie my┼Ťla┼éem na serio o spisaniu swoich wspomnie┼ä czy wydaniu autobiografii. Jeszcze nie. Zawsze mi si─Ö wydawa┼éo, ┼╝e z tym lepiej poczeka─ç do siedemdziesi─ůtki. Zamkn─ů─ç swoje ┼╝ycie w ksi─ů┼╝ce, to jak dosta─ç nagrod─Ö za ca┼éokszta┼ét tw├│rczo┼Ťci – czas leci i co tydzie┼ä dostaje j─ů kto┼Ť z twoich znajomych. Ale mo┼╝e nie mam racji.

P: Czy do nagrania p┼éyty Flaming Pie zainspirowa┼éy ci─Ö do┼Ťwiadczenia za Anthology?

M: Mo┼╝na tak powiedzie─ç. Wytw├│rnia nie nalega┼éa na now─ů p┼éyt─Ö, bo i tak w zwi─ůzku z Anthology pojawi┼éo si─Ö mn├│stwo wznowie┼ä i wsz─Ödzie mnie by┼éo pe┼éno. Dzi─Öki temu dosta┼éem co┼Ť w rodzaju urlopu i mog┼éem leniuchowa─ç do woli. Na pocz─ůtku upaja┼éem si─Ö my┼Ťl─ů, ┼╝e przez jaki┼Ť czas nie musz─Ö nic robi─ç – ot, wst─ůpi─Ö do Abbey Road, zobacz─Ö, co porabia George Martin, wr├│c─Ö do domu, poobijam si─Ö troch─Ö, w ko┼äcu to taka rzadka przyjemno┼Ť─ç... Ale piosenki same rodz─ů si─Ö mojej g┼éowie – nie mog─Ö i nawet nie chc─Ö tego powstrzyma─ç. Wi─Öc zaczynam brzd─ůka─ç, notowa─ç, w┼é─ůcza─ç magnetofon.... I tak to si─Ö dzieje. A potem sp─Ödzi┼éem niesamowity tydzie┼ä na Long Island z moim synem Jamesem. Na okr─ůg┼éo grali┼Ťmy na gitarze, wr├│ci┼éy wspomnienia. Przedtem tylko dwa razy w ┼╝yciu pracowa┼éem r├│wnie intensywnie. Najpierw z Johnem, kiedy jeszcze mieli┼Ťmy po kilkana┼Ťcie lat i potrafili┼Ťmy godzinami wymy┼Ťla─ç piosenki przesiaduj─ůc u niego w mieszkaniu, w holu albo w jadalni. Powiedzia┼éem „hol” i „jadalnia”? Strasznie ekskluzywnie to brzmi, zw┼éaszcza kiedy si─Ö ma przed oczami ├│wczesny dom Johna w Allerton... Taki napad pracowito┼Ťci powt├│rzy┼é si─Ö jeszcze po rozpadzie The Beatles i moim ┼Ťlubie z Lind─ů, kiedy nagle stwierdzi┼éem, ┼╝e mam du┼╝o – zbyt du┼╝o – wolnego czasu. Ale dzi─Öki temu powsta┼é m├│j pierwszy solowy album. Tak wi─Öc, po tamtej tygodniowej sesji z Jamesem mia┼éem ju┼╝ w┼éa┼Ťciwie kilka gotowych utwor├│w i zacz─Ö┼éa si─Ö konkretyzowa─ç wizja ca┼éej p┼éyty.

P: Opowiedz, jak Ci si─Ö pracowa┼éo ze Steve’em Millerem po tak d┼éugiej przerwie. [W maju 1969 roku McCartney pod pseudonimem Paul Ramon, nagra┼é z Millerem w studio Abbey Road „My Dark Hour”]

M: Steve jest ┼Ťwietny. Ma tylko jedn─ů s┼éabo┼Ť─ç: zanim zacznie ┼Ťpiewa─ç, robi sobie strasznie ┼Ťmieszn─ů „rozgrzewk─Ö” g┼éosu – wiesz, takie przy┼Ťpiewki bez sensu, typu: „┼éubi-dubi-da”. Mo┼╝e nie powinienem zdradza─ç jego sekret├│w, ale bawi┼éo nas to wszystkich do ┼éez i bez przerwy robili┼Ťmy sobie z niego ┼╝arty. Pods┼éuchiwali┼Ťmy go przez s┼éuchawki przed nagraniem i p─Ökali┼Ťmy ze ┼Ťmiechu [przyk┼éada d┼éo┼ä do ust imituj─ůc chichotanie za czyimi┼Ť plecami]. Rozgrzewka, psiako┼Ť─ç! Ale powiem ci, ┼╝e to samo robi Mick Jagger. Raz s┼éysza┼éem na w┼éasne uszy! Wyobra┼╝asz sobie? Jagger „─çwiczy” wokal! Poczu┼éem si─Ö oszukany... Wracaj─ůc do naszej wsp├│┼épracy – musia┼éem Steve’a troch─Ö „przycisn─ů─ç”. Dallas Shue, cz┼éonek ekipy technicznej obs┼éuguj─ůcej go w trasie, ostrzeg┼é mnie, ┼╝e Steve jest niezwykle wybredny je┼Ťli chodzi o gitary. Ma ich ca┼é─ů kolekcj─Ö i przed ka┼╝dym kawa┼ékiem godzin─Ö si─Ö zastanawia, na kt├│rej zagra─ç. Poniewa┼╝ zale┼╝a┼éo mi na czasie, powiedzia┼éem mu: „Steve, po prostu wybierz swoj─ů ulubion─ů!” Kiedy wzi─ů┼é pierwszy akord, zawo┼éa┼éem: „Wspaniale! Spr├│buj troch─Ö wy┼╝ej... O tak, genialnie!” I Steve zgodzi┼é si─Ö poprzesta─ç na tym egzemplarzu. Dallas dzi─Ökowa┼é mi potem: „ Rany, cz┼éowieku! Zaoszcz─Ödzi┼ée┼Ť sobie kilku godzin czekania, a mnie har├│wy. Musia┼ébym je wszystkie nastroi─ç!”

P: A jak Ci się układało z Jeffem Lynne?

M: Na pocz─ůtku troch─Ö si─Ö ba┼éem tej wsp├│┼épracy. Styl Jeffa jest rozpoznawalny od pierwszego d┼║wi─Öku i wielu muzyk├│w starannie si─Ö go wystrzega. Powiedzia┼éem mu wi─Öc: „Stary, masz to swoje brzmienie”. A on na to: „Ojej, naprawd─Ö?” George Martin te┼╝ zwr├│ci┼é mi uwag─Ö, ┼╝e w piosence Free As A Bird „bardzo by┼éo s┼éycha─ç Jeffa” Ale podej┼Ťcie Jeffa do muzyki i do pracy w studio w gruncie rzeczy nie r├│┼╝ni si─Ö a┼╝ tak bardzo od tego, co robili┼Ťmy jako The Beatles, przynajmniej w obszernych fragmentach. Jeff przede wszystkim mia┼é zast─ůpi─ç George’a na sto┼éku producenta. Poszli┼Ťmy na ugod─Ö. „S┼éuchaj – powiedzia┼éem – nie chc─Ö, ┼╝eby┼Ť zdominowa┼é p┼éyt─Ö, bo b─Ödzie nudno, a na to nie mog─Ö si─Ö zgodzi─ç. Kilka rzeczy wola┼ébym zrobi─ç sam, kilka z Martinem i z Millerem. Ale z tob─ů te┼╝. Przyjed┼║. To nam zajmie g├│ra dwa tygodnie – d┼éu┼╝ej i tak by┼Ťmy ze sob─ů nie wytrzymali – a potem si─Ö rozjedziemy na zas┼éu┼╝one wakacje. Zobaczysz, b─Ödzie mi┼éo”. I by┼éo. On gra┼é riffy, ja na basie, ┼Ťpiewali┼Ťmy na g┼éosy... Fajnie jest mie─ç dobrego gitarzyst─Ö i wokalist─Ö w jednej osobie. Jak si─Ö nad tym zastanowi─ç, Beatlesi najwi─Öcej zawdzi─Öczali obecno┼Ťci Johna.

P: Czy Jeffowi nie przeszkadza┼éa ┼Ťwiadomo┼Ť─ç, ┼╝e ma by─ç jego surogatem?

M: Na pocz─ůtku pewnie tak, ale wyleczy┼é si─Ö z tego kompleksu. W trakcie pracy nad Anthology dotar┼éo do nas, ┼╝e Jeff jest dok┼éadnie tym, kim powinien by─ç: czwartym Beatlesem. I spe┼énia t─Ö rol─Ö fantastycznie.

P: Jednak nie┼éatwo ud┼║wign─ů─ç takie brzemi─Ö...

M: No dobra, masz racj─Ö. Ale przecie┼╝ sam chcia┼é! Poza tym, musz─Ö ci powiedzie─ç, ┼╝e dla mnie The Beatles zawsze oznaczali pewn─ů zamkni─Öt─ů ca┼éo┼Ť─ç, to ja odnosi┼éem si─Ö zawsze z najwi─Öksz─ů rezerw─ů do zapraszania ludzi z zewn─ůtrz. Pami─Ötam swoje mieszane uczucia co do udzia┼éu Billy’ego Prestona w nagraniu Let It Be [klawisze]. Reszta ch┼éopak├│w by┼éa przekonana, ┼╝e to znakomity pomys┼é, wi─Öc jak zwykle im uleg┼éem, bo mia┼éem zaufanie do ich opinii – i s┼éusznie. Jednak kiedy George [Harrison] zaproponowa┼é Jeffa jako producenta, zaoponowa┼éem. Nadal wierzy┼éem w George’a Martina. Ale on powoli wycofywa┼é si─Ö z produkcji, g┼é├│wnie z powodu k┼éopot├│w ze s┼éuchem. M├│wi┼éem mu, ┼╝e od s┼éuchania ma in┼╝ynier├│w d┼║wi─Öku, natomiast nikt tak jak on nie odr├│┼╝ni geniuszu od ch┼éamu i do tego niepotrzebne s─ů mu uszy! Tymczasem George nadal upiera┼é si─Ö przy Jeffie, kt├│ry co jak co, ale s┼éuch ma ┼Ťwietny... Nie ┼Ťmiejesz si─Ö? Trudno. W ka┼╝dym razie trzy ┼╝uki pracowa┼éy jak pszcz├│┼éki nad Free As A Bird, a┼╝ przyszed┼é czas na ch├│rki, i wtedy George zn├│w zaatakowa┼é: „Wiesz, Jeff jest takim fanem Beatles├│w... Na pewno da┼éby si─Ö zabi─ç za to, ┼╝eby znale┼║─ç si─Ö na p┼éycie! Nawet je┼Ťli powie tylko „Hej!”, do ko┼äca ┼╝ycia b─Ödzie m├│g┼é si─Ö chwali─ç, ┼╝e to jego g┼éos i ┼╝e wzi─ů┼é w tym udzia┼é”. Mia┼éem powa┼╝ne opory. Bycie cz┼éonkiem The Beatles to dla mnie co┼Ť bardzo osobistego, niemal ┼Ťwi─Öto┼Ť─ç. Zawsze broni┼éem Obcym wst─Öpu do naszego klubu – ca┼éa ta afera z Yoko Ono i tak dalej... My┼Ťl─Ö zreszt─ů, ┼╝e ta hermetyczno┼Ť─ç w sumie wysz┼éa nam na dobre. Ale Beatles├│w ju┼╝ nie ma, a Jeff si─Ö sprawdzi┼é, i tylko to si─Ö liczy.

P: M├│wi si─Ö, ┼╝e Electric Light Orchestra to to samo co Beatlesi, tyle ┼╝e z wi─Öksz─ů ilo┼Ťci─ů instrument├│w.

M: Znasz dowcip Ringo [Starra]? „Dlaczego E.L.O. si─Ö rozpadli? Bo wyczerpa┼éy im si─Ö nasze pomys┼éy”. Najwi─Öksz─ů dum─ů Jeffa jest to, ┼╝e kiedy┼Ť spotka┼é Johna osobi┼Ťcie i John mia┼é podobno powiedzie─ç: „Wiesz, naprawd─Ö lubi─Ö te wszystkie kawa┼éki E.L.O”. To by┼é najpi─Ökniejszy dzie┼ä w ┼╝yciu Jeffa. Dow├│d na to, ┼╝e jego tw├│rczo┼Ť─ç ma sens! John powiedzia┼é, ┼╝e ma! Jeff to zdumiewaj─ůcy facet. Pi┼éka no┼╝na, piwo, te rzeczy.

P: Flaming Pie sprawia wra┼╝enie p┼éyty bardzo osobistej, nagranej bez uk┼éon├│w w stron─Ö masowego s┼éuchacza. Czy moje odczucia s─ů trafne?

M: Jak najbardziej. Na wszystkich konferencjach prasowych powtarza┼éem do znudzenia, ┼╝e mam gdzie┼Ť, czy to b─Ödzie hit czy nie. Oczywi┼Ťcie, ludzie od marketingu kr─Öcili troch─Ö nosem [robi ponur─ů min─Ö], ale ja powiedzia┼éem sobie: mieli┼Ťcie dosy─ç samograj├│w dzi─Öki Anthology. Teraz chc─Ö zrobi─ç co┼Ť wy┼é─ůcznie dla siebie i dla w┼éasnej przyjemno┼Ťci. Niedawno wpad┼éa mi w r─Öce ksi─ů┼╝ka „Wierno┼Ť─ç w stereo” Nicka Hornby’ego. Zw─Ödzi┼éem j─ů kt├│remu┼Ť ze swoich dzieciak├│w i jestem ni─ů naprawd─Ö zachwycony! Powiedzia┼éem tym bubkom z reklamy: „Facet prowadzi do sp├│┼éki z kumplami sklep z p┼éytami, „Championsihp Vinyl”, bo kocha muzyk─Ö. Nie przejmuje si─Ö utargiem. I to mi si─Ö podoba! Identyfikuj─Ö si─Ö ca┼ékowicie z t─ů postaw─ů i tak─ů strategi─Ö promocyjn─ů proponuj─Ö przyj─ů─ç!”.

P: Cokolwiek powiedzia┼ée┼Ť tym bubkom z reklamy, twoja bezkompromisowa p┼éyta musia┼éa przej┼Ť─ç ca┼éy ten m┼éyn i sta─ç si─Ö produktem handlowym.

M: Wiem. To tak jak podczas maratonu: w pewnym momencie dochodzisz do granicy wytrzyma┼éo┼Ťci, stajesz przed ┼Ťcian─ů w┼éasnego b├│lu. Nienawidz─Ö tego i broni─Ö si─Ö przed tym. M├│wi─ůc szczerze uwa┼╝am, ┼╝e wytw├│rnia EMI bardzo dzielnie znios┼éa moje „filozoficzne” podej┼Ťcie. W rozmowach z nimi przyj─ů┼éem taktyk─Ö, kt├│ra datuje si─Ö od pewnego wypadku samochodowego z zamierzch┼éych czas├│w beatlesowskich: wracali┼Ťmy z Londynu, kiedy nasza furgonetka zjecha┼éa z autostrady i utkn─Ö┼éa w rowie. To by┼éa przykra, angielska zima i nikt nie chcia┼é si─Ö zatrzyma─ç, ┼╝eby nam pom├│c. W pewnym momencie jeden z nas – nie pami─Ötam, kt├│ry – spyta┼é: „I co teraz b─Ödzie?” Kto┼Ť inny odpowiedzia┼é mu r├│wnie retorycznie: „Nie wiadomo. Ale jako┼Ť to b─Ödzie”. Zaraz po tych s┼éowach, jak za dotkni─Öciem czarodziejskiej r├│┼╝d┼╝ki, zatrzyma┼éa si─Ö ci─Ö┼╝ar├│wka z weso┼éym kierowc─ů: „Co jest, ch┼éopaki? Dok─ůd was podrzuci─ç? Do Liverpoolu? Okey!” To by┼é istny cud! Dlatego potem ju┼╝ zawsze stosowali┼Ťmy t─Ö naiwn─ů odzywk─Ö jako odpowied┼║ na wszystko: jako┼Ť to b─Ödzie! Wi─Öc teraz te┼╝ powiedzia┼éem facetom od kampanii reklamowej: „Nawet je┼Ťli nie pojad─Ö do Kolonii, jako┼Ť to b─Ödzie. Nie martwcie si─Ö.”. A oni na to: „Nie sko┼äczymy filmu w terminie” Ja: „To sko┼äczymy PO terminie. Jako┼Ť to b─Ödzie!” Naprawd─Ö cudowna mantra. Ma magiczn─ů moc! Wiem, ┼╝e wiara w magi─Ö zalatuje latami sze┼Ť─çdziesi─ůtymi, ale nic na to nie poradz─Ö. M├│j komputer wy┼Ťwietla czasami znamienny komunikat: „Twardy dysk jest prawie pe┼ény. Prosz─Ö, usu┼ä to, co zb─Ödne”. My┼Ťl─Ö, ┼╝e to znakomita recepta na ┼╝ycie – pozby─ç si─Ö nadmiaru l─Öku i samodyscypliny.

P: Jak ci si─Ö uk┼éadaj─ů stosunki z EMI? Z tego co powiedzia┼ée┼Ť, wnioskuj─Ö, ┼╝e ci─Ö tam uwielbiaj─ů...

M: Nie maj─ů wyj┼Ťcia! Musz─ů uwielbia─ç Beatles├│w. Kilka lat temu w „The Sunday Times” opublikowano wykres ilustruj─ůcy nieustann─ů i niezaprzeczaln─ů zale┼╝no┼Ť─ç sukces├│w EMI i The Beatles. M├│j szwagier, John Eastman, jest prawnikiem w wytw├│rni Disneya. Chcieli kupi─ç EMI, ale dzi─Öki Anthology cena tak podskoczy┼éa, ┼╝e zrezygnowali. John mi to potem wypomina┼é: „Masz poj─Öcie, ile na tobie straci┼éem? Miliony!” No c├│┼╝... Tylko raz sprzeda┼éem si─Ö na chwil─Ö innej wytw├│rni [CBS]. Odwiedzi┼éem ich siedzib─Ö w Nowym Jorku, w wielkim czarnym drapaczu chmur. Wysiad┼éem na sze┼Ť─çdziesi─ůtym pi─Ötrze. To miejsce by┼éo kompletnie anonimowe. Nie nosi┼éo ┼╝adnego pi─Ötna zajmuj─ůcej go instytucji i na pewno w niczym nie przypomina┼éo „Championship Vinyl”. Nie pachnia┼éo muzyk─ů. Wygl─ůda┼éo jak piek┼éo – lub raczej tak, jak wyobra┼╝a sobie piek┼éo przeci─Ötny kolekcjoner p┼éyt. Za ka┼╝dym razem, kiedy tam by┼éem, zadawa┼éem sobie pytanie: Bo┼╝e, gdzie ja jestem? I chcia┼éem stamt─ůd jak najszybciej wyj┼Ť─ç. A wszystko dlatego, ┼╝e skusi┼éa mnie korzystniejsza umowa...

P: Czy zasmuciła cię wyprowadzka EMI z Manchester Square?

M: Nie. Nie by┼éem emocjonalnie zwi─ůzany z tym miejscem. Po prostu musia┼éem tam chodzi─ç. Gdyby natomiast Abbey Road zmieni┼éa adres, by┼éoby mi przykro.

P: W Abbey Road człowiek ma wrażenie, że czas się zatrzymał. Chyba niewiele się tam zmieniło od starych czasów.

M: Zaskakuj─ůco niewiele. Studio 1 i 2 zachowa┼éy stary klimat, ┼╝yj─ů wspomnieniami. W „Dw├│jce” nagrywali Beatlesi, Cliff Richard... Niewidoczne ┼Ťlady naszych st├│p traktowane tam s─ů jak relikwie... Ale teraz nasta┼é czas Oasis.

P: Nie s─ůdzisz, ┼╝e Oasis w Abbey Road to swoista profanacja?

M: Czemu? Ch┼éopcy s─ů m┼éodzi, konfliktowi, ┼éatwo si─Ö wkurzaj─ů, ale mierz─ů wysoko. W ko┼äcu kto┼Ť ich tam wpu┼Ťci┼é, nie?

P: Wsp├│┼épracowa┼ée┼Ť z Noelem przy p┼éycie Help w 1995 roku. Jakie wra┼╝enia?

M: Naprawd─Ö niez┼ée. A wiesz, co mnie najbardziej uj─Ö┼éo? Ich zestaw instrument├│w. Dok┼éadna powt├│rka z Beatles├│w – identyczne wzmacniacze, Marshalle i tak dalej. Znalaz┼éem bratnie dusze! Ludzie s─ů pewni, ┼╝e nienawidz─Ö Oasis. Dlaczego? Przecie┼╝ oni nas podziwiaj─ů i kopiuj─ů! A przecie┼╝ mogliby podziwia─ç i kopiowa─ç kogokolwiek innego albo wszystkich naraz.
To zabawne, ale w stosunku do nich w og├│le nie czuj─Ö bariery wiekowej. Wydaje mi si─Ö, ┼╝e jeste┼Ťmy r├│wie┼Ťnikami – mo┼╝e dlatego, ┼╝e rzadko ogl─ůdam swoj─ů twarz na zdj─Öciach... Tylko czasami przychodzi otrze┼║wienie: o rany, przecie┼╝ wida─ç, ┼╝e jestem starszy od nich! To musi by─ç jakie┼Ť zakrzywienie czasoprzestrzeni albo szczeg├│lny przypadek ewolucji kwantowej...
Trzydzie┼Ťci lat temu, kiedy nagrywali┼Ťmy Orkiestr─Ö Samotnych Serc Sier┼╝anta Pieprza, wa┼╝y┼éem 64 kilo. G┼é├│wnie dlatego, ┼╝e mieszka┼éem sam i nie od┼╝ywia┼éem si─Ö zbyt regularnie, natomiast mocno przesadza┼éem z tym [na┼Ťladuje gesty palacza]. Nie by┼éo czasu na jedzenie – ledwo starcza┼éo go na picie. Dopiero teraz, na staro┼Ť─ç, nabra┼éem mi─Ö┼Ťni – ruch na ┼Ťwie┼╝ym powietrzu, odpowiednia dieta...

P: W zdrowym ciele zdrowy duch?

M: Chyba tak. Powiem ci, ┼╝e wegetarianizm to w sumie nieg┼éupia rzecz. Mija ju┼╝ ponad dwadzie┼Ťcia lat, jak nie jem mi─Ösa. To kwestia sumienia i wra┼╝liwo┼Ťci. Kiedy┼Ť podczas pikniku obserwowali┼Ťmy jagni─Öta bawi─ůce si─Ö na pastwisku, a┼╝ nagle dotar┼éo do nas, ┼╝e w┼éa┼Ťnie obgryzamy nog─Ö jednego z nich i co┼Ť tu jest chyba nie w porz─ůdku. Wi─Öc przestali┼Ťmy.

P: Na pewno ┼éatwiej doj┼Ť─ç do takich wniosk├│w mieszkaj─ůc blisko natury.

M: To prawda. Mieszkam na zalesionym terenie, kawa┼éek lasu jest nawet w granicach naszej farmy. I wiesz co? Oskar┼╝aj─ů mnie, ┼╝e udzielam schronienia dzikom! Przyw─Ödrowa┼éy z ogrodu zoologicznego w Ashford, kt├│re jest jakie┼Ť 60 kilometr├│w st─ůd, i upodoba┼éy sobie zagajnik kasztanowc├│w, nietykalny przez dwadzie┼Ťcia lat. Tu si─Ö rozmna┼╝aj─ů, bo nikt im nie przeszkadza. Nie b─Öd─Ö do nich strzela┼é – po pierwsze, nie mam ochoty, po drugie, nie mam broni!. Nie zamierzam te┼╝ zak┼éada─ç side┼é. Podobno dziki czyni─ů szkody, zabijaj─ů owce... Moich owiec jako┼Ť nie ubywa. A poza tym, nie ode mnie zale┼╝y porz─ůdek w przyrodzie. Lis zjada kury, jastrz─ůb myszy. Cho─ç jestem wegetarianinem, rozumiem, ┼╝e zwierz─Ö zabija, by zaspokoi─ç g┼é├│d. Nie mog─Ö go za to obwinia─ç ani ┼╝─ůda─ç, ┼╝eby zmieni┼éo swoje nawyki ┼╝ywieniowe.

P: Powiedzmy, że widzisz na ulicy bezdomnego człowieka z psem. Kogo ci bardziej szkoda?

M: ┼╗al mi ich obu w r├│wnym stopniu.

P: My┼Ťla┼éem, ┼╝e bardziej wzruszy ci─Ö los psa...

M: Niekoniecznie. Pies jest lepiej przystosowany do ┼╝ycia w plenerze. Nurtowa┼éoby mnie raczej pytanie, czy w┼é├│cz─Öga jest naprawd─Ö bezdomny, czy tylko instaluje si─Ö co rano na ┼╝ebry w ciep┼éym ┼Ťpiworze, a przy okazji sp─Ödza zdrowo dzie┼ä na ┼Ťwie┼╝ym powietrzu. W tych sprawach troska walczy we mnie z podejrzliwo┼Ťci─ů.

P: Otrzyma┼ée┼Ť tytu┼é szlachecki. Czy ludzie cz─Östo zwracaj─ů si─Ö do ciebie per „Sir Paul”?

M: Tylko przy oficjalnych okazjach. Ale zdarzaj─ů si─Ö ┼Ťmieszne sytuacje. Niedawno zaskoczy┼é mnie pilot samolotu m├│wi─ůc: „Witamy na pok┼éadzie, Sir”. Podobnie zaanonsowa┼éa mnie recepcjonistka u lekarza – „Sir Paul przyszed┼é”.

P: To musi by─ç troch─Ö dziwaczne uczucie...

M: Nie troch─Ö, ale skrajnie dziwaczne. Mo┼╝e dlatego, ┼╝e bardzo sobie ceni─Ö – no, mo┼╝e nie ca┼ékowit─ů anonimowo┼Ť─ç, bo to nierealne, ale prywatno┼Ť─ç, kt├│r─ů uto┼╝samiam z normalno┼Ťci─ů. Dlatego ci─ůgle powtarzam wszystkim, ┼╝e jestem zwyczajnym cz┼éowiekiem. Bo czuj─Ö si─Ö zwyczajny i prowadz─Ö zwyczajne ┼╝ycie. Owszem, istnieje jaki┼Ť lu┼║no ze mn─ů zwi─ůzany fenomen – to ten facet, kt├│rego pokazuj─ů w telewizji i tak dalej. Ja go tylko od czasu do czasu gram i mam z tego frajd─Ö. W sumie go┼Ť─ç nie┼║le sobie radzi. Ale on jest ze mn─ů. ja siedz─Ö tutaj i rozmawiam z Tob─ů.

P: Wi─Öc to nie ty zosta┼ée┼Ť szlachcicem, tylko ten drugi?

M: Dok┼éadnie. Za wybitne zas┼éugi na desce surfingowej. To by┼é pi─Ökny dzie┼ä... Jestem pe┼éen sprzeczno┼Ťci, dlatego czasami bywam niekonsekwentny, a ju┼╝ na pewno cyniczny w ocenie pewnych rzeczy. Tak w┼éa┼Ťnie jest w wypadku tytu┼éu szlacheckiego – znam troch─Ö ┼╝ycie, mam m├│zg na swoim miejscu i wydaje mi si─Ö, ┼╝e potrafi─Ö rozpozna─ç mechanizm przyznawania tego rodzaju zaszczyt├│w: to po prostu wygodny i stosunkowo tani spos├│b nagradzania ludzi. Ale z drugiej strony co┼Ť mi m├│wi, ┼╝e to naprawd─Ö wielkie wyr├│┼╝nienie, i jestem z niego dumny. Oczywi┼Ťcie, m├│g┼ébym go nie przyj─ů─ç. To by nawet by┼éo w dobrym tonie – wielu artyst├│w odmawia przyj─Öcia rozmaitych nagr├│d w imi─Ö s┼éusznych idei. Poszuka┼éem w my┼Ťlach takiej idei, ale jedyne, co mi przysz┼éo do g┼éowy, to ┼╝artobliwa odpowied┼║ na propozycj─Ö zjedzenia ostatniego kawa┼éka tortu: „Skoro nalegasz...”. Pomy┼Ťla┼éem te┼╝ o tych, kt├│rzy odmawiaj─ů – na przyk┼éad o Paulu Schofieldzie, kt├│ry jako jedyny znany mi cz┼éowiek nie przyj─ů┼é tytu┼éu. To rzeczywi┼Ťcie genialny aktor, ale nie wida─ç, ┼╝eby mu to sprawia┼éo jak─ůkolwiek przyjemno┼Ť─ç...
Jako ma┼éy ch┼éopiec wymarzy┼éem sobie, ┼╝e zostan─Ö katolikiem i kierowc─ů ci─Ö┼╝ar├│wki – to znaczy, b─Öd─Ö w co┼Ť wierzy┼é i b─Öd─Ö mia┼é wytyczony – dos┼éownie i w przeno┼Ťni – kierunek. Nie uda┼éo mi si─Ö zrealizowa─ç ┼╝adnej z tych rzeczy, wi─Öc szlachectwo wydaje mi si─Ö niespodziewanym podarunkiem od losu. Pomy┼Ťl tylko: przykl─Ökasz na jedno kolano przed w┼éadczyni─ů, a ona dotyka twego ramienia mieczem kr├│la Edwarda Wyznawcy!

P: Kr├│lowa ma miecz Edwarda Wyznawcy, ty masz gitar─Ö Billa Blacka – w gruncie rzeczy nie ma si─Ö czym podnieca─ç. Zreszt─ů, zetkn─ů┼ée┼Ť si─Ö z Jej Wysoko┼Ťci─ů ju┼╝ wiele razy przedtem, po raz pierwszy chyba na specjalnym koncercie w 1963 roku?

M: Dok┼éadnie nie pami─Ötam, myl─ů mi si─Ö te wszystkie daty. Powiniene┼Ť zapyta─ç Mark Lewisohna [kronikarz The Beatles], na nim mo┼╝na polega─ç! Ale jest co┼Ť, do czego przyznaj─Ö si─Ö niech─Ötnie i czego mam nadziej─Ö, Ona nigdy nie przeczyta – George i ja troch─Ö si─Ö w niej podkochiwali┼Ťmy w szkolnych czasach! M├│wi─Ö ca┼ékiem serio! By┼éa wtedy apetyczn─ů, ca┼ékiem m┼éod─ů kobiet─ů, ksi─Ö┼╝niczk─ů, a potem ┼Ťwie┼╝o upieczon─ů kr├│low─ů, tutaj [zatrzymuje d┼éonie w pewnej odleg┼éo┼Ťci od klatki piersiowej] nie┼║le rozwini─Öt─ů... Potem zamieni┼éa si─Ö w tym Mamu┼Ťki, ale swego czasu zajmowa┼é sporo miejsca w naszych ch┼éopi─Öcych fantazjach.
P: Anthology porz─ůdkuje i zamyka raz na zawsze histori─Ö The Beatles, a przy okazji jest najbardziej dochodowym interesem w tej historii. Oasis i wielu innych m┼éodych wykonawc├│w sk┼éada wam muzyczny ho┼éd kontynuuj─ůc wasz styl i rekrutuj─ůc rzesze nowych fan├│w w kolejnym pokoleniu s┼éuchaczy. Twoja w┼éasna muzyka przesz┼éa kuracj─Ö odm┼éadzaj─ůc─ů – tryskasz energi─ů, a na dodatek zosta┼ée┼Ť szlachcicem... Czy jest jeszcze co┼Ť, czego brakuje Ci do szcz─Ö┼Ťcia?

M: Doskonale rozumiem, co masz na my┼Ťli. Rzeczywi┼Ťcie, wiedzie mi si─Ö nie┼║le i by┼ébym g┼éupcem, gdybym tego nie docenia┼é.

P: Ludzie maj─ů bardzo konkretn─ů wizj─Ö ka┼╝dego z waszej czw├│rki. Johna zdecydowanie wyr├│┼╝niano, postrzegaj─ůc go zawsze jako ekstrawaganckiego dziwaka i wielkiego eksperymentatora, artyst─Ö wiecznie poszukuj─ůcego. Praktycznie w niczym mu nie ust─Öpowa┼ée┼Ť, a jednak Twoja indywidualno┼Ť─ç pozostawa┼éa troch─Ö w jego cieniu. Cierpia┼ée┼Ť z tego powodu?

M: Zasadnicza r├│┼╝nica mi─Ödzy nami polega┼éa na tym, ┼╝e ja by┼éem bardziej skryty i stara┼éem si─Ö, przynajmniej na pocz─ůtku, nie obna┼╝a─ç si─Ö poprzez muzyk─Ö i nie miesza─ç ┼╝ycia prywatnego z prac─ů. Dopiero gdzie┼Ť przy Sier┼╝ancie Pieprzu zacz─ů┼éem „przemyca─ç” siebie w piosenkach. John wr─Öcz odwrotnie – zawsze chcia┼é wy┼Ťpiewa─ç wszystko, co w danej chwili czu┼é i co zajmowa┼éo jego umys┼é. Je┼Ťli w jego ┼╝yciu zdarzy┼éo si─Ö co┼Ť ekscytuj─ůcego, musia┼é koniecznie umie┼Ťci─ç to w refrenie. A potem spotka┼é Yoko, kt├│ra sta┼éa si─Ö dla niego wyroczni─ů – pozwala┼éa mu dos┼éownie na wszystko, a w gruncie rzeczy jeszcze podsyca┼éa w nim ten ekshibicjonizm. Przyznaj─Ö, troch─Ö mnie wkurza┼éo, ┼╝e John zgarnia laury jako przedstawiciel Wielkiej Awangardy. By┼é taki czas, jakie┼Ť dwa-trzy lata przed jego wycofaniem si─Ö z zespo┼éu, kiedy zaszy┼é si─Ö w Weybridge i siedzia┼é w bamboszach pykaj─ůc fajeczk─Ö, a ja chodzi┼éem na koncerty i s┼éucha┼éem rzeczy, o jakich mu si─Ö nie ┼Ťni┼éo. Nie chc─Ö przez to powiedzie─ç, ┼╝e by┼éem „pierwszy”, ale czu┼éem ju┼╝, na co si─Ö zanosi, i nie by┼éem tym uszcz─Ö┼Ťliwiony – John mia┼é przej┼Ť─ç do historii jako wyrafinowany intelektualista, ja jako ckliwy mazgaj. Do┼Ť─ç trudno mi by┼éo si─Ö z tym pogodzi─ç. Sam, na przyk┼éad od jakich┼Ť dwunastu lat bawi─Ö si─Ö w malarstwo i chyba wreszcie doczekam si─Ö indywidualnej wystawy w Niemczech. Ale czy zale┼╝y mi, ┼╝eby wszyscy uwa┼╝ali mnie za cz┼éowieka renesansu? Nie. Robi─Ö swoje po cichu, a od czasu do czasu co┼Ť z tego przedostaje si─Ö do publicznej wiadomo┼Ťci. Eksperymentowa┼éem te┼╝ z muzyk─ů nowoczesn─ů, s┼éucha┼éem Johna Cage’a, Luciano Berio i Corneliusa Cardew [awangardowi kompozytorzy wsp├│┼écze┼Ťni, m.in. muzyka elektroniczna, aleatoryczna etc.], napisa┼éem nawet symfoni─Ö, ale jej s┼éuchaczami byli wy┼é─ůcznie moi ur┼╝ni─Öci w trupa kumple... Kiedy┼Ť nawet powiedzia┼éem ┼╝artem do Johna, ┼╝e mam kup─Ö materia┼éu, kt├│ry zamierzam wyda─ç na p┼éycie pod tytu┼éem „Paul McCartney posuwa si─Ö za daleko”. A on na to: „Cudownie, stary! Niech mnie diabli! Zr├│b to b┼éagam!” Zawsze lubi┼éem mie─ç co┼Ť w zanadrzu. Chc─Ö przez to tylko powiedzie─ç, ┼╝e John nie mia┼é ┼╝adnych sekret├│w.

P: M├│wisz, ┼╝e dzi┼Ť s┼éawa sprawia ci przyjemno┼Ť─ç. Czy kiedy┼Ť by┼éo inaczej?

M: Owszem. Najgorzej si─Ö czu┼éem u schy┼éku The Beatles – po prostu jak kto┼Ť kompletnie bezu┼╝yteczny. Niby znany, ale nikomu niepotrzebny. To by┼éo koszmarne uczucie. Wiedzia┼éem, ┼╝e je┼Ťli zdarzy si─Ö kolejny wywiad – a jeszcze ci─ůgle chciano ze mn─ů rozmawia─ç – pierwsze pytanie b─Ödzie brzmia┼éo: czy jeste┼Ť szcz─Ö┼Ťliwy? A nie by┼éem. I nie potrafi┼éem tego ukry─ç. Marzy┼éem tylko o tym, by uciec od tego wszystkiego i na jaki┼Ť czas zosta─ç zupe┼énie zapomnianym. Chyba mia┼éem kryzys.

P: Lubisz rozdawa─ç autografy?

M: Rozumiem determinacj─Ö ┼éowc├│w i raczej nie odmawiam. Ale nigdy nie podpisuj─Ö si─Ö ludziom na d┼éoniach czy innych cz─Ö┼Ťciach cia┼éa. Do tego si─Ö nie zni┼╝─Ö! Fani przysi─Ögaj─ů: nigdy si─Ö nie umyj─Ö! Umyjesz si─Ö, bracie... A jak nie, to i tak kt├│rego┼Ť dnia deszcz zrobi swoje.

P: Gdzie najch─Ötniej sp─Ödzasz czas?

M: Tutaj. Ale na du┼╝e nagranie lubi─Ö wyrwa─ç si─Ö do Londynu. Ostatnio pracowa┼éem z Londy┼äsk─ů Orkiestr─ů Symfoniczn─ů – tu na szcz─Ö┼Ťcie by si─Ö nie pomie┼Ťcili, wi─Öc mia┼éem ┼Ťwietn─ů wym├│wk─Ö, ┼╝eby zn├│w odwiedzi─ç Abbey Road... Je┼Ťli chodzi o relaks, staram si─Ö jak najwi─Öcej przebywa─ç na ┼Ťwie┼╝ym powietrzu. Moje hobby to wycinanie w lecie przecinek dla konnych wycieczek – robi┼éem to nie dalej jak wczoraj. Jestem Cz┼éowiekiem z Pi┼é─ů Tarczow─ů – strze┼╝cie si─Ö, drzewa! Ale wszystkie przepraszam przed egzekucj─ů i t┼éumacz─Ö im: „Zrozumcie, jest was tyle, ┼╝e tworzycie nieprzebyty g─ůszcz!” Naprawd─Ö lubi─Ö to zaj─Öcie, lubi─Ö by─ç sam w lesie... Mamy tu te┼╝ sztuczny zbiornik, na kt├│rym czasem ┼╝egluj─Ö – tak┼╝e samotnie, tylko ┼é├│dka i ja. To mnie niesamowicie uspokaja. A poza tym – jest to co┼Ť, czego nie mog┼éem spr├│bowa─ç jako dziecko. „Oni” ┼╝eglowali, my nie. „Oni” je┼║dzili konno, my nie. R├│┼╝nice klasowe by┼éy ogromne, dzieli┼éa nas przepa┼Ť─ç pod wzgl─Ödem statusu i kondycji finansowej. Postanowi┼éem to zmieni─ç, kiedy dorosn─Ö.

P: Wiele piosenek z p┼éyty Flaming Pie wymy┼Ťli┼ée┼Ť i skomponowa┼ée┼Ť w czasie wakacji.

M: Wiem. Du┼╝o os├│b mi m├│wi, ┼╝e na urlopie nie powinienem pracowa─ç. Ale przychodzi taki moment w ci─ůgu dnia, zazwyczaj po lunchu, kiedy ogarnia mnie nuda. Inni skwiercz─ů na s┼éo┼äcu albo ucinaj─ů sobie drzemk─Ö, a ja nie mam co robi─ç. Wi─Öc bior─Ö do r─Öki gitar─Ö. Traktuj─Ö to jako jeszcze jedno hobby – nazywa─ç to prac─ů by┼éoby troch─Ö bezwstydne. Zawsze powtarzam, ┼╝e muzyk─Ö si─Ö GRA. To s┼éowo jest bardzo istotne. Ja po prostu gram, a granie kojarzy si─Ö z zabaw─ů.

P: Skoro nie pracujesz, trudno m├│wi─ç o emeryturze...

M: Nawet bym nie chcia┼é! Na emeryturze mo┼╝na si─Ö zanudzi─ç na ┼Ťmier─ç. Nie wiem, co bym robi┼é. Przecie┼╝ nowe melodie nie przesta┼éyby nagle snu─ç mi si─Ö po g┼éowie. Jak bym je od siebie odp─Ödza┼é? Musia┼ébym chyba wo┼éa─ç: „A sio!”

P: M├│g┼éby┼Ť podr├│┼╝owa─ç. Przecie┼╝ to lubisz.

M: Nawet bardzo. Podr├│┼╝e wci─ůgn─Ö┼éy mnie jeszcze w czasach Beatles├│w. Linda, na przyk┼éad, nie przepada za noclegami w hotelach, podczas gdy ja, cho─ç si─Ö do tego g┼éo┼Ťno nie przyznaj─Ö, po tylu latach sp─Ödzonych w trasie nadal znajduj─Ö w tym dzik─ů przyjemno┼Ť─ç. Wchodz─Ö do pokoju i instynktownie wykonuj─Ö znajome czynno┼Ťci: wyjmuj─Ö maszynk─Ö do golenia i szczotk─Ö do z─Öb├│w, sprawdzam, czy w ┼éazience s─ů r─Öczniki, w┼é─ůczam telewizor [zaciera rado┼Ťnie r─Öce]. W hotelu czuj─Ö si─Ö jak ryba w wodzie. Pami─Ötam, ┼╝e doprowadza┼éem ch┼éopak├│w [z The Beatles] do sza┼éu, bo zabiera┼éem w tras─Ö kwarc├│wk─Ö i opala┼éem si─Ö siedz─ůc na sraczu! Zwykle mieli┼Ťmy dla siebie tylko marne pi─Ö─ç minut czasu – ledwo zd─ů┼╝ali┼Ťmy po┼ékn─ů─ç jajecznic─Ö i skoczy─ç do kibla...

P: Opowiedz nam o swojej symfonii.
M: ┼Üci┼Ťle rzecz bior─ůc to nie symfonia, lecz poemat symfoniczny. Nie patrz tak na mnie, jeszcze niedawno te┼╝ nie wiedzia┼éem, na czym polega r├│┼╝nica. Symfonie sk┼éadaj─ů si─Ö z czterech cz─Ö┼Ťci, kt├│re jednak zwykle nie tworz─ů sp├│jnej ca┼éo┼Ťci. Natomiast symfoni─Ö narracyjn─ů w zasadzie powinno si─Ö fachowo nazywa─ç „poematem d┼║wi─Ökowym”. Ale poniewa┼╝ wiele os├│b nazw─Ö t─Ö mylnie kojarzy z utworem literackim, „poemat symfoniczny” jest lepszym okre┼Ťleniem, poniewa┼╝ sugeruje od razu, ┼╝e to co┼Ť ma jaki┼Ť zwi─ůzek z muzyk─ů. Poemat ten zosta┼é u mnie zam├│wiony cztery lata temu, dla uczczenia stulecia istnienia wytw├│rni EMI.

P: Ostatnie pytanie: gdyby kto┼Ť podszed┼é do ciebie na ulicy i powiedzia┼é „Beatlesi byli do dupy!” – jak by┼Ť zareagowa┼é?

M: Odpowiedzia┼ébym: „Gub si─Ö, z┼éamasie!”

Dotychczasowe komentarze:

Tw├│j komentarz do umieszczenia w Rocznikach The Beatles:

komentarz dnia 2019-06-19 01:24:26,
Komentarze mog┬▒ zamieszcza├Ž tylko redaktorzy serwisu. Pytaj admina joryk2@wp.pl